Opowiadania zawiera motyw ekshibicjonizmu.
– Jaką chcesz? – zapytał Szymon, scrollując menu pizzerii w telefonie.
– Normalną. Bez niczego. Sam ser.
Spojrzał na mnie z półuśmiechem.
– Wow. Odważnie.
Przewróciłem oczami.
– Przynajmniej wiem, czego chcę.
Nie pierwszy raz spałem u Szymona tego lata. I na pewno nie pierwszy raz musiałem wysłuchiwać jego komentarzy o moim “nudnym podniebieniu”.
– Mamy jeszcze coś do picia? – rzuciłem, przeciągając się.
– Chyba została cola. – odpowiedział, nie odrywając wzroku od telefonu.
Szymon był moim przyjacielem od lat. Od podstawówki, aż po liceum i nasz pierwszy wolny, długi wakacyjny lipiec po maturze. Zawsze był wyluzowany, z lekko kręconymi włosami i silniejszą sylwetką niż większość chłopaków z klasy.
– Dobra, zamówiona. W chuj gorąco dzisiaj.
– Zostaję w samych bokserkach.
– Ja też.
Szymon ściągnął krótkie spodenki i rzucił je w kąt. Przeciągnął się, stanął tyłem, a ja mimowolnie zawiesiłem wzrok. Próbowałem się opanować – ale coś we mnie zadrgało. Od jakiegoś czasu częściej myślałem o chłopakach. A z nikim nie byłem tak blisko jak z nim.
– Cola była pod szafką, nie? – zapytał.
– Tak, chyba tak.
Przyklęknął i pochylił się, szukając butelki. Bokserki się napięły, a potem… Coś się przesunęło. Z jego nogawki wypadł mu kutas. Widziałem jak przesuwają mu się jaja, a potem jak główka dynda mu przy udzie. Całość trwała krótko, ale moje tętno znacznie przyspieszyło. To był prawdziwy męski kutas.
– O kurwa – mruknął, cofając się nagle i poprawiając materiał. Spojrzał na mnie kątem oka. – Widziałeś?
– E… no.
Usiadł z powrotem i przez chwilę wpatrywał się w ekran telewizora.
– Ej luz – rzuciłem, próbując rozładować napięcie. – Nie przejmujesz się chyba mną?
– Mhm.
Przez chwilę nie mówił nic. Ale zauważyłem, że potem sam sięgnął do bokserków i jakby… nieco luźniej je poprawił. Jakby się zawstydził.
– W sumie… dobra – rzucił po chwili. – Ale… Nie chciałeś nigdy zobaczyć kutasa drugiego gościa?
Spojrzałem na niego.
– Serio pytasz?
– No…
Milczałem. Serce waliło mi jak szalone.
– Możemy… porównać? Tak tylko. Dla beki.
Uśmiechnął się krzywo, ale już nie wyglądał na speszonego. Raczej… zaintrygowanego. Może był nawet lekko dumny, jakby coś w nim mówiło: „czemu nie, przecież to nic złego”.
– Okej – powiedziałem cicho. – Ale równocześnie.
– Jasne.
Przesunęliśmy materiał. I spojrzeliśmy.
To się stało tak szybko. I teraz dwóch chłopaków z opuszczonymi bokserkami i z penisami na wierzchu klęczeli przed sobą i patrzyli się na siebie.
Milczenie było cięższe niż wcześniej.
Szymon odezwał się pierwszy.
– No dobra, teraz wiem, że nie mam najmniejszego.
Uśmiechnąłem się krótko.
– Ok?
– Ale ty też ok. Wygląda inaczej.
– Twój też. Fajny.
Nie wiem, czemu to powiedziałem. Może żeby nie czuł się głupio. Może żeby nie czuć się samemu. Ale to była prawda, Szymon wyglądał inaczej. Grubszy trzon, ciemniejsza skóra, szersza nasada. Jego jądra wisiały niżej, były bardziej „pełne”, jakby cięższe. Jego napletek okrywał główkę jak męski tulipan. Dookoła była sporo kręconych włosków.
Miałem ochotę się przyjrzeć, ale walczyłem ze sobą.
– Chcesz zobaczyć z bliska? – zapytał nagle, niby luźno, ale zauważyłem jak napina lekko mięsień uda, jakby się lekko prezentował.
– A ty?
– No… skoro już się rozebraliśmy, to może warto skorzystać z okazji. I tak nikt nie widzi.
Miał rację. Nikogo nie było. Wakacyjna noc, zamknięty pokój, dwaj przyjaciele.
Odsunąłem materiał niżej. On też. Tym razem bez śmiechu.
Spojrzałem na niego, próbując nie robić tego zbyt nachalnie.
– Dziwne to, co? – mruknął. – W sensie…
– Mhm. – Odpowiedziałem, starając się ukryć, jak bardzo mnie to podnieca. Mając twarz ciut bliżej jego członka, czułem jak przechodzi przeze mnie nowy dreszcz i ciepło w brzuchu. Szymon naciągnął skórkę z napletek i pokazał mi główkę swojego penisa. Poczułem słonawy zapach męskiej intymności. Szymon się przeciągnął, nie chowając się, tylko patrząc przed siebie. Zupełnie jak faceci patrzący w ścianę podczas korzystania z pisuaru. Był… zadowolony? Może nie dumny, ale jakby nie miał nic przeciwko temu, że jestem ciekawy.
I chyba faktycznie lubił tę uwagę.
– Dziwne, że się nie krępuję. Myślałem, że będę. Ale w sumie jesteś git.
Przełknąłem ślinę.
– Widziałem cię z gorszych kątów.
– Hahaha, jasne. – Uśmiechnął się do siebie i najpierw naciągnął napletek na penisa, a potem podciągnął bokserki, powoli.
Potem wstał, sięgnął po butelkę coli i podał mi bez słowa. Wrócił na kanapę i włączył grę. Jakby nic się nie stało.
Ale obaj wiedzieliśmy, że coś się zmieniło.
Wpatrywałem się w ekran, z kontrolerem w dłoni, ale obraz rozmazywał mi się przed oczami. W głowie miałem tylko jego kształt, jego spokój, jego brak wstydu.
Czemu tak bardzo podnieciła mnie ta wymiana?
Czułem, że tracę rozum, bo ilekroć na niego spojrzałem, miałem przed oczami jego kutasa. Myślałem o jego jądrach. Przypominało mi się jak zsuwa napletek…
Nie minęło sporo czasu, a Szymon zatrzymał grę. Zamilkł na dłużej niż zwykle. Miał wzrok wbity w ekran, ale nie grał. Pad leżał na jego udzie, nieruchomy.
– W sumie… chcesz dotknąć?
Głos miał lekko chrapliwy, jakby zapytał o coś dużo nielegalnego. Spojrzałem na niego. Według każdego męskiego kodeksu, to było prawie nielegalne. Trochę pedalskie.
– Co?
– No… skoro tak patrzyłeś. Myślałem, że może też jesteś ciekaw.
Przełknąłem ślinę. Byłem. Bardziej, niż powinienem.
– Nie wiem… – powiedziałem, starając się brzmieć spokojnie i heteroseksualnie.
– Ja nie jestem gejem, wiesz o tym. – dodał szybko. – Ale… nie wiem. To dziwne. Ciekawe. I… nie mam z tym problemu.
– Okej.
Szymon przesunął materiał bokserków i odsłonił się ponownie. Tęskniłem za tym widokiem.
– No? Masz okazję.
Serce waliło mi jak młot. Ostrożnie się nachyliłem, jakbym miał dotknąć jakiegoś delikatnego eksponatu w muzeum.
Palcami przesunąłem się nieco powyżej podstawy, niepewnie. Miękka skóra, lekko ciepła, włosy kręciły się jakby chaotycznie, naturalnie. Czubek trochę wilgotny, ale nie mokry.
Szymon oddychał cicho.
– Co myślisz?
– Masz jaja bardziej wiszące. Jakby bliżej siebie. Moje są… zwarte?
Zaśmialiśmy się obaj lekko.
– No ale to nie tak, że jestem zazdrosny. Po prostu… ciekawe.
– No właśnie. Ciekawe.
Szymon przysunął się odrobinę. Nadal odsłonięty, już bez wstydu.
Trwało to dłużej, więc zrozumiałem, że nie próbował mnie sprowokować. Pozwalał mi patrzeć. Bezpiecznie. Nie spieszyłem się.
Szymon spojrzał na mnie spokojnie.
– Mogę cię o coś zapytać?
Kiwnąłem głową.
– Co cię właściwie ciekawi… w oglądaniu facetów? W sensie – nie atakuję. Po prostu pytam.
Poczułem, jak ściska mi się żołądek. Ale jego ton był szczery. Nie było tam kpiny. Tylko… zainteresowanie.
– Nie wiem, czy umiem to wyjaśnić.
– Spróbuj.
Westchnąłem i spojrzałem gdzieś w bok.
– Chyba chodzi o różnice.
– Ale dziewczyny są jeszcze bardziej różne.
– Ale jakby… jesteśmy tacy sami, a jednak nie.
Szymon nie przerywał.
– I co jest w tym takiego ciekawego?
– Może to, że przez całe życie widzisz tylko swoje ciało. I myślisz, że tak wygląda każdy. A potem okazuje się, że nie.
– I ja… też jestem „inny”?
Spojrzałem na niego z ukosa. Był rozluźniony, bokserki nadal zsunięte.
– Ty… jesteś bardzo inny. Ale w taki sposób, że… trudno się nie przyglądać.
Uniósł brwi, lekko zaskoczony.
– W sensie… co?
– Masz inne proporcje. Inne kształty. Nawet włosy. Skóra. To wszystko jest… no nie wiem. Fizycznie ciekawe.
– Czyli jak jakieś… badanie anatomiczne? – uśmiechnął się lekko.
– Trochę. Ale z emocjami. Jednak znam się z tobą lepiej niż z lekarzem.
Przez chwilę milczał.
– A czemu akurat ja? Czemu nie ktoś inny?
– Bo jesteś blisko. Bo mi ufasz.
Uśmiechnął się cicho.
– Czyli dobrze, że nie jestem z tych, co spinają się o wszystko. – zapytał z dumą.
– Właśnie.
Znów przez chwilę panowała cisza, ale była dobra.
– No dobra. Jak już jesteśmy tacy szczerzy… – Szymon spojrzał na mnie z ukosa. – A mnie to też zaczęło trochę ciekawić. Co we mnie tak działa.
– Jak to?
– No bo… serio, nie jestem gejem. Ale świadomość, że ktoś tak patrzy na mnie nago… Nie wiem. Ciekawe uczucie.
– Podoba ci się, że jesteś obserwowany?
– Nie wiem, czy „podoba”, ale… nie przeszkadza. Może nawet trochę łechce ego.
Roześmialiśmy się.
– Czyli jesteś teraz modelem?
– No, w pewnym sensie tak. I jak już patrzysz, to patrz. Bo ja się nie będę tak często odsłaniał.
Szymon całkowicie akceptował sytuację. Ja za to czułem, napięcie w brzuchu a między nogami… no właśnie.
Wiedziałem, że robi mi się lekki wzwód. Nie taki pełny, ale mimo wszystko, czułem jak mój penis się unosi.
Próbowałem się przesunąć bokiem, udawać, że nic się nie dzieje, ale Szymon zerknął. I nie odwrócił wzroku od razu.
Spojrzał mi w oczy. Zobaczył, że się spiąłem.
– Ej – rzucił cicho. – Jest ok.
– Co? – udałem głupiego.
– Wiem, że ci stanął trochę. Luz. Serio.
Zaczerwieniłem się, ale tylko lekko.
– Nie chodzi o to, że… no wiesz.
Szymon kiwnął głową.
– Luz, to normalne. Jesteśmy nago, blisko. Nie musisz się tego wstydzić.
Zamilkłem.
– Ja też miałem coś podobnego kiedyś – dodał. – Na wf-ie, w szatni.
– Na widok chłopaków?
– Trochę. Nie jestem gejem, ale to tylko kutas. Staje czasem przypadkowo. Ale wtedy się wstydziłem. Teraz… nie wiem. Może jestem starszy. Może mam wyjebane.
Na pewno róźniłem się od Szymona. Na wf-ie często mi stawał.
I może właśnie to było najbardziej intymne. Chyba akceptowałem coraz bardziej, że podobają mi się chłopcy i będzie mi stawać na ich widok. Będzie mnie ciekawić jak wyglądają kutasy kolegów i będę miewał mokre sny o aktorach z filmów Marvela.
Ale tera przyglądałem się w ciszy bez wyrzutów sumienia. Uśmiechnąłem się. Ulgowo. I poczułem, że wszystko było okej.
EPILOG:
Obudziłem się przed nim. Czasem tak mam, że organizm sam stawia mnie na nogi, jakby wiedział, że coś trzeba przemyśleć, zanim zrobi się hałas dnia.
Słońce sączyło się przez żaluzje, a Szymon leżał z twarzą w poduszkę, oddychając spokojnie. Bokserki miał lekko zsunięte (niechcący albo nie). Patrzyłem na jego penisa, na trzon z widoczną siecią żył tuż pod skórą, lekko zsunięty napletek, który ukazywał nagą, różową żołądź, na mosznę przyklejoną lekko do skóry nogi, na jej pomarszczoną teksturę.
Nie czułem wstydu. Była raczej… cisza. Pytania bez odpowiedzi.
Wstałem i poszedłem do kuchni nalać sobie wody. Gdy wróciłem, on już siedział na łóżku, przecierając oczy.
– Długo nie śpisz? – zapytał zaspanym głosem.
– Od niedawna.
Usiadłem na brzegu materaca.
– Dziwnie się czujesz? – dodał, bez patrzenia na mnie.
– Nie wiem.
– Ja trochę tak. Ale… nie w zły sposób.
Spojrzałem na niego. Miał rozczochrane włosy i zagnieciony policzek, jak dziecko po drzemce.
– Myślisz, że to było dziwne? – zapytałem.
– Trochę. Ale bardziej ciekawe i ludzkie.
Zamilkłem. Mądrze to ujął. Byłem pod wrażeniem, że potrafił tak zaraz po przebudzeniu.
– Nie wiem co teraz.
Szymon przeciągnął się, westchnął cicho i poklepał materac obok siebie.
– Załatwmy śniadanie. I może pogramy jeszcze raz.
Uśmiechnąłem się.
– A potem?
– A potem będzie git.
I było git. I można było oddychać.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Chciałem uchwycić moment, w których granice kontaktu z drugim ciałem stają się płynne, nie przez prowokację, ale przez szczerość, zaufanie i brak oceny. Dwóch chłopaków odkrywa swoje preferencje seksualne.
Leave a Reply