Następnego dnia razem z Martyną udaliśmy się na siłownię, ćwiczyliśmy koło godziny, później szybkie zakupy, wspólne gotowanie obiadu i odpoczynek. W międzyczasie, żona przebrała się w krótkie szorty i bluzkę bez ramiączek. Wiedziała, że uwielbiam ten strój. Nie trudziła się nawet by założyć stanik.
— A czym to zasłużyłem sobie na takie widoki? — powiedziałem lekko ściskając jej piersi przez cienki materiał.
— Jesteś grzecznym mężem, dobrym, nie bijesz, nie pijesz — żartowała. — Poza tym, ciepło dzisiaj.
Miałem ochotę zedrzeć z niej top, rozerwać szorty i wejść po same jaja, tak jak stała, ale nie mogłem. Za chwilę miała przyjść Eliza na korepetycje. Byłem ciekaw, jak będzie wyglądało dzisiejsze spotkanie. Byłem ciekaw, co ubierze Eliza. Martyna ubrała się chyba nie do końca stosownie do okoliczności. Zastanawiałem się, czy miało to związek z wczorajszymi wydarzeniami i rozmową. Mogłem zapytać wprost, na pewno by odpowiedziała, ale postanowiłem czekać na rozwój wydarzeń.
— Faktycznie, wręcz gorąco — zbliżyłem się, schyliłem do pocałunku, jednak przeszkodziło mi pukanie do drzwi.
— To pewnie Eliza, otworzysz? — zapytała, lekko mnie odpychając i kierując się do kuchni — Zrobię na szybko coś zimnego do picia.
Otworzyłem drzwi, faktycznie była to Eliza, wyglądała zjawiskowo. Włosy związane w kitkę, biała koszula na krótki rękaw z kilkoma odpiętymi od góry guzikami, które pod odpowiednim kątem odsłaniały jędrny biust. Koszula wpuszczona była w krótką, czarną spódnicę sięgającą do połowy ud. Na stopach tylko kapcie, bez skarpetek. Wyglądała jak niegrzeczna uczennica z filmów dla dorosłych. Poza wyzywającym strojem, w oczy rzucił mi się wyraz na jej twarzy. Nie była taka uśmiechnięta jak wczoraj.
— Cześć Elizo, wchodź — zaprosiłem ją do środka.
— A Martyna gdzie? — zapytała nastolatka.
— Szykuje lemoniadę, zaraz będzie — zawahałem się chwilę, ale dopytałem: — Wszystko w porządku? Wyglądasz na zamyśloną.
— Matka znowu zachlała. Nie chce wracać do domu — powiedziała patrząc mi w oczy. — Mogę po lekcjach trochę u was posiedzieć? Czy macie plany?
— Nie mamy planów, możesz zostać, ile chcesz — odpowiedziałem bez namysłu.
Eliza usiadła przy stole, w tym samym miejscu, co ostatnio. Ja usiadłem na miejscu, na którym wczoraj siedziała żona. Czekaliśmy na Martynę i lemoniadę.
— Cześć Elizka! — powitała Elizę Martyna, uśmiechnięta jak zwykle. Z jakiegoś powodu Martyna bardzo lubiła tę dziewczynę.
— Hej Martyna, Kamil mówił, że mogę zostać po lekcjach trochę u was, nie masz nic przeciwko? — spojrzała błagalnym wzrokiem.
Martyna spojrzała na mnie, widziałem, że kącikiem ust uśmiechnęła się.
— No pewnie, zostań nawet na noc! Ale mamy jedno łóżko, musiałabyś spać na kanapie. Po lekcji obejrzymy jakiś film — moja ukochana wyczuła, że coś jest na rzeczy i od razu zalała dziewczynę falą uprzejmości i miłości.
Zauważyłem, że Eliza nieznacznie się rozpromieniła, uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wyglądała znacznie ładniej z uśmiechem. Martyna rozłożyła szklanki i podała dzbanek pokryty kropelkami lodowatej wody. Nie musiała się śpieszyć z korepetycjami, skoro dziewczyna zostanie u nas dłużej.
— Elizka, wczoraj rozmawialiśmy z Kamilem i zastanawialiśmy się — zaczęła Martyna — ile ty właściwie masz lat? Nigdy chyba o tym nie rozmawiałyśmy, co?
— Piętnaście. Dzisiaj kończę — rzuciła bez emocji.
Zrobiło mi się strasznie przykro dziewczyny. Zauważyłem, że Martynie łezka zakręciła się w oku. Córka miała urodziny, a jej matka leżała pijana dwa piętra niżej.
Chcąc przerwać niezręczną ciszę rzuciłem: — Kurczę, szkoda, że nie wiedziałem, nie mamy prezentu ani tortu. Martyna, może olejecie dziś korepetycje i porobimy coś fajnego? Eliza, co byś chciała?
— No jasne! Korepetycje nie zając — Martyna pochyliła się do Elizy i pocałowała ją w czoło. — Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, łobuziaro!
Obie spojrzały się na mnie, jakby teraz była moja kolej na składanie życzeń, wstałem do Elizy, w tym samym momencie żona ruszyła do kuchni po ciastka.
— Wszystkiego najlepszego, młoda — schyliłem się by dać jej cmoka w policzek, jednak dziewczyna w ostatnim momencie obróciła twarz, nastawiając usta. Cmoknąłem ją, uśmiechnęła się od ucha do ucha, pokazując zęby ozdobione aparatem korekcyjnym. Pół żartem, pół serio pogroziłem jej palcem, że nieładnie się zachowała, ale ostatecznie wszystko zostało uznane za niewinny żart. Martyna wróciła z ciastkami.
— To co chcesz robić? — Powtórzyła pytanie Martyna.
— Właśnie to. Po prostu z wami posiedzieć, pogadać. Może zagramy w jakieś planszówki? Macie coś? Chociaż słaba jestem w gry.
Spojrzałem na regał z książkami i grami. Niestety mieliśmy tylko gry na dwóch, szachy, karty i twistera.
— Możemy pograć w karty albo Twistera — ostatnie wspomniałem nieco ciszej, strój Elizy średnio nadawał się do tej gry, liczyłem, że wybierze karty.
— Nigdy nie grałam w Twistera, zagramy? — prosiła z oczami jak szczeniaczek.
Martyna skinęła w moją stronę. Chwyciłem pudło z grą, wyciągnąłem matę, rozłożyłem na podłodze.
— Dobra, to ja będę kręcić, a wy gracie — zadecydowała Martyna. Pstryknęła palcem we wskazówkę, po czym ogłosiła: — Noga na czerwone!
Pierwsze zadanie było banalnie proste. Po chwili dochodziły kolejne polecenia, zarówno Eliza jak i ja, byliśmy już na czworaka próbując znaleźć coraz to bardziej odległe i trudnodostępne pola. Eliza podparta była dwoma rękoma, pupą do podłogi, jedną nogę miała tuż obok mnie, tak, że czułem ciepło jej uda na swoim ramieniu. Kolejne polecenie skierowało jej drugą nogę, na pole tuż obok mojej twarzy. Poczułem zapach jej skóry. Spojrzałem na Martynę – bawiło ją moje zakłopotanie. Po kilku ruchach, byliśmy nieźle splątani. W pewnym momencie, Eliza nie wytrzymała i upadła na mnie, wbijając zgrabną pupę w mój brzuch.
— No nie! Przegrałam — oznajmiła nastolatka, nie kryjąc rozczarowania.
— Bywa i tak! — pocieszałem.
— Dobra Eliza, teraz my! — zarządziła Martyna, wskakując na planszę.
Gra dziewczyn była znacznie krótsza, szybko splątały się, nie mogąc wykonać kolejnych ruchów. Były blisko siebie, widziałem, że ich spocone ciała kleiły się w miejscach nieosłoniętych materiałem. Odniosłem wrażenie, że żona wybierała takie pola, by być jak najbliżej dziewczyny, dociskała piersiami Elizę, mimo iż miała znacznie łatwiejsze pola do wyboru. Moja sprośna Martyna.
Eliza była widocznie szczęśliwa. Cieszyła się spotkaniem, zabawą. W pewnym momencie doszło do mnie, że strasznie się na nią gapię, obserwowałem każdy jej ruch, każde przesunięcie kończyny na inne pole. Moja żona była obok, równie piękna i pociągająca, jednak żonę miałem codziennie. Eliza wprowadzała powiew niewinnej świeżości. Jej drobne nogi z gracją podtrzymywały ciężar jej drobnego ciała. W niektórych pozycjach spódniczka unosiła się odsłaniając gładką skórę. Kilka razy zauważyłem jej majtki. Miała ciemną bieliznę, koronkową, krój odsłaniał połowę pośladków. Był to piękny widok. Wydaje mi się, że zorientowała się, że znowu ją obserwuję, ponieważ coraz częściej wypinała się w moją stronę, prowokując mnie.
— Nie mam już siły — przerwała zabawę Martyna. — Zjedzmy coś, co? Odpoczniemy, pogadamy i możemy wrócić do gry.
— Dobrze — rzuciła Eliza.
Odłożyłem zestaw gry na bok, rozłożyłem talerzyki, Martyna w tym czasie wyciągnęła jakieś ciastka.
— Co wypijecie? — zapytała Martyna.
— Kawę proszę — powiedziałem.
— Ja to samo — Eliza spojrzała na mnie z uśmiechem i zamówiła.
Martyna przyniosła napoje, usiadła i zaczęła:
— Elizka, uczymy się już tyle czasu, a właściwie nie znamy się za dobrze. Powiedz, no, jakiś tam chłopak w twoim życiu jest?
Spojrzałem na młodą z zaciekawieniem, jaka będzie odpowiedź.
— Nie mam chłopaka. Miewam chłopaków, ale nie teraz. Teraz jestem wolna — odpowiedziała zalotnie, patrząc mi w oczy. – A wy? Długo jesteście razem?
— Będzie już kilka lat. Chyba z dziesięć, zgadza się, Martyna? — upewniłem się.
— Dokładnie. Dziesięć pięknych lat stuknie w grudniu.
— Nie wyobrażam sobie tak długo być z kimś. To więcej niż połowa tego co żyję. Masakra! — skomentowała małolata.
— Nie jest tak źle. Jak dobrze trafisz to czas leci szybko — uspokoiłem. — Do tego szczerość, otwartość i jest super. Chyba, zobaczymy za dwadzieścia lat.
Nastolatka wzięła łyk kawy, skwasiła się, widać było, że nie smakowała jej.
— Nie musisz pić jak ci nie smakuje. Albo może chcesz mleka? — zaproponowałem.
— Jest w porządku, po prostu rzadko piję kawę.
Wzięła kolejnego łyka, tym razem bez grymasu, jakby chciała udowodnić, że dojrzała do picia kawy. Przez chwilę zrobiło się niezręcznie cicho, nikt nic nie mówił. Nie podobała mi się ta cisza, więc zaproponowałem:
— Może zagramy w coś słownego, mniej wymagającego?
— Co masz na myśli? — zapytała zaintrygowana Martyna.
— Coś w stylu prawda czy wyzwanie albo poślub, prześpij, zabij? — zaproponowałem.
— Prawda i wyzwanie znam, a o co chodzi w tej drugiej grze? — dopytywała Eliza.
— Może zaprezentujemy z Martyną — oznajmiłem. — Kochanie, Brad Pitt, Elon Musk, Tom Holland.
— Poślubiłabym Elona Muska, przespała się z Tomem Hollandem, zabiła Brada Pitta — odpowiedziała bez namysłu.
— O, myślałem, że przespałabyś się z Bradem — wtrąciłem.
— Brad już swoje lata ma, stawiam na młodzieńczą werwę Toma — roześmiała się Martyna. — Dobrze, Elizka, twoja kolej. Johnny Depp, John Travolta, Sylvester Stallone.
— Fuj, same staruchy! — oburzyła się. — Pomyślmy. Ślub z Deppem, seks z Travoltą, a uśmierciłabym Stallone’a. Tak. Definitywnie.
— Nie lubisz starszych panów? — zapytałem.
— Lubię, ale nie aż takich, oni mają z osiemdziesiąt lat! Dobrze, twoja kolej, Kamil. — spojrzała na mnie złowrogo. — Maryla Rodowicz, Martyna i ja.
Trochę zaskoczyło mnie to zestawienie. Obie dziewczyny wierciły we mnie spojrzeniami. Martyna uśmiechała się, Eliza raczej chciała mnie zawstydzić, ale nie wiedziała, że takie tematy nie są ani dla mnie, ani dla Martyny tematami tabu.
— Proste. — oznajmiłem. — Uśmiercam Marylę Rodowicz – żyje już wystarczająco długo, ślub – oczywiście, że z moją ukochaną. Także droga Elizo, przespałbym się z tobą.
Policzki lekko jej się zarumieniły. Nie spodziewała się takiej bezpośredniości. Martyna lekko przygryzała wargę, znak, że podobała jej się ta zabawa. Zrobiliśmy jeszcze kilka rundek, jednak żadna nie wywołała takich emocji jak pierwsza.
— Myślę, że możemy powiedzieć, że znamy już swoje typy — oznajmiła Martyna. — Może pogramy w coś innego? Twister, a może prawda czy wyzwanie?
— Prawda czy wyzwanie — wyrwała się Eliza.
— Może być — oznajmiłem towarzyszkom.
— Martyna, — Eliza zwróciła się do mojej żony — prawda czy wyzwanie?
— Prawda — odpowiedziała krótko.
— Co najbardziej podoba ci się w mężu?
— Ojej, trudne pytanie. Najbardziej lubię to, jaki dla mnie jest, jego otwartość, gotowość do eksperymentów, ale też to, że jest moją podporą, zawsze i wszędzie. Mogę mu zaufać — zaczęła wymieniać, patrząc to na mnie, to na Elizę.
— Ale słabo, rzygam tęczą — wyśmiała romantyczną odpowiedź Eliza, jednak w żartobliwym tonie, nikt się nie gniewał. — Kamil, prawda czy wyzwanie?
— Prawda.
— Co najbardziej podoba ci się w żonie? Ale nie takie nudy jak Martyna mówiła. Wizualnie! — zapytała po krótkiej pauzie, jakby nie było to pytanie, które faktycznie chciała zadać.
Martyna lekko przechyliła głowę w bok i obserwowała mnie z ciekawością.
— Chyba piersi. Nie, pośladki. Jednak nie, piersi. Nie. Dupa. Kurde, nie wiem! — motałem się, nie mogąc się zdecydować. — A mogę po równo? Ale nie, jednak piersi wygrywają!
Żona roześmiała się, Eliza lekko uśmiechnęła. Graliśmy dalej, nadeszła kolej Martyny na zadawanie pytań.
— Drogi mężu, — zaczęła oficjalnie — Prawda czy wyzwanie?
— Wyzwanie!
— Oho, nie spodziewałam się — jej twarz przybrała złowrogi wyraz. — Zatańcz dla nas!
— Tak jest! Juhuuu! — kibicowała Eliza.
Martyna włączyła muzykę, a ja jak pajac zacząłem tańczyć przy dziewczynach, czułem się jak idiota, ale robiłem show, kręciłem pupą przy dziewczynach, ocierałem się o nie biodrami. Obie były zalane łzami ze śmiechu, dopingując mnie. Piosenka na szczęście była krótka.
— Zemszczę się kochanie — zagroziłem żonie wymachując palcem.
— Nie boję się — wytknęła język w moją stronę. — Dobrze, Elizka, twoja kolej. Prawda czy wyzwanie?
Nastolatka przez chwilę zastanawiała się. — Niech będzie wyzwanie — oznajmiła po chwili.
— Dobrze, zrób gwiazdę!
— Co? Ja tu przez pięć minut pajacuję, a ona takie łatwe dostaje? — zbulwersowałem się na żarty.
— Tak! Moja kolej, moja decyzja! — odgryzła się — Będzie twoja to będziesz sam dawał zadania.
Eliza nie wdawała się w dyskusję, wstała od stołu, poprawiła wpuszczoną w spódniczkę koszulę, jednocześnie pogłębiając dekolt z rozpiętych guzików koszuli. Uniosła ręce i jak prawdziwa gimnastyczna przełożyła nogi na drugą stronę, będąc oparta jedynie rękoma o podłogę. Podczas obrotu, spódniczka uniosła się, całkowicie odsłaniając majtki dziewczyny. Martyna spojrzała na mnie lubieżnie, pełna aprobaty dla młodzieńczego wdzięku naszego gościa.
— Voil?— podsumowała swój wyczyn Eliza. — Kto teraz?
— Teraz ja zadaję. Eliza odpocznij, kolej mojej żony — powiedziałem z udawaną oschłością. — Prawda czy wyzwanie?
Martyna patrzyła mi prosto w oczy, wiedziała, że liczę, że wybierze wyzwanie. Chciałem jej dokuczyć za ten taniec. Niestety, wybrała prawdę.
— A tam. Słabo. No, ale dobra. Z iloma facetami spałaś? — znałem odpowiedź, ale miałem nadzieję, że choć trochę się zawstydzi mówiąc o tym przy nieletniej dziewczynie. Nic bardziej mylnego.
— Dajcie chwilę, muszę policzyć — powiedziała ostentacyjnie uśmiechając się do Elizy. — Dwunastu. A nie, czekaj, trzynastu. Tak, na pewno trzynastu.
Twarz Elizy zdradzała zdziwienie. Nie spodziewała się takiego wyniku po młodej kobiecie.
— Niezła zdzira, co nie? — zażartowałem. Martyna zaśmiała się, wiedziała, jaka jest, nie czuła się urażona. Eliza jakby przetrawiała informację. Wyrwałem ją z zadumy.
— Dobrze, młoda panno. Prawda czy wyzwanie? — zapytałem, wpatrując się w gościa.
— Prawda.
— To samo pytanie co Martyna.
Żona uśmiechnęła się, podobał jej się kierunek zabawy. Eliza trochę się zarumieniła.
— Z dwoma — odpowiedziała krótko.
Była młoda, z dwoma spała, trochę mi się to nie spinało, więc postanowiłem dopytać, Martyna chyba miała podobne przemyślenia, bo rzuciła nim zdążyłem otworzyć usta:
— O, opowiadaj! Z kim, kiedy, jak?! — pytała podekscytowana.
— Nie — wytknęła język do Martyny. — to już kolejne pytanie. Teraz ja zadaję! Martyno. Prawda czy wyzwanie?
— No dobrze. Niech będzie zadanie.
— Zrób taniec erotyczny Kamilowi — zarządziła uśmiechając się do mnie, jakby chciała mi się podlizać.
— Osz ty mała pijawko — żartowała Martyna.
Jednak dla Martyny zadanie to zadanie. Wstała, podeszła do mnie, pupę przyciskając do mojego krocza uruchomiła muzykę. Wolny kawałek. Na początku kręciła biodrami, później obróciła się, usiadła mi na kolanach, ręce założyła na szyję, wiła się, biodrami poruszała w przód i tył. Przycisnęła piersiami do mojej twarzy. Kątem oka widziałem ekscytację Elizy, która siedziała obok i z wypiekami na twarzy obserwowała sytuację. Martyna złapała mnie za dłonie, nakierowała je na swoje piersi. Obmacywałem żonę w obecności nastolatki. Martyna jeszcze raz przyłożyła biust do mojej twarzy, tym razem zwinnym ruchem podniosła swój top, odsłaniając nagie ciało, jednak od zasłoniła sutki rękoma. Po chwili wstała, sprawnie poprawiła top, a ja siedziałem próbując ukryć pulsującą erekcję.
— Zadowolona? — szepnęła Elizie do ucha, w bardzo erotyczny sposób.
— Ujdzie — odpowiedziała lekko drżącym głosem, który zdradzał prawdziwe emocje.
— Kto teraz? Czyja kolej? — wtrąciłem.
— Eliza zadaje tobie — powiedziała, zerkając w telefon. — Cholera, miałam mamę zawieźć na badania po korepetycjach. Całkowicie zapomniałam. Mogę was na chwilę zostawić? Godzina, może dwie. Nie dłużej.
Martyna zerwała się od stołu w kierunku sypialni, zarzuciła bluzę, mijając nas dała Elizie cmoka w głowę, następnie schyliła się do mnie i wyszeptała do ucha:
— Pamiętaj, masz zielone światło.
Leave a Reply