Aedric

Powietrze w opuszczonym obserwatorium wibrowało mocą, która nie miała nic wspólnego z elektrycznością. To była cicha, brzęcząca wibracja, która rezonowała w zębach i kościach. Pięciu mężczyzn stało w luźnym kręgu, skąpanych w pulsującym, mlecznoniebieskim świetle bijącym z szat Aedrica.

„Czy to naprawdę konieczne?” Bartosz „Byte” Wróblewski poprawił okulary, nerwowo wystukując rytm palcami na obudowie laptopa. „To wygląda na znaczące odstępstwo od zaplanowanego rytuału. Odczyty energii są… chaotyczne”.

„Cicho, mały człowieczku” – mruknął Malik „Zero” Washington, wpatrując się bystrym wzrokiem w istotę światła przed nimi. Jego złoty łańcuch lśnił. „Wyrocznia kazała stanąć w kręgu. Więc stoimy”.

Aedric z Równin Niebios uniósł ręce, a jego srebrny warkocz zdawał się unosić wokół jego pogodnej twarzy. Jego głos, gdy się odezwał, nie był dźwiękiem, lecz uczuciem, rezonansem, który odbił się echem bezpośrednio w ich umysłach. Naczynie musi być przygotowane. Forma musi być zgodna z intencją. Aby ukierunkować pierwotną energię życiową, musicie najpierw stać się kanałami czystej kreacji. Musicie osiągnąć równowagę.

Luca Morán instynktownie uniósł aparat, a potem go opuścił, artysta w nim został pokonany przez pierwotny strach. „Stać się? Co to znaczy?”

Lśniące dłonie Aedrica poruszyły się, a światło z jego szat nasiliło się, wirując, by otulić każdego z nich migoczącym kokonem. To znaczy, że zostaniecie odmienieni. Nie lękajcie się. Przyjemność nowej formy to pierwszy sakrament.

Fala ciepła, oszałamiająca i głęboka, zalała Kamila „Kosę” Kosowskiego. Sapnął, gdy doznanie, niepodobne do żadnego sportowego dreszczyku emocji, ogarnęło jego mięśnie. To nie był ból. To było głębokie, rozplątujące i na nowo łączące jego włókna. Jego zahartowana futbolem sylwetka zdawała się mięknąć, szerokie ramiona lekko się wyginały, a potężne linie torsu tworzyły nową, smukłą sylwetkę. Z jego ust wyrwał się cichy jęk, gdy w piersi rozkwitł mu wstrząsający, wrażliwy żar, a mięśnie piersiowe mrowiły i nabrzmiewały w dwa jędrne, ciężkie wzgórki. Jego dłonie powędrowały ku nim, a zrogowaciałe palce drapały sutki, które teraz były niemożliwie wyprostowane i niezwykle wrażliwe. „Cholera” – wyszeptał, a w jego głosie słychać było stłumiony szok, którego nie rozpoznał.

Malik obok niego stęknął cicho, z zaskoczeniem. Raper patrzył zahipnotyzowany, jak twarde, zahartowane na ulicy mięśnie jego ramion wygładzają się, a dłonie stają się smuklejsze. Znajomy ciężar jego ciała przesunął się, środek ciężkości opadł, a biodra rozłożyły się w wdzięcznej, niezaprzeczalnej linii. Przeszył go ostry, elektryczny wstrząs, skupiając się między nogami, gdzie jego męskość ustępowała, zapadając się w zapierającą dech w piersiach, przerażającą, podniecającą transformację. Poczuł tam nowy, pusty ból, wilgotne ciepło obiecujące pełnię doznań, których nigdy nie mógł sobie wyobrazić. Zacisnął szczękę, ale dreszcz czystej, niechcianej przyjemności wstrząsnął jego nową postacią. „No cóż, cholera”.

Luca milczał, zatracony w tym doznaniu. Jego umysł fotografa próbował to udokumentować – jak rozszerzały się jego wąskie biodra, jak ciemne włosy na piersi cofały się, odsłaniając miękką, bladą skórę, która kłuła nową wrażliwością. Czuł, jak jego własna esencja, jego męskość, wciągana z powrotem do ciała w odwrotnym rozkwicie nacisku i gorąca, zastąpiona delikatną, pulsującą wrażliwością, już śliską od oczekiwania. Opuścił dłoń, jego palce – teraz delikatniejsze – musnęły nowy, nabrzmiały pączek łechtaczki. Przeszył go gwałtowny, oślepiający wstrząs. Wydał z siebie wysoki, słodki dźwięk, zupełnie nowy.

Bartosz gorączkowo mamrotał do siebie, w strumieniu analitycznej paniki. „Gwałtowna metamorfoza komórkowa. Redystrybucja tkanki tłuszczowej. Pierwotne i wtórne cechy płciowe się redefiniują – och”. Jego naukowy monolog urwał się, gdy zalała go fala doznań. Ciągły szum niepokoju w jego umyśle został zagłuszony przez narastający szum czystej, fizycznej potrzeby. Czuł, jak spodnie robią mu się ciasne, nie z powodu dawnej płci, ale z powodu gładkiego dowodu szokującego, mimowolnego przyjęcia jego ciała. Jego nowym centrum było pulsujące centrum pragnienia, a jego analityczny umysł uległ zwarciu, zastąpione przez pojedynczy, krzyczący nakaz: bądźcie nasyceni.

Aedric obserwował ich, jego błyszczące oczy wyrażały głębokie współczucie. Ciała, które znałeś, są już tylko wspomnieniem. To teraz twoje formy. Naczynia życia. Naczynia przyjemności. Poczuj ich prawdę.

Gestem wskazał, a jedwabne, bezużyteczne resztki ich ubrań rozpłynęły się w drobinkach światła.

Cztery kobiety stały w miejscu mężczyzn. Ciężko dysząc, z lekko spoconą skórą, patrzyły na siebie szeroko otwartymi, oszołomionymi oczami. Dłoń Kosy wciąż obejmowała jej pełną pierś, a kciuk nieświadomie okrążał napięty sutek. Zero przesunęła nowymi, smukłymi dłońmi po dramatycznej krzywiźnie biodra, w geście własności i podziwu. Luca drżała, a jej wzrok utkwiony był w lśniącej śliskości wewnętrznej strony uda. Byte po prostu wpatrywała się w swoje ciało, a jej umysł w końcu zamarł, niczym w raju, poza biciem serca i pulsowaniem między nogami.

Początkowy szok zaczął topnieć, zastąpiony narastającym, niezaprzeczalnym żarem. To Kosa, atletka zawsze dostrojona do swojego ciała, ruszyła pierwsza. Jej żywiołowy duch, teraz zamknięty w tej niezwykle wrażliwej, nowej formie, domagał się działania. Wyciągnęła rękę, nie przypominającą już pięści, lecz wdzięku, i dotknęła ramienia Zero.

Kontakt był elektryzujący. Przenikliwe spojrzenie Zero złagodniało, a potem błysnęło nowym rodzajem intensywności. Złapała dłoń Kosy, splatając ich palce, i przyciągnęła ją bliżej. „Też to czujesz, co?” Głos Zero był niższy, ochrypłym kontraltem wibrującym obietnicą. „To… to pragnienie”.

Kosa tylko skinęła głową, wstrzymując oddech, gdy druga dłoń Zero uniosła się, naśladując jej własną, obejmując jej pierś, a kciuk musnął sutek. Ostry, rozkoszny skurcz sprawił, że kolana ugięły się pod nią. „Jezu” – jęknęła.

To było pozwolenie, którego wszyscy potrzebowali. Luca ruszyła w stronę Byte’a, którego analityczne wahanie w końcu się przełamało. „Te… bodźce sensoryczne są przytłaczające” – wyszeptała Byte, ale nie odsunęła się, gdy kręcone włosy Luki musnęły jej policzek.

„Niech tak będzie” – mruknęła Luca, jej artystyczna dusza ogarnęła chaos. Pochyliła się i schwyciła usta Byte’a w miękkim, badawczym pocałunku. To było delikatne, stanowiące ostry kontrast z burzą w ich wnętrzu, a Byte wtopił się w nią z cichym jękiem.

Aedric obserwował z pogodnym uśmiechem na ustach. Tak. Eksploruj. Zrozum narzędzie, którym się stałeś.

Zero, zachęcona reakcją Kosy, pochyliła głowę. Jej usta, tak wprawne w posługiwaniu się słowami, znalazły nowy cel. Zamknęła usta na sutku Kosy, a krzyk piłkarza rozbrzmiał echem w obserwatorium. To był dźwięk czystego, nieskażonego poddania się. Dłonie Kosy powędrowały do ??nowych, długich włosów Zero, wplątując się w ciemne loki, trzymając ją mocno, podczas gdy język rapera smagał i ssał, wysyłając fale pulsującego pragnienia prosto do roztopionego jądra jej istoty.

Ból między nogami Kosy był żywy, pulsował tak samo, jak pociąg ust Zero. Oparła biodra o nic, szukając tarcia, ulgi, czegoś więcej. Jej własne dłonie, zdesperowane, zsunęły się po potężnych plecach Zero, po wypukłości jej pośladków, ściągając ich ciała do siebie. Uczucie wilgotnego ciepła Zero na jej udzie sprawiło, że zobaczyła gwiazdy.„Proszę” – błagała Kosa, słowo wyrwane z jej ust, język pragnienia, który nie wymagał tłumaczenia. „Właśnie. Nie przestawaj”.

Zero puściła jej pierś z cichym pyknięciem, a jej oczy pociemniały od drapieżnego głodu, który był dla niej zupełnie nowy. „Chcesz?” – wyszeptała, wsuwając dłoń między nie, palce wodząc po przemoczonym szwie nowej płci Kosy. Kosa drgnęła, a szloch uwiązł jej w gardle na ten dotyk. Dotyk Zero był zdecydowany, świadomy, jakby jej zręczne palce zawsze znały to terytorium. „Chcesz moich palców w sobie? Wypełnić tę śliczną, pustą cipkę?”

Wulgarne, zaborcze słowa zniszczyły resztki kontroli Kosy. Mogła tylko skinąć głową, jej ciało uginało się pod dotykiem Zero. Pulsowała, ociekała, każdy koniec nerwowy krzyczał o to.

Zero nie kazał jej czekać. Wsunęła dwa palce do środka jednym płynnym, pewnym pchnięciem.

Doznanie było absolutne. Światło Aedrica wokół nich przygasło, świat zawęził się do punktu, w którym ich ciała się połączyły. Głowa Kosy opadła do tyłu, z jej gardła wyrwał się gardłowy, urywany krzyk, gdy została przeniknięta, wypełniona, dopełniona w sposób, o jakim nigdy nie wiedziała, że ??jest możliwy. To była idealna, rozciągnięta pełnia, która uderzyła w głębokie, ukryte miejsce w jej wnętrzu, iskrzące i rozbłyskujące oślepiającą przyjemnością.

Zero też to poczuła, niewiarygodnie ciasne, wilgotne gorąco zaciskające się na jej palcach, a jęk dudnił w jej piersi. Zaczęła się poruszać, powolnym, rozważnym rytmem, jej kciuk trafiał na spuchnięty, zdesperowany pączek na szczycie i okrążał go z naciskiem, który był czystą torturą i ekstazą.

Kosa była bezmyślna, reagowała na każde pchnięcie, jej biodra tłoczyły się, a krzyki przeradzały się w ciągły, przenikliwy jęk. Narastanie było szybkie i przerażające, splot przyjemności zaciskał się w jej brzuchu, karmiony każdym uderzeniem, każdym okrążeniem kciuka Zero.

„Zamierzam… zamierzam…” próbowała ostrzec, ale słowa były bez znaczenia.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *