Lowca

Zwilżone deszczem brukowane ulice lśniły pod migoczącym neonem The Rusty Nail, odbijając mroczne oblicze miasta. Wewnątrz wisiał gęsty dym, niczym mglista zasłona zasłaniająca twarze mężczyzn pochylonych nad tanią whisky i ustawionymi kartami. Siedziałem w zacienionym kącie, z nisko opuszczonym rondem kapelusza, wodząc wzrokiem po krawędzi nietkniętej szklanki. Nazywam się Kael i nie przyszedłem tu dla chuliganów.

Moim celem był Vinnie „The Knife” Correlli, egzekutor średniej rangi, znany z okrucieństwa i twarzy, która wyglądała, jakby przegrała kłótnię z maszynką do mięsa. Trzymał władzę przy stoliku z tyłu, a jego głośny, zgrzytliwy głos przebijał się przez gwar baru. Idealnie.

Obserwowałem go przez kolejne dziesięć minut, potwierdzając informacje. Był brutalem, pełen agresji i bez finezji. Właśnie tacy, jakich lubiłem. Ta przemiana zawsze była bardziej… wyrażana… przez osobę o silnej woli.

Stałem, mój długi płaszcz wirował wokół butów, gdy przechadzałem się po pokoju. Powietrze zrobiło się napięte od napięcia. Rozpoznawali obcego, gdy go widzieli. Zatrzymałem się przy stoliku Vinniego. Jego dwaj lokaje natychmiast wstali, wsuwając ręce pod kurtki.

„Zgubiłeś się, kolego?” jeden z nich opadł na ziemię.

„Szukam Vinniego” – powiedziałem cicho, dudniącym głosem. „Mam propozycję. Bardzo lukratywną”.

Vinnie podniósł wzrok, mrużąc małe, świńskie oczy. „Słucham”.

„Nie tutaj”. Wskazałem głową na boczną alejkę. „Ściany mają uszy”.

Uśmiechnął się ironicznie, a ten gest wykrzywił jego poszarzałą twarz w coś naprawdę groteskowego. Lubił myśleć, że jest onieśmielający. Nie miał o tym pojęcia. „Dobra, twardzielu. Pogadajmy. Ale spróbuj czegoś zabawnego…” Poklepał wybrzuszenie pod pachą.

W zaułku deszcz zelżał do delikatnej mgiełki. Służący stali kilka kroków dalej, wciąż z rękami w pogotowiu.

„Dobra, wyrzuć to z siebie” – warknął Vinnie, zapalając cygaro.

Nie odpowiedziałem ani słowem. Mój ruch był jak rozmazana plama. Ostre, precyzyjne uderzenie w gardło sługusa po lewej, miażdżący kopniak w kolano tego po prawej. Zgięli się bezszelestnie. Oczy Vinniego rozszerzyły się, cygaro wypadło mu z ust, gdy szukał broni.

Byłem przy nim, zanim zdążył wyjąć kaburę. Jedną ręką zacisnąłem na jego nadgarstku, ściskając go tak mocno, że kości zatrzeszczały. Drugą siłą otworzyłem mu szczękę. Z kieszeni płaszcza wyjąłem małą, ozdobną fiolkę wypełnioną lepką, mieniącą się fioletem cieczą.

„Co do cholery…” – bełkotał mi pod palcami.

„Nowe życie czeka” – wyszeptałam i wlałam mu migoczący sok do gardła.

Dławił się, prychał, próbując wypluć, ale było za późno. Efekt był natychmiastowy i gwałtowny. Upadł na kolana, z jego ust wyrwał się gardłowy krzyk – krzyk, który szybko narastał. Jego ciało drgało na mokrym asfalcie, kości trzeszczały i zmieniały kształt w serii mdłych, mokrych trzasków. Jego szorstkie rysy zdawały się topnieć i odradzać, a szorstka skóra wygładzała się w porcelanową miękkość. Jego masywna sylwetka zwężała się, krągłości nabrzmiewały w niemożliwych, zapierających dech w piersiach miejscach, gdzie wcześniej były tylko stwardniałe mięśnie i kości.

Kiedy dreszcze w końcu ustały, postać klęcząca przede mną nie była już Vinniem „Nożem” Correllim.

Młoda kobieta, nie starsza niż dwadzieścia pięć lat, drżała w zimnej mgle zaułka. Kaskada ciemnych, jedwabistych włosów opadała na jej ramiona. Jej oczy, niegdyś paciorkowate i okrutne, były teraz szeroko otwartymi, świetlistymi kałużami granatowego koloru, patrzącymi na mnie z przerażeniem i konsternacją. Jej pełne, różowe usta drżały. Była prześliczna.

„C-co… co mi zrobiłeś?” Jej głos był miękkim, melodyjnym drżeniem, ostrym kontrastem z ostrym chrapaniem sprzed chwili.

„Uwolniłem cię” – powiedziałem, podając jej dłoń. Wzdrygnęła się, patrząc na swoje delikatne dłonie, smukłe palce. Dotknęła twarzy, szyi, piersi, a jej oddech zamarł w ostrym, zszokowanym jęku, gdy objęła w dłonie pełny, ciężki ciężar nowych piersi.

„To… to nie może być…”

„To jest”. Zrzuciłem długi płaszcz i owinąłem go wokół jej nagich ramion. Gest był zaborczy, ostateczny. „Dawne ty odeszło. Człowiek, który krzywdził ludzi. Człowiek, który się bał. Już nie musisz nim być”. Ująłem ją pod brodę, zmuszając, by na mnie spojrzała. Strach w jej oczach zaczął się już mieszać z czymś innym – narastającym, niechętnym podziwem. Magia jagody oddziaływała zarówno na umysł, jak i ciało, przemieniając wrogość w uległość, agresję w desperacką potrzebę aprobaty. Mojej aprobaty. „Jak masz na imię?”

Mrugnęła, nowość wszystkiego przytłoczyła jej zmysły. „Ja… ja nie…”

„Viola” – zdecydowałem za nią. „Pasuje do ciebie”.

Z jej ust wyrwało się ciche, drżące westchnienie. „Viola” – powtórzyła, jakby sprawdzając znaczenie słowa. Wydawało się, że rozluźnia się w płaszczu, w nowej tożsamości. Przemiana dobiegła końca.

W mojej posiadłości pozostałe dziewczyny czekały w wystawnym salonie. Seraphina, była podpalaczka, z ognistoczerwonymi włosami i szmaragdowymi oczami, rozsiadła się na szezlongu. Jade, niegdyś bezwzględna przemytniczka, której azjatyckie rysy twarzy teraz były idealnie spokojne, praktykowała skomplikowaną ceremonię parzenia herbaty. Spojrzały w górę, gdy wchodziłem z Violą podążającą za mną, ściskającą mój płaszcz.

„Nowa siostra” – mruknęła Seraphina, a na jej ustach pojawił się znaczący uśmiech.

„Jest piękna, Mistrzu” – dodała Jade, a jej głos brzmiał jak dzwoneczki wietrzne.

Viola patrzyła, oszołomiona ich wdziękiem i czystym luksusem otoczenia. To był świat daleki od obskurnych zaułków i podupadłych barów. Zaprowadziłem ją do moich prywatnych komnat, zostawiając resztę w tyle. W pokoju dominowało ogromne łóżko, a powietrze pachniało drzewem sandałowym i pożądaniem.

Odwróciłem się do niej, powoli zdejmując jej płaszcz z ramion. Stała naga i drżała, nie z zimna, lecz z oczekiwania. Jej nowe ciało było cudem; pełne, jędrne piersi zakończone ciemnoróżowymi sutkami, już nabrzmiałymi, wąska talia rozszerzała się w szerokie biodra, a gładki, kuszący wzgórek u zbiegu ud.

„Rozumiesz teraz swój cel, Violo?” – zapytałem ochrypłym głosem.

Powoli skinęła głową, a jej niebieskie oczy błyszczały. „Żeby cię zadowolić”.

„Tak”.

Pokonałem dzielący nas dystans, moje dłonie dotknęły rozkosznego krągłości jej talii. Jej skóra była tak miękka, niczym rozgrzany jedwab pod moimi zrogowaciałymi dłońmi. Dreszcz przeszedł jej przez ciało, ale pochyliła się w moim dotyku, a z jej ust wydobył się cichy jęk. Jagody sprawiły, że ciało było nie tylko uformowane, ale w pełni funkcjonalne, boleśnie wrażliwe.

Pochyliłem głowę, chwytając ustami napięty sutek. Krzyknęła, wyginając plecy, mocniej przyciskając pierś do mojego języka. Ssałem ją i ssałem, wydając z siebie ciche westchnienia i jęki, a moje dłonie zsuwały się w dół, obejmując jędrne wypukłości jej pośladków. Była tak wrażliwa, każdy dotyk elektryzował.

Położyłem ją na jedwabistym prześcieradle, jej ciemne włosy rozsypały się wokół niej. Patrzyła na mnie, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, a jej pożądanie było teraz namacalną siłą w pomieszczeniu. Całowałem ją w dół brzucha, smakując słoną skórę, czując drżenie mięśni pod moimi ustami.

Kiedy dotarłem do jej środka, rozchyliłem jej uda. Była już mokra, a jej lśniące fałdy świadczyły o magii jagód i jej własnej, narastającej potrzebie. Jej zapach, piżmowy i słodki, wypełnił moje zmysły. Zanurzyłem w niej twarz, a całe jej ciało zesztywniało.

O Boże… jęknęła, wplatając dłonie w moje włosy.

Mój język dotarł do jej jądra, kreśląc skomplikowane wzory, badając każdą delikatną fałdkę. Była taka słodka, taka potężna. Drażniłem jej łechtaczkę koniuszkiem języka, a jej biodra poderwały się z łóżka. Przytrzymałem ją mocno, wciąż ją smakując, wielbiąc jej nową formę. Jej jęki stawały się coraz głośniejsze, coraz bardziej szalone, narastając do crescendo. Jej przyjemność była moją sztuką, a ja byłem mistrzem w swoim fachu. Jej pierwszy orgazm uderzył ją jak fala przypływu, surowe, krzykliwe wyzwolenie, które pozostawiło ją drżącą i pozbawioną tchu.

Zanim zdążyła się otrząsnąć, byłem już przy niej, a moje własne pożądanie natarczywie wbijało się w jej udo. Jej oczy, zamglone rozkoszą, skupiły się na mnie. Nie było w nich strachu, tylko głębokie, głodne pragnienie.

„Proszę” – wyszeptała, a jej głos się załamał. „Panie… Potrzebuję… Potrzebuję cię poczuć”.

Naprowadziłem się na jej wejście, główka mojego penisa wciskała się w jej wilgotne ciepło. Była taka ciasna. Wszedłem powoli, nieubłaganie, aż zaparło jej dech w piersiach, a oczy wywróciły się do tyłu. Taka pełna… jęknęła, wbijając paznokcie w moje ramiona.

Zacząłem się poruszać, powolnym, głębokim rytmem, który zapierał nam obojgu dech w piersiach. Każde pchnięcie było żądaniem, przypomnieniem tego, kim była i do kogo teraz należała. Jej nogi owinęły się wokół mojej talii, wciągając mnie głębiej, a ona odpowiadała na każde moje pchnięcie desperackim zgrzytem bioder. Łóżko kołysało się w naszym rytmie, jej krzyki rozkoszy mieszały się z moimi gardłowymi jękami. Czułem, jak jej wewnętrzne mięśnie trzepoczą wokół mnie, napinając się, przygotowując do kolejnego upadku.

„Spójrz na mnie” – rozkazałem.

Jej niebieskie oczy, zamglone ekstazą, spotkały się z moimi.

„Do kogo należysz?”

„Ty” – krzyknęła, a jej ciało zaczęło drgać wokół mojego. „Tylko ty!”

Jej drugi orgazm wyzwolił mój, mój wytrysk był gorącym, pulsującym strumieniem w jej wnętrzu, moje imię było modlitwą na jej ustach, gdy kurczowo się mnie trzymała. Zapadliśmy się razem, splątana masa spoconych kończyn i zaspokojonego pożądania. Przytuliłem ją mocno, czując, jak szaleńcze bicie jej serca powoli wraca do normy, ocierając się o moją pierś. Wtuliła się w moją szyję, a z jej ust wyrwało się westchnienie zadowolenia.

Drzwi komnaty lekko się uchyliły. Seraphina i Jade stały tam, patrząc głodnymi, wdzięcznymi oczami.

„Czy nowa siostra ci się podoba, Mistrzu?” – zapytała Seraphina, a w jej głosie brzmiała zmysłowa obietnica.

Mój wzrok powędrował od płonących oczu Seraphiny w drzwiach do Violi, która wciąż dyszała cicho wtulona w moją pierś. Potrzebna była nowa lekcja. I to ona jest kluczowa.

„Ogromnie mnie cieszy” – powiedziałam, a mój głos przebił się przez ciężkie, przesycone seksem powietrze. „Ale musi się jeszcze wiele nauczyć. Tak jak wy wszyscy. Seraphino. Chodź tutaj.”

Rudowłosa wślizgnęła się do pokoju, jej ruchy przypominały leniwy, zmysłowy taniec. Jade podążyła za nią, cicho zamykając za sobą drzwi. Jej pogodny wyraz twarzy niczego nie zdradzał.

„Edukacja Violi jest priorytetem” – stwierdziłam, prostując się tak, że siedziałem oparta o wezgłowie łóżka. Viola skuliła się obok mnie. „Musi się nauczyć każdego faceta… przyjemności. Jak ją przyjmować. I jak ją dawać.” Spojrzałam prosto na Seraphinę. „Ty nauczysz ją tego drugiego.”

Szmaragdowe oczy Seraphiny błyszczały zrozumieniem i ekscytacją. Uwielbiała występować. „Oczywiście, Mistrzu”.

Odwróciłam się do Violi, obejmując jej policzek dłońmi. Jej błyszczące, niebieskie oczy były szeroko otwarte, lekko nerwowe, ale zamglone resztką posłusznej mgły. „Będziesz się uczyć od Serafiny. Dotkniesz jej. Posmakujesz jej. Dowiesz się, co doprowadza kobietę do granic wytrzymałości. Twoja przyjemność jest moją, by ją dać. Ich przyjemność jest twoją, by ją wywołać. Rozumiesz?”

Przełknęła ślinę, błysk dawnej siebie – zmieszanie, może wahanie – przemknął przez jej twarz, zanim został pochłonięty przez nową, przemożną potrzebę uległości. „Tak, Mistrzu”.

„Dobrze”. Skinęłam krótko głową. „Zacznij”.

Serafina nie potrzebowała drugiego zaproszenia. Wdrapała się na masywne łóżko, niczym wizja ognistych włosów i bladej skóry, i uklękła przed Violą. Jej palce, delikatne i pewne, pogłaskały linię szczęki Violi. „Nie denerwuj się, siostro” – wyszeptała, a w jej głosie zabrzmiała ochrypła obietnica. „To prezent”.

Pochyliła się i objęła usta Violi w powolnym, głębokim pocałunku. Viola zesztywniała na ułamek sekundy, zanim rozpłynęła się w nim, a między ich ustami wibrował cichy, zaskoczony jęk. Dłonie Seraphiny delikatnie położyły Violę na plecach, podążając za nią w dół, nie przerywając pocałunku.

Obserwowałam, a moje podniecenie znów się wzburzyło, gdy Seraphina przejęła rolę instruktorki. Pocałunkiem spłynęła w dół gardła Violi, jej zęby musnęły delikatną skórę, sprawiając, że Viola jęknęła. „Widzisz?” – wymamrotała Seraphina w jej obojczyk. „Lubisz delikatne ugryzienia. Ten kontrast”. Zademonstrowała to ponownie, a plecy Violi wygięły się w łuk, a jej głowa odchyliła się do tyłu.

Seraphina zeszła niżej, biorąc do ust jeden z ciemnych sutków Violi. Ssała głęboko, muskając i wirując językiem. Dłonie Violi uniosły się, wplątując się w ogniste włosy Seraphiny, nie odpychając jej, lecz przytrzymując. „Och…” wyszeptała Viola, zaciskając powieki. „To… to co innego… kiedy…”

„Kiedy to inna kobieta?” dokończyła za nią Seraphina, unosząc głowę z mokrym chrupnięciem. „To bardziej intuicyjne. Znamy krajobraz”. Dla zilustrowania, przesunęła palcami po drżącym brzuchu Violi, przez jej ciemne loki, aż do jej wilgotnej erekcji. Viola sapnęła, a jej biodra drgnęły w górę. „Wiemy dokładnie, gdzie naciskać” – wyszeptała Seraphina, okrążając łechtaczkę Violi zręcznym palcem. „I jak wolno… się poruszać”.

Wyciągnąłem rękę i złapałem Jade za nadgarstek, przyciągając ją do siebie. „Twoja kolej” – rozkazałem cicho, wciąż wpatrując się w dwie kobiety na łóżku. „Chcę je obserwować i chcę twoich ust”.

Jade skinęła głową, a jej zmysłowe spojrzenie było pełne oddania. „Jak sobie życzysz, Panie”. Usiadła między moimi nogami, jej eleganckie palce próbowały uwolnić mojego penisa, który był już twardy i chętny. Nie wahała się, pochyliła się do przodu i jednym płynnym, wprawnym ruchem wzięła mnie całego do ciepłego, wilgotnego nieba swoich ust.

Jęknąłem, opadając głową na wezgłowie łóżka, gdy jej język zdziałał cuda. ??Boże, jej usta. Wiedziała dokładnie, jak wywierać nacisk, kiedy kręcić, kiedy ssać, kiedy wziąć mnie głęboko w gardło. Zacisnąłem dłonie w prześcieradle, zmuszając się do otwarcia oczu. Nie przegapię tego spektaklu.

Na łóżku lekcja posuwała się naprzód. Seraphina prowadziła teraz dłoń Violi między swoimi nogami. „Czuj” – jęknęła Seraphina, jej biodra kołysały się pod niepewnymi palcami Violi. „Właśnie tam. Trochę mocniej. Tak. Tak po prostu.”

Viola, ośmielona, ??całowała Serafinę w szyję, wolną dłonią pieszcząc jej pierś, odzwierciedlając to, co przeżywała przed chwilą. Ich ciała poruszały się razem w harmonijnym rytmie eksploracji i narastającej przyjemności. Powietrze było gęste od ich wspólnych westchnień i wilgotnych, śliskich odgłosów ich dotyku.

Było piękne, ale brakowało mu… struktury. Kontroli.

„Wystarczy” – powiedziałem, a mój głos zadrżał od podwójnych doznań, jakie dawały wykwintne usta Jade i uczta wizualna przed moimi oczami. Obie kobiety znieruchomiały, patrząc na mnie z rumieńcami na twarzach. Jade zwolniła tempo, patrząc na mnie pytającym wzrokiem.

Wstałem z łóżka, a mój penis wyślizgnął się z ust Jade. Podszedłem do dużej mahoniowej skrzyni u stóp łóżka i otworzyłem ją. W środku znajdowały się moje narzędzia. Wybrałem dwa spore, realistyczne dildo i zestaw miękkich, giętkich skórzanych pasów.

„Nowa lekcja” – oznajmiłem, unosząc zabawki. „Synchronizacja. Posłuszeństwo poprzez dzielenie się doznaniami”.

Pomogłem drżącej Violi stanąć na czworaka. Seraphina, natychmiast to rozumiejąc, przyjęła tę samą pozycję twarzą do niej, ich twarze dzieliły centymetry. Umieściłem dildo pod każdą z nich, podstawę przymocowaną do łóżka, a gruby, żylasty trzon skierowany ku górze.

„Opuśćcie się” – rozkazałem, zakładając miękki mankiet na nadgarstek Violi, a następnie mocując go do słupka łóżka. Zrobiłem to samo z jej drugim nadgarstkiem, a potem z Seraphiną, tak że obie były związane na kolanach, niezdolne uciec przed zabawkami pod nimi. „Zabierzcie je do środka. Teraz”.

Z drżącym oddechem posłusznie opadły na silikonowe penisy. W pokoju rozległy się dwa krzyki – wysoki, zaskoczony jęk Violi i głębszy, rozwiązły jęk Seraphiny. Obie były nabite, nadziane, ich ciała rozciągnięte wokół nieubłaganego obwodu.

„Dobrze” – mruknąłem, stając tak, żebym mógł je obie obserwować. Jade wróciła na swoje miejsce obok mnie, jej usta znów znalazły moją długość, a dłoń objęła moje jądra. „Teraz. Będziecie się poruszać razem. Będziecie podskakiwać na swoich zabawkach, w idealnym harmonii. Wasza przyjemność jest ze sobą powiązana. Jeśli jedna zawiedzie, obie zawiedziecie. Jeśli jedna odniesie sukces… obie wzbijecie się w górę.”

Położyłam dłonie na dolnej części ich pleców, czując, jak mięśnie napinają się i drżą. „Zaczynajcie.”

Zaczęli się poruszać, początkowo w niepewnym, drżącym rytmie. Wzrok Violi utkwiony był w Seraphinie, między nimi przebiegała cicha komunikacja. W górę. W dół. Razem. Ich tempo się uspokoiło, nabrało pewności siebie. Dźwięk ich ciał stykających się z podstawami dildosów wypełnił pomieszczenie, lubieżne, rytmiczne uderzenia, które rozpaliły mi krew w żyłach.

Usta Jade były wirem doznań, jej ssanie stawało się coraz bardziej szalone, gdy patrzyła, a jej własne podniecenie było widoczne w sposobie, w jaki jęczała wokół mnie. Krzyki Violi stawały się coraz wyższe, coraz bardziej desperackie. „O Boże… to takie głębokie…”

Seraphina, zawsze namiętna, była już blisko. „Tak, siostro… tak… razem… dla niego…”

Ich ruchy stały się szaleńczym, idealnie dopasowanym tłokiem, ich ciała lśniły od potu, a skrępowane nadgarstki napierały na kajdanki. Widok ich, tak pięknie zniewolonych przez rytm i siebie nawzajem, doprowadzał mnie do granic wytrzymałości.

„Spójrz na nie, Jade” – mruknąłem, wplatając palce w jej jedwabiste, czarne włosy. „Spójrz na moje idealne dziewczyny, pieprzące się dla mnie”.

Jedyną reakcją Jade było głodne, potwierdzające mruczenie, które wibrowało w całym moim ciele. Jej wzrok był utkwiony w spektaklu, a jej biodra wykonywały drobne, okrężne ruchy w powietrzu.

Orgazm Violi nastąpił pierwszy, ostry, krzykliwy wytrysk, który sprawił, że całe jej ciało drgnęło wokół sztucznego penisa wbitego w nią. Widok i dźwięk tego dźwięku natychmiast wytrąciły Seraphinę z równowagi, jej własny orgazm rozdarł ją z gardłowym krzykiem, a plecy dramatycznie wygięły się w łuk.

Ich zsynchronizowane krzyki rozkoszy były moją zgubą. Moja orgazm uderzył we mnie z impetem i doszedłem gorącymi, pulsującymi strumieniami w chciwe gardło Jade. Wypiła każdą kroplę, a jej ciche jęki satysfakcji stanowiły kontrapunkt dla rozpaczliwych krzyków pozostałych.

Gdy fale rozkoszy w końcu zaczęły ustępować, w pokoju zapadła ciężka cisza, przerywana jedynie urywanymi, sapiącymi oddechami trzech kompletnie wykorzystanych kobiet. Viola i Seraphina leżały pochylone do przodu, wciąż związane, wciąż pełne, ich czoła opierały się o siebie, dzieląc to samo powietrze.

Spojrzałem na Jade, która delikatnie oblizała mnie językiem, z wyrazem błogiego spełnienia na twarzy. Potem mój wzrok powrócił do łóżka, do moich dwóch nowych pupili, związanych i wyczerpanych.

„Jeszcze raz” – rozkazałem cicho i niewzruszenie.

Cisza, która zapadła po moim poleceniu, była gęsta, przesycona zapachem seksu, potu i poddania. Viola i Seraphina, wciąż związane i wypełnione, tylko jęknęły, a ich ciała drżały z niemożności kolejnego szczytowania tak szybko. Jade podniosła wzrok znad moich kolan, a w jej pogodnym wyrazie twarzy pojawiła się nuta rozkosznej troski o siostry.

Wtedy z wbudowanego w ścianę komunikatora dobiegł cichy, natarczywy dźwięk. Chłodne, profesjonalne skupienie natychmiast przebiło się przez mgłę mojego podniecenia. Mój cel. Niewielu miało taką częstotliwość.

Wycofałem się spod ciepłego spojrzenia Jade, poruszając się energicznie. Kilkoma sprawnymi kliknięciami zdjąłem kajdanki z nadgarstków Violi i Seraphiny. „Odpocznij” – rozkazałem, a mój głos nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Padły na siebie, splątane, lśniące kończyny.

Przeszedłem przez pokój i aktywowałem ekran. Wiadomość tekstowa jarzyła się jaskrawymi, zielonymi literami na czarnym tle. Żadnego podpisu. Tylko imię i nazwisko oraz lokalizacja.

Valdez „Chuligan” English-Bolow. Kasyno Gilded Cage. Dok 7. Północ.

Ponury uśmiech zagościł na moich ustach. Nowy cel. Ważny. Valdez był agentem chaosu, przemytnikiem nielegalnej technologii i mięsa, którego nieprzewidywalna brutalność czyniła go nieprzewidywalnym. Idealny kandydat. Pragnienie, by teraz rozpocząć polowanie, było fizycznie pociągające.

Odwróciłem się z powrotem do mojego haremu. Trzy pary oczu obserwowały mnie szeroko otwartymi, pytającymi oczami. Zmiana energii ich pana była namacalna.

„Muszę iść” – powiedziałam rzeczowym tonem. „Sprawa wymaga mojej natychmiastowej uwagi”.

Zbiorowy, niemal niezauważalny przypływ rozczarowania. Dolna warga Violi zadrżała. Spokojna maska ??Jade opadła, odsłaniając cień niepokoju. Seraphina, zawsze namiętna, odważyła się to powiedzieć. „Jak długo, Mistrzu?”

„Tak długo, jak będzie trzeba”. Zaczęłem się ubierać, wciągając spodnie i zapinając koszulę, której materiał stanowił jaskrawy kontrast z jedwabnymi prześcieradłami i nagą skórą. „Zostaniecie tutaj. Będziecie się o siebie troszczyć. Viola wciąż potrzebuje… aklimatyzacji”.

Skończyłam się ubierać i ruszyłam do drzwi. Zatrzymałam się, patrząc na nie. Trzy piękne kobiety, moje dzieła, mój dobytek, odeszły w ciepłym blasku posłuszeństwa. „Nie zawiedźcie mnie”.

Drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem, dźwięk ten był ostateczny.

W komnacie cisza się przedłużała. Brak jego dominującej obecności był niczym próżnia, pozostawiając je dryfujące w morzu ich własnej, wyostrzonej wrażliwości.

Viola zadrżała, naciągając na siebie prześcieradło. „On… on naprawdę odszedł”.

Seraphina poruszyła się pierwsza, wciąż bezwładna i ospała. Przewróciła się na bok, twarzą do Violi, a jej szmaragdowe oczy rozbłysły nową, wspólną intymnością. „Wróci. Zawsze wraca. I będzie oczekiwał, że będziemy… dobrze naoliwionymi instrumentami po jego powrocie”. Jej palce, delikatne i pewne, poprowadziły ścieżkę od ramienia Violi w dół, aż do zagięcia jej biodra. „Lekcja się nie skończyła. Po prostu zmienili nauczycieli”.

Jade dołączyła do nich, poruszając się cicho i z gracją. Usiadła po drugiej stronie Violi, jej gładkie, czarne włosy musnęły jej ramię. „On chce, żebyśmy się o siebie troszczyły” – powiedziała, a jej głos brzmiał łagodnie i kojąco. „Żebyśmy znajdowały w sobie przyjemność, by nasze oddanie dla niego się pomnożyło, a nie podzieliło”.

Viola spojrzała na nie, a strach w jej błyszczących, niebieskich oczach powoli ustąpił miejsca narastającemu, zaciekawionemu żarowi. Magia jagody, przeprogramowanie jej duszy, odpowiedziała na ich uwagę, rozpalając żar, który zostawił w niej. „Ja… ja nie wiem, co robić”.

„Uczysz się przez wyczucie” – wyszeptała Seraphina, zmniejszając dzielący ich dystans. Nie pocałowała Violi w usta. Zamiast tego pochyliła głowę i chwyciła jeden z jej spiczastych sutków, ssąc go głęboko i obficie obficie językiem.

Głowa Violi opadła do tyłu z głośnym westchnieniem, a jej plecy wygięły się w łuk. „Och!”

Dłonie Jade dołączyły do ??eksploracji, nie Violi, a Seraphiny. Ugniatała ramiona rudowłosej, jej palce śledziły linię kręgosłupa Seraphiny, zanurzając się w jej krzyżu. Pochyliła się, jej usta dotknęły małżowiny ucha Seraphiny. „Pokaż jej, jak lubisz być dotykana, Sero. Pozwól jej poczuć twoją przyjemność”.

Seraphina jęknęła wokół piersi Violi, jej biodra poruszały się na prześcieradle. Skierowała jedną z drżących dłoni Violi do swojego wnętrza, przyciskając palce Violi do jej cipy. „Tutaj” – wyszeptała Seraphina ochrypłym głosem. „Okrąż… tak po prostu… tak…”

Dotyk Violi był początkowo niepewny, potem nabrał pewności siebie, naśladując ruchy, których Seraphina nauczyła ją wcześniej. Patrzyła, oczarowana, jak ciało Seraphiny reaguje, jej uda drżą, a oddech zapiera jej dech.

Jade kontynuowała delikatny atak na Seraphinę, jej dłonie błądziły po jej ciele, usta składały gorące, otwarte pocałunki na szyi i ramionach rudowłosej. Ale jej wzrok był utkwiony w Violi, a spojrzenie niosło zachętę. „Widzisz, jak rozkwita dla ciebie? Twój dotyk to dar. Teraz… poczuj go.”

Ośmielona, ??pędzona potrzebą zadowolenia, która stała się teraz całym jej światem, Viola przesunęła się w dół. Zastąpiła palce ustami, a jej język nieśmiało zlizał smugę wilgoci Seraphiny.

Seraphina krzyknęła, a jej dłoń powędrowała, by wplątać się w ciemne włosy Violi. „Boże, tak! Nie przestawaj!”

Smak był piżmowy, słodki, absolutnie odurzający. Viola zanurzyła się głębiej, jej język eksplorował, odnajdując twardy, mały czubek łechtaczki Seraphiny i muskając go. Szybko się uczyła, a jej ruchy stawały się mniej niepewne, bardziej celowe, napędzane narastającymi jękami Seraphiny i aprobującym mruczeniem Jade.

Jade zmieniła pozycję i uklękła nad twarzą Seraphiny. „Odwdzięcz się, siostro”, mruknęła, opuszczając swój śliski żar na czekające usta Seraphiny. Język Seraphiny natychmiast wysunął się do przodu, głodny i zdesperowany, a spokój Jade roztrzaskał się w masce czystej ekstazy. „O cholera…”

Pomieszczenie wypełniła symfonia ich wspólnej przyjemności. Wilgotne, śliskie dźwięki ust i języków, urywane westchnienia, stłumione krzyki. Viola była w tym zatracona, służąc Seraphinie z oddaniem, które odzwierciedlało to, co czuła do Kaela, a jej świat zawęził się do smaku orgazmu tej kobiety i dźwięku jej aprobaty.

Poczuła dłoń na dolnej części pleców. Dłoń Jade. Prowadzącą ją. Palce Jade zsunęły się w dół, trafiając od tyłu w bolący, zaniedbany środek Violi. Dwa palce wślizgnęły się w nią bez wysiłku, zatapiając się w niej.

Viola krzyknęła w łechtaczkę Seraphiny, a jej ciało ugięło się pod nagłą, idealną penetracją. Kciuk Jade nacisnął jej łechtaczkę, wywierając mocny, okrężny nacisk. Podwójne doznania – dawanie przyjemności i jej odczuwanie – były oszałamiające.

Seraphina dochodziła, jej biodra unosiły się, a krzyki tłumił wzgórek Jade. Wibracje jej orgazmu, uderzającego o Jade, popchnęły elegancką kobietę poza krawędź, jej własny orgazm wstrząsnął jej ciałem, sprawiając, że palce w Violi zaciskały się i skręcały.

To był ostateczny impuls. Trzeci orgazm Violi tej nocy eksplodował, kataklizmiczna fala rozkoszy, która przeszyła ją, tak potężna, że ??za zaciśniętymi powiekami zobaczyła gwiazdy. Upadła wyczerpana między uda Seraphiny, a jej ciało drżało od wstrząsów wtórnych.

Przez długą chwilę jedynym dźwiękiem było ich dyszenie. Trzy kobiety były splątaną, spoconą kupą rozkoszy. Pustka pozostawiona przez ich Pana była na razie wypełniona ciepłem ich samych.

Viola uniosła głowę, jej usta błyszczały, a niebieskie oczy zamgliły się nowym rodzajem zrozumienia. Przeniosła wzrok z rozradowanej Seraphiny na pogodnie uśmiechniętą Jade.

„Czy… czy on będzie zadowolony?” – zapytała Viola cichym głosem.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *