Play station

Wróciłam do domu późno tego dnia, wykończona, ale bardzo podekscytowana. Ciągle nie mogłam uwierzyć w przygodę w “Tramwaju”. W głowie kłębiły mi się sprzeczne myśli. Jak ja mogłam się tak zachować? Czy naprawdę żałuję? Ah, gdybym mogła odnaleźć mojego Minotaura! Mimo spóźnienia do biura, wszystko poszło doskonale. Szefowie nachwalić się nie mogli mojej oceny sytuacji wokół umowy, której negocjacje obsługujemy. Po raz pierwszy od dawna czułam się doceniona zawodowa, a nie jako ta, “sexy mamuśka” z biura, której imienia niektórzy nawet nie trudzili się zapamiętać.

Podśpiewując pod nosem z radości i podniecenia, nie zwróciłam nawet uwagi na bałagan w domu. Piotrek znowu zaprosił kumpli, grali pewnie u niego w pokoju na konsoli. Wpadając do kuchni jak po ogień, nie troszczyli się o rozsypane chipsy, porozstawiane wszędzie brudne naczynia i porzucone randomowo ciuchy. Ewidentnie wrócili z siłowni, bo w korytarzu rozstawili slalom z toreb sportowych. Ale nawet, to nie mogło mi popsuć nastroju. Postanowiłam otworzyć sobie butelkę wina, upichcić coś szybkiego i obejrzeć jakiś film. Marek na pewno już spał na górze w sypialni – nic nowego. Poza tym, że dawno już nie nadążał za mną w łóżku był przekochany i bardzo mądry, za co go zawsze szanowałam.

Tak jak weszłam z pracy, pociachałam sobie szybko sałatkę, nastawiłem patelnię z grzankami. “Chłopaki! Piotrek!!!” – krzyknęłam z kuchni – “Nie jesteście głodni?!” Próżne wysiłki, siedzą pewnie w słuchawkach na uszach wpatrzeni w ekran. Gdyby się paliło, nie zwróciliby uwagi. Postanowiłam się więc wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś miękkiego na kanapę przed telewizor. Gdy wróciłam w moim japońskim, jedwabnym szlafroczku, czekały na mnie w kuchni trzy pary zdumionych 20-letnich oczu. “Mamo, chciałaś spalić dom?” – Piotrek. Patelnia! Grzanki! Ale ze mnie sierota.

“Brawo, chłopcy! Uratowaliście nas. Prawdziwi z was pomocnicy! Miałam dziś niesamowity dzień, zakręcona jestem. Przepraszam” – tłumaczyłam się jak speszony podlotek. “Zrobić wam coś?” – trzepałam językiem dalej, kręcąc się między nimi od lodówki do płyty kuchennej i nie zwracając uwagi, że stoją jak słupy soli i nie odpowiadają.

“Khym, mamo… Jak by to powiedzieć – nie za zimno ci?”

Dopiero teraz dotarło do mnie – pół naga biegałam między synem i jego kolegami ze studiów, prowokując zawstydzenie Piotrusia. Maksiowi i temu drugiemu, którego pierwszy raz na oczy widziałam, najwyraźniej jednak mój strój (czy raczej brak stroju) nie przeszkadzał. “Przepraszam chłopcy, byłam pewna, że gracie u siebie w pokoju, nie sądziłam, że was tu zastanę. Zaraz zmykam do salonu na telewizję. Może zrobić wam coś do jedzenia” – nadrabiałam zakłopotanie jeszcze większą dawką gadania.

“Piotrek, aleś przypalił! Proszę się czuć, pani Elu, jak u siebie w domu… haha. To my z Długim przepraszamy za późne najście. Zasiedzieliśmy się przy piweczku po siłce” – Maks, którego znałam od małego (Piotruś zaprzyjaźnił się z nim jeszcze w przedszkolu – papużki nierozłączki), jak zwykle ratował sytuację. Słodka przylepa, zawsze odgrywał rolę zakochanego we mnie po uszy szczeniaczka. Zanim mu na dobre wyrosły mleczaki, oświadczał mi się, sepleniąc, że wyjdzie za mnie… “za monż”. Uwielbiałam jego poczucie humoru i bezustanne komplemenciarstwo.

“A w ogóle, to wygląda pani… zajebiście!” – nagle odezwał się “Chudy”. Najpierw wszyscy zamarliśmy w szoku, gapiąc się na Długiego, który bez żadnych ogródek gapił mi się w dekolt z szeroko otwartymi ustami.

“W punkt Długi, w punkt! Podpisuję się, pani Elu, pod tym stanowiskiem oboma rękami! No może użyłbym innych słów” – znowu ratował sytuację Maks. “Długi, oddychaj, bo nam tu zejdziesz” – Piotrek szarpnął Długiego za rękawek t-shirta, zły jak zwykle, że kumple traktują jego matkę jak obiekt pożądania. Z drugiej strony był od lat przyzwyczajony do zwierzeń i fantazji wszystkich swoich gości płci męskiej i zazdrosnych komentarzy gości płci żeńskiej. Skarżył mi się wiele razy, że musi wysłuchiwać obleśnych komplementów o moich piersiach, pośladkach, nogach i co tam jeszcze. Miał nawet płatne oferty na moje zdjęcia spod prysznica! Próbowałam to wszystko obracać w żart, ze zrozumieniem traktując okres burzy hormonów. Mam wspaniałą relację z synem. I co poza tym poradzę, że tak wyglądam? Z biegiem lat i dojrzewaniem kolegów Piotrka zaczęłam nawet czerpać satysfakcję z ich zainteresowania. Oczywiście, zachowywałam do tego dystans – taki sam, jaki dzieli czterdziestoparolatkę od studenciaków.

“Pan Chudy niech uważa już piwem. A w ogóle to jakie dziewczyny zechcą śmierdzących piwskiem podrywaczy?” – zrugałam młodych pół żartem bardziej dla protokołu, niż faktycznie zła za to “zajebiście”. Byłam w fantastycznym nastroju i nic nie mogło mi go popsuć. “Pani Elu, dzisiaj podrywamy tylko panią!” – zawadiacko rzucił Maks, wsadzając z korytarza głowę do kuchni i trochę za długo lustrując mnie oczami od gołych stóp do czubka mokrej głowy. “Łobuz jesteś, Maks!” – zaśmiałam się.

Zasiadłam z kieliszkiem wina na kanapie w salonie, skuibiąc sałatkę. Odnalazłam jeden z moich ulubionych filmów i już miałam zacząć oglądać, kiedy do salonu wpadł Maks. “Gramy turniej, Piotrek najpierw gra z Chudym. Ja zagram ze zwycięzcą. Mogę się dosiąść?”. Nie czekając na moją zgodę, skoczył raczej niż usiadł na miejsce obok mnie. “Maks!!!” – wrzasnęłam, oblewając się winem i wysypując zawartość talerza. Maks, o dziwo, ani trochę się nie zmieszał, wpatrzył się we mnie jak w kawałek pizzy diavola (bezustannie się nią zajadał) i z uśmiechem podsumował: “No teraz, to już pani naprawdę wygląda zajebiście!”. Spojrzałam w dół. Kilka kropel czerwonego wina wylądowało centralnie moich piersiach, korzystając z rozrzuconych na boki poł szlafroka. “Masz szczęście, diable rogaty, że nie poplamiłam sobie szlafroka. To mój ukochany”. Szybko poprawiłam skąpe odzienie. “Uuu, szkodaaaa…” – westchnął Diabeł Rogaty.

Nie umiałam się na niego gniewać. Było w jego zachowaniu coś bardzo męskiego. Poruszał się sprawnie na cienkiej granicy między wulgarnością i brakiem szacunku do matki swojego najlepszego przyjaciela, a flirtem i damsko-męską prowokacją. Do tego był niezaprzeczalnie przystojny, a regularne ćwiczenia już kilka lat temu pozbawiły jego ciało cech dziecięcych.

 

“Za karę dolej mi wina. I zacznijcie się wreszcie ubierać. Przychodzicie do porządnego domu jak na salę gimnastyczną.  Pora wyrosnąć ze spodenek i koszulek z krókim rękawem. Dobrze przynajmniej, że bierzecie prysznic po siłowni” – strofowałam. Ku mojemu zaskoczeniu Maks wrócił z kuchni z dwoma kieliszkami wina. “Nie ma sprawy, poczęstuj się, dzieciaku” – zadrwiłam. Ale gdzieś w głębi duszy znowu mi zaimponował – nie pytał o pozwolenie, brał to, na co miał ochotę.

Oglądaliśmy film, rechocząc jednocześnie na scenach zabawnych, i wstrzymując oddech na scenach romantycznych. Było coś bardzo uroczego w tej niezaplanowanej “randce”.

“Siedzisz ze starą babką, zamiast wyjść z chłopakami poznać jakieś równieśniczki?”.

 

“Siedzę ze starą babką, której moje rówieśniczki nie sięgają do kostek” – Maks poparł swój komplement, kładąc nagle rękę na moim ramieniu i przyciągając mnie po przyjacielsku (po przyjacielsku?! co ja sobie wtedy myślałam?) do siebie. Naśladował scenę z parku, gdzie na ławce siedziała para głównych bohaterów.

“Diable, waszym rówieśniczkom też z czasem urosną piersi i tyłek. Nauczą się malować i ubierać jak kobiety, a nie jak prostytutki. Daj im szansę”.

“Na razie i tak muszę ochłonąć i wytrzeć z pamięci to wino na pani ciele. Głupio bym wyglądał, tak chodząc”.

 

Osłupiałam. Przekochany i rozpieszczany zawsze przeze mnie Maks zaczynał pomału przeginać. Bez żenady informował mnie, kobietę starszą od niego o 25 lat, matkę jego przyjaciela, właściwie swoją “drugą matkę”, że mu stoi! Oczywiście, odruchowo spojrzałam w dół. Nie było wątpliwości. Lewą nogawkę sportowych spodenek rozpychała mu erekcja. Miałam do wyboru: ochrzanić go solidnie i zepsuć miły wieczór, albo jeszcze raz (ten ostatni raz) obrócić sytuację w żart. A może nie miałam wyboru, bo nam obojgu szumiało już w głowie wino.

 

“Świntuch” – orzekłam, ale nawet nie odsunęłam się od jego szerokiej, młodziutkiej klaty i spod jego twardego jak żelazo bicepsu. Maks oczywiście zauważył moje spojrzenie w jego krocze i brak reakcji. Zapadła kłopotliwa cisza, przerywana dialogami z telewizora.

 

Znowu spojrzałam w dół (kretynka). “Maks!” – warknęłam. Jego erekcja przechodziła w stan super-erekcji. Miałam wrażenie, że za chwilę zobaczę czubek kutasa przyjaciela mojego syna wysuwający się z nogawki spodenek! “No co ja mogę poradzić? Sama pani jest diabeł, każdy zdrowy facet, widząc takie ciało w takim szlafroku, zareagowałby tak samo!” Poprawiłam nerwowo wspomniany szlafrok. Jedwab ma do siebie to, że jest śliski, a moje cycki mają do siebie to, że się w tym jedwabiu nie bardzo mieszczą.

“Idź z nimi grać!”

 

“Przecież zauważą i mnie wyśmieją. A Piotrkowi będzie strasznie głupio”. Fakt, szczeniak miał rację.

 

“To idź do łazienki, poprzypominaj sobie to ciało i zrób z nim porządek” – rozkazałam szeptem, wskazując ręką zawartość jego nogawki. Nieopatrznie jednak potrąciłam paznokciem to młode, pulsujące mięso, co wywołało piorunujący efekt. Maks wyprężył się na sofie, wypychając w górę biodra i zaciskając ramię wokół mnie. Moja głowa wylądowała na jego klacie, niebezpiecznie blisko źródła naszych problemów. Niestety, w jego zaciśniętej dłoni pozostałą poła szlafroka, w związku, z czym moja prawa pierś mogła teraz razem z nami podziwiać film. Nie od razu to zauważyłam, nerwowo szukając w myślach, co robić.

“Opanuj się Maks, przecież w każdej chwili może tu wejść Piotrek, Chudy albo mój mąż” – szepnęłam przepraszającym tonem. Coś mi jednak mówiło z tyłu głowy, że nie żałuję tego przypadkowego dotyku i że chcę jeszcze.

“Przychodzi mi do głowy tylko jeden sposób opanowania tej sytuacji” – odpowiedział Maks i w jego głosie zabrzmiała nuta, której do tej pory nie znałam. To był głos mężczyzny, już nie chłopca. “I tobie ten pomysł najwyraźniej też się podoba” – Maks nagle przeszedł ze mną na “ty”. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Oczywiście, bardziej by mnie to zaniepokoiło, gdyby nie tych kilka kieliszków wina. W tamtym momencie zaintrygowało mnie, o co mu chodzi? Spojrzałam wokół siebie i natychmiast zobaczyłam moją pierś uwieńczoną sztywnym z podniecenia sutkiem. Sama się zdziwiłam, jak pięknie wyglądają moje cycki i jakie są ogromne.

Maks przesunął dłoń, nie rozluźniając objęcia. Byłam unieruchomiona w pozycji pół leżącej, z głową na jego klatce piersiowej i gołym tyłkiem wypiętym w kierunku drzwi. Przez ułamek sekundy wyobraziłam sobie tę scenę z boku i poczułam, że nie tylko moje sutki twardnieją jeszcze bardziej, ale także coś wilgotnego dzieje się między moimi udami. Poczułam, jak Maks wziął sutek mojej prawej piersi między palce i delikatnie, acz zdecydowanie je pieści. Musiałam zagryźć wargi, żeby nie jęknąć z rozkoszy. Podniecała mnie jego męskość – na granicy z agresją. Brał, co chciał i nie zadawał pytań. Zupełnie odwrotnie niż Marek. Z innej strony nie stawiałam oporu. Już dawno mogłam go wyrzucić z pokoju z hukiem.

Maks rozpostarł palce dłoni i zacisnął je, próbując zmieścić w niej całą moją pierś.

“Oszalałeś, Maks. Musimy się uspokoić, w każdej chwili może tu ktoś wejść. Jak się będziesz czuł? Znam cię od dziecka”.

“Ten jeden raz. Proszę. Nie wytrzymam”. Prosił, ale nie czekał na spełnienie swojej prośby. Wolną ręką ściągnął gwałtownie spodenki do kolan. Przed moją twarzą wystrzelił twardy męski kutas, owinięty żyłkami krwi, jakby miał za chwilę rozpaść się na kawałki. Goła żołądź groźnie skierowała się ku moim ustom. Widok był tyleż oburzający, co pomnikowi. Tego penisa powinni wystawiać w galeriach sztuki. Był piękny, lśniący, pachnący żelem pod prysznic. Do tego chłopak ewidentnie wiedział, co robić z cyckami. Czułam falę gorąca za falą, gdzieś od podbrzusza szły pod mostek.

“Zajebisty…” – szepnęłam zła i obrażona, sponiewierana we własnym domu przez szczeniaka, któremu tyle razy podcierałam gluty z nosa. Tymczasem piękny intrument męskości, najpiękniejszy zapewne, jaki w życiu widziałam, nie przestawał się kołysać przed moim nosem. Miałam wrażenie, że z jego główni paruje. W salonie unosiła się gęsta mgła podniecenia. Nie było sensu udawać, że ta mgła unosi się też ze mnie. Leżącej półnago, ale rozpalonej do czerwoności czterdziestoparoletniej baby, która zachowuje się jak głupia suka.

Odzyskałam oddech. “Maks, słuchaj mnie uważnie. To się nigdy więcej nie powtórzy albo nie chcę cię widzieć. Nie śmiej nigdy o tym nikomu wspomnieć, łącznie ze mną!”

Czułam, że na Maksa moja zgoda podziała jakby go prąd kopnął. Puścił moją wygniecioną na wszystkie możliwe sposoby pierś. Nie zdążyłam zareagować, kiedy błyskawicznie sięgnął między moje pośladki, rozgniatając palcami mokrą, klejącą się łechtaczkę – tak samo jak wcześniej robił to z sutkiem. Teraz moje ciało przeszył prąd. Maks wsunął od razu dwa palce w moją gotową na wszystko cipkę i zaczął mnie ruchać dłonią. Jeszcze chwilę temu miałam zrezygnowana wziąć do ręki jego kutasa i zrobić mu dobrze, ale to była przesada. Sięgnęłam za siebie prawą ręką – jedyną, jaką miałam wolną. Lewa spoczywała unieruchomiona pode mną. Próba powstrzymania tego, co Maks robił mi ręką okazała się wielkim błędem. Wepchnął palce jeszcze głębiej we mnie, popychając całe moje ciało ku sobie. W efekcie moja twarz wylądowała między jego nogami. Kiedy próbowałam wyrwać jego prawą rękę spomiędzy moich ud, on lewą dłonią złapał swojego olbrzymia i wepchnął mi go w usta. Natychmiast zaczął pracować biodrami. Pieprzył mnie w usta rytmicznie. Z trudem mieścił w nich swoją pałę. Jednocześnie nie przestawał pieścić mojej cipki. Nie był brutalny. Byłam przekonana, że gdybym chciała, powstrzymałabym go. Ale było za późno. Salon szczelnie wypełniło młodzieńcze pożądanie i siła. Różnica wieku przestałą grać rolę. Czułam się jak upragniona kochanka u boku swego wybranka. Chciałam, żeby mnie wypełniał. Głęboko. Wszędzie, gdzie tylko zachce.

Też zaczęłam pracować biodrami, nabijając się na jego palce. Połykałam jego kutasa, próbując złapać nosem powietrze. Moje cycki tańczyły jak szalone, pchane z obu stron.

“Jesteś boska! Chciałbym, żebyś mi obciągała bez końca! Chciałbym przelecieć cię w te piękne usta, zerżnąć między te ogromne cyce, a potem trysnąć ci na twarz” – szeptał coraz wulgarniej. Jeszcze kwadrans temu, dałabym mu twarz. Teraz czułam, że zbliża się orgazm. Chciałam, żeby dał mi silnego klapsa, żeby złapał mnie za włosy i nazwał “swoją suką”.

Naglle poczułam delikatną pieszczotę palcami wokół mojej drugiej dziurki. Maks nie wyjął swojej ręki z mojej mokrej cipy. Druga ręka cały czas spoczywała na mojej głowie.

 

“Chciałem powiedzieć, że Piotrek poszedł do sklepu po piwo i zaproponować ci gierkę. Ale chyba to już nie ma znaczenia” – usłyszeliśmy z Maksem flegmatyczny głos Chudego. Stał plecami do drzwi, pochylony nad sofą i moim wypiętym gołym tyłkiem. Trzymał środkowy palec między moimi pośladkami. Oboje z Maksem zdrętwieliśmy, próbując w panice zakryć intymne części ciała.

 

“Chudy, co ty tu robisz?!” – syknął Maks. “Już ci wytłumaczyłem” – kontynuował z tą samą flegmą Chudy. “Tego się nie da odzobaczyć” – szepnął z lekkim uśmiechem. Poczułam w tych słowach groźbę szantażu. “Chudy, to nie jest tak, jak ci się wydaje, ani pary z ust, bo cię zabiję” – bełkotał nieprzekonująco Maks.

“Daj spokój, stary. Po prostu podziel się tą suczką i będzie sztama”.

“Nie mów tak, idioto!”.

“Jak chcecie, ale mamy coraz mniej czasu. Nocny jest kilka bloków dalej” – nie ustępował Chudy.

 

Zasłoniłam twarz dłonią. Czułam jakby mój świat się walił. Nagle pełen emocji i sukcesów dzień, który chciałam zakończyć winkiem i filmem, a który przekształcił się w eksplozję namiętności, zmroził arktyczny mróz. Paraliż trwał jednak tylko ułamek sekundy. Nie było czasu do stracenia.

 

“Chudy, czy jak ty się tam smarkaczu nazywasz – jeśli kiedykolwiek piśniecie z Maksem słowo o tym, co się tu stało, utnę wam te puste łby!” – syknęłam wściekle.

Jednocześnie położyłam się ponownie na lewym boku, przytuliłam się mocno do Maksa i wypięłam tyłek przed Chudym. Czułam mimo zaciśniętych ze wstydu oczu, że obaj oniemieli. Wtuliłam się w Maksa jeszcze mocniej. Czułam do niego pełne zaufanie, wiedziałam, że dopilnuje, by nie spotkała mnie krzywda. Był po szczenięciu zakochany we mnie. Dawno to wiedziałam, choć nie chciałam przyznać. Moje kształty i jego hormonalne huśtawki tylko wzmagały to uczucie.

“Chudy, nawet o tym nie myśl” – próbował sprzeciwiać się Maks. Był zazdrosny i to mnie dodatkowo upewniło, że nie pozwoli, by ta historia źle się zakończyła. Chudy nie przejął się słowami Maksa. Jego ciężka ręka już spoczęła na moim odsłoniętym pośladku, przygniatając mnie do sofy. Za chwilę niezdarnie wypełnił mnie swoim twardym penisem. Mościł się za mną. Nie było mu wygodnie – leżałam na boku. Poprawił się na sofie, bezceremonialnie rozciągnął moje pośladki i wepchnął mi głęboko w cipę.  W gruncie rzeczy był to gwałt. Zaszantażował mnie ordynarnie. Ale sama do tego doprowadziłam. Byłam głupia z Maksem. To ja powinnam zachować się rozsądnie.

Jajka Chudego zaczęły bić po moim lewym pośladku. Chudy od razu narzucił szybkie tempo. Maks trzymał mnie mocno w geście ochrony, ale uważnie obserwował. Jego kutas, który w międzyczasie zaczął opadać w chwili szoku, powrócił do pełnej formy. Dumnie kiwał się wprost przed moją twarzą.

“Zajebiście!” – głośno szepnął Chudy, zdając sobie sprawę, że w domu nadal jest mój mąż. Nagle poczułam klapsa, którego kilka minut temu tak bardzo pragnęłam, a który teraz był tylko kolejnym upokorzeniem. Chudy pieprzył mnie od tyłu, powtarzając, co jakiś czas klapsa. Wprawił mnie całą w silne kołysanie, co ponownie spowodowało, że moje nagie piersi zaczęły silnie falować. Chudy złapał mnie za prawą pierś. “Już w kuchni miałem ochotę na te melony”.

“Chudy, daj se spokój. Pogarszasz tę fatalną sytuację” – żachnął się Maks. “Fatalną? Nie wydaje mi się, sądząc po twoim twardym drągu. Nie mów mi, że nie śniło ci się po nocach, jak bierzemy tę cycatą mamuśkę na dwa baty” – Chudy zaczynał tracić oddech. Nie zmieniał tempa. To nie był seks. To było rżnięcie.

“Nie mów tak o niej!”.

“OK, słodziaczku. Tak czy inaczej widać, że widok ogiera, który pieprzy twoją suczkę, cię podnieca. Jesteś cuckold?”

Maksa omal nie katapultowało z sofy. Żeby nie dopuścić do bójki, natychmiast wzięłam Maksa w usta. Zaczęłam pracować głową w dół i w górę równie zdecydowanymi ruchami, jak Chudy pracował biodrami. Zmieniłam pozycję, żeby mi było wygodniej obciągać Maksowi. Stanęłam na czworaka, pochylona nad półleżącym na sofie Maksem. Agresja w mgnienia oka zniknęła. Czułam się teraz gwałcona w usta i od tyłu. Ale natury nie oszukasz. Płynęłam ponownie z cipki. Z każdym klapsem mocniej. Wracało podniecenie. Wracała piękna kobieta, której rozkosz sprawia pożądanie ze strony młodych, dobrze zbudowanych samców. Całe życie sądziłam, że seks z dwoma facetami na raz to wymysł na potrzeby filmów porno, o których mi Agata z pracy opowiadała.

“Zdzirowata Agata” – zawsze tak o niej myślałam, ale lubiłam ją i chętnie słuchałam opowieści z nieznanego mi świata. Teraz znowu zobaczyłam naszą trójkę z boku. Wyglądamy, jak w tych filmach, które Agata oglądała ze swoim mężem. W jakimś stopniu jej zazdrościłam. Brakowało mi ze strony męża namiętności. Za ostry seks z Markiem zgodziłabym się nawet oglądać te durne pornosy.

Zaciskające się w moich włosach dłonie Maksa przypomniały mi, że to nie film. Rżnęło mnie dwóch kolesi mojego syna. A ja czułam się coraz bardziej podniecona. “Tylko spróbuj spuścić się do środka, kretynie” – syknęłam za siebie. “Ciągnij druta, suko” – odpowiedział kretyn. O dziwo, Maks nie zareagował na kolejną obelgę. Dochodził. Wpychał mi kutasa w gardło, zaczynałam się dławić. Zacisnęłam delikatnie w dłoni jego worek mosznowy między jajkami i podstawą jego drąga. Poskutkowało, zrobił się delikatniejszy, ale jednocześnie zaczął mi szeptać do ucha: “Chcę nakarmić cię spermą, czuję, że niedługo się spuszczę. Nie przerywaj, kotku”. Paradoksalnie, to “kotku” wydało mi sie całkowicie naturlane. Znowu zniknęła bariera wieku. Czułam się kobietą Maksa. I było mi wszystko jedno, gdzie się spuści. Już znowu chciałam mieć go wszędzie. Sutki moich cycków ocierały się o szorstki materiał sofy, doprowadzając mnie do szału. Ten skurwiel Chudy był jak maszyna. Wszyscy byliśmy już całkowicie mokrzy od potu. W salonie czuć było zwierzęcą chuć.

Nagle poczułam kciuk Chudego w moim tyłku. On też nie pytał. Brał mnie, jak chciał. Moje uda zaczęły wstrząsać spazmy orgazmu. Z moich zapchanym kutasem Maksa ust dochodził jedynie stłumiony bełkot rozkoszy. Chudy nie przestawał pieprzyć mnie w cipę, równocześnie wpychając kciuk w mój wypięty tyłek.

“O kurwa, jebałbym cię całą noc, suczko, żeby nie ten Piotrek” – nie przerywając obrzucania mnie stekiem chamskich wulgaryzmów Chudy wyjął ze mnie swoją pałę. Miałam na dzieję poczuć jego wytrysk na plecach. Zamiast tego poczułam, jak wpycha mi kutasa w tyłek.

“Ja pierdolę” – jęknął z rozkoszy na ten widok Maks. Jednocześnie poczułam, że dławię się gorącą, lepką strugą spermy. Dławiłam się, ale zdumiona i podniecona ilością męskiego nasienia nie przerywałam nabijać swoich ust na ten cudowny człon.

Chudy w żelaznym uścisku trzymał oba moje pośladki. “Kochasz anal, kochasz w dupcię, co? Wiedziałem, że z takim ciałem musisz uwielbiać prawdziwe rżnięcie. Trysnę ci w tyłek, tak jak tego pragniesz!”. Mów sobie, co chcesz – pomyślałam, tylko dojdź wreszcie. Ciekawe, że przedwczesne wytryski Marka doprowadzały mnie niemal do płaczu. Teraz chciało mi się płakać, bo te młode ogiery miały wytrzymałość maszyny.

Chudy jebał mnie w tyłek głęboko. Jego jaja klepały mnie po udach i cipce raz za razem. Maks wydawał się nieprzytomny, choć z jego pały nadał płynęły krople spermy. Zlizywałam je co do jednej, byle tylko nie został ślad na sofie. Nie było czasu myśleć nad rozmiarem mojego upadku, mojego upokorzenia, mojej hańby. Hańby zwielokrotnionej uczuciem rozkoszy. Gwałci mnie w gruncie rzeczy dwóch studentów. A ja trzesę się cała jak galareta. Orgazm za orgazmem. “Więc chyba to jednak nie gwałt” – zaczęłam się w myślach pocieszać.

Chudy nagle opadł na mnie, na moje plecy. Objął mnie od tyłu i zacisnął w dłoniach moje rozpalone do czerwoności cycki. Poczułam ogromną ulgę. Jego kutas nieznośnie mnie rozpychał, wydawał się coraz grubszy, nie przestawał wbijać się i wysuwać. Aż wreszcie poczułam i tam gorącą falę nasienia. Chudy w kilku ostatnich spazmach wystrzelił resztki nasienia w moim tyłku.

Leżeliśmy mokrzy, nadzy, łapiąc oddech.

“Maks – chodu. Piotrek za chwilę wróci” – pierwszy oprzytomniał Chudy. Zerwali się z kanapy. Porwali porozrzucane ciuchy i rzucili się do pokoju Piotrka. Niemal w tej samej sekundzie wrócił Piotrek. Złapałam koc i się zakryłam na sofie, ale on poszedł prosto do kolegów. Kontynuowali grę jakby nigdy nic. Potruchtałam na palcach do łazienki.

Puściłam zimną wodę i gorączkowo zaczęłam zastanawiać się, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. Najpierw w tramwaju w drodze do pracy spuścił się między moimi udami jakiś anonimowy olbrzym. Potem przeżyłam seks w pozycji, o której nie miałam w zasadzie pojęcia. Marek nawet rzadko pozwalał mi na obciąganie, a co dopiero, żeby skończył w moich ustach czy przeleciał mnie analnie! No i te “dwa baty”! Wzdrygnęłam się z obrzydzeniem na wspomnienie tych ohydnych słów. Jednocześnie zaczęłam sprawdzać językiem smak Maksa i sprawdzać palcami, czy wszystko między moimi pośladkami jest na miejscu. Było na miejscu i z resztkami spermy Chudego.

W tym momencie poczułam, jak mi ponownie twardnieją sutki i zamknęłam oczy z niedowierzaniem, poddając się strugom wody.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Ela Kaszewska

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *