Od dziecka uwielbiałam jazdę konną. Tak bardzo, że gdy wyszłam za Nicka, właściciela szanowanej stadniny, wszystkim zdawało się, że będziemy tworzyć zgraną parę. Pewnie tak by było, gdyby nie chuć mojego Nicka, którego przezywałam swoim ogierem i chętnie ujeżdżałam ubrana jedynie w kowbojskie buty i kapelusz. Niestety, Nick za bardzo lubił inne… „klacze”, w tym pracownice i klientki swojej stadniny. Kajał się i przepraszał po każdej „jeździe”, ale zapanować nad sobą nie potrafił. Kiedy trafił do szpitala, pobity przez męża klientki, z którą mnie zdradzał, miarka się przebrała. Rozeszliśmy się w zgodzie, wręcz z niejakim żalem podpisywałam papiery rozwodowe.
Ale kiedy kilka lat później Nick zaprosił mnie do swojej stadniny, nie mogłam mu odmówić. Wiedziałam oczywiście, jak to się skończy, choć zdążyłam w międzyczasie wyjść za mąż po raz drugi. Szczęśliwie mój drugi małżonek uwierzył, że chodzi wyłącznie o konie.
Nick przywitał mnie przed stajniami – szatyn średniego wzrostu, ubrany w dżinsową kurtkę i spodnie oraz buty do jazdy konnej. Uchylił mi kapelusza i uśmiechnął się szelmowsko. Mimo upływu lat pozostawał cholernie przystojny.
Pozwoliłam mu ucałować swoją dłoń i zaprezentować nowe nabytki. Najlepszy z nich zostawił na koniec. Aż sapnęłam ze zdumienia na widok śnieżnobiałej klaczy. Nigdy nie widziałam tak jasnego ubarwienia. W try miga zapragnęłam osiodłać ją i pokłusować w siną dal. Nick dobrze wiedział, że zrobię wszystko, by przejechać się na tej klaczy. Mógł dyktować cenę i bynajmniej nie wyrażała się ona w pieniądzach. Podskoczyłam, gdy uszczypnął lekko mój pośladek.
– Wiem, że Śnieżynka ci się podoba – wyszeptał mi na ucho tym swoim namiętnym głosem. – Ona… może być twoja, Sophie. Możesz tu przyjeżdżać kiedy chcesz i jeździć na niej tak długo, jak sobie zażyczysz…
– Ale… – spytałam, unosząc brew.
Serce waliło mi jak szalone. Nick bywał nudnym mężem, ale nie kochankiem. Lubił wymyślać szalone rzeczy.
– Pojedziesz w tym. Wyłącznie w tym.
Wewnątrz boksu na haku wisiały dwa przedmioty: kowbojski kapelusz i skórzane buty z tłoczonymi zdobieniami. Niegdyś należały do mnie, w dawnych czasach, kiedy sądziłam jeszcze, że Nicka da się utemperować. Najwyraźniej zachował je sobie na pamiątkę. A mi na wspomnienie tamtych dni ciarki przeszły po plecach.
– Pojebało cię? Mam jechać na golasa?
– Wiem, że dasz sobie radę. – Nick oparł się o furtkę i po raz wtóry zaprezentował mi ten swój łobuzerski uśmieszek, tak skutecznie zmiękczający moje kolana. – Jesteś świetna w ujeżdżaniu.
Westchnęłam cicho. Klacz, Śnieżynka, mierzyła mnie tymczasem jednym okiem.
– Mam męża, a ty… narzeczoną? Dziewczynę?
– Oboje wiemy, po co tu przyjechałaś.
Sukinsyn był zbyt pewny siebie. Co gorsza miał rację. Aż mnie świerzbiło, żeby przejechać się na tej ślicznotce… a potem na Nicku.
– To co innego. Możemy zachować dyskrecję. Wystarczy trzymać mojego męża z dala od twojej stadniny. Co nie będzie trudne, bo nie przepada za końmi i muszę go siłą ciągnąć na jazdy. Chodzi o to, że jak wyjadę stąd bez niczego, to zobaczy mnie mnóstwo ludzi. Co za kogo ty mnie masz?
– Sophie… – Zbliżył się i ujął moje dłonie. Zajrzałam z bliska w jego zielony oczy. – Od kiedy stałaś się taką nudziarą? Specjalnie wybrałem dzisiejszy dzień. Nieliczni pracownicy siedzą w budynkach biurowych i ślęczą nad papierkami. Nie mam też zbyt wiele wynajętych jazd. A ja znam te okolice oraz ich trasy przejazdy. Pojedziemy tak, żeby nikt nas nie zobaczył. Zresztą… co to za zabawa bez odrobiny ryzyka?
– Ja pierdolę… – Zagryzłam wargę, wciąż się wahając.
Ale Nick już zdawał sobie sprawę, że wygrał. Skinął mi głową.
– Wiem, że nie odmówisz. Jesteś wariatka jakich mało. Za to cię pokochałem.
Serce mi zamarło. Pokochał, ale czy przestał kochać? Pisnęłam, gdy zamiast odpowiedzi dostałam soczystego klapsa w tyłek.
– Za pięć minut masz być gotowa.
Z tymi słowy ruszył w stronę boksu, gdzie czekał jego ulubiony koń, kary Antracyt. Prychnęłam i obróciłam się w stronę Śnieżynki. Weszłam do jej boksu i obejrzałam uważnie, ale klacz wyglądała na zdrową i silną. I bardzo piękną. Na razie założyłam jej całe oporządzenie.
Wyjrzałam jeszcze na zewnątrz, ale stajnia była cicha, jeśli nie licząc nucącego wesoło Nicka. Chyba rzeczywiście wygonił stąd personel. Z uczuciem porażki, ale i ze swego rodzaju ekscytacją, zaczęłam się rozbierać i chować rzeczy w skrzynce schowanej w kącie, którą Nick przyniósł tutaj chyba właśnie na tę okazję. Z haka zdjęłam kapelusz i buty. Chyba nie pozwoli mi tak wyjechać stąd?
Kiedy parę minut później wyprowadziłam Śnieżynkę z boksu, Nick gwizdnął z zachwytu. W lewej dłoni trzymałam uzdę klaczy, prawą zasłaniałam swój obfity biust. Oprócz tego byłam naga, jeśli nie liczyć kowbojskiego kapelusza, spod którego wystawał warkocz blond włosów i sięgających niemal do kolan butów. Nick przebiegł wzrokiem po moim płaskim brzuchu, wygolonym łonie oraz mocnych udach. Puścił mnie przodem, by móc podziwiać wyrzeźbiony tyłeczek, żywy dowód na to, że koniary mają najlepsze zadki.
– Dobra, dalej chcesz ciągnąć tę farsę? – zagadnęłam go przy wyjściu.
Czerwieniłam się od jego wścibskiego spojrzenia. Nick zagwizdał. Tym razem wywinęłam mu się, gdy chciał złapać za mój tyłek.
– Jaką farsę? Wsiadaj i jedziemy!
Wskoczył na Antracyta i otwarł drzwi stajni. Nie pozostało mi nic innego, jak wgramolić się na Śnieżynkę i ruszyć za nim. W świetle dnia przeszyła mnie fala poniżenia. Byłam na golasa. Dalej kurczowo zasłaniałam piersi, krocze jako tako zasłaniało siodło, ale to nie zmieniało faktu. A nie byłam tu anonimowa, pewnie wiele osób pamiętało mnie jako byłą żonę Nicka.
– Co to za pozycja? Chyba nie zapomniałaś, jak się jeździ? – upomniał mnie. Doskonale się bawił.
Prychnęłam, ale wyprostowałam się i chwyciłam wodze obiema dłońmi. Nick z zachwytem przyglądał się, jak moje obnażone piersi podskakują w rytm wolnego stępa. Nie pomagało, że zrobiłam się cały purpurowa na twarzy.
– Nick… tam są ludzie! – wysyczałam przez zaciśnięte zęby, podbródkiem wskazując na dalszą część pola, gdzie kilka osób uczyło się podstaw jeździectwa.
– Są daleko!
Nie protestowałam, świadoma nieuchronności. Miałabym teraz zawrócić i wywiesić białą flagę, po tym, jak tak łatwo wyskoczyłam z ubrań przed byłym mężem? Starałam się nie myśleć o swoim obecnym małżonku… Nick wywiódł nas na drogę prowadzącą do lasu, z dala od nowicjuszy, ale niebezpiecznie blisko szosy. Mijane auta musiały mieć niezły widok. Z trudem powstrzymałam się od zakrycia piersi.
– Błagam cię, przyspieszmy…
– Przecież widzę, że ci się podoba.
Wskazał na mój biust. Z rosnącym zażenowaniem stwierdziłam, że moje sutki zaczynają sterczeć. Narastało we mnie podniecenie, tu Nick miał rację. Uważałam się za dojrzałą kobietę, a on zrobił ze mnie napaloną dziewuchę. Kiedy ktoś zagwizdał na mnie z mijanego auta, nie wytrzymałam i ruszyłam kłusem. Z kłusa przeszłam w galop, pochylając się nad grzywą. Jej włosy łaskotały moją obnażoną skórę. Wbrew sobie poczułam przypływ adrenaliny. Oraz mrowienie w kroczu, które nieustannie ocierało się o wytarte siodło.
Zwolniłam dopiero w lesie. Oddychałam ciężko, jakbym pędziła na własnych nogach. Plecy zrosił mi pot. Nick dogonił mnie po chwili, wyraźnie rozbawiony.
– Pięknie wyglądacie. Jak się prowadzi?
– Ona… Jest cudowna – przyznałam po chwili wahania.
Do tej pory całą moją uwagę skupiłam na własnym negliżu, ale Śnieżynka prowadziła się cudownie, w galopie niemalże płynęła w powietrzu, mogłam właściwie nią sterować za pomocą nóg, udami ściskając jej grzbiet. Pogłaskałam czule szyję klaczy. W odpowiedzi Nick pogładził moje udo. Szorstkimi palcami przejechał niemal do biodra. Przeszyło mnie rozkoszne mrowienie. Nick potrafił czarować zarówno słówkami, jak i dotykiem.
– Byłem pewien, że się dogadacie.
Zdobyłam się jedynie na nieśmiały uśmiech. Przez las ruszyliśmy już spokojnie, pozwoliłam Nickowi zrównać się ze mną i podziwiać moje golutkie ciało. Nie ukrywałam podniecenia. Zaczynałam powoli rozumieć, co Nick widział w zdradach – smak zakazanego, dreszczyk ryzyka… Nawet jeśli czułam się paskudnie ze świadomością zdrady.
Nuda i stagnacja, jakie prześladowały moje obecne małżeństwo od kilku miesięcy nie stanowiły dla mnie wystarczającej wymówki, żeby paradować nago przed byłym mężem. A i tak to robiłam.
Zmieniałam pozycję i zaczęłam jechać po damsku, z nogami po jednej stronie. Przechodząc do niej, stanęłam na moment na jednym strzemieniu, oczywiście z tyłkiem wypiętym w kierunku Nicka. Pogładził go palcami, muskając oba pośladki opuszkami palców.
– Widzę, że dalej dbasz o swoje cztery litery…
Zostałam na chwilę wypięta i z chichotem przyjęłam dwa klapsy. Pomimo pozornego oburzenia, uwielbiałam dostawać w tyłek w ramach gry wstępnej. Nie ulegało wątpliwości, że to właśnie prowadziliśmy.
Przeszłam wreszcie do jazdy do damsku, nogami w jego stronę. Lekko rozchyliłam uda, na tyle, na ile pozwalało mi siodło, tak, żeby mógł dojrzeć moją kobiecość. Rozmawiałam z nim o błahostkach, jakbym wcale nie jechała nago przez las, żeby w jakimś ustronnym miejscu zdradzić aktualnego męża z byłym.
Okazało się, że Nick przygotował mi jeszcze jedną niespodziankę. Urwałam w pół słowa i zadarłam głowę, słysząc przed nami rżenie konia i tupot kopyt. Wielu kopyt. Koni, a zatem i jeźdźców, musiało być więcej.
– Ty gnojku! Oszukałeś mnie!
Złapał za moje wodze i nie pozwolił mi zawrócić. Po lewej i prawej miałam gęsty las, ale nie pomyślałam, żeby zeskoczyć z siodła. Zupełnie jakbym miał do niego przyklejony tyłek. Nie chciałam zostawiać Śnieżynki. Wobec tego pozostawało mi skulić się, kurczowo ścisnąć uda, nasunąć kapelusz na twarz i zakryć goliznę obiema dłońmi. Cała trzęsłam się ze wstydu oraz strachu, że ktoś mnie pozna.
Po chwili Nick wymienił uprzejmości z jakimś pracownikiem. Nie rozpoznawałam go po głosie, ale i tak przeszyła mnie fala poniżenia. Mieli moje obnażone ciało na wyciągnięcie dłoni. Ich przejazd zdawał się trwać wieczność, jakby specjalnie zwolnili, żeby mi się przyjrzeć.
Wstrzymałam oddech i wypuściłam powietrze dopiero wtedy, gdy ucichł za nami tętent tamtych koni. Chyba towarzyszyły im rozmowy. Pewnie o nagiej kobiecie na koniu.
– Dlaczego chciałeś mnie upokorzyć? – wybuchłam. – To jakaś zemsta za rozwód?
– Zemsta? – Nick zmieszał się wyraźnie. – Sophie… Chciałem zaszaleć. Nie znam drugiej wariatki takiej jak ty. Żadnej, która odważyłaby się na coś takiego.
To chyba miał być komplement. Jechałam dalej z zaciśniętymi ustami, patrząc do przodu, pomiędzy uszy Śnieżynki. Nienawidziłam samej siebie za to, że tak lekko wyskoczyłam z ubrań i wdałam się w tak ryzykowną grę. Co gorsza, wcale nie zepsuł mi się nastrój. Chuć zdawała się narastać. Nie czułam czegoś takiego od czasu… mojego drugiego małżeństwa.
Nick przystanął nagle, wychylił się w siodle i podniósł coś z ziemi.
– Zobacz, ktoś zgubił apaszkę. Tego nie mogłem zaplanować – dodał z niewinną miną i uśmieszkiem sugerującym, że jedynie skrzętnie wykorzystuje nadarzającą się okazję.
– I myślisz, że teraz ich dogonię i im to oddam? – wycedziłam, zakrywając znów biust. Nie mogłam ścierpieć jego spojrzenia.
Nick zawiesił apaszkę na łęku mojego siodła i znów poklepał moje udo.
– Zuch dziewczyna. Będę już czekał nad jeziorem. Pamiętasz miejsce?
Odjechał kłusem, nie czekając na odpowiedź. Zmięłam w ustach przekleństwo. Ten. Pieprzony. Sukinsyn. Wzięłam w dłoń i apaszkę i zapatrzyłam się w nią. Powinnam go dognać i… Cholera, mnie samej było trudno uwierzyć, że to robię.
Zawróciłam i dogoniłam tamtych ludzi. Zajęło mi to parę minut, ale tym razem na szczęście nikt nie patrzył na moje podskakujące piersi. Przynajmniej do moment, gdy nie zwróciłam na siebie uwagi przenikliwym krzykiem. Zatrzymali konie i spojrzeli na mnie, nie kryjąc szoku. Na szczęście nie kojarzyłam ani nikogo z dwójki pracowników, prowadzących grupę, ani spośród klientów. I tak na moment odebrało mi oddech.
– T-tak? – spytał z wahaniem chłopak, z którym Nick wymieniał uprzejmości. Usilnie starał się nie patrzeć na moje zroszone potem piersi.
Wzięłam się w garść i uniosłam dłoń z apaszką.
– Kto zgubił… – wydobyłam ze ściśniętego gardła.
Po niezręcznej chwili drobna brunetka z włosami do ramion uniosła rękę. Podjechałam do niej i wcisnęłam apaszkę. Jej towarzysze nawet się nie kryli, tylko podziwiali z bliska moje golutkie ciało. Po plecach przeszedł mi zimny dreszcz.
– Pilnuj swoich rzeczy – warknęłam i odjechałam szybko.
Kwadrans później zjechałam nad jezioro, gdzie znajdowało się miejsce na biwak. Na szczęście czekał tam wyłącznie Nick. Zeskoczyłam ze Śnieżynki i pozwoliłam, by przywiązał ją do palika obok swojego Antracyta. Wtedy naskoczyłam na niego.
– Co ty sobie myślisz?!
Nie słuchał. Pisnęłam cienko, kiedy wziął mnie na ręce i zrzucił kapelusz z głowy. Pocałunkiem stłumił protesty. Nie pozostało mi nic innego, jak objąć jego szyję i odpowiedzieć na pocałunek. Nick całował jak za starych, dobrych czasów, namiętnie, nieco łapczywie, ale umiejętnie. Emocje buzowały we mnie.
Siadł ze mną na kolanach na jednej z ławce i zaczął obmacywać piersi. Biernie przyzwalałam na to, choć nadal musiałam się wyżyć.
– Jesteś cham. Żeby tak mnie poniżyć!
– Wiem, że to lubisz.
Westchnęłam, gdy Nick nachylił się i zaczął lizać mój pęczniejący sutek. Stłumiłam jęknięcie, bo znał się na pieszczotach. Nie to co mój mąż… Na jego wspomnienie postanowiłam ochłonąć, choć przecież odwlekałam nieuchronne.
Wyrywałam się z objęć Nicka. W biegu pozbyłam się butów, rozpuściłam warkocz i już ostatecznie kompletnie naga obmyłam się w jeziorze. Nick przyglądał się temu z nieskrywanym zachwytem, a po wyjściu na brzeg uraczył mnie butelką wody.
– Dalej się dąsasz?
– Dalej – burknęłam, boleśnie świadoma, że mokra, z włosami lepiącymi się do ramion, wyglądam jeszcze bardziej ponętnie.
– Chyba wiem, jak temu zaradzić.
Włożył mi dłoń między nogami. Sapnęłam, gdy złapał za kobiecość. Zacisnęłam na niej uda, ale on nie puszczał. Kiedyś należała do niego, to on rozdziewiczył mnie, gdy byliśmy jeszcze nastolatkami, ale teraz kto inny był moim mężem… Cóż, wygląda na to, że przyjdzie mi wrócić do tej samej rzeki.
Puściłam butelkę i wbiłam paznokcie w jego nadgarstek.
– Och! – Nie mogłam powstrzymać jęku.
– Dalej się dąsasz? – spytał ze swoim firmowym uśmiechem. Włożył mi dwa palce, prędko odnalazł łechtaczkę.
– Posłuchaj, sukinsynu… Teraz wynagrodzisz mi wstyd, a potem zaprowadzisz z powrotem do stajni, tak, żeby nikt mnie nie widział. N i k t, rozumiesz?
– Nikt? Nawet ja? – Uniósł brwi w udawanym zdziwieniu. Palce włożył tylko głębiej.
– Wiesz, co mam na… Och! …myśli!
Wycofał dłoń i poprowadził w pobliskie krzaki, żebyśmy mieli minimum dyskrecji. Złapał za mój tyłek władczym tonem. Zdjęłam i zabrałam mu kapelusz, żeby pokazać, że choć w jednym będę górą. Po znalezieniu wygodnego kawałka trawy pozwoliłam mu zdjąć tylko kurtkę, potem pchnęłam go na ziemię. Stanęłam nad jego twarzą. Uśmiech miał jeszcze szerszy niż do tej pory.
Opuściłam powoli tyłek, aż usiadłam na jego twarzy. Czułam nos oraz wysunięty języczek, chciwie zlizujący soki z moich warg sromowych. Poruszając rytmicznie biodrami, ujeżdżałam go powoli. Nie dbałam o to, czy się tam udusi, czy nie. Zresztą Nick ucapił dłońmi moje uda i jeszcze mnie docisnął.
Nie hamowałam się z jękami, nie dbając już o to, że ktoś może go usłyszeć z drogi albo zjechać nad jeziorem. Liczyła się twarz Nicka dociśnięta moim ciężarem do podłoża, jego język muskający wciąż uciekającą mu waginę. Podniecenie było coraz mocniejsze. Ruszyłam biodrami szybciej i szybciej, Nick był moim ogierem. Stęp, kłus, galop. Cwał.
Z gardła wydobywały mi się krzyki szalonej rozkoszy. Ale nie tak chciałam skończyć. Uniosłam się i kucnęłam nad nim, pozwalając mu złapać oddech. Nick, siny na twarzy, oblizał jeszcze moją mokrą waginę. Wstałam i przeszłam nad nim. Bosą stopę położyłam na kroczu. Nick szybko rozpiął spodnie i wydobył sterczącego członka. Kucnęłam nad nim, powoli wprowadziłam go w siebie, aż zadarłam głowę i jęknęłam przeciągle. Nick zacisnął dłonie na moich biodrach.
Poprawiłam kapelusz kowbojski, uśmiechnęłam się i… ruszyłam. Delikatny stęp, zaraz kłus. Nick trzymał mnie, nie pozwalał przyrodzeniu wysunąć się. Pojękiwałam spazmatycznie, piersi podskakiwały jak przy jeździe. Bo to była jazda. Przyspieszyłam do galopu, raz po raz czując jego penisa w sobie.
Nick chciał przejąć kontrolę, ale spoliczkowałam go. To ja go ujeżdżałam, on był moim ogierem. Wobec tego oblizał jedynie wargi, wciąż wilgotne od moich soków. Narzucałam sobie coraz ostrzejsze tempo. Cwał. Uderzałam raz po raz, rżnięta przez Nicka, wreszcie poznając, co to znaczy zdrada.
Wygięłam plecy w łuk, szczytując w niesamowitym orgazmie. Jednocześnie czułam, jak zalewa moje wnętrze, ale to nie miało to znaczenia. Padłam obok niego na trawę bez tchu.
Po chwili podniósł mnie i zaniósł nad jezioro. Tym razem był czuły i delikatny. Obmyliśmy się razem. Po wyjściu na brzeg Nick także został nago, co uspokoiło mnie nieco, bo oznaczało, że ma pewność, że będziemy tu sami. Konie parskały nerwowo, ale my cieszyliśmy się sobą, jakbyśmy znów byli małżeństwem.
Nick podszedł na chwilę do swojego Antracyta i wrócił z liną. Sprawnie przełożył mi ręce za plecy i związał nadgarstki. Nie prostowałam, zachichotałam tylko jak podlotek. Trzasnął mocno w mój pośladek.
– Klacz się wypnie.
Uklękłam przed nim, oparta o ławkę. Nick owinął sobie moje włosy wokół pięści, drugą rękę położył na karku.
– No to wio!
Jego penis wszedł we mnie po raz kolejny. Stęp, kłus, cwał, galop.
Leave a Reply