Wesele

Nie miałam siły tańczyć. Za ostre tempo sobie narzuciłam. To już nie ten wiek kiedy mogłam tańczyć na weselach do białego rana. Na szczęście DJ zarzucił coś wolniejszego. Do tańca poprosił mnie syn ciotki panny młodej. Wysoki o szerokich barkach. Od razu było widać, że coś trenuje. Oświetlenie przygasło i zaczęliśmy się bujać w rytm piosenki. Odpoczywałam w jego ramionach. Prowadził nienachalnie i pachniał. I to jak! Nie mogłam skojarzyć marki jego perfum ale były przyjemne i chciało się je czuć. – Rezerwuje kolejny taniec. Odprowadził mnie do stolika i grzecznie się ukłonił. Prawdziwy dżentelmen. – Z największą przyjemnością tylko proszę dać mi odpocząć. Zapraszam do mojego stolika. Scena niczym z „Lalki” Bolesława Prusa gdy Stanisław Wokulski tańczył z Izabelą Łęcką podczas balu. Jestem polonistką i od razu ta scena skojarzyła mi się z tym fragmentem powieści. Dowiedziałam się, że ma na imię Marek i przyszedł sam gdyż jego towarzyszka nie miała z kim zamienić dyżuru w szpitalu. Ja z tego powodu nie cierpiałam gdyż trafił mi się naprawdę wspaniały partner do tańca. Zresztą ja też nie miałam pary. Po karkołomnej awanturze zostałam „porzucona” przez Michała. Zresztą nie mieliśmy ślubu. Nigdy się na to nie zebraliśmy. Nadszedł czas na oczepiny. Prawdę mówiąc nie miałam ochoty brać w nich udziału. – Masz ochotę na spacer? Niech młodzi bawią się, ja już jestem na to za stara. – Tak i nie. Tak, z największą przyjemnością będę towarzyszył na spacerze. Nie, nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest pani za stara. – Jeśli jeszcze przyniesiesz kieliszki z winem to proponuję przejść na Ty. Wolałabym abyśmy mówili sobie po imieniu. Nie będę wtedy tak czuć się staro. Wstał, ukłonił się i poszedł po wino. W przytłumionym świetle wyglądał zjawiskowo. Po chwili skrzyżowaliśmy kieliszki. – Maria. – Marek. Coś mi odbiło i pocałowałam go w usta. Niby niewinny króciutki pocałunek ale wywołał on we mnie jakieś uniesienie. Nawet bym uznał to za podniecenie ale zaraz się zreflektowałam i przeprosiłam niewinnie ściszając głos. Wstając od stolika zabrałam ze soba miseczkę z winogronami. Na zewnątrz tylko księżyc rozświetlał czarne niebo. Trzymając się jego ramienia wyszliśmy przez furtkę na polną drogę gdzie nie było już słychać muzyki i gwaru przed salą weselną tylko rechot żab z pobliskiego stawu i świerszcze na łące. – Od dawna jesteś sama? – Jeszcze miesiąca nie ma, dlaczego pytasz? – Zawsze byłem szczery. Zbieram się na odwagę by zaciągnąć cię do łóżka. Nawet nie byłam zaskoczona bo znam życie i niby po co wychodzi się na ciemną noc z sali balowej. Przystanęłam i spojrzałam na niego. – Cenię sobie szczerość. Położyłam rękę na jego ramieniu zadzierając głowę do góry, był dużo wyższy ode mnie. Drugą ręką chwyciłam za jego krocze. Lekko ścisnęłam jego prącie i pociągnęłam ku sobie. Biodrami zbliżył się zaczął ocierać się o mnie. – Mam pokój zarezerwowany 10 minut drogi stąd. Pochylił się i wyszeptał mi do ucha wywołując drżenie. Muszę przyznać, że wie jak skusić kobietę. Od dawna nie czułam tego. Z każdą chwilą rosło we mnie pożądanie. – Za daleko. Nie chce czekać. Kocham seks oralny. – Czytasz w mojej głowie. Wypadało by chociaż rozejrzeć się, czy ktoś nas nie widzi. Nic takiego nie miało miejsca. Obciął mnie swoimi szerokimi barkami i odwrócił tyłem do siebie. Zgarnął ręką moje włosy i zaczął delikatnie całować moją szyję jednocześnie położył dłoń na moje piersi. Już w tym momencie byłam jego. Oddałam mu całą inicjatywę. Wsunął dłoń pod bluzkę i przesuwając ją po brzuchu dotarł do stanika. Nie wiem jak do tego doszedł ale chyba zgadł, że rozpina on się z przodu. Jednym ruchem palcy uwolnił moje piersi z ucisku tekstyliów. Na pośladkach czułam jak jego kutas przybrał na rozmiarze i powolnymi ruchami ocierał się o mnie. Sięgnęłam do tyłu i zaczęłam rozpinać mu rozporek a następnie pasek. Cudownie ściskał piersi. Płaską dłonią przyciskał do sutków i okrężnymi ruchami wywoływał u mnie dreszcze podniecenia. Chyba bym go udusiła jakby w tym momencie przerwał pieszczoty. Na szczęście „brnął” dalej. Jego spodnie opadły na kostki a on przemieścił swoje dłonie na moje uda. Palcami podciągnął spódnicę sprawiając sobie swobodny dostęp do mokrej już cipki. Przez materiał koronkowych majtek zaczął masować ją a następnie czułam jak zjeżdżają one do kolan. – Połóż się i pozwól mi działać. Jego szept odbierałam jako rozkaz choć wcale nie był on w trybie rozkazującym. Kucając wymacałam chłód łąki i położyłam się na plecach. Było mi obojętne w jakim stanie wrócimy do bawiących się gości i czy w ogóle wrócimy. Liczyła się tylko ta chwila. Zdjął ze mnie majtki i zbliżył twarz do cipki. Przeciągnął językiem po niej a ja jęknęłam. Zatkałam dłonią usta w obawie ujawnienia miejsca naszego pobytu. – Daj spokój, a niech słyszą. Wplotłam palce w jego włosy. Biodra mi się trzęsły a on lizał, ssał i podgryzał. – Ja pierdole… Nie zwracał uwagi na moje słowa. Językiem był wszędzie. Do tej pory nigdy nie czułam języka na moim kakaowym oczku a on nie miał z tym problemu. Z każdą sekundą czułam, że zaraz eksploduję. Docisnęłam jego głowę do siebie i w tym momencie orgazm zawładnął moim ciałem. Był długi i potężny a on nawet na moment nie przerwał. Musiałam odrywać go siłą od siebie bo bym chyba zwariowała. – Litości. Daj żyć. Ciężko oddychałam. Słowa grzęzły mi w gardle. Parę chwil minęło zanim byłam zdolna do czegokolwiek. Wjechał na mnie i opierając się rękoma o ziemię zawisł nade mną. – Wybacz moje nieprzygotowanie ale nie mam prezerwatyw a nie wiem na jakim etapie jesteś. Niestety wczoraj zaczęły mi się dni płodne ale nie miałam do niego pretensji. Raczej byłam zła na siebie a raczej na naturę. – Wspominałam, że kocham oral. Pozwól teraz mi się tobą zająć. Najbardziej lubię klęczeć przed mężczyzną. Zdawało mi się, że muszę wyraz zadowolenia na jego twarzy. Wstał znade mnie i pomógł mi się podnieść. Klęknęłam na oba kolana a on zsunął bokserki z siebie. Przed moją twarzą sterczał w pełnym wzwodzie od dawna przeze mnie już nie widziany kutas. Chwyciłam go i zsunęłam napletek. Oczy mi błyszczały na jego widok. Zbliżyłam usta i oblizałam krople śluzu, która wydobyła się na światło księżyca. Była słodka. Takie miałam wrażenie. Nie mogłam dłużej zwlekać. Pragnęłam czuć go w ustach. Nadziałam się i zaczęłam go ssać. Nawet nie wiecie jaką ogromną sprawiał mi przyjemność. Ostatni raz miałam kutasa w ustach na studiach. Lizałam, ssałam i nadziewałam się by czuć go w gardle niczym wygłodniała suka. Masowałam mu człon jednocześnie ssąc mu każde jajeczko oddzielnie. Patrzyłam do góry. Jego twarz wyrażała tylko jedno. Biodra mi chodziły jakby ruchał moje usta. Pozwalałam mu trzymać moją głowę i dociskać biodra. Nie czułam by robił mi krzywdę. – Mogę… Nie zdążył dokończyć jak poczułam gorąc tryskającej w moje usta spermy. Kilka salw, które sprawiły mi niesamowitą przyjemność. Sapał i się trząsł. Wszystko z niego wyssałam i dopiero pozwoliłam by opuścił moje usta. Przełknęłam kilka razy i oblizałam usta. Patrzyłam do góry. – Jednak te usta jeszcze cos potrafią. Chwycił moje dłonie i pomógł wstać. Szukałam wzrokiem majtek. Marek podciągnął bokserki i spodnie. W między czasie zapięłam stanik i poprawiłam bluzkę. – Pomożesz znaleźć moje majtki? – Mam je w kieszeni. Wyjął i podał mi je. Miło z jego strony, że nie pobrudziły się w piachu. Trochę żałowałam, że miałam te dni płodne ale… Dopiero gdy wchodziliśmy na salę gdzie grała muzyka i właśnie krążył ? sali taneczny wąż zorientowałam się, że nie wzięłam miseczki z winogronami. Powiedziałam o tym Markowi do ucha i zaczęliśmy się śmiać.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Barbara Kawa

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *