Ania leżała rozwalona na łóżku, jej ciało wciąż drżało od ostatnich, gwałtownych fal orgazmu, które Jola wydusiła z niej za pomocą wibratora. Skóra miała wilgotną od potu, lśniącą w półmroku sypialni, a oddech wciąż był przyspieszony, nieregularny, jakby dopiero co przebiegła maraton. Jej palce drgały lekko, jakby nadal czując wibracje urządzenia, które przed chwilą rozrywało jej cipkę na strzępy. Obok niej Jola klęczała na materacu, jej długie, pomalowane na krwistoczerwono paznokcie delikatnie muskały wewnętrzną stronę uda Ani, nie przerywając tego intymnego, niemal posiadaczego kontaktu. W powietrzu unosił się ciężki, słodkawy zapach podniecenia – mieszanina soków Ani, potu obu kobiet i lekkiego, zwierzęcego aromatu perfum Joli, który przypominał wilgotną ziemię po deszczu, zmieszaną z nutą cynamonu i czymś jeszcze – czymś, co sprawiało, że Ani głowa kręciła się z pożądania.
— No i? — Jola uśmiechnęła się, jej głos niski, chrapliwy, jakby przed chwilą sama doszła, a teraz tylko czekała, aż Ania do niej dołączy. Jej usta były lekko rozchylone, wilgotne, a język muskał dolną wargę w powolnym, świadomym geście. — Teraz już wiesz, jak to jest mieć coś grubego we własnej cipce i nie bać się tego, co?
Ania przełknęła ślinę, czując, jak jej serce wali jak oszalałe, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Wibrator leżał na nocnym stoliku, nadal delikatnie brzęcząc, jakby przypominając o tym, jak głęboko penetrował ją przed chwilą, jak jego drgania rozrywały jej wnętrze na kawałki, aż straciła zdolność logicznego myślenia. Jej wzrok padł na czarną torbę z zakupami, która leżała otwarta na podłodze – koronkowa bielizna, realistyczne dildo z żyłkami i napletkiem, skórzane paski do bondage’u, a nawet małe, srebrne kleszcze do sutków. Wszystko to jeszcze godzinę temu wydawało się przerażające, obrzydliwe, czymś, co przeczyło wszystkiemu, w co wierzyła o sobie. Teraz jednak… teraz te przedmioty wydawały się tylko obietnicą – obietnicą przyjemności, której jeszcze nie znała, ale której pragnęła z każdą komórką swojego ciała.
— Boże… — szepnęła, dotykając swoich piersi, które wciąż były wrażliwe po mocnym ssaniu i szczypaniu Joli. Jej sutki sterczały twarde jak kamienie, a skóra wokół nich była lekko zaczerwieniona, jakby ktoś je przed chwilą ugryzł. — To było… kurwa, to było intensywne.
Jola przesunęła dłoń wyżej, almost – ale tylko almost – dotykając wilgotnej szparki Ani, która wciąż pulsowała, domagając się więcej. Jej palce zatrzymały się tuż przed cipką, jakby celowo drwiąc z jej pożądania.
— To dopiero początek, skarbie — powiedziała, a jej uśmiech był pełen obietnic, które Ania dopiero zaczynała rozumieć. — Pamiętasz, co mówiłam? Małek ma fantazje. Brudne, spocone, takie, o których nawet nie śniło ci się, że może je mieć. A ty… — jej paznokieć delikatnie zadrapał wewnętrzną stronę uda Ani, tuż przy wilgotnej szczelinie — …ty możesz je spełnić. Możesz być tą, która mu je da. Możesz być jego wszystkim.
Ania uniosła się na łokciach, patrząc na Jolę z mieszaniną lęku i podniecenia, które teraz wydawało się niemal nierozłączne. Jej cipka znowu zareagowała, skurcząc się lekko, jakby sama myśl o spełnianiu fantazji Małka była wystarczająca, by ją podniecić.
— Ale jak? — zapytała, choć w głębi duszy już wiedziała, że nie ma odwrotu. Nie po tym, co przed chwilą zrobiła jej Jola. Nie po tym, jak jej ciało zareagowało na dotyk, na ból, na to uczucie bycia używaną. — On nigdy nie mówi o takich rzeczach. Zawsze był… no wiesz. Normalny.
Jola parsknęła śmiechem, jej oczy błyszczące z pobłażliwej rozkoszy.
— Normalny? — powtórzyła, jakby to słowo było obelgą. — Mężczyźni nigdy nie są normalni, Anka. Po prostu udają, że są, bo boją się, że jeśli powiedzą, czego naprawdę chcą, to zostaną uznani za potworów. — Jej dłoń w końcu dotknęła cipki Ani, palec wskazujący delikatnie przesuwając się między wargami, zbierając wilgoć. — Ale ty? Ty możesz być tą, która im na to pozwoli. Możesz być tą, która ich zwolni.
Ania jęknęła cicho, gdy palec Joli wsunął się do środka, tylko na chwilę, ale wystarczająco, by przypomnieć jej, jak pusta się czuje.
— A jeśli przegram? — zapytała, choć wiedziała, że to pytanie było tylko formalnością. Przegrać? Nie, nie tym razem. Nie kiedy jej cipka już domagała się więcej, nie kiedy jej umysł był zatruty obrazami tego, co mogłoby się stać.
Jola wyjęła palec, podnosząc go do ust i liżąc z niego sok Ani, nie spuszczając z niej wzroku.
— Przegrać? — powtórzyła, jakby to słowo było jej obce. — Skarbie, ty już wygrałaś. Teraz tylko musisz zdecydować, jak daleko chcesz pójść. — Rzuciła Ani czarną koronkę na kolana, a jej uśmiech był pełen wiedzy, pełen mocy. — A ja wiem, że chcesz pójść bardzo daleko.
Godzinę później Ania stała przed lustrem w łazience, przyglądając się sobie w czarnej koronce, która wydawała się być uszyta specjalnie po to, by doprowadzać mężczyzn do szaleństwa. Stanik podnosił jej piersi, unosząc je i ściskając tak, że wyglądały na pełniejsze, bardziej kuszące, ich sutki ledwo ukryte pod cienkim materiałem. Majtki były tak delikatne, że prawie przezroczyste – gdy poruszała biodrami, mogła zobaczyć cień swoich warg, wilgotnych i spuchniętych od dotyku Joli. Jej włosy opadały na ramiona falami, lekko zwilżone, by wyglądały na naturalnie rozczochrane, jakby właśnie wyszła spod prysznica – albo z łóżka. Usta miała pomalowane na głęboki, krwistoczerwony odcień, kolor, który sprawiał, że wyglądała jak kobieta gotowa na grzech.
Za nią w drzwiach stanęła Jola, opierając się o futrynę z rękami skrzyżowanymi pod piersiami, które wyglądały na ciężkie i pełne, nawet w luźnej koszulce. Jej wzrok przemierzał ciało Ani z aprobatą, jakby oceniała swoje własne dzieło – i była z niego bardziej niż zadowolona.
— Perfekcyjnie — powiedziała, a jej głos był pełen satysfakcji, jakby właśnie ukończyła arcydzieło. — On nie będzie w stanie myśleć o niczym innym, kiedy cię zobaczy. Jego mózg się stopi, a kutas stanie tak twardo, że będzie mógł nim przebić ścianę.
Ania odwróciła się powoli, czując, jak koronka ociera się o jej wrażliwą skórę, jakby każdy ruch był pieszczotą. Jej palce instynktownie przesunęły się po swoich biodrach, jakby chciała upewnić się, że to naprawdę ona – ta sama Ania, która jeszcze rano myślała, że seks oralny to coś odważnego.
— A jeśli się wystraszy? — zapytała, choć w głębi duszy wiedziała, że to nie strach był jej największym problemem. To było coś innego – coś, co czaiło się w niej od lat, coś, co teraz w końcu zaczynało się ujawniać. — Albo pomyśli, że jestem… dziwna? Zbyt nachalna?
Jola zbliżyła się, kładąc dłonie na ramionach Ani i patrząc jej prosto w oczy. Jej dotyk był pewny, posiadacz, jakby przypominał Ani, kto tu rządzi.
— On chce tego — powiedziała, a jej oddech był ciepły na twarzy Ani. — Wszyscy faceci chcą, żeby ich kobieta była trochę… dziwna. Trochę brudna. — Jej kciuk musnął dolną wargę Ani, a następnie delikatnie wcisnął się między jej zęby, jakby testując, jak daleko może się posunąć. — A ty, kochana, jesteś teraz bardzo dziwna. I to jest dobrze.
Ania westchnęła, czując, jak jej cipka reaguje na bliskość Joli, na jej słowa, na to uczucie bycia obserwowaną, ocenianą, pożądaną. Nie było to tylko podniecenie – było to coś głębszego, bardziej niebezpiecznego, coś, co sprawiało, że jej kolana lekko drżały. Ale teraz nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Małek miał wrócić za godzinę, a ona musiała przygotować wszystko tak, jak zaplanowały.
— Poker — przypomniała sobie, a jej głos zabrzmiał obco, jakby należał do kogoś innego, kogoś śmielszego, bardziej pewnego siebie. — Kart, alkoholu… i mnie.
Jola skinęła głową, jej usta wykrzywione w uśmiechu pełnym obietnic – obietnic bólu, przyjemności, upokorzenia i rozkoszy, wszystkiego naraz.
— I pamiętaj – nie daj mu wygrać za łatwo — powiedziała, a jej palce ścisnęły ramiona Ani tak mocno, że prawie zabolało. — Niech się napracuje. Niech zapracuje na to, czego chce. Bo wiesz, co mówią – im bardziej mężczyzna musi na coś zapracować, tym bardziej to doceni.
A potem, zanim Ania zdążyła odpowiedzieć, Jola nachyliła się i pocałowała ją – szybko, brutalnie, jej język wbijając się między wargi Ani jak ostrze. Ania jęknęła, czując smak własnego soku na języku Joli, smak, który był słodki i słony jednocześnie, smak, który przypominał jej, co zrobiły przed chwilą – i co jeszcze mogą zrobić.
Kiedy Jola się cofnęła, Ania była zdyszana, jej usta lekko opuchnięte, a cipka pulsowała z nową, palącą potrzebą.
— Teraz idź — powiedziała Jola, lekko popychając Anię w kierunku drzwi. — I baw się dobrze. A potem… opowiesz mi wszystko. Każdy szczegół.
Kiedy Małek wszedł do domu, natychmiast poczuł, że coś jest nie tak. Nie w złym sensie – wręcz przeciwnie. W powietrzu unosił się zapach perfum Ani, ten cięższy, bardziej zmysłowy, który zakładała tylko na specjalne okazje – noce poślubne, rocznice, te rzadkie chwile, kiedy pozwalała sobie na bycie kobietą, a nie tylko żoną i matką. Muzyka płynęła cicho z salonu, coś powolnego, bluesowego, z basem, który wibrował w jego klatce piersiowej, jakby przygotowując go na to, co miało nadejść. Na stole w jadalni stał talerz z przekąskami – sery, owoce, czekolada – i butelka czerwonego wina, już otwarta, z dwoma kieliszkami, z których jeden był w połowie pełny, a drugi czekał na niego.
— Anka? — zawołał, zrzucając kurtkę na oparcie krzesła z taką siłą, że prawie je przewrócił. Jego głos zabrzmiał ochryple, jakby już teraz był podniecony, choć jeszcze nie wiedział dlaczego. — Jesteś w domu?
Nie było odpowiedzi, ale słyszał jakieś szmery dobiegające z salonu – cichy szelest materiału, odgłos kroków na parkiecie, jakby ktoś celowo się krył. Kiedy wszedł do salonu, zobaczył ją.
Ania siedziała przy stole, jej plecy wygięte w elegancji, która wydawała się niemal obca. Jej włosy opadały na ramiona falami, a światło lampy odbijało się w ich ciemnych pasmach, nadając im rudawy odcień. Ubrana była w coś czarnego, koronkowego, co ledwo przykrywało to, co powinno być ukryte – stanik podnosił jej piersi tak, że prawie wypadły z miseczek, a majtki były tak cienkie, że Małek mógłby przysiąc, iż widzi cień jej warg, wilgotnych i rozchylonych. Jej nogi były skrzyżowane, a wysoki obcas podkreślał łuk stopy, który zawsze go podniecał – teraz jednak ten widok był jeszcze bardziej erotyczny, bo wiedział, że te szpilki nie są dla niego. Nie jeszcze. Nie do końca.
— Co to, urodziny? — zażartował, ale jego głos zabrzmiał ochryple, jakby ktoś ścisnął mu gardło. Nie mógł oderwać wzroku od jej dekoltu, gdzie koronkowe miseczki ledwo trzymały się na piersiach, obiecując, że każdy gwałtowniejszy ruch może je zdradzić. — Czy może rocznica czegoś, o czym nie wiem?
Ania uniosła wzrok, jej usta wygięte w uśmiechu, który był zarówno niewinny, jak i pełen obietnic – obietnic, które Małek dopiero zaczynał rozumieć. Jej język musnął krawędź kieliszka, zbierając kroplę wina, a następnie powoli, z premedytacją, wsunął się między wargi, jakby zapraszając go, by pomyślał o tym, co ten język mógłby robić jemu.
— Coś w tym stylu — powiedziała, podnosząc kieliszek i biorąc łyk, nie spuszczając z niego wzroku. Jej głos był aksamitny, prawie hipnotyczny, jakby każde słowo było częścią jakiegoś rytuału, którego Małek nie znał, ale którego pragnął się nauczyć. — Usiądź, Małek. Chciałam z tobą… pograć.
— Grać? — powtórzył, siadając naprzeciwko niej, jego kolana prawie dotykając jej nagich ud. Czuł ciepło jej skóry nawet przez materiał spodni, a jego kutas już zaczynał reagować, napinając się w boxerkach. — W co?
Ania pochyliła się do przodu, pozwalając, by jej piersi prawie wypadły ze stanika, jakby testując jego samokontrolę. Jej palce sięgnęły po talię kart leżących na stole, a następnie powoli zaczęły tasować, jej ruchy płynne, niemal erotyczne.
— Poker — powiedziała, a jej głos był jak jedwab owijający się wokół jego szyi. — Ale nie taki zwykły.
Małek poczuł, jak jego spodnie robią się ciasne. Wiedział, że coś jest nie tak – albo raczej, że coś jest idealnie. Nie mógł się powstrzymać. Nie chciał.
— A jaka stawka? — zapytał, choć już domyślał się odpowiedzi. Jego oczy przesuwały się po jej ciele, zatrzymując się na miejscach, gdzie koronka ledwo przykrywała to, co chciał zobaczyć – na sutkach, które sterczały twarde pod materiałem, na wilgotnej plamie na majtkach, która zdradzała, że Ania nie jest obojętna na tę grę.
Ania uśmiechnęła się szerzej, jej zęby błyszczące w półmroku, a oczy pełne obietnic, których jeszcze nie śmiała wypowiedzieć na głos.
— Ja — powiedziała po prostu.
Pierwsza partia była szybka, prawie żartobliwa. Ania celowo dała Małkowi wygraną, pozwalając mu poczuć, że ma kontrolę, że to on decyduje, co się stanie. Jego oczy błyszczały, gdy rzucił karty na stół z triumfalnym uśmiechem, jakby właśnie zdobył świat.
— No dobrze, wygrałem — powiedział, jego głos gruby z pożądania, które już nie próbował ukrywać. — Co teraz?
Ania wstała powoli, obchodząc stół, aż stanęła za nim. Jej palce dotknęły jego ramion, a następnie zsunęły się niżej, po jego klatce piersiowej, aż do paska spodni, gdzie zatrzymały się, jakby czekając na pozwolenie. Jej oddech był ciepły na jego karku, a jej piersi ocierały się o jego plecy za każdym razem, gdy się poruszała.
— Teraz — szepnęła mu do ucha, czując, jak drży pod jej dotykiem, jak jego mięśnie napinają się w oczekiwaniu – mówisz mi, co chcesz, żebym zrobiła. Jedno życzenie. Dowolne.
Małek przełknął ślinę, jego oddech przyspieszył, a kutas naprężył się jeszcze bardziej, jakby chciał wyrwać się z uwięzi. Czuł zapach Ani – jej perfum, jej skóry, tego słodkawego, zwierzęcego aromatu, który wydobywał się z niej teraz, gdy była podniecona. Jego ręce ścisnęły oparcia krzesła, jakby bał się, że jeśli puści, straci kontrolę.
— Chcę… — jego głos się załamał, a następnie nabrał pewności, jakby te słowa czekały latami, by w końcu zostać wypowiedziane. — Chcę, żebyś mi pokazała, co kupiłaś dzisiaj. Wszystko.
Ania cofnęła się, jej usta wygięte w uśmiechu pełnym obietnic – i czegoś więcej. Czegoś, co przypominało władzę. Powoli, nie spuszczając z niego wzroku, sięgnęła za plecy i rozpięła stanik. Czarna koronka opadła, odsłaniając jej piersi – pełne, ciężkie, z twardymi sutkami, które prawie błagały o dotyk. Następnie jej dłonie przesunęły się do bioder, gdzie powoli, centymetr po centymetrze, zsunęła majtki, pozwalając, by opadły na podłogę, gdzie utworzyły małą, czarną kałużę u jej stóp.
Stała przed nim naga, poza czarnymi pończochami i szpilkami, jej cipka już wilgotna, gotowa, a sok ściekał po wewnętrznej stronie ud. Jej dłoń przesunęła się między nogi, palec wskazujący delikatnie muskając wargi, a następnie wbijając się do środka, tylko po to, by wyjąć go wilgotnym i błyszczącym, i włożyć do ust, ssąc go z głośnym mlasknięciem.
— To wszystko? — zapytała, jej głos ochrypły z pożądania, a oczy pełne wyzwania. — Bo mogę ci pokazać więcej.
Małek nie mógł już wytrzymać. Jego ręka wystrzeliła, chwytając ją za biodro z taką siłą, że Ania jęknęła – ale nie z bólu. Z oczekiwania. Przyciągnął ją do siebie, jego usta znalazły jej sutek, ssąc go chciwie, aż zabolało, podczas gdy jego druga dłoń zanurzyła się między jej nogi, znajdując cipkę gorącą, mokrą i gotową.
— Kurwa, Anka — jęknął między pocałunkami, jego głos pełen desperacji, jakby przez lata czekał na ten moment. — Co się z tobą, do cholery, stało?
Ania jęknęła, gdy jego palce zaczęły pracować, wpychając się w nią z brutalną precyzją, której dawniej u niego nie znała. Jej dłonie zagłębiły się w jego włosach, przyciskając jego twarz do swojej piersi, jakby chciała, by ssał ją do krwi.
— Stałam się tym, czego zawsze chciałeś — wyszeptała, jej głos drżący z podniecenia, a słowa wypowiadane z taką pewnością, jakby dopiero teraz zrozumiała, kim naprawdę jest. — Twoją… kurwą.
Słowo to, wypowiedziane przez nią po raz pierwszy, sprawiło, że Małek prawie doszedł w spodniach. Jego dłoń ścisnęła jej pośladki, a następnie uderzyła ją lekko, sprawiając, że Ania jęknęła z mieszaniny bólu i przyjemności, jej cipka skurcząc się wokół jego palców.
— Powiedz to jeszcze raz — warknął, jego oczy płonące, jakby patrząc na nią, widział coś zupełnie nowego. Coś, czego zawsze pragnął, ale bał się zażądać.
— Jestem twoją kurwą — powtórzyła, jej głos teraz pewny, pełen dumy. — Twoją brudną, małą kurwą, gotową zrobić wszystko, czego zapragniesz.
To było wystarczające. Małek zerwał się, podnosząc ją i rzucając na stół z taką siłą, że karty i kieliszki poleciały na podłogę, wino rozlewając się po drewnie jak krew. Jego usta znalazły jej cipkę, język wbijając się w nią z brutalną precyzją, jakby chciał ją pożreć żywcem. Ania krzyknęła, jej plecy wyginając się w łuk, gdy jego język trafił w jej łechtaczkę, a następnie wsuwał się głębiej, jakby chciał dotrzeć do jej trzewi. Jego palce rozciągały ją, przygotowując na to, co miało nadejść – na jego kutasa, który już teraz pulsował w spodniach, domagając się uwolnienia.
— Tak, tak, tak — jęczała Ania, jej ręce szukając czegoś, czego mogłyby się chwycić, ale znalazły tylko jego włosy, które szarpnęła, przyciskając jego twarz jeszcze mocniej do swojej rozpalonej cipki. — Lizać mnie, sukinsynu, lizać mnie, aż będę krzyczeć!
Małek growł, jego język pracując szybciej, jego palce wbijając się w jej pośladki, zostawiając na nich czerwone ślady. Ania czuła, jak traci kontrolę, jak jej ciało staje się tylko narzędziem przyjemności, jak jej umysł topnieje w białym szumie rozkoszy. Jej nogi drżały, a jej cipka ściskała język Małka, jakby chciała go w sobie zatrzymać na zawsze.
Kiedy orgazm w końcu nadszedł, był brutalny. Jej cipka skurczyła się wokół języka Małka, jej sok wytryskując na jego twarz, gorący i słony, gdy krzyczała, jej głos echujący po całym domu, jakby chciała, by całe sąsiedztwo usłyszało, jak dobrze ją pieprzą. Małek nie przestawał, pijąc z niej, jakby była ostatnią kroplą wody na pustyni, jego język i usta pokryte jej sokami, jego oddech ciężki i nierówny.
Kiedy w końcu opadła z powrotem na stół, dysząca, jej ciało drżące od siły doznania, Małek uniósł głowę, jego usta i brodę pokryte jej sokami, które lśniły w świetle lampy. Jego oczy były ciemne, prawie czarne z pożądania, a jego kutas – teraz uwolniony z spodni – sterczał twardo, gotowy na więcej.
— Teraz — powiedział, jego głos chrapliwy, pełen obietnicy, że to dopiero początek – moja kolej.
Ania leżała na łóżku, jej ciało wciąż drżące po orgazmie, który Małek wywołał w niej na stole. Jej skóra była wilgotna od potu, a włosy przylepiały się do twarzy, tworząc ciemne pasma na policzkach. Ale nie miała czasu, by dojść do siebie. Małek stał nad nią, jego spodnie już zdjęte, jego kutas twardy i gotowy, pulsujący z każdym uderzeniem serca, jego żyły nabrzmiałe, a głowa lśniąca od preejakulatu. Jego oczy przesuwały się po jej ciele, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr, zanim go zniszczy.
— Chcę cię z tyłu — powiedział, jego głos niski i pełen władzy, jakby dopiero teraz zrozumiał, jaką moc ma nad nią. — Chcę cię pieprzyć w dupe, aż będziesz płakać. A potem chcę cię pieprzyć w cipkę, aż będziesz krzyczeć. A na koniec… — jego dłoń ścisnęła jej pierś, jego kciuk ocierając się o sutek, aż zabolało – …chcę, żebyś mi powiedziała, że jestem twoim panem.
Ania poczuła, jak jej cipka znowu pulsuje na te słowa, jakby jej ciało było zaprogramowane, by reagować na jego brutalność, na jego żądze. Nigdy wcześniej nie robili tego – analu – ale teraz… teraz chciała spróbować wszystkiego. Chciała być ego, brudną, posłuszną kurwą, którą obiecała mu być.
— Tak — szepnęła, przewracając się na brzuch, jej pośladki wystawione na jego widok, białe i pełne, z różową dziurką, która czekała na niego. — Zrób to. Weź mnie. Wszędzie.
Małek nie tracił czasu. Jego dłonie chwyciły jej biodra, podnosząc je, aż jej tyłek był wystawiony na jego widok, a ona musiała podpierać się na łokciach, by nie upaść twarzą w poduszkę. Jego palec dotknął jej odbytu, krążąc wokół niego, przygotowując ją, rozluźniając, aż poczuła, jak się otwiera, jakby jej ciało chciało go przyjąć.
— Jesteś pewna? — zapytał, choć jego głos zdradzał, że nie zamierza przestać, nawet jeśli powiedziałaby nie. Jego kutas naciskał na jej zwieracz, powoli, ale stanowczo, jakby chciał, by poczuła każdy centymetr, każde rozciągnięcie.
— Tak — jęknęła, wciskając się w jego dotyk, jej głos pełen desperacji. — Pieprz mnie, Małek. Pieprz mnie w dupe, jak nigdy wcześniej.
To było wszystko, czego potrzebował. Jego kutas nacisnął mocniej, a następnie wsunął się do środka, powoli, ale nieubłaganie. Ania jęknęła, czując, jak się rozciąga, jak ból miesza się z przyjemnością, jakby jej ciało było stworzone po to, by być używane w ten sposób. Kiedy w końcu był w niej cały, oboje zatrzymali się, dysząc, ich ciała połączone w sposób, który czuli się zarówno obcy, jak i idealny.
— Kurwa — syknął Małek, jego palce wciskając się w jej biodra, jakby chciał zostawić na nich ślady na zawsze. — Jesteś taka ciasna, Anka. Tak cholernie ciasna, że prawie dochodzę.
Ania jęczała, jej paznokcie wbijały się w pościel, gdy próbowała przyjąć go całego, każdy centymetr był walką, ale też obietnicą czegoś więcej – czegoś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Kiedy w końcu był w niej cały, poczuła, jak jej odbyt ściska go, jakby nie chciał go puścić, jakby należał do niej.
— Ruszaj się — błagała, jej głos ochrypły z pożądania. — Pieprz mnie, na Boga, pieprz mnie, aż będę krzyczeć!
Małek nie kazał się dwa razy prosić. Jego biodra zaczęły pracować, powoli na początku, ale szybko przyspieszając, gdy czuł, jak jej ciało dostosowuje się do niego, jakby zostało stworzone po to, by go przyjąć. Każde pchnięcie było głębsze, bardziej brutalne, jego jaja uderzające o jej cipkę za każdym razem, gdy wpychał się w nią, jakby chciał, by poczuła go w obu dziurach naraz.
— Jesteś moja — warknął, jego głos pełen posiadania, jakby dopiero teraz zrozumiał, że może mieć ją wszystką. — Moja brudna kurwa, moja małżonka, moja… wszystko.
— Tak! — krzyknęła Ania, czując, jak kolejny orgazm zbliża się, bardziej intensywny niż poprzedni, jakby jej ciało było zaprogramowane, by reagować na jego słowa, na jego dotyk. — Twoja! Jestem twoja, pieprz mnie, pieprz mnie mocniej!
Małek spełnił jej prośbę. Jego ruchy stały się bardziej dzikie, bardziej niekontrolowane, jakby stracił nad sobą panowanie, jakby jego jedynym celem było zniszczenie jej, posiadanie jej, oznaczenie jej na zawsze. Jego dłoń spoczęła na jej karku, przyciskając ją do łóżka, podczas gdy jego kutas wbijał się w nią z siłą, która powinna była boleć, ale która tylko podsycała ogień w jej brzuchu.
Kiedy w końcu doszedł, zrobił to z krzykiem, jego nasienie wylewając się do niej gorącymi strumieniami, wypełniając ją, oznaczając ją, jakby chciał, by każda komórka jej ciała pamiętała, komu należy. Ania krzyknęła razem z nim, jej cipka skurcząc się wokół niczego, podczas gdy jej odbyt ściskał jego kutasa, jakby nie chciał go puścić, jakby chciał go zatrzymać w sobie na zawsze.
Kiedy w końcu opadli na łóżko, oboje dyszący, ich ciała pokryte potem i sokami, Ania poczuła, jak coś w niej pęka. Nie była to tylko fizyczna rozkosz – to było coś głębszego, bardziej fundamentalnego. Odkryła coś nowego w sobie, coś, czego nie mogła już ignorować. Coś, co sprawiało, że chciała więcej. Zawsze więcej.
A kiedy Małek przytulił ją do siebie, jego usta na jej ramieniu, jego oddech powoli wracający do normy, Ania uśmiechnęła się. To był dopiero początek. I nie mogła się doczekać, co przyniesie kolejna gra.
Bo teraz wiedziała – nie było już odwrotu. Była jego. Całkowicie.
Leave a Reply