Pamiętam, jak delikatna była jej dłoń w mojej, gdy wracaliśmy z plaży. Nie chcieliśmy mówić za dużo. Cisza była wystarczająca. Czułem, że coś się wydarzyło między nami. Coś kruchego, ale prawdziwego.
Byliśmy sobie obcy jeszcze rano. Teraz każdy krok, każde spojrzenie przypominało raczej powrót niż początek. Jakbyśmy przez przypadek odnaleźli się po długim czasie.
Dom, który wynajmowałem, był prosty, ale przytulny. Drewniany, z dużym łóżkiem przykrytym lnianą pościelą, pachnący słońcem i świeżością. Gdy zamknąłem za nami drzwi, spojrzałem na nią — opalona skóra, rozwiane włosy, te jasne oczy, które teraz były inne. Głębsze.
Wiola weszła bez słowa, jakby dokładnie wiedziała, po co tu przyszła. Zostawiła klapki przy drzwiach i powoli zdjęła narzucony na ramiona ręcznik. Stała teraz w samym bikini. Nie spuszczała ze mnie wzroku.
— Chyba się trochę spaliłam — powiedziała cicho, dotykając ramienia.
Podszedłem bliżej, musnąłem palcami jej skórę. Była ciepła, lekko zaróżowiona od słońca.
— Na szczęście mam coś chłodzącego — szepnąłem, wyciągając z lodówki balsam z aloesem.
Usiadła na łóżku tyłem do mnie, rozpuszczając włosy. Zsunąłem ramiączka i zacząłem wcierać chłodny balsam w jej ramiona, kark, plecy. Zadrżała.
— Masz zimne ręce… — jęknęła z uśmiechem.
— Zaraz będą gorące — odpowiedziałem, przesuwając dłonią niżej, po linii kręgosłupa aż do dolnej części pleców. Jej ciało zaczęło odpowiadać. Oddech stał się cięższy, ruchy bardziej niespokojne.
Odwróciła się nagle twarzą do mnie i przyciągnęła do pocałunku. Tym razem nie był on delikatny. Był głodny. Chciała mnie, tak samo mocno, jak ja jej.
Zrzuciłem koszulkę, ona jednym ruchem pozbyła się stanika. Nasze ciała złączyły się w pośpiechu, ale nie było tu niczego mechanicznego. Każdy dotyk miał znaczenie. Każdy pocałunek opowiadał o pragnieniu, które narastało od chwili, gdy spotkaliśmy się na plaży.
Oparła się o ścianę, a ja klęknąłem między jej nogami, zsunąłem jej dół bikini i powoli przesunąłem ustami po wnętrzu jej uda. Jęknęła, chwyciła moje włosy. Jej biodra same zaczęły się poruszać.
Gdy znów znaleźliśmy się twarzą w twarz, spojrzała mi głęboko w oczy.
— Chcę cię. Teraz. Tak bardzo.
Nie musiała mnie prosić dwa razy.
Położyłem ją na łóżku i wszedłem w nią powoli, aż całe nasze napięcie rozlało się w jednym westchnieniu. Zaczęliśmy się kochać — najpierw powoli, z czcią, jakbyśmy poznawali swoje granice.
Ale potem… potem nie było już żadnych granic.
Przyciągała mnie mocno. Naciskała, poruszała się pod moim ciałem, patrząc mi prosto w oczy. Jej paznokcie wbijały się w moje plecy, a usta szeptały moje imię, raz po raz, coraz szybciej.
Zmienialiśmy pozycje. Ona na mnie, ja znów nad nią. Byliśmy wilgotni od potu, od siebie, od słodkiego wyczerpania. Całowałem ją wszędzie — piersi, szyję, brzuch, aż znów poczułem jej miękkie ciało drżące pod moim.
Kiedy doszła, zatrzęsła się cała. A potem jeszcze raz. I jeszcze. Trzymałem ją mocno, aż sam poczułem, że nie dam rady dłużej. Zakończyłem w niej, głęboko, mocno, z jękiem, który nie był tylko fizyczny. Był wszystkim, co w niej czułem.
Leżeliśmy potem w ciszy. Jej głowa na mojej piersi, moje palce przesuwały się po jej ramieniu.
Przerywając ciszę, powiedziała swoim kojącym głosem: Zostań na zawsze ze mną.
Zamiast odpowiedzieć, pocałowałem ją w czoło czule i obydwoje zamknęliśmy oczy.
Koniec Części II
Leave a Reply