Prolog
Tej nocy Tom zabijał czas posuwaniem Breloczka. Ksywka brała się stąd, że była breloczkiem do klucza (karty) od jego bungalowu. Niewysoka, młodziutka Azjatka do przekłutego sutka miała przytwierdzony łańcuszek z kartą magnetyczną, na udach wytatuowany numer bungalowu a na plecach mapę ośrodka. Zaprzyjaźnili się a Tom zaryzykował i wdrożył ją w swój plan. Pomagała mu w rozpracowywaniu ośrodka, była jego informatorką. Jego druga ulubiona niewolnica Lena, gdzieś wybyła, pewnie zamówiona przez kolejnego klienta.
Dziewczyna całkiem naga i mokra od potu leżała pod nim z rozrzuconymi nogami a Tom mocnymi pchnięciami bioder wbijał raz po raz w nią swojego kutasa, aż podskakiwały jej cycki. Dziewczyna pojękiwała cicho i gapiła się w sufit. Ewidentnie coś zaprzątało jej myśli.
– A jeżeli Cię złapią? Zapytała wreszcie – Zabiją mnie i Ciebie. Nie licz na to, że cię stąd wypuszczą, bo jesteś gościem.
Tom nie przerywając ruchania wyszeptał jej do ucha:
– Jeżeli nie wrócę dziś do wieczora idź do Georgiosa. Wydaje się być w porządku. Wyjeżdża pojutrze. Powiedz mu, żeby zadzwonił na ten numer – Tom wyszeptał ciąg cyfr – i powiedział tylko tyle:”Tomasso Morosini, Cosenza 3 kwietnia 1863” Zapamiętasz ?
Breloczek kiwnęła głową i powtórzyła hasło dokładnie wtedy, kiedy Tom w niej doszedł.
Cosenza 3 kwietnia 1863
Sala jadalna pałacu książęcego w Cosenzy była tego dnia wypełniona gośćmi. Gospodarz, książę Noto z satysfakcją stwierdził, że przybyli przedstawiciele wszystkich liczących się rodów dawnego Królestwa Obojga Sycylii. Byli też nowobogaccy – ludzie, których znaczenie rosło pomimo marnego pochodzenia. Atmosfera była ponura. Królestwo podbite przez Piemontczyków upadło, przemysł był w ruinie, stare przywileje były odbierane. Spotkanie trwało już trzeci dzień. Obradowano nad tym jak się przystosować do nowych czasów i chronić swoje interesy. Nadszedł czas na podsumowanie obrad. Książę Alfredo Noto wstał, podniósł kielich i zwrócił się do zebranych.
– Wszyscy przyjmujemy na siebie dobrowolnie obowiązek wzajemnej pomocy, bez względu na okoliczności. To nasza n’drgahetta, sprawa honoru.
– N’draghetta ! zakrzyknęli zebrani wznosząc kielichy.
– Obowiązuje nas milczenie. Każdy, kto zdradzi towarzysza, zasługuje na śmierć. To Omerta!
– Omerta! odpowiedział chór głosów.
– Ostatnia sprawa – Książę chrząknął – wezwanie do pomocy. Każdy z nas, będąc w ostatecznej potrzebie może wezwać wszystkich, by ruszyli mu na ratunek, bez względu na okoliczności. Za wszelką cenę. Tylko to musi być jakieś hasło…
– Cosenza, 3 kwietnia 1863 – rozległ się głos z końca sali. Młody hrabia Morosini uśmiechał się z zakłopotaniem – bo przecież wszyscy będą pamiętać dzień w którym powstała nasza organizacja.
Książę Noto skinął głową z aprobatą. Pod strop wzbił się okrzyk: „Cosenza, 3 kwietnia 1863 !”
Pokój z zielonym światłem
Tom zachowywał się normalnie. Aby nie wzbudzać podejrzeń, po śniadaniu przygotowanym przez Breloczka poszedł się zabawić. Zaczął od pokoju niespodzianek. Nad drzwiami świeciło się czerwone światło, co znaczyło, że ktoś korzystał z dziewczyny. Po chwili z pokoju wyszedł jakiś facet, uśmiechnął się sympatycznie do Toma i zniknął a po kilku minutach nad drzwiami zapaliło się zielone światło. Tom wszedł i zastygł w zdumieniu. Nie był przygotowany na to, co zobaczył. Na środku pokoju stał stolik. Za stolikiem, solidnie przymocowany do podłogi słup. Na stoliku siedziała kobieta. Siedziała, to a dużo powiedziane. Nogi miała wykręcone i przywiązane do słupa nad głową. Musiała być niezwykle gibka Ręce związane za słupem. W rezultacie jej tyłek i cipa były wypięte niemal nienaturalnie. Była zmęczona i spocona. Stopy miała brudne. Długie czarne włosy miała zlepione nad czołem, Nic nie mówiąc, wodziła za Tomem szarymi oczami. Obok leżały utensylia: kilka dild, elektryczne stymulatory, a nawet jakieś strzykawki.
Tom, od niechcenia wybrał największe dildo i powoli przyłożył do jej odbytu, po czym pchnął. Weszło gładko. Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko stęknęła. Nie był dziś pierwszy, wszystkie jej dziury były mokre, nabrzmiałe i wyrobione. Wsuwał jej powoli, głęboko, aż otworzyła szeroko usta łapiąc oddech. Sam się zdziwił, jak głęboka była. Widocznie ruchano ją w ten sposób od lat.
– Szybciej – usłyszał jej szept.
Zaczął ją ruchać w tyłek dildem mocno, szybko, głęboko. Dziewczynie musiało to sprawiać przyjemność, bo pomimo zmęczenia zaczęła jęczeć, mruczeć i przymykać oczy. Może była zboczona, może podano jej jakiś narkotyk.
Następnie Tom wziął elektryczny stymulator i – nie wyjmując jej z tyłka dilda, przyłożył do warg sromowych, po czym włączył. Związana niewolnica zaszamotała się i zaczęła jęczeć z rozkoszy i bólu a jej obolała cipa powoli zaczęła wypełniać się śluzem. Po elektrycznym stymulatorze przyszła pora na pompkę. Tom wsadził aparat do cipy i zaczął pompować. Wkrótce powiększające się urządzenie zaczęło napierać na ścianki jej macicy i rozpierać je. Tom wiedział, że gdyby chciał, mógłby ją rozerwać. Ale nie chciał. Wystarczyło mu, że związana kobieta zaczęła głośno krzyczeć i błagać go, aby przestał. Zabawa przyrządami znudziła go dość szybko.
Odwiązał ją ( co nie było łatwe) i przytrzymał, bo zdrętwiała spadłaby ze stołu. Posadził ją sobie na kolanach, twarzą do siebie. Jego pałka weszła gładko w jej spuchniętą od ruchania cipę. Była luźna, mokra, szeroka, wyrobiona. Złapała go za szyję i szepnęła
– Chcesz spróbować czegoś ekstra ?
Tom nie wiedział, co to może być, ale nauczył się nie zadawać pytań. Kiwnął głową. Dziewczyna nie schodząc z jego penisa sięgnęła po strzykawkę i wbiła sobie igłę w udo.
– Przytrzymaj mnie teraz, przez 45 minut będę nieprzytomna – powiedziała i rzeczywiście – niemal natychmiast odleciała. Zamknęła oczy, zwiotczała i byłaby runęła na podłogę, gdyby Tom jej nie przytrzymał. Była ciepła, wiotka, bezwładna. Tom powoli zaczął rozumień, na czym miała polegać atrakcja: mógł z jej ciałem robić, co chce. Nie wiedział, czy mu się to podoba, nigdy nie próbował niczego podobnego. Opuścił ją na podłogę, podniósł nogę i trzymając za stopę powlókł ciało po podłodze w kierunku materaca. Łóżka nie było. Położył ją na brzuchu, rozłożył jej nogi. Chwilę przyglądał się jej kształtom. Ciemna karnacja, grube uda, wyraźne pręgi od dopiero, co zdjętych więzów. Z ciekawości mocno trzasnął ją dłonią po tyłku. Nic, żadnej reakcji. Nogą obrócił ją na plecy. Leżała bezwładnie, z rozrzuconymi nogami. Popatrzył na jej piersi. Duże, lekko zwisające cycki kobiety, która musiała rodzić i karmić. Duże obwódki wokół sutków. Miękkie. Pochylił się, ugryzł sutek. Nic. Trzymając go w zębach pociągnął. Nic. Oddychała płytko, cicho. Złapał za gardło, zacisnął. Oddech ustał. Puścił. Nie był zabójcą. Otworzył jej usta, wsunął kutasa po same jaja. Powtórzył. Nic.
Zarzucił sobie jej nogi na ramiona i wszedł w nią. Miała wąskie kostki. Czuł się jakby ruchał zwłoki. Spróbował wygodniejszej pozycji. Po kilku próbach doszedł do wniosku, że najwygodniej jest położyć ją na boku i wejść w nią od tyłu. Złapał ją za włosy i pociągnął mocno. Głowa się odgięła, poza tym nie wydarzyło się nic. Cipa była nadal ciepła, luźna i spuchnięta. Za luźna jak na Toma. Rzucił dziewczynę na brzuch, rozłożył jej nogi, poślinił kciuk i wepchnął jej w odbyt. Tu było ciaśniej. Kilkoma ruchami kciuka rozciągnął jej okrężnicę, po czym wsadził swojego kutasa. Także i tu wchodziło się w nią gładko. Po kilku pchnięciach Tom doszedł w niej i spuścił się w jej tyłku. Dziewczyna powoli zaczęła się wybudzać, jej ciało zaczęło się poruszać, wzdychała, jakby przez sen.
-Oooooooooooorghhh – wyharczała nagle całkiem przytomnie i odwróciła się do niego – i jak ? – zapytała.
Tom klepnął ją po policzku – całkiem spoko mała.
Uśmiechnęła się.
Zadzwonił brzęczyk. Znak, że czas się skończył. Tom ubrał się i zostawił leżącą dziewczynę na podłodze i wyszedł, nie oglądając się za siebie.
Błąd
Z informacji przekazanych przez Breloczka wynikało, że na końcu korytarza jest wejście do części biurowej a tam powinien znajdować się pokój, który go interesował. Tom nie wiedział jak tam wejdzie, postanowił improwizować. Najwyżej powie, że zabłądził. Minął jedne drzwi, potem drugie. Zatrzymał się przed kolejnymi „To chyba tu” pomyślał nacisnął klamkę i wszedł do środka. Ostatnie, co poczuł to huk a w głowie rozbłysło mu tysiąc słońc.
*
Świadomość wracała powoli. Najpierw, z ciemności wyłonił się ból. Ból nie był umiejscowiony w żadnym konkretnym miejscu, po prostu był wszędzie. Wiercił, narastał, opanowywał go. Potem pojawiło się światło. Tom myślał, że ma zamknięte powieki, ale okazało się, że potężna lampa skierowana w jego oczy oślepiała go mimo zamkniętych oczu.
– Widzę, że się budzimy – usłyszał znajomy damski głos. Nie mógł sobie przypomnieć, skąd go zna. Próbował się poruszyć. Wtedy uświadomił sobie, że wisi za ręce a palcami stóp ledwo dotyka podłogi. Był też nagi. Usłyszał świst bata i poczuł piekący ból w plecach. Poczuł jak do gardła podpełza mu zwierzęcy strach. Próbował go opanować i na jakiś czas mu się udało. Wiedział, że wpadł w zastawioną pułapkę. Breloczek musiała go wydać. Rozmyślania przerwał mu drugi świst bata i piekący ból na brzuchu. Chciał krzyknąć, ale tylko zabulgotał. Dopiero teraz zrozumiał, że ma w ustach knebel.
Światło osłabło. Obolały zobaczył zbliżającą się sylwetkę. „Lena ?? Jak to ??” pomyślał spanikowany „Przecież mówiła, że została porwana z wakacji, że ma męża i dzieci”
Lena jakby czytała w jego myślach:
– Pieniądze rozumu nie dają. Jesteście bogaci, ale głupi. Zachowywałeś się jak amator. Kupiłeś moją bajeczkę i dałeś się zaprowadzić do pułapki jak po sznurku – zaśmiała się Lena. Miała na sobie czarne obcisłe lateksowe spodnie, takąż kurtkę, szpilki, pejcz. Wyglądała jak domina z taniego burdelu. Pejczem podniosła mu głowę i spojrzała groźnie w oczy:
– Żywy stąd nie wyjdziesz. Ale najpierw się z tobą zabawię. Zaczniemy od pieszczoty.
Zza jej pleców wyłoniła się przestraszona dziewczyna, całkiem naga, w obroży, na łańcuchu. Młoda, nastoletnia. Ruda. Lena szarpnęła łańcuchem, dziewczyna podła na kolana przed Tomem i smagnięta batem przez Lenę wzięła do ust jego zwiotczałego, brudnego penisa. Zaczęła powoli ssać, lizać, ciągnąć. Robiła to oczywiście świetnie i mimo że Tom z oczywistych względów nie był w nastroju, jego pałka stanęła, chociaż bardzo starał się, aby do tego nie doszło.
– Wystarczy – Lena szarpnęła za łańcuch i dziewczyna poleciała do tyłu, mało nie wyrywając mu kutasa, którego ciągle miała w ustach. Tom jęknął. Lena zbliżyła się ponownie. Tom zbladł i jego twarz pokryła się potem. Lena trzymała w ręku dwie elektrody. Zbliżała się powoli, ze złym wyrazem twarzy i powoli przytknęła je do jąder Toma. Dziki wrzask wypełnił pokój. Tom zemdlał, ale wkrótce ocuciła go Lena, wylewając na niego wiadro zimnej wody.
Po chwili poczuł, jak Lena rozsuwa mu pośladki i wsuwa mu w tyłek coś grubego i zimnego a potem go tym czymś zaczyna ruchać. Szarpał się, z knebla ciekła mu ślina, ale nic nie mógł poradzić…
– Chyba na razie ci wystarczy – orzekła wreszcie Lena – teraz gadaj, kto cię przysłał – zerwała mu knebel z ust.
– Ty mała dziwko – wychrypiał Tom, ale nie zdążył powiedzieć więcej, bo elektrody wylądowały pod jego pachami. Jego ciało zadrgało spazmatycznie, z ust wydarł się krzyk.
– Ustalmy zasady – powiedziała Lena głosem słodkim jak miód – Ja pytam, ty odpowiadasz, jasne? i ugryzła go w sutek aż popłynęła krew. Lena zlizała ją nie bez satysfakcji i wyszczerzyła zakrwawione zęby.
Tomowi została jedynie nadzieja na pomoc. Oczywiście, jeżeli Breloczek go nie zdradziła, jeżeli udało jej się dostarczyć wiadomość, jeżeli nic nie pokręciła, jeżeli Georgios zadzwoni… i jeżeli będzie jeszcze żył, gdy nadejdzie pomoc. Bo tego, że nadejdzie był pewny. I ta pewność dodawała mu teraz siły. Skupił się na tym, że Lena w latexie miała zarąbiste nogi, była wąska w biodrach i sterczały jej pod latexem sutki. To był jakiś początek. Poczuł, że kutas znowu mu staje.
Breloczek
Breloczek była coraz bardziej zaniepokojona. Słońce dawno zaszło, Tom nie wracał. Był Panem, mógł robić, co chce, ale pamiętała wyraźnie instrukcje. Miała się skontaktować z Georgiosem, który miał z wyspy odlecieć za godzinę. Zapisała na kartce spamiętany numer telefonu i hasło, zwinęła w rulonik i schowała zwój do cipy. Naga ruszyła w stronę pasa startowego. Samolot już stał, bagaże były podwożone. Na płycie lotniska dostrzegła w grupie ludzi Georgiosa. Nie było szans, żeby dostać się do niego niezauważona. Westchnęła „Fake it until you make it” pomyślała i wygrzebując z siebie resztki odwagi wstała, ruszając śmiało i prosto do Georgiosa, jak ktoś, kto jest służbowo i robi to, do czego ma święte prawo. Georgios ją zauważył równocześnie z ochroną:
– Co tu robisz dziwko? Zawołał ochroniarz
– Ja do Pana Georgiosa z wiadomością od Pana – odparła nie zwalniając i sięgając do cipy po rulonik.
– Dajcie je przejść – powiedział Georgios.
Zdyszana podała mu mokry rulonik – Tom prosi, aby pan zadzwonił na ten numer i powiedział, że jest od Toma i dodał Cosenza, 3 kwietnia 1863 – wyszeptała.
– To jakiś absurd! prychnął Georgios i skierował się do samolotu. Kartkę schował do spodni. Wkrótce zamknęły się za nim drzwi a bezradna Breloczek obserwowała jak samolot kołuje i wzbija się w powietrze a razem z Georgiosem odlatuje jej nadzieja na wolność.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Żeby nie stracić wątku warto znać dwie pierwsze części. Agent Tom próbuje rozwiązać tajemnicę Wyspy, na której bogacze oddają się perwersyjnym praktykom. Żeby uratować więzione na wyspie dziewczyny, musi znaleźć sojuszników. Czy mu się uda ?
Leave a Reply