Budzik. Jego dźwięk po raz kolejny zaburzał romantyzm gry światła subtelnie przedostającego się przez zasłonki w sypialni Izy. Sypialni ostatnimi czasy tak często wybrakowanej przez nieobecność męża tłumaczonej jako wyjazd.
Nie chciało się jej nawet weryfikować tych podejrzeń. Przyzwyczaiła się do tego stanu. Stanu ,w którym idzie spać i budzi się sama, sama się zaspokaja.
Co jakiś czas tę monotonię przerywało nagłe pojawienie się jej rycerza w zbroi (Antoniego) który w mechaniczny sposób spełniał jej potrzebę bliskości z mężczyzną. Mechaniczny jak zakres ruchów owego rycerza w zbroi. Napędzało go do tego seksowne i wysportowane, choć nie muskularne ciało Izy. Gdy tak już leżał nad nią w tym akcie po raz nie wiadomo który z rzędu zawsze chętnie przytrzymywał ją za wypracowane, obfite i jędrne jak całe ciało pośladki- jej główny atut. Nie mogło być inaczej ze względu na zaplanowany budżet zakładający cykliczne przeznaczanie sporej części wypłaty na naturalne zabiegi. Nie pomagał nawet jego nielichy sprzęt. Czasami więcej frajdy sprawiał jej zaawansowany wibrator w którym można było wybrać funkcję losowego działania. Nie mogła przewidzieć kiedy będzie delikatny jak szept, a kiedy gwałtowny jak burza.
Do tego, jak w wielu tego typu przypadkach ,,czynnikiem stabilizującym” było niepełnoletnie dziecko.
Koniec sygnału. Wszystkie te rzeczy pojawiały się w jej myślach do czasu gdy usłyszała kolejny sygnał, ten definitywnie nakazał jej zmianę pozycji z horyzontalnej na pionową. To prawo jakie obejmowało również następujący po wstaniu trening było dla niej niezmienne w przeciwieństwie do tego nieustannie się zmieniającego. To najbardziej formalne było bowiem jej zajęciem które zresztą dawało jej satysfakcję.
Nieubłaganie mijały ostatnie chwile gdy mogła pozostawić swoje włosy w lekkim nieładzie jak osobiście lubiła. Obawa przed spóźnieniem była najwłaściwszą z emocji która jej mogła teraz towarzyszyć. Pach! Nawet nie udało się jej uchwycić momentu gdy znalazła się fizycznie i myślami w swoim biurze w jednej z prestiżowych adwokackich kancelarii. Inna opcja nie wchodziła w grę: cały świat niezwiązany z prawnymi lukami mógłby równie dobrze dla niej w tym czasie nie istnieć. Komu tym razem trzeba będzie anulować grzywnę lub wyrok? W myślach zgadywała czy to będzie biznesmen czy jakiś decydent.
,,przyjdź do mnie, proszę” – przeczytała wiadomość od szefa. Osobiste spotkanie podkreślało powagę sytuacji. Czekał tam na nią szef z (chyba) Mirkiem. Widywała go czasami na korytarzach biura. Był tajemniczy- rozmawiał z nią chyba ze dwa razy. Często jeździł na delegacje.
– Znasz Mirosława? Obsługuje ważnych klientów z grup przestępczych. To podobna dziedzina do twojej. Mirosław za miesiąc przechodzi na emeryturę a kancelarii jest potrzebny jego następca. Gra się toczy o całe lata odsiadki więc potrzebny będzie zdolny adwokat jak ty. Mirosław wszystko ci wyjaśni u ciebie, chciałbym żebyś przez jakiś czas została jego partnerem – przedstawił zadania prosto z mostu szef nie dając jej nawet chwili na odpowiedź.
– Chodź – powiedział do Izy trzymający przez cały czas nonszalancko ręce w kieszeni. W swoim biurze objaśniał jej cały egzotyczny świat Grupy Garwolińskiej gdzie łamanie prawa jest sposobem na życie. Zaczął od spraw najbardziej formalnych związanych stricte z jej zawodem, przechodząc do omówienia ich ,,biznesów” a kończąc na najbardziej życiowych gdzie tłumaczył jej że jak się ich dociśnie to nawet założą krawat na rozprawę. Gra toczyła się o miesiące lub lata odsiadki więc rzucona została od razu na głęboką wodę. Z jednej strony to wszystko było dla niej przerażające a z drugiej pociągające. W ścianach biurowca obiło się jej już kiedyś o uszy parę wzmianek o ,,gangusach” ale nie interesowało to jej nigdy. Z przyzwyczajenia rzuciła się w wir pracy. Nagle w jej głowie pojawiło się zwątpienie w to co robi. Ale nie mogła przecież zawieźć swojej ukochanej kancelarii. W pewnym sensie ten przypadek był dla niej urozmaiceniem pracy.
– Jedziemy na imprezę do Garwolina – zarządził raptem Mirosław. Częste imprezy były bowiem powszechne w korporacjach jak i mafiach.
– Rozluźnij się trochę, nie jedziesz na obiad do swojej teściowej tylko na imprezę do gangusów – zachęcił ją gdy dojeżdżali do Garwolina, jednocześnie powstrzymując się przed poproszeniem o rozpięcie chociaż jednego guzika koszuli u reprezentanta płci awanturniczej.
Wszystko działo się tak szybko jakby właśnie zbijała światła maszyny bokserskiej. Poukładała w swojej głowie zaistniały problem tak: arealny Garwolin w starciu z legendowym Mińskiem na arenie którą był mityczny Otwock. Z jednej strony była nadal w swoim kraju ale z drugiej to Bali znała lepiej niż Mazowsze.
Dotarli właśnie pod willę jednego z ,,żołnierzy”. Typowy budynek pałacykopodobny.
– Witam mojego ulubionego adwokata! – powitał entuzjastycznie starego mecenasa Wąż.
Mirosław rozłożył ramiona w symetryczny sposób do średniego wzrostu mężczyzny. Miał na sobie ciemne jeansy i golf w dokładnie tym samym kolorze któremu wyrazistości dodawał jedynie złoty łańcuch. Spojrzał przelotnie na Izę.
– Mirek! – powiedział nieco karcącym tonem jednocześnie klepiąc po barku Mirosława.
– Tylko działamy razem – odpowiedział z wyraźnym uśmiechem.
– Co mam ci mówić Mirek, weź ją nad Mamuci, włącz do tego jakąś muzykę… – zaproponował jednocześnie wskazując ręką w którym kierunku powinni się udać.
W środku znajdowało się już paru wraz z jedną z pracujących dla nich prostytutek i nie mniej wyuzdaną żoną któregoś z nich.
– Miruś! – usłyszeli nagle po czym Mirosław zwrócił się w stronę prawie że krzyczącego wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny koło czterdziestki z wyraźnymi zmarszczkami. Tego dnia miał na sobie garnitur w pastelowych kolorach z rzucającym się w oczy złotym talizmanem z kołem sterowym zarzuconym jak krawat.
– Króla tylko nie da się nigdy przekonać do założenia krawata – wtrącił uwagę nauczyciel, którą to Iza sumiennie przyswoiła
– oj tam oj tam – odpowiedział szef
– Widzę że przeżywasz drugą młodość Mirek… – odrzekł Król skanując miarowo od góry do dołu każdą część ciała partnerki w ubraniu formalnym, choć podkreślającym jej figurę.
– To tylko moja partnerka Iza – odparł z rozpędu z nadzieją na wystudzenie emocji Mirosław.
– Król – przedstawił się ze szczerym uśmiechem seks bombie niepodzielny władca. W tym świecie w przeciwieństwie do tego Izy sztuczność była karana przynajmniej ostrym spojrzeniem. W tym aspekcie sędzią był akurat każdy.
Wskazał Izie na kanapę na której siedziała żeńska część biesiadników. Męska była bowiem całkowicie zajęta grą w pokera na same żetony co wydało się Królowi iście męską rozrywką. Nad kanapą unosiła się chmura dymu od elektryków. Palenie umilały im klipy disco polo lecące na telewizorze.
– Skręta, kreskę? – zaproponowała jej żona, nie mniej wyuzdana od siedzącej obok prostytutki. Diabelskiego pudru unikała zawsze jak ognia. Blanta chętnie skosztowała.
– Hinduski? – zapytała po zaciągnięciu.
– widzę że znajdziemy wspólne tematy – odparła żona.
Znienacka do salonu wtargnął jak burza Rycerz domagający się ujmy na horze Węża.
– Skurwysyn chował się tylko za silnikiem– skierował w stronę Węża zarzut rycerz w kevlarowej zbroi skrytej pod dresem.
– Jak miałem ciągle napierdalać do Mińskich skoro do mnie ciągle napierdalali? – próbował wywinąć się od odpowiedzialności Wąż
– napierdalali nie napierdalali, jesteśmy grupą więc wszyscy tyle samo do innych napierdalamy, a najlepiej tyle co kozak Kat – przytoczył niepisane zasady w swoim stylu rycerz.
– Stop! – krzyknął nagle przerywając wrzawę Król.
– Wszyscy mają się rozebrać! – zarządził następnie.
Momentalnie wszyscy niczym zahipnotyzowani z wyjątkiem Izy i prostytutki zaczęli wykonywać nie podlegające negocjacji polecenie rozsznurowywując swoje botki lub rozpinając koszule. Jedynie Król pozostawił na sobie ośmioramienny talizman który był dla niego symbolem zasad które pozwalają mu utrzymać się na powierzchni tak jak koło sterowe utrzymuje na niej statek.
–Jak to? – wydusiła z siebie drżącym głosem prostytutka ufizyczniając jednocześnie myśl Izy.
– Jeśli ktoś ma tu coś do ukrycia to wszystko z siebie zrzucając odkryje to co powinno zostać przed wszystkimi ujawnione, wy dwie także – tłumaczył prostytutce swoją outsiderską filozofię Król, jednocześnie zachęcając Izę do wzięcia udziału w niemej rozprawie.
Guru Izy – Mirosław, rozpinał właśnie kolejną połowę guzików. Już dawno temu został zahipnotyzowany tak samo jak prostytutka minutę temu, która na skutek swoistego czaru odsłaniała właśnie na światło dzienne swoje młode, sprężyste piersi.
Iza nie była pewna czy to słowa Króla czy eksces który właśnie widziała, czy sama Ganja namieszały jej w głowie. Resztkami sił przywołała do siebie swój logiczny umysł który podpowiedział jej że z gangsterami lepiej nie zadzierać.
Tej rady się posłuchała.
Sama chciała mimowolnie rozpinać guziki swojej koszuli by potem nie czuć wstydu. Odsłaniała właśnie koronkowy biustonosz który założyła rano z myślą o wracającym wieczorem Antonim. Raptem wbił w nią swe oczy wojownik prawdy Rycerz. Piękno mężatek było jedyną pokusą z którą nie mógł zwyciężyć ów wojownik. Z jednej strony czuła wstyd pokazując gnojkowi swoje ciało którego zresztą nie powinna pod żadnym pozorem się wstydzić, a z drugiej czuła dumę że nawet młodemu jest w stanie zaimponować. To drugie wzięło górę- kontynuowała rozbieranie jednocześnie patrząc się prosto w oczy ,,spragnionemu”. Całe to misterium przerwał nieoczekiwanie cichy metaliczny dźwięk wzbudzony nagle przez łańcuch który właśnie wypadł z kieszeni jeansów Węża na podłogę.
– Stop! – krzyknął niespodziewanie król wybudzając wszystkich z letargu.
– Co to jest? – zapytał Węża Król.
– Jednego chuja postrzeliłem w ramię tak że nabój przerwał kajdan, nie zauważył nawet że go zgubił. Po całej akcji zabrałem go se. Fajna pamiątka – wtedy pomyślałem.
– Wersję Węża uznaję za prawdziwą – uniewinnił tym samym Wężą Król po czym wszyscy zaczęli się z powrotem ubierać.
Jedyną rzeczą która niejako zahipnotyzowała Izę była wyciosana i owłosiona klata Króla. Wpatrywała się w nią. Spotkała się wtedy z jego przenikliwym wzrokiem. Stał tak przez chwilę nieruchomo dla niej jakby chciał żeby dobrze zapoznała się z archetypem męskości. Spuściła głowę.
– Bez urazy! – niejako nakazał Rycerz oskarżycielowi pogodzenie się tą sekwencją zdarzeń jednocześnie chwytając go za ramię.
Odpowiedział spojrzeniem wskazującym na sztuczność wypowiedzi Węża.
– Pamiętaj jednak że według tybetańskiej Księgi Umarłych lepiej jest narodzić się jako człowiek niż Bóg, ponieważ dzięki temu można bezpośrednio pomagać innym ludziom, nie zmarnuj…
– Tak jest! – odpowiedział półgłówek przerywając skłaniający do poświęceń wywód Króla
Zjadła coś grillowanego słuchając przy tym o interesach bandytów. Z każdym zrobiła sobie selfie (gnojkiem również), po czym Mirosław odwiózł ją do domu.
– dzisiaj wyjątkowo dwa treningi sobie zrobię – powiedziała do siebie pragnąc w ten sposób doprowadzić się do normy.
Po zatrzaśnięciu drzwi udała się do swojego pokoju obok żeby po raz kolejny zanurzyć się w morzu rozkoszy wywoływanej przez jej osobistego Supermana pod postacią zakrzywionego pręta. Ustawiła swój ulubiony tryb i oddała się swojej zabawce na dobre i na złe, nie zawsze bowiem zadowalał ją w stu procentach co zresztą poczytywała sobie jako zaletę; tak jak nie da się zgrać w pełni dwóch kochanków tak on jej nie zadowalał w pełni. Tym razem wyobrażała sobie siebie w objęciach Króla. Znajdował się teraz w sferze jej fantazji z gatunku tych gdzie oddaje się innemu znanemu z imienia i nazwiska. Choć wolała młodszych to znajdowała w nim coś pociągającego. Odtwarzała teraz uczucia związane z zobaczeniem go po raz pierwszy, z usłyszeniem jego niskiego głosu. I w końcu ten widok jego muskularnej klaty. Zabawka postanowiła działać subtelnie. Wyobrażała sobie jak zajmuje się nią w ten właśnie sposób. Niespodziewanie całą tą idyllę przerwało coś na kształt wybuchu. Wyobrażała sobie teraz jak próbuje ją posiąść w pełnym tego słowa znaczeniu. Zaczęła jednocześnie poruszać ręką po to by kierować urządzeniem pod różnymi kątami. Zabawka postanowiła nagle wykonać parę najmocniejszych drgnięć oddzielonych od siebie zupełną przerwą po to tylko by zupełnie niespodziewanie wrócić do trybu bryzy. I tym razem ustrojstwo ją zadowoliło.
Parę godzin później nastawiła się dodatkowo Antoniemu po czym poszła spać.
Z chłopca na posyłki do decydentów stała się jakby członkiem rodziny Garwolińskich. Po odejściu Mirosława obsługa chłopaków stała się jej jedynym zajęciem. Ubierała się coraz bardziej prowokacyjnie, upodabniając się do najbardziej podstawowego z trybików ich przestępczej machiny. Po wiele z elementów jej garderoby jeździli z nią razem na zakupy w zamian za sprawnie załatwione sprawy. Jedynym warunkiem było zapozowanie przed sponsorem co sprawiało jej przyjemność. Szef kancelarii akceptował te zmiany mając na uwadze to że nie spotyka się z przedstawicielami Polskiego Związku Modelarzy, jeździ często na całodniowe imprezy oraz to że zmienną jest.
Pewnego razu postanowiła zaszaleć nie tylko zakupowo.
– Co myślisz o tym? – zapytała z maślanymi oczami Węża wskazując na spódnicę której daleko było do skromności.
– Odrobinę przydroga – odpowiedział grzecznie.
– Przecież wiesz że jest super… – próbowała przekonać gnojka który miał gust.
– Chodź ze mną – nakazał rozweselonej zakupami kobiecie udanie się w stronę przymierzalni trzymając ją za rękę.
Udała się tam krokiem dziewczynki podskakującej po polanie wiedząc że tam gdzie był choć jeden z nich, nie stanie się jej krzywda.
– Chciałbym cię wylizać – zaproponował oferując jedynie pakiet z dwoma prezentami. Powiedział to tak samo prosto z mostu jak szef kancelarii gdy usłyszała od niego prośbę o obsłużenie Grupy.
Otworzyła usta próbując wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Nagle przez głowę przeszła jej myśl że być może pierwszy raz zrobiłby to z kobietą na poziomie (której nie miał odwagi poprosić o więcej). Gdyby nadal obsługiwała podstarzałych biznesmenów nawet by na niego nie spojrzała. Nigdy nie opuściłaby swojego kołowrotka. Jej los jednak potoczył się inaczej.
– W sumie chętnie zabawię się z męską prostytutką – doszła do wniosku.
– Nikomu nie powiesz? – spytała jakby to miało jakieś znaczenie.
– Słowo żołnierza – zobowiązał powołując się na swój status.
Rozejrzała się na boki.
– Na kolana! – rozkazała niespodziewanie.
Przez chwilę stał wryty z podobną miną co Iza chwilę wcześniej po czym posłusznie przed nią uklęknął upodabniając się tym samym do swoich podwładnych.
Otworzyła przed nim kurtynę boksu. Przypomniało się jak była z Antonim na Bali. Do ich ulubionej knajpki wchodziło się przez podobną kurtynę. Dzięki temu prostemu rozwiązaniu w środku nie unosiły się tumany kurzu nanoszonego z zewnątrz. Było to w czasach gdy ją kochał. Wszedł na klęczkach. Usiadła na taborecie rozpościerając przed nim trzęsące się nogi.
– Do roboty! – wydała polecenie.
Nie musiała powtarzać polecenia. Młodzieniec zaczął od całowania jej ud i okolic intymnych przez majtki. Po chwili zadarł je na bok po czym wszedł językiem jednocześnie zajmując się ustami obszarami do które dochodziło słońce. Niczym wąż wił się w niej jak w zeznaniach na komendzie. Nikt jej nie znał w tej okolicy więc zaczęła wydobywać z siebie melodię uczuć. Był to dla niego sygnał do szturmu. Chwyciła go za cienko przystrzyżoną głowę przyciskając do siebie. On wtedy złapał ją od tyłu za kuszącą krągłość. Kierowała nim jak wibratorem tylko doskonalszym- żywym. Emanowała od niego brutalna rządza udowodnienia jej że ma predyspozycje do zostania jej podwładnym. Dowiódł tego doprowadzając dojrzałą władczynię do spazmu połączonego wystrzałem tak silnym jak jego ulubiona strzelba. Spił całą tą amunicję przywartymi do niej ustami.
– Dobra robota! – powiedziała władczyni po czym wstała i pocałowała biblijnego Węża w policzek.
Wyszli zapominając o zakupach.
Nie musiała czekać długo gdy pojawiła się okazja do następnego wypadu. Tym razem z Królem.
– Co myślisz o tej sukience – zapytał wskazując na długą do ziemi suknię z odsłoniętymi ramionami.
– Gdzie ja bym w niej chodziła… – miotała się w tłumaczeniu Iza ponieważ odsłanianie całych partii nie było w jej stylu.
– Mogłabyś do mnie przyjść w niej na kolację – zaproponował.
Zdała właśnie sobie sprawę z zagrożenia jakie niesie za sobą kiełkujące właśnie obustronne uczucie.
– A potrafisz ugotować coś zdrowego? – zapytała prowokacyjnie Iza z jednej strony nie chcąc go zasmucić odmową spotkania a z drugiej nie chciała być wybredna gdy ktoś jej proponuje zjawiskowy strój.
– Przymierz chociaż– poprosił.
Zaprezentowała się w standardowych pozach: z rękami opartymi na biodrach i wypiętym nieco jednym z nich i drugiej lekko z boku żeby modowy juror ocenił jak sukienka opina jej pośladki.
Przywiózł ją jeden z szeregowych żołnierzy. Oczom Izy ukazała się rezydencja w dziewiętnastowiecznym stylu choć nie tak kiczowata jak Węża. Przed szklanymi drzwiami czekał na nią ubrany w garnitur o klasycznym kroju.
– Wyglądasz fenomenalnie – skomplementował na razie tylko jej kreację składającą się z sukienki odsłaniającej smukłe ramiona, wysokich szpilek, które kiedyś jej kupił i srebrnego naszyjnika.
–Przeszła po marmurowej podłodze w stronę przestronnego salonu. Bywała w bogato urządzonych rezydencjach ale wizyta w tej była zupełnie innym przeżyciem. Jej uwagę przykuły surrealistyczne obrazy namalowane w taki sposób jakby artysta chciał przelać na płótno swój sadyzm. Jakby chciał poznęcać się nad różnego rodzaju powołanymi przez niego do życia fantazyjnymi figurami.
– To moje pragnienia – opisał malunki jednocześnie określając ich autora.
Stół był zastawiony wybornie w nawiązaniu do kreacji gościa. Do tego słychać było szumiący jazz.
– To Argentyńskie? – zapytała wychodząc jednocześnie ze stanu zmieszania wywołanego kontaktem z sztuką ponieważ była fanką tej kuchni.
– Tyle tam można zobaczyć… – jakby westchnęła.
– Też tam byłem… z żoną …– odparł przypominając sobie wyjazd z żoną po tym jak zakochała się od pierwszego wejrzenia w barwnie opisywanym kraju wiecznego kryzysu.
Posmutniał
– O, a… żona…? – odpytywała Króla z zakamarków jego duszy, słyszała że ją kiedyś miał ale z kobiecej ciekawości chciała się dopytać.
– No ten rak… – próbował coś z siebie wydusić
– Rozumiem – powiedziała głaszcząc jednocześnie człowieka która miała wszystko i nic.
– Usiądź proszę – zaproponował zmieniając temat.
Jedli raczej w ciszy. Odstąpiła od drążenia tematu żony.
– Czy to tango? – zapytał jakby chciał stwierdzić.
Przybliżyła nieco odsłonięte ramię do podbródka a podbródek do ramienia jednocześnie patrząc się na Króla. Każdy mężczyzna z chociaż minimalnym doświadczeniem domyśliłby się o co chodzi.
Była jak liść na wietrze. W głębi nie chciała żeby w tej niebiańskiej choreografii prowadził ją przytrzymując z siłą wystarczającą do utrzymania się w powietrzu i jedynie w tych miejscach które były do tego wystarczające. Profesjonalizm minionego fachu rządzi się jednak swoimi prawami.
Po sześciu zrobiło się jej ciepło więc zaproponował wyjście na taras. Siedzieli koło siebie. Po pierwszej z tarasowych lampek zmieniła pozycję siedząc teraz na sofie jak na trawie z głową opartą o jego ramię. Nie była pewna czy to zapach Brutala kupowanego z przyzwyczajenia już od czasów gdy kradł portfele tak na nią działa, czy jego profesja była dla niej tak pociągająca.
– Czemu to wszystko? – doszła do wniosku że jednak to drugie.
– Co? – zapytał w przyjacielski w jego odczuciu sposób.
– Te interesy… – to i aż to bowiem jedynie TO zaburzało obraz.
– Taka moja dola – odparł tak jak osoba z denerwującym hobby mogła by odpowiedzieć na pytanie o hodowlę gołębi.
Podniosła jego rękę i opuściła na odsłonięty fragment pleców. Po części dla tego że robiło się jej zimno a lubiła patrząc na gwiazdy zastanawiać się jakby to było znaleźć się parę lat świetlnych bliżej tej lub tamtej. Eksperyment myślowy trudniejszy do przeprowadzenia wewnątrz. Oczywiście po części chciała poczuć obecność prawdziwego mężczyzny, takiego który nawet jak jest daleko to jest przy niej.
Dotknął jej stopy. Nie wzdrygnęła się z powodu ich zimna. Bezwzględna mogła być tylko na sali rozpraw. Czuła się w niej jak ryba w wodzie. Co innego było tu gdzie nie mogła się obronić jedynie ględzeniem. Musnął ją zaledwie. Zagarniał powoli dla zabawy nadmiarowy materiał sukienki odsłaniając jej łydki. Doszło właśnie do niej że tak samo jak nadal coś czuła do Antoniego, tak teraz zaczynała coś czuć do bossa. Położył rękę na jej łydce. I ją w końcu zahipnotyzował. Odwróciła do niego głowę. Zrobiła minę biednej dziewczyny. Stracił cierpliwość. Pocałował jej jędrne usta. Szamotała się w jego objęciach. Z jednej strony chciała mężczyzny który najpierw ją obroni a dopiero potem zastanowi się nad konsekwencjami bałaganu który przy okazji zrobi to z drugiej chciała żeby był delikatny jak wtedy w tańcu. Zwolnił tempo dostrajając się do jej częstotliwości. Przyłożył swój policzek do jej policzka dotykając przy tym swoimi ustami jej ust. Tym razem to ona go pocałowała w usta, zwiększając stopniowo intensywność. Złapał ją pewnie z boku muskając jednocześnie kciukiem pierś. Najpierw obszar odsłonięty a potem przeciskając się ten schowany. Zbliżyła rękę do jego klatki szukając najwyższego z guzików. Zrozumiał że nadszedł czas na akt w którym zrzucane są ubrania. Odgarnął fragment przy dekolcie odsłaniając jej pierś. Chwycił ją całą swoją pokaźną dłonią.
– Ooch! – jęknęła.
Całował ją jednocześnie ugniatając krągłość. Pomógł mężatce odpinając pozostałe guziki odsłaniając przy tym to za czym tęskniła od chwili gdy to ujrzała. Zaczęła to całować. Gładził rękami coraz niższe partie jej pleców zrzucając w ten sposób elegancki podarunek na ziemię. Leżała na nim w samych majtkach które nie stanowiły dla rozochoconego mężczyzny przeszkody. Włożył ręce pod nie ugniatając mocno pośladki. Odwdzięczyła się ruchami bioder co pobudziło pragnącego namiętności wdowca. Uniósł ją nie odrywając rąk od pośladków. Zaniósł ją do sypialni będąc przez cały czas przyssanym do niej ust. Rzucił ją na łóżko. Zsunął z siebie jednocześnie spodnie z bielizną odsłaniając napuchnięty organ. Ściągnęła wtedy bezszwowe odzienie dając mu przyzwolenie na eksplorację jej najskrytszych zakamarków. Łapiąc za uda przyciągnął faworytę do siebie. Czuła jak zanurza się w niej, czuła jego szorstką skórę. Robił to zdecydowanie czulej od Węża. Po dojściu do wniosku że się nadaje pochylił się nad nią i do samego końca wszedł. Nie zdążyła nawet zmienić wyrazu twarzy. Pchnął jeszcze raz. Odpychała go rękami żeby oddalić od siebie źródło bólu. Robił to w dobrze jej znanej za sprawą Antoniego pozycji ale wyraziściej. Przezywała też innego rodzaju emocje. Wyszedł jednak po to by po chwili odzyskać pożądanie. Zagłębił się jeszcze głębiej jakby aktywując uśpione geny neandertalczyka obecne u każdego z Homo Sapiens. Odzyskująca młodość trzydziestopięciolatka zaczynała przyzwyczajać się do poziomu bólu z którym mogła egzystować.
– Czekaj – powiedziała.
Zanim zdążył wyhamować pchnął jeszcze kilka razy. Obróciła go na plecy po czym zdecydowanym ruchem dosiadła.
Rozkoszowała się nim. Gładziła rękami po silnym brzuchu.
Odwzajemnił się zbadaniem sprężystości piersi.
Po paru minutach obrócił wzdychającą na plecy po czym podał jej do dłoni swoją męskość. Wiedziała co ma robić. Nie zapominała o jądrach. Po ustaleniu wspólnej chwili doszła jakby nawet nie miała trzydziestu lat.
– Izabela! – wydał z siebie dźwięk połączony ze spazmem.
W mgnieniu oka on też wystrzelił. Od łona aż do piersi. Leżeli zdyszeni, wpatrzeni w siebie. Tkwiła w odrętwieniu jakby dowiedziała się że ma w rzeczywistości dwadzieścia ileś wiosen. Niepasujący wiekiem do jej stanu osobnik przywarł wtedy do niej ustami namiętnie jakby chciał jej udowodnić w ten sposób że naprawdę ma ich tyle.
Współżyli ze sobą aż do późna w nocy przerabiając chyba cały podręcznik rozkoszy dla par. Rano zeszli nago na śniadanie. Pobyli jeszcze jakiś czas ze sobą po czym się rozdzielili…
Leave a Reply