To był pozornie spokojny, deszczowy dzień. Deszcz rytmicznie stukał w aluminiowy parapet za oknem, ja natomiast siedziałem na fotelu, skierowany w stronę drzwi mojego mieszkania, co chwilę zerkając na telefon. Wiedziałem, że za chwilę wróci.
Nie myliłem się. Usłyszałem szelest otwieranej damskiej torebki, metaliczny zgrzyt klucza wsuwanego do zamka, a po chwili ukazała się moja ukochana, Martyna.
Była trochę rozczochrana, jakby w pośpiechu układała włosy, do tego rozmazany makijaż.
— Jak było? — zapytałem spokojnie.
— Chcesz krótką wersję, czy ze szczegółami? — odpowiedziała pytaniem, rozpinając buty na obcasie.
Była zjawiskowa. Byliśmy prawie dziesięć lat po ślubie, jednak jej ciało wciąż na mnie działało. Do tego sposób, w jaki mówiła, przygryzanie wargi, ekspresja oczami. Była unikatową kobietą, którą jakimś cudem udało mi się poślubić, która pokochała mnie bez pamięci.
— No chyba oczywiste, ze szczegółami — rzuciłem się w jej kierunku, by pomóc jej się rozebrać z kurtki. Pod spodem miała krótką, ledwo zakrywającą pośladki, czarną sukienkę. Przebijające się przez cienki materiał sutki świadczyły o braku stanika, co było dziwne, gdyż jestem pewien, że ubierała go zeszłego wieczoru. Z bliska zauważyłem kilka białych, wyschniętych plam na szyi i sukience. Domyślałem się, czym to jest, jednak chciałem usłyszeć wszystko od niej. Przesunąłem ręką od policzka, po szyi, musnąłem piersi, wyeksponowane głębokim dekoltem. Przyciągnąłem ją do siebie za biodra, spuściła głowę, jednak delikatnie skierowałem ją ku mojej twarzy. Pocałowałem ją, wpychając język.
— Kochany — przerwała, lekko mnie odpychając — chyba lepiej żebym najpierw się wykąpała. Chodź ze mną, opowiem wszystko.
Złapała mnie za rękę, ruszyliśmy w kierunku łazienki. Odkręciła wodę, wanna powoli napełniała się. W tym czasie zrzuciła resztę garderoby. Nie było tego wiele. Miała na sobie tylko sukienkę.
— A gdzie masz bieliznę?
— Nie ma. Zabrał, jako trofeum — uśmiechnęła się, wchodząc do dużej wanny.
Nie czekając, zrzuciłem ubrania i dołączyłem do żony. Jej piersi unosiły się na wodzie, pokryte pianą. Widziałem kilka drobnych siniaków na jej ciele, ślady paznokci. Miałem ochotę rzucić się na nią, ale powstrzymałem się. Oparła się o mnie, wtuliła głowę w moją pierś.
Chwilę leżeliśmy, w ciepłej wodzie, wtuleni. Ciekawość mnie zżerała.
— Jaki był? — zacząłem.
— Wyjątkowo miły. Nie spodziewałam się tego. Taki dżentelmen. Najpierw pojechaliśmy na kolację, stawiał, więc miło. Pojechaliśmy do niego, rozlał po lampce wina, rozmowa zaczęła się lepiej kleić wtedy. Na początku było trochę sztywno. Okazało się, że też jest nauczycielem, wdowiec. Nie szukał nowej żony… — Martyna rozgadała się.
— Kochanie, kochanie, ale jaki był wiesz, fizycznie… — przerwałem.
Martyna roześmiała się.
— Faceci… Nie tylko ciało się liczy kochany! No, ale dobra. Był wysoki, nie tak jak ty, ale całkiem wysoki, trochę ponad metr osiemdziesiąt. Nie był jakoś potężnie zbudowany, raczej szczupły, lekko siwy, ale widać, że zadbany. Na pewno ćwiczył, albo chociaż dobrze dietę trzymał.
— A jak obdarzony? — zapytałem bez wahania.
— Chojnie — Martyna trochę zawstydziła się odpowiadając.
— Chojnie? Bardziej niż ja? — nie wiedziałem, czy chcę znać odpowiedź.
— Mhm.
Poczułem, że krew napływa mi do krocza. Żona też to poczuła, bo zaczęła kręcić pupą, stymulując mnie jeszcze bardziej. W pewnej chwili odwróciła się do mnie, cipką dociskała penisa do mojego brzucha.
— Chcesz wiedzieć więcej? Chcesz wiedzieć, co mu robiłam, a co on robił mi? — wyszeptała, przyciskając swoje wielkie piersi do mojej klatki.
Złapałem ją mocno za pupę, przyciągnąłem jeszcze mocniej do siebie.
— Chcę.
— To tak jak mówiłam, wypiliśmy po lampce wina. Miałam ochotę być sprośna, oj, byłam strasznie napalona. Zaprowadziłam go na fotel, popchnęłam go na niego. Bez słowa klęknęłam przed nim, rozpięłam rozporek i wygrzebałam miękkiego jeszcze członka. Pachniał mężczyzną. Odrobina potu i moczu. Kocham to. Pocałowałam go u nasady, potem wyżej i wyżej, aż doszłam do główki. Tu popracowałam więcej językiem, o tak — włożyła mi język do ucha, kręciła nim. — Czułam, że rośnie. Nie minęło dziesięć sekund i był twardy jak skała. Ruszałam głową, starałam się wziąć go jak najgłębiej potrafię. W pewnym momencie poczułam jego ręce na głowie. Nadawał rytm. Po kilku minutach wystrzelił. Częściowo do buzi, później tryskał na twarz, szyję, ubrudził mi nawet sukienkę.
Byłem rozpalony do czerwoności. Usta, które przed chwilą całowałem, poprzedniego wieczoru były wypełnione obcym penisem. Jakiś mężczyzna spuszczał się w usta mojej ukochanej. Cieszył mnie nasz układ. Całkowita szczerość, całkowita otwartość. Nie było żadnych tematów tabu między nami.
— Martwiłam się, że to będzie koniec zabawy — dodała po chwili. — Na szczęście myliłam się. Po kilkunastu sekundach przyciągnął mnie do siebie, całował w szyję, piersi, zsunął sukienkę. Unikał ust. Chyba brzydził się własnej spermy. Zdziwił się jak zobaczył kolczyk w sutku. Chyba pierwszy raz coś takiego widział. Nie wiedział, czy może go całować, czy nie. Pomogłam mu, przysunęłam piersi do jego twarzy, lizał, ssał, całował, raz jedną, raz drugą. Było przyjemnie. Poczułam, że robi się twardy. Wstałam, zsunęłam majtki, nie ściągając sukienki. Jezu, ale miałam mokro. Główka jego członka weszła bez oporu. Był duży. Chwilę trwało aż wszedł cały, ale jak już wszedł, skakałam na nim jak szalona. Darłam się w ekstazie. Czułam jakby wbijał mi się w macicę. Łechtaczką uderzałam go w podbrzusze z każdym ruchem. Doszłam bardzo szybko.
Martyna złapała mnie za członka, nakierowała na cipkę. Usiadła na mnie kontynuując opowieść, poruszała biodrami.
— Opadłam na niego. Leżałam i dyszałam. On cały czas podnosił i opuszczał moje biodra. Po pierwszym orgazmie miał jeszcze spory zapas sił. Podniósł się z fotela, nie wychodząc ze mnie przeniósł mnie na łóżko. Położył mnie na plecach i wbijał się we mnie jakby od zerżnięcia mnie zależały losy ludzkości. Cycki mi skakały jak na trampolinie, posuwał mnie jakbym była najtańszą dziwką. Podobało mi się. Nigdy nie byłam tak zerżnięta — szeptała, przyśpieszając ruchy bioder.
Sam byłem blisko finału. Złapałem ją za włosy, odsunąłem jej twarz od mojej. Następnie wpiłem się w jej szyję, zostawiając wyraźną malinkę. Przeszedłem za nią, wbiłem się w nią od tyłu, na pieska. Wystarczyło kilka głębokich pchnięć bym doszedł.
— Oho, kogoś tu bardzo podnieca jego puszczalska żonka — Martyna rzuciła przez ramię żartobliwie.
— Żebyś wiedziała. A tobie jak się podobała przygoda? Jesteś szczęśliwa?
— Jestem przeszczęśliwa. Dziękuję, że mi pozwoliłeś — wtuliła się we mnie. — Teraz kolej na twoją fantazję. Wybrałeś kogoś?
— Jeszcze nie — powiedziałem. — Wiesz, mi będzie trochę trudniej, kobieta wystarczy, że rozłoży nogi, ja będę musiał się trochę nagimnastykować.
Bez ostrzeżenia oberwałem pięścią w ramię.
— Nie bądź świnia, też muszę się trochę napracować — udawała oburzoną.
Leżeliśmy chwilę w wannie, woda zaczęła robić się zimna. Martyna wstała, owinęła się ręcznikiem.
— Poleżmy jeszcze — poprosiłem.
— Nie mogę, zaraz przyjdzie Eliza na korepetycje. Muszę coś przygotować na lekcję.
— Rozumiem.
Wstałem, wytarłem się, poszedłem się ubrać. Martyna krzątała się po domu, przygotowując podręcznik od angielskiego oraz jakiś zestaw ćwiczeń. Ja w tym czasie starałem się nie przeszkadzać. Wróciliśmy do normalnego trybu, jak gdyby nigdy nic.
Po kilkudziesięciu minutach, rozbrzmiało pukanie do drzwi.
— Kamilu, otwórz proszę — zawołała z sypialni.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Będzie więcej części, kończę drugą, w tym tygodniu zostanie dodana.
Leave a Reply