Niedzielny poranek był cichy. Słońce wpadało przez firanki, rozlewając się po pościeli jak miód. Leżałam obok Kasi, jeszcze rozgrzana po nocy, ale tym razem to nie ciało, tylko myśli pulsowały pod skórą. – Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho. Kasia przewróciła się na bok i spojrzała na mnie uważnie. – Granice? – zapytała. Skinęłam głową. – To wszystko, co się dzieje… jest piękne. Ale też niebezpieczne. Dla mnie. Dla tego, co mam poza tym pokojem. – Wiem. – Jej głos był cichy. – I nie zamierzam ci niczego burzyć. Ale nie będę też udawać, że to tylko zabawa. – To nie jest tylko zabawa – odpowiedziałam szczerze. – Więc mów. Co mogę, a czego nie? Zamyśliłam się. – Nie dzwoń do mnie w tygodniu, jeśli nie ustalimy tego wcześniej. Nie pisz, kiedy jestem z rodziną. I… nie pytaj o moje życie tam. Chcę, żeby to, co mamy, istniało tu. W naszym czasie. Bez kradzieży cudzych godzin. Kasia kiwnęła głową. – Mogę to uszanować. Ale tylko jeśli w zamian… pozwolisz mi dać ci coś na pożegnanie. Na długo zapamiętane. Zanim zapytałam co, już była między moimi udami. Jej pocałunki były delikatne, wolne. Czas zwolnił, a ja zamknęłam oczy, czując język, który znał każdy zakamarek mnie. Nie było pośpiechu. Nie było brutalności. Tylko ciepło, powolność i pełna świadomość, że to ostatnie takie minuty. Pragnienie zmieniało się w tęsknotę jeszcze zanim skończyła. Orgazm przyszedł cicho, w drżeniu ud i napięciu brzucha. Kasia nie przerywała aż do końca. Gdy skończyłam, opadła na moje ciało i przez chwilę po prostu mnie trzymała. – Wystarczyło, że raz cię miałam tak blisko – szepnęła – i wiem, że będę chciała znowu. ? Po południu spakowała swoje rzeczy. Pocałowała mnie przy drzwiach – długo, miękko. Bez języka. Bez pożądania. Tym razem to był pocałunek pełen znaczenia. – Do następnego razu – powiedziała cicho. – Tak. Ale nie za wcześnie – odpowiedziałam, zamykając drzwi. ? Później, około 18:00, usłyszałam znajomy dźwięk – klucz w zamku. Mąż wrócił z córką. Śmiech, torby, kurtki. Pocałunek w policzek. Ciepło rutyny. Wieczorem, kiedy mała zasnęła, usiedliśmy razem na kanapie. On był spokojny, odprężony. Mówił o tym, jak fajnie spędzili czas. A ja? Patrzyłam na niego i próbowałam odnaleźć siebie sprzed trzech dni. W końcu wstałam i pociągnęłam go za rękę. – Chodź ze mną – powiedziałam szeptem. W sypialni rozebrałam się szybko, bez gry wstępnej. Położyłam się i przyciągnęłam go do siebie, prosząc wzrokiem. Potrzebowałam tego. Może z poczucia winy. Może, żeby udowodnić sobie, że nadal jestem jego żoną. Wszedł we mnie szybko, namiętnie, nie pytając o nic. Jęczałam, ale to nie był jęk pożądania. To była ucieczka. Przez kilka minut byłam z nim — fizycznie, intensywnie, ale sercem… zupełnie gdzie indziej. Skończył. Pocałował mnie lekko. – Tęskniłem – powiedział. – Ja też – skłamałam. ? W nocy nie mogłam spać. Przerzucałam się z boku na bok, czując na sobie zapach dwóch różnych światów. Pachniałam domem. I pachniałam nią. Dotknęłam dłonią własnego brzucha. Czułam w środku pustkę, ale też gorąco. Obraz Kasi wracał – jej oczy, jej język, to jak mnie trzymała za kark. Zasnęłam dopiero nad ranem. Myśląc o niej. Marząc o niej. I wiedząc, że wróci
Leave a Reply