Przekroczenie granic

Mam na imię Monika. Mam 34 lata. Jestem żoną, matką, kobietą – i czymś jeszcze. Kimś, kto przez długi czas trzymał część siebie za zamkniętymi drzwiami. Z pozoru jestem typowa – blond włosy sięgają mi do ramion, mam niebieskie oczy, w których często widać zamyślenie. Lubię czuć się kobieco, choć nie zawsze pozwalam sobie na to w pełni. Moje ciało zmieniło się przez lata, jak to bywa po ciąży, po życiu. Ale biust w rozmiarze C wciąż przypomina mi, że lubię patrzeć na siebie z odrobiną aprobaty. Mam męża, mam dziecko. Mam też historię, która zaczęła się wcześnie. Miałam 17 lat, kiedy po raz pierwszy pozwoliłam sobie na krok w inną stronę. W stronę kobiety. To było nieśmiałe, ale prawdziwe. Fascynacja, dotyk, spojrzenia inne niż wszystkie wcześniej. Od tamtej pory wiedziałam jedno: jestem osobą biseksualną. Nie teorią, nie etykietką – doświadczeniem. Później życie potoczyło się tak, jak często się toczy. Miłość, ślub, dziecko. Obowiązki, dorosłość. Moje drugie „ja” odsunęło się gdzieś na bok. Przez lata żyłam tak, jakby ten fragment mnie został zamrożony – bezpiecznie zamknięty w szufladzie, do której nikt nie zagląda. Miałam 32 lata, kiedy coś we mnie pękło. Albo może odwrotnie – coś się obudziło. Po latach bycia „grzeczną wersją siebie” nagle poczułam, że już dłużej nie chcę. Nie chcę się ograniczać, nie chcę spychać na bok tej części mnie, która domaga się głosu. Bez większego planu, trochę z ciekawości, trochę z głodu – założyłam konto na portalu randkowym. To nie była niewinna zabawa. Wiedziałam, po co tam jestem. Jeszcze tego samego dnia napisała do mnie Julia. Julka była rok starsza. Tak jak ja – mężatka, matka, kobieta z życiem poukładanym na zewnątrz, a w środku… no właśnie. W środku też jej czegoś brakowało. Nasze rozmowy były od razu inne niż te, które znałam. Bez udawania, bez owijania w bawełnę. Dwie kobiety, które dobrze wiedzą, jak smakuje niedosyt. Codzienne wiadomości zamieniły się w rozmowy przez telefon. Potem w długie noce, kiedy szeptałyśmy sobie do ucha rzeczy, których nie mówiłyśmy nikomu innemu. A potem przyszła nowość – seks przez kamerkę. Dla mnie to było coś zupełnie innego. Intymne, ekscytujące, trochę zakazane. Widziałam ją, ona widziała mnie. Patrzyłyśmy sobie w oczy, kiedy ręce błądziły po ciałach. Było w tym coś więcej niż podniecenie. Była prawda. Bez makijażu, bez masek. To nie było tylko o seksie. To było o tym, że znów czuję się żywa. Coraz częściej padało to pytanie: „Kiedy się spotkamy?”. Wiedziałam, że już przekroczyłam granicę. I wcale nie chciałam się cofnąć. Drzwi do hotelowego pokoju zamknęły się za nami z miękkim kliknięciem. Od tego momentu świat na zewnątrz przestał istnieć. Julia podeszła do mnie powoli, z tym swoim pewnym spojrzeniem, które już przez ekran potrafiło mnie rozebrać ze wszystkich masek. Teraz robiła to naprawdę. Stanęła tak blisko, że czułam ciepło jej ciała. Nasze oddechy mieszały się, kiedy zaczęła rozsuwać mi włosy z karku i muskać opuszkami palców moją szyję. Jej usta trafiły na moją skórę – najpierw delikatnie, potem bardziej zachłannie. Całowała mnie za uchem, na linii żuchwy, schodziła niżej, jakby badała teren. Nie rozmawiałyśmy już. Rozmowy były zbędne. Rozpięła mi bluzkę powoli, guziczek po guziczku, patrząc mi cały czas w oczy. Chciała widzieć każdy mój oddech, każdy drżący mięsień. Kiedy stanęłam przed nią w samej bieliźnie, uśmiechnęła się lekko, z taką pewnością, jakby dokładnie wiedziała, co zrobić dalej. Jej dłonie były śmiałe. Zsunęła ramiączko mojego stanika i przesunęła ustami po obojczyku, potem po piersi. Językiem zatoczyła kółko wokół sutka, który stwardniał niemal natychmiast. Czułam, jak cała robię się gorąca, jak ciało samo wychodzi jej naprzeciw. – Jesteś piękna, kiedy się rozklejasz – szepnęła. W odpowiedzi zamknęłam jej usta pocałunkiem – głębokim, głodnym, wilgotnym. Pchnęła mnie lekko na łóżko. Położyłam się na plecach, a ona klęknęła między moimi udami. Patrzyła na mnie z góry, jakby podziwiała obrazek, który chce zaraz rozmalować po swojemu. Bez pośpiechu zsunęła mi majtki. Poczułam chłodne powietrze na skórze, a zaraz potem – jej gorące usta. Zanurzyła się we mnie bez wahania. Język Julii był dokładny, rytmiczny, czasem delikatny, czasem stanowczy. Potrafiła odczytać każdy mój oddech, każde drżenie uda. Byłam mokra i całkowicie bezbronna, a ona o tym wiedziała. Kiedy język zaczął pracować szybciej, poczułam, jak ciało zaczyna mi się wyginać, jak biodra podnoszą się w jej stronę. Trzymała mnie za uda, mocno, przytrzymując, jakby nie chciała pozwolić mi uciec. Szczyt przyszedł nagle, intensywny, głęboki. Krzyknęłam jej imię. Nie szeptem – głosem, który dawno nie miał prawa się wydarzyć. Ale ona się nie zatrzymała. Podniosła głowę, spojrzała na mnie z błyskiem w oku. – Nie kończymy na jednym razie – powiedziała. I wróciła do mnie, jakby to było dopiero preludium. Leżałam na łóżku, jeszcze rozedrgana, kiedy Julia podniosła się i spojrzała na mnie z góry. W jej oczach nie było już tej niepewnej kobiety z portalu randkowego. Teraz patrzyła na mnie kobieta, która dobrze wie, co robi – i komu. Podciągnęła mnie do siebie i pocałowała, głęboko, smakując mnie jak deser po własnym dziele. Poczułam na języku własny smak. To było nowe. Jej ciało przykryło moje. Czułam jej piersi na swoich, jej biodra wpasowujące się w moje uda. Poruszała się powoli, ocierając się o mnie, wbijając paznokcie w moje ramiona. – Teraz twoja kolej – szepnęła mi do ucha, a jej oddech był ciepły i szybki. Odwróciłam ją na plecy, jakby to było dla mnie całkowicie naturalne, choć przecież… dawno tego nie robiłam. Ale ciało pamiętało. Pocałowałam ją między piersiami, potem niżej, sunąc językiem po jej brzuchu. Czułam, jak napina mięśnie, jak oddech jej przyspiesza. Rozsunęłam jej uda i spojrzałam na nią jeszcze przez chwilę, zanim się zanurzyłam. Była miękka, wilgotna, rozpalona. Wydawała z siebie ciche jęki, a potem coraz głośniejsze. Jej dłonie oplatały moje włosy, prowadziły mnie, przyciskały mocniej, kiedy zbliżała się do szczytu. Kiedy jej ciało zatrzęsło się pod moimi ustami, poczułam satysfakcję tak głęboką, że aż zabolała. Była piękna w tym rozpadzie. Prawdziwa. Leżałyśmy potem obok siebie, nagie, splecione, całe mokre od potu, od siebie nawzajem. Chciałam, żeby ten moment trwał. Żeby czas się zatrzymał. Ale nie zatrzymał się. Po godzinie Julia założyła sukienkę, poprawiła włosy w lustrze i spojrzała na mnie przez ramię. – Nie wiem, kiedy znów się zobaczymy – powiedziała, zapinając naszyjnik. – Ale wiem, że to nie był przypadek. Ja tylko skinęłam głową. Bo co miałam powiedzieć? Po jej wyjściu zostałam sama w tym pokoju. Patrzyłam na rozgrzane łóżko, na swoje ciało w lustrze. Byłam rozczochrana, z rozszerzonymi źrenicami, pachnąca seksem i… sobą. Prawdziwą sobą. To było coś więcej niż zdrada. To było odnalezienie tej części mnie, którą kiedyś ukryłam głęboko, zakopując pod rolami: żony, matki, „grzecznej dziewczyny”. Tego dnia wiedziałam już, że nie da się tego tak po prostu wyłączyć. Nie chciałam już wracać do poprzedniego życia w całości. Czułam, że właśnie zaczęła się zupełnie nowa historia. CDN.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Monia

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *