Leżeliśmy obok siebie na ciepłym piasku, przykryci wspólnym ręcznikiem. Słońce chyliło się ku zachodowi, a fale kołysały się spokojnie w tle. Jej dłoń leżała na moim brzuchu, a moje palce błądziły po jej ramieniu.
Nie spaliśmy długo. To była raczej drzemka, krótki moment oderwania od rzeczywistości.
Kiedy się podnieśliśmy, popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się lekko. Jej oczy błyszczały jeszcze od emocji, włosy były zmierzwione, a usta nadal miały mój smak.
— Musimy wracać — powiedziała cicho.
Skinąłem głową.
Szliśmy w milczeniu przez las, trzymając się za ręce. I choć nadal czułem jej ciepło, coś zaczęło się zmieniać. Intuicja. Cichy niepokój.
Dopiero gdy zbliżyliśmy się do domku, zrozumiałem, dlaczego.
Przed wejściem stał mężczyzna. Oparty o ciemnogranatowy samochód. Wysoki, ubrany jakby dopiero co wyszedł z miasta — koszula, jeansy, buty zbyt eleganckie na piasek. Ramiona skrzyżowane, spojrzenie wbite prosto w Wiolę.
Mateusz.
Odruchowo puściłem jej dłoń.
Ona zatrzymała się na moment, jakby coś ją ścisnęło w środku. Potem ruszyła dalej, powoli, spokojnie. Zostawiła mnie kilka kroków za sobą.
Mateusz podszedł do niej. Mówił coś cicho. Nie słyszałem słów. Ale widziałem wszystko. Gesty. Mimika. Cień, który przeszedł przez jej twarz.
Podszedłem dopiero wtedy, gdy na mnie spojrzała.
— Szymon — powiedziała z miękkim smutkiem. — To… Mateusz. Przyjechał bez zapowiedzi.
— Rozumiem — odpowiedziałem, choć tak naprawdę niczego nie rozumiałem.
Czułem, że wszystko, co między nami było — to namiętne, dzikie, intensywne „tu i teraz” — właśnie stanęło naprzeciw tego, co stare, znajome, może trudne… ale stabilne.
Patrzyłem, jak Mateusz delikatnie dotyka jej ramienia. Jak Wiola nie protestuje.
— Przepraszam — wyszeptała, spoglądając na mnie z bólem w oczach. — Chciałam się zgubić. A odnalazłam coś, co powinnam była wcześniej zakończyć.
Uśmiechnąłem się, ale był to uśmiech pełen goryczy.
— A może po prostu odnalazłaś siebie — odpowiedziałem. — I to dobrze.
Nie powiedzieliśmy już nic więcej.
Ona odwróciła się, a ja patrzyłem, jak wsiadają do auta. Drzwi się zamknęły. Silnik ruszył. Zniknęli za zakrętem.
Zostałem sam przed domkiem.
Morze w oddali szumiało jak wcześniej, jakby nic się nie zmieniło. Ale ja już wiedziałem, że zmieniło się wszystko.
To było tylko kilka dni.
Ale niektóre historie nie muszą trwać długo, by zostawić ślad na całe życie.
Koniec
Leave a Reply