Moc talizmanu – Cien talizmanu

Ciało Ali wciąż drżało od resztek orgazmów, gdy Marek delikatnie wysunął się spod niej, pozostawiając na jej skórze ślady potu i własnego nasienia. Słońce już wysoko stało nad domem, a przez szczelinę w zasłonach wpadały złote smugi, rzucając ciepłe plamy na ich splątane ciała. Ala oddychała płytko, jej powieki drgały, jakby walczyła z sennością, ale ostatecznie poddała się wyczerpaniu. Marek obserwował ją przez chwilę, palcami muskając jej biodro, zanim wstał i podszedł do okna. Na zewnątrz słyszał głosy – pani Krystyna wołała wszystkich na śniadanie, jej ton pełen był tej charakterystycznej, matczynej stanowczości.

 

– Obudź się, śpiochu – szepnął, klepiąc Alę lekko po pośladku. – Czas na rodzinne obowiązki.

 

Ala jęknęła, przeciągając się jak kot, ale posłusznie usiadła na łóżku. Jej włosy były potargane, a na ustach wciąż gościł lekki uśmiech zaspokojenia. Marek rzucił jej podkoszulkę, a sam zaczął szukać swoich spodenek, nie spiesząc się. W powietrzu unosił się słodkawy zapach seksu, mieszający się z aromatem kawy dobiegającym z kuchni.

 

Gdy zeszli na dół, przy stole już siedzieli Grzegorz i Magda, każde w swoim kącie, jakby niechętnie dzieląc tę samą przestrzeń. Grzegorz miał zaczerwienione oczy, a jego sweter był pomięty, jakby spał w nim całą noc. Magda natomiast wyglądała na zrezygnowaną, jej zielone oczy unikały kontaktu z mężem, skupiając się na filiżance herbaty. Pani Krystyna krzątała się przy kuchennej wyspie, nakładając na talerze jajecznicę i kiełbasę, a Ola, ubrana w luźny sweter i legginsy, przysiadła na krześle, przewracając strony jakiegoś czasopisma.

 

– No, wreszcie – pani Krystyna uśmiechnęła się, widząc Marka i Alę. – Myślałam, że będę musiała was budzić. Siadajcie, zanim wszystko wystygnie.

 

Marek usiadł obok Oli, celowo dotykając kolanem jej uda. Dziewczyna drgnęła, ale nie odsunęła się. Jej policzki zaróżowiły się lekko, gdy uniosła wzrok znad czasopisma. Marek zauważył, jak jej palce nerwowo przebiegają po kartkach, jakby szukała czegoś, czym mogłaby się zająć, byle tylko nie patrzeć na niego. Idealna, pomyślał, kątem oka obserwując, jak Grzegorz wlewa w siebie kolejny kieliszek czegoś, co wyglądało na wódkę pomieszaną z sokiem.

 

– Dziś piękna pogoda – rzekła pani Krystyna, podając talerz Markowi. – Pomyślałam, że po śniadaniu możemy pójść na spacer. Do lasu, jak zawsze.

 

– Dobry pomysł – Magda skinęła głową, ale jej głos brzmiał płasko. – Trochę ruchu nam nie zaszkodzi.

 

Grzegorz parsknął śmiechem, ale nie skomentował. Jego palce zacisnęły się na kieliszku, a Marek zauważył, jak mąż Magdy zerka w stronę Oli, gdy ta sięgała po dżem. Interesujące, pomyślał, odkładając widelec. Plan zaczynał się układać w jego głowie jak puzzle – Grzegorz był pijany, Magda zajęta własnymi myślami, a Ola… Ola była tuż obok, młoda, podatna, gotowa na wszystko, czego jeszcze nie znała.

 

– A co wy na to, dziewczyny? – pani Krystyna zwróciła się do Ali i Oli. – Chcecie iść z nami?

 

Ala, wciąż nieco oszołomiona, skinęła głową, ale Ola zawahała się.

 

– Ja… nie wiem. Może zostanę? – Jej głos był cichy, prawie nieśmiały. – Mam jeszcze trochę rzeczy do ogarnięcia.

 

Marek poczuł, jak coś w nim drgało. To była jego szansa.

 

– Ja też zostanę – rzekł Grzegorz, odstawiając kieliszek z głośnym stuknięciem. – Nie mam ochoty się męczyć.

 

Magda rzuciła mu ostre spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Marek uśmiechnął się pod nosem. Grzegorz właśnie podjął decyzję za niego. Teraz wystarczyło tylko poczekać, aż dom opustoszeje. A potem… potem talizman zrobi swoje.

Gdy drzwi wejściowe zamknęły się za panią Krystyną i Magdą, w domu zapadła ciężka, pełna obietnic cisza. Marek usłyszał, jak Grzegorz chrapie na kanapie – głęboki, gardłowy odgłos, który świadczył o tym, że mężczyzna nie obudzi się przynajmniej przez najbliższą godzinę. Ola siedziała wciąż na krześle, z czasopismem w dłoniach, ale jej palce drżały lekko, gdy przewracała strony. Nie podnosiła wzroku, choć Marek czuł, jak jej ciało napina się pod jego nieustannym, celowym dotykiem.

 

— No to jesteśmy sami — powiedział Marek, przesuwając kolano jeszcze wyżej po jej udzie. Jego głos był niski, prawie szept, ale w tej ciszy brzmiał jak grzmot. — Nie boisz się ze mną zostać, Oluś?

 

Dziewczyna przełknęła ślinę. Jej gardło poruszyło się widocznie, a na szyi pojawiły się czerwone plamy. Marek obserwował to z satysfakcją, jak drapieżnik, który właśnie zauważył, że jego ofiara jest słabsza, niż się wydawało.

 

— Ja… nie, wujku. Po prostu… mam trochę rzeczy do zrobienia — wymamrotała, ale jej głos był cichszy niż zwykle, prawie dziecinny. — Mama kazała mi posprzątać w pokoju.

 

— Aaa, rozumiem. — Uśmiechnął się, przesuwając dłoń po swoim udzie, aż jego palce musnęły jej kolano. — Ale przecież nie musisz robić tego teraz. Możemy… porozmawiać. Prawda?

 

Ola uniosła wzrok, jej zielone oczy – takie same jak u Magdy – były teraz rozszerzone, pełne niepewności i czegoś jeszcze. Ciekawości? Pożądania? Marek nie mógł się doczekać, by to sprawdzić.

 

— O czym? — zapytała, ale jej głos zabrzmiał niepewnie, jakby sama nie wiedziała, dlaczego w ogóle zadaje to pytanie.

 

— O wszystkim. — Jego palce sunęły wyżej, po wewnętrznej stronie jej uda, aż dotknęły materiału legginsów tuż przy kroku. — Na przykład o tym, jak bardzo jesteś piękna. I jak bardzo mnie kuszysz, odkąd cię zobaczyłem.

 

Dziewczyna drgnęła, jakby dotknięcie było porażeniem prądem. Jej usta rozchyliły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Marek nie czekał na odpowiedź. Powoli, z premedytacją, sięgnął do kieszeni spodenek i wyjął talizman. Kamień był ciepły, niemal pulsujący w jego dłoni, jakby sam domagał się użycia.

 

Gdy tylko jego palce zacisnęły się wokół niego, powietrze między nimi zgęstniało. Ola westchnęła nagle, jej pierś uniosła się w głębokim oddechu, a źrenice rozszerzyły się, jakby ktoś wlał jej do żył czystą ekstazę. Jej wargi zwilgotniały, gdy język przemknął po nich w powolnym, zmysłowym geście.

 

— Wujku… — Jej głos był teraz głębszy, ochrypły, jakby nagle obudziło się w niej coś, co dotąd spało. — Ja… ja chcę…

 

— Chcesz czego, kotku? — Marek nachylił się bliżej, jego usta prawie dotykając jej ucha. Czuł, jak jej ciało drży w odpowiedzi, jakby każde słowo było pieszczotą. — Powiedz mi. Wszystko, czego pragniesz.

 

Ola odwróciła głowę, jej oddech był gorący na jego policzku. Jej ręka, drżąca, opadła na jego udo, a palce zacisnęły się na materiału spodenek.

 

— Chcę… chcę, żebyś mnie dotknął — wyszeptała, a jej głos był pełen desperacji, jakby te słowa same wydobyły się z niej, bez jej kontroli. — Proszę.

 

Marek uśmiechnął się triumfalnie. Talizman działał perfekcyjnie. Dziewczyna, która jeszcze przed chwilą była nieśmiała i speszona, teraz wyglądała jak głodna suka, gotowa zrobić wszystko, byle tylko dostać to, czego pragnęła.

 

— Jesteś pewna? — zapytał, choć wiedział, że pytanie jest czysto retoryczne. Jej ciało już odpowiedziało – piersi unosiły się szybko, sutki twardniały pod materiałem swetra, a między udami, tam gdzie jego palce wciąż spoczywały, czuł ciepło, wilgoć, która nie miała nic wspólnego z potem.

 

— Tak — jęknęła, a jej dłoń przesunęła się wyżej, aż dotknęła wyraźnego zarysu jego członka pod spodenkami. — Bardzo proszę, wujku. Nie wytrzymam…

 

Marek nie potrzebował więcej zachęty. Jednym ruchem chwycił ją za biodra i pociągnął w swoją stronę, aż usiadła mu na kolanach, okrakiem. Jej ciepłe, miękkie ciało przywarło do niego, a ona jęknęła cicho, gdy poczuła, jak twardy jest pod nią. Jej ręce natychmiast owiązały się wokół jego szyi, a usta znów zwilgotniały w oczekiwaniu.

 

— Dobra dziewczynka — wymruczał, przesuwając dłonie pod jej sweter, aż dotknął gołej skóry. Jej brzuch był gładki, gorący, a gdy jego palce sunęły wyżej, ku pełnym, młody piersiom, Ola jęknęła głośniej, wyginając plecy. — Tak bardzo chciałaś, żebym cię dotknął, co?

— Tak… — Jej głowa opadła na jego ramię, a biodra zaczęły poruszać się same, pocierając się o jego twardość przez warstwy ubrań. — Proszę, nie przestawaj…

 

Marek nie miał zamiaru. Jego palce znów znalazły sutki – twarde, spiczaste, gotowe na wszystko. Ścisnął je między kciukiem a palcem wskazującym, a Ola krzyknęła, jej ciało szarpnęło się w jego objęciach, jakby to dotknięcie było zbyt intensywne, zbyt dobre.

 

— Lubisz to, co? — szepnął, obracając sutki między palcami, aż dziewczyna zaczęła dyszeć, jej oddech krótki i urywany. — Lubisz, jak cię dotykam, mała dziwko?

 

— Tak! — Jej głos był teraz prawie płaczliwy, pełen potrzeby. — Och, tak, wujku, proszę, nie przestawaj…

 

Marek poczuł, jak jego własne pożądanie narasta, jak krew pulsuje mu w słupku, domagając się uwolnienia. Ale nie teraz. Nie tutaj, gdzie Grzegorz mógł się obudzić, gdzie każdy hałas mógł ich zdradzić. Potrzebował więcej. Potrzebował jej całej.

 

— Chodź — powiedział, podnosząc się z krzesła z Olą w objęciach. Jej nogi owiązały się wokół jego talii, a ona jęknęła protestująco, gdy oderwał usta od jej szyi. — Na górę. Teraz.

 

Ola nie protestowała. Jej oczy były zamglone, pełne pożądania, gdy skinęła głową, a jej usta znów znalazły jego ucho, wyszeptując:

 

— Tak, wujku. Zabierz mnie. Chcę cię całego.

 

Marek nie potrzebował więcej zachęty. Z jednym ramieniem podtrzymującym jej tyłek, a drugim owiniętym wokół jej talii, poniósł ją w kierunku schodów. Każdy krok sprawiał, że jej piersi ocierały się o jego klatkę, a jej gorący oddech padał na jego skórę. Gdy dotarli na górę, kopnął drzwi do pierwszego lepszego pokoju – sypialni gościnnej, z dużym łóżkiem i zasuniętymi zasłonami. Wrzucając Olę na materac, stanął nad nią, patrząc, jak jej ciało wygina się w zapraszającej pozie, a ręce sięgają ku niemu.

 

— Rozebierz się — rozkazał, jego głos gruby z pożądania. — Chcę cię zobaczyć. Wszystko.

 

Ola nie wahała się ani przez sekundę. Jej palce drżały, gdy ściągała sweter przez głowę, odkrywając białą, koronkową bieliznę, która ledwo powstrzymywała jej pełne piersi. Marek obserwował, jak jej sutki przebijają się przez materiał, jak jej brzuch faluje z każdym szybkim oddechem. Gdy jej ręce opadły do legginsów, powoli, z rozkoszną wolnością, zsunęła je w dół, odkrywając białe, jedwabiste majtki, już wilgotne w kroku.

 

— Wujku… — Jej głos był teraz cichy, błagalny. — Patrzysz na mnie…

 

— Bo jesteś piękna — powiedział, klękając na łóżku między jej nogami. Jego palce ślizgnęły się po jej udach, aż dotknęły materiału majtek. Były gorące. Mokre. — Tak piękna, że nie mogę się powstrzymać.

 

Jego kciuk przesunął się po jej szparce przez materiał, a Ola jęknęła, jej biodra uniosły się ku niemu, szukając więcej.

 

— Proszę… — Jej ręce chwyciły jego nadgarstki, jakby chciała go powstrzymać, ale jej ciało mówiło coś zupełnie innego. — Proszę, dotknij mnie…

 

Marek nie kazał jej powtarzać. Jednym szarpnięciem zerwał z niej majtki, odkrywając różową, wilgotną cipkę, której wargi były już spuchnięte z pożądania. Jej zapach uderzył go jak cios – słodki, musujący, zapach młodej, nienasyconej kobiety.

 

— Tak bardzo jesteś mokra — wymruczał, przesuwając palcem wzdłuż jej szpary, od wejścia aż do łechtaczki, która pulsowała pod jego dotykiem. — Czekałaś na to, co?

 

— Tak! — Jej głowa odrzuciła się do tyłu, a palce zacisnęły się na pościeli. — Czekałam… odkąd cię zobaczyłam…

 

Marek nie mógł już dłużej czekać. Nachylił się i przywarł ustami do jej cipki, jego język natychmiast zanurzył się w jej wilgoci. Ola krzyknęła, jej biodra szarpnęły się do góry, a ręce wpiły się w jego włosy, przyciskając go do siebie.

 

— Och, Boże! — Jej głos był teraz pełen desperacji, jej nogi owiązały się wokół jego głowy, jakby chciała go uwięzić, zmusić, by nigdy nie przestawał. — Wujku, ja… ja zaraz…

 

Marek wiedział, że jest blisko. Jego język poruszał się szybko, okrążając jej łechtaczkę, ssąc ją, gryząc delikatnie, aż dziewczyna zaczęła drżeć, jej ciało napinając się jak łuk. Gdy wsunął w nią dwa palce, krzyknęła, jej wewnętrzne mięśnie zacisnęły się wokół nich, a jej orgazm eksplodował z siłą, która zaskoczyła nawet jego.

 

— Tak, kurwa, tak! — jęczała, jej biodra podrygując, a sok płynął z niej obficie, zalewając jego rękę, jego usta. — Och, och, och…

 

Marek nie dał jej czasu na ochłonięcie. Gdy tylko jej drżenie zaczęło słabnąć, uniósł się, chwytając ją za biodra i przewracając na brzuch. Jej pośladki – pełne, jędrne, idealne – uniosły się w powietrze, gdy podłożył pod nią poduszkę, unosząc jej tyłek jeszcze wyżej.

— Teraz — warknął, rozpinając spodenki i uwalniając swojego kutasa, twardego jak stal, gotowego wejść w nią z całą brutalnością, na jaką zasługiwała. — Teraz ci pokażę, jak się pieprzy prawdziwą kobietę.

 

Ola jęknęła, gdy poczuła, jak głowa jego członka ociera się o jej wilgotne wejście. Była ciasna – kurwa, była tak ciasna, że Marek musiał wstrzymać oddech, by nie skończyć, zanim jeszcze zacznie.

 

— Proszę… — Jej głos był teraz ochrypły, pełen lęku i pożądania. — Nie bój się mnie zranić. Chcę czuć cię całego.

 

To było wszystko, czego potrzebował. Jednym, mocnym pchnięciem wsunął się w nią, rozrywając jej niewinną cipkę na swojej długości. Ola krzyknęła, jej palce wpiły się w pościel, a jej ciało szarpnęło się do przodu, jakby chciało uciec przed tym natarciem. Ale Marek trzymał ją mocno, jego palce wbijały się w jej biodra, gdy zaczął się w niej poruszać – najpierw powoli, pozwalając jej przyzwyczaić się do jego rozmiaru, a potem coraz szybciej, coraz harder, aż łóżko zaczęło skrzypieć pod ich ruchami.

 

— Jesteś taka ciasna, kurwa — syknął, jego biodra uderzały w jej pośladki z mokrym, klapiącym dźwiękiem. — Tak kurwa dobrze.

 

— Wujku! — Ola płakała teraz, jej głos pełen bólu i rozkoszy, jakby te dwie rzeczy stały się jednością. — Och, Boże, ja… ja nie wytrzymam…

 

— Wytrzymasz — warknął, chwytając ją za włosy i pociągając jej głowę do tyłu, aż jej plecy wygięły się w łuk. — Wytrzymasz, bo ja ci każę.

 

Jego drugą rękę przesunął do przodu, znajdąc jej łechtaczkę, i zaczął pocierać ją w rytm swoich pchnięć. Ola krzyknęła, jej ciało drżało, a jej cipka zacisnęła się wokół niego jak imadło.

 

— Zaraz skończysz — powiedział, jego głos ochrypły z wysiłku. — Zaraz skończysz na moim kutasie, mała dziwko.

 

I wtedy to się stało. Jej krzyk był przeraźliwy, pełen ekstazy, gdy jej orgazm uderzył z siłą, która niemal go z niej wyrzuciła. Jej sok lał się po jego jajach, gorący i obfity, a jej cipka pulsowała wokół niego, jakby chciała wyssać z niego wszystko.

 

Marek nie mógł już dłużej wytrzymać. Z ostatnim, brutalnym pchnięciem wbił się w nią aż po jaja, jego nasienie trysnęło z niego w gorących strumieniach, wypełniając ją, znacząc ją. Ola jęczała, jej ciało drżało pod nim, gdy czuła, jak wypełnia ją, jak jego sperma spływa z niej, gdy w końcu się z niej wysunął.

 

— Teraz jesteś moja — wysapał, opadając na nią, jego usta przy jej uchu. — Rozumiesz? Moja.

 

Ola skinęła głową słabo, jej ciało wciąż drżało z resztek orgazmu.

 

— Tak, wujku — wyszeptała. — Twoja

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Kamil kowalski

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *