Jedwabne liny wbijały się w jego nadgarstki, mocno, ale delikatnie przytrzymując go do wezgłowia łóżka. Jego własnego łóżka. A przynajmniej kiedyś było jego. Teraz ciało drżące na znanych mu prześcieradłach było zupełnie nowe. Miękkie tam, gdzie kiedyś było twarde, zakrzywione tam, gdzie kiedyś było płaskie. Sapnął, a dźwięk był wyższy i słodszy niż zapamiętał.
Jej cień padł na niego, a na jej ustach pojawił się znaczący uśmiech. Eliza. Jego dawna rywalka, a obecnie… porywaczka? Zdobywczyni? Gra Campus Game była żartem, głupią aplikacją zaprojektowaną przez znudzonych studentów informatyki, aby zamienić „cechy fizyczne” na dwadzieścia cztery godziny. Ale technologia działała z przerażającą, ekscytującą precyzją.
Jej palce, te, które obserwował, jak wygrywały każdą debatę, przesuwały się po jego – nie, jej – nowym torsie. Śledziły delikatną linię obojczyka, którego nigdy wcześniej nie miał, przesuwały się po falistym kształcie piersi, które teraz bezsprzecznie należały do niego. Drżenie, na wpół przerażenie, na wpół oślepiająca rozkosz, wstrząsnęło jego pożyczonym ciałem.
– Myślisz, że to ciało należy teraz do ciebie? – szepnęła, a jej głos był niskim szumem, który wibrował w nim.
W odpowiedzi mógł tylko jęknąć, a jego umysł był szaleńczą mieszaniną wrażeń. Jej dotyk był jak ogień, a każdy punkt kontaktu był iskrą, która rozjaśniała jego zakończenia nerwowe. Objęła dłonią całą piersi, a kciukiem okrążała już napięty sutek przez cienką bawełnę koszulki. Ostry, elektryzujący wstrząs przebiegł prosto do jego wnętrza, miejsca, które nagle stało się zupełnie inne.
„Wydaje się, że mnie lubi” – mruknęła, pochylając się, aby zastąpić kciuk ustami, gorącymi i wilgotnymi przez materiał. Jego plecy wygięły się w łuk nad łóżkiem, cicha prośba o więcej. Liny trzymały go mocno. Był całkowicie na jej łasce, a ta świadomość była najsilniejszym afrodyzjakiem, jaki kiedykolwiek znał.
Z zręcznością świadczącą o intencjach, wsunęła palce w pasek jego – jej – majtek, zsuwając wilgotny jedwab w dół drżących ud. Chłodne powietrze uderzyło w jego nowo odsłoniętą skórę, a on zadrżał gwałtownie. Jej oczy chłonęły ten widok, ciemne z pożądania.
– Zobaczmy, co jeszcze potrafi to ciało – powiedziała, a jej głos stał się posiadającym, chrapliwym szeptem. Usiadła między jego nogami, a jej ciało drżało z podniecenia. Jednym palcem, niesamowicie powoli, przesuwała się po gładkich, spuchniętych fałdach, które były teraz centrum jego wszechświata. Krzyknął, wydając z siebie dźwięk, którego nie rozpoznał jako swój własny.
„Jesteś taki wrażliwy” – szepnęła, a jej oddech był gorącą pieszczotą na jego wewnętrznej stronie uda. „Już jesteś dla mnie taki mokry”. Nie drażniła go długo. Z jękiem własnego pożądania opuściła usta na niego. Pierwsze płaskie muśnięcie jej języka było objawieniem, apokalipsą, ekstazą. Było to uczucie tak głębokie, tak całkowicie obce i doskonałe, że jego świat rozpadł się na milion błyszczących kawałków. Jego biodra wyrywały się z ucisku, pragnąc więcej, pragnąc wszystkiego.
Każdy ruch, każde ssanie, każde głębokie, penetrujące pchnięcie jej języka było lekcją przyjemności, o której nie wiedział, że jest możliwa. Napięcie narastało nieubłaganie, ściskając mu głęboko w brzuchu, tak intensywne, że graniczyło z bólem. Bełkotał, błagał, obiecywał jej wszystko. Odsunęła się, jej usta lśniły, a oczy płonęły triumfem. „Kto jest właścicielem tej rozkoszy?” – zapytała ochrypłym głosem.
„Ty!” – szlochał, słowa wyrywały mu się z gardła. „To wszystko należy do ciebie!”
Zadowolony uśmiech. „Dobrze”. Uniosła się nad nim, zrzucając własne ubranie niecierpliwymi rękami. „Zobaczmy, jak to jest od środka”. Poprowadziła go, ustawiła się w odpowiedniej pozycji, a potem opadła na niego, przyjmując go w siebie, wypełniając tę nową, bolesną pustkę rozciągnięciem, które było czystą, niczym niezmąconą rozkoszą. Westchnienie, które wydobyło się z jego ust, było czystym, rozbitym zdumieniem.
Z korytarza dobiegł głos grupy studnetów…
Leave a Reply