Nowe cialo… w akademiku 2.5 Kowbojka Jess

Pierwszą rzeczą, jaką poczułam, był głęboki, promieniujący ból w mięśniach, symfonia bólu, która śpiewała o poprzedniej nocy. Każdy ruch był świeżym przypomnieniem o mężczyznach, ich dłoniach, ich… lekcjach. Moje oczy otworzyły się gwałtownie i ujrzałam niski, belkowany sufit, którego nie rozpoznawałam. W powietrzu unosił się zapach skóry i delikatny zapach siana. Gdzie ja jestem?

Próbowałam usiąść, ale silny nacisk na szyję mnie powstrzymał. Moja ręka poszybowała w górę, palce musnęły zimną, sztywną skórę. Obroża. Serce waliło mi w piersiach, gdy podążałam za przymocowaną do niej smyczą, odkrywając, że jest solidnie przypięta do ciężkiego, drewnianego wezgłowia łóżka. Paniczne szarpnięcie potwierdziło, że nigdzie się nie ruszę.

Przesunięcie bioder wywołało inne, bardziej skupione doznanie, które rozkwitło głęboko we mnie. Też byłam obolała, ale to było… obecne. Wypełniające. Zaparło mi dech w piersiach, gdy uświadomiłam sobie, że między moimi policzkami tkwi ciężki, sercowaty uchwyt. I korek. Wspomnienie jego włożenia było rozmazane przez szorstkie dłonie i władcze głosy.

Spojrzałam w dół swojego ciała. Miałam na sobie tylko prześwitujące czarne majtki, moje małe, wrażliwe piersi wystawały na chłodne poranne powietrze, a sutki sterczały. Drzwi po drugiej stronie pokoju zaskrzypiały i wszystkie myśli uszły z mojej głowy.

Jess stała w drzwiach, sylwetka skrywającej się mocy. Miała na sobie obcisły biały podkoszulek, który opinał jej muskularny tors, i znoszone dżinsy, które opinały jej potężne uda. Trzymała go w dłoniach. Uprząż z grubej czarnej skóry, do której przymocowany był gruby, żyłkowany i przerażająco realistyczny strap-on. Był kolosalny, w głębokim mahoniowym kolorze, kształtem przypominał bezbłędnie końskiego penisa, z rozszerzoną główką.

„Dzień dobry, kochanie” – wycedziła, jej głos przypominał szorstki aksamit. Kopnięciem zamknęła za sobą drzwi. „Dobrze spałaś?”

Mogłam tylko patrzeć, z suchością w ustach. Ogrom zabawki sprawił, że mimowolnie zacisnęłam się na zatyczce, która już była we mnie. Nie ma mowy. Niemożliwe.

Podeszła do łóżka z nonszalanckim krokiem ranczera, jej wzrok błądził po mojej związanej postaci z zaborczą aprobatą. Z ciężkim hukiem odłożyła uprząż na pobliskie krzesło i wdrapała się na materac, który pod jej ciężarem się zapadł. Uklękła obok mnie, a jej muśnięta słońcem skóra lśniła w porannym świetle sączącym się przez okno.

„Trener Miller i Mark mieli swoje zabawy” – mruknęła, wodząc palcami po linii obroży wokół mojej szyi. „Ale kowboj – albo kowbojka – zawsze najpierw zajmuje się swoim stadem”. Jej niebieskie oczy były przenikliwe, dominujące. „To moja nagroda. I moja nagroda musi się porządnie rozchodzić”.

Jej dłoń przesunęła się w dół mojego brzucha, po cienkiej koronce moich majtek. Nie zatrzymała się, zaczepiając palec o pasek i ściągając je z moich nóg jednym płynnym, bezwysiłkowym ruchem, rzucając je na podłogę. Byłem przed nią całkowicie odsłonięty.

„Proszę” – wyszeptałem, słowo wymknęło mi się bez słowa. Nie wiedziałem nawet, o co proszę.

„Proszę, o co?” – zapytała, a jej głos opadł do warczenia, gdy jej kciuk dotknął mojego łechtaczki, zataczając powolny, torturujący krąg. O Boże. Doznanie było elektryzujące i prowadziło wprost do bolesnej pustki, której korek nie był w stanie wypełnić. Wygięliśmy się w łuk, zsuwając się z łóżka, w niemym błaganiu.

„Proszę, Jess” – jęknąłem, a mój wcześniejszy strach przerodził się w desperacką, upokarzającą potrzebę.

„Tak lepiej”. Zmieniła pozycję, poruszając się między moimi nogami. Jej silne dłonie chwyciły moje biodra, unosząc je i ustawiając mnie w odpowiedniej pozycji. „A teraz zobaczmy, czy uda nam się przygotować cię do głównego wydarzenia”.

Jedna dłoń wślizgnęła się za mnie, jej palce natrafiły na serduszkowaty uchwyt zatyczki. Lekko go przekręciła. Krzyknąłem, rozciąganie i tarcie były szokująco przyjemne. „Taka zachłanna” – wyszeptała, jej oddech był gorący w moim uchu. „Już taka pełna, a ty wciąż chcesz więcej”.

Powolnym, zdecydowanym pociągnięciem zaczęła ją wyjmować. Doznanie było nie do zniesienia, stopniowe, śliskie opróżnianie, które sprawiło, że się wykręcałem. Cal po calu wysuwał się ze mnie, aż z ostatnim, mokrym trzaskiem, był wolny. Sapnąłem, czując się nagle pusty, otwarty i rozpaczliwie pusty.

Jess uniosła lśniącą zatyczkę, żebym mógł ją zobaczyć, po czym niedbale upuściła ją na prześcieradło. Zeszła z łóżka, a dźwięk brzęczących klamerek wywołał we mnie nową falę oczekiwania. Patrzyłem, zahipnotyzowany i przerażony, jak wsiada w uprząż i zaciska paski wokół wąskiej talii i potężnych ud. Zabawka wystawała z jej ciała niczym potworna, onieśmielająca obietnica.

Wdrapała się z powrotem na łóżko, górując nade mną. Wzięła smycz przyczepioną do mojej obroży i pociągnęła ją mocno, władczo, odchylając mi głowę do tyłu, odsłaniając gardło. „Spójrz na mnie” – rozkazała.

Moje oczy, które były mocno zaciśnięte, otworzyły się szeroko. Byłem uwięziony w jej dzikim, niebieskim spojrzeniu.

„To moje” – powiedziała, a jej głos nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Skierowała szeroką, rozszerzoną główkę zabawki do mojego wejścia. Było chłodne i śliskie od lubrykantu. Naciskała na mnie z niemożliwym naciskiem. „Twoja ciasna, mała cipka należy do mnie. Bierzesz, co ci dam. Rozumiesz?”

Gwałtownie skinęłam głową, a łzy przytłoczenia i pożądania szczypały mnie w oczy. „Tak, Jess.”
„Grzeczna dziewczynka.”

Po tych słowach pochyliła się do przodu.
Rozciąganie było poza wszystkim, co kiedykolwiek znałam. To było palące, rozdzierające ciśnienie, które wysysało powietrze z moich płuc. Krzyknęłam zdławionym dźwiękiem, gdy potężna główka wdarła się do środka, pokonując mnie milimetr po milimetrze z agonią. To za dużo, to za duże, nie mogę…

A potem, z ostatecznym, brutalnym pchnięciem, główka przebiła się przez opór, a w jej miejscu wybuchło szokujące, pełne uczucie. Sapnęłam, moje ciało gwałtownie zadrżało wokół obcego, inwazyjnego obwodu. Jess zatrzymała się, z błyszczącą czołem i drapieżnym uśmiechem na twarzy.

„No i co” – wyszeptała. „Zajęłam głowę. Teraz reszta”.

Nie dała mi czasu na przystosowanie się. Cofnęła się, niemal całkowicie, gruby grzbiet głowy ocierał się o moje wrażliwe wewnętrzne ścianki w sposób, który sprawiał, że widziałam gwiazdy. Potem znowu ruszyła do przodu, zatapiając we mnie kolejny niemożliwy centymetr zabawki.

Rozpoczął się rytm, powolny i dewastujący. Każde pchnięcie było żądaniem, piętnem. Skóra uprzęży skrzypiała przy jej ruchach. Moje jęki nie były moje; były dźwiękami wydobywanymi ze mnie przez nieustanne tarcie, przytłaczającą pełnię. Moje paznokcie drapały prześcieradło przywiązane do wezgłowia.

„To jest to” – mruknęła Jess, a jej oddech stawał się coraz cięższy od wysiłku włożonego w pchnięcia. „Weź to. Weź to całe, ty ślicznotko. Jesteś teraz moją klaczą. I będę cię ujeżdżała, aż nie będziesz wiedziała nic więcej.”

Zmieniła kąt i przy następnym pchnięciu zakrzywiona końcówka zabawki trafiła prosto w punkt głęboko we mnie, który eksplodował czystą, nieskażoną przyjemnością. Krzyk wyrwał mi się z gardła, całe moje ciało zamarło, gdy orgazm, brutalny i niespodziewany, rozdarł mnie. Mój kanał zacisnął się na nacierającej długości, dojąc ją, a Jess jęknęła z aprobatą nade mną.

„Jasne, kurwa, tak” – syknęła, nie zwalniając tempa. „Chodź na mojego kutasa. Grzeczna dziewczynka. Teraz… teraz najlepsza część.”

Pochyliła się nade mną, jej twarz o centymetry od mojej, jej potężne ciało przygniatało mnie. Wsunęła dłoń między nasze ciała, jej zrogowaciałe palce dotknęły mojego nadwrażliwego łechtaczki.
„Nacieraj dalej” – warknęła, a jej pchnięcia stawały się krótsze, mocniejsze, głębsze. „Nie waż się przestać”.
Podwójny atak był bezlitosny. Kolejny orgazm zaczął narastać natychmiast, przedłużany przez mordercze pchnięcia i jej zręczne palce. Szlochałem teraz otwarcie, całkowicie zagubiony w tym doznaniu, mój świat zawęził się do uczucia, że ??mnie bierze, że mną rządzi.

Ruchy Jess stały się szalone, jej własne spełnienie zbliżało się. Zagrzebała się we mnie po brzegi, ostateczny, głęboki zgrzyt, który przycisnął każdy centymetr tej potwornej zabawki do każdego nerwu, który mi pozostał.
„Teraz, kochanie!” – rozkazała, a jej głos był ochrypły i pełen mocy. „Teraz!”

Świat zbladł. Moje ciało rozpadło się na kawałki. Konwulsyjnie wiłem się wokół niej, a bezsłowny krzyk zamarł mi w gardle, gdy osiągnąłem najintensywniejszy orgazm w życiu.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *