Moc talizmanu – akt oddania czesc 1

Marek opadł ciężko na oparcie kanapy, jego palce wciąż drżały od wspomnienia dotyku Oli – tej młodej, giętkiej suki, która rozchyliła się dla niego bez najmniejszego wahania, jakby jej ciasna, mokra cipka została stworzona tylko po to, by brać jego kutasa w głąb, aż do bólu. Ale teraz jego myśli krążyły wokół Ali, jego żony, która siedziała obok niego, ciepła i uległa, jej udo przylepione do jego biodra jak drugie ciało. Nie potrzebował nawet talizmanu – Ali była już tak uwarunkowana, tak głodna jego uwagi, że reagowała na każde jego słowo, każdy dotyk, jakby jej istnienie zależało od jego przyzwolenia.

 

Jego dłoń powoli pełzła w górę po jej udzie, pod cienki materiał letniej sukienki, który ledwo zasłaniał jej nagrzane, wilgotne ciało. Czuł, jak jej oddech przyspiesza, jak każdy mięsień w jej ciele napina się w oczekiwaniu. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że był blisko.

 

— Wiesz, że jesteś moja — rzekł cicho, jego głos ochrypły, pełen groźby i obietnicy jednocześnie. Palce zacisnęły się na jej udzie, prawie bolesnie, jakby chciał zostawić na niej ślad, przypomnienie, komu należy. — Każdy oddech, każdy jęk, każda kropla twojej mokrej cipki… wszystko to jest moje.

 

Ali drgnęła, ale nie cofnęła się. Jej różowe usta rozchyliły się lekko, a język przemknął po dolnej wardze, wilgotny i zapraszający, jakby już wyobrażała sobie, co za chwilę może się stać. Jej jasnoniebieskie oczy, zwykle tak czyste i niewinne, teraz były zamglone pożądaniem, jakby cały jej świat kurczył się do tego jednego momentu, do jego dotyku, jego słów.

 

— Tak, Marek… — szepnęła, a jej głos był pełen poddania, pełen tego słodkiego, upojnego strachu, który zawsze towarzyszył jej uległości. — Wiem.

 

Jego kutas natychmiast zareagował, napinając się w spodniach, jakby chciał wyrwać się na wolność i wbić w jej ciepłe, mokre wnętrze. Marek przesunął dłoń wyżej, aż jego palce dotknęły wilgotnej plamy na jej majtkach. Ali jęknęła cicho, jej biodra uniosły się nieznacznie, szukając większego kontaktu, jakby jej ciało miało własną wolę, własne pragnienia, które nie mogła już dłużej ignorować.

 

— Jesteś taka mokra — syknął, wciskając palce mocniej przez materiał, czując, jak jej ciepło przenika przez tkaninę, jak jej cipka pulsuje pod jego dotykiem, domagając się więcej. — Zawsze gotowa, kurwa. Zawsze gotowa brać kutasa, niezależnie od tego, czy to mój, czy kogoś innego.

 

Ali sapnęła, jej ręce chwyciły go za ramiona, paznokcie wbijały się przez koszulkę, jakby szukała czegoś, czego mogłaby się trzymać, gdy on rozrywał ją na kawałki swoimi słowami, swoimi obietnicami. Jej pierś unosiła się szybko, a sutki stwardniały pod cienkim materiałem, domagając się uwagi.

 

— Proszę… — jęknęła, jej głos pełen desperacji, pełen tego słodkiego, rozkosznego bólu, który towarzyszył każdej chwili, gdy była blisko spełnienia, ale wciąż poza zasięgiem. — Nie mogę już wytrzymać…

 

Marek uśmiechnął się krzywo, jego palce zacisnęły się na jej majtkach, szarpnięcie – i materiał rozdarł się z cichym trzaskiem, odsłaniając jej nagą, lśniącą cipkę, już gotową, by wziąć w siebie kutasa. Ali krzyknęła, ale nie z protestu – z podniecenia, z tego piekielnego pożądania, które paliło ją od środka.

 

— Słuchaj mnie uważnie — rzekł, jego oddech gorący przy jej uchu, jego usta muskały jej skórę, a zęby delikatnie zagryzały miękkie miejsce za uchem. — Na następnej imprezie u Magdy i Grzegorza zrobisz coś dla mnie.

 

Ali uniosła głowę, jej oczy były szeroko otwarte, ale nie z przerażenia – z oczekiwania, z tego chorobliwego podniecenia, które zawsze towarzyszyło jego najciemniejszym rozkazom. Wiedziała, że to, co usłyszy, zmieni ją na zawsze. I właśnie, dlatego jej cipka pulsowała, jej sutki stwardniały, a oddech stał się płytki i nerwowy.

 

— Co… co mam zrobić? — zapytała, ale jej głos drżał, jakby już wiedziała, jakie słowa wydobędą się z jego ust, jakie piekło – i jakie niebo – na nią czeka.

 

Marek nie spieszył się. Jego palce krążyły leniwie wokół jej łechtaczki, czując, jak Ali drży pod jego dotykiem, jak jej cipka kurczy się, domagając się wypełnienia. Wsunął jeden palec do środka, powoli, aż po knykcie, i poczuł, jak jej ścianki zaciskają się na nim, jakby chciały go uwięzić, nigdy nie wypuścić.

 

— Poderwiesz jakiegoś faceta — powiedział spokojnie, jakby mówił o pogodzie, jakby to, co proponował, było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. — Zabierzesz go do toalety. I dasz się mu przelecieć.

 

Ali zamarła. Jej ciało, które jeszcze przed chwilą było rozluźnione i gotowe na jego dotyk, teraz spięło się jak napięty łuk, jakby każdy mięsień w niej krzyknął „nie”, ale jej cipka – oh, jej cipka – była mokra, gorąca, gotowa na wszystko, co miał jej do zaoferowania.

 

— Marek, ja… ja nie mogę — wyszeptała, ale jej protest był słaby, puste słowa, które nie miały siły, nie miały znaczenia. Jej cipka pulsowała wokół jego palca, jakby chciała udowodnić, że kłamie.

 

— Możesz — odparł, jego głos twardy jak stal, nieznoszący sprzeciwu. — I zrobisz to. Bo jesteś moja. A ja chcę cię zobaczyć, jak jesteś używana przez obcego faceta. Chcę, żebyś była moją małą kurwą, która robi, co jej każę, bez względu na to, jak bardzo cię to upokarza.

 

Jej oddech stał się płytki, nerwowy, jakby każde słowo, które wypowiadał, odbierało jej kolejny kawałek godności, kolejny kawałek oporu. Marek poczuł, jak jej cipka pulsowała pod jego palcami, jakby jej ciało już teraz przygotowywało się na obcy kutas, na to, co miała zrobić. Dodał drugi palec, rozciągając ją, przygotowując, jakby chciał upewnić się, że będzie gotowa na to, co ją czeka.

 

— A jeśli ktoś nas zobaczy? — zapytała, ale w jej głosie nie było już prawdziwego oporu, tylko desperacka próba znalezienia jakiegokolwiek powodu, by się wycofać, by nie musieć stawić czoła temu, kim miała się stać.

 

— Nikt nie zobaczy — rzekł Marek, jego usta musnęły jej szyję, a zęby zagryzły skórę wystarczająco mocno, by zostawić siniak, znak własności. — Będziesz ostrożna. A ja będę cię obserwował. Będę widział, jak się dla niego rozkładasz, jak jego kutas wpycha się w twoją ciasną cipkę, jak jęczysz, bo jest za duży, bo cię rozrywa. I wiesz co? Będziesz to uwielbiała.

 

Ali jęknęła, jej głowa opadła na jego ramię, a jej ciało drżało, jakby walczyła ze sobą, jakby jej umysł krzyczał „nie”, ale cipka domagała się „tak”, domagała się tego upokorzenia, tej degradacji, tego piekła, które miał jej zaoferować.

 

— A jeśli… jeśli nie dam rady? — szepnęła, jej głos ledwo słyszalny, jakby bała się usłyszeć odpowiedź.

Marek śmiał się cicho, jego palce wślizgnęły się głębiej, jego kciuk nacisnął na jej łechtaczkę, kręcąc nią w małe kółka, które sprawiały, że jej biodra podrygiwały, jakby chciały uciec, ale jednocześnie przyciągnąć go bliżej.

 

— Dasz radę — rzekł, jego głos pełen pewności, pełen tej okrutnej, nieubłaganej mocy, która zawsze sprawiała, że Ali poddawała się bez walki. — Bo inaczej cię ukarzę. A wiesz, jak bardzo lubisz moje kary, prawda? Jak bardzo lubisz, gdy cię biję, gdy cię upokarzam, gdy sprawiam, że czujesz się jak najgorsza kurwa na świecie.

 

Ali krzyknęła cicho, jej biodra uniosły się, jakby chciała uciec od jego palców, ale jednocześnie wcisnęła się w nie, jakby nie mogła zdecydować, czy chce więcej bólu, czy więcej rozkoszy. Jej ręce opadły z jego ramion, bezwładne, jakby traciła siły, traciła wolę, by się opierać.

 

— Marek, proszę… — jęczała, ale jej słowa były puste, pozbawione znaczenia, bo jej cipka ściskała jego palce, jakby chciała je wessąć, wchłonąć, nigdy nie wypuścić.

 

— Będziesz moją dobrą dziewczynką, prawda? — zapytał, jego usta przy jej uchu, jego oddech gorący i nieregularny, jakby sam ledwo powstrzymywał się od tego, by rzucić ją na kanapę i wpakować w nią kutasa, aż krzyknie. — Będziesz robiła, co ci każę. Bo wiesz, że inaczej będzie gorzej. Będę cię bił. Będę cię zamykał. Będę cię dawał innym facetom, aż przestaniesz wiedzieć, jak wygląda twój własny kutas.

 

Ali skinęła głową, jej ciało drżało, a z cipki ciekła jej mokrość, ściekając po jego palcach, jakby jej ciało już teraz przygotowywało się na to, co miała zrobić – na to, kim miała się stać.

 

— Tak — szepnęła, jej głos pełen poddania, pełen tego słodkiego, upojnego strachu, który zawsze towarzyszył jej uległości. — Zrobię to.

 

Marek uśmiechnął się z satysfakcją, jego kutas pulsował w spodniach, domagając się uwolnienia. Ale nie teraz. Nie jeszcze. Najpierw chciał, by Ali poczuła, co znaczy być prawdziwą kurwą. Chciał, by jej ciało i umysł zapamiętały to upokorzenie, tę uległość, ten moment, gdy przestała być jego żoną, a stała się jego własnością.

 

— Dobra dziewczynka — rzekł, wyciągając palce z jej cipki i podnosząc je do ust. Powoli oblizał je, smakując jej słodką, gorzką mokrość, nie spuszczając z niej wzroku, jakby chciał, by widziała, jak bardzo ją pożera, jak bardzo ją posiada. — Teraz klęknij.

 

Ali nie wahała się. Zsunęła się z kanapy, jej kolana uderzyły o podłogę z głuchym stukiem, jakby jej ciało już wiedziało, co ma robić, jakby każda komórka w niej krzyknęła „tak”, „weź mnie”, „użyj mnie”. Marek rozpiął spodnie, jego kutas wystrzelił na zewnątrz, twardy i lśniący od pre-cumu, gotowy, by wbić się w jej usta, w jej gardło, by udowodnić jej, kim jest, komu należy.

 

— Otwórz usta — rozkazał, jego głos gruby od pożądania, od tej chorobliwej potrzeby posiadania jej, upokarzania jej, czynienia z niej tego, kim miała być – jego kurwą.

 

Ali posłusznie rozchyliła wargi, jej język wysunął się, gotowy do posłuszeństwa, gotowy, by brać wszystko, co miał jej do zaoferowania. Marek chwycił ją za włosy, kierując jej głowę tak, by jej usta otoczyły głowę jego kutasa. Nie musiał jej uczyć, co robić – jej język natychmiast zaczął krążyć wokół żołędzi, a wargi ścisnęły się, tworząc idealne, ciepłe uściski, jakby została stworzona po to, by ssać kutasa.

 

— Tak, kurwa — jęknął, wpychając się głębiej, czując, jak jego kutas uderza o tylną ściankę jej gardła. Ali zakrztusiła się, łzy napłynęły jej do oczu, ale nie cofnęła się. Jej ręce chwyciły go za biodra, jakby chciała go przyciągnąć jeszcze bliżej, wziąć go całego, udowodnić mu, że jest gotowa na wszystko, co jej każe.

 

Marek zaczął ruchy biodrami, jego kutas wbijał się w jej usta z coraz większą siłą, aż Ali zaczęła się dławić, ślina ciekła jej po brodzie, a z gardła wydobywały się duszone, desperackie dźwięki, jakby walczyła o każdy oddech, jakby każde pchnięcie zbliżało ją do granicy, za którą była już tylko jego – tylko jego kurwa, tylko jego własność.

 

— Jesteś moją małą dziwką, prawda? — zapytał, jego głos ochrypły od podniecenia, od tej chorobliwej potrzeby posiadania jej, czynienia z niej tego, kim miała być. — Moją małą kurwą, która robi, co jej każę, która ssie kutasa, jakby od tego zależało jej życie.

 

Ali próbowała kiwnąć głową, ale jego chwyt na jej włosach był zbyt mocny. Zamiast tego, jej oczy spotkały się z jego, pełne łez i pożądania, i kiwnęła głową, jak tylko mogła, jakby chciała mu powiedzieć „tak”, „weź mnie”, „jestem twoja”.

 

— Tak — wymamrotała, gdy na chwilę wyciągnął kutasa z jej ust, dając jej odetchnąć, jakby wiedział, że potrzebuje tego momentu, by przypomnieć sobie, kim jest, komu należy. — Twoja kurwa.

 

Marek uśmiechnął się z zadowoleniem, jego kutas pulsował, gotowy eksplodować, gotowy wypełnić jej usta, jej gardło, udowodnić jej, kim jest, komu należy. Jego biodra szarpnęły się do przodu, a kutas zniknął w jej gardle, aż Ali zakrztusiła się, jej ciało szarpnęło, ale nie cofnęła się. Jej ręce ścisnęły się na jego udach, paznokcie wbijały się w jego skórę, jakby szukała czegoś, czego mogłaby się trzymać, gdy on używał jej ust jak swojej osobistej dziurki, jakby była tylko narzędziem, tylko przedmiotem, który miał mu dawać rozkosz.

 

— Kurwa, tak — syknął, czując, jak jego orgazm zbliża się nieuchronnie, jakby całe jego ciało palło się od środka, domagając się uwolnienia. — Bierz to, suko. Bierz moje nasienie. Chcę, żebyś poczuła, jak spływa ci po gardle, jak wypełnia cię, jak cię oznacza.

 

Jego biodra szarpnęły się do przodu, a kutas eksplodował, gorący strumień nasienia wylewał się prosto do jej gardła. Ali dławiła się, próbując połknąć, ale było go za dużo – nasienie wyciekło jej z ust, ściekając po brodzie, po szyi, plamiąc jej sukienkę, jakby chciał zostawić na niej znak, przypomnienie, komu należy. Marek trzymał ją mocno, nie pozwalając jej się cofnąć, aż ostatnia kropla wyszła z niego, aż jego kutas zmiękł w jej ustach, jakby był z niej zadowolony, jakby wiedział, że spełniła swoje zadanie.

 

Gdy w końcu puścił jej włosy, Ali opadła na pięty, kaszląc, jej twarz była mokra od łez, śliny i nasienia, jakby całe jej istnienie sprowadzało się teraz do tego jednego momentu, do tego jednego aktu poddania. Marek spojrzał na nią z góry, jego oczy pełne triumfu, pełne tej okrutnej, nieubłaganej mocy, która zawsze sprawiała, że Ali poddawała się bez walki.

 

— Dobra dziewczynka — rzekł, schylając się, by podnieść ją z podłogi, jakby była lalką, zabawką, którą mógł rzucić na ziemię i podnieść, gdy tylko miał na to ochotę. — Teraz idź się umyć. Nie chcę, żebyś śmierdziała moim nasieniem, gdy będziesz się przygotowywać na jutro. Chcę, żebyś była czysta. Chcę, żebyś była gotowa na tego faceta, którego poderwiesz. Na jego kutasa, który wejdzie w ciebie, podczas gdy ja będę patrzył.

Ali skinęła głową, jej ciało wciąż drżało, jakby każdy mięsień w niej krzyknął „nie”, ale jej cipka – oh, jej cipka – była mokra, gorąca, gotowa na wszystko, co miał jej do zaoferowania. Marek obserwował, jak idzie do łazienki, jej nogi były niestabilne, jakby każdy krok sprawiał jej ból, jakby każdy ruch przypominał jej, kim jest, komu należy.

 

Gdy drzwi łazienki się zamknęły, Marek sięgnął po talizman leżący na stoliku. Jego palce zamknęły się wokół zimnego metalu, a czerwony blask rozświetlił jego twarz, jakby diabeł sam szepnął mu do ucha, obiecując więcej, obiecując piekło, które miał jej zaoferować. Uśmiechnął się. Wszystko szło zgodnie z planem. Ali była gotowa. A on był gotów zobaczyć, jak daleko może ją zaprowadzić – jak daleko może ją upokorzyć, zanim w końcu się złamie.

 

Ale Marek wiedział jedno – Ali nie złamie się. Bo ona była jego. Jego kurwa. Jego własność. I zrobi wszystko, co jej każe, nawet jeśli oznaczało to upadek w najgłębsze otchłanie piekła.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Kamil kowalski

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *