Za drzwiami stała Eliza, nastoletnia sąsiadka mieszkająca z matką. Dziewczyna nie miała lekko. Rozbita rodzina, bez ojca, matka alkoholiczka, raczej klepali biedę. Moja żona udzielała jej korepetycji za darmo, nie chciała, by skończyła jak jej matka. Było mi jej szkoda. Śliczna dziewczyna, młoda, a tak jej życie dokopuje. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się od ucha do ucha. Zauważyłem zmianę. Miała aparat na zębach – drogi gadżet.
Dziewczyna miała na sobie szarą, luźną bluzkę, odsłaniającą jedną ramię. Co chwilę, poprawiała zsuwający się z ramion materiał. Do bluzki dobrała ciemne szorty, które dostrzegłem dopiero jak wchodziła do środka. Na stopach zwykłe, domowe kapcie i białe skarpetki. Mieszkała dwa piętra pod nami, nie musiała się specjalnie stroić.
— Cześć Elizka, siadaj, napijesz się czegoś? — Martyna powitała dziewczynę z entuzjazmem.
— Może piwo? — Nastolatka odpowiedziała, nie wiedziałem czy na poważnie.
— Tak, pewnie, jeszcze papieroska? — żona ciągnęła żart.
— Byłoby idealnie! — zaśmiała się Eliza. — Może być woda, dzięki!
Dziewczyny usiadły i pracowały z podręcznikiem, odgrywały scenki po angielsku, pisały krótkie paragrafy. Martyna często chwaliła Elizę, co bardzo ją motywowało. Widać, że brakowało jej ciepłego słowa.
Zerkałem, jak pracują. Były całkowicie inne, jednak obie równie śliczne. Blond włosy Elizy kontrastowały z ciemną fryzurą mojej żony. Jej drobne, wciąż dojrzewające ciało emanowało niewinnością, ale i czymś innym. Czymś, co biło również od Martyny – jakby świadomość własnej atrakcyjności.
Nastolatka zauważyła, że ją lustruję, jednak nic nie powiedziała, uśmiechnęła się jedynie i lekko przygryzła wargę, starając się nie zwrócić uwagi Martyny, która siedziała naprzeciw niej, plecami do mnie. Odwróciłem wzrok, ale jeszcze kilka razy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Gdy Martyna wstała po kolejne ćwiczenia, Eliza gestem wskazała pod stół.
Martyna wróciła, usiadła i wręczyła Elizie kilka kartek.
— Uzupełnij brakujące czasowniki — poleciła, a następnie zaczęła szukać czegoś w podręczniku. Ja w tym czasie położyłem się na kanapie, tak, że na wysokości wzroku miałem to, co pod stołem. Aby nie wzbudzać podejrzeń, trzymałem w ręku telefon, przeglądając Facebook i Instagram. Zerknąłem w bok. Dziewczyna miała szeroko rozstawione kolana. Lewą ręką, przesuwała materiał szortów, eksponując czarną bieliznę. Eliza była skupiona na zadaniu od Martyny, jednak widziałem, że co chwilę sprawdzała, czy widzę jej przedstawienie.
— Mała nimfa – pomyślałem. Gdyby nie fakt, że niedawno kochałem się z żoną, moje spodnie byłyby rozrywane przez rosnącego kutasa. Na szczęście opanowałem się.
— Gotowe! — małolata przesunęła kartkę w stronę Martyny, jednocześnie złączając nogi. Koniec przedstawienia.
— Dobrze, tu jest też dobrze. Tu zobacz — przysunęła kartkę w stronę Elizy — tu powinno być „s” na końcu. No dobra, czasowniki w miarę ogarniasz, powtórzymy jeszcze jutro, a teraz chwila przerwy i robimy stronę bierną.
— Super! Dzięki! — Eliza tryskała entuzjazmem.
Martyna wstała do kuchni po jakieś przekąski, Eliza w tym czasie podniosła się, oparła łokciami o stół i zwróciła do mnie:
— A ty też znasz angielski, Kamilu?
Na dźwięk swojego imienia spojrzałem na dziewczynę, instynktownie oczy skierowały się na małe piersi, odsłonięte przez zwisający materiał bluzki, ukryte jedynie pod białym, gładkim stanikiem.
— Tak, coś tam umiem, a co?
— Nic, tak tylko pytam. Może kiedyś jak Martyna nie będzie mogła, ty mi dasz korepetycje? Odwdzięczę się — mrugnęła do mnie, ale szybko wróciła na miejsce jak usłyszała, że jej nauczycielka wraca.
Mała gówniara do mnie startowała. Albo po prostu mnie testowała. Podobało mi się. Nawet bardzo.
Dziewczyny uczyły się jeszcze przez godzinę, chwilę porozmawiały o szkole, ubraniach i naszedł czas pożegnania. Martyna życzliwie pożegnała dziewczynę, odprowadzając ją do drzwi. Eliza mijając mnie, musnęła mnie w ramie dłonią.
— Pa, Kamilu, do jutra! — nastolatka rzuciła przez ramię.
— Pa — odpowiedziałem bez emocji.
Słyszałem dźwięk zamykanych drzwi, kilka pięter pod nami. Dotarła do domu. Usiadłem obok Martyny.
— Martyna, coś wydało ci się dziwne? — zagaiłem.
— Co masz na myśli?
— Zachowanie Elizy, chyba mnie kokietowała — powiedziałem poważnie.
Martyna wybuchła śmiechem.
— Kokietowała? Co masz na myśli? — dopytała powstrzymując kolejne salwy śmiechu.
— Jak siedziałyście tutaj i wyszłaś na chwilę, to pokazała, że mam patrzeć pod stół. No to patrzyłem później. I ona nogi rozkłada, i pokazuje mi gacie — zacząłem punktować — a jak wychodziła to mnie dotykała w rękę.
— Poważnie? Ciekawe — Martyna wyglądała na zamyśloną, jakby analizowała to, co powiedziałem. — I co ty na to wszystko, Kamil? Podobało ci się?
— Podobało. Świetnie wiedzieć, że się komuś podobam, poza tobą oczywiście — cmoknąłem ją w czoło.
— A w drugą stronę? — dopytywała — Podoba ci się ona?
Chwilę myślałem nad odpowiedzią. Przyznać się żonie, że podoba mi się małolata? Nie mieliśmy jednak żadnych tajemnic. Obiecaliśmy sobie całkowitą szczerość, zawsze.
— Tak, jest bardzo atrakcyjna.
— Mhm — uśmiechnęła się, ale nie komentowała.
— Co? — zapytałem próbując wybadać, co o tym sądzi.
— Nic. Jeżeli jest, jak mówisz, to cieszę się, że oboje się sobie podobacie. Masz zielone światło na nią — powiedziała całując mnie w usta.
— No co ty, przecież to dzieciak. Ile ona ma w ogóle lat?
— Piętnaście albo szesnaście, nie jestem pewna. Jutro dopytam, jak przyjdzie na korepetycje — odpowiedziała.
Martyna wtuliła się we mnie i nic już nie mówiła. Była najlepszym, co mnie spotkało, uwielbiałem każdy aspekt tej osoby. Jej ciało, jej duszę. Jej hedonistyczne podejście do życia. Fakt, że mogłem zdradzić jej najskrytsze tajemnice i fantazje, a ona nigdy nie krytykowała. Pytała jedynie, co możemy zrobić, żeby to zrealizować. Z tego też powodu, nigdy nie sprzeciwiłem się realizacji jej fantazji. Nawet, jeżeli wiąże się to z dzieleniem się moją ukochaną żoną z innymi. Warto. Ostatecznie zawsze wraca do mnie.
Leave a Reply