Przed obiektywem – Cezary/Cecylia – szef

„Chodźmy do łazienki. Teraz.”

Słowa wyszły z moich ust, zanim mózg zdążył je ocenzurować. Śmiały, elektryzujący rozkaz, który zawisł między nami w powietrzu. Marek, mój oszałamiająco przystojny nowy szef, nawet nie mrugnął. Jego ciemne oczy rozbłysły surowym, drapieżnym żarem, który posłał mi wstrząs prosto w serce.

Bez wahania.

Zręczne, bezgłośne skinienie głową. Jego duża dłoń zamknęła się na moim nadgarstku, nie szorstko, ale z niezaprzeczalną zaborczością, która zaparła mi dech w piersiach. Poprowadził mnie przez lśniącą, pustą siłownię, mijając ciche maszyny do ćwiczeń i lustrzane ściany, gdzie przelotnie dostrzegłam nas – wysokiego, potężnego mężczyznę w obcisłej koszulce sportowej i kobietę w absurdalnie krótkiej spódniczce, prowadzonych ku swojej zgubie. Serce waliło mi w piersiach, a szaleńczy rytm bębnów odbijał się echem od stukotu moich nowych obcasów na wypolerowanej betonowej podłodze.

Otworzył ramieniem drzwi do łazienki dla jednej osoby, wciągając mnie do środka i zamykając je z głośnym trzaskiem. Świat, moje nowe, zagmatwane życie, skurczył się do sterylnego, wyłożonego kafelkami pudełka. Ostry, czysty zapach chloru i środka dezynfekującego wypełnił moje płuca.

To szaleństwo. Myśl była odległym szeptem, który natychmiast wyparował w chwili, gdy się odwrócił, a jego usta wpiły się w moje.

To nie był delikatny, badawczy pocałunek. To było roszczenie. Jego język zanurzył się w moich ustach, smakując bogatą kawą i czystym, nieskazitelnym męskością. Z mojego gardła wyrwał się niski, desperacki dźwięk, gdy uniosłam ręce, nie po to, by go odepchnąć, ale by chwycić się twardych, wyrzeźbionych płaszczyzn jego ramion. Materiał jego koszuli napinał się pod opuszkami moich palców. Więc tak czuje się prawdziwy mężczyzna.

Przerwał pocałunek, jego gorący oddech musnął mój policzek, a usta powędrowały w dół mojej szczęki do wrażliwego zagłębienia mojego gardła. Sapnęłam, odchylając głowę do tyłu, gdy ssał i szczypał delikatną skórę. Zostawi ślad. Ta myśl powinna mnie przestraszyć. A jednak podnieciła.

Jego druga ręka, ta, która nie trzymała mnie mocno przy sobie, przesunęła się od talii w górę klatki piersiowej. Dotknął mojej piersi przez cienką bawełnę bluzki, kciukiem znalazł mój sutek i okrążył go z precyzją, która sprawiła, że ??ugięły się pode mną kolana. Dziś rano przez dziesięć minut mocowałam się z zapięciem tego koronkowego stanika, frustrujący rytuał mojego nowego życia. Teraz rozpiął go jednym, zręcznym ruchem palców.

Biały top jednym szybkim ruchem spadł mi na głowę i opadł na czystą podłogę. Jego oczy pociemniały, gdy spojrzał na mnie, na czarną koronkę ledwo mieszczącą moje piersi. „Piękna” – warknął, a słowo było szorstkim, zmysłową pieszczotą. Pochylił głowę, usta zamknęły się nad koronką, a jej wilgotne ciepło przeniknęło do mojej skóry. Wsunął palec pod miseczkę i szarpnął ją w dół, uwalniając mnie dla swoich ust.

Doznanie było oślepiające. Absolutny raj. Drapanie jego zarostu o miękką, wypukłą pierś, gorące, wilgotne ssanie jego ust, muśnięcie językiem mojego bolącego sutka – to była symfonia rozkoszy, której nigdy nie wiedziałam, że pragnęłam. Wplotłam palce w jego gęste, ciemne włosy, trzymając go przy sobie, bezsłownie błagając o więcej.

Kiedy obficie skupił uwagę na mojej lewej piersi, jego dłoń zsunęła się w dół mojego ciała. Wślizgnęła się pod ciasny brzeg mojej czarnej spódnicy, a jego palce wytyczyły palącą ścieżkę w górę wewnętrznej strony uda. Znalazł krawędź moich majtek i bezceremonialnie wsunął w nie palce i pociągnął je w dół moich nóg. Wyszłam z nich, odrzucając je na bok, a wszystkie zakończenia nerwowe krzyczały z niecierpliwości.

Jego palce wróciły, nie na moje udo, ale do samego środka mnie. Tępy, szukający nacisk na moje śliskie, wrażliwe fałdy. Krzyknęłam, dźwięk stłumiony przez jego ramię, gdy dreszcz czystej, nieskażonej przyjemności wstrząsnął moim ciałem. Tak wrażliwy. Badał mnie z arogancką pewnością siebie, okrążając mój łechtaczkę z mocnym, świadomym naciskiem, który sprawił, że za powiekami widziałam gwiazdy. Dyszałam, ocierając się o jego dłoń, całkowicie zatracona w doznaniach, które wyciskał z mojego nowego ciała.

Nagle się odsunął. Utrata kontaktu była fizycznym bólem. Wpatrywał się we mnie, jego klatka piersiowa falowała, a potem chwycił rąbek własnej koszuli i ściągnął ją przez głowę. Jego tors był arcydziełem wyrzeźbionych mięśni, opalony i pokryty lekkim pyłem ciemnych włosów. Mój wzrok opadł niżej, na widoczną, masywną wypukłość napierającą na rozporek jego spodni dresowych. Przebłysk mojej dawnej ja uznał to za groteskowe, onieśmielające. Nowa ja, Cecylia, uznała to za nieodparte.

Uklęknęłam przed nim. Moje drżące dłonie powędrowały do ??paska jego spodni i bokserek pod spodem. Ściągnęłam je jednym ruchem.

O mój Boże.

Nigdy nie widziałam czegoś tak… potężnego. Grube, żyłkowane i twarde jak skała, stało na baczność, solidne dwadzieścia dwa centymetry czystej męskiej potencji. Pachniało czystą skórą i piżmem. Niepewnie owinęłam palce wokół jego ciała. Skóra była jak jedwab na stali. Zaczęłam poruszać dłonią, powoli, eksperymentalnie jęknął, wydobywając z piersi głęboki, gardłowy dźwięk. „Nie mamy na to czasu, mała.”

Nie mamy na to czasu.

Zanim zdążyłam przetworzyć słowa, jego dłonie wpiły się w moje włosy, zaciskając pięści, nie po to, by zadać ból, ale by przejąć całkowitą kontrolę. Poprowadził moją głowę do przodu, a szeroka, śliska główka jego penisa przycisnęła się do moich ust. Otworzyłam się na niego.

Smak był piżmowy, słony, jedyny w swoim rodzaju. A potem wszedł, wypełniając moje usta, rozciągając moje szczęki. Instynktownie zakrztusiłam się, gdy wszedł głębiej, a gruba część trafiła w tył mojego gardła. Nie, nie da się wejść głębiej. Ale on to zrobił. Mocno trzymał moją głowę, a moja twarz przylegała do szorstkiej czupryny u jego nasady. Łzy napłynęły mi do oczu od nacisku, od tej przytłaczającej inwazji. Byłam przyciśnięta do drzwi łazienki, jedyną możliwością było rozluźnienie gardła i przechylenie głowy, próbując znaleźć kąt, pod którym mógłby się oprzeć. Bycie wykorzystywaną w ten sposób dla jego przyjemności było oszałamiającą, uległą rozkoszą.

Jego biodra zaczęły płytko, rytmicznie pulsować. Dźwięk jego nierównego oddechu i mojego zdławionego bulgotania wypełnił mały pokój. Czułam napięcie narastające w jego potężnych udach. Jego uścisk na moich włosach zacieśnił się niemożliwie, a on z pierwotnym jękiem wsunął się najgłębiej, jak mógł i tam pozostał. Gorące, pulsujące wytryski zalały mi gardło. Nie wycofał się od razu, zmuszając mnie do przełknięcia ostatniej kropli jego gorzkiej, gęstej esencji.

Kiedy w końcu mnie puścił, osunęłam się na pięty, łapiąc powietrze, z opuchniętymi i wilgotnymi ustami. Już wciągał się z powrotem w spodnie, niemal nonszalancko. Fala desperackiego głodu, dziksza niż cokolwiek, czego kiedykolwiek doświadczyłam, rozdarła mnie. To nie mogło się skończyć.

Rzuciłam się do przodu, moja ręka błyskawicznie wyciągnęła się, żeby złapać go przez spodnie dresowe, czując, że znów twardnieje. Spojrzałam w górę, spotykając jego zaskoczone spojrzenie.

„Chcę więcej” – wyszeptałam ochrypłym głosem. „Chcę, żebyś mnie zerżnął.”

Chcę więcej. Chcę, żebyś mnie przeleciał.

Jego kontrola prysła. Na jego twarzy pojawił się surowy, zwierzęcy uśmiech. Jednym gwałtownym, pięknym ruchem obrócił mnie, pochylając nad zimną porcelaną umywalki. Mój policzek przycisnął się do lustra, a moje szeroko otwarte oczy wpatrywały się we mnie. Podciągnął mi krótką spódniczkę do talii i usłyszałam trzask rozrywanej foliowej torebki. Chwilę później tępy, ogromny nacisk powrócił, ale tym razem z innego wejścia.

Nie wszedł we mnie. Wszedł we mnie. Jedno, potężne pchnięcie, które pochłonęło go po brzegi. Ostry, rozpierający ogień przerodził się w pochłaniające, pełne uczucie. Dziwne, ale cudowne. Dziwne, ale cudowne. I był wierny mojemu żądaniu. Nie kochał się; pieprzył mnie. Rżnął mnie. Każde pchnięcie, niczym tłok, było świadectwem jego siły, wbijał się we mnie z siłą, która wstrząsała całą szafką zlewu, grzechotała rurami. Każdy ruch jego bioder spotykał się z odepchnięciem, a moja przyjemność narastała do krzykliwego crescendo.

Kiedy jego rytm zaczął słabnąć, a siła w końcu osłabła, przejęłam kontrolę. Odepchnęłam się od niego, odwracając. „Siadaj” – rozkazałam gardłowym głosem, którego nie rozpoznałam.

Opadł z powrotem na zamkniętą deskę sedesową, patrząc na mnie z żarem w oczach, zaskoczony. Nie dałam mu czasu na myślenie. Usiadłam na nim okrakiem, prowadząc go z powrotem do siebie, a potem zaczęłam się poruszać. Teraz rozumiem. Zrozumiałam, dlaczego kobiety kochają tę pozycję. Kontrolę, kąt, możliwość wzięcia dokładnie tego, czego potrzebowałam. Jechałam na nim w szalonym, energicznym tempie, wbijając paznokcie w jego ramiona, a piersi podskakiwały przy każdym mocnym uderzeniu. Splot we mnie zaciskał się coraz mocniej, niczym sprężyna, która zaraz pęknie.

Byłam blisko, tak blisko roztrzaskania. On też musiał to poczuć. Uniósł dłonie, chwytając mnie szorstko za piersi, a kciuki mocno ściskały moje sutki. Podwójne doznanie – głębokie, wypełniające pchnięcia i ostre uszczypnięcie – było ostatecznym impulsem. Mój wzrok zamglił się, gdy wstrząsnął mną sejsmiczny orgazm, a moje wewnętrzne mięśnie zaciskały się wokół niego gwałtownymi falami. Z rykiem szarpnął się pode mną, jego orgazm roztrzaskał się na nim, a uścisk na moich piersiach stał się niemal bolesny, gdy opróżnił się do prezerwatywy z ostatnim, drżącym jękiem. Nasze ciężkie oddechy były jedynym dźwiękiem w wypełnionym parą pomieszczeniu. Opadłam na jego klatkę piersiową, czując szaleńcze bicie jego serca o moje.

Delikatnie uniósł mój podbródek, muskając kciukiem moją spuchniętą dolną wargę. Jego głos brzmiał cicho, z zadowoleniem. „Myślę, że twój pierwszy dzień treningu idzie bardzo dobrze”.

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *