Wieczor kawalerski

Blimp!

Sms!

Od niego: “Imprezy ciąg dalszy. Jesteśmy na dworcu, jedziemy do Wrocławia. Nadal masz wolny wieczór?”

Zapiszczała z radości i odpisała natychmiast: “Oczywiście, że mam wolny wieczór!!! Jakie plany, damy radę się spotkać?”

“Damy, spokojnie. Będziemy ma miejscu koło 17:00, dam znać. Polecisz jakąś knajpę z dobrym jedzeniem dla facetów na kacu?”

“Jeśli tatar, hamburgery, żeberka i browar to tylko Chopper Bar przy Rynku – dobrze Was tam nakarmią!”

Na kolejny SMS musiała poczekać trochę dłużej, pewnie towarzystwo się naradzało: “Przyjdź do Chopper Bar o 18:00”

“Tak po prostu, na legalu? Chłopaki wiedzą czy mam udawać przypadkowo spotkaną znajomą?!”

“Po prostu przyjdź 🙂 “

Czas do wyjścia dłużył jej się niesamowicie… Denerwowała się, jakby szła na pierwszą randkę! A to przecież nie była normalna randka… Z nim jakoś w ogóle nic nie było normalne. Ale za to szalenie ekscytujące.

Zrobiła sobie małego drinka na rozluźnienie. Założyła zieloną sukienkę – tę szybką – a pod nią komplet w moro. Na szyi nie mogło znaleźć się nic innego jak obróżka – ta, o której pisał ostatnio, że tylko ją by zostawił… Starannie ułożyła bałagan z włosów na głowie, zafarbowanych na rudo dzień wcześniej – Nieźle – pomyślała, uśmiechając się do siebie przed lustrem zadowolona z metamorfozy – On się zdziwi, a mnie przy okazji nikt w mieście nie pozna… Idealnie.

Założyła buty na koturnie, wzięła sznurkowy plecak i ruszyła chwilę po godzinie 17, żeby spokojnie dotrzeć na czas. Na Rynku znalazła balonikarza i kupiła dla pana młodego balon w kształcie wyścigówki. Im bliżej umówionej knajpy się znajdowała, tym bardziej się stresowała. Stanęła, by wziąć kilka głębokich oddechów, zerknęła jeszcze w lusterko i ruszyła, uśmiechnięta szeroko – szczęśliwa na spotkanie z nim.

Zobaczył ją z daleka, ale patrzył, jakby jej nie poznawał. Kiedy zorientował się, że to ona otworzył zdumiony oczy, uśmiechnął się i wstał, by wyjść jej naprzeciw.

– Cześć Mała. I ruda – przytrzymał ją w pasie i cmoknął w policzek. Odwróciła głowę, by musnął też usta. 

– Cześć Przystojniaku – stali przez chwilę bez ruchu, patrząc na siebie i badając, czy coś się zmieniło. U niej nic. Natychmiast poczuła palący ją od środka żar…

– Cześć chłopaki! – wychyliła się zza niego by przywitać pozostałych gości imprezy.

– Cześć!

– Hej!

– Witamy!

– Słońce, który to pan młody? – znów zwróciła się bezpośrednio do niego.

– O ten, tutaj – wskazał kolegę siedzącego po drugiej stronie stołu. Podeszła do pana młodego, założyła mu na rękę tasiemkę z balonikiem i powiedziała:

– Życzę Ci, żebyś zawsze miał w sobie małego chłopca z balonikiem. Nigdy nie zdziadziej!

– Ale wy ponoć nie lubicie małych chłopców?! – zapytał zaczepnie inny gość imprezy.

– Zdecydowanie wolimy małych chłopców z fantazją od starych znudzonych życiem zgredów – mówiąc to patrzyła Mu prosto w oczy. 

– Dziękuję! Będę pamiętał. – powiedział pan młody – Czego się napijesz? Piwko? – zapytał. 

– Piwko niekoniecznie, dzięki. Zaraz pójdę do baru i coś sobie znajdę. Chodź ze mną! – wróciła do niego i pociągnęła za rękę do środka lokalu. Wsunęła się przed niego i oparła o bar, a jego dłonie położyła sobie na biodrach. Była tak stęskniona za jego dotykiem i ciałem, że miała ochotę rzucić się na niego tutaj, natychmiast, bez oglądania na obsługę i gości lokalu. Ale powstrzymała się, a on przywarł do niej blisko i powoli przesuwał dłonie po biodrach w dół, aż sięgnął palcami do dolnej krawędzi sukienki i zaczął wracać w górę, po gołej skórze. Wyżej. I wyżej…

Zamówiła rum z colą. Poprosiła o przypilnowanie drinka przez chwilę i pociągnęła go w stronę schodów.

– Nie są to jakieś szczególnie romantyczne okoliczności, ale dłużej nie wytrzymam! – wyszeptała. –

– Ten poziom romantyzmu bardzo mi odpowiada – uśmiechnął się szelmowsko i na dole schodów oparł ją o ścianę. Przywarł do niej całym ciałem i zatopił się w jej ustach. Całowali się długo i mocno. Ktoś w tym czasie zwolnił jedną z łazienek. Zerkneli na siebie w poszukiwaniu akceptacji dla tego pomysłu i równocześnie ruszyli w stronę drzwi.

Wylądowali w przedsionku, z dużym lustrem i umywalką na blacie. Światło było przytłumione, a z góry dochodziły głównie basy i trudno było rozpoznać, jaki kawałek właśnie leci. Przekręcił zamek w drzwiach i spojrzał na nią. 

– Szybka? – powiedział zerkając na sukienkę i zaczął rozpinać jej guziki – Nadal wolę bez. – zdjął jej sukienkę i odłożył na blat. Zawstydziła się, ale nie miała czasu zastanawiać, bo zaczął ją dotykać i całować… Najpierw szyja, ramiona, w międzyczasie zdjął jej stanik, potem piersi i brzuch. Aż zsunął majtki i wcisnął się tam językiem… Jęknęła. Oparła pupę o blat, wsunęła palce w jego włosy i zamknęła oczy. – Chryste… jak on to robi?! – myślała czując kolejną falę dreszczy na całym ciele i wbijając palce w jego ramiona.

Coraz trudniej było jej ustać na nogach, więc przerwał pieszczotę i wstał. Trzymając za biodra obrócił ją plecami do siebie. Całował jej kark i plecy, a ręką pieścił piersi, które równocześnie widział w lustrze. Druga ręką sięgnął znowu w kierunku majtek. Wiła się i jęczała cicho, a on trzymał ją w żelaznym uścisku i nie przestawał. Na chwilę tylko przerywał pocałunki, by móc przyjrzeć się jej odbiciu w lustrze. Uśmiechał się z satysfakcją – w tej sytuacji miał nad nią całkowitą władzę.

Kiedy uznał, że już czas, oparł jej ręce na blacie, a sam rozpiął spodnie i, nawet ich nie zsuwając, wyjął nabrzmiałego penisa. Wypięła pupę w jego stronę, więc wcisnął się w nią i zaczął ujeżdżać… Najpierw powoli, mocno – przy każdym ruchu spinała się cała i jęczała cichutko. Przyspieszył, ale nie tracił cierpliwości. Wyprostowała się, przylgnęła do niego plecami, a ręką objęła go za kark. Pocałował ją szybko, złapał za włosy i pociągnął do poprzedniej pozycji. Widział, jak odczucia wzbierają w niej by zaraz wybuchnąć…

Chwilę trwało, nim skończyli. W międzyczasie ktoś pukał do drzwi i szarpał za klamkę, ale nie zwrócili na to uwagi. Stali ze sobą, próbując zlapac oddech.

– Dobre to było… Bardzo dobre. – wychrypiała zziajana, zapinając guziki i poprawiając sukienkę. 

– Tak? Ale jakoś tym razem nie krzyczałaś? – spojrzał na nią z rozbawieniem – jestem zawiedziony! Natychmiast zrobiła się ze wstydu purpurowa na twarzy i rzuciła na niego, by pięściami okładać jego klatę. Przytulił ją mocno i pocałował.

– Popracujemy nad tym jeszcze. A czy teraz już możemy w spokoju wrócić na górę?

– Spokoju nie gwarantuję, ale wrócić możemy… – wyszeptała i wtuliła jeszcze na moment twarz w jego szyję.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Panama

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *