Hedonistyczna parka cz. 5

Wróciłem do Elizy, stała przy szafce z aparatem fotograficznym i różnymi akcesoriami. Lubiliśmy czasami z Martyną iść na sesję zdjęciową, fotografować naturę i zwierzęta. Nie byliśmy profesjonalistami. Nawet nie znaliśmy wszystkich opcji naszego aparatu.

— Martyna będzie późnym wieczorem, coś im się przeciągnęło — skłamałem.

Eliza jakby zignorowała co powiedziałem, odwróciła się do mnie, wskazała na aparat.

— Któreś z was jest fotografem?

— Nie, czasami lubimy postrzelać fotki. Gramy dalej? Czy chcesz coś innego robić? Twoje urodziny, decydujesz! — oznajmiłem.

Jeszcze przez chwilę patrzyła na półkę ze sprzętem, po czym stwierdziła: — Gramy dalej. Czyja kolej?

— Teraz ty wykonujesz. Prawda czy wyzwanie?

— Wyzwanie — powiedziała, zbliżając się do mnie. Zatrzymała się pół metra ode mnie i czekała na polecenie.

— Rozpuść włosy.

— Co? Serio? Tylko tyle? No dobra — zdziwiona zdjęła gumkę, pozwalając bujnym włosom opaść na plecy i ramiona. Wyglądała obłędnie. Włosy zasłoniły jednak jej piersi. Niepewnym ruchem, przesunąłem część włosów z prawej strony za ramię, odsłaniając jedną stronę jej klatki piersiowej. Na chwilkę spuściła wzrok, po czym spojrzała na mnie z dołu.

— Prawda czy wyzwanie? — zapytała akcentując słowo „wyzwanie” jakby chciała wskazać, że warto wybrać tę opcję.

— Wyzwanie.

Eliza spojrzała przez ramię za siebie, wskazała na regał z aparatem.

— Zrób mi zdjęcie. Ładne zdjęcie — zażądała.

— Dobrze, ale załóż koszulę — poprosiłem, nie chcąc mieć na karcie pamięci roznegliżowanej małolaty.

— Nie, zrób tak jak jestem — sprzeciwiła się. — Takie masz wyzwanie!

Nie chciałem się kłócić, uległem. Chwyciłem aparat zacząłem coś mieszać w ustawieniach.

— Mam tak stać, czy jakoś mnie ustawisz? — niecierpliwiła się.

— Możesz stać. Popraw tylko włosy — poleciłem. W trakcie, gdy przeczesywała włosy ręką, strzelałem fotografie próbując uchwycić jej piękno. Miałem ochotę prosić o więcej, o to by pozowała, ustawiała się w różne sposoby, ale wstrzymałem się. Jeszcze przyjdzie na to czas. Teraz zadaniem było zrobienie zdjęcia, które wykonałem.

— Pokaż! — zbliżyła się próbując zobaczyć ekran aparatu.

Pokazałem jej kilka zdjęć, ładnie wycięte tło, oświetlenie, mimo że sztuczne, dobrze podkreślało jej atuty. Zdjęcia wyszły poprawnie. Dodatkowo, Eliza nie była specjalnie wymagającą klientką.

— Fajnie wyszło, dzięki! — klepnęła mnie w ramię. — Co z nimi zrobisz?

— Nie wiem, pewnie usunę.

Aktorsko zrobiła smutną minę, pokazując swoje niezadowolenie.

— No może sobie zostawię, zobaczymy — poprawiłem się.

Eliza równie aktorsko rozpromieniała.

— Tylko ty masz takie zdjęcia, czuj się wyróżniony! — oznajmiła dumnie, po chwili dodając: — Teraz moja kolej, daj jakieś wyzwanie!

— Umiesz tańczyć? — zapytałem.

— Coś tam umiem, a co?

— Zatańcz dla mnie — powiedziałem szczerząc zęby.

Nic nie powiedziała. Pchnęła mnie na twarde krzesło od stołu i zaczęła powtarzać choreografię Martyny. Najpierw kręciła pupą przed twarzą, usiadła mi na kolanach, chwile ruszała biodrami, następnie okraczyła mnie, usiadła przodem do mnie. Bardzo blisko. Położyła ręce na ramionach, zbliżała się, nasze głowy były obok siebie, stykaliśmy się uszami, jej małe piersi przyciskały się do mojej nagiej klaty. Nie ma możliwości, że nie wyczuła mojego wzwodu. Dociskała się do niego, nasze intymne miejsca dzieliły tylko moje spodnie, bokserki i jej koronkowa bielizna. Czułem, że wycofała jedną rękę. Nie wiedziałem co się dzieje. Nagle poczułem. Dwa gorące punkty na mojej klatce. Zdjęła stanik, nie przestając kręcić biodrami. Cofnęła się odrobinę, wypuszczając stanik, przycisnęła moją twarz do piersi. Instynktownie je pocałowałem. Zauważyłem, że uśmiechnęła się. Znowu się we mnie wtuliła, ruszała biodrami, na boki, w przód i tył. Czułem, jak dyszy, słyszałem, jak mruczy mi do ucha. Masturbowała się o mojego penisa pod pretekstem tańca. Myślałem, że oszaleję. Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Było mi nieziemsko przyjemnie. Ciepło jej ciała, jej zapach, gładka tekstura jej skóry.
Nagle przerwała, wycofała się, rozczochrana stała nade mną, ramieniem zasłaniając obie piersi.

— Może być? — zapytała prawie szeptem.

— Może być — odrzekłem krótko, próbując złapać oddech.

Eliza odwróciła się, postawiła krzesło naprzeciw mnie, tyłem oparcia w moją stronę, następnie usiadła na nim, kilkadziesiąt centymetrów ode mnie. Tapicerowane oparcie osłaniało jej nagie ciało, uniesione po obu stronach krzesła nogi postawiła na moich kolanach. Miałem ochotę dotknąć jej gładkich łydek, stóp i ud. Z amoku wyrwało mnie jej pytanie:

— Prawda czy wyzwanie?

— Wyzwanie — odpowiedziałem bez namysłu. Nawet jeżeli kazałaby mi wstawać, nie mam już nic do ukrycia. Musiała wiedzieć jak podniecony byłem. Wiedziała co ze mną robi.

Nastolatka przybliżyła twarz w moją stronę i szepnęła:

— Pocałuj mnie.

Nic nie powiedziałem, pochyliłem się w jej kierunku i pocałowałem ją w usta, delikatnie, bez użycia języka. Muskałem lekko jej wargi. Po kilku sekundach wycofałem się, a Eliza lekko wciągnęła dolną wargę jakby starała się wessać ślinę, którą na niej zostawiłem. Smakowała głównie kawą i ciastkami, ale było w niej coś jeszcze. Świeżość. Od długiego czasu nie całowałem innej kobiety niż Martyna.

— Trochę się nie postarałeś, ale zaliczone — przerwała narastającą ciszę. Ułożyła ręce na oparciu, położyła na nich głowę. — Co teraz? Gramy dalej?

— Chcesz grać dalej? Jeszcze przez kilka godzin są twoje urodziny — stwierdziłem.

— Chcę grać. I chcę żebyś dał mi jakieś wyzwanie.

Wstałem z krzesła poprawiając uwierającą erekcję. Podszedłem regału, wziąłem wodoodpornego markera. Wręczyłem dziewczynie mówiąc:

— Proszę. Twoje zadanie to napisać na ciele coś sprośnego, może być wulgarne. Przemyśl tylko gdzie to zrobisz, łatwo nie zejdzie — ostrzegłem.

Podniosła się i bez słowa poszła z markerem do łazienki. Po kilku minutach wróciła. Stanęła w drzwiach, topless, tylko w spódniczce i majtkach. Wcześniej, mimo, że była znacznie bliżej, nie dostrzegłem wszystkich szczegółów. Jej drobne piersi zwieńczone były małymi sutkami, otoczonymi różową aureolką. Znacznie drobniejsze niż Martyny.  Nie zauważyłem jednak napisu. Czyżby nie wykonała zadania?

— I co? — zapytałem, czekając na prezentację.

— Nic. Wykonałam zadanie.

— Jak to? Gdzie? Nie widzę — odpowiedziałem zdziwiony, próbując dostrzec napis.

— Tu — wskazała pod spódniczkę. — Miałam napisać, nie było mowy o pokazywaniu.

Była z siebie dumna, jakby oszukała system. Rozbawiło mnie jej zachowanie, ale postanowiłem grać dalej.

— No niech ci będzie.

— To co dla ciebie? Prawda czy wyzwanie? — zapytała krzyżując dłonie za plecami, radośnie kręcąc tułowiem, jak dziecko, które coś zbroiło.

— Prawda.

— Mówiłeś, że nigdy nie zdradziłeś Martyny. Myślisz, że nigdy tego nie zrobisz? — zapytała.

— Nigdy jej nie zdradzę — oznajmiłem.

— A to co robimy nie jest formą zdrady? — dopytywała, wyglądając na odrobinę rozczarowaną.

— To zależy. Czym twoim zdaniem jest zdrada?

Myślała przez chwilę, po czym stwierdziła: — Zdrada jest jak na przykład robisz coś z kimś, będąc w związku z kimś innym. I nie musi to być seks. Myślę, że całowanie, bycie nago w intymny sposób też jest zdradą — wyliczała. — Jakbym miała chłopaka i robiłby z kimś innym to, co robimy, to uznałabym, że mnie zdradza.

— A jeżeli partner lub partnerka wiedzą i akceptują to, co robisz z kimś innym? — dopytałem.

— No to wtedy chyba nie jest zdrada. Nie wiem — zamyśliła się. — Martyna naprawdę wie? Nie jest jej przykro?

— Naprawdę wie. Jestem pewien, że nie jest jej przykro. Jak chcesz, możemy zadzwonić i zapytać — zaproponowałem.

— Nie! Wstydzę się — zarumieniła się. — Wierzę ci.

Ta dziewczyna była jak burza. Nieokiełznana, nieprzewidywalna. W jednej chwili zachowywała się jak napalona nimfetka, w drugiej jak nieśmiała uczennica. Ociekała jednocześnie seksem, jak i niewinnością. Fascynowała mnie.

— Twoja kolej, młoda — zacząłem radośnie. — Prawda czy wyzywanie?

— Wyzwanie — szepnęła.

— Zrób to, na co masz teraz najbardziej ochotę. Cokolwiek — oznajmiłem.

— Cokolwiek? — dopytała nieśmiało.

— Tak. Chcesz rozbić telewizor, rozbij telewizor. Chcesz mnie walnąć, walnij. Chcesz nasikać na środku pokoju, nasikaj. Nie ma limitów. Tylko mnie nie ukatrup — zaśmiałem się.

Bez słowa podeszła do mnie, zawiesiła dłonie na moim karku i jednym ruchem wskoczyła na mnie, obejmując mnie ramionami i nogami. Dociskała się do mnie z całych sił. Instynktownie złapałem ją za pupę, aby łatwiej było jej się utrzymać. Stałem tak na środku pokoju, z półnagą Elizą owiniętą na moim ciele. Pocałowała mnie. Głęboko, namiętnie, język wciskała do gardła, wiła się biodrami, czułem jej ciepło. Brakowało mi tchu, jej również, oderwała się na chwilę, po czym znów połączyła nasze usta. Odwzajemniłem pocałunek. Całowaliśmy się przez kilka minut. Powoli starałem się przerwać. Muskałem jej policzek, ucho. Nastawiała szyję bym ją całował. Całowałem szyję, lizałem, nadgryzałem płatek ucha. Szepnąłem:

— Moja kolej. Chcę wyzwanie — nie przerywałem pieszczot, całowałem raz jedną stronę, raz drugą.

— Zrób to, na co masz teraz najbardziej ochotę. Cokolwiek — powtórzyła moje wyzwanie drżącym głosem. Nie zamierzałem się wstrzymywać, dostałem przyzwolenie, chciała tego. Przeszliśmy na środek salonu, położyłem ją na dywanie, jednak nie zwolniła objęcia. Cały czas była opleciona rękoma i nogami na moim ciele. Całowałem ją, rękoma wędrowałem po jej drobnym ciele, chwyciłem za biodro, ścisnąłem pośladek, mruczała, cicho jęczała. Poluzowała objęcia, ręce opuściła na dywan, skierowane do nad głowę, znak oddania. Nogi za plecami również rozplotła, stawiając je na ciepłym dywanie. Leżałem między jej nogami. Odchylała głowę, pokazując szyję, domagając się pocałunków. Muskałem ustami jej gładką, pachnącą skórę. Podparty rękoma, kierowałem się w dół. Językiem przejechałem po obojczykach, całowałem jej piersi. Dokładnie, nie omijając nawet kawałka skóry. Delikatne sutki stały się twarde, gotowe na odbiór pieszczot. Delikatnie ssałem najpierw jednego, później drugiego. Językiem zataczałem okręgi po delikatnych aureolach jej młodych piersi. Czułem, że zaraz eksploduję. Eliza wiła się, pod naciskiem moich ust.
Kierowałem się niżej. Pieściłem jej brzuch ustami, rękoma wędrowałem od bioder do piersi, drażniłem sutki. Zbliżyłem się do materiału spódniczki. Bez słowa uniosła pupę, wydając nieme polecenie. Wsunąłem palce wskazujące pod materiał po obu stronach bioder. Zsunąłem jednocześnie spódniczkę i koronkowe majtki unosząc jej nogi do góry. Będąc już całkowicie naga, puściła nogi i rozłożyła je na boki obok mnie. Twarz miała skierowaną w bok, jakby wstydziła się spojrzeć na mnie. Wędrowałem wzrokiem po jej ciele. Jej rozpuszczone włosy były rozłożone niczym wachlarz, rumieńce zdobiły poliki. Klatka piersiowa unosiła się rytmicznie, intensywnie. Piersi drobne, jędrne, sutki sterczące jakby domagały się pieszczot. Spoglądałem niżej i niżej. Wzgórek łonowy ozdobiony był schludnie przyciętym, wąskim paskiem miękkich włosów łonowych, po lewej stronie paska napis markerem – „Suczka”, po prawej „Kamila”. Dowód, że jednak wykonała wcześniejsze wyzwanie. Uśmiechnąłem się, spojrzałem na nią, patrzyła na mnie, niemal czerwona na twarzy.

— Jesteś moją suczką? — zapytałem z uśmiechem.

— Jak widać — szepnęła.

— Jesteś dobrą suczką. Zasłużyłaś na nagrodę — oznajmiłem schylając się do jej krocza. Całowałem jej delikatne łono, kierując się między uda. Na początku muskałem ustami wewnętrzną stronę ud, przechodziłem od jednego, do drugiego. Za każdym razem zbliżając się do krocza. Jej cipka była piękna. Czysta, zadbana. Bez śladów zużycia. Gładka, jasna skóra. Ssałem jej wargi sromowe, raz lewą, raz prawą. Jeździłem językiem między nimi. Jej soki przyklejały się do moich ust i języka, za każdym razem, gdy odrywałem się od cipki, między naszymi ciałami tworzyły się sznurki jej soków. Nastolatka wiła się, cicho pojękiwała. Wepchnąłem język najgłębiej jak mogłem do wnętrza Elizy, po czym skierowałem pocałunki odrobinę wyżej, do łechtaczki. Całowałem ją, ssałem, kręciłem kółka językiem, próbując wyczuć, co sprawia jej największą przyjemność. Delikatnie rozsmarowałem jej soki na palcu wskazującym. Nie przerywając stymulacji jej guziczka, wepchnąłem palec do środka. Westchnęła głęboko. Przyśpieszałem ruchy języka, coraz intensywniej pieściłem ją. Czułem, że była blisko. Jeszcze kilka ruchów.

— Tak…tak… nie przestawaj… błagam — wydukała drżącym głosem.

Ale nie posłuchałem. Sekundy przed finałem oderwałem usta od jej szparki. Pocałowałem ją w usta, przenosząc jej własne soki na jej usta. Była niespełniona, unosiła biodra, szukała kontaktu, chciała ocierać się o mnie, by skończyć to co zacząłem, ale przytrzymałem ręką jej biodra odbierając jej przyjemność.

— Prawda czy wyzwanie, suczko? — zapytałem sprośnie, całując ją w ucho.

— Wy… Wyzwanie — wyszeptała łamiącym głosem. Drżała z podniecenia.

Podniosłem się z niej, usiadłem na skórzanym fotelu. Oparłem się wygodnie i zacząłem: — Napisałaś mi, że jesteś moją suczką. Udawaj suczkę.

Eliza wstała, jej kolana drżały. Stała nago przede mną, z cipki wręcz kapały jej soki, pasek włosów łonowych poklejony był śluzem i moją śliną. Zamyśliła się chwilę, po czym padła na kolana i na czworaka chodziła po pokoju, kręcąc zalotnie pupą, wypinając się do mnie. Język miała wystawiony jak dyszący pies, oddychała głośno. Co jakiś czas trykała mnie rękę, imitując suczkę, łaknącą pieszczot. Ciągle na czworaka podeszła do mnie. Usiadła na dywanie między moimi kolanami, sadzając pupę na piętach, ciągle podparta rękoma. Trąciła mnie ręką, pokazując na brzuch. Udawała głodną. Patrzyła na moje krocze. Podniosła dupkę z pięt i powolnym ruchem odpięła mi spodnie. Podniosłem się ułatwiając ich zdjęcie. Siedziałem w samych bokserkach.

— Jestem dobrą suczką? — zapytała z maślanymi oczami.

— Najlepszą — pogłaskałem ją za uchem. W tym momencie bez słowa zsunęła bokserki wypuszczając nabrzmiałego członka. Ostentacyjnie obwąchała go, uśmiechnęła się i zaczęła go lizać od nasady. Powoli, kierując się ku czubkowi. Brak doświadczenia nadrabiała zaangażowaniem. Krztusiła się, oczy jej łzawiły, jednak nie przestawała. Jakby w danej chwili sensem jej istnienia było doprowadzenie mnie do finiszu. Byłem blisko. Bardzo blisko. Nie chciałem tak kończyć. Chciałem byśmy skończyli razem.

— Dobra dziewczynka — poklepałem ją po ramieniu. — Wystarczy.

Przyciągnąłem ją do siebie, całując w usta. Podparła się kolanami na fotelu, okraczając mnie, wiła się biodrami, ręką złapała penisa, chciała, bym w nią wszedł. Nie pozwoliłem na to. Podniosłem nas, po czym posadziłem ją na fotelu, a sam klęknąłem przed nią.

— Moja kolej. Poproszę wyzwanie — powiedziałem pewnym głosem.

— Już nie mogę. Nie wytrzymam dłużej… — odpowiedziała drżącym głosem. — Weź mnie, chcę cię poczuć w środku. Proszę.

— Jesteś pewna?

Eliza wiła się, kręciła biodrami, starała się mnie przyciągnąć rękoma.

— Tak. Chcę być twoja.

Na chwilę wstałem, z regału sięgnąłem prezerwatywę i sprawnie ją założyłem. Ponownie klęknąłem przed Elizą, przyciągnąłem ją za biodra. Nakierowałem penisa na jej szparkę, zebrałem odrobinę soków i delikatnie pchnąłem. Wzięła głęboki oddech, zamknęła oczy. Delikatnie pchałem i cofałem, z każdym ruchem pogłębiając ruch. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Była taka ciasna. Mięśnie jej cipki zaciskały się, czułem, że niedługo wystrzelę. Przyśpieszałem. Jęczała, sapała, ruszała biodrami, by łechtaczką ocierać się o mnie. Była blisko. Założyła nogi na moje plecy, przeciągała mnie do siebie. Przyśpieszałem jeszcze bardziej, nasze ciała obijały się, kleiły, kapał na nią mój pot. Przyciągnęła jeszcze mocniej. Jej cipka zaciskała się rytmicznie, Eliza jęczała głośniej i głośniej, przygryzała wargę. Napięła się cała i puściła. Doszła, oddychała głęboko, rozluźniło się całe jej ciało. Pchnąłem jeszcze kilka razy i doszedłem. Czułem potężny wytrysk. Całodniowa gra wstępna, cały dzień w podnieceniu sprawiły, że zalałem prezerwatywę ogromną ilością nasienia. Opadłem na nią.

— Dziękuję — wyszeptała. — Najlepszy prezent urodzinowy.

— Wszystkiego najlepszego — pocałowałem ją.

Leżeliśmy wtuleni przez chwilę. Było chwilę po dziesiątej wieczorem. Martyny nie będzie jeszcze przez dwie godziny. Po kilku minutach wstałem.

— Odświeżę się, daj minutkę — ogłosiłem.

— Mhm — mruknęła.

Obmyłem się szybko i wróciłem do salonu, Elizy jednak nie było. Znalazłem ją w sypialni, leżała na pościeli, naga, oglądając zdjęcie przedstawiające mnie i Martynę na kajaku.

— Tu jest wygodniej — rzuciła, gdy zobaczyła mnie stojącego w drzwiach.

— Zgadza się — skoczyłem na łóżko obok niej. Położyłem się na plecach, przytuliła się mej piersi.

— Wyglądacie na szczęśliwych — stwierdziła oglądając zdjęcie.

— Jesteśmy.

— A to co się stało na pewno tego nie zepsuje? — dociekała.

— Nie. Nic się nie martw.

Zamknęła odłożyła zdjęcie na bok, zamknęła oczy i szepnęła:

— Prawda czy wyzywanie?

— Prawda — odpowiedziałem powoli zasypiając.

— Powtórzymy to jeszcze kiedyś?

— Jeżeli tylko będziesz chciała — zapewniłem.

Nic nie odpowiedziała albo po prostu nie słyszałem. Zasnąłem.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Nuclear Banana

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *