Dawno, dawno temu… 12. – Pocahontas

Dawno, dawno temu…w 1607 roku w Wirginie, nad brzegiem rzeki, żyło plemię Powhatan. Pocahontas była córką wodza plemienia. Była najpiękniejsza w całej wiosce. Miała jędrne piersi i duży tyłek.
Była wolnym duchem, który kochał naturę i przygody. Jej najlepszym przyjacielem był szop pracz Meeko i koliber Flit.

– Pocahontas…twój ojciec chce z tobą rozmawiać! – wołała jej przyjaciółka Nakoma.

Pocahontas znajdowała się na wysokim wzniesieniu, skąd obserwowała wielki ocean. Jej przyjaciółka była na samym dole w łodzi. Pocahontas chcąc zrobić jej psikusa, skoczyła do wody z wysoka. zanurzyła się tuż obok łodzi, oblewając Nakomę wodą.

– To było mało śmieszne.
– powiedziała przemoczona Nakoma.

Pocahontas wtedy wywróciła łódź przez co całkiem była mokra. Po chwili wynurzyła się z wody i widziała piorunujący wzrok przyjaciółki.

– Teraz całkiem jesteśmy mokre.

– Oj nie gniewaj się. Było fajnie.
– powiedziała Pocahontas.

Gdy przewrócili łódkę z powrotem, weszli na nią. Ubrania kobiet były całkowicie mokre.

– Zobacz jak teraz wyglądamy. Jesteśmy cali mokrzy.

– Nic się nie stało Nakoma.
– powiedziała Pocahontas, po czym zdjęła swoje szaty. Była całkowicie naga, naprzeciwko Nakomy.

– Nie masz wstydu. – Nakoma jednak podziwiała jej duże piersi i tyłek.

– Teraz ty.

– Co?

– Też jesteś przemoczona.
– powiedziała Pocahontas i ściągała Nakomie szaty przyjaciółce, która próbowała ją powstrzymać.

– Nie…Pocahontas…

– Widzę że chcesz.

Nakoma była całkiem naga. Tak jak Pocahontas również miała bardzo jędrne piersi oraz lekko owłosioną cipkę. Pocahontas wtedy przesiadła się koło niej i zaczęła ją dotykać i ssać po piersi.

– Pocahontas co ty…

– Spokojnie Nakoma.

– Twój ojciec…

– Mamy jeszcze czas. – przerwała jej.

Zaczęła ją całować od piersi przechodząc do jej cipki. Nakoma cicho sapała. Podobały jej się pieszczoty przyjaciółki. Pocahontas zaczęła ją lizać po cipce. Wkładała język do środka i masowała palcami. Nakomie podobało się to i zaczęła sama dotykać się po piersiach.

– Och…oooogghh… – jęczała Nakoma.

W końcu Pocahontas przerwała pieszczoty.

– I co? Chyba się podobało.

Nakoma wtedy przysunęła się do Pocahontas i położyła ją na łodzi. Sama zaczęła ją całować po piersiach i schodziła na dół prosto do jej cipki. Również zaczęła ją ssać.

– Widzę że tobie się podoba.
– powiedziała Pocahontas.

Nakoma nic nie mówiła tylko lizała ją dalej. Dotykała sama siebie po cipce, chcąc sprawić sobie przyjemność. Pocahontas również zaczęła jęczeć z rozkoszy. Masowała się po jędrnych piersiach.

– Aaach…o tak… – jęczała.

W końcu doszła prosto do ust Nakomy. Ta zlizała z niej soczki. Sama również wcześniej wspomogła się palcami. Gdy kobiety przerwały, spojrzały sobie w oczy.

– Dobrze. Było fajnie, ale teraz musimy naprawdę wracać. Ojciec chce z tobą porozmawiać.

Gdy Pocahontas powróciła do ojca ten czekał na córkę z poważną miną.

– Moja córko, dobrze cię znów widzieć. Kocoum poprosił o twoją rękę. To dobry wojownik, ochroni cię.

– Ale ojcze, Kocoum jest taki poważny. Nigdy się nie uśmiecha, nigdy się nie śmieje. – odpowiedziała Pocahontas.

– Zapewni ci bezpieczeństwo. Te czasy są niespokojne. – nalegał wódz.

Pocahontas nie wiedziała co powinna robić. Chciała udać się do lasu, aby usłyszeć rady najmądrzejszej istoty jaką znała. Kiedy chciała się wymknąć z wioski, jednak usłyszała ciche jęki. Idąc z ich kierunku, zobaczyła jak niedaleko wioski, w lesie Nakoma jest oparta o drzewo, a Kocoum od tyłu wsadzał fiuta w jej cipkę.

– O tak Kocoum…jesteś taki…silny…
– powiedziała Nakoma, jęcząc.

Pocahontas z dala obserwowała tą scenę. Była pod wrażeniem dużego kutasa Kocouma. Nie spodziewała się jednak takiego zachowania u przyjaciółki. Podobał jej się ten widok. Masowała się po cipce. Po czasie Kocoum swoimi silnymi ramionami, złapał Nakomę, oparł ją o drzewo, rozchylił jej nogi i wszedł w nią do końca. Nakoma oplotła go nogami wokół bioder. Ten dociskał ją do drzewa, poruszając się coraz szybciej i szybciej.

– O tak…o tak…mocniej…mocniej…

Już nie mogła wytrzymać. W końcu Kocoum jęknął cicho po czym Nakoma zaczęła drżeć. Doszedł w jej w cipce. Gdy wyjął swojego kutasa, jego nasienie spłynęło po nodze Nakomy.

– Jesteś taki silny Kocoum. Zazdroszczę Pocahontas.

Kocoum jednak nic nie powiedział i po prostu odszedł. Pocahontas widziała że nie okazał żadnych emocji. Zniechęcona trochę tym widokiem uciekła do lasu. Do swojego ukochanego drzewa. Babci Wierzby, która mogła mówić i była bardzo mądra.

– Babciu Wierzbo, co mam robić? Ojciec chce mnie wydać za Kocouma, ale serce mówi mi coś innego.

– Słuchaj swojego serca, moja droga. Ono zna drogę.

Tymczasem na trzech statkach dotarli angielscy koloniści pod wodzą gubernatora Ratcliffe’a, który marzył o złocie i bogactwach Nowego Świata.

– Panowie! – wykrzykiwał do swoich ludzi. – W tej ziemi czeka na nas złoto! Wykopujemy każdy cal!

Wśród kolonistów był młody kapitan John Smith, słynny poszukiwacz przygód.

– Gubernatorze, może najpierw powinniśmy poznać miejscowych?
– sugerował Smith.

– Miejscowi to dzicy, Smith. Jedyne, co rozumieją, to siła!

John Smith postanowił sam zbadać okolicę. Podczas zwiadu nad rzeką zobaczył piękną Indiankę. Była to Pocahontas. Myła się w jeziorze. Miała smukłe ciało, jędrne piersi i duży tyłek. John przyglądał się jej z daleka. Bardzo spodobał mu się widok Pocahontas. Jego kutas zaczął stawać na baczność. W końcu zobaczyła go i zakryła swe ciało.

– Nie bój się. – powiedział łagodnie, gdy dziewczyna chciała uciekać.
– Nic ci nie zrobię. Nazywam się John Smith.

– John Smith. – powtórzyła Pocahontas, patrząc na niego z ciekawością.

– A ty jak się nazywasz? – powiedział do niej tak aby zrozumiała.

– Pocahontas.

– Pocahontas…jesteś bardzo piękna. Niespotykana jest twa uroda.

Wtedy podszedł bliżej niej. Pocahontas już się nie kryła, a pewnie pokazywała swoje ciało.

– Ty także jesteś… niespotykany.
– zauważyła jego stojącego przez spodnie kutasa.

– A cóż to? – powiedziała dotykając go przez spodnie.

– Cóż…to dzięki tobie.

Pocahontas zdjęła jego spodnie. Pocahontas zobaczyła jego wielkiego kutasa. Była pod wrażeniem.
Zaczęł masować jego kutasa. Johnowi sprawiało to przyjemność. W końcu klęknęła przed nim i wzięła kutasa do ust. Zaczęła mu obciągać, liżąc go dokładnie i coraz głębiej. Wkładała go w całości i jej głowa pracowała w górę i w dół. W końcu wyjęła go z ust.

– Jesteś niezwykła, Pocahontas.
– uśmiechnęła się i pod wpływem chwili znalazła się w objęciach Johna, który położył ją na ziemi i rozchylili jej nogi.

Zaczął całować jej cipkę. Poruszał językiem w środku. Ssał i pieścił jej łechtaczkę. Dodatkowo palcami zataczał kółka. Pocahontas bardzo się to podobało. Nie mogła się powstrzymać.
John nie przestawał. W końcu podniósł jedną nogę kobiety do góry i wsadził swojego kutasa do środka. Zaczął go wsadzać coraz głębiej i głębiej. Sprawiało to jej niezwykłą przyjemność.

– O tak…o tak… – jęczała.

John posuwał ją coraz bardziej. Coraz mocniej wkładając kutasa do środka. Zaczął też całować jej w piersi. W końcu John położył się na ziemii, a Pocahontas weszła na niego i usiadła okrakiem. Zaczęła skakać na jego kutasie coraz bardziej wprowadzając go do swojej cipki.

– O tak…oooogghh… – jęczała.

Za każdym razem coraz bardziej odczuwała przyjemność.  
John był bardzo blisko, aż w końcu wystrzelił swoje nasienie do środka. Pocahontas także osiągnęła spełnienie. Opadła później ze zmęczenia na Johna.

Po jakimś czasie doszli do siebie i
Mimo różnic językowych, zaczęli się porozumiewać. Było między nimi coś specjalnego. Pocahontas była zafascynowana opowieściami o dalekiej Anglii, a John odkrywał mądrość Indian dotyczącą natury.

– Myślisz, że własność można mieć ziemię? Ona należy do wszystkich żywych stworzeń. – tłumaczyła Pocahontas.

– Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób – przyznał John.

Ich spotkania stały się regularne. Pocahontas pokazywała Johnowi piękno dziewiczych lasów, uczyła go szacunku dla natury. Wykorzystywali też tę okazje aby dzielić się sobą. Pocahontas czuła w sobie kutasa Johna i z każdym spotkaniem pragnęła go coraz bardziej. Ten ją zaspokojał, tak samo jak ona. Sprawiała że John czuł się niezwykle.

John stopniowo zmieniał swoje nastawienie do Indian i ich kultury.
Tymczasem Ratcliffe, nie znajdując złota, coraz bardziej się wściekał.

– Gdzie jest to złoto? Może Indianie je ukrywają!

Napięcie między kolonistami a plemeniem rosło. Kocoum podejrzewał, że Pocahontas spotyka się z białym człowiekiem.

Pewnego wieczoru Kocoum śledził Pocahontas gdy wymykała się do lasu na spotkanie z Johnem. W końcu ujrzał ją z daleka.
Siedziała na kutasie Johna i skakała w górę i w dół. Jęczała z niezwykłej przyjemności. Oboje byli nadzy.

– Ach…o tak…o tak… – jęczała Pocahontas.

John także poruszał biodrami wprowadzając kutasa coraz głębiej. Masował ją po jej piersiach. W końcu jednak Pocahontas zeszła z jego kutasa i odwróciła się tyłem do niego.

– A teraz sprawię że poczujesz się jeszcze dobrze. – powiedział John, po czym włożył kutasa do jej odbytu.

Pocahontas jęknęła początkowo trochę z bólu ale potem z przyjemności. Spodobało jej się to. Ciągle jęczała, a John wsuwał coraz bardziej do jej odbytu. Poruszał kutasem do przodu i do tyłu. Z czasem coraz szybciej. Pocahontas już nie wytrzymywała. W końcu zadrżała, a następnie John nie wytrzymał i wypełnił odbyt swoim nasieniem. W końcu wyszedł z niej. Z odbytu wylało się jego nasienie.

– Jesteś niezwykła…kocham cię.

– I ja ciebie. – powiedzieli do siebie.

Kocoum w gniewie zaatakował angielskiego kapitana. Thomas, przyjaciel Johna, który również go śledził próbując go ratować, zastrzelił Kocouma.

– Co ty zrobiłeś?! – krzyknęła Pocahontas.

– Uciekaj stąd, Thomas! Szybko! – powiedział John do Thomasa.

W końcu schwytano Johna i wzięto go za zabójcę Kocouma.
Wódz Powhatan był wściekły. Skazał go na śmierć.

– Kocoum nie żyje przez białego człowieka! Zapłaci za to życiem!

– Ojcze, błagam! To nie jego wina! – mówiła Pocahontas.

Jej ojciec nie chciał jej słuchać. Ratcliffe wykorzystał sytuację, żeby rozpocząć wojnę z Indianami.

– Panowie! – wołał do kolonistów.
– Dzicy schwytali kapitana Smitha! Musimy ich zaatakować!

W decydującym momencie, gdy wódz Powhatan miał wykonać egzekucję, Pocahontas rzuciła się między ojca a Johna.

– Nie! Jeśli chcesz go zabić, najpierw zabij mnie!

– Córko, co ty robisz? – zapytał zszokowany ojciec.

– Ja go kocham, ojcze.

Jej słowa dotarły do serca wodza. Szum wiatru, gdzie żyje duch matki dziewczyny sprawił że zrozumiał. Uwolnił Johna Smitha.

Ratcliffe, szalony z wściekłości, celował z broni do wodza. John zobaczył to i rzucił się, żeby go osłonić. Kula trafiła jego w pierś.

– John! – krzyknęła Pocahontas, klękając przy nim.

Koloniści w końcu zrozumieli, że to Ratcliffe był źródłem problemów, i związali go.

John, ciężko ranny, musiał wrócić do Anglii na leczenie.

– Pojedź ze mną. – błagał Pocahontas.

– Moje miejsce jest tutaj, z moim ludem. A ty musisz wrócić do swojego świata.

– Czy kiedykolwiek się jeszcze spotkamy?

– Nie wiem. Ale zawsze będę cię nosił w sercu. Oraz pamiętał nasz czas spędzony razem.

Pocahontas stała na skale i patrzyła, jak statek odpływa.

– Żegnaj, Johnie Smith. – szepnęła.

Choć ich drogi się rozeszły, oboje zostali na zawsze zmienieni przez tę miłość, która przekroczyła granice kultur i pokazała, że porozumienie między różnymi światami jest możliwe. Mieli nadzieję że się jeszcze zobaczą. A gdy to zrobią to będą razem dzielić swoją bliskość.
Pocahontas i John Smith choć osobno żyli długo i szczęśliwie

Koniec

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Author M

Parodia animacji Disneya Pocahontas.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *