Szłam spokojnie ulicą w stronę domu, gdy nagle poczułam, że ktoś idzie za mną zbyt blisko. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę. Miał nieprzyjemny, lubieżny uśmiech na twarzy.
– Hej, słodziutka, dokąd tak się śpieszysz? – zaczepił mnie nieprzyjemnie, zbliżając się jeszcze bardziej.
– Proszę mnie zostawić w spokoju. – odpowiedziałam stanowczo, próbując przyspieszyć kroku.
Ale ten typ nie dawał za wygraną. Złapał mnie za ramię i zaczął mnie ciągnąć w stronę ciemnej uliczki.
– Chodź ze mną, pogadamy. – powiedział groźnie.
Przestraszyłam się. Próbowałam się wyrwać, ale był silniejszy ode mnie. Wyjął mi piersi spod koszulki. Oblizał usta na ten widok. W tej chwili usłyszałam zdecydowany głos za sobą.
– Puść ją natychmiast!
Zobaczyłam wysokiego, czarnoskórego mężczyznę, który zdecydowanie zmierzał w naszą stronę. Miał atletyczną sylwetkę.
– A co ci do tego? – warknął napastnik, ale puścił mnie.
– Powiedziała, żebyś ją zostawił w spokoju. Odejdź, stąd, póki jeszcze możesz. – mój wybawca mówił spokojnie, ale stanowczo.
Napastnik spojrzał na niego, ocenił sytuację i najwyraźniej uznał, że nie warto się pakować w kłopoty z kimś, kto wyglądał na zdolnego się obronić. Wymamrotał coś pod nosem i odszedł, potykając się.
– Wszystko w porządku? – zapytał mój wybawca, podchodząc bliżej.
Dopiero wtedy, mogłam go dobrze zobaczyć. Miał przyjazną twarz, ciepłe, brązowe oczy i coś w jego wyglądzie wydawało mi się znajome.
– Tak, dziękuję ci bardzo… – zaczęłam, wpatrując się w niego uważniej. – Czy my się nie znamy?
Uśmiechnął się szeroko.
– Cassie? To naprawdę ty? To ja, Jordan. Jordan z liceum.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Siedzieliśmy razem w ławce na chemii w czasach liceum. Ale jak bardzo się zmienił. Dorósł, zmężniał, miał teraz szerokie barki i pewność siebie, której w szkole mu brakowało.
– Jordan! Boże, nie poznałam cię! – zawołałam, czując ogromną ulgę i radość jednocześnie.
– Trochę czasu minęło. Ale cieszę się, że mogłem ci pomóc. Co za dziwny zbieg okoliczności.
Byłam tak wdzięczna i wzruszona tym, co dla mnie zrobił. Bez namysłu rzuciłam mu się na szyję i mocno go przytuliłam.
– Dziękuję ci, Jordan. – szepnęłam, czując, jak drżę jeszcze z nerwów.
Dopiero teraz zobaczyłam, że nie schowałem moich cycków. Jordan zwrócił na nieuwagę. Szybko lekko zawstydzona, schowałam je.
– Nie wiem, co by się stało, gdyby cię tu nie było.
– Wszystko w porządku, Cassie. – powiedział ciepło, obejmując mnie ramionami.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Jordan zawsze był delikatny i opiekuńczy, choć w szkole był dość nieśmiały.
Po tej sytuacji, nie chciałam zostać sama.
– Jordan, może… może poszedłbyś ze mną do domu? Moglibyśmy dokończyć tę rozmowę przy kawie. Chciałabym nadrobić te wszystkie lata. – zaproponowałam.
– Oczywiście. Brzmi super. – zgodził się bez wahania.
W domu poczułam się bezpieczniej. Zrobiłam kawę, usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy godzinami. Opowiadał mi o swojej pracy jako fizjoterapeuty, o tym, jak zaczął trenować i jak bardzo się zmienił od czasów szkolnych. Ja z kolei opowiedziałam mu o studiach. Przypominaliśmy sobie szkolne czasy, śmialiśmy się ze starych wspomnień. Było tak naturalnie, jakbyśmy wcale się nie rozstali.
– Pamiętasz, jak pomagałeś mi z chemią? Byłeś jedyną osobą, która miała cierpliwość, żeby mi wszystko wytłumaczyć.
– To była sama przyjemność.
Śmialiśmy się z tych wspomnień, ale też czuliśmy tę szczególną więź, która nas łączyła już w szkole.
Widziałam, jak Jordan mi się przyglądał. Od czasu liceum, moje ciało, stało się bardziej zgrabne i krągłe. Jordan widział wcześniej moje piersi, więc pewnie wyobrażał je sobie pod spodem mojej bluzki. Schyliłam się, aby wziąć puste kubki po kawie. On nie odrywał ode mnie wzroku.
– Pójdę odstawić to do zlewu. – powiedziałam i poszłam do kuchni.
Wstawiając talerze, musiałam się schylić. Wiedziałam, że Jordan jest za mną. Zobaczył, że pod spódniczką, jaką dziś ubrałam, nie miałam majtek. Widział moją gołą cipkę. Gdy się wyprostowałam, spojrzałam na niego. Chciał udawać, że nic nie widział, lecz wtedy zobaczyłam odkształcającego się kutasa w jego dresach. Zaciekawiło mnie to, jaki był duży.
– Poczekaj w salonie Jordan. Zaraz przyjdę.
– No… no dobrze. – powiedział i szybko udał się do salonu.
Próbował zakrywać wybrzuszenie w dresach. Widać, że zrobiłam na nim wrażenie. W liceum zawsze coś do mnie czuł, ale nie miał odwagi tego powiedzieć. Był nieśmiały. Wiem, że zawsze chciał mnie wyruchać. Zazdrościł tego, że otaczali mnie inni w szkole. Postanowiłam spełnić jego marzenie. Chciałam też odwdzięczyć mu się za pomoc. Był moim wybawicielem. Zasługiwał na nagrodę. Wchodząc do salonu, zdjęłam po drodze bluzkę i spódnicę. Byłam już naga. Jordan siedział na kanapie. Nie zauważył, że jestem za nim bez ubrań.
– Chciałam ci jeszcze raz podziękować za dzisiaj. Gdyby nie ty, nie wiem, co by się stało
– Nie musisz mi dziękować, Cassie. To było naturalne…
– Muszę się odwdzięczyć za to, co zrobiłeś.
– Naprawdę Cassie… – lecz nie pozwoliłam mu dokończyć, ponieważ szybko usiadłam na jego kolanach naprzeciwko niego. Jordan był w szoku.
– Cassie co ty…
– Podobam ci się, prawda? – spytałam się, jednak widziałam, jak patrzy na mnie. Widział moje całe ciało. Moje piersi, mój tyłek. Zaczęłam też czuć jak jego kutas się podnosi.
– Cassie, jesteś piękna…
– Dziękuję. Czuję jak ci się podobam. Wiem, że masz na mnie ochotę, więc weź mnie. – nie musiałam Jordana namawiać.
Zaczął lizać mnie po moich piersiach. Ssał i podgryzał lekko sutki. Bawił się nimi rękami, w czasie, gdy ja wierciłam się na jego kroczu, budząc jego kutasa. Swoją drogą czułam, że jest sporych rozmiarów. W końcu położył mnie na kanapie i pocałunkami schodził niżej. Dotarł do mojej cipki i zaczął ją pieścić. Zaczął zlizywać moje soczki. Szybko robiłam się mokra. Jego język szybko się poruszał w mojej łechtaczce. Nie mogłam przestać jęczeć.
– Mmmmm… dobrze, dość gry wstępnej. Wiem, że chcesz we mnie wejść.
– Och Cassie… długo na ciebie czekałem.
– Jestem dziś twoja.
Jordan był napalony. Było to widać. Zaczął zdejmować swoje ubrania. Gdy zdjął koszulkę zobaczyłam jego wyrzeźbioną sylwetkę. Naprawdę zaczął trenować. Ciało muskularnego, czarnego, mężczyzny. Jednak gdy zdjął dół byłam pod jeszcze większym wrażeniem. Jego sporej wielkości czarny chuj stał na baczność.
– O matko… – powiedziałam z wrażenia.
Jordan uśmiechnął się, po czym pochylił się nade mną. Podniósł mi jedną nogę do góry i szybko we mnie wszedł. Poruszał się szybko i mocno. Cały czas zanurzał się po same jaja. Ja się wiłam i jęczałam z przyjemności.
– Ooooohhhh… mocniej… tak…
– Mmmmm…
Wtedy przyśpieszył i naprawdę mocno mnie ruchał. Było słychać głośne klaśnięcia powodowane uderzaniem się naszych ciał. Nie przestawał. Miał naprawdę dużego, czarnego kutasa. Mocniej i mocniej mnie posuwał.
Czułam rozkosz i powoli odpływałam.
Nagle wyszedł ze mnie. Skorzystałam z okazji i szybko przeszłam, aby zaraz mieć w ustach jego fiuta. Ledwo mieściłam go w całości. Był naprawdę duży. Lizałam go całego, pieszcząc dokładnie główkę. Jechałam językiem po całości trzonu. Nie zapomniałam też o jądrach. Jordanowi się to podobało, a jego fiut smakował niezwykle połączony soczkami z mojej cipki. W końcu przekręciłam się i wypięłam swój tyłek w jego kierunku. Moja cipka była bardzo mokra. Złapał mnie za tyłek i zaczął pocierać swoim fiutem, drażniąc moją cipkę. W końcu wsadził go do środka.
Pieprzył mnie niczym młot udarowy. Trafiał w najczulszy punkt. Mocno mnie posuwał. Z tego wszystkiego głośno jęczałam i sapałam.
– Ooooogghhh… aaaaagghh…
Czułam jak jego kutas pulsuje w mojej pochwie. Wiedziałam, że był bliski końca. Był napalony, więc szybko to przyszło. Gdy ja doszłam, a orgazm ogarnął moje ciało, Jordan wyjął swego kutasa i spuścił mi się na tyłek. Mimo wszystko czułam ogromne zmęczenie. Całkiem nieźle mnie zerżnął.
Usiadłam razem z nim na kanapie. W pochwie czułam jak mnie spenetrował.
– O matko… to było super.
– Serio?
– Mhm… mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy?
– No pewnie. Szczerze powiem Cassie zawsze chciałem to z tobą zrobić.
– No to teraz miałaś okazję. I jeszcze ją powtórzymy. – uśmiechnęłam się ciepło.
Gdy Jordan już miał wychodzić, podeszłam do niego przy drzwiach. Stanęłam na palcach i delikatnie pocałowałam go w policzek.
– Dziękuję, Jordan. Za wszystko. Za dzisiejszy ratunek i za całą resztę. – szepnęłam, puszczając mu oczko.
– Nie ma sprawy. Do zobaczenia wkrótce, Cassie. – powiedział, wychodząc.
Zamknęłam za nim drzwi. Kto, by pomyślał, że niebezpieczna sytuacja doprowadzi do odnowienia tak ważnej znajomości. No i później do takiej przyjemności.
C.D.N
Leave a Reply