Harry Potter, Gender Bender i wilkolak

Co ty, do cholery, piłeś, Harry? Głos Hermiony był ostrym szeptem, przecinającym ciężką ciszę biblioteki. Jej oczy, szeroko otwarte z mieszaniną akademickiego zainteresowania i surowej, niezaprzeczalnej ciekawości, wpatrywały się w niego.

Mógł tylko westchnąć, rozkładając palce na drewnianym stole, gdy głęboki, przenikliwy dreszcz wstrząsnął jego ciałem. To tylko fiolka zapomnianego, migoczącego płynu, która została na naszym stole, pomyślał, a świat się przechylił. Jeden łyk ciekawości.

Jego skóra mrowiła, wszystkie zakończenia nerwowe natychmiast ożyły. Poczuł rozciąganie, ciągnięcie głęboko w mięśniach, wrażenie stawania się coraz większym. Jego ramiona rozszerzyły się pod koszulą, materiał napiął się. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, nie bólu, lecz głębokiego, oszałamiającego podniecenia.

Hermiona wstała, a jej naukowy dystans prysł. Obeszła stół wokół, nie od niego, lecz w jego kierunku. Jej dłoń, zazwyczaj tak precyzyjna i delikatna, wyciągnęła się z nową, zaborczą natarczywością. Ona Nie zapytała, czy wszystko w porządku. Jej dłoń przywarła płasko do jego piersi, czując przez cienką bawełnę mocne, szalone bicie serca.

„Merlinie, Harry” – wyszeptała, a jej wcześniejszy szok przerodził się w coś gorącego, głodnego. „Twoje… wszystko. To wszystko… więcej”.

Jej dotyk go rozpalił. Złapał ją za nadgarstek, jego dłoń wydawała się większa, silniejsza, i poprowadził jej dłoń niżej, w dół, po twardym płaszczeniu jego brzucha. Rozchyliła usta, a jej oddech urywał się, gdy palce musnęły potężny wypukłość napierającą na jego spodnie. Przeszył go gwałtowny, czysty dreszcz pożądania, tak intensywny, że aż bolesny.

„Potrzebuję…” – zaczął, a jego głos brzmiał ochryple, głębszy niż wcześniej.

„Wiem” – przerwała mu, a jej oczy pociemniały z pożądania. „Muszę zobaczyć”.

Z taką sprawnością, że aż zakręciło mu się w głowie, jej zręczne palce rozpięły klamrę jego paska, guzik, a potem zamek błyskawiczny. Uwolnienie nastąpiło natychmiast, a on wyskoczył na wolność, ciężki, gęsty i całkowicie odmieniony. Gwałtowny wdech Hermiony był najbardziej erotycznym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszał.
Nie wahała się. Jej dłoń objęła go, a on zobaczył gwiazdy, a jego głowa odchyliła się do tyłu. „O tak” – mruknęła, bardziej do siebie niż do niego, kciukiem rozmazując kropelkę wilgoci z jego czubka. Pochyliła się, jej bujne włosy łaskotały go w uda, a jej język wysunął się, by poczuć nieśmiały, elektryzujący smak.

To była jego zguba. Z jego gardła wyrwał się gardłowy dźwięk, gdy jej ciepłe, wilgotne usta go otuliły, wciągając głębiej, niż myślał, że to możliwe. Jej entuzjazm był nieustanny, żarłoczna eksploracja. Jedną ręką objęła jego krocze, obciążając go, a drugą chwyciła za biodro, wbijając paznokcie w skórę, unieruchamiając ich oboje. Gładkie, gorące dźwięki jej ust wypełniały cichą bibliotekę niczym brudna, idealna muzyka.
Pędził ku krawędzi, przyjemność wiła się niczym nieznośne, nie do zniesienia napięcie w jego wnętrznościach. Zacisnął dłoń na jej włosach, nie po to, by ją prowadzić, ale by po prostu ją przytrzymać. „Hermiono, ja… nie mogę…”

W odpowiedzi tylko zanuciła, wibracje przeszły przez jego kręgosłup i ponownie spadły na niego, pochłaniając go w całości.

Świat rozpłynął się w czystej doznaniu. Jego orgazm był gwałtowną, pulsującą falą, która go przeszyła, a ona wypiła go stłumionym jękiem, a jej ciało zadrżało pod jego nogami. Kiedy w końcu się odsunęła, jej usta błyszczały, a oczy lśniły triumfalną, pierwotną satysfakcją.
Spojrzała na niego, lekko dysząc. „Fascynujące” – wyszeptała ochrypłym głosem. „Reakcje fizjologiczne są… nasilone bardziej niż cokolwiek zarejestrowanego…”

Przerwał jej, Podniósł ją za ramiona i przycisnął usta do jej ust, czując smak swoich ust na jej wargach. Obrócił je, przyciskając ją plecami do starego regału. „Twoja kolej” – warknął w jej szyję, a jego nowe, potężne dłonie już podciągały jej szaty w górę ud. „Muszę cię poczuć. Teraz”.

Jego palce zacisnęły się na pasku jej majtek, miękka bawełna stanowiła frustrującą barierę. Zapach starego pergaminu, atramentu i ich wspólnego, piżmowego podniecenia wypełniał powietrze, gęsty i odurzający. Hermiona odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o tom „Eliksirów Moste Potente”, z rozchylonymi ustami i ciężkimi powiekami pełnymi pożądania.

„Harry…” wyszeptała, napierając biodrami na jego badawcze dłonie.
Miał właśnie zedrzeć z siebie cienką tkaninę, by w końcu poczuć ją całą, gdy przeszył go gwałtowny, elektryczny wstrząs. Był tysiąc razy silniejszy niż pierwsza transformacja. To nie moc zalała jego żyły; to było ich przepisanie.
Palący, rozpalony do białości ból – trzask – i świat się poruszył.

Ciężki, muskularny ciężar jego własnego ciała zniknął. Jego szerokie ramiona się zwęziły, klatka piersiowa napięła, a potem nabrzmiała nagłym, bolesnym uciskiem. Jego szaty, niegdyś ciasno opinające plecy, teraz zwisały luźno, napierając na nową, łagodniejszą postać. Kaskada długich, czarnych włosów przesłoniła mu pole widzenia. Jej pole widzenia.

„Co…?” Głos, który się wydobył, był wyższy, melodyjny, jej.

Ciężko cofnęła się, jej dłonie – mniejsze, o smukłych palcach – poszybowały do ??twarzy, gardła, do… piersi. Dwa pełne, ciężkie ciężary opadły na jej klatkę piersiową, tam gdzie jeszcze sekundę wcześniej znajdowała się płaska, twarda klatka piersiowa.

– Mam zajebiście duże cycki!

Naprzeciwko niej Hermiona przechodziła własną, przerażającą przemianę. Z jej gardła wyrwał się gardłowy pomruk, dźwięk zupełnie obcy i głęboko pierwotny. Jej ciało wykrzywiło się, rozszerzyło, szaty napięły się w szwach. Szorstkie, płowe futro wyrosło na jej skórze, a twarz wydłużyła się w przerażający, psi pysk. Jej palce się zacisnęły, pazury drapały kamienną podłogę. Jednak jej oczy – te błyszczące, inteligentne oczy – pozostały niewątpliwie oczami Hermiony, szeroko otwarte z szoku i rodzącej się dzikiej tęsknoty.

Tam, gdzie przed chwilą stała Hermiona, teraz kucał potężnie zbudowany wilkołak, którego mięśnie napinały się pod futrem. A z kosmyka ciemnych włosów na jego – jej – biodrach wynurzył się gruby, monstrualny penis, już w pełnej erekcji, pulsujący własnym życiem. Był ogromny, żyłkowany i lśniący na czubku.

Wilkołak-Hermiona zrobiła ciężki krok naprzód, a w jej piersi wibrowało ciche dudnienie. Zapach Harry’ego – tego nowego, upajająco kobiecego Harry’ego – zdawał się ją upajać. Poruszała się z drapieżną gracją, jakiej Harry nigdy nie widział u swojej błyskotliwej, oczytanej przyjaciółki.

Zanim Harry zdążył to przetworzyć, sformułować choćby jedną spójną myśl, Hermiona była już na niej. Potężne, pokryte futrem ramię objęło ją w talii i przyciągnęło do siebie. Żar bijący od ciała Hermiony był ogromny, niczym piec bijący od nowej, wrażliwej skóry Harry’ego.

Pysk Hermiony musnął jej szyję, mokry nos głęboko wciągnął powietrze, a potem pchnęła. Delikatnie, ale z nieodpartą siłą, poprowadziła Harry’ego na stertę szat na podłodze, podążając za nią.
Umysł Harry’ego był wirem paniki i szokującego, niezaprzeczalnego dreszczyku emocji. Szorstki kamień był zimny przez materiał, ale Hermiona na niej parzyła. Ten przerażający, wspaniały penis spoczywał na jej brzuchu, niczym czyste, zwierzęce ciepło.

Potem Hermiona poruszyła biodrami.

Śliski, twardy penis wślizgnął się w górę, wbijając się w głęboką, miękką dolinę nowych olbrzymich piersi Harry’ego. Osiadł tam idealnie, jakby był do tego stworzony. Kontrast był oszałamiający: miękkie, podatne ciało, jej piersi i nieustępliwa, stalowa twardość uwięziona między nimi.

Z gardła wilkołaka wyrwał się jęk – dźwięk czystej, nieskażonej potrzeby. Biodra Hermiony zaczęły się poruszać.
To było powolne, rytmiczne kołysanie. Każde pchnięcie do przodu przeciągało jedwabistą koronę po wrażliwym wypukłym biuście Harry’ego, wysyłając przez nią dreszcze przyjemności i bólu. Każde cofnięcie pozostawiało na jej skórze ślad wilgoci. Tarcie było cudowne, drażniące irytujące.

Dłonie Harry’ego uniosły się, nie po to, by odepchnąć, lecz by przytrzymać. Jej smukłe palce ścisnęły jej piersi, zaciskając kanał, pragnąc poczuć go więcej. Jej głowa opadła w kierunku piersi, tak, że w momencie pchnięcia czubek kutasa wchodził w jej usta, z lekkim bólem w oczach, gdyż rozrywał kąciki ust.

„Hermiono…” wydyszała, a imię to było błaganiem.

Te inteligentne, dzikie oczy wpatrywały się w nią. Kołysanie stało się szybsze, bardziej gorączkowe. Zwierzęce pomruki z góry były jedynym językiem, jaki pozostał. Pazury Hermiony delikatnie wbijały się w szaty obok głowy Harry’ego, a jej potężne ciało parło naprzód z coraz większą gwałtownością.

Harry czuł narastające napięcie w ciele nad nią, sprężynę, która miała pęknąć. Zapach ich zbliżenia, potu i seksu, wypełniał jej nozdrza. Była zahipnotyzowana widokiem tego monstrualnego penisa wbijającego się między bladą skórę jej własnych piersi, surowym, bezmyślnym pragnieniem na twarzy istoty, którą kochała.
To było najdziwniejsze, najbardziej przerażające, najbardziej podniecające doświadczenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła.

Pchnięcia Hermiony stały się nieregularne, tracąc rytm. Głęboki, drżący pomruk rozległ się nisko w jej piersi i przerodził się w ogłuszający ryk, który wstrząsnął regałami z książkami. Jej ciało zesztywniało, każdy mięsień napięty do granic możliwości.

Z ostatnim, brutalnym pchnięciem wilkołak doszedł. Gorący, nagły strumień wytrysku uderzył Harry’ego w twarz i usta, tak bardzo. Rozprysnął się na jej piersiach i szyi, malując ją grubymi, perłowymi pasami. Gorąco było szokujące, wręcz instynktowne. Puls za pulsem, każdy słabszy, aż ostatnie krople spadły na jej drżącą skórę.
Ryk ucichł, przechodząc w ciężki, dyszący oddech. Potężne ciało osunęło się lekko nad nią.
I tak nagle, jak się zaczęło, magia się odwróciła.

Kolejny cichy trzask, kolejna fala dezorientujących wrażeń. Gęste futro pod jej dłońmi cofnęło się, potężne kończyny subtelnie się zmieniły. Pysk skrócił się, pazury schowały. Pod nią potężny penis zniknął.
Na jego miejscu, między jej własną – jego – znów płaską klatką piersiową, leżała dysząca, lśniąca od potu Hermiona. Jej bujne włosy były w nieładzie, ludzkie oczy szeroko otwarte z podziwu i oszołomione, po stosunku. Była całkowicie sobą.

Harry jeszcze w ciele kobiety, bardziej z ciekawości zaczął połykać spermę wilkołaka, która zgromadziła się w jego ustach.

Hermiona uniosła się na łokciach, wpatrując się w bałagan, który na nim narobiła. Głęboki, szkarłatny rumieniec rozlał się od jej policzków w dół szyi. “Musisz posprzątać, sperma wilkołaka to remidium”. W odpowiedzi na te słowa Harry sięgnął po różczkę i wyczarował potężny kielich, do którego magicznie spływała sperma wilkołaka, gdy kielich się napełnił Hermiona pomogła Harieccie, przechylić kielich.  Po chwili się odezwała.  Jej głos, kiedy się odezwał, był ochrypłym szeptem, przesiąkniętym niedowierzaniem i nutą dawnej, analitycznej ciekawości.

„Reakcja podwzgórzowo-przysadkowa… absolutnie bezprecedensowa… chociaż czytałam o, czymś takim” mruknęła, szeroko otwierając oczy. Potem jej wzrok wyostrzył się, skupiając się na jego. „Ten płyn… jego właściwości są… czy… czy wszystko w porządku?”

Harry, uniósł dłoń – dłoń ze znajomymi bliznami i odciskami – i dotknął własnego policzka, a potem klatki piersiowej. Płaski. Męski. Spojrzał na siebie. Jego tors lśnił. W powietrzu unosił się ciężki zapach seksu i magii., jego serce waliło mu w piersiach, a w gardle bulgotał dziki, radosny śmiech. „Ja… nie mam pojęcia, ale było wspaniale.”

Wyraz twarzy Hermiony zmienił się, szok ustąpił miejsca czemuś cieplejszemu, bardziej intymnemu. Powolny, łobuzerski uśmiech musnął jej opuchnięte usta. Pochyliła się do przodu, jej intencja była jasna, a głos opadł do ochrypłego szeptu. “Musimy to powtórzyć”

Harry zamrugał, czując, że jego własne, znajome ciało jest jednocześnie obce i jak u siebie w domu.

“Sam nie dałby Ci rady, gdybyś chciała mnie mocniej penetrować… ale odwrócony gangbang…”

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *