Moj pierwszy raz

Kontynuacja opowiadań: “Pierwszy i drugi” oraz “Trzeci pocałunek”
Polecam zapoznać się najpierw z powyższymi, jeśli ich nie znacie.   

Przez kolejne dni próbowaliśmy znaleźć choćby chwilę, gdy moglibyśmy być sami. Niestety, nie było to łatwe. Za każdym razem, gdy przesiadywałem u Bartka, starałem się wymyślić sposób, jak wymknąć się do jego brata. Wpadałem do pokoju Michała pod byle jakim pretekstem – czasem udawałem, że szukam ładowarki, a czasem że chcę pożyczyć zeszyt. On zawsze siedział na łóżku z książką, ale odkładał ją na bok, gdy tylko zamykałem za sobą drzwi. Czekał w milczeniu, patrząc na mnie spod opadającej grzywki. To ja musiałem zacząć: pocałunek, dotyk, szept. Michał nigdy nie zrobił pierwszego kroku, ale nie przeszkadzało mi to. Najważniejsze dla mnie było, że pozwalał się całować i macać.

Spotykaliśmy się też za garażami na moim osiedlu. Rosło tam wiele krzaków, które zasłaniały nas przed wzrokiem sąsiadów. Mimo strachu, że ktoś nas nakryje, pozwalaliśmy sobie tam na gorące pocałunki. Raz nawet, gdy się podnieciłem, odwróciłem Michała tyłem do siebie, docisnąłem go do ściany i zacząłem pocierać swoim kroczem o jego pośladki, jednocześnie całując go w szyję. Strasznie mnie to podniecało, jednak Michał szybko to przerwał, twierdząc, że zaraz ktoś może to zobaczyć. Mimo to, że bardzo chciałem kontynuować, musiałem przyznać mu rację.

I tak mijały dni. Każde spotkanie było krótkie – ledwie chwila, gdy czułem, że coś między nami iskrzy, a potem znowu wracaliśmy do udawania, że nic się nie stało. Za każdym razem obiecywałem sobie, że następnym razem uda nam się wyciągnąć z tego, choć minutę więcej.

Niedługo później stało się coś, dzięki czemu faktycznie zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu – a wszystko dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu.

Któregoś wtorku, gdy siedzieliśmy sobie w szkole, Bartek nagle wypalił do mnie, że ma do mnie jakąś sprawę.
– Słuchaj, bo jest taka sprawa – zaczął, drapiąc się po karku. – Mojemu braciszkowi nie idzie najlepiej z matmy, a wiesz, jak tu jest w domu. Wszystko musi być na odpowiednim poziomie. Starzy chcieli, żebym go jakoś podszkolił, ale wiesz, jaki ja jestem. Nie nadaję się do tego, żeby uczyć innych.
– No i…? – spytałem, udając obojętność.
– No i mój brat wypaplał, że ty jesteś super z matmy. Może to ty mógłbyś go uczyć? Właśnie, dlatego starzy kazali mi się ciebie zapytać, czy się zgodzisz. Kazali też wspomnieć, że oczywiście nie za darmo.

To był genialny pomysł. Z trudem powstrzymywałem się od okazania nadmiernego entuzjazmu.
– W sumie przydałaby mi się trochę dodatkowej kasy – mruknąłem, wzruszając ramionami.
– Czyli zgadzasz się?
– Tak.
– Okej, przekaże starym. Trochę lipa, bo będzie mniej czasu na bujanie się po szkole.
– No trochę…

Jeszcze tego samego dnia złapałem Michała w szkole na korytarzu.
– Genialny pomysł z tymi korkami – rzuciłem do niego, gdy minęliśmy grupę pierwszaków.
– Dzięki – odparł, patrząc na swoje trampki. – Jak tylko o tym wspomnieli, od razu pomyślałem o tobie. Z tego, co Bartek mówił, masz najlepsze oceny w klasie, więc wiedziałem, że rodzice na pewno się zgodzą.
Nie spojrzał na mnie, ale zauważyłem, jak gryzie wargę. – Dzięki temu będziemy mogli… no wiesz… siedzieć u mnie w pokoju. Bez żadnych podejrzeń i pytań.

Pierwsza „lekcja” była koszmarem. Siedzieliśmy przy jego biurku, otoczeni podręcznikami. Michał w krótkich spodenkach dresowych i koszulce na ramiączkach. Jego kolano dotykało mojego pod stołem, a ja tłumaczyłem mu równania, próbując nie patrzeć, jak jego palce błądzą po marginesie zeszytu.
– Rozumiesz? – spytałem, gdy skończyłem rysować wykres.
– Nie – odparł, a w jego głosie zadrżała nuta rozbawienia. – Musisz pokazać jeszcze raz.
Pochylił się nad kartką, ramię ocierając o moje. Czułem zapach – naturalny… wyjątkowy.
Ciężko było mi się skupić. Zamiast tłumaczyć mu matmę, chciałem robić z nim zupełnie inne rzeczy i chyba nie muszę mówić jakie.

Wszystko zmieniło się, gdy w końcu zostaliśmy sami w domu.

Siedząc przy biurku, usłyszeliśmy trzask zamka w drzwiach wejściowych.
– Twoja mama wyszła?
– Tak, prawie codziennie wychodzi mniej więcej o tej porze na jakieś zakupy. Bartek, jak wiesz, wyszedł gdzieś z waszymi kumplami, a ojciec, jak zwykle, w pracy.
– Hmmm, a jak długo zwykle zajmuje twojej mamie te zakupy?
– Różnie, zależy gdzie pójdzie. Ale chata jest wolna, na co najmniej 15 minut – powiedział z coraz trudniej skrywanym uśmiechem.

Tyle mi wystarczyło. Od razu przyciągnąłem go do siebie. Nasze usta zderzyły się z głodną gwałtownością. Jego ręce wpiły się w moje plecy, a ja bezwstydnie zacząłem macać go po udach, idąc dalej.
Tak wyglądał nasz nowy schemat. Gdy w domu ktoś był, byliśmy skupieni na nauce. Ale gdy tylko drzwi frontowe zatrzaskiwały się za ostatnim domownikiem, zamienialiśmy równania na jęki.

Były takie dni, gdy nie udawało się nam zostać samym, bo akurat mama Michała niczego nie potrzebowała ze sklepu albo Bartek tego dnia siedział na chacie. Wtedy po prostu rozmawialiśmy, a Michał dziwnie się ożywiał. Pytał o moje ulubione filmy, opowiadał o swoim marzeniu, by kiedyś pojechać nad morze zimą. Dowiedziałem się, że nienawidzi rodzynek w ciastach i boi się ciem. Te rozmowy były jak otwieranie szkatułki – z każdym dniem odkrywałem w nim nowe warstwy.

Jednak w dni, w których byliśmy sami, zamiast skupiać się na naszych myślach, skupialiśmy się na naszych ciałach. Z czasem pozwalałem sobie na coraz więcej, a nasze zabawy erotyczne nabierały kolorów. Urozmaicaliśmy nasze pocałunki, bo lubiłem, jak Michał wystawiał swój język, a ja obejmowałem go swoimi ustami i ssałem go. Dosyć szybko z krzeseł przy biurku przenieśliśmy się na łóżko Michała. Kładliśmy się na nim, wtuleni w siebie, oddając się pocałunkom. Czasem kładłem się na nim i ocieraliśmy się naszymi twardymi kutasami, innym razem zmienialiśmy pozycję, żeby to on był na górze, a ja łapałem go za pośladki i dociskałem do siebie jeszcze mocniej. Jeszcze innym razem mówiłem mu, żeby położył się na brzuchu, a ja przywierałem do niego i ocierałem mojego fiuta o jego mięciutką dupcię, tak samo jak wtedy przy garażach – właśnie to zajęcie lubiłem najbardziej podczas tych naszych korepetycji.

Jednak w końcu doszliśmy do jakiejś niewidzialnej granicy. Przy tych wszystkich naszych zabawach nie było żadnej nagości. Wszystko robiliśmy w pełni ubrani. Czasami tylko wkładałem mu dłonie pod koszulkę i tylko raz wsunąłem mu rękę w majtki, dotykając aksamitnej skóry na jego pośladku. Szybko jednak się wycofałem, wmawiając sobie, że posuwam się za daleko.

Z jednej strony tłumaczyłem to sobie tym, że przecież w każdej chwili ktoś może wejść do domu, więc musimy być czujni i gotowi wrócić do książek, jak gdyby nigdy nic. Kolejnym argumentem było to, że Michał pewnie nie zgodziłby się, żebyśmy posunęli się dalej, co też nie miało sensu, bo przecież, do tej pory, przystawał na wszystko, co chciałem z nim robić. Podświadomie wiedziałem, że to są tylko wymówki. Czułem jakiś lęk, miałem jakąś blokadę, która nie pozwalała mi posunąć się dalej.

Klika tygodni odkąd zaczęliśmy nasze korepetycje nasza relacja w końcu miała pójść na przód, a wszystko przez jedno małe wydarzenie i nieporozumienie.

Tego dnia korepetycje zaczęły się jak zwykle – podręczniki rozrzucone na biurku, ołówki walające się między zeszytami. Ale Michał był dziwnie sztywny. Zamiast przysuwać się, gdy dotykałem jego kolana pod stołem, wpatrywał się w wzór na tapetce, jakby nagle odkrył w nim ukryty kod. Nawet jego śmiech, zwykle cichy i chichotliwy, brzmiał sztucznie, gdy próbowałem żartować. Nie widziałem, o co chodzi ale i tak głównie skupiałem się tym, że dziś był dzień tych lepszych korków. Brata nie było a pani domu miała zaraz wychodzić.

Gdy tylko drzwi frontowe zatrzasnęły się, przyciągnąłem Michała do siebie, próbując pocałować go w usta. Ale on odwrócił głowę w ostatniej chwili, moje wargi trafiły na jego policzek.

– Dziś nie… nie mam ochoty – powiedział, wpatrując się dalej w zeszyt.
– Czemu? Co się stało? – zapytałem, sięgając po jego dłoń.
– Podobają Ci się dziewczyny? – rzucił nagle.

Przetarłem czoło, zaskoczony zwrotem akcji.
– Co? Skąd w ogóle takie pytanie? Przecież wiesz, że…
– Widziałem, jak ta twoja koleżanka z klasy próbowała cię pocałować pod salą gimnastyczną – przerwał, głos mu drżał. – Odpowiedz. Podobają ci się?
Wzruszyłem ramionami, próbując zachować luz.
– Magda? To była głupia zabawa. Nic nie znaczyła. Nie musisz być zazdrosny
– Nie jestem zazdrosny! Podobają ci się dziewczyny, tak czy nie? – powtórzył twardo, podnosząc wzrok. Jego oczy były wilgotne, jak po długim biegu.

Westchnąłem. W głowie przemknęły mi obrazy: Ania z podstawówki, moja pierwsza “miłość”. Karolina z sąsiedztwa, z którą pierwszy raz się całowałem. Dziewczyny z imprez, z którymi się bawiłem czy Klaudia, moja koleżanka z nauki tańca – nauka już zakończona, jakby co.
– No… podobają – przyznałem w końcu. – Kiedyś nawet myślałem, że… – Urwałem, widząc, jak Michał zaciska pięści. – Ale to nie ma znaczenia. Ty mi się podobasz i… podniecasz mnie. Przecież widziałeś i czułeś to nie raz. Wiesz, że od miesięcy nawet na nie nie patrzę i nie myślę o nich w ten sposób?
– A co będzie, gdy jednak spojrzysz i pomyślisz? – Jego głos był cienki jak żyłka wędki. – Jestem gejem, Kamil. Całkowicie. Dziewczyny mnie… nie interesują. – Przełknął ślinę. – Ale ty? Ty możesz wybrać
Pokój wypełniła cisza. Michał mówił dalej, wykrztuszając słowa:
– Chodzi mi o to, że któregoś dnia stwierdzisz, że jednak wolisz… normalność. Że zamiast chować się ze mną stwierdzisz, że wolisz trzymać dziewczynę za rękę na oczach wszystkich. Stwierdzisz, że to co jest między nami tak naprawdę nie ma większego znaczenia – tylko taka zabawa.  

W pierwszej chwili pomyślałem sobie: „Co on pierdoli”. Jednak po chwili zacząłem się zastanawiać: „A może on ma rację?”. Może to właśnie stąd wynikała ta blokada? Może chciałem sobie zostawić furtkę wyjścia, możliwość powiedzenia sobie: „Hej, przecież nic takiego się nie stało. To było tylko trochę pocałunków i macań, zwykła zabawa. Nie jestem żadnym gejem, jestem normalny”. Czy naprawdę tak było? Czy tak właśnie myślałem?

Wtedy spojrzałem w jego oczy i coś sobie uświadomiłem. Wszystkie obawy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Dla mnie to nie jest żadna zabawa.
– Co?
– Mówię, że to nie jest zabawa – powtórzyłem z naciskiem. – I zaraz ci to udowodnię. Wstań, proszę.
– Ale, po co?
– Wstań.

W końcu Michał wykonał moja prośbę. A wtedy ja uklęknąłem przed nim, zbliżyłem twarz do jego krocza i pocałowałem go tam.

– Zaraz, czekaj. Co ty robisz?
– Dobrze wiesz, co chcę zrobić.
– Ale… nie możemy. Mama może wrócić w każdej chwili. Naprawdę… nie musisz mi niczego udowadniać.
– Pozwól mi, proszę. Naprawdę chcę to zrobić. – Patrzyłem w jego oczy z wyczekiwaniem.
– Ale ja… trochę się wstydzę. – W końcu jednak dodał. – No dobrze.

Wtedy ponownie pocałowałem go w kutasa, jeszcze przez spodnie, ale mogłem już wyczuć, że rośnie. Ściągnąłem powoli jego spodenki. Na jego białych slipach wyraźnie odznaczał się nabrzmiały już od krwi penis i jądra. Najpierw delikatnie położyłem na nim dłoń, a potem złożyłem jeszcze parę pocałunków. Przez cienki materiał majtek mogłem już wyczuć bijące od niego ciepło i zapach.

Po tym chwyciłem go za gumę slipek, żeby je ściągnąć. Michał złapał na chwilę moje ręce, jakby chciał mnie powstrzymać, jednak po krótkiej chwili opuścił. Gdy opadły do kostek, moim oczom ukazał się fiut w pełnym wzwodzie. Do tej pory widziałem takie – oczywiście poza moim własnym – tylko w kilku pornosach z “ukrytej” kolekcji mojego ojca. Z tej perspektywy wyglądał zupełnie inaczej. Z tak bliska wydawało mi się, że był większy od mojego – jak się później okazało, był trochę mniejszy, o około dwa centymetry.

Zdziwiło mnie też trochę to, w jaki sposób stał. Był skierowany praktycznie pionowo w górę, prawie dotykał jego brzucha – nigdy takiego nie widziałem. Mój był skierowany bardziej poziomo; u facetów w pornosach było podobnie. Szczerze mówiąc, dzięki temu jeszcze bardziej mi się spodobał – był wyjątkowy.

Przechyliłem głowę, czując, jak serce wali mi w skroniach. Usta miałem suche, język ciężki od niepewności. Najpierw dotknąłem go wargami tuż przy nasadzie, zaraz nad moszną – ledwie muśnięcie, eksperyment. On wstrzymał oddech, a dłonie położył na krześle stojącym za nim.

Drugi pocałunek był śmielszy. Złożony nieco wyżej. Czułem, że całuję coś twardego, ale jednocześnie delikatnego. Skóra na jego członku była gładka, delikatniejsza niż się spodziewałem, prawie przezroczysta, poprzecinana siecią niebieskawych żyłek. Czułem zapach – zmysłowy, intymny – zmieszany z wonią jego potu.

Obdarowywałem jego kutasa pocałunkami centymetr po centymetrze, z coraz większą ochotą i podnieceniem. Z determinacją przesuwałem się ku górze, by w końcu dotrzeć do jego zakończenia. W końcu przyłożyłem usta do jego różowej główki. Była zupełnie inna niż reszta – jeszcze gładsza i delikatniejsza, a do tego wilgotna od preejakulatu, który został mi na ustach.

Gdy oblizałem usta, poczułem jego smak – lekko słony, ale też jakby trochę słodki. Chciałem więcej tego smaku.

Wziąłem jego ptaka do ręki. Chciałem go trochę odchylić, jednak stał tak sztywno, że nie widziałem, czy mogę.
– Mogę go trochę odchylić, żeby łatwiej mi było… no wiesz.
– Trochę tak, tylko nie zbyt dużo, bo będzie mnie bolało.

Odchyliłem go nieco w dół.
– W porządku?
– Tak.

Teraz, gdy trochę zmniejszyłem kąt, w jakim stał jego penis, mogłem to zrobić. Zbliżyłem się do niego ponownie, objąłem główkę ustami i wziąłem go do buzi – Michał jedynie cicho westchnął.
Stało się. Miałem w ustach penisa. Teraz już nie było odwrotu. Teraz nie ma żadnych wątpliwości, że to jakaś zabawa. Robiłem loda chłopakowi, uprawiałem seks oralny. Ostateczny dowód na to, że traktuję poważnie to, co jest między nami. I nawet jeśli on tego nie potrzebował, to ja chciałem udowodnić to samemu sobie.
A samo to udowadnianie było niesamowicie przyjemne i tak podniecające. Ciężko mi opisać, co czułem, gdy po raz pierwszy moje usta przyjęły przyrodzenie innego chłopaka – to ciepło, ten smak, ta faktura na języku. W tym samym czasie czułem, jak mój własny kutas pulsował w gaciach.

Niestety, nim zdążyłem pomyśleć, co robić dalej, skończyło się tak jak zawsze. Usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Błyskawicznie odskoczyliśmy od siebie, a Michał założył z powrotem majtki i spodenki. Usiedliśmy z powrotem przy biurku, udając zainteresowanie tym, co na nim leżało.

Po krótkiej chwili drzwi od pokoju otworzyły się, a w progu stanęła mama Michała.
– Hej chłopcy, jak wam idzie?
– Dobrze, już prawie kończymy – odpowiedziałem.
Żaden z nas nie odwrócił się w jej stronę z powodu wciąż widocznych u nas erekcji.

– Okej, w takim razie nie przeszkadzam wam. A właśnie, Kamil. Zostaniesz na kolacji?
– Nie. Dziękuję, ale naprawdę muszę wracać zaraz do domu – Nie wyobrażałem sobie, żebym mógł na spokojnie wysiedzieć przy stole po tym co się właśnie wydarzyło. 
– Rozumiem.

Drzwi zamknęły się, a my zostaliśmy znowu sami.
Siedzieliśmy w milczeniu przez chwilę. W końcu stwierdziłem:
– Dobra, zbieram się. Ale zanim pójdę, muszę zrobić coś jeszcze – nachyliłem się nad uchem Michała.
On od razu odsunął się jak oparzony.
– Przestań! Nie teraz, przecież mama jest w domu.
Zaśmiałem się jedynie cicho.
– Uspokój się. Chciałem ci tylko coś powiedzieć, a konkretnie dwie rzeczy.

Michał nadstawił ucha.
– Po pierwsze – zacząłem z powagą – twój kutas cudownie smakuje.
Jedyne, co zdołał z siebie wykrztusić czerwony jak burak Michał, to:
– Zamknij się, głąbie!
– Hehe, sorki, to było tak dla rozluźnienia sytuacji – po chwili śmiechu kontynuowałem już całkiem na poważnie. – A po drugie… Kocham cię.

Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Naprawdę?
– Tak.

Właśnie to zrozumiałem, gdy spojrzałem dzisiaj głęboko w jego oczy. Zakochałem się w nim. Nie chodziło już tylko o to, że mi się podobał czy podniecał. Czułem do niego coś więcej, coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Po tych wszystkich godzinach spędzonych na rozmowach poznałem go tak, jak nie znałem wcześniej. Był cudownym chłopakiem z marzeniami, planami i świetnym poczuciem humoru. Zrozumiałem, że od jakiegoś czasu nie myślałem już o nim jak o kimś, z kim jedynie upust swojemu pożądaniu . Chciałem wiedzieć o nim jeszcze więcej, chciałem poznać resztę jego marzeń, chciałem, żeby on poznał mnie.

Gdy wracam myślami do tej pamiętnej imprezy, wydaje mi się nawet, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiem, że to idiotycznie brzmi, zważywszy, że znałem go prawie całe życie. Jednak wtedy, na tej imprezie, zobaczyłem go, jako zupełnie inną osobę. Zobaczyłem go, jako pięknego chłopaka, a nie jako młodszego brata Bartka. Być może na samym początku faktycznie byłem pchany przez nowy zachwyt męską urodą, której wcześniej nie dostrzegałem, i jakąś dziwną potrzebę spróbowania „zakazanego owocu”. Ale chcę wierzyć, że od początku kryło się za tym coś więcej.

– Ja też cię kocham – Odpowiedział w końcu

Nasze wyznanie przypieczętowaliśmy krótkim pocałunkiem. Nie był tak głęboki, namiętny i gorący jak wiele poprzednich, ale miał w sobie coś innego. Był pełen miłości.

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Han Solo

Trochę to trwało ale jest kolejna część 🙂

Następna część będzie finałowa. 

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *