Weszliśmy do jej domu, ciepłego, przytulnego, z zapachem kadzideł i wina, które właśnie otwierała. Zdjęła buty, potem bluzkę, nie mówiąc ani słowa. Jakby naturalne było to, że zaraz znów będziemy na sobie. I byliśmy.
Pchnęła mnie na kanapę, usiadła na mnie okrakiem, czując mnie twardego pod sobą, i zaczęła się ruszać – wolno, rytmicznie, jakby to była medytacja, a nie seks. Patrzyła mi w oczy z takim spokojem, jakby w każdej sekundzie była o krok przed moją wyobraźnią.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamarliśmy. Spojrzała przez ramię w stronę wejścia.
— To pewnie Magda — mruknęła, zniecierpliwiona, ale rozbawiona. — Sąsiadka. Zawsze przychodzi bez zapowiedzi.
— Może niech wróci później? — spytałem, obejmując ją za biodra, chcąc dokończyć to, co zaczęliśmy.
— Albo… — Wysunęła się ze mnie z cichym, wilgotnym dźwiękiem, zarzuciła na siebie koszulę i poszła otworzyć.
Siedziałem półnagi, dysząc jeszcze, kiedy usłyszałem kobiecy śmiech. Inny. Wyższy.
Po chwili drzwi się uchyliły i weszła ona – brunetka, może po trzydziestce, zadziorna, z błyskiem w oku. Zatrzymała się, patrząc na mnie rozparty na kanapie, potem na moją gospodynię, której koszula ledwo się trzymała.
— No, no — rzuciła Magda z uśmiechem. — Nie przeszkadzam chyba?
— A może… dołączysz? — padło z ust mojej kochanki. Bez cienia zawahania.
Wymieniły spojrzenia, jakby to nie był pierwszy raz. Magda bez słowa zdjęła kurtkę, potem bluzkę. Miała na sobie koronkowy biustonosz i wyraźnie zarysowane sutki. Patrzyła tylko na mnie.
— Nie miałam planów na wieczór — powiedziała i ruszyła w moją stronę.
Uklękła między moimi nogami. Jej palce sięgnęły mojego brzucha, potem niżej. Była szybka, bezpośrednia, głodna.
Moja partnerka przysiadła obok, całując mnie w kark, muskając językiem moje ucho, gdy druga z nich rozpoczynała swój taniec ust i dłoni. Czułem się, jakby moje ciało było instrumentem – a one grały na nim we dwie, bez nut, tylko instynktem.
Wszystko działo się jednocześnie: języki, dłonie, usta, ciepło i napięcie. Nie wiedziałem, która z nich doprowadzi mnie pierwsza do granicy – ale nie miało to znaczenia.
W tamtej chwili nie istniał świat za drzwiami. Były tylko one. Ich ciała. Ich śmiech. Ich spojrzenia.
I ja – w środku tego ognia.
Byłem między nimi. Dosłownie. Jedna siadała mi na udach, druga oplatała szyję ramionami. Ich ciała były jak ogień i dym – różne, ale równie palące. Magda – bardziej drapieżna, jej ruchy szybkie, usta zachłanne. Moja gospodyni – powolna, pewna siebie, dominująca, zmysłowo kontrolująca wszystko.
Nie rozmawiały. Nie musiały. Jakby robiły to już kiedyś. Jakby ja byłem tylko nowym składnikiem w ich dobrze znanym rytuale.
Pocałowały się nade mną. Najpierw miękko, potem głębiej. Ich języki zderzały się ze sobą, a ja patrzyłem, nie mogąc oderwać wzroku. Czułem ich ciepło na sobie, ich zapach, pot i napięcie. Jedna wzięła mnie za rękę i przyłożyła do piersi. Twarda. Gładka. Druga pociągnęła mnie w dół, prowadząc mnie między swoje uda.
Wziąłem je jednocześnie. Jedną dłonią pieściłem, drugą trzymałem za kark, a one… zaczęły się ścierać o siebie, nade mną, na mnie, jęcząc do siebie nawzajem.
— Taki młody — wyszeptała starsza z nich. — A już taki bezwstydny…
— Idealny — dodała Magda, zerkając na mnie z dzikim błyskiem. — Weź mnie teraz. Tu. Tak jak chcesz.
Nie czekałem. Podniosłem ją, odwróciłem, oparłem o stół. Weszła na niego z gracją, rozkładając nogi, jakby zapraszała w sam środek chaosu. Wszedłem w nią jednym, głębokim ruchem. Krzyknęła. Nie krzyczała z bólu. Krzyczała, bo tego potrzebowała.
Starsza kobieta uklękła obok, całując Magdę, liżąc jej piersi, muskając palcami nasze złączone ciała.
Było dziko. Mokro. Brutalnie zmysłowo. Czułem ich jęki, zapach wilgotnych ciał, paznokcie na plecach, ich drżące uda. Zmieniały się miejscami. Jedna siadała mi na twarzy, druga brała mnie do środka. Potem odwrotnie. Prowadziły mnie, jakby znały moje granice lepiej niż ja sam.
Czas się rozmył. Moje ciało drżało, mięśnie paliły, a w głowie miałem tylko jedno – zatracić się, do końca, między nimi.
Gdy doszedłem, znów, ostatni raz tej nocy, obie trzymały mnie mocno. Całowały. Oplotły mnie ciałami jak kokonem, jakby to nie był tylko seks – ale obrzęd. W ich oczach nie było wstydu. Była pewność. I obietnica, że to nie był ostatni raz.
Leave a Reply