Kolejna zdrada i znowu Marlena… chociaż po drodze była nie tylko Marlena, ale nie o tym ta historia…
Pierwszy raz z Marleną okazał się ostatnim, oboje chcieliśmy być odpowiedzialni. Ja miałem żonę, ona kumplowała się Marleną, teraz w moim życiu pojawiło się też dziecko. Relacja między mną a Marleną była typową znajomością z siłowni – luźna rozmowa i nic więcej. Z uwagi na kontuzję i urodziny dziecka przestałem też chodzić na siłownię.
To było ponad rok po mojej zdradzie i wspaniałym seksie z Marleną – niedzielna wizyta u teściów, wchodzę, patrzę, a tam Marlena! Związała się z moim szwagrem, który pracował w innym mieście i widywali się tylko w weekendy – u niego lub w naszym mieście. Jak ją zobaczyłem to jakby uderzył mnie piorun, ale musiałem trzymać emocje na wodzy, bo obserwatorów było dużo (w tym przebiegła siostra mojej żony, z którą też w międzyczasie parę “rzeczy” się wydarzyło). Przywitaliśmy się normalnie buziakiem w policzek jak wszyscy, później typowa rodzinna gadka szmatka, a ja zawiesiłem się z myślami jak rżnąłem się bez opamiętania w moim małżeńskim łożu z obecną dziewczyną mojego szwagra.
Luźniejsza atmosfera była, gdy Marlena przyjeżdżała z moim szwagrem do naszego domu w odwiedziny do nas i mojego dziecka. Rozmawiało nam się dobrze, dało się odczuć, że ze szwagrem nie ma takiego flow, ale mimo wszystko unikałem w towarzystwie kontaktu wzrokowego żeby czegoś nie zdradzić. Trudniej było jak zostawaliśmy sam na sam (jak np. w kuchni, w której zaczął się poprzedni raz i posuwałem ją od tyłu na stojąco). Te głębokie spojrzenia w oczy, przygryzanie warg, próby dotyku niby przypadkowego – wszystko to pokazywało, że iskra, która nas wtedy rozpaliła wcale nie ugasła mimo upływu czasu. Jednak musiałem się pilnować, bo miałem za dużo do stracenia.
Pewnej niedzieli przyjechali oboje na kawę. Rozebrała kurtkę, a pod nią miała obcisłe jeansy, które eksponowały jej wspaniały tyłek, który kręcił mnie od zawsze, dodatkowo obcisła bluzka, która dawała złudzenie, że tyłek jest jeszcze większy. Nie powiem, coś mi drgnęło w spodniach od tego widoku, zwłaszcza, że żona nie doszła jeszcze do siebie po ciąży i byłem trochę wyposzczony. Zostaliśmy sam na sam w kuchni (tak tej samej kuchni pełnej wspomnień, o której mowa powyżej i w poprzedniej części historii) i znów to samo, spojrzenia, gesty i nagle sięgając po herbatę do szafki przetarła dość mocno swoim tyłkiem o mój rozporek… na pewno poczuła tam coś sterczącego. Odwracając się w moją stronę, patrząc mi w oczy musnęła swoimi ustami o moje, trochę otwarte z zdziwienia. To już było dla mnie za dużo i szybko wyszedłem z kuchni do łazienki – musiałem rozładować napięcie i szybko sobie strzepałem.
Wróciłem już do salonu, gdzie siedzieli wszyscy razem. Unikałem wzroku Marleny, chociaż widziałem, że go szukała. Jako, że był to przełom zimy i jesieni i non stop padał deszcz, rozmowa zeszła na temat dojazdów i powrotów z pracy. Marlena nie miała prawa jazdy, pracowała dość daleko (3-4 km od domu), a szwagier, na co dzień był w innym mieście. Jako, że jestem raczej osobą pomocną, bez zastanowienia rzuciłem, że dla mnie to nie problem podrzucić ją do domu po pracy, bo musiałbym tylko trochę nadrobić swojej drogi z pracy. Nikt w tym nie widział nic złego, Marlena wprawdzie się trochę opierała (widziałem, że na pokaz…). Uzgodniliśmy wszyscy razem, że jakby, co to może do mnie dzwonić, a ja jak będę mógł to jej pomogę. Nikt nic nie podejrzewał, bo nie mógł…
Nie musiałem długo czekać… nazajutrz… poniedziałek … godzina 15:00 dzwoni telefon – Marlena – pyta czy zgodnie z wczorajszą rozmową mam czas i mogę ją podwieźć do domu. Powiedziałem, że w sumie to tak, bo już miałem kończyć pracę i jechać do domu, a faktycznie lał deszcz. Sam jej głos sprawił, że coś mi drgnęło w spodniach. Przed wyjściem z pracy poszedłem do łazienki się odświeżyć, bo już wiedziałem, co jest grane. Podjechałem na parking jej firmy, stała z parasolem z torbą dokumentów w drugiej ręce. Wsiadła, zwyczajowy w naszej rodzinie buziaczek w policzki na powitanie i ruszyliśmy do jej domu. Rozmowa jak zawsze rozkręciła się szybko i droga mimo, że w korku minęła nie wiadomo kiedy. Pod jej domem w aucie spojrzeliśmy sobie w oczy i w tym momencie przepadliśmy… zapytała czy pomogę jej ponieść torbę na górę, bo trochę bolą ją plecy. Oczywiście się zgodziłem – mieszkała na 3 piętrze, szedłem schodami za nią i z każdym półpiętrem byłem bardziej nakręcony. Otworzyła drzwi, weszła pierwsza, ja zaraz za nią. Gdy tylko zamknęły się drzwi zobaczyłem, że nie ma już butów i kurtki i klęczy przede mną rozpinając rozporek, mój kutas już stał, więc wyskoczył z majtek. Wtedy wzięła go do buzi patrząc mi w oczy. Byłem zaskoczony, bo raczej miałem ją za tą grzeczniejszą, która brzydzi się takich rzeczy. Mój kutas znikał w jej ustach, ale nie cały, całego nie dała rady, chociaż było blisko. Dociskałem jej głowę ręką lekko trzymając za włosy. Dobrze, że poprzedniego dnia strzepałem sobie 2 razy, bo w przeciwnym razie bym skończył na samym wejściu. Mój kutas sterczał i był już twardy jak skała. Wyjąłem kutasa z jej ust, podciągnąłem za ramiona do góry żeby wstała, a ona od razu wskoczyła na mnie, oplotła mnie nogami i zbliżyła swoje usta do moich, całowaliśmy się namiętnie. W tym czasie zrobiłem kilka kroków do przodu i zobaczyłem solidny stół w kuchni. Położyłem Marlenę na nim plecami, szybko zdjąłem ubranie, byłem już całkiem nagi i pomogłem jej rozebrać spodnie, sama zdjęła bluzkę. Pod spodem miała koronkową czerwoną bieliznę – nie wiem skąd wiedziała, że to jest coś, co mnie najbardziej kręci w kobiecym ubiorze (może rozmawiała o tym z moją żoną?), skąpy stanik i stringi erotyczne z otworem na cipce. Nie miałem ochoty tego rozbierać. Jej cipka była już bardzo wilgotna, ale rzuciłem się na nią swoim językiem. Pieściłem ją z różną siłą, w różnym tempie i słyszałem jak pojękuje z rozkoszy, aż usłyszałem taki głośniejszy szept – weź mnie i zerżnij! Podziałało to na mnie jak płachta na byka, wstałem na równe nogi i pchnąłem go szybko i mocno w jej cipkę, aż zajęczała głośno. Założyłem jej nogi na moje ramiona i posuwałem ją mocno, aż stół się ruszał, ona jęczała coraz głośniej, oddech przyspieszał, stawał się płytszy, znałem to. Nagle zajęczała głośno, spięła nogi, któe wyprostowały się na moich ramionach, tyłek podskoczył do góry. Ja nie chciałem jeszcze kończyć. Wziąłem ją na ręce, zaniosłem do pokoju, rzuciłem na łóżko, chciałem swojej nagrody, swojego deseru – chciałem jej tyłka, złapać te umięśnione pośladki mocno i wbić się mocnym ruchem i posuwać coraz mocniej i szybciej, długimi ruchami, czułem jak odpływam, słyszałem jak ona jęczy coraz głośniej, czułem, że jestem blisko, nagle pchnąłem mocniej tak, że osunęła się na brzuch, krzyknęła głośno, ja czułem, że strzeliłem w niej, jej zesztywniały nogi, poczułem jak zaciska się cipka. Leżałem chwilę na niej, później obróciliśmy się na bok i leżeliśmy przytuleni bez poczucia czasu. Gdy wstałem i spojrzałem na rzucony na środku pokoju zegarek była już 17:30… 5 nieodebranych połączeń od żony. W głowie już myślałem, jaką historię jej sprzedać… na szczęście moja praca jest nienormowana, więc o tyle łatwiej. Ubrałem się do wyjścia, Marlena dalej leżała na łóżku z przyspieszonym oddechem, czerwona, spocona. Pocałowałem ją w ramię i wyszedłem. Zdradziłem, jednocześnie żonę i jej brata – mojego szwagra, ale jestem już za duży i zbyt dobrze mi było żeby to rozpamiętywać. Tydzień był wybitnie deszczowy. Dwa tygodnie później szwagier powiedział mojej żonie, że rozstał się z Marleną. Jednym z głównych powodów kłótni był sex – ona nie chciała, jak tak to krótko, twierdziła, że nie jest dla niej najważniejszy. Tak sobie tego słuchałem i zastanawiałem, że coś mi się tu nie zgadza… Wychodzi na to, że ludzie muszą czuć się nawzajem żeby było dobrze. Z Marleną za każdym razem było to wyższe przeżycie – przynajmniej dla mnie.
Jako, że po rozstaniu Marleny ze szwagrem moje podwózki wyglądałyby dziwnie, to nasze okazje do spotkań się skończyły. Wkrótce potem wyprowadziła się do innego miasta. Widzieliśmy się w przeciągu 2 lat tylko raz na placu zabaw – ja ze swoimi dziećmi i żoną, ona z siostrzeńcami … w oczach nadal był ten sam ogień i ten sam flow w rozmowie. Wtedy też sobie pomyślałem, że los nie spotkał nas 1-2 lata wcześniej…
Leave a Reply