„Czy ty, Lukasie, zgadzasz się być gwiazdą dzisiejszego feminizacyjnego wydarzenia, rozumiejąc, że twoje fizyczne i psychiczne granice mogą zostać wystawione na próbę, ale twoje bezpieczne słowo „czerwony” natychmiast przerwie wszelkie działania?”
Głos osoby prowadzącej ceremonię był zimny, kliniczny, odbijał się echem po rozległej, cichej arenie. Każde słowo było ostre, stworzone z myślą o mikrofonach i globalnej widowni liczącej miliardy ludzi. Mój własny głos, kiedy do mnie dotarł, był drżącym szeptem, który ledwo rozpoznałam.
„Tak.”
Jedna, zduszona sylaba.
Z zaciemnionych trybun wybuchła fala gromkich braw, tysiące błysków fleszy aparatów wybuchło niczym ciche fajerwerki. Żar reflektorów sprawił, że jedwab mojej szaty stał się drugą skórą. Serce waliło mi jak młotem o żebra. Podpisałam formularze. Ćwiczyłam się do tego. Ale stojąc tu, na nieskazitelnie białej platformie reprezentującej USA, rzeczywistość była oszałamiającym, przerażającym upadkiem.
Zaczęło się to miesiące temu. Międzynarodowe ogłoszenie najnowszej konkurencji olimpijskiej, sportu psychologii, uwodzenia i ostatecznego poddania się. Dziesięcioosobowe drużyny, jedna Dominatrix. Test woli, perswazji, złamania mężczyzny tylko po to, by odbudować go w coś… innego. Nagroda? Duma narodowa. Groteskowa suma pieniędzy. A dla zawodników sława lub hańba, w zależności od wyniku.
Byłem po prostu rugbistą z Miami z dobrymi genami i chęcią spróbowania wszystkiego raz. Skauci mówili, że mam idealne połączenie surowej męskości i, najwyraźniej, „psychiki podatnej na sugestię”. Śmiałem się z tego, dopóki kontrakt nie stanął przede mną. Zera były… przekonujące.
Teraz śmiech był odległym wspomnieniem.
Domina z Polski, Kasia, ruszyła za mną. Jej obecność była siłą fizyczną, falą drogich perfum i absolutnym autorytetem. Była legendą w pewnych kręgach, posągową brunetką o oczach, które mogły obnażyć człowieka do głębi. Jej palce, chłodne i pewne, rozwiązały pasek mojej szaty.
Skupiły się u moich stóp.
Chłodne powietrze areny uderzyło w moją nagą skórę, a dreszcz przeszedł mnie po całym ciele. Stałem nagi przed światem, z napiętymi mięśniami, dłońmi instynktownie się zasłaniającymi, zanim zmusiłem je do opuszczenia ich na boki. Z platformy amerykańskiej drużyny naprzeciwko nas dobiegł cichy chichot. Wpatrywałem się w jakiś punkt w ciemnej oddali.
Głos Kasi, niski, przydymiony pomruk przeznaczony tylko dla moich uszu i czułego mikrofonu na jej kołnierzyku, przebił się przez moją panikę. „Wciąż taki silny i cichy typ, Lukas? Dobrze. Ten upór będzie ci potrzebny. Dzięki niemu łamanie będzie o wiele słodsze”.
Jej dłonie nie były delikatne. Były oceniające, władcze. Objęła moje pośladki, ściskając jędrne mięśnie, a mnie przeszył dreszcz – wstydu, zaskoczenia, zdradzieckiej iskry podniecenia. „Hmm. Doskonałe płótno”.
Rozpoczął się pierwszy etap. Jej asystentki, poruszające się z cichą sprawnością, przedstawiały jej wybory. Ubranie nie było z szorstkiej skóry ani gumy, lecz porażająco delikatne. Na głowę włożono mi halkę z szafirowo-niebieskiego adamaszku, tak prześwitującą, że niemal przezroczystą. Materiał szeptał na mojej skórze, nieprzyzwoicie miękkim muśnięciem. Następnie pończochy, podtrzymywane koronkowym pasem do pończoch, który zapięła wokół mojej talii, a jej kostki palców muskały moje biodra. Każdy przypadkowy dotyk był piętnem.
Potem makijaż. Zamknęłam oczy, gdy pędzel musnął mój zarost, a potem policzki. Poczułam śliski poślizg szminki. Peruka była ostatnia – platynowe loki, które wydawały się obce i ciężkie na mojej skórze głowy.
Przed mną stało lustro.
Mężczyzna, który na mnie patrzył, był obcy. Parodia. Moje szerokie ramiona i linię szczęki okalały teraz miękkie loki i jaskrawoczerwone usta. Damaszkowa koszula opinała mój sztuczny biust, dużych rozmiarów, a pończochy kpiły z moich potężnych nóg. Upokorzenie paliło mnie w żołądku, ale pod spodem budziła się oszałamiająca, przerażająca ciekawość. Wyglądam… inaczej.
Kasia uśmiechnęła się uśmiechem drapieżnika. „Idealnie. Teraz czas na narzędzia twojej perswazji”.
Wybrała zabawkę z zestawu: lśniący, perłowy wibrator, elegancki i budzący grozę. Nacisnęła przycisk i przestrzeń między nami wypełnił cichy, uporczywy szum. Bezceremonialnie posmarowała go żelem i przesunęła wzdłuż mojego kręgosłupa, po adamaszku przylegającym do moich pośladków. Wibracje przeszywały cienki jedwab, irytujące, drażniące uczucie. Zacisnąłem szczękę, zdecydowany zachować stoicki spokój.
Okrążyła mnie, wibrator sunął po moim biodrze, potem po wewnętrznej stronie uda, nie dotykając miejsca, gdzie napięcie kumulowało się najmocniej. Pomruki tłumu były niczym odległy ocean. Mój świat skurczył się od dźwięku tego szumu i spojrzenia Kasi.
„Rozpoczyna się drugi etap” – oznajmił urzędnik.
Dziewięciu pozostałych mężczyzn z mojej drużyny, moich braci, moich kolegów z drużyny, weszło na platformę. Nadal byli ubrani w swoje drużynowe dresy, co stanowiło jaskrawy kontrast z moim upokarzającym strojem. Ale ich oczy… ich oczy były inne. Biła od nich skupiona, głodna intencja, jakiej nigdy nie widziałem na boisku. Mieli rozkazy. Cel był jeden. Wygrać.
Marcin, kapitan polskiej drużyny, zrobił pierwszy krok. Położył mi na ramieniu mocną dłoń, ale jego uścisk był inny.
„Spójrz na siebie” – mruknął, a jego głos był nabrzmiały udawaną czułością, która przyprawiła mnie o dreszcze. „Cała ta siła, cała ta moc… uwięziona. Uwolnimy cię”.
Pocałował mnie.
Był głęboki, domagający się, jego język wsunął się między moje usta, rozmazując czerwony kolor. Zamarłam, a mój umysł krzyknął w proteście, ale moje ciało… moje ciało mnie zdradzało. Bielizna, makijaż, tygodnie psychologicznego przygotowania – wszystko to zbudowało dziwną, nową ścieżkę. Iskra zapłonęła w głębi mojego żołądka. Złapał mnie jęk.
Za mną stał teraz inny mężczyzna, Piotr. Jego dłonie owinęły się wokół mojej talii, przyciągając mnie do swojej jędrnej sylwetki. Czułem jego twardą erekcję przez spodnie, napierający na cienki adamaszek okrywający moje pośladki. Jego usta znalazły wrażliwe miejsce, gdzie moja szyja stykała się z ramieniem, wgryzając się w nie na tyle, by sprawić, że jęknęłam.
Wibrator wrócił, ale to nie Kasia go trzymała. To był Marcin. Uklęknął przede mną, wpatrując się we mnie, gdy podciągał rąbek koszulki. Chłodna, pokryta żelem końcówka zabawki dotknęła wewnętrznej strony mojego uda i podskoczyłam. Brzęczenie nasiliło się, gdy leniwie zataczał koła, przesuwając się wyżej, bliżej jądra mojego drżącego gorąca.
Dłonie Piotra powędrowały w górę mojego tułowia, szczypiąc moje sutki przez jedwab.
Głos Marcina był niski, kojący. „Czujesz to, Lukas? To jest głębsze, prawda? O wiele więcej”. Wibrator mocno wcisnął się w moje krocze, a z moich ust wyrwał się zdławiony krzyk. Kolana się ugięły, ale Piotr podtrzymał mnie w pionie.
„Nigdy nie byłaś przeznaczona do tego starego życia” – wyszeptał Piotr do mojego ucha, jego oddech był gorący. „Byłaś do tego przeznaczona. Do bycia piękną. Do bycia wziętą. Do odczuwania wszystkiego”.
Wibrator znów się poruszył, jego uporczywy nacisk znalazł nowy, niszczycielski cel, okrążając ciasny, zaciśnięty pierścień mięśni. Krzyknęłam, przerywanym dźwiękiem, którego nie rozpoznałam, jako własnego. Przyjemność, ostra i wstrząsająca, przeszyła mnie, tak intensywna, że ??poczułam ból. Moja głowa opadła na ramię Piotra, a blond loki peruki łaskotały mnie w twarz.
Moja determinacja legła w gruzach. Moja męskość, skorupa, której się kurczowo trzymałam, rozpadała się pod ich zręcznymi, nieustępliwymi dłońmi. Tłum, kamery, mój kraj – wszystko to rozmyło się w mgłę. Pozostało tylko wrażenie, przemożna potrzeba uwolnienia i przerażająca, uwodzicielska obietnica w ich słowach.
Marcin spojrzał na mnie, jego oczy płonęły triumfem. Uniósł brzęczącą zabawkę, a w jego spojrzeniu kryło się pytanie.
„Po prostu powiedz tak, Lukasie” – nalegał, a jego głos brzmiał jak aksamitny rozkaz.
“Tak”
Szanowni Państwo, Polska wygrywa z USA i awansuje do finału, gdzie zmierzy się z ekipą z Nigerii.
Leave a Reply