„Otwórz mi szeroko, Lano. Właśnie… cholernie piękne”.
Rozkaz był niskim, szorstkim pomrukiem, a moje ciało posłuchało, zanim umysł zdążył przetworzyć słowa. Moja szczęka opadła i w tej chwili bezbronnego, otwartego zachwytu, gruba, żylasta główka penisa wcisnęła się między moje usta, obejmując przestrzeń pewnym, nieustępliwym naciskiem.
Był ogromny, rozciągając moje usta, słony, piżmowy smak rozkwitał na moim języku. Zdławiony odruch wymiotny ścisnął mi gardło, ale równie szybko został on ukojony przez dziwną, głęboko osadzoną świadomość. To właśnie robisz. Tym właśnie jesteś. Myśl była obca, a jednak wydawała się tak naturalna, jak oddychanie.
Zamieszanie było odległym, stłumionym krzykiem pod narastającą falą czystych, surowych doznań. Mój świat skurczył się do tego: szorstkie włosy na moich nozdrzach, ciężar na moim języku, rytmiczne, płytkie pchnięcia, które sprawiały, że śliniłam się. Metaliczny smak preejakulatu zmieszał się z moją śliną.
Za mną rozkwitł głębszy, bardziej inwazyjny ucisk. Stęknięcie, a potem ostre, palące rozciągnięcie, gdy coś – nie, ktoś – wbiło się głęboko w mój drugi koniec. Powietrze syczało między zębami wokół penisa w moich ustach. Ból był ostry i zaskakujący, jasny błysk biało-gorącego dyskomfortu, który niemal sprawił, że się cofnąłem. Ale potem… potem rozpłynął się, przekształcając się w szokujące, pełne uczucie, które posłało impuls elektryczny prosto do mojego rdzenia. Byłem tak pełny. Tak całkowicie, całkowicie.
Moje biodra, przyciśnięte do skórzanego kozła, próbowały się cofnąć, by odeprzeć wtargnięcie, pierwotna potrzeba większego tarcia, więcej tej szokującej, transformującej pełni. Szorstkie liny mocno trzymały moje nadgarstki i kostki, a ugryzienie więzów tylko potęgowało bezradną intensywność tego wszystkiego. Jasne, gorące światła piekły moją skórę. W powietrzu unosił się zapach potu, seksu i środków dezynfekujących.
Wyprzedaż garażowa. Lampa. Wspomnienia przemknęły przez mgłę rozkoszy niczym słaby sygnał. Szukałam blendera. Sprzedawczyni, pogodna starsza kobieta, powiedziała, że ??świetnie nadaje się do sosów i drinków. Był po prostu tandetny, mosiężny, ale w jego kształcie było coś… jak u Aladyna. Głupia, kapryśna nadzieja.
W moim nijakim mieszkaniu potarłam go. Raz. Dwa. Trzy razy.
Nic.
Odłożyłam go na stolik kawowy z westchnieniem rozczarowania. A potem powietrze zamigotało, a mgiełka szmaragdowego dymu zlała się w postać o bladej zielonej poświacie.
„Assalamualaikum”.
Wyjąkałam coś niezrozumiałego. Tylko mrugnął. Gorączkowe poszukiwania telefonu, włączenie tłumacza. Jesteś dżinem?
Skinięcie głową.
Spełniasz życzenia?
Kolejne skinienie głową, a potem uniesienie pojedynczego, świecącego palca. Jeden. Tylko jeden. Chciwość wzięła górę nad rozsądkiem. Wpisałem to, a serce waliło mi jak młotem. Chcę być piękny, bogaty i sławny.
Dżin się uśmiechnął. Skinął głową.
Dźwięk jak grzmot przecinający świat na pół.
A potem… to. Skórzane paski. Zapach planu filmowego. Głęboka i niepokojąca niespójność w moim ciele. Głos, który nie należał do mnie, krzyczący o wiele za wysoko.
Dżin pojawił się ponownie, jego postać była przezroczysta w oślepiającym blasku świateł. „Twoje życzenie zostało spełnione”.
Rozumiem cię. Czy mówię po arabsku?
„Tak. Spełniłem twoje życzenie. Jesteś bogata, sławna i piękna”.
Bogata? Pytanie wydawało się głupie, nawet gdy o nim myślałam.
„Tak. Kobieca forma”. Jego poprawka była jak chluśnięcie lodowatą wodą.
Kim więc jestem?
„Alternatywny świat, ale co do twojej osobowości… jesteś Laną Analo”.
To imię nic mi nie mówiło przez sekundę. Potem nagle zgasło. Jestem gwiazdą porno?
Jego uśmiech był ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim zniknął. „Tak. I właśnie kręcisz. Nie będę ci przeszkadzać”.
Mężczyzna za mną wybrał ten moment, by zanurzyć się z powrotem, ściskając moje biodra żelaznym uściskiem, przyciągając mnie z powrotem do siebie z mokrym, klekoczącym dźwiękiem, który rozniósł się echem po studiu. Początkowe pieczenie zniknęło, zastąpione przez gładkie, napędzające tarcie, które rozpaliło we mnie coś dzikiego. Każde potężne pchnięcie kołysało całym moim ciałem do przodu, wpychając penisa w moje usta głębiej w gardło. Już się nie krztusiłam. Zamiast tego wokół niego wibrowało niskie, gardłowe jęknięcie. To jest… dobre. To jest niesamowite.
„Wyciągnij to” – warknął mężczyzna nade mną, jego głos był napięty. „A ty, Lana, zrób mi loda. Dobrego.”
Penis wyślizgnął się z moich ust z chlupotem. Z trudem łapałam powietrze, moje wargi były spuchnięte i wilgotne. Mężczyzna za mną ani na chwilę nie przestawał się poruszać, jego tempo było stałe i głębokie, a każde pchnięcie ocierało się o mnie, zamgliło mi pole widzenia. Moje nowe ciało wiedziało dokładnie, co robić. Pochyliłam się do przodu na tyle, na ile pozwalały mi ograniczenia, a mój język wysunął się, by oblizać długiego kutasa, powolne liźnięcie od nasady jego penisa do zarumienionego, cieknącego czubka.
Obracałam językiem główkę, rozkoszując się jego wyrazistą, męską esencją, po czym wzięłam go z powrotem do ust, tym razem głębiej, a moja głowa kołysała się w rytm nieustannego pulsowania z tyłu. Dwoistość doznań była przytłaczająca – wilgotne, ssące ciepło moich ust i głębokie, wewnętrzne pulsowanie, które budowało spiralę napięcia w dole brzucha. Byłam naczyniem, wykorzystywanym dla przyjemności, a moja własna przyjemność była szokującym, niezaprzeczalnym produktem ubocznym.
Mężczyzna za mną uderzył po raz ostatni, jego ciało zesztywniało przy moim. Po gardłowym ryku nastąpił nagły, gorący potok, który mnie wypełnił, pulsujące, intymne ciepło, które wywołało mój własny orgazm. Moje ciało zacisnęło się, zacisnęło wokół niego, z gardła wyrwał mi się surowy, niepohamowany krzyk, a fale intensywnej przyjemności rozchodziły się z mojego wnętrza, pozostawiając mnie drżącą i bez tchu na skórze.
„Dobra, przynieś mydło na jej dupę i cipkę, żeby wyglądało na więcej spermy” – głos reżysera przeciął mgliste następstwa. „A ty, ty wytryskujesz jej na twarz. Zrobimy ujęcie i dodamy więcej w postprodukcji, żeby wyglądało na ogromny wytrysk. Powiększymy Ci też penisa w montażu”.
Mężczyzna, którego ssałam, nie tracił czasu. Zacisnął dłoń w pięść, energicznie głaszcząc penisa. Spojrzałam w górę oszołomiona, moje ciało wciąż wibrowało, a mój wytrysk sprawiał, że czułam się luźna i płynna. Widziałam intensywność na jego twarzy, narastające napięcie. Nie patrzył mi w oczy.
„Lana, otwórz usta”.
Rozkaz był automatyczny. Rozchyliłam usta.
Gorąca, mokra kropla uderzyła mnie w policzek. Kolejna wylądowała na mojej powiece, sklejając rzęsy. Wyrazisty, cierpki zapach wypełnił moje nozdrza. Kolejne pulsy wylądowały na mojej brodzie, na moich ustach. Trzymałem usta otwarte, łapiąc ostatnie łyki na języku, smak jednocześnie obcy i, o dziwo, znajomy.
„Super. Mamy to. Koniec. Dawaj ją do drugiego pokoju”
Liny wrzynają się w moje nadgarstki, gdy dwóch rosłych mężczyzn, których twarze rozmywają się w anonimowe maski pożądania, na wpół mnie niosą, na wpół wywlekają z jasnego, hałaśliwego planu. Moja skóra, śliska od mieszanki potu i sztucznej spermy, chłonie zimne powietrze sterylnego korytarza. Zapach seksu przywiera do mnie, gęsty, piżmowy zapach. Jestem mężczyzną. To nie moje ciało. Myśl jest jak oszalały, uwięziony ptak, który wali w klatkę mojej czaszki, ale klatka to ta nowa, zmysłowa forma, a ciało… ciało śpiewa inną melodię.
Drzwi zamykają się z trzaskiem, tłumiąc świat. Pokój jest mniejszy, ciemniejszy. Pojedyncza, przyćmiona lampa rzuca długie cienie na dużą, obita skórą ławkę. To nie jest do filmowania. To jest do czegoś zupełnie innego.
„Na kolana, Analo. Zobaczmy, czy te słynne usta są tak dobre, jak mówią”.
Głos jest nowy, głębszy, z chropawym akcentem, który przyprawia mnie o nieprzyjemny dreszcz. Nie ruszam się wystarczająco szybko. Dłoń, duża i nieugięta, chwyta mnie za włosy i szarpie w dół. Moje kolana uderzają o chłodną betonową podłogę z ogłuszającym hukiem. To jest złe. To napaść. Ale protest jest cichy, zdławiony przez natychmiastową obecność rozpinanego zamka.
Już mu staną, jego penis wyskakuje, 14 cm, gruby i rumiany. Jest inny niż pozostałe. Bardziej onieśmielający. Facet z planu, ten, który miał moje usta, on grał. Ten facet nie. To czysta, niesfiltrowana intencja.
„Otwórz”. To nie prośba.
Rozchylam usta, cień smaku poprzedniego penisa wciąż czuję na języku. Nie czeka. Wchodzi, nie pchnięciem, ale powolnym, natarczywym naciskiem, który rozchyla moje szczęki do bólu. Nie mogę. To za dużo. Ta myśl to czysta panika. Ale moje gardło… moje gardło się rozluźnia. To zdrada wszystkiego, co wiem. Głęboka, instynktowna część tego ciała wie, jak go wziąć, jak dostosować się do jego obwodu, nie krztusząc się.
Jęczy, dźwięk czystej satysfakcji. „Kurwa, tak. Wiedziałem, że jesteś naturalna”. Jego uścisk na moich włosach zaciska się, przytrzymując mnie w miejscu, gdy zaczyna się poruszać, nadając powolny, głęboki rytm, który wtłacza jego długość w moje gardło. Za każdym razem, gdy sięga do końca, mój nos wciska się w szorstkie włosy u jego nasady i wdycham jego ostry, męski zapach. To przytłaczające. Poniżające. A jednak między moimi nogami gromadzi się zdradzieckie ciepło, wilgoć, która nie ma nic wspólnego z mydłem z planu.
Gubię się w rytmie, w duszącej, piżmowej rzeczywistości, gdy czuję dłonie na biodrach od tyłu. Kolejny mężczyzna. Zapomniałam o innych w pokoju. Palce wbijają się w mięsistą część mojego tyłka, rozchylając mnie. Czuję śliskie, chłodne uczucie – lubrykant – a potem tępy, znajomy nacisk.
Nie. Znowu nie. Wrzask w mojej głowie jest ogłuszający. Nie jestem nią. Nie jestem tym.
Ale ciało wygina się samo, odpychając się od intruzji, szukając jej. Mężczyzna w moich ustach chichocze, czując wibracje wokół swojego penisa. „Ona to uwielbia. Spójrz na nią. Urodzona do tego”.
Te słowa są jak piętno. Penis w moim tyłku wbija się, rozciągając mnie z palącym uczuciem, które teraz jest ponuro mile widzianym doznaniem. Szybko rozpływa się w tej niesamowitej, otępiającej pełni. Jestem przygwożdżona między nimi, niczym żywy drut doznań. Pchnięcia nie są zsynchronizowane. Mężczyzna w moich ustach pieprzy mnie w twarz w stałym, dudniącym rytmie, podczas gdy ten za mną narzuca wolniejsze, głębsze tempo, każde pchnięcie ociera się o punkt, który sprawia, że ??moje palce u stóp się podwijają, a mój nowy, wrażliwy łechtaczka pulsuje pożądaniem i uporczywością.
Dualizm jest roztrzaskany. Mój umysł to bałagan złamanej męskiej dumy i przerażenia, ale moje ciało… moje ciało to symfonia przyjemności. Ślina cieknie mi z brody. Gardłowe, zdławione dźwięki, które nie są moje, wyrywają się z mojego gardła z każdym głębokim pchnięciem. Jestem przedmiotem. Zabawką. I ta zabawka jest przedmiotem doskonałej zabawy.
Mężczyzna za mną pierwszy, jego jęk rozbrzmiewa głośno w cichym pokoju, gdy opróżnia się we mnie serią gorących, pulsujących strumieni. To uczucie, jego czysta intymność, wyzwala mój orgazm. Rozbija się o mnie bez pozwolenia, dzika, przetaczająca się fala, która ogarnia całe moje ciało. Konwulsyjnie wiję się wokół niego, a stłumiony krzyk rozkoszy i wstydu uwięziony wokół penisa wciąż wypełniającego moje usta.
Mężczyzna przede mną czuje to, gwałtowne zaciskanie się mojego gardła. Stęka, jego rytm się łamie. „Napełnię to śliczne gardło, Lana. Połknę wszystko”.
Wyciąga się prawie do końca, a ja łapię powietrze, strumień śliny i preejakulatu łączy moje usta z jego czubkiem. Potem jego dłoń jest na nim, szybko go muska, a pierwszy gorący strumień ląduje na moim policzku. Następny trafia w czoło, spływając w dół do linii włosów. Celuje w resztę, malując moją twarz swoim wytryskiem, znacząc mnie. Zapach jest ostry, zwierzęcy. Trzymam usta otwarte, dysząc, i czuję na wargach kilka zabłąkanych kropel. Powinnam czuć obrzydzenie. Ale głęboka, uległa część mnie stroi się pod wpływem uwagi, pod wpływem dowodu tego, co mu zrobiłam.
Zostaję tam, klęcząc na zimnej podłodze, bez tchu, drżąc, z twarzą lepką i poplamioną, z tyłka ociekającego spermą innego mężczyzny. Obaj mężczyźni wymieniają śmiech, klepią się po plecach i odchodzą.
Zanim zdążę przetworzyć pustkę, opada na mnie trzeci cień. Ten jest wyższy, szerszy. Nie odzywa się. Po prostu rozpina pasek, dźwięk ten brzmi złowrogo w cichym pokoju. Spogląda na moje zmęczone, leżące ciało, z błyskiem mrocznego oczekiwania w oczach.
„Na ławce. Na plecach. Chcę zobaczyć tę sławną twarz, kiedy będę cię ujeżdżać”.
Jego głos jest cichy. Absolutny.
Trzeci mężczyzna nie marnuje ani sekundy. Jego ręce są na mnie, zanim zdążę przetworzyć jego polecenie, podnosząc mnie z zimnej podłogi na chłodną, ??wyściełaną skórą ławkę. Jego zapach jest inny – czysty, niemal sterylny, niczym ozon i coś pradawnego. Moje ciało, śliskie i drżące po dwóch ostatnich mężczyznach, nie stawia żadnego oporu. Zdaje się rozpływać na powierzchni, a moje plecy wciskają się w miękką skórę.
Liny, grube i szorstkie, wyłaniają się skądś. Pracuje z przerażającą sprawnością, wiążąc mi nadgarstki nad głową i przywiązując kostki do nóg ławki, rozchylając mnie w szerokim, bezbronnym „X”. Powietrze w pomieszczeniu jest naładowane, ciężkie. Jestem całkowicie, absolutnie odsłonięta. Moja nowa, wrażliwa skóra jest w pełni widoczna, wciąż pulsująca po niedawnym orgazmie, wilgotna od mieszanki, która nie jest moja.
W końcu stoi nade mną i po prostu patrzy. Jego oczy nie są oczami pozostałych mężczyzn; nie są zamglone zwykłą żądzą. Są bystre, inteligentne i zdają się widzieć prosto przez moją skórę, przerażonego mężczyznę, który wciąż bezgłośnie krzyczy w tym zmysłowym więzieniu. Przesuwa jednym, chłodnym palcem po wewnętrznej stronie mojego uda, a ja wzdrygam się, dreszcz przechodzi całe moje ciało, i nie ma to nic wspólnego z temperaturą.
„Taka fascynująca reakcja” – mruczy, jego głos to ciche buczenie, które wibruje w powietrzu między nami. „Umysł się buntuje, ale ciało… ciało się adaptuje. Rozkwita”.
Wyciąga z kieszeni elegancki, czarny wibrator. Nie jest duży, ale wygląda na mocny. Jeszcze go nie włącza. Zamiast tego, używa gładkiej, chłodnej końcówki, by obrysować zewnętrzne wargi mojej cipki, co sprawia, że ??jęczę. Powoli okrąża mój łechtaczkę, drażniąc go, doprowadzając mnie do szału, sprawiając, że moje biodra drgają w górę, szukając więcej. Nie, nie. Nie dawaj mu tego. Ale ciało chce tego, czego chce.
„Tego sobie życzyłaś” – mówi i to nie jest pytanie. Wsuwa we mnie wibrator, zaledwie o cal, nagle wypełniając mnie do granic możliwości, aż zapiera mi dech w piersiach. To inny rodzaj wtargnięcia, zimny i nieustępliwy. „Chciałaś być piękna, bogata i sławna. Lana jest tym wszystkim. Prawdziwy okaz”.
Z cichym kliknięciem świat się rozpływa.
Z zabawki głęboko we mnie wydobywa się brzęczenie o wysokiej częstotliwości, ostre i intensywne. Dokładnie w tym samym momencie on wnika w nią jednym płynnym, mocnym pchnięciem, wypełniając bolesną pustkę, której wibrator nie mógł dosięgnąć. Podwójne doznanie jest katastrofalne. Wibracje to szaleńcze, elektryczne pulsowanie na moich najczulszych ściankach, a jego penis to solidna, rozciągająca się siła, która mnie porywa, sięgając głębi, do których zabawka nie może dotrzeć.
Krzyczę. To surowy, niefiltrowany dźwięk czystej, nieskażonej przyjemności, który wyrywa mi się z gardła. Moje plecy wyginają się w łuk, każdy mięsień w moim ciele napina się jak cięciwa. Wibracje biegną prosto do mojego łechtaczki – nieustająca, wibrująca stymulacja, która nie ustaje ani na sekundę. Zaczyna się poruszać, jego pchnięcia są początkowo powolne i rozważne, każde ociera podstawę wibratora o mój punkt G, podczas gdy jego główka uporczywie nuci.
„Jest” – jęczy, a jego opanowana twarz pęka na chwilę, gdy obserwuje, jak moja twarz wykrzywia się w ekstazie. „Oto słynny orgazm Lany. Niech go usłyszę”.
Nie mogę zatrzymać dźwięków. Każde pchnięcie, każdy impuls wibratora, wywołuje u mnie kolejny jęk, kolejny zdławiony krzyk. Splot rozkoszy w moim brzuchu jest tak ciasny, że aż bolesny, narastające tsunami doznań, które grozi roztrzaskaniem mojego umysłu. Jestem tylko naczyniem tego uczucia, zbiorem surowych zakończeń nerwowych, na których gra się jak na instrumencie. Zaraz się złamię. Rozpadnę się.
Pochyla się nade mną, jego twarz jest o centymetry od mojej. Jego oczy teraz lśnią słabym, znajomym szmaragdowym światłem. Zapach ozonu staje się coraz silniejszy. Rysy twarzy mężczyzny nade mną zaczynają migotać, rozmywają się na krawędziach, stając się przezroczyste.
„Twoje ciało śpiewa o tym” – mówi, a jego głos brzmi inaczej. To echo niezliczonych głosów, tego samego, który powitał mnie z lampy. To dżin. „Został stworzony do tego. Pragnie tego. Czujesz to? Prawdę swojego pragnienia?”
Każde słowo podkreśla ostrym, głębokim pchnięciem, a wibracje wibratora zdają się synchronizować z jego rytmem. Przyjemność jest tak intensywna, że ??graniczy z agonią. Łzy płyną mi z kącików oczu. Jestem tak blisko krawędzi, balansuję na krawędzi bezmyślnych doznań.
„To może być twoje istnienie” – syczy dżin, a jego postać migocze między masywnym mężczyzną a istotą z zielonego, dymnego światła. „Każdego dnia. Każdej nocy. Niekończąca się sława. Niekończący się majątek. Niekończąca się ekstaza”. Mocno wbija wibrator w mój łechtaczkę, a z moich płuc wyrywa się krzyk. „Albo…”
Zastyga. Całkowicie. Wibracje urywają się. Nagły, szokujący brak doznań jest niemal tak gwałtowny, jak ich obecność. Wiję się na ławce, moje ciało krzyczy, by uczucie powróciło, by nastąpił orgazm, który został oderwany.
Dżin patrzy na mnie z góry, jego wyraz twarzy jest nieodgadniony, a oczy niczym dwa kałuże starożytnego, zielonego ognia.
„Mogę to odwrócić. Mogę odesłać tego człowieka z powrotem do jego mieszkania, z jego lampą i jego nijakim, zwyczajnym życiem. Wybór należy do ciebie. Teraz. Chcesz wrócić? Czy wolisz zostać… i wrócić do orgazmu?”
Lano Analo?
Leave a Reply