Wiarygodne są dzieje Ronana i potomka jego zwanego Ronald, bo za prawdę szamanom znane są przeszłość jak i przyszłość. Zechciejcie, więc ich perypetii przez nawie kniei kazruńskich mi objawionych wysłuchać!…
Ronald tak jak każdy inny szesnastolatek chętnie skorzystałby z nadarzającej go okazji żeby zarobić spore pieniądze, do tego, fortunnie, małym wysiłkiem. Ryzyko z tym związane było rzeczą drugorzędną. Zgłosił się, jako chętny do wzięcia udziału w tajnym naukowym eksperymencie w pobliskiej placówce badawczej nowopowstałego tajnego instytutu. Nadawał się idealnie. Młodego, dodatkowo potrzebującego pieniędzy na rzeczy służące w korzystaniu dóbr cyfrowych w razie, czego jest najłatwiej zastraszyć. Wyszedł z domu piątkowego wieczoru mówiąc mamie, że idzie po prostu sobie dorobić. Słyszał, że seria badań ma dotyczyć teorii o pamięci komórkowej. Niedługo miał się przekonać, że teoria ta jest naukowym faktem.
– Trenujesz tam na wf-ie? – zapytała koło czterdziestoletnia laborantka na widok jego nie najlepszych badań.
– No pobiegam tam trochę zawsze… –odparł mając głowę skierowaną w stronę laborantki, a wzrok w kierunku apetycznych ud odsłoniętych przez podwiniętą samoistnie spódnicę.
– Połuż się.
Po chwili przyszła z czepkiem naszpikowanym jakimiś czujnikami.
– Załóż to. – nakazała.
– Co to? –zapytał.
– Eksperyment jest tajny, lepiej ci nie mówić.
Nie spodziewał się że zacznie się od razu na poważnie.
– Zamknij oczy, leż spokojnie…Coś powinno ci się zacząć odtwarzać… – oświadczyła.
Momentalnie jego mózg stracił kontakt z resztą ciała. Poczuł jak do jego wyobraźni wtłaczany jest obraz jakiegoś budynku, dodatkowo poszatkowanego mrugającymi niebieskimi paskami jak na popsutym monitorze. Budynek zasłaniał dodatkowo jakiś inny element należący do scenerii. Element ten zaczął się nagle poruszać. Nagle zakłócenia zniknęły.
– Ronan! Ronan! – wiwatował tłum jeszcze zanim krata wychodząca na arenę zdołała się unieść do góry. Wydarzenie wzbudzało zachwyt u najmłodszych ze względu na widowiskowość, a u starszych, dlatego że wiązało się z możliwą wygraną pieniędzy. W przeciwieństwie do dużej większości pojedynków, ten był walką na śmierć i życie. Ocalały miał odtąd żyć w dostatku po zawarciu małżeństwa z jakąś podstarzała patrycjuszką. Takiego losu przynajmniej spodziewała się gawiedź po zesłańcach z niebios. Było to starcie finałowe, w którym zmierzyć się mieli mistrzowie z odległej Arwazji (krainy podbitej przez Kazrun gdy Ronan był jeszcze chłopcem) i Sogdarii. Wezwali swe bogi i ruszyli ku sobie. Od początku widać było przewagę fizyczną Ronana. Choć mentor sugerował znalezienie Ronanowi jakieś wyszukanej taktyki (czego oczekiwało się od zawodników na tym poziomie) to on pozostał przy swoim i niemiłosiernie mierzył w sogdarczyka swoim toporem. Nastoletni fani w większości obstawiali zwycięstwo sogdarczyka dowiedziawszy się kiedyś, że na tym szczeblu liczy się przede wszystkim dobór taktyki. Niedługo po tym wiadomo było również, że ćwiczy jedynie zwykłe ciosy. Dzięki tym zasłyszanym wieściom uchodzili wśród swoich rówieśników za znawców. Starsi natomiast wiedzieli, że fali prostych, wyćwiczonych ciosów nie da się opanować i zostawali przy Ronanie. Nagle został ugodzony Ronan. Spodziewał się tego układając swoją ,,taktykę” ale mógł kontynuować. Zauważył wtedy królową miotającą się na tronie. Domyślał się, co ze sobą wyczynia. Z samego środka stadionu trybuny widzi się najlepiej. Sogdarczyk niedługo po tym oberwał znacznie dotkliwiej. To częściowe obezwładnienie było zwiastunem drugiego dotkliwego uderzenia. Po trzecim widownia już nie zastanawiała się, kto wygra. W końcu i Ronan spoczął na ziemi, z własnej woli, w przeciwieństwie do sogdarczyka. Obrażenia Ronana nie pozwalały mu stać. Darł się a spod trybun wystrzeliły nagle armatki z płatkami róż. Królową właśnie przeszył tak dreszcz, że o mało nie spadła z tronu. Ronan był już niemal pewny, czym się zajmowała przez cały czas trwania widowiska. Płatki po woli opadały na skąpane we krwi truchło sogdarczyka i drącego się z bólu Ronana. Dzisiejsze widowisko potwierdziło przypuszczenia niektórych, że arwazyjczycy są mężni nie dlatego że dorastają w osadach położonych wysoko w górach (w przeciwieństwie do mieszczanina którym był Ronan), a dlatego że płodzą ich postawne arwazyjskie kobiety.
– Dzisiaj raczej nic nie zarobię… – powiedział do siebie Ronan smucąc się, że nie dostanie dzisiaj honorarium od jakieś patrycjuszki (lub patrycjusza, który bardzo pragnął popatrzyć na swoją żonę będącą w objęciach arwazyjczyka). Często zamiast honorarium prosił swoje klientki o naukę astrologii- dziedziny, której zgłębianie tajemnic mężczyźni uważali za fanaberię a Ronan za wiedzę, która mu się z pewnością przyda, bez względu na to czy będzie żebrakiem lub bogaczem. Dowiedział się wtedy, że zbliża się czas wielkich zawirowań.
– Co teraz? – zastanawiał się Ronan. Przez całe życie służył albo swoim rodzicom albo swojemu panowi. Zdał się na to, na czym się znał- na gwiazdach. Wiedząc, że przyszłość jest niepewna, postanowił stać się jej częścią zamiast biernym obserwatorem z loży honorowej którą mógł stracić podczas jednej z zawieruch.
Doszedł do karczmy. Nie zbliżał się do niej, ponieważ uniemożliwiała mu to rozwścieczona, egzotycznie wyglądająca barbarzyńca wymachująca kijem przed napalonymi żebrakami. Każdy były gladiator dałby jej trochę fasoli żeby zachęcić do kontynuowania widowiska. On jednak dał jej żołd, za który stała się jego kompanem. To samo zaproponował grupce zaprawionych w boju pijaków. Miejski statut pozwalał niewolnikom mieć własne zasoby– jego były większe od większości kazrunian.
Gdy leżał na łożu przy poddaszu w karczmie (nie miał jeszcze swojego a do tego ze stadionowego lochu nie zamierzał wracać) usłyszał nagle słodki szept. Brzmienie sugerowało na dojrzałą arwazyjkę. Zwrócił głowę w kierunku, z którego wydobywał się głos.
– Matka!… – wyrzucił z siebie na widok zarysu najwspanialszej kobiety, jaką znał.
Na subtelny gest przywołania bez namysłu udał się za nią żeby po chwili znaleźć się w ciemnej przestrzeni oświetlanej jedynie przez fioletowe przebłyski. Odwracał się nieustannie we wszystkie strony.
– Błagam! Pokaż się! – krzyczał.
– Jestem duchem, mnie nie ma. – tłumaczyła brak swojej cielesności.
– Pisany jest ci znój wojen… – odrzekła potwierdzając znane mu astrologiczne proroctwa.
– Pokaż się! – bezskutecznie z siebie wydobywał.
– Bądź dzielny…
– Chociaż twój dotyk…
Po usilnych prośbach dziecka zdecydowała się na przybranie cielesnej postaci i okazanie jej poprzez pocałunek w czoło. Gwałtownym ruchem przygarnął do siebie arwazyjską pękność i począł błądzić uporczywie (czyli najwłaściwiej dla tej sytuacji) rękoma po jej głowie i plecach, zahaczając z rozpędu o niepojęte pośladki. Tym szalonym ruchom towarzyszył grad pocałunków w głowę i szyję. Wtem nagle kobietę pochwyciła jakaś ręka lub energia– przez co zmuszona została do szybkiego oddalenia się od stęsknionego.
Osłupiał, wyciągnął rękę do niej. Za wolno. Zaczął biec. Już by ją dogonił, lecz wtem ukazała się przed nim rzeka zatracenia. Bez wahania rzucił się w nurt, lecz z chwilą, gdy jej stopy zanurzyły się w ciemnej toni nagle zniknęła. Jego ostatnim wspomnieniem był widok wirującego materiału sukni i roztrzepanych włosów. Czuł, że wartki nurt go porywa. Nie potrafił pływać, więc zaczął się żegnać z dobrze mu znanym światem. Uratowało go poranne pohukiwanie pawia. Żałował ptaka, chętnie by do niej dołączył…
– Co tu się odkurwia!? – krzyknął na widok nowo zrekrutowanego pijaka gwałcącego patrycjuszowską młódkę na tyłach karczmy jednocześnie łapiąc się za głowę.
– Zapłacę! Mój tata jest bogaty! Nie rób mi tego! – krzyczała. Pijak był jednak na tyle rozsądny, że wiedział, że jej ojciec w najlepszym wypadku zaoferuje mu przymusową pracę w jednym ze swoich kamieniołomów.
Żebracy miejący tam swoją siedzibę zaspokajali się otwarcie patrząc na widowisko. Co odważniejsi próbowali ,,naśladować” różne pozycje z żebraczkami.
– Wynosimy się stąd! – krzyknął Ronan.
– Przecież jesteśmy bandą i nic nam nie straszne… – odpowiadał, gdy inny próbował go od niej oderwać.
Barbarzyńca wiedząc, że pobudzonego mężczyzny nieokiełznana siła wylała na niego nieopodal stojące wiadro ze szczynami.
Nagle gwałciciel usłyszał charakterystyczny brzęk stali strażniczej zbroi. Znał go dobrze nie mając z nim związanych miłych wspomnień. Zaczął uciekać w przeciwnym kierunku zanim ich jeszcze spostrzegł.
– Gwałciciel! Gwałciciel! Tam! – krzyczała do strażników.
Ronan zląkł się nieco, ponieważ szykował się do zasadzki na królewską karawanę. Nie chciał jednak z nimi walczyć, bo nie znał jeszcze umiejętności pijaków. Przy sprawach wagi państwowej nieobyczajność schodzi jednak na dalszy plan…
– To tak się żyje za podatki arwazjan… – ocenił przepych wnętrz pałacu. Strażnicy odprowadzili Ronana pod zdobne podwoje.
– Wejść Aaa! – owo Aaa nie zrobiło na strażnikach większego wrażenia.
Poza największym bogactwem oczom Ronana ukazał się zwalisty, ciemnoskóry, nagi barbarzyńca. Nie przejmował się jego obecnością. Trzymał pewnie w swoich dużych dłoniach zgrabne nogi szczupłej dziewczyny. Drżały w rytm mocnych pchnięć. Honor barbarzyńskiego wojownika nakazywał mu dominację nad kobietą podczas jej zaspokajania, na co królowa przyzwalała ze względu na jego walory. Zgrabne nogi były oparte wysoko o pozłacane podpory z motywem syreny, wykonane na zamówienie. Zapewniały podobno większy komfort podczas dominacji mężczyzny- modne ostatnimi czasy na całym zachodzie w patrycjuszowskich domach.
– Ktoś tyy? – próbowała z siebie wydobyć nie widząc gościa.
– Ronan
Aaa występowało teraz raz cicho, raz ogłuszająco. Towarzyszyły mu charakterystyczne klepnięcia dwóch ciał o odpowiednio równej głośności. Ostatnie były najmocniejsze. Podpory były wykonane solidnie i przymocowane do podłogi, więc bez przeszkód pozwoliło to jej na wygięcie się w łuk. Po wyrównaniu oddechu opuściła nogi i podwiniętą zawczasu przewiewną suknię.
– Do bali! – powiedziała do byłego wojownika, który dzielił ten sam los co Ronan tydzień wcześniej, z tą tylko różnicą że nie dostawał honorarium.
Zobaczył ją po raz pierwszy z bliska. Zaszufladkował, jako piękną. Podążyła za sługą.
– Widziałam jak rąbałeś tego sogdaryjczyka tydzień temu. – odparła kierując zalotnie ramię ku odwróconej do niego głowie. Niestosowności tej sytuacji dopełniało spływające po nogach strugami wojownicze nasienie. Zdjęła suknię dopiero po zanurzeniu się w wodzie. Znad piany unosiła się teraz tylko jej głowa.
– Masz podobno doświadczenie w walce niestandardowej…
– Tak– odparł z charakterystyczną dla siebie zwięzłością.
– Na północ od zabudowań wieśniacy skarżą się na dość nietypowe zjawisko… – tłumaczyła gdy murzyn jednocześnie zmywał z jej produkt uboczny przyjemności.
– Minotaur gwałci tamtejsze dziewice… – na te słowa zmrużyła uroczo oczy.
Nigdy o takim akurat nie słyszał. Jeśli takowy istniał to, czemu nie zmierzył się z nim na arenie– zastanawiał się.
W rzeczywistości problemy prowincji po prostu interesowały królową w przeciwieństwie do zobojętniałych mieszczan, do których należał również Ronan.
– Złoił już paru zacnych wojowników. – wydała podobne westchnienie, co na stadionie bowiem dotarł do źródła z którego wydobywało się wiadomo co.
– Dam ci złota. – powiedziała, po czym niewolnik wyszedł z bali i wręczył mu sporą sakwę ze złotem.
Zaniemiał. Pierwszy raz w tej fałszywej krainie ktoś obdarzył go zaufaniem. Zapomniał dawno jak to jest być nim obdarzonym. Nie wiedziała pewnie, że drużynę ma już skompletowaną, pewnie dlatego, że nie wiedziała że gladiator może być bogatszy niż biedniejsza połowa ludu.
– Nie wiem, co tam trzeba zrobić… Chyba kogoś zrekrutować… Oddasz mi potem resztę. Poza tym jeśli się postarasz rozwiązać problem jak najszybciej, zaoferuję ci nie tylko złoto…
Na te słowa wynurzyła się nieco z zakrytymi przez dłonie piersiami.
– Gdzie boki? Gdzie uda? Chędożyć coś takiego chyba tylko po pijaku! – osądziłby zapewne arwazyjski wojownik wychowany na odmiennym kanonie piękna, bowiem próżno było szukać u niej arwazyjskich krągłości. Ronana niestety wychowywała głośna arena a nie surowe wąwozy arwazyjskich gór, więc zdanie miał odmienne.
– Postaram się ciebie nie zawieść, o pani. – odpowiedział robiąc przy tym wielkie oczy, po czym nie tracąc cennego czasu odszedł.
Pierwszy raz znalazł się na północy miasta. Wóz ze znajdującymi się w nim zakutymi gladiatorami nie udawał się nigdy w kierunku puszczy, za którą znajdował się tylko ocean.
– Taak! – usłyszał żebraka spuszczającego się do gardła patrycjuszowskiej młódki, którą od razu rozpoznał po stroju.
– Co ona … ? – zapytał się barbarzyńcy ze zdziwieniem. Chociaż sakiewkę miał pełną to świat znał głównie z opowieści.
– Pokręcone dziewuchy z dobroci serca pomagają biedakom – odparła niwecząc nadzieje Ronana na zarobek za uwolnienie dziewczyny.
– Oby świat się kiedyś zmienił na lepsze … – powiedział do siebie myślami łącząc się w bólu z osobą która miała pod górkę jak on za niewoli.
Ałaa! – wydarła się wieśniaczka z łapiąc się jednocześnie za swoje grube pośladki. Była awrazyjką o walorach zdumiewających nawet dla awrazyjczyków. Jej gospodarstwo znajdowało się na Kazruńskim pograniczu, więc awrazyjczycy byli tam liczni. Po słusznej w swoim mniemaniu grze wstępnej składającej się z jednego klapsa wieśniak zadarł suknię do góry i wszedł. Darła się teraz porównywalnie głośno.
– Widzę, że jurność ojca nie opuszcza! – krzyknął starszy z synów udając, że nakłada gnój. Obserwowanie innych ludzi przy swoich codziennych czynnościach było jedną z niewielu rozrywek na kazruńskiej prowincji. Siostra i brat jego jedynie zerkali. Nagle usłyszeli stukot kopyt przynajmniej paru koni.
– Poborcy podatkowi o tej porze?! – zdziwili się.
Nagle do obory wdarła się grupa uzbrojonych pijaków. Na prośbę barbarzyńcy nikogo nawet nie ogłuszano. Ronan będący na przedzie rzucił się na dziewczynę i począł gwałcić. Znany mu z nachalności w stosunku do kobiet i w zwinności w ucieczce zajął się grubą.
– My tylko prości ludzie! –kłamał drąc się kułak, ponieważ w tej okolicy bogatsi chłopi darzeni byli równym szacunkiem, co mniej zamożni rycerze.
O dziwo większe zainteresowanie u moczymordów wzbudzała egzotycznie wyglądająca matrona. W akompaniamencie pisków do kolumny przywiązywani byli mężczyźni. Sytuacja była dla nich o tyle dodatkowo niekomfortowa, że od słuchania i zerkania zaczęli czuć niedogodę w kroczu. Do gry weszła wtedy barbarzyńca uśmierzając nieco cierpienia jednemu z nich. Słyszała, że na północy są jurniejsi ale nie przypuszczała że aż tak. Poczęła ujeżdżać pierwszego. To samo było o poranku.
– Nie wiem jak długo się nami zajmowali, niedługo na pewno się zacznie brzuchacić… do burdelu trzeba by zawieźć najlepiej dzisiaj… – snuł plany dla swojej córki ponieważ żaden poczciwy kułak nie wydawał za mąż dziewuchy z dzieckiem.
Po dopiciu resztek piwa udali się w dalszą podróż.
– Rżnijta chłopy i do pizdy spuszczajta, nie jest Lukrecja już siostrą waszą a kurwą. –powiedział chłopakom po zmianie jej statusu, po czym począł ją chędożyć, bardziej symbolicznie bo nie miał wystarczająco siły po igraszkach z barbarzyńcą.
Do stanu używalności doprowadzała się matrona. Spostrzegła na sobie wzrok niegdyś udającego pracę. Uśmiechnęła się figlarnie podciągając przy tym nieco suknie. Gdy zobaczyła że stary już wychodzi, położyła się z powrotem i rozchyliła swoje nogi w zapraszającym geście. Spowodowało to zwolnienie się jednego miejsca w kolejce do dziewczyny. Zlał się całkowicie z jej ciałem.
– Matko! – zaczęła krzyczeć, gdy zaczynał ją brać jurniejszy.
– Uciszy kurweee! – próbowała wydobyć z siebie srodze chędożona matrona nie wykazując zrozumienia dla córki.
Doszedł zastępując tym samym znajdujące się wewnątrz nasienie pijackie synowskim. Wyszła będąc poklepiwanana po dupie i chichocząc.
Przede wszystkim nie można było popełnić błędów poprzednich wojowników, którzy uzbrojeni jedynie w miecz i tarczę chcieli samemu pokonać potwora żeby cały splendor spłynął potem na ich samych. Potrzebował drużyny. W jednym miała rację– to zadanie wymagało niestandardowych metod. Przydatna miała okazać się umiejętność walki przeciw pomniejszym stworom na arenie. Zabrał ze sobą sieci z odważnikami przy wierzchołkach. Narzędzie wzbudzające rechot u wojskowych wyjadaczy. Dla niego jednak liczyła się skuteczność. Dodatkowo postanowił zaczaić się na potwora wysoko na drzewie jak zlękniona małpa. Potrzebował tylko najważniejszego ,,składnika” planu. Dziewicy. Znalazł ją jakiś czas temu wesoło przechadzającą się po lesie. Po serii naprzemiennego przeklinania pijaków, przywoływania choćby tylko zasłyszanych bóstw oraz pisków, barbarzyńca upewniła się w przekonaniu, że dziewczyna jest dziewicą. Dla zwiększenia efektu po przywiązaniu do drzewa obnażono jej piersi.
Ściemniało się. Można było usłyszeć pohukiwania wszelakich stworzeń leśnych zlewających się w coś na kształt ryku minotaura. Usłyszeli jednak nie jego ryk, a nadchodzące kroki. Podszedł do dziewczyny. Zaczął obwąchiwać, najwięcej uwagi poświęcając łonu.
– Teraz! – krzyknął Ronan.
Jednemu z pijaków niechcący dłoń zaplątała się w sieć podczas rzucania. Siła odrzutu i masa odważników zrobiły swoje, co spowodowało upadek niebezpiecznie blisko minotaura. Stwór próbował przedostać się bliżej niego, lecz wtem zleciał na linie na potwora Ronan chlastając mu gardło. Przed odjazdem odrąbał mu róg, jako trofeum.
Wracając drogę korowodowi zastąpiło dwoje ludzi.
–Mocarzu! Mocarzu! – krzyczał hołdując przywódcę mężczyzna w stroju wskazującym na zamożność.
– Niebios zesłańcem tyś mi!
Ronan nakazał się zatrzymać.
– Zlitujże się! Niepłodnym ja a syna potrzebuję, zechciej go wprowadzić do łona tej przedniej niewiasty. Wskazał na kobietę, która na te słowa posłusznie usiadła na ziemi i rozchyliła pokornie swoje nogi.
– Z nie lichą prośbą do mnie przychodzisz gospodarzu… Żonę widzę macie piękną… – odpowiedział komplementem na komplement Ronan.
– Za prawdę nie liche to zadanie! – rzucił któryś żartobliwie.
– I wielce ważne, u nas się mówi: jaki ojciec, taki syn. A ze mnie budzący wzgardę celnik, a z ciebie wielki wojownik. Bandę masz przednią. Na boku dodam, że jeśli chcecie dłużej zabawić w Kazrunie, to dostaniecie ode mnie list żelazny…
– Starczy! – przerwał nagle uznając, że wystarczająco zapoznał się z przypadkiem.
Zsiadł z konia.
– Bądź, że żwawy mocarzu. –prosiła niewiasta powołując się na drugie przeświadczenie: taki syn jakie poczęcie jego.
Idąc jego wzorem barbarzyńca udała się ku impotensowi. Szybkim ruchem zdjęła mu spodnie. Klepnęła parę razy niewystarczająco męską męskość żeby zesztywniała, po czym podwinęła suknię do góry.
– Jak się z całą mocą nie spuści to gardło poderżnę!– oznajmiła w charakterystycznym dla siebie stylu jednocześnie podkładając mu pod gardło sztylet, po czym zaczęła żwawo ujeżdżać.
– Tak! Tak! – krzyczała z radości po zlepieniu się z Ronanem.
Celnik odwrócił się. Na widok tej, która miała stać się brzemienną wyraźnie stwardniał.
– Aaa! – ten okrzyk wydała najgłośniej przyćmiewając nawet te Ronana.
Dla celnika było to już za dużo– poszedł w ślady Ronana.
– Dobra robota!– odparła barbarzyńca.
Gdy Ronan wracał na koń, przed niewiastą formowała się już kolejka pijaków. Po ostatnim pokrył ją jeszcze raz na koniec Ronan– zdążył wcześniej odzyskać swe siły.
– Za tą posługę nie dostaniecie ode mnie srebra– powiedział pijakom dla jasności Ronan.
– Tyle by było z naszej strony…– rzekł na pożegnanie uznając, że kałuża nasienia pod niewiastą była wystarczająco obszerna.
– Wybawcy! Wybawcy! – biegnąc wołał na pożegnanie celnik do czasu aż konie go nie wyprzedziły.
Po trudzie wyprawy pewien był jednego– najpierw zaspokoi swój głód, potem chuć. Jako jedyny mężczyzna na sali prócz grajków miał na sobie ubranie. Za służących robili roznegliżowani byli książęta i królowie z podbitych niegdyś krain. Udając się ku honorowemu miejscu mijał cały przekrój patrycjuszek- od młódek po dojrzałe. Wyciągały ku jemu ręce jakby widziały jakiegoś herosa. Nigdy nie spożywał przedniej przyrządzonych ryżowych podpłomyków. Po wieczerzy komnatę wypełniła bardziej stonowana muzyka. Książęta zatrzymali się. Każda patrycjuszka podeszła do tego, który stał najbliżej niej, przez co jeden miał co najwyżej trzy. Podeszła również królowa. Pozwoliła mu się rozebrać. Ciało miała jędrne.
– Prawdziwy wój tylko dominuje! – krzyczał znajomy mu barbarzyńca obsługujący według uznania którąś z młodych.
– Ała! – wrzasnęła, gdy rzucił ją na stolik, ponieważ chciała go ujeżdżać.
Po chwili wymsknęła się znowu odzianemu jedynie w bransolety, ponieważ jako niewolnik nie mógł gwałcić.
– Ałaa! To mi się podoba! – krzyknęła jeszcze mocniej decydując się na poddanie się egzotycznej sile.
Ronan w przeciwieństwie do ciemnoskórego był mieszczańskim wojownikiem, więc jedynie chciał wykazać przed królową, kto jest królem przyjemności. Wiedział dokładnie, czego pragną patrycjuszki chędożąc setki podobnych. Nie były wielce skomplikowanymi istotami. Wystarczyło przygotować wejście ustami a następnie wejść.
Podczas wstępu przyciągnęła go nogami do siebie, jednocześnie odchylając do tyłu głowę.
Dzięki tej odpowiedzi ciała nie potrzebował pytać się czy godnie (odpowiednio intensywnie) toruje sobie drogę językiem.
– Myślałam, że to już koniec! – zdziwiła się po rychłym dojściu wzmożonym przez widok jego nabrzmiałej męskości. Wzdychała tak wyraziście, że stałe bywalczynie uczt zaczęły się zastanawiać czy jest brana przez mężczyznę czy też znającego poza światowe techniki inkuba.
Te słowa oznaczały dla hegemona rozkoszy to, że jest w pełni gotowa. Wszedł, więc od razu do samego końca.. Nie tolerował modnych podpórek, ich rolę spełniały jego masywne barki. Sterując nim swoimi nogami przekręciła go na stół i dosiadła. Rozkoszowała się nim teraz znacznie spokojniej dając sobie przy tym nieco wytchnienia.
– Daj mi potomka! – nakazała Ronanowi, ponieważ była niezależnym w pełni władcą i sama decydowała, komu spłodzi dziecko. Poza tym myślała, że Ronan zbliża się do kresu swojej wytrzymałości i za chwilę dojdzie. Sowicie się myliła. Na te słowa chwycił ją pewnie za krągłe pośladki, uniósł do pozycji odpowiedniej do siedzącej dominacji i począł ładować w znajdującą się nad nim pochwę.
Tak jak on zdominował ją, tak jej okrzyki dominowały nad okrzykami innych plutokratek. Chociaż intuicja podpowiadała jej, że potomek został poczęty to dla pewności zamierzała go przez przynajmniej parę dni mieć jeszcze u swego boku…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
* Dzieje Ronana są kontrowersyjne, częścią opowiadania jest krótki wstęp.*
Leave a Reply