Miałam za sobą ciężki dzień w pracy, ale wiedziałam, że godzina na siłowni oczyści mi głowę. Od kilku miesięcy chodziłam tam regularnie, lubiłam to miejsce – pachniało potem, wysiłkiem i jakąś dziwną, niesprecyzowaną obietnicą. Tego dnia wpadłam tam później niż zwykle. Było już prawie pusto. Zauważyłam ją od razu. Na bieżni, w czarnych legginsach i obcisłym topie, z długimi, ciemnymi włosami zebranymi w luźny kucyk. Biegała z gracją, lekkością, której jej zazdrościłam. Wzrok miała skupiony, ale gdy podeszłam do maszyny obok, spojrzała na mnie. I uśmiechnęła się. Hej – powiedziała, jakbyśmy już się znały. Hej – odpowiedziałam, trochę zaskoczona. – Często tu jesteś? Skinęła głową i lekko przygryzła wargę. Widuję cię tu od dawna. Ale jakoś… nigdy nie miałyśmy okazji pogadać. Miała niski, lekko zachrypnięty głos. Lubiłam takie. Nieśmiało się uśmiechnęłam. Przez kolejne minuty biegłyśmy obok siebie, rzucając sobie ukradkowe spojrzenia. Po treningu zaproponowała kawę. Nie wiedziałam jeszcze, czy to flirt, czy tylko sympatia, ale moje serce przyspieszyło nie z powodu biegu. Usiadłyśmy w małej kawiarni obok siłowni. Cynamonowy zapach unosił się w powietrzu, a ja czułam się jak nastolatka na pierwszej randce. Monika, prawda? – zapytała, mieszając cappuccino. Tak. A ty… Kasia? Bingo. – Uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy błysnęły figlarnie. – Zawsze mi się podobały blondynki. Zawahałam się. A mi brunetki – powiedziałam w końcu, spuszczając wzrok. Między nami zapadła cisza, ale była to dobra cisza. Ta, która coś zwiastuje. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. O podróżach, muzyce, nawet o tym, jak trudno dziś poznać kogoś, z kim można być autentycznym. Było coś w jej spojrzeniu – szczerość, ale też ogień. Gdy się śmiała, robiły jej się delikatne zmarszczki w kącikach oczu. Byłam nimi oczarowana. Wyszłyśmy z kawiarni, powietrze było już chłodne. Zatrzymałyśmy się na rogu. To było… miłe – powiedziałam. Miłe? – powtórzyła z udawanym oburzeniem. – Dla mnie to było więcej niż miłe. Zrobiła krok bliżej. Poczułam ciepło jej ciała, mimo wieczornego chłodu. Patrzyłyśmy sobie prosto w oczy. Gdyby ktoś nas wtedy zobaczył, od razu wiedziałby, co się dzieje. Delikatnie dotknęła mojej twarzy. Jej palce były ciepłe i pewne. Przesunęła nimi po moim policzku, a potem, bez słowa, pochyliła się i musnęła moje usta. To nie był zwykły pocałunek. Był powolny, namiętny, pełen obietnic. Smakowała kawą i cynamonem. Poczułam dreszcz, który przebiegł przez całe moje ciało. Oparłam się o jej ramiona, odwzajemniając pocałunek z głodem, który zaskoczył nawet mnie samą. Gdy się odsunęła, uśmiechnęła się z lekką zadziornością. Może następnym razem… nie skończymy na kawie? Może – odpowiedziałam szeptem, czując, jak moje serce wali jak szalone. Odwróciła się i odeszła w noc, zostawiając mnie z bijącym sercem i jedną, jasną myślą: To był dopiero początek.
Leave a Reply