Piatkowy wieczor – Kasia

Od naszego spotkania w kawiarni nie mogłam przestać o niej myśleć. Kasia była jak iskra, która podpaliła coś we mnie — coś, co od dawna spało. Codzienne wiadomości, żarty, emotki z podtekstem… napięcie między nami rosło, jakbyśmy obie wiedziały, że to tylko kwestia czasu. W czwartek wieczorem napisałam do niej: „W piątek wieczorem jestem sama. Mąż z córką wyjechali na weekend. Mam dobre wino i ochotę na towarzystwo… Wpadniesz?” Odpisała błyskawicznie: „O 19. I mam nadzieję, że to nie tylko o wino chodzi ??” ? Piątek. Siedemnasta. Przesuwałam się po domu jak na miękkich nogach. Włożyłam cienką, czarną sukienkę na ramiączkach, która więcej sugerowała niż zakrywała. Perfumy – odrobina, tam gdzie skóra jest najwrażliwsza. W tle cicho grała Lana Del Rey, a w kieliszkach czekało czerwone wino. Kasia zapukała punktualnie. Miała na sobie jeansy i luźną, białą koszulę, pod którą delikatnie rysował się zarys piersi bez stanika. Gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się powoli. – Monika… wyglądasz, jakbyś miała zamiar mnie zjeść. – Może mam – odpowiedziałam, biorąc od niej butelkę i wpuszczając ją do środka. Usiadłyśmy na kanapie, blisko, może za blisko jak na “przyjaciółki”. Rozmawiałyśmy, piłyśmy, śmiałyśmy się, ale napięcie rosło z każdą minutą. Jej nogo dotknęła mojej. Nie cofnęła się. W końcu położyłam dłoń na jej kolanie. Spojrzała na mnie pytająco. Nie odpowiedziałam słowami – przesunęłam się i pocałowałam ją. Mocno, zachłannie, z całym napięciem, które nosiłam od tygodni. Jej język spotkał się z moim, jej palce zaplotły się w moich włosach. Pachniała czymś ciepłym i kobiecym. Nie chciałam przestawać. Zsunęła ramiączko mojej sukienki, odsłaniając pierś. Jej usta od razu odnalazły sutek – twardy, spragniony dotyku. Jęknęłam cicho. Jej dłoń wsunęła się między moje uda, przez cienki materiał majtek. Wilgoć zdradzała wszystko. Westchnęła z uśmiechem: – Nie tracisz czasu, co? – Mam dwa dni. Nie zamierzam ich zmarnować – szepnęłam, łapiąc ją za rękę i prowadząc do sypialni. ? Pokój był delikatnie oświetlony. Na szafce nocnej czekały rzeczy, które wyciągnęłam wcześniej – dyskretny fioletowy strap-on, żel, satynowe opaski i mała zatyczka, której używałam w samotne noce. Gdy Kasia to zobaczyła, uniosła brwi z zainteresowaniem. – Lubisz zabawki? – Tylko z kimś, kto wie, co z nimi zrobić – uśmiechnęłam się prowokująco. Nie odpowiedziała. Zamiast tego rozpięła powoli swoją koszulę, ukazując nagie ciało – szczupłe, jędrne, z ciemnymi sutkami, które aż prosiły się o dotyk. Usiadłam na łóżku, a ona zbliżyła się i uklękła między moimi nogami. Jej język był jak płomień – delikatny, szybki, prowokujący. Drżałam pod nią, wplatając palce w jej włosy. Kiedy moje ciało się napięło i zadrżało w pierwszym orgazmie, Kasia uniosła się, oblizując usta, i sięgnęła po pasek z dildo. Zamocowała go na sobie, a ja rozchyliłam nogi, zapraszając ją bez słów. Pchnęła powoli, głęboko, trzymając mnie za biodra. Czułam, jak moje ciało rozkwita pod każdym jej ruchem, jak pulsuje z pragnienia. W pewnym momencie założyła mi opaskę na oczy – wszystko stało się bardziej intensywne, każdy dotyk eksplodował. Zmieniałyśmy pozycje. Wchodziła we mnie od tyłu, całując moje plecy i szepcząc mi do ucha: – Zawsze chciałam wiedzieć, jak smakujesz, Moniko… ? Leżałyśmy potem razem, splecione. Moje palce bawiły się jej kosmykami. Oddychałyśmy powoli, jak po burzy. – Wiesz, że to nie był tylko seks, prawda? – zapytała cicho. Odwróciłam się do niej i pocałowałam ją lekko w usta. – Wiem. I nie chcę, żeby to był koniec. – To dopiero początek – szepnęła. I miała rację. – Teraz ty – powiedziałam cicho, nachylając się nad nią. – Myślałam, że już się mną zajęłaś… – szepnęła, pół żartem, pół z prowokacją. Uśmiechnęłam się i przesunęłam ustami po jej szyi, zostawiając ciepłe, mokre ślady. – Nie, kochanie. To był tylko przedsmak. Zsunęłam się niżej, całując ją w obojczyk, potem między piersiami, które lekko drżały, gdy muskałam je opuszkami palców. Językiem zataczałam kółka wokół jej sutków, a drugą dłonią przesuwałam się po jej brzuchu, aż dotarłam do wnętrza jej ud. Była już wilgotna. Ale nie dotknęłam jeszcze tego miejsca, które najbardziej pragnęło mojego dotyku. Najpierw chciałam, by drżała z oczekiwania. – Monika… – jęknęła cicho, wijąc się pod moimi pocałunkami. – Cii… spokojnie – szepnęłam. – Chcę się tobą nacieszyć. Sięgnęłam do szuflady. Wyjęłam cienką opaskę i delikatnie zasłoniłam jej oczy. Nie protestowała – wręcz przeciwnie, westchnęła z lekkim uśmiechem, rozkładając ręce w zaufaniu. Pocałowałam ją jeszcze raz, tym razem nisko, między udami. Powoli, czule. Językiem badałam jej kształty, smakowałam ją jak coś, co się czekało latami. Jej biodra unosiły się rytmicznie, a dłonie ściskały pościel, gdy przesuwałam się coraz głębiej i głębiej. Jej ciało reagowało z każdym moim ruchem – łagodnie, a potem coraz gwałtowniej. Kiedy czułam, że jest blisko, przerywałam. A potem znów wracałam. – Zwariuję… – syknęła, z oczu płynęły jej łzy napięcia. Uklękłam nad nią i wzięłam do ręki mały, zakrzywiony wibrator, który znałam doskonale. Powoli wprowadziłam go w nią, patrząc, jak jej ciało faluje z przyjemności. Drugą dłonią masowałam jej łechtaczkę. Widziałam, jak całe się napina, jak jej brzuch unosi się w rytm oddechów. A potem w jednej chwili wszystko w niej eksplodowało – jęk, napięcie, spazmatyczne drżenie. Trwała w tym długim orgazmie, jakby nie chciała, żeby się skończył. Gdy opadła bez sił, zdjęłam jej opaskę i przytuliłam się do niej, całując w usta. Jeszcze drżała, a jej oczy były lekko zaszklone. – Zawsze jesteś taka uważna? – zapytała cicho, uśmiechając się. – Tylko dla tych, które na to zasługują. Położyła głowę na moim ramieniu. Cisza między nami była pełna czułości. Przesuwałam opuszkami palców po jej plecach, a ona mruczała z zadowolenia, jak kot. – Jutro też zostajesz? – zapytałam, choć znałam odpowiedź. – Jutro. I pojutrze. I jak będziesz mnie tak dotykać… to może nawet dłużej. Zasnęłyśmy splecione, pachnące winem, potem i czymś, co już dawno nie miało we mnie miejsca: namiętnością, która nie kończy się na jednej nocy. Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Światło leniwie wpadało przez zasłony, a zapach skóry Kasi wciąż unosił się w pościeli. Leżała obok mnie na brzuchu, z ramieniem zarzuconym przez moje biodra, oddychając głęboko. Wyglądała na całkowicie bezbronną – i cholernie piękną. Zsunęłam się powoli z łóżka, zostawiając na jej plecach delikatny pocałunek. W kuchni zaparzyłam kawę, posmarowałam świeże croissanty masłem i rozłożyłam wszystko na tacy. Lubiłam takie poranki. Bez pośpiechu. Z kimś, kto zostaje na śniadanie. Gdy wróciłam do sypialni, już nie spała. – Pachnie bosko – mruknęła, siadając i przecierając oczy. Kosmyki ciemnych włosów spadały jej na twarz. – Croissanty czy ja? – zapytałam z uśmiechem. – Ty. Ale croissanty też mogą zostać – rzuciła i pocałowała mnie lekko w ramię. Usiadłyśmy razem w łóżku, jedząc powoli i pijąc kawę. Rozmawiałyśmy o wszystkim – trochę o pracy, trochę o planach, trochę o niczym. Potem spojrzała na mnie z lekkością, ale i powagą. – Wiesz… tak myślałam, że może dziś… zostanę jeszcze trochę. Ale raczej nie pobawimy się tak jak wczoraj. Zaskoczona, spojrzałam na nią pytająco. – Mam okres – dodała po prostu, bez wstydu. Uśmiechnęłam się. – Dziękuję, że mi powiedziałaś. Nie musimy nic robić, jeśli nie masz ochoty. Ale też… wiesz, to nie musi być przeszkoda. Jesteś piękna bez względu na wszystko. – Wiem. Ale dziś jestem bardziej… czuła. I otwarta na coś innego. – Zawiesiła głos, po czym spojrzała mi prosto w oczy. – A właściwie… zamknięta, ale gotowa się otworzyć – dodała, z błyskiem w oku. Zrozumiałam natychmiast. Pociągnęłam ją za rękę, żeby usiadła bliżej. – Myślałaś o tym wcześniej? – zapytałam, delikatnie. Skinęła głową. – Kilka razy, ale tylko w teorii. Z mężczyznami to było zawsze zbyt brutalne albo zbyt mechaniczne. A z tobą… chcę. Ale chcę, żeby to było delikatnie. Z troską. Z troską potrafię – odpowiedziałam miękko, całując ją w kark. Odłożyłam tacę z łóżka i sięgnęłam do szuflady. Wyjęłam małą buteleczkę naturalnego lubrykantu i silikonowy koreczek – miękki, mały, idealny dla początkującej. Usiadłam za nią i przytuliłam mocno. Zaufaj mi. Nic nie musimy robić do końca. Tylko spróbujemy. A jak coś ci nie odpowiada – mówisz i natychmiast przestaję. Pokiwała głową i pocałowała mnie w dłoń. Położyła się na brzuchu, a ja powoli rozsunęłam jej pośladki, całując delikatnie wzdłuż kręgosłupa. Jej ciało reagowało natychmiast – lekkim drżeniem, westchnieniami. Na opuszki palców wycisnęłam odrobinę żelu i zaczęłam bardzo powoli, najpierw masując okolice zewnętrzne, obserwując jej oddech. Jestem… zaskakująco zrelaksowana – wyszeptała. Jesteś bezpieczna – odpowiedziałam i kontynuowałam. Wprowadzenie koreczka zajęło kilka minut – nie spieszyłam się ani trochę. Jej oddech był głęboki, oczy miała przymknięte. Gdy w końcu był w środku, jej ciało się rozluźniło, a na twarzy pojawił się niemal błogi uśmiech. Jest… dziwnie przyjemnie. Inaczej. Ale dobrze. Objęłam ją od tyłu, całując w szyję, powoli masując jej piersi i wewnętrzne strony ud. Nie potrzebowała penetracji, żeby jej ciało płonęło. Każdy dotyk był jak iskra, a ja czułam, że to coś więcej niż seks – to było zaufanie, intymność, wspólne odkrywanie. Gdy potem leżałyśmy znów splecione w ciepłej pościeli, uśmiechała się cicho, z zamkniętymi oczami. Teraz rozumiem… że można mieć orgazm duszy. Pocałowałam ją w czoło. Jeszcze wiele rzeczy przed nami, Kasiu. I chcę je wszystkie z tobą, Moniko. Słońce leniwie sączyło się przez okna. Kasia stała przy kuchennym blacie, krojąc pomidory na sałatkę caprese. Miała na sobie moją luźną koszulę, lekko rozpiętą, tak że od czasu do czasu widziałam kawałek jej nagiej piersi. Obserwowałam ją z drugiego końca kuchni, oparta o framugę drzwi, z kieliszkiem białego wina w dłoni. – Wiesz, że wyglądasz tak apetycznie, że nie wiem, czy zjem obiad, czy ciebie? – powiedziałam. – Zaczekaj chociaż do deseru – rzuciła przez ramię, z tym swoim uśmiechem, który coraz mocniej działał mi na zmysły. Zjadłyśmy wspólnie lekki obiad, rozmawiając o głupotach – podróżach, jej byłych, mojej codzienności z rodziną, o tym, że każda z nas przez długi czas nie wiedziała, czego szukała – dopóki nie znalazła siebie nawzajem. Mimo spokoju między nami, napięcie wracało z każdą minutą. Po obiedzie poszłam posprzątać naczynia, ale gdy stałam przy zlewie, poczułam jej ciało za sobą. Objęła mnie w talii, przycisnęła swoje biodra do moich i szepnęła: – Wciąż myślę o tym, co zrobiłaś dziś rano. I chcę więcej. Mocniej. Głębiej. Ostrzej. Zamarłam na sekundę. Spojrzałam na odbicie nas w oknie. Jej oczy płonęły. Odwróciłam się powoli, wzięłam ją za rękę i pociągnęłam do łazienki. Zamknęłam drzwi. Światło było miękkie, półcień kąpał jej ciało w lekko złotym odcieniu. Zaczęłam całować ją od razu, namiętnie, agresywniej niż zazwyczaj – uderzenie zmysłów, bez zbędnych słów. – Rozbierz się. Powoli. Patrz na mnie – poleciłam. Patrzyła mi w oczy, zsuwając ze siebie koszulę i majtki. Stała naga, pod prysznicem, gdy ja wciąż byłam ubrana. Odkręciłam wodę – gorącą, parującą – i weszłam za nią, nie zdejmując jeszcze nic. Zimna koszulka przyległa do mojego ciała. Kasia patrzyła na mnie, oddychając ciężko. – Odwróć się. Ręce o ścianę – powiedziałam miękko, ale stanowczo. Zrobiła to bez słowa. Jej pośladki były napięte, ciało lekko drżało od gorącej wody i oczekiwania. Sięgnęłam po lubrykant, który już wcześniej zostawiłam na półce, i silikonowy czarny strap-on – dłuższy, szerszy niż ten poranny. – Powiedz mi, że tego chcesz – szepnęłam jej do ucha. – Chcę – odpowiedziała bez wahania. – Chcę cię poczuć głęboko. Do końca. Przygotowałam ją powoli – najpierw palcem, potem drugim. Jej ciało było już gotowe, oddychała ciężko, przywierając do ściany. Gdy wprowadziłam końcówkę strap-ona, jęknęła głośno. Pchnęłam raz, powoli. Potem mocniej. Woda ściekała po naszych ciałach, parując z każdej powierzchni. Trzymałam ją za biodra i wchodziłam w nią rytmicznie, głęboko, obserwując, jak jej ciało faluje z każdym ruchem. Jej jęki odbijały się echem od kafelków. Chciała tego – tej siły, dominacji, tego, by ktoś w końcu przejął kontrolę i zrobił to dokładnie tak, jak trzeba. – Jesteś niesamowita… – sapnęła. – Rżnij mnie, Monika… I zrobiłam to. Bez wulgarności, ale bez litości. Jej orgazm był gwałtowny, szarpany, niemal brutalny. Czułam, jak jej ciało traci kontrolę, jak nogi jej się uginają. Przytrzymałam ją, przytuliłam od tyłu, nadal stojąc pod gorącym strumieniem. Kiedy wyjęłam się z niej i odłożyłam zabawkę, odwróciła się do mnie i wtuliła twarz w moją szyję. Obie drżałyśmy. Nie z zimna. – Cholera… – wyszeptała. – Nie wiedziałam, że można aż tak. – Z tobą można wszystko – odpowiedziałam, głaszcząc jej mokre włosy. ? Po wszystkim, owinięte w ręczniki, z kieliszkami wina znów w dłoniach, siedziałyśmy na kanapie. Nic już nie trzeba było mówić. Ciała powiedziały wszystko. Ale w oczach Kasi był spokój. Coś więcej niż namiętność. Może… początki uczucia. Słońce zaszło dawno. Po gorącej kąpieli i późnym, leniwym winie, atmosfera zmieniła się. Między nami nie było już tylko czułości. Było napięcie – dzikie, niecierpliwe, ciężkie jak gęsty zapach seksu unoszący się w powietrzu. Kasia siedziała na łóżku w mojej białej koszuli, znów bez niczego pod spodem. Naga, ale jeszcze nieświadoma tego, co dla niej przygotowałam. Wyjęłam z szuflady cienką czarną obrożę z miękkiej skóry. Jej wzrok się zatrzymał. – Zaufasz mi? – zapytałam, zbliżając się do niej powoli. Oczy jej błyszczały. – Cała twoja, Moniko. Zapięłam obrożę na jej szyi z taką ostrożnością, jakby to był klejnot. Do pierścienia przypięłam cienką smycz i delikatnie pociągnęłam. – Na kolana – powiedziałam spokojnie. Zsunęła się z łóżka, opierając dłonie o materac. Była w tej pozycji absolutnie doskonała – naga, wyeksponowana, poddana. Całowałam ją po plecach, po karku, ciągnąc smycz leciutko w tył, aż odchyliła głowę. Z szuflady wyjęłam czerwony, silikonowy knebel. Gdy pokazałam go Kasi, tylko skinęła głową. Wsunęłam go delikatnie między jej usta i zapięłam z tyłu. Jej oddech przyspieszył. Stała się ciszą. Stała się moja. – Pokaż mi, jak bardzo chcesz być użyta – szepnęłam, głaszcząc ją po udach i zjeżdżając niżej. Pochyliła się bardziej, wypinając pośladki. Widok był niemal obsceniczny, piękny w swojej uległości. Jej odbyt był już przygotowany z wcześniejszej zabawy, ale nie zamierzałam być delikatna jak rano. Tym razem to miało być ostre. Głębokie. Brudne. Wyjęłam czarny, szeroki strap-on, posmarowałam go lubrykantem i rozsunęłam jej uda szerzej. – Dwa słowa: trzymaj się – mruknęłam, zanim mocno chwyciłam ją za biodra i pchnęłam. Jej ciało napięło się momentalnie, jęknęła przez knebel, ale nie z bólu – to był czysty ogień. Trzymałam ją mocno, jednym ruchem wchodząc głęboko, do końca. Nie było litości – każde pchnięcie było stanowcze, mocne, rytmiczne. Jej oddech przyspieszał, całe ciało falowało. Smycz drgała w mojej dłoni, gdy szarpałam nią delikatnie dla kontroli. – Jesteś moją dziwką, prawda? – szepnęłam jej do ucha. Zamruczała coś przez knebel, ale głową przytaknęła. Wchodziłam w nią głębiej, ostrzej, łapiąc za obrożę, kierując nią jak swoją własnością. – Tak bardzo cię lubię, kiedy jesteś posłuszna – syknęłam, dając jej mocne klapsy w pośladki między pchnięciami. Jej ciało eksplodowało. Nie musiała mówić – jej orgazm był tak intensywny, że aż się osunęła na łokcie, ledwo utrzymując się. Knebel tłumił dźwięki, ale nie potrafił ich powstrzymać całkowicie. Zwolniłam. Wysunęłam się powoli i odpięłam jej knebel. Gdy spojrzała na mnie, miała oczy zamglone, jakby odpłynęła w inny wymiar. – Jesteś… dzika… i cudowna – wyszeptała, ledwo łapiąc oddech. – Jesteś moja – odpowiedziałam tylko. Podniosłam ją z podłogi, zaniosłam na łóżko i przytuliłam. Całe ciało jej pulsowało jeszcze długo. Głaskałam ją w milczeniu, a ona zasypiała, wtulona we mnie, naga, z obrożą wciąż na szyi. Zanim zamknęła oczy, szepnęła: – Nigdy mi tak dobrze nie było.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Monia

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *