Nowe cialo… w akademiku

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałam, był kredowy krąg, skradziona książka z biblioteki i desperacka, głupia nadzieja, że ??może, tylko może, magia naprawi całe życie niedopasowania. Pieśń była szeptem na moich ustach, błaganiem do jakiejś zapomnianej bogini kobiecości. Potem błysk światła pachnący ozonem i różami, i ból, który odmienił mnie od podstaw.

Ocknęłam się na zimnej podłodze w akademiku, pulsując w głowie. Wszystko było… delikatniejsze. Delikatniejsza skóra, delikatniejsze krągłości. Podniosłam się, moje dłonie – mniejsze, delikatne, z równo opiłowanymi paznokciami – ślizgały się po linoleum. Kaskada blond włosów opadła mi na ramię. Z mojego gardła wyrwał się wysoki, przerażony dźwięk. To nie był mój głos.

Wtedy drzwi się otworzyły z hukiem.

„Co tu się, do cholery, dzieje? Brzmiało to, jakby wybuchł jakiś cholerny transformator”.

Znałam ten głos. Wszyscy na kampusie znali ten głos. Jess. Jess Wheeler, gwiazda rodeo, beczkowa zawodniczka, wulkan pewności siebie, dżinsu i onieśmielającego południowego uroku, mieszkająca na końcu korytarza. Kochałam się w niej przez dwa semestry, milcząca, obolała istota z cienia. Teraz kucałam półnaga na podłodze w ciele, które nie było moje, a ona wkraczała do mojego pokoju, jakby była jego właścicielką.

Obcasy jej butów stuknęły o podłogę. Zatrzymała się, opierając dłonie na biodrach, a jej oczy – przenikliwe, bezkompromisowe, niebieskie – przesunęły się po pozostałościach rytuału, a potem spoczęły na mnie. Jej wzrok był fizycznym ciężarem, śledząc nową linię mojego biodra, nieznajomy zarost moich piersi, absolutnie kobiecy strach na mojej twarzy.

Powolny, drapieżny uśmiech rozciągnął się na jej ustach. „No i co” – wycedziła. „Co my tu mamy? Wygląda na to, że czyjś mały eksperyment miał jakieś… skutki uboczne”.

Próbowałem coś powiedzieć, wytłumaczyć, ale z moich ust wydobył się tylko bełkot. „Ja… ja mogę wyjaśnić…”
„Cicho już” – powiedziała tonem, który nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Zrobiła kolejny krok, a jej cień mnie pochłonął. Pachniała skórą i świeżym powietrzem. Przykucnęła, zrównując twarz z moją. Jeden zrogowaciały palec, szorstki od wodzy i lin, wyciągnął się i uniósł mój podbródek. Wzdrygnąłem się pod wpływem dotyku, a po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz. „Wygląda mi na to, że jakiś mały chłopiec próbował igrać z siłami, których nie rozumiał. I w efekcie stworzył coś o wiele piękniejszego. I o wiele bardziej użytecznego”.

Jej słowa otulały mnie, jednocześnie groźbą i obietnicą. Moje dawne ja, nieśmiały chłopiec, skurczyłoby się. To nowe ciało… zareagowało inaczej. Zdradzieckie ciepło narastało w moim wnętrzu. Zaparło mi dech w piersiach.
„Użyteczne?” – wyszeptałem.

„Aha”. Jej kciuk musnął moją szczękę. „Śliczny nowy pupil, który ewidentnie potrzebuje kogoś, kto pokaże mu, gdzie jego miejsce. I chyba właśnie znalazłam sobie nowy projekt”. Jej uścisk zacieśnił się lekko, nie na tyle, by zabolało, ale na tyle, by puls walił mi w kark. „Teraz należysz do mnie”.

Zanim zdążyłam przetworzyć słowa, jej druga ręka poruszyła się. Nie powędrowała do moich piersi ani między nogi, choć moje ciało napięło się. Zamiast tego powędrowała do kołnierzyka luźnego T-shirtu. Zręcznym ruchem odpięła jeden guzik. Potem kolejny. Nie spuszczała ze mnie wzroku, obserwując każdy mój mikrowyraz twarzy, gdy odsłaniała mnie centymetr po centymetrze.

Powietrze było chłodne na mojej nowo wrażliwej skórze. Wydobył się ze mnie cichy, bezradny dźwięk, gdy rozchylała materiał, ocierając się kostkami o delikatne boki moich piersi. Byłam całkowicie podatną na nią. Jej spojrzenie było jak piętno, palące moje ciało, roszczące sobie do niego prawo.

„Taki dobry początek” – mruknęła, bardziej do siebie niż do mnie. W końcu, w końcu objęła dłonią jedną pierś. Jej dłoń była ciepła i szorstka, stanowiąc oszałamiający kontrast z miękkością, którą otulała. Mój sutek napiął się, tworząc twardy szczyt na jej skórze, a z moich ust wyrwał się drżący jęk. Doznanie było nie do zniesienia, niczym bezpośrednia linia ognia od jej dotyku do bolesnej pustki między nogami.

„Widzisz?” – wyszeptała, a jej głos opadł do chrapliwego tonu, który wibrował we mnie. „Twoje ciało wie, kto tu rządzi. To tylko twój umysł musi nadążyć”.

Pochyliła się, jej usta musnęły małżowinę mojego ucha. „Będziemy się świetnie bawić, ty i ja. Nauczę cię wszystkiego. Jak chodzić. Jak mówić. Jak służyć”. Jej język wysunął się, szybki, wilgotny musk, który sprawił, że podskoczyłem. „I co najważniejsze, jak dojść do mnie”.

Jej dłoń zsunęła się w dół mojego brzucha, palce zaborczo rozpostarły się na miękkiej, płaskiej powierzchni, nieubłaganie zmierzając w dół. Drżałem, każdy koniec nerwu krzyczał, a w głowie szumiał mi statyczny strach i przytłaczająca, odurzająca potrzeba. To było złe. To było szalone. Nigdy w życiu nie pragnąłem niczego bardziej.
Konusy jej palców musnęły koronkową gumkę moich – jego – bokserek, zanurzając się tuż pod nimi. Jęknąłem, moje biodra drgnęły mimowolnie, napierając na jej dłoń.

„Poproś o to” – nakazała, jej oddech owiewał mi szyję.

„P-proszę” – wykrztusiłem.

„Proszę, co?” Jej palce znieruchomiały, o włos od miejsca, gdzie najbardziej ich potrzebowałem. Męka była przeogromna.

„Proszę… Jess.”

„To początek”. Jej palce zanurzyły się w dół, nie we mnie, lecz mocno naciskając na wilgotny materiał, tuż nad bolącym, spuchniętym wnętrzem. Przeszył mnie strumień czystej, nieskalanej rozkoszy, tak intensywny, że na sekundę straciłam ostrość widzenia. Plecy oderwały się od podłogi, z gardła wyrwał mi się urywany krzyk.

„Jest” – zagruchała, a jej głos był pełen mrocznej satysfakcji. Zaczęła powolny, torturujący rytm, pocierając mnie przez bawełnę. „Oto moja grzeczna dziewczynka. Pozwól mi cię poczuć”.

Materiał był przemoczony, ocierając się o moją wrażliwą skórę przy każdym ruchu jej dłoni. Każdy okrąg, który zataczała, był nową lekcją desperacji. Kołysałam się w jej ramionach, bezmyślna, pochłonięta doznaniami, które aranżowała. Sprężyna w moim brzuchu zacisnęła się, sprężyna napięła się do granic wytrzymałości.

Wtedy poruszyła się, poruszając się z płynną, potężną gracją. W jednej chwili siedziała okrakiem na moich udach, przygniatając mnie swoim ciężarem. Spojrzała na mnie z góry, niczym bogini dżinsu i pożądania. Z rozmysłem i powolnością wsunęła palce w pasek moich bokserek.

„Wyjmiemy cię z tych… męskich ciuchów” – powiedziała.

Rozległo się pukanie do drzwi

Niski, groźny pomruk wyrwał się z gardła Jess, dźwięk czysto zwierzęcy. Jej głowa gwałtownie odwróciła się w stronę drzwi, a jej ciało zesztywniało na moim. Surowa potrzeba w jej oczach stwardniała w ostrą, opiekuńczą furię. „Kto tam, do cholery?” syknęła, a jej głos brzmiał jak cichy szept przeznaczony tylko dla mnie.

Kolejna seria niecierpliwych pukań rozbrzmiała echem w małym pokoju w akademiku. „Wheeler? Jesteś tam? Twoja ciężarówka znowu blokuje pas dla pojazdów służbowych. Ruszaj się albo zgiń!” – zawołał szorstki, starszy męski głos.

To była trener Miller. Moje serce, które waliło mi w żebra z namiętności, teraz waliło z czystej, nieskażonej paniki. Zamarłam z szeroko otwartymi oczami z przerażenia, w niemym błaganiu, żeby to naprawiła. Byłam naga, przemieniona, kompletnie bezradna pod nią.

Wzrok Jess powędrował z powrotem na mnie, chłonąc mój przerażony wyraz twarzy. Na jej ustach powoli pojawił się złośliwy, zaborczy uśmiech. Pochyliła się, jej gorący oddech owiał mi ucho. „Ani słowa, kochanie. Teraz należysz do mnie, a ja się z tobą nie dzielę”. Jej głos był aksamitnym rozkazem, nie pozostawiającym miejsca na sprzeciw.
Przeniosła ciężar ciała i przez zapierającą dech w piersiach sekundę myślałem, że wstanie. Zamiast tego po prostu zawołała, a jej głos emanował nonszalanckim, zirytowanym autorytetem, który był całkowicie wiarygodny.

„Trenerze, nie wchodź! Jestem w trakcie czegoś ważnego!”

Z drugiej strony drzwi dobiegło mruknięcie potwierdzające. „Pięć minut, Wheeler, albo wzywam policję parkingową!”

Słuchaliśmy, jak ciężkie kroki oddalają się korytarzem. Napięcie w pomieszczeniu nie zelżało; po prostu się zmieniło, napięło, naładowane nową, nielegalną elektrycznością. Groźba wykrycia była niczym kubeł zimnej wody, ale ogień, który Jess we mnie rozpaliła, był zbyt silny, by go ugasić.

Jej oczy znów wbiły się w moje, a błękit w nich był teraz mrocznym, burzliwym morzem skupienia. Przerwanie nie zakłóciło jej skupienia, wręcz je wyostrzyło. Panowała nad sytuacją bardziej niż kiedykolwiek, a fakt, że o mało nas nie przyłapano, zdawał się tylko podsycać jej dominujący ogień.

„Teraz” – mruknęła, jej palce ponownie natrafiły na pasek moich bokserek. „Na czym stanęłyśmy?”
Jednym płynnym, energicznym ruchem zsunęła z moich ud resztki mojego dawnego życia, rzucając ubranie na podłogę, razem z resztą moich ubrań. Chłodne powietrze z akademika uderzyło w moją świeżo odsłoniętą skórę, sprawiając, że zaparło mi dech w piersiach. Byłam dla niej całkowicie naga, każdy centymetr mojego nowego, drżącego ciała.

Jess usiadła na piętach, wciąż okrakiem na moich nogach, i po prostu… patrzyła. Jej spojrzenie było dotykiem fizycznym, palącym i przemyślanym, badającym każdą krzywiznę, każdy dołek, każdą sekretną część mnie, której istnienia wciąż się uczyłam. Skrzywiłam się pod wpływem intensywności, gorący rumieniec rozlał się z moich policzków na klatkę piersiową.

„Boże” – wyszeptała z nutą autentycznej, pełnej podziwu chciwości w głosie. „Patrz, co znalazłam”. Jej dłonie spoczęły na wewnętrznej stronie moich ud, jej zrogowaciałe dłonie były szorstkie na mojej niewiarygodnie miękkiej skórze. Wywarła najlżejszy nacisk, a moje nogi rozwarły się dla niej w milczącym, dobrowolnym poddaniu.
Cały mój świat zawęził się do przestrzeni między nogami, do miejsca, gdzie jej kciuki powoli, bardzo powoli zataczały kręgi wysoko na moich udach, tuż przed miejscem, gdzie tęskniłam za jej dotykiem. Każdy powolny ruch był swoją własną, niepowtarzalną formą tortury, obietnicą, która jednocześnie była spełniona i niespełniona.
„Jesteś już dla mnie taka mokra” – zauważyła głosem ochrypłym z rozkoszy. „Przemoczona. A to dopiero początek”. Jej kciuk w końcu, z błogosławieństwem, wsunął się w górę przez moje śliskie fałdy. Przeszył mnie piorun, a z moich ust wyrwał się złamany, rozpaczliwy dźwięk. Wygiąłem plecy, odpychając się od jej dłoni, bezmyślny z potrzeby.

Roześmiała się niskim, głębokim głosem czystej satysfakcji. „Taka chętna. Taka responsywna. Z przyjemnością będę cię szkolić”.

Jej palce zaczęły mnie badać na poważnie, ucząc się mojej nowej geografii z bezwzględną, dociekliwą precyzją. Obrysowała moje zewnętrzne wargi sromowe, zakreśliła krąg wokół wejścia, ale ominęła miejsce, w którym najbardziej jej potrzebowałem. Każde zakończenie nerwowe krzyczało, chór rozpaczy skupiony na tym jednym, nadwrażliwym, pulsującym pączku.

„Proszę” – jęknąłem, słowo wyrwane ze mnie. To nie była myśl; to był odruch, podstawowa potrzeba, którą moje nowe ciało rozumiało o wiele lepiej niż mój pomieszany umysł. „Jess, proszę…”

„Proszę, co, zwierzaku?” – namawiała, zatrzymując palec tuż pod moim łechtaczką. „Użyj słów. Powiedz mi, czego potrzebujesz”.

Nie potrafiłem ułożyć sensownego zdania. Słownictwo zniknęło, zastąpione przez pierwotną, jednostronną potrzebę. „Proszę”, zdołałem wykrztusić, a moje biodra bezskutecznie unosiły się pod jej ciężarem. „Proszę, dotknij mnie tam”.

„Grzeczna dziewczynka”, zanuciła, a pochwała wywołała u mnie kolejny wstrząsający dreszcz.
W końcu dała mi to, czego pragnąłem. Jej środkowy palec mocno przycisnął mój łechtaczkę, a moje oczy zrobiły się białe. Z gardła wyrwał mi się zduszony krzyk, gdy zaczęła się poruszać – powolny, nieustępliwy, okrężny ucisk, który w jakiś sposób był jednocześnie agonią i ekstazą. Jej druga ręka zsunęła się w dół, a jeden długi, gruby palec natarczywie wcisnął się w moje wejście.

Byłem pełny. Byłem kompletny. Rozciąganie było cudowne, idealne, wypełniające ucisk, który sprawił, że moje wewnętrzne mięśnie instynktownie zacisnęły się wokół niej. Zaczęła poruszać dłonią w stałym, tłokowym rytmie, któremu towarzyszyły diabelskie kręgi, jakie jej kciuk zataczał na moim łechtaczce. Podwójne doznania, jedno głębokie i nasycone, drugie ostre i skupione, zaczęły narastać we mnie.

Majaczyłem, strumień niespójnych próśb i jęków. Zaciskałem dłonie na taniej kołdrze z akademika, a głowa miotała się z boku na bok. Narastające napięcie w moim brzuchu nie było już sprężyną; to była supernowa, nabierająca masy i ciepła, ściskająca się w punkt o nieznośnej intensywności. Nie spuszczała wzroku z mojej twarzy, obserwując każdą moją reakcję z zachwytem i zaborczą radością.

„Dosyć tego” – zachęcała ochrypłym głosem. „Puść dla mnie. Dojdź do mnie, kochanie. Pokaż mi, do kogo należysz”.

Jej słowa były ostatecznym kluczem. Świat się zawalił. Całe moje ciało zesztywniało, gdy orgazm przeszył mnie na wylot, fala czystej, nieskażonej przyjemności, tak gwałtownej, że aż bolesnej. Krzyknąłem, dźwiękiem, którego nie rozpoznałem, jako własnego, gdy moje biodra uderzyły w jej dłoń, a moje mięśnie skurczyły się wokół jej zatopionego palca, dojąc go w nieustannych pulsach. Fale zdawały się trwać w nieskończoność, każda z nich wyciskała z moich ust kolejny, złamany oddech. Przez mgłę poczułem, jak się pochyla, jej usta muskają moje ucho.

„To dopiero pierwsza lekcja”.

Echo jej słów – zaledwie pierwszej lekcji – wciąż unosiło się w wilgotnym powietrzu między nami, gdy klamka się przekręciła. Żadnego pukania. Cichy, metaliczny zgrzyt przekręcanego zamka.

Serce mi zamarło. Jess gwałtownie uniosła głowę, a jej drapieżne spojrzenie w ułamku sekundy przeniosło się ze mnie na drzwi. Nie szarpnęła się ani nie spanikowała. Po prostu znieruchomiała niczym lwica słysząca, jak rywalizujący drapieżnik wkracza na jej terytorium. Drzwi otworzyły się, ukazując trenera Millera, którego potężna sylwetka wypełniła przejście. Jego zniszczona twarz, cała pokryta twardymi zmarszczkami i brudem, wykrzywiła się w grymasie. W jednej ręce trzymał gruby, mocno zużyty skórzany pas, zgięty wpół.

„Wheeler. Co tu się do cholery dzieje? Słyszę cię aż na korytarzu” – mruknął cicho, dudniącym głosem. Jego bystre oczy ogarnęły scenę: mnie, nagą i lśniącą od potu, rozciągniętą na łóżku, i Jess, w pełni ubraną, ale klęczącą między moimi rozstawionymi nogami, z palcami wciąż lśniącymi od mojego wytrysku.
Jess nie ruszyła się z miejsca. Na jej twarzy pojawił się powolny, groźny uśmiech. „Trenerze, właśnie ujeżdżam nową klacz. Potrzebowała silnej ręki”.

Wzrok trenera Millera ani na chwilę się ode mnie nie odwrócił. Próbowałam się zasłonić, bezużyteczny, odruchowy gest skromności, który wydawał się absurdalny w obliczu jego surowej oceny. Zrobił krok do pokoju, pozwalając drzwiom zamknąć się za sobą z cichym kliknięciem. Dźwięk był o wiele bardziej złowieszczy niż trzask.
„A więc?” Podszedł bliżej, zapach skóry i rześkiego jesiennego powietrza wypełnił małą przestrzeń. Jego wzrok przesunął się po moim ciele, a ja poczułam, jak rumienię się od piersi aż po cebulki włosów. To było spojrzenie pełne czystej, nieskażonej oceny, jakby oceniał bydło. Część jego bydła. „Wygląda na to, że jest gotowa na kolejny etap szkolenia”.

Zaparło mi dech w piersiach. Następny etap? Uśmiech Jess się poszerzył. Spojrzała na mnie z Trenera, a w jej oczach pojawił się nowy, nikczemny pomysł. „Chyba masz rację. Chce mi się przypodobać. Prawda, suczko?”
Zdołałem tylko skinąć głową, gardło miałem zbyt ściśnięte, by wydusić z siebie słowa. Moc, którą władali ci dwoje, była siłą fizyczną, wciskającą mnie w materac.

Powolnym, rozważnym ruchem, który sprawił, że krew w moich żyłach zamarła i zawrzała jednocześnie, Trener Miller rozpiął pasek. Zgrzyt skóry w szlufkach był nieprzyzwoicie głośny. Wyciągnął go, nie po to, by użyć go na mnie, ale by zdjąć dżinsy. Owinęły się wokół jego ciężkich roboczych butów, odsłaniając potężne uda jak pień drzewa i wystającego z kępy szorstkich, ciemnych włosów jego penisa, długiego i grubego. Było to podobne do niego, twarde i wymagające, wyraźna obietnica rozciągania i pełni spełnienia, która miała nadejść.

„Na kolana, krowo” – rozkazała Jess, a jej głos nie pozostawiał miejsca na wahanie. Jej dłoń lekko uderzyła mnie w udo, natychmiast. Ruszaj się. Z trudem wykonałam polecenie, moje kończyny drżały, gdy podniosłam się, odwracając się do niego na czworaka. Kołdra była szorstka dla mojej uwrażliwionej skóry.

Jess stanęła za mną, kładąc ręce na moich biodrach, ustawiając mnie w odpowiedniej pozycji. „Taka śliczna mała istotka” – mruknęła niemal do siebie. „Błaga o to. Spójrz na nią, trenerze. Przemoczona i gotowa na prawdziwą jazdę”.

Trener Miller podszedł do brzegu łóżka, jego zrogowaciałe dłonie zastąpiły dłonie Jess na moich biodrach. Jego uścisk był potężny, zaborczy. Pochylił się nade mną, jego klatka piersiowa przycisnęła się do mojego kręgosłupa, a jego oddech był gorący w moim uchu. „Wydasz, choć jeden dźwięk, przestanę. Zrozumiano?” Rozkaz był niskim pomrukiem, takim, który wibrował głęboko w moim wnętrzu. Gorączkowo skinęłam głową, a nowa fala gładkości oblepiała wewnętrzną stronę moich ud pod wpływem czystej stanowczości w jego głosie.

Nie czekał. Skierował się ku mojemu piździe, szeroka, tęga nasada jego penisa niczym piętno paliła mnie w cipę. Naciskał.

I naciskał.

Rozciąganie było ogromne, zapierające dech w piersiach. W niczym nie przypominało palców Jess. To była inwazja, roszczenie, agresja  Przygryzłam wargę, żeby nie krzyknąć, a oczy zamknęły mi się, gdy jednym zdecydowanym, nieustępliwym pchnięciem pokonał początkowy opór. Wypełnił mnie całkowicie, głęboką, bolesną pełnią, która wyssała powietrze z moich płuc. Głośno westchnęłam, cicho, chrapliwie.

Trzymał się tam, wepchnięty w całości we mnie, pozwalając mi poczuć każdy centymetr swojego ciała. O Boże. O Boże, jaki on wielki. Dłoń Jess głaskała mnie po plecach, szyderczym, kojącym gestem. „Ona to tak dobrze znosi, prawda? Urodzona do tego.”

Potem ruszył. Wycofał się prawie całkowicie, powolnym, torturującym pociągnięciem, które sprawiło, że jęknęłam, zanim uderzył we mnie z siłą, która potrząsnęła całym moim ciałem do przodu. Z mojego gardła wyrwał się zdławiony krzyk. Jego rytm był brutalny, skuteczny, każde potężne pchnięcie wbijało się we mnie, a jego biodra uderzały o mój tyłek z ostrym, rytmicznym trzaskiem. Przyjemność była ostra, przeszywająca, przeplatała się z przytłaczającym uczuciem całkowitej dominacji, bycia wykorzystywaną przez tego starszego, potężnego mężczyznę, podczas gdy moja koleżanka obserwowała go i zachęcała.

Palce Jess ponownie odnalazły mój łechtaczkę, krążąc w rytm jego pchnięć. „Dosyć tego, Trenerze. Pieprzyć twoją nową klacz. Pokaż jej, jak czuje się prawdziwy ogier.”

Podwójne doznania były zbyt intensywne. Głęboka, pulsująca pełnia i ostre, olśniewające tarcie na łechtaczce wytworzyły w moim brzuchu nowe napięcie, gorące i natarczywe. Znów bełkotałam, tłumiąc prośby w materacu. „Proszę… och, proszę… nie przestawaj…”

Oddech trenera Millera był szorstkim, chrapliwym dźwiękiem w moim uchu, jego uścisk na biodrach zacieśniał się, z pewnością zostawiając siniaki. „Twardzielka” – mruknął, a jego tempo stało się jeszcze bardziej szalone, bardziej karzące. „Dobrze cię rozmnożę”.

Jego wulgarne słowa, w połączeniu z wprawnymi palcami Jess, roztrzaskały resztki mojej kontroli. Mój drugi orgazm przeszył mnie z siłą pociągu towarowego, moje wewnętrzne mięśnie zacisnęły się wokół jego natarczywego penisa w dzikich, trzepoczących spazmach. Krzyczałam w pościel, a moje oczy zamgliły się, gdy fale przyjemności, o wiele intensywniejsze niż pierwsza, wstrząsały moim ciałem.

Czując, jak zaciskam się wokół niego, trener Miller wydał z siebie ostatni, gardłowy jęk, wbijając się w moje ciało i zatrzymując się, gdy jego własne orgazm zalał mnie, gorąca spermą i głęboko, bardzo głęboko. Stał tak przez dłuższą chwilę, jego ciężar spoczywał na moich plecach, oboje dyszeliśmy i byliśmy spoceni.

Powoli się wycofał, a ja opadłam na łóżko, bezwładna i kompletnie wyczerpana. Jess promieniała, niczym obraz dumnej właścicielki. Spojrzała to na mnie, to na trenera.

„Wygląda na to, że szybko się uczy” – mruknęła, przeczesując mi włosy dłonią. Trener Miller podciągał dżinsy, a jego wzrok wciąż utkwiony był we mnie z ponurym, zadowolonym błyskiem.

„Musi jeszcze popracować nad wytrzymałością” – powiedział, zapinając pasek z trzaskiem.

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *