Nie mogliśmy doczekać się, aby być sam na sam. Ale nadszedł ten dzień. Był nieuniknioną konsekwencją naszego pierwszego spotkania na basenie.
Wchodząc do pokoju Sylwii, byliśmy już rozgrzani. Nie było zbędnych rozmów.
Zdjęła koszulkę przez głowę rzucając ją w kąt i odwróciła się do mnie. Patrząc mi w oczy zaczęła ściągać spódniczkę. Zrobiła to samo z majteczkami, stając przede mną całkiem naga. Zdjąłem podkoszulek, ale nie mogła się doczekać i złapała za mój pasek od spodni. Trzęsła się. Całowała mnie po klacie, siłując się z klamrą. Wreszcie rozpięła go, rozsunęła suwak i klękając ściągnęła mi spodnie do kostek. Po chwili byłem goły. Myślałem, że chce popieścić członka ustami, ale wstała i popchnęła mnie na łóżko.
– Zróbmy to! Już!
Położyła się na plecach, patrząc jak mocuje się z gumką.
– Zaczekaj! – powiedziała, gdy chciałem się na niej położyć, wstała i włączyła magnetofon.
– Chcę ten dzień dobrze zapamiętać . A słuchając muzyki zawsze przypominają mi się te najlepsze.
Położyła się. Chciałem pocałować jej cipkę, ale przyciągnęła mnie do siebie.
– Już! – powiedziała krótko.
Podciągnęła kolana do piersi i rozłożyła je na boki.
Bez zbędnych ruchów zacząłem zanurzać się w tą niezdobytą jaskinię rozkoszy.
Lekarz zrobił świetną robotę.
Nie wyciął błony, tylko delikatnie ponacinał. Nadal blokowała wejście, ale pod wpływem nacisku zaczęła rozchodzić się na boki. Technicznie rzecz biorąc, to właśnie w tym momencie pozbawiałem Sylwię dziewictwa.
Czuła to.
Nie widziałem na jej twarzy bólu tylko podniecenie i radość. Wsuwając się do końca, przytuliliśmy się do siebie i zostaliśmy w tej pozycji przez chwilę.
– Och! – szeptała mi do ucha – Czuję go! Nareszcie! To cudowne!
Zaczęła poruszać delikatnie biodrami, drżąc na całym ciele i zasypywać mnie pocałunkami. Nie byłem bierny. Dopasowałem ruch swoich bioder i wsuwałem się coraz szybciej.
Odepchnęła się od łóżka do pionu i złapała mnie za szyję.
Kochaliśmy się teraz na siedząco.
Sylwia przylgnęła do mnie całym ciałem, poruszając się w ten sposób, że ocierała się wargami i łechtaczką o moje podbrzusze. Byłem rozpalony do granic. Obejmowałem ukochaną osobę, byłem w niej, całowałem ją, a do tego usłyszałem jeszcze melodię z magnetofonu.
Był to „Free Bird” zespołu Lynyrd Skynyrd. Pamiętam, jakby to było wczoraj.
Pisałem Wam, że jak słyszę Led Zeppelin to widzę Anetę.
Teraz gdy słyszę „Free Bird” przypominam sobie ten przecudowny moment.
Sylwia całując mnie, przyciskała się do mnie z całej siły. Oddychała głośno, co chwila jakby szlochając. Wyprężała ciało do tyłu, nadziewając się coraz szybciej. W tle „Free Bird” zaczął młócić końcową frazę, a ja poczułem, jak pochwa Sylwii zaczyna się kurczyć. Złapała mnie za włosy, ciągnąc mocno, a sama odchyliła się do tyłu, by za chwilę przyciągnąć mnie do siebie. Drapała mnie, ssała i gryzła moje wargi, a skurcze mięśni powodowały, że podskakiwała przy najmniejszym ruchu mojego członka. Wtedy zwiększyłem tempo, bo jeszcze było mi mało, ale czułem już, że jestem na granicy orgazmu. Sylwia jęczała, szlochała, szamocząc się, jakby chciała wyrwać się z moich objęć.
Wtedy poczułem, jak gorąca ognista kula przemieszcza się z głębi mojego ciała, a następnie wybucha w jej szparce.
Wulkan rozkoszy, targał mną nieprzerwanie. Wzrok cieszący się widokiem szalejącej, kochanej istotki, smak jej ust, zapach rozpalonego ciała, hałas jej orgazmu pomieszany z muzyką, i członek tryskający wściekle w jej wnętrzu, a to wszystko otoczone aurą miłości…
Nie wiem jak to opisać.
Trzeba to przeżyć samemu i z całego serca życzę Wam tego. Chociaż raz. Nie zapomnicie tego nigdy.
Wzbiliśmy się na szczyt cielesnej przyjemności…
Oczywiście wszystko to trwało krócej niż opisuję.
Nie oszukujmy się – piszę to do mężczyzn – ile możecie wytrzymać, jeśli nie mieliście wytrysku od jakiegoś czasu, jesteście ostro napaleni i uprawiacie seks z kimś, kto wam się bardzo podoba.
Ja, pewnie z 5 minut. I nie mówię tu o wszystkich pieszczotach, tylko o głównym stosunku.
Natomiast kobieta potrzebuje trochę dłuższej rozgrzewki. Dlatego zawsze zaczynałem językiem i palcami. Można zdziałać cuda. Dziewczyny często myślały, że chcę riposty, ale dawało to za szybko efekt.
Bo kiedy pieściły go ustami, kończyłem przed daniem głównym. Zaletą jest fakt, że jak chwilkę odpocząłem, to mogłem już o wiele dłużej.
Jakiś czas temu, pewna kobieta powiedziała mi, że mam wspaniały język i używam go perfekcyjnie. Nie spotkała dotąd mężczyzny, który w tak mistrzowski sposób by się nim posługiwał. Oczywiście, chodzi o pieszczoty oralne, nie o sposób wysławiania się. Teraz pewnie już domyślacie się, skąd wziął się mój pseudonim :P.
Kiedy nasze ciała się uspokoiły, położyliśmy się obok siebie. Spojrzałem na Sylwię, która leżała na wznak, a po twarzy spływały jej… łzy?
– Ty płaczesz?
– Nie – uśmiechnęła się, ale pociągała nosem.
– Boli cię coś? – przestraszyłem się.
– Nie głuptasie – zachichotała – to ze szczęścia.
Słyszałem o tym. Powiedziała mi o tych łzach Aneta. Pochyliłem się i pocałowałem mokre policzki.
– Czuję się tak wspaniale. Możemy już nie wstawać z łóżka do końca życia? – spytała rozmarzona.
– Możemy, tylko nie będzie ono zbyt długie.
Śmiała się. Jej szczery, dźwięczny śmiech obijał się o ściany pokoju.
– Żałuję, że nie zostałam w Polsce, może poznalibyśmy się wcześniej i byśmy robili to od dawna.
– Przestań, przecież wyjechałaś jako dziecko, to od kiedy byś chciała uprawiać seks?
– Od kiedy by ci zaczął stawać.
Rozbawiła mnie.
– Ty mała rozpustnico – śmiałem się – jak mi stawał, to ty chodziłaś w pieluchach!
– O tak, na pewno! – krzyknęła stając na łóżku – Ludzie! Słuchajcie! Największy kochanek na świecie! Miał już drągala w przedszkolu, żadnej koleżance nie przepuścił, ustawiały się w kolejce, błagały o numerek! – mówiła to głosem, jakby ogłaszała komunikat – dziękuję ci Mój Panie, że obdarzyłeś mnie swym cudownym siusiakiem!
Zrobiła ukłon jak przed królem cały czas chichocząc.
– Czy ty śmiejesz się z mojego członka?? O nie, ta zniewaga krwi wymaga!
Rzuciłem ją na łóżko i łaskotałem po całym ciele.
Z wygłupów dotyk przerodził się w pieszczoty. Zaczęliśmy się całować. Namiętnie, czule.
Wszedłem w nią ponownie. Nie śpieszyliśmy się, leżąc na Sylwii wykonywałem powolne ruchy biodrami, rozkoszując się dotykiem naszych ciał. Kochaliśmy się w ciszy, słychać było tylko nasze przyśpieszone oddechy. Kiedy dziewczyna doszła, przytuliła się mocno do mnie.
– Och! Mmm! Oooch! – mruczała mi do ucha.
Potrzebowałem trochę więcej czasu, co zaraz zauważyła Sylwia i przekręciła nas. Teraz ona była na górze. Poruszała jeszcze chwilę biodrami, po czym wysunęła penisa z pochwy i zdejmując prezerwatywę wzięła go do ust. Pieściła języczkiem samo obrzeże główki, by po chwili zanurzyć ją w buzi, a po oblizaniu wargami ponownie wystawiła język. Było to bardzo przyjemne, ale przyznam szczerze, że lepsza w tym była Emilka. Z tym że Emi trenowała to długo i znała moje ulubione pieszczoty, a Sylwia, pomimo że wiedziała jak wygląda stosunek oralny, nie miała praktyki. A wiecie na pewno, że teoria w wielu przypadkach, różni się od rzeczywistości. Oczywiście miałem za chwilę orgazm, pieszczony członek musi w końcu trysnąć. Ale widać było, że musi jeszcze popracować nad techniką.
Pisałem wcześniej, że mężczyzna może się zawieść. Kobieta tym bardziej.
Chodzi mi nie tylko o brak treningu, ale też brak wiedzy lub niechęć do pewnego rodzaju pieszczot.
Nie każda dziewczyna jest w stanie wziąć penisa do ust. Jeszcze gorzej jest z nasieniem. Do tego trzeba dojrzeć. Być może obecnie, jest to normalna forma pieszczot dla nastolatków, ale nie wtedy.
Pamiętam jak byliśmy dzieciakami i na boisku kolega opowiadał nam o filmie pornograficznym. Nie dość, że nie wierzyliśmy w to co mówi, to jeszcze pojawiły się komentarze.
– Blee, to obrzydliwe! To bujda!
I chociaż przysięgał, że to widział, nie dawaliśmy temu wiary. Nie mieściło nam się w głowach, jak można całować miejsca, z którego lecą siki i kupa.
Gdybym nie miał tak wcześnie partnerek, to przekonanie na pewno długo by we mnie siedziało. I w większości moich kolegów i koleżanek właśnie tak było. Nawet jak dorośli, nie byli gotowi na tak wyrafinowane pieszczoty. Kiedyś mama mi powiedziała, że do seksu trzeba dojrzeć.
I to jest to.
Ja dojrzałem szybko, ale tylko dlatego, że uczyły mnie dziewczyny. Bez nich wiedziałbym tyle co koledzy. A wiedzieli tylko jak się „rucha”. Trzeba włożyć siusiaka w dziurę – nie wiadomo było w którą i jak – i poruszać biodrami. Oczywiście próby były i to wiele. Zawsze ktoś się znalazł, co namówił jakąś dziewczynę do pójścia w „krzaki”.
Prowadzili dziewczynę w odosobnione miejsce i się „ruchali”, o miłości się wtedy nie mówiło.
I niestety, tu rzeczywistość okazywała swoje oblicze.
Albo nie mógł trafić, jak trafił to tylko sprawił dziewczynie ból, nie przyjemność, bo nie wiedział, że dziewczyna ma być tam wilgotna, a o grze wstępnej nie było absolutnie mowy.
A najczęściej kończyło się tak, że zobaczywszy cipkę na żywo, to szczytował w majtkach, albo zdążył dotknąć warg sromowych penisem i tryskał na łono i brzuch dziewczyny. Z siebie był zadowolony, miał wytrysk, miał stosunek z dziewczyną – był „gościem”.
Ale pomyślcie co czuły dziewczyny, przeżywszy swój „pierwszy raz”.
Zero przyjemności, nawet jak były trochę podniecone na początku, to później przyszło mocne rozczarowanie. Jak taka dziewczyna miała myśleć o seksie. Po takim stosunku była, delikatnie mówiąc, zdegustowana.
Były też dziewczyny, które „za Chiny” nie chciały tego robić. Rodzice im wpajali, że to jest złe, brzydkie, odrażające, że zachoruje i umrze, no niestworzone rzeczy. Nawet w dorosłym życiu miały później problemy. Nie mogły pozbyć się strachu z młodości. Wiem o tym, gdyż jestem w takim wieku, w którym dzielę się wszystkimi problemami, zwłaszcza intymnymi. Nie wstydzę się. Wstyd zostawiłem w czasach dzieciństwa, które teraz Wam opisuję.
Jak zwykle się rozpisałem, ale chcę Wam zobrazować, jaka w tamtym okresie była wiedza o seksie.
Żadna.
Było dużo młodzieży, która nie wiedziała skąd się biorą dzieci.
Pamiętam, że w czwartej klasie podstawówki, w książce od biologii był cały rozdział o układzie rozrodczym człowieka. Były jakieś proste rysunki, zdjęć oczywiście żadnych, tylko suche opisy poszczególnych elementów. Dla mnie i moich rówieśników było to zbyt techniczne podejście. To tak, jakby ktoś opisywał mi pracę silnika czterosuwowego, a ja nie widziałbym nigdy auta.
Pani kazała przeczytać ten rozdział w domu, nie omawiając go i nigdy nie powróciliśmy już do tego tematu. Nie było wyjaśniania, przepytywania ani zadań na klasówce. Tak wyglądała nasza edukacja seksualna w szkole. Zacofanie to mało powiedziane, a przecież dochodziły jeszcze zakazy religijne i strach przed piekłem.
Najbardziej wstydziłem się u spowiedzi.
Ksiądz zawsze dopytywał się, czy się tam dotykam, czy mam nieskromne myśli, czy dotykałem koleżanki, a może kolegów, czy widziałem ich gołych – dla dzieciaka to ogromny wstyd.
Na początku mówiłem mu, że się dotykam i odczuwam przyjemność, ale było to jeszcze przed poznaniem Moniki.
Jak już wszedłem w wiek nastoletni to mówiłem, że byłem nieskromny w myślach, słowach i uczynkach. Chciał znać szczegóły, ale nic więcej się ode mnie nie dowiedział. Cała ta otoczka zła, związana z seksem, powodowała strach wśród nastolatków.
Ale Sylwia nie miała takich oporów.
Wychowana częściowo we Włoszech, gdzie kobiety opalają się topless na zwykłych plażach i pod czujnym okiem wyzwolonej ciotki, promieniała szczęściem. Wiedziała doskonale co i jak robić, żeby dawać i odbierać przyjemność. Nasze ciała powoli zaczynały nadawać na tych samych falach.
Znów leżeliśmy obok siebie. Dziewczyna przekręciła się i opierając głowę na moim ramieniu, objęła mnie.
– Jaka ja byłam kiedyś głupia.
– Jak to?
– Myślałam, że facet do niczego się nie nadaje.
– Nie byłaś głupia, tylko naiwna. Starsze koleżanki wbijały ci to do głowy, sama mówiłaś.
– Tak, ale nie sprawdziłam tego, tylko powtarzałam jak papuga.
– Może jak poznalibyśmy się wcześniej, zmieniłabyś zdanie.
– Nie „może”, tylko zmieniłabym w sekundę. Nikt mi nie dał tyle przyjemności co ty.
– Bo nie próbowałaś pieszczot.
– Jak to nie? Kiedyś dotykałyśmy się z koleżanką.
– Naprawdę? I jak było?
– W porównaniu z Tobą? Sto razy gorzej. Na początku siedziałyśmy naprzeciwko siebie i bawiłyśmy się cipkami. Ale czułam się tak, jakbym masturbowała się przed lustrem. Więc wymyśliłyśmy, że jedna będzie pieścić drugiej. Było to nawet przyjemne, ale nie szczytowałam. Czułam tylko taki lekki dreszczyk. A z Tobą, czuję nie tylko dreszcze, ale huragan, który porywa mnie w najpiękniejsze strefy rozkoszy.
Głaskała mnie po klacie, by po chwili zjechać rączką na krocze. Objęła palcami penisa i delikatnie ściągała skórkę.
– I jeszcze członek – dodała – daje tyle przyjemności. Nie zamieniłabym go na nic. Jest miły w dotyku, a jak jest we mnie, czuję się niesamowicie. Jakby wypełniona miłością, spełniona.
Mówiąc to, cały czas bawiła się nim, ściągając napletek i jeżdżąc palcami po prąciu. Mimo dwóch wytrysków nie pozostał bierny i po chwili stał na baczność, dumny jak żołnierz na przysiędze.
Zamyślona Sylwia na początku nie zwróciła na to uwagi. Wreszcie spojrzała zdziwiona co trzyma w ręku .
– Alarm! Jakiś maszt na horyzoncie! Kapitanie, co robić? – zaśmiała się.
– Wdrap się na bocianie gniazdo i sprawdź czy widać ląd – odparowałem lekko podniecony.
– Nie dam rady, dwa razy się na niego nadziałam. Boję się, że przebije mnie na wylot.
– No taki długi to on nie jest – próbowałem ją namówić.
– Jest, jest, czułam go już w gardle – chichotała.
– Bo włożyłaś go, nie od tej strony co trzeba.
Teraz już śmiała się w głos.
– Taak? Dobrze, zapamiętam. Jeszcze będziesz prosił, żebym go pocałowała.
Wskoczyła na mnie siadając mi na brzuchu.
– Już proszę.
– Nic już dzisiaj ode mnie nie dostaniesz. Oddałam ci się cała, a ty ze mnie żartujesz?
Złapała mnie za nadgarstki i przycisnęła je do łóżka. Siłowaliśmy się, jak to mieliśmy w zwyczaju, ale poddałem się szybko. Pochyliła się, pocałowała moje usta i wyprostowała się z powrotem.
– A tak na poważnie, to dziś mnie rozdziewiczyłeś i nie myśl, że tego nie czuję.
– A pytałem, czy coś cię boli – powiedziałem z wyrzutem.
– Bo nie boli. Po prostu czuję lekki dyskomfort, ale możemy..
– Co?
– Chyba że..a dobra, już nic.
– No powiedz!
– Nie ma o czym. Chodź się wykąpać, bo zobacz która godzina. Miałeś być na piątą w domu.
– Kurde! Tyle czasu w łóżku, to jeszcze nie byłem z dziewczyną.
– To pewnie z chłopakiem!
– Co?! – spojrzałem na nią, ale spostrzegłem, że żartuje – Ale śmieszne, ha, ha, pęknę ze śmiechu.
– Nie pękaj, wiem, że uwielbiasz kobiety – powiedziała spokojnie.
I tutaj miała dużo racji.
Uwielbiałem i uwielbiam do tej pory. Spotkałem mnóstwo dziewczyn na swojej drodze. Z jednymi się spotykałem, z drugimi tylko rozmawiałem, a jeszcze inne znałem tylko przelotnie – ze szkoły, z osiedla, z bloku – jak każdy z Was. Spotykałem przeróżne. Ładne, brzydkie, grube, chude, miłe, wredne, złośliwe, radosne i smutne, po prostu wszystkie na jakie możecie natrafić w swoim życiu.
I powiem jedno.
W każdej z tych kobiet widziałem coś, co przyciągało mnie do nich. Nawet te nienawidzące całego świata, ze mną włącznie, jak poznaliśmy się bliżej, widziałem w nich te dobre uczucia. Potrzebę miłości, czułości i bliskości z drugą osobą.
Były kobiety skrzywdzone przez życie, które obwiniały za to całe otoczenie. A to potęgowało wyobcowanie i jeszcze większą złość. Żal mi ich było i kiedy rozmawialiśmy, przekonywałem je, że świat wcale nie jest taki zły. Zależy od tego z jakiej perspektywy patrzymy. I rzeczywiście, stawały się milsze, bardziej przyjazne i wreszcie zaczynały zdobywać kontakty towarzyskie.
Grube dziewczyny obwiniały się, że są słabe, nie mogą się odchudzić, nie chce im się ćwiczyć, a tak naprawdę potrzebowały dopingu ze strony chłopców, nie wyśmiewania. Są bardzo wrażliwe i potrafią się mocno załamać.
Pamiętam jak kiedyś namówiłem jedną koleżankę na bieganie.(Miałem z nią nawet kontakt erotyczny, ale to opiszę Wam innym razem).
Nie chciała, powiedziała że jak biegnie, tłuszcz przelewa jej się na boki i że będą się z niej śmiać. Wytłumaczyłem jej, co jest ważniejsze w życiu – wstyd przed smarkaczami, czy dobre samopoczucie i komfort bycia chudszym.
– Teraz się pomęczysz, najesz wstydu, ale później będziesz szczęśliwa.
– No..nie wiem.
– Posłuchaj, będę biegał z Tobą i tylko wieczorami, kiedy najmniej się kręci ludzi, chcesz?
No..dobra.
Dziewczyna dopięła swego. Na początku bieganie, później jakieś treningi w szkole, a do tego doszło zdrowe żywienie.
Po pewnym czasie żaden chłopak się nie śmiał, tylko z pożądaniem wodził za nią wzrokiem.
W każdej kobiecie ukryte jest piękno. A zadaniem partnera, jest to piękno wydobyć na zewnątrz. I wtedy zobaczy, że jest fajna, że warto było się starać.
Poszliśmy wziąć prysznic.
Sylwia odkręciła wodę i schyliła się po gąbkę. Zaczęła jeździć nią po moim ciele. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Moje ręce błądziły po jej plecach, by po chwili zjechać na pośladki. Według mnie, jest to najbardziej podniecająca część ciała. Są takie delikatne, mięciutkie i miłe w dotyku. Mógłbym je całować i pieścić bez końca. Jak można było się domyślić, mój ptaszek potwierdził to szybko, wbijając się dziewczynie w brzuch.
Spojrzała w dół i parsknęła, kręcąc głową.
Odwróciła się, by odłożyć gąbkę, wtedy przylgnąłem do jej pleców wciskając się między jej krągłości. Objąłem ją w pasie przyciągając do siebie i zacząłem całować jej kark. Przyjmowała pocałunki z zadowoleniem, zaciskając jednocześnie uda na członku. Zacząłem poruszać biodrami w przód i w tył ślizgając się nim między nogami. Spodobał jej się ten masaż. Rozchyliła uda, włożyła rączkę i przyciskając penisa do warg sromowych, zacisnęła je z powrotem. Trzymała go od dołu, kierując na bardziej wrażliwe obszary. Poruszałem się miarowo, całując ją po szyi, ramionach i plecach. Wreszcie poczułem, jak zwalnia się blokada w główce i zacząłem tryskać na dłoń Sylwii. Odchyliła ją nieco i przyglądała się jak kolejne strzały lądują na ściance kabiny.
Była bardzo podniecona.
Przyciskała co chwila prącie do łechtaczki, wzdychając cichutko. Po pewnym czasie zacisnęła uda jeszcze mocniej. Oparła się wolną ręką o ścianę i zaczęła drgać.
– O! Och! Oo! – wzdychała cichutko.
Kiedy orgazm minął, odwróciła się do mnie i przytuliła.
– Nie sądziłam, że będę jeszcze dziś szczytować. Jak ty to robisz, że dochodzę tak szybko? Skąd bierzesz energię?
– Z gniazdka.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
– Ładuję go prądem, a później przekazuję tobie. Widziałaś, jak przed chwilą cię targał – mówiłem z pełną powagą.
Myślała sekundę, po czym zamknęła oczy i kładąc dłoń na czole uśmiechnęła się.
– Ale ty jesteś walnięty to szok. Myślałam, że mówisz poważnie.
Teraz zacząłem się śmiać. Klepnęła mnie mocno w pośladek.
– Wychodź, starczy na dzisiaj, bo cię tu zamknę i już nigdy nie wypuszczę.
Po kilkunastu minutach wtulając się w moje ramię, odprowadziła mnie do ulicy.
– To był najcudniejszy dzień w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę. Aha, pojutrze przyjeżdżasz na cały weekend, tak?
– Tak perełko.
– Wisisz mi tydzień w łóżku, a to był dopiero jeden dzień. Nie wymigasz się.
– Pamiętam i dotrzymam obietnicy.
– No. Twój członek należy teraz do mnie. Ma być cały czas przy mnie, a najlepiej we mnie – zachichotała.
– Może ci go zostawię, żebyś nie tęskniła.
Złapała mnie za rozporek.
– Ee tam! I co bym robiła z tym fiflakiem? – trzęsła się ze śmiechu.
– Fiflakiem?? Dobra, zobaczymy pojutrze. Będziesz go przepraszać i wychwalać pod niebiosa. Jeszcze ci pokażę!
– Na to właśnie liczę mój kapitanie.
Śmialiśmy się jeszcze przez chwilę. Gdy nam przeszło przypomniałem sobie coś.
– Powiedz, co chciałaś mi powiedzieć w łóżku?
– A..bo wiesz..pomyślałam już wcześniej, jak nie mogliśmy się kochać normalnie, że może..chciałbyś spróbować wiesz.. w pupcię?
– Och – stęknąłem, gdyż członek stanął mi w sekundę.
– Nigdy mnie tam nie pieściłeś, pomyślałam, że nie lubisz i dlatego ci nie proponowałam.
– I dopiero teraz mi to mówisz? Nie lubię? Wiesz, że teraz nie usnę? Zobacz! – powiedziałem, pokazując jej duże wybrzuszenie w kroku.
Penis stał tak mocno, że o mało nie rozerwał spodni.
– O matko! Czy ty nigdy nie masz dość? No to teraz wiem, że dotrzymasz obietnicy. Cześć!
Cmoknęła mnie na pożegnanie i ze śmiechem pobiegła w stronę furtki.
Przez całą drogę do domu wyobrażałem sobie, co będę z Sylwią robił przez dwa pełne dni. Było to tak podniecające, że naprawdę nie mogłem usnąć. Musiałem sobie ulżyć, a leżący za materacem, nie używany od jakiegoś czasu ręcznik, spełnił wreszcie swoją rolę :P.
Ps. Przeglądając swoje notatki zauważyłem, że obiecuję ciągle opisać Wam kontakty z innymi osobami, nie tylko główne partnerki. Na początku myślałem, że nie warto, bo były to jednorazowe akcje, ale teraz, opisując szczegółowo jak rozwijał się mój erotyzm, być może jest to ważne. A było trochę więcej dziewczyn, niż te kilka, które opisałem. Miałem przygodę z koleżanką z klasy, z podwórka, na koloniach, obozie harcerskim, na biwaku, wszędzie tam, gdzie zabierałem gitarę, zawsze znalazła się dziewczyna, którą zauroczyłem. Nawet jeden kolega zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Jednak stracę chronologię, gdyż wydarzenia te miały miejsce w tym samym okresie. Jeśli chcecie, mógłbym je opisać, może w formie oddzielnych epizodów, nie związanych z głównym wątkiem. Piszcie co o tym sądzicie i jak podobała się Wam ta część. Skróciłem ją dosyć mocno, gdyż z poprzednimi trochę przesadziłem :). Postaram się odpowiedzieć na komentarze i Wasze wskazówki, tylko że tutaj trzeba długo czekać na pojawienie się wpisów. Pozdrawiam.
Leave a Reply