Przed obiektywem – brajan/jessica

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałam, był gorzki, ziołowy smak eliksiru uderzającego mnie w gardło. Teraz świat znów stał się ostry, ale wszystko było inne. Ciężar na mojej klatce piersiowej był nowy, miękki, ciężki i ciepły. Mój głos wydobywał się z trudem, był wyższy, gładszy. „Co… co mi zrobiłaś?”

Z drzwi dobiegł lekki, zwiewny śmiech. Chloe oparła się o framugę, trzymając w dłoni buteleczkę błyszczącego lakieru do paznokci. „Mówiłam ci, że to eliksir przemiany, głuptasie. Wygląda na to, że zadziałał. Naprawdę zadziałał”. Jej oczy, podkreślone błyszczącym niebieskim eyelinerem, z otwartym uznaniem przesuwały się po mojej nowej sylwetce.
Spojrzałam w dół, moje dłonie – smuklejsze, z delikatnymi nadgarstkami – drżały, gdy śledziły krzywiznę mojego biodra, niewiarygodną miękkość mojego brzucha. Przeszył mnie dreszcz, po części przerażenie, a po części czysta, niczym niezmącona ciekawość. „Czuję się… tak…”

„Miękka?” – zaproponowała, wchodząc do pokoju. „Wrażliwa?” Miała rację. Każde dotknięcie satynowej pościeli mojej skóry było jak niewielki wstrząs elektryczny. Nawet powietrze wydawało się pieszczotą. Chloe usiadła na skraju łóżka, a jej różowa spódnica zaszeleściła. – To normalne, że jesteś ciekawa. Każdy jest, gdy dostaje nową zabawkę. – Odkręciła lakier. – Zacznijmy od czegoś prostego. Podaj mi rękę.

Niepewnie wyciągnęłam rękę. Jej palce były ciepłe i pewne, gdy owinęły się wokół moich, trzymając mnie stabilnie. Pędzelek był chłodny, gdy nakładał gładką, błyszczącą warstwę od nasady paznokcia aż po czubek mojego nowego, smukłego palca. To uczucie było dziwnie intymne, skupiało uwagę, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Z hipnozą obserwowałam, jak zamieniała każdy paznokieć w lśniącą perłę.
„Widzisz?” – szepnęła, a jej oddech łaskotał mój nadgarstek. „Ładne”. Delikatnie dmuchnęła na moje opuszki palców, a dreszcz przebiegł mi po ramieniu, łącząc się w ciepło, które gromadziło się głęboko w moim brzuchu. Zatrzymałam oddech.

Jej uśmiech stał się figlarny. „Podoba ci się to? To dopiero początek”. Puściła moją dłoń, a jej pomalowane paznokcie delikatnie przesunęły się po wewnętrznej stronie mojego ramienia, po wrażliwej skórze. Zamknąłem oczy. Każdy zakończenie nerwowe ożyło.

„Spójrz na siebie” – szepnęła, a jej głos stał się chrapliwy i wibrował we mnie. „Jesteś taki wrażliwy. Tak… potrzebujący”. Jej dłoń przesunęła się z mojego ramienia na bok, przesuwając się po cienkiej tkaninie koszulki, którą miałem na sobie. W momencie kontaktu moje plecy wygięły się w łuk, a z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, zanim zdążyłem je powstrzymać.

„O tak” – zachęcała. „Po prostu czuj”. Jej dłoń zsunęła się w dół, po nowym, dramatycznym wygięciu mojego biodra, i zatrzymała się wysoko na moim udzie. Nacisk był irytująco lekki, obiecujący więcej. Serce waliło mi w żebra. Czułem desperacką, pulsującą bolesność narastającą między nogami, obcy puls, który domagał się uwagi.

Jej palce rozpoczęły powolną, pełzającą podróż do wewnątrz, rysując wzory na mojej skórze. Teraz dyszałam, lekko rzucając głową na poduszkę. Świat zawęził się do ścieżki, którą jej dłoń wytyczała na moim udzie.
„Klaudia…” jęknęłam, a imię to było pytaniem i błaganiem.

„Cicho” – uspokajała mnie, zbliżając twarz do mojej. „Wiem dokładnie, czego potrzebujesz”. Jej palce w końcu, w końcu musnęły wilgotne centrum mojego ciała przez bieliznę. Przez całe moje ciało przebiegła fala czystej, niczym niezmąconej rozkoszy. Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam jej w oczy.

Jej oddech był ciepłą, wilgotną obietnicą na cienkiej bawełnianej tkaninie moich majtek. Świat rozpłynął się w doznaniach – zapachu jej słodkich perfum, szelestu prześcieradeł pod moimi drżącymi nogami, elektryzującym oczekiwaniu wijącym się głęboko w moim brzuchu. Mój umysł, niegdyś wir chaosu i szoku, był teraz całkowicie, błogo pusty, z wyjątkiem niej.

„Klaudia…” wyszeptałam, tym razem ledwie słyszalnym szeptem.
Nie odpowiedziała słowami. Zamiast tego mruknęła, wydając z siebie niski, wibrujący dźwięk, który przeszył mnie do głębi. Jej oczy, podkreślone niemożliwie ciemnym makijażem, wpatrywały się w moje z czystą, drapieżną rozkoszą. Cieszyła się tym. Moje rozpadanie się było jej arcydziełem.

Jej palce, z wciąż schnącymi szkarłatnymi paznokciami, wbiły się w gumkę moich majtek. Nie spieszyła się. Zdejmowała materiał z moich bioder z celową, męczącą powolnością, odsłaniając mnie centymetr po centymetrze na chłodne powietrze pokoju. Ogarnęła mnie nowa fala bezbronności i instynktownie próbowałam zacisnąć uda, podejmując ostatnią, słabą próbę zachowania skromności.

Ostre, figlarne uderzenie w wewnętrzną stronę uda zatrzymało mnie w miejscu. Nie było mocne, ale było szokujące – jasnym, piekącym akcentem jej kontroli. „Uh-uh” – skarciła mnie swoim ochrypłym głosem. „Nie chowamy się przed tym. Witamy to”.

Odrzuciła kawałek bawełny na bok, a ja znalazłam się przed nią całkowicie naga. Całkowicie, bez reszty odsłonięta. Serce waliło mi w piersi, a jego szalone uderzenia odbijały się echem w pulsującym bólu między moimi nogami. Nigdy nie czułam się tak przerażająco otwarta, tak… dostępna.

Chloe spuściła wzrok, a jej usta wygięły się w niegrzecznym, aprobującym uśmiechu. „Takie ładne” – mruknęła, a jej głos ociekał miodowym ciepłem. „Całe różowe, mokre i czekające na mnie”.
Same jej słowa wywołały we mnie nowe drżenie. Pochyliła się ponownie i tym razem nie było żadnej bariery w postaci materiału. Jej gorący oddech musnął moją najbardziej intymną część ciała, a ja wzdrygnęłam się, wydając z siebie westchnienie. To uczucie było nie do zniesienia. Wyjątkowe.

A potem jej język.

Nie było to nieśmiałe muskanie ani eksperymentalne sondowanie. Było to śmiałe, wilgotne, świadome pieszczoty od samego wejścia aż po niezwykle wrażliwy szczyt mojej łechtaczki.

Moje plecy wygięły się w łuk, jakbym został porażony prądem. Wydałem z siebie dźwięk, którego nawet nie rozpoznałem – zduszony, gardłowy krzyk czystego, niczym niezmąconego szoku i rozkoszy. O Boże. O mój Boże. To uczucie nie przypominało delikatnego dotyku jej palców. Było bezpośrednie. Pierwotne. Niszczycielskie.
Zrobiła to ponownie. Długie, powolne, zmysłowe lizanie, które wydawało się mapować każde zakończenie nerwowe. Moje dłonie zacisnęły się w pięści, a kostki palców zbielały. Każdy mięsień mojego ciała był napięty, napięty napięciem, które było zarówno agonią, jak i ekstazą.

„Smakujesz jeszcze lepiej, niż sobie wyobrażałam” – jęknęła przy mnie, a wibracja jej słów była sama w sobie rozkoszną torturą.

Jej dłonie wślizgnęły się pod moje uda, chwytając mnie i rozchylając dla niej. Posiadając mnie. Ponownie opuściła usta, ale tym razem zmieniła punkt skupienia. Jej język skupił się na bolącym, spuchniętym pączku mojej łechtaczki, okrążając go z precyzją, która odebrała mi oddech.

Kręgi. Ciasne, mocne, oszałamiające kręgi.

Moje biodra podrywały się mimowolnie, szukając większego nacisku, głębszego połączenia. Chloe zachichotała, wydając z siebie ciemny, seksowny dźwięk, i dała mi dokładnie to, czego nie wiedziałem, że potrzebuję. Owinęła wokół mnie swoje usta i zaczęła ssać.

Tak!

To słowo krzyczało w mojej głowie, cicha prośba. Zamknąłem oczy. Pokój przestał istnieć. Było tylko ciepło jej ust, płynny, rytmiczny ruch jej języka, ssanie, które wywoływało rosnącą falę przyjemności z głębi mojej nowej istoty. Dyszałem, jęczałem, wydając z siebie ciągły, przerywany strumień dźwięków, nad którym nie miałem kontroli.
Była artystką, a moje ciało było jej instrumentem. Grała rytm tak szybkimi ruchami języka, że widziałam gwiazdy, a potem zwalniała do szerokich, płaskich ruchów, które sprawiały, że wiłam się z rozkoszy. Zanurzała się, aby posmakować wilgoci gromadzącej się przy moim wejściu, sprawiając, że jęczałam z powodu utraty kontaktu z łechtaczką, tylko po to, aby powrócić do niej z nową żarliwością.

„Proszę” – błagałam, a słowo to brzmiało nierówno i rozdzierająco. „Klaudia, proszę…”.
„Proszę o co, kochanie?” – zapytała, odsuwając się na tyle, by móc mówić, a jej usta lśniły od mojego podniecenia. Jej niebieskie oczy były ciemne z pożądania. „Powiedz mi, czego potrzebujesz”.

Nie mogłam wydobyć z siebie słów. Potrzeba była fizyczna, jak napięta sprężyna w moim podbrzuszu, gotowa do pęknięcia. Jęczałam tylko, potrząsając głową na poduszce.

Nie czekała na odpowiedź. Wsunęła we mnie dwa palce jednym płynnym, zapierającym dech w piersiach pchnięciem.

Wykrzyczałam się, a dźwięk rozbrzmiał echem w cichym pokoju. Uczucie wypełnienia, rozciągnięcia, w połączeniu z ponownym atakiem jej języka na moją łechtaczkę, było zbyt silne. To było wszystko. Spirala zaciskała się, zaciskała, aż osiągnęła punkt krytyczny. Rozkosz, gorąca i elektryzująca, rozchodziła się promieniami z mojego wnętrza, grożąc rozbiciem mnie na kawałki.

Jej palce zwinęły się we mnie, znajdując miejsce, które sprawiło, że moje widzenie zamgliło się. „Właśnie tam” – warknęła przy mojej wrażliwej skórze, a jej głos wibrował we mnie. „Puść się. Dojdź dla mnie”.

To polecenie było ostatnim kluczem. Sprężyna pękła.

Fala czystej, rozpalonej do białości ekstazy przetoczyła się nade mną, wymazując każdą myśl, każdy strach, każde wspomnienie tego, kim kiedyś byłam. Moje ciało drżało, konwulsyjnie poruszając się wokół jej palców, gdy orgazm przetoczył się przeze mnie, fala po fali niszczycielskiej rozkoszy tak intensywnej, że aż bolesnej. Krzyczałam, mój głos był ochrypły, plecy wygięte, widziałam kolory za powiekami.

Przez mgłę czułem, jak mnie wypija, jak jej język pracuje niestrudzenie, wyciągając z mnie każdy ostatni skurcz, każde drżenie, aż stałem się tylko drżącą, bezsilną kupką na łóżku, całkowicie wyczerpany.

Powoli, delikatnie wyciągnęła palce i podniosła głowę. Spojrzała na mnie z zadowoleniem, triumfalną satysfakcją. Powoli, celowo oblizała usta.

Witamy w gronie kobiet, Jesscio!

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *