Przemiana w dziewczyne

Otwórz usta, Alex. Tylko trochę szerzej, dla mnie.

Polecenie, wyszeptane głosem niczym ciepły miód, nie było pytaniem. To była delikatna, nieodparta siła. Moje usta, już śliskie od połyskliwego różu, który właśnie nałożyła, rozchyliły się instynktownie.

Chloe zanurzyła mały, miękki pędzelek z powrotem w słoiczku z błyszczykiem, a jej oczy wbiły się w moje. Miały hipnotyzujący odcień orzecha, rozświetlony mieszanką skupionej intensywności i figlarnego psoty. „Grzeczny chłopiec” – mruknęła, a te słowa sprawiły, że dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, gromadząc się w miejscu, które desperacko próbowałam zignorować.

Siedziałam na brzegu pluszowego stołka pod toaletką Chloe, otoczona odurzająco słodkim zapachem perfum, pudrów i możliwości. Zaczęło się od żartu, wyzwania zrodzonego z wypicia o jedno piwo za dużo podczas naszego cotygodniowego wieczoru filmowego. Narzekałam, że moje życie uczuciowe to jałowe pustkowie, a Maya, współlokatorka Chloe, roześmiała się i powiedziała, że ??to dlatego, że „ubieram się jak drwal, który stracił nadzieję na życie.

„Potrzebujesz metamorfozy” – powiedziała Chloe, a jej oczy błyszczały – „to metamorfoza. Prawdziwa metamorfoza”.

Spodziewałam się, że ułożą mi włosy albo wcisną obcisłą koszulę. Nie spodziewałam się… tego.
„Stój spokojnie” – poinstruowała mnie Maya zza moich pleców, zręcznie przeczesując palcami moje włosy, które były już o kilka centymetrów dłuższe niż moje zwykłe, wojskowe, krótkie włosy. Odgarnęła pasmo z mojej twarzy.

„Złagodzimy te linie. Sprawimy, że będziesz piękna”.
Ładna. Słowo odbiło się echem w mojej głowie. Nigdy wcześniej mnie tak nie nazywano. Byłem „dobrym kumplem”, „dobrym kumplem”, „solidnym”. Ale ładna? Czułem się obco. Zakazany. A jednak w żołądku zaczęło narastać dziwne, ekscytujące ciepło.

Chloe pochyliła się, jej pierś musnęła moje ramię, gdy ostrożnie nakładała błyszczyk na moją dolną wargę. Dotyk był elektryzujący, wstrząs statyczny, który zaparł mi dech w piersiach. Jej skupienie było absolutne, jej usta zaciśnięte w skupieniu. Czułem zapach jej szamponu – coś z kokosem – i delikatny, czysty zapach jej skóry.
„Proszę” – mruknęła, odsuwając się, by podziwiać swoje dzieło. Wysunęła język, by zwilżyć własne usta, a ja poczułem się zahipnotyzowany tym ruchem. „Spójrz na siebie”.

Odwróciła mnie w stronę dużego lustra. Odbicie, które się we mnie wpatrywało, było jednocześnie mną i nie mną. Moją twarzą, ale… łagodniejszą. Moje brwi były starannie wyprofilowane, wygięte w taki sposób, że moje oczy wydawały się większe. Subtelna posypka połyskującego cienia podkreślała ich błękit. A moje usta… były pełne, lśniące, niezaprzeczalnie godne pocałunku. Głęboki, różowy odcień, który na mojej twarzy wyglądał jednocześnie niewinnie i zupełnie nieprzyzwoicie.

Wyrwał mi się drżący oddech. „I spójrz…”

„Kobieco” – dokończyła za mnie Maya, opierając dłonie na moich ramionach. Spojrzała mi w oczy w lustrze, z chytrym uśmiechem na twarzy. „I uwielbiasz to. Prawda, Alex?”

Nie mogłam kłamać. Nie z sercem łomoczącym w żebrach. Nie z tym nieznanym, niecierpliwym napięciem tętniącym w moich żyłach. Lekko, niemal niedostrzegalnie skinęłam głową.

Uśmiech Chloe był triumfalny. Sięgnęła po kolejny pędzel, tym razem puszysty i duży. „Zamknij oczy”.
Posłuchałam, a świat rozpłynął się w doznaniach. Delikatne łaskotanie pędzla, oprószającego moje czoło, nos, policzki. Każde pociągnięcie było delikatnym, przemyślanym muśnięciem. Poczułam, jak moje ciało zaczyna się rozluźniać w ich wprawnych dłoniach, całkowicie oddając kontrolę. Szorstka, niespokojna energia, którą zazwyczaj nosiłam w sobie – potrzeba zrobienia czegoś, naprawienia czegoś – rozpłynęła się, zastąpiona biernym, uległym ciepłem.

Moje pozostałe zmysły się wyostrzyły. Usłyszałam brzęk szklanych butelek, szelest tkanin. Poczułam na skórze chłodne powietrze pokoju, kontrastujące z ciepłem ich ciał tak blisko moich.

Potem nastąpiło nowe doznanie. Coś chłodnego i mokrego malowało mi paznokcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak Chloe ostrożnie nakłada warstwę błyszczącego, muszelkowo-różowego lakieru na moją lewą dłoń, którą opierała wnętrzem dłoni o swoje kolano. Jej dotyk był niesamowicie pewny, a jej koncentracja absolutna.
„Masz ładne dłonie” – powiedziała cicho, nie odrywając wzroku od swojej pracy. „Silne, ale ze smukłymi palcami.

Będą tak pięknie wyglądać”.

Jej kciuk pogłaskał wnętrze mojego nadgarstka, swobodnym, intymnym gestem, który sprawił, że puls podskoczył mi pod jej dotykiem. Delikatnie dmuchnęła na mokry lakier, jej oddech był chłodny na mojej skórze, a kontrast temperatur – chłodnego powietrza, ciepła mojej krwi – przyprawiał o zawroty głowy.

Dłonie Mai oderwały się od moich ramion. Słyszałam, jak porusza się po pokoju, a chwilę później na moich plecach spoczął miękki, jedwabisty ciężar szlafroka. Był to głęboki, krwistoczerwony satynowy materiał, który na skórze przypominał chłodną ciecz.

„Ręce w górę” – powiedziała Maya ochrypłym głosem.
Uniosłam ręce, czując się całkowicie odsłonięta i bardziej podniecona niż kiedykolwiek wcześniej. Wsunęła je w rękawy i zapięła szlafrok z przodu, a jej knykcie musnęły moją klatkę piersiową przez cienką bawełnę koszulki, którą wciąż miałam pod spodem. Nie zawiązała od razu paska. Zamiast tego wsunęła dłonie pod szlafrok, kładąc płasko dłonie na moim brzuchu.

„Tak ciepło” – wyszeptała mi do ucha zza pleców.
Chloe dokończyła malować moją drugą dłoń, dmuchając na paznokcie z delikatnym uśmiechem. Odłożyła lakier i spojrzała na mnie, a jej wzrok powędrował od moich pomalowanych ust w dół czerwonego, satynowego szlafroka, do dłoni Mai, które zaborczo rozłożyły się na moim brzuchu.
Atmosfera w pokoju się zmieniła. Zabawny samouczek dobiegł końca. Atmosfera stała się gęsta, ciężka od nowego, niewypowiedzianego zamiaru.

Chloe wstała i powoli, z rozmysłem rozwiązała sznurek swoich jedwabnych szortów. Szepnęły do ??podłogi, zostawiając ją w samych cienkich czarnych koronkowych stringach i obcisłej koszulce. Zaschło mi w ustach.
Zrobiła krok naprzód, kładąc jedno kolano na stołku między moimi nogami, okrakiem na moim udzie. Jej ciepło przenikało przez satynę mojego szlafroka i dżinsy. Ujęła moją twarz w dłonie, dbając o świeży makijaż.
„Jesteś taka piękna, Alex” – wyszeptała, jej usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od moich. „Czy to przyjemne? Być naszą piękną dziewczyną?”

Mogłem tylko skinąć głową, zahipnotyzowany pożądaniem w jej oczach, naciskiem jej ciała na moje.
„Muszę usłyszeć, jak to mówisz” – nalegała, głaszcząc kciukiem mój rumieniec na policzku.
„Tak” – wyszeptałam, czując, jak słowo wyrywa się z głębi mojego wnętrza. „To uczucie… niesamowite”.
Dłonie Mai przesunęły się wyżej w górę mojej klatki piersiowej, jej palce odnalazły moje sutki przez koszulkę. Delikatnie je uszczypnęła, obracając pąki między palcami, a ostry, elektryczny impuls rozkoszy i bólu sprawił, że zamarłam.

Uśmiech Chloe był mroczny, piękny. Zbliżyła nas o ostatni centymetr i uchwyciła moje westchnienie swoimi ustami.
Pocałunek był na początku delikatny, ledwie muśnięcie jej warg o moje lepkie, lśniące. Potem jej język przesunął się po spojeniu moich ust, a ja otworzyłam się dla niej bez wahania. Jej smak – słodki, jak błyszczyk i coś wyjątkowego dla Chloe – zalał moje zmysły. Jej język przesunął się po moim, powolna, głęboka eksploracja, która przyprawiła mnie o zawrót głowy.

Dłonie Mai wciąż masowały moją klatkę piersiową, jej dotyk stawał się coraz mocniejszy, bardziej wymagający, podczas gdy jej usta znalazły wrażliwy punkt tuż pod moim uchem. Szczypała i ssała skórę w tym miejscu, a bezradny jęk wibrował w ustach Chloe.

Byłem całkowicie nimi otoczony, pochłonięty. Jedwabisty szlafrok, karzący, delikatny dotyk na mojej piersi, głęboki, domagający się pocałunek – to było przytłaczające. Całkowite poddanie się. Moje dłonie, z mokrymi, pięknymi paznokciami, uniosły się, by chwycić biodra Chloe, satyna jej koszulki śliska pod moimi palcami.
W końcu przerwała pocałunek, oboje ciężko oddychaliśmy. Strumień błyszczyku połączył nasze usta na sekundę, zanim się rozłączyły. Jej oczy były ciemne i szare.

„Chyba czas, żebyśmy zdjęli z ciebie te męskie ciuchy” – wyszeptała, szarpiąc palcami kołnierzyk mojej koszulki. „Nieprawdaż?”

Pytanie Chloe wisiało w powietrzu, wyzwanie i obietnica. Serce waliło mi jak młotem, szaleńczy rytm odbijał się echem od pulsującego bólu, który zakorzenił się między nogami. Zdołałam tylko drżąco skinąć głową, a mój głos zamarł, zagubiony gdzieś między lśniącymi ustami Chloe a zręcznymi palcami Mai.

Uśmiech Chloe był powolnym, szelmowskim uniesieniem. Nie ruszyła się z miejsca na moim udzie, a jej ciepło przesiąkało przez moje dżinsy. Zamiast tego spojrzała przez ramię na Maję. „Chyba potrzebuje pomocy. Wydaje się trochę… przytłoczony”.

Śmiała się cicho, aksamitnie, gdy odwróciła się do mnie twarzą. Jej chytry uśmiech powrócił, a w jej oczach błyszczało oczekiwanie. „Biedactwo. Zróbmy ci miejsce wygodniej”.

Jej eleganckie palce, te, którymi tak fachowo pomalowały mi paznokcie, powędrowały do ??rąbka mojej koszulki. Wślizgnęły się pod miękką bawełnę, a dotyk jej chłodnej skóry na moim rozpalonym brzuchu sprawił, że drgnąłem. Moje mięśnie brzucha zacisnęły się instynktownie.

„Cicho” – szepnęła kojąco. „Po prostu pozwól nam się tobą zająć”.

Zaczęła zbierać materiał, powoli, bardzo powoli go podciągając. Moje ramiona były ciężkie, przytłoczone dziwnym, odurzającym letargiem. Uniosłem je posłusznie, moje ruchy były ociężałe. Koszula utkwiła mi pod pachami na kuszącą chwilę, zanim podciągnęła ją przez moją głowę i rzuciła na miękki dywan.

Chłodne powietrze pokoju uderzyło w moją nagą klatkę piersiową i zadrżałem. Moja skóra była nadwrażliwa, wszystkie zakończenia nerwowe krzyczały do ??życia. Chloe odchyliła się do tyłu, jej piwne oczy błądziły po moim torsie z zaborczym błyskiem.

„Spójrz na siebie” – szepnęła, jej gorące spojrzenie wbiło się w moją skórę. Jej dłonie uniosły się nie do mojej piersi, lecz do guzika moich dżinsów. Jej palce, śliskie od jej własnego podniecenia, a może od resztek mojego połysku, rozpięły metalowy guzik z cichym trzaskiem. Dźwięk był nieprzyzwoicie głośny w cichym pokoju.

Następnie zamek błyskawiczny opadł, wydając powolny, zgrzytliwy dźwięk, który zdawał się trwać w nieskończoność. Zaparło mi dech w piersiach. Ucisk w kroczu stawał się nie do zniesienia, ciasny, żądny splot. Dłonie Mai dołączyły do ??Chloe, każda z kobiet wzięła moje dżinsy po jednej stronie. Wpięły palce w pasek moich dżinsów i bokserki.

„Unieś biodra, słodki chłopcze” – poinstruowała Maya tonem, który nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.

Zrobiłem to. Wygiąłem plecy, unosząc biodra z poduszek kanapy. Jednym płynnym, wyćwiczonym ruchem zdarły ze mnie dżins i bawełnę, zsuwając je z moich nóg i stóp. Zostałem całkowicie nagi, odsłonięty pod ich intensywnymi, oceniającymi spojrzeniami. Jedwabny szlafrok, który wciąż miałem na sobie, rozchylił się, a chłodne powietrze stanowiło szokujący kontrast z ciepłem mojej skóry. Nigdy nie czułem się tak bezbronny, tak całkowicie wystawiony na widok publiczny.

Mój penis wyskoczył, twardy i spływający po brzuchu. Zalała mnie nowa fala zażenowania, ale natychmiast została ona spalona przez czyste pragnienie w ich oczach.

Chloe zsunęła się z mojego uda i uklękła na podłodze między moimi nogami. Jej widok, klęczącej przede mną, z lekko rozchylonymi pełnymi ustami, posłał mi istny impuls elektryczności prosto w samo serce.

„Boże, jaki jesteś piękny” – mruknęła, jej oddech musnął wrażliwą główkę mojego penisa. Nie dotknęła mnie, jeszcze nie. Po prostu patrzyła, jej wzrok był fizycznym pieszczotą. „Cały dla nas. Cały nasz”.

Maya usiadła obok mojej głowy na kanapie, przeczesując palcami moje krótkie włosy. „On drży, Chlo. Nie sądzę, żeby ktoś kiedykolwiek tak na niego patrzył”.

„Nie, nie” – potwierdziła Chloe, a jej głos ociekał satysfakcją. W końcu wyciągnęła rękę. Jeden, idealnie wypielęgnowany palec przesunął się po całej długości mojego penisa, od nasady aż po czubek. Dotyk był tak lekki, tak drażniący, że aż torturował. Jęknęłam żałośnie, łamiącym się dźwiękiem.

„Taki wrażliwy” – mruknęła Maya, pochylając się, by szepnąć mi do ucha. Jej język musnął muszlę. „Każdy dotyk cię niszczy, prawda?”

Palec Chloe okrążył główkę, zbierając kropelkę wilgoci. Przyłożyła go do ust, nie odrywając ode mnie wzroku, i oblizała palec do czysta. Z mojego gardła wyrwał się jęk.

To było wszystko, czego potrzebowała, żeby mnie zachęcić. Pochyliła się, a jej usta, te cudowne, lśniące wargi, które całowałem zaledwie kilka minut wcześniej, opadły.

Żar był natychmiastowy i porażający. Jej usta były grzesznym rajem wilgotnego, aksamitnego ciepła. Nie wzięła mnie całego od razu. Objęła językiem główkę, smakując mnie, badając, jej piwne oczy wpatrywały się w moje. Doznanie było tak intensywne, że aż bolesne. Moje biodra drgnęły, pragnąc, potrzebując więcej.

Maya trzymała mnie nieruchomo, mocno trzymając dłoń na moim ramieniu. „Nic z tych rzeczy” – zganiła mnie delikatnie. „Nie wolno ci pchać. Po prostu bierzesz to, co ci daje. To jest teraz twoja rola. Przyjmować”.

Słowa wniknęły do ??mnie, uwalniając coś głęboko we mnie. Walka, potrzeba kontroli, całkowicie mnie opuściły. Poddałem się. Moja głowa opadła na poduszkę kanapy, a z moich ust wyrwał się jęk.

Chloe mruknęła z aprobatą, a wibracje przeszły prosto przez mojego penisa i dotarły do ??moich wnętrzności. Wsunęła mnie głębiej, jej usta rozciągnęły się, by mnie pomieścić. Jej dłoń objęła moje jądra, delikatnie je obracając, podczas gdy druga dłoń głaskała podstawę mojego penisa w rytm swoich ust.

To była symfonia doznań. Gładkie, gorące pociąganie ust Chloe. Delikatne, drażniące zgrzytanie zębami. Mocny, świadomy nacisk jej dłoni. A przez cały czas Maya była nade mną, a jej głos brzmiał w moim uchu niczym nieustanna, erotyczna narracja.

„To wszystko… po prostu puść… dziś wieczorem należysz do nas… spójrz, jak pięknie się rozpadasz…”

Jej słowa nie były tylko dźwiękiem; były katalizatorem. Rozbijały resztki mojego oporu, cegła po cegle. Byłem po prostu doznaniem. Tylko naczyniem dla przyjemności, którą we mnie wlewano. Mój oddech stawał się urywany. Sprężyna w dolnej części brzucha zaciskała się, sprężyna naprężała się do granic możliwości. Pędziłem ku krawędzi, świat zwężał się do żaru ust Chloe i dźwięku głosu Mai.

Chloe też to poczuła. Podwoiła wysiłki, jej głowa kiwała się szybciej, a ssanie stawało się coraz bardziej wymagające, nieustępliwe. Z mojego gardła wydobył się wysoki, przenikliwy dźwięk, którego nie rozpoznawałem.

Usta Mai znów były przy moim uchu, jej szept był ostatnim impulsem, którego potrzebowałem. „Dojdź do niej, Alex. Pokaż naszej grzecznej dziewczynce, jak bardzo doceniasz jej śliczne, lśniące usta”.

Świat rozpłynął się w biało-gorącym punkcie czystego, druzgocącego uwolnienia. Moje plecy wygięły się w łuk, z gardła wyrwał mi się urywany oddech, gdy dochodziłem, a wzrok zamglił się na krawędziach. Usta Chloe były jak piec doznań, wysysając ze mnie każdy ostatni drżący spazm, aż w końcu opadłem na poduszki, bezwładny, drżący bałagan.

Przez długą chwilę słyszałem tylko mój nierówny oddech i ciche, przyjemne nucenie Chloe. Powoli się odsunęła, jej lśniące usta były gładkie i uśmiechnięte. Otarła usta grzbietem dłoni, a jej piwne oczy błyszczały zaborczym triumfem.

Dłonie Mai już mnie objęły, nie pozwalając mi całkowicie odpłynąć. Jej palce przeczesały moje włosy, delikatnie drapiąc skórę głowy. „Spójrz na siebie” – mruknęła głosem ochrypłym z aprobaty. „Absolutnie boskie. Kompletny bałagan, ale nasz bałagan”.

Chloe wpełzła po moim ciele, jej ciężar był niczym kojąca kotwica. Nie pocałowała mnie, tylko uniosła usta na odległość oddechu od moich, pozwalając mi poczuć jej ciepło. „Smakował tak pysznie, Mayu. Tak słodko i desperacko”.

„Widziałam to” – mruknęła Maya, przesuwając dłonią po moich włosach, by pogłaskać linię mojej szczęki, a potem gardła. „Całkowicie się zatracił. Nawet przez sekundę nie pomyślał o tym, żeby być chłopcem, prawda, Alex?” Jej palec dotknął mojej dolnej wargi. „Naprawdę?”

Mogłam tylko pokręcić głową, ledwo słyszalnym ruchem. Słowa były poza moimi możliwościami. Wstrząsy wtórne wciąż wibrowały w moich kończynach, przyjemne, ciężkie odrętwienie osiadało. Ale pod spodem, nowy rodzaj świadomości budził się do życia. Dotknięcie palcem Mai mojej wargi. Zaborczy ciężar uda Chloe przerzuconego przez moje biodra. Gładkie uczucie między nogami. I to nieustanne, nieznane uczucie błyszczącej szminki, teraz rozmazanej, na moich ustach.

Chloe zobaczyła, że ??patrzę na jej usta. Jej uśmiech się poszerzył. „Podoba ci się? Błyszczyk?” Nie czekała na odpowiedź. Pochyliła głowę i objęła moje usta głębokim, pełnym pożądania pocałunkiem. Czułam smak siebie na jej języku, słony, intymny smak zmieszany ze słodką, syntetyczną truskawką jej błyszczyka. Przeniosła go na moje usta, malując mnie nim, znacząc mnie nim. Kiedy się odsunęła, kciukiem zdjęła błyszczyk z mojej dolnej wargi i uniosła palec, żebym mogła zobaczyć połyskującą pozostałość. „Ładny. Pasuje ci”.

Psotny uśmiech powrócił na twarz Mai. „Myślę, że potrzebuje własnego. Nie sądzisz, Chloe? Odcień tylko dla niego. Czegoś, co przypomni mu, kim jest dziś wieczorem”.

Zanim zdążyłam przetworzyć to stwierdzenie, poruszali się z wyćwiczoną synchronizacją. Chloe przeniosła ciężar ciała, przyciskając moje biodra do kanapy, podczas gdy Maya sięgnęła po torebkę. Wyciągnęła małą tubkę błyszczyka do ust, tym razem o głębszym, mieniącym się odcieniu różowego złota.

„Będzie wyglądał olśniewająco do twojej cery” – powiedziała Maya, odkręcając nakrętkę. Aplikator był miękki i chłodny, gdy wprawną dłonią obrysowała łuk mojej górnej wargi. Powolne, przemyślane pociągnięcie. Potem dolna warga. Kolejne. Doznanie było dziwnie intymne, bardziej intymne niż pocałunek. To była ozdoba. Ozdoba. Przemiana, która miała trwać.

„Złącz je dla mnie, kochanie” – poleciła Chloe miękkim, ale pełnym rozkazu głosem.

Zrobiłam to. Woskowata, śliska pomadka była obca na moich ustach. Czułam… piękno. Myśl ta przebiła się przez mgłę w mojej głowie, szokująca w swojej jasności.

„O tak” – szepnęła Maya, a jej oczy zatańczyły. „Spójrz na niego, Chloe. To istna wizja”.

Chloe wyciągnęła telefon, a błysk flesza oślepił mnie na sekundę. „Pamiątka” – powiedziała po prostu, a jej ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Pokazała mi ekran. Osoba, która na mnie patrzyła, to nie byłam ja. Zarumienione policzki, podkrążone oczy, rozmazane wcześniej, i pełne, błyszczące i niezaprzeczalnie kobiece usta. Przeszył mnie dreszcz, na poły przerażenie, na poły dreszcz.

„W porządku” – uspokoiła mnie Chloe, odkładając telefon i pochylając się ponownie. Tym razem jej pocałunek był delikatniejszy, niemal satysfakcjonujący. „Jesteśmy tylko my. Nikogo więcej tu nie ma. Nikt inny się nie liczy”. Jej dłoń przesunęła się w dół mojej piersi, brzucha, a potem niżej, jej palce delikatnie muskały wrażliwą, nadwrażliwą skórę wewnętrznej strony mojego uda. Cień dotyku. Drgnęłam.

„Cicho” – wyszeptała Maya, znów przy moim uchu, jej oddech był ciepły. „Noc się jeszcze nie skończyła. Sprawiłeś Chloe przyjemność. Teraz nasza kolej”. Jej eleganckie palce dołączyły do ??Chloe, obie pary dłoni zakreśliły ścieżkę w górę moich ud, rozchylając mi nogi odrobinę szerzej. „Będziesz dla nas taki dobry, prawda? Nasz śliczny, lśniący chłopiec”.

Wzrok Chloe utkwił w moich oczach, mroczna obietnica w ich orzechowej głębi. „Pokażemy ci, do czego tak naprawdę służą te usta”. Jej kciuk musnął moje usta pokryte błyszczykiem. „A te… te będą takie przyjemne wszędzie”. Jej druga dłoń, ta między moimi nogami, w końcu dotknęła, nie mojej mięknącej długości, ale niżej, krążąc wokół miejsca, którego nigdy nie dotykano, nigdy nie brano pod uwagę. Miejsca, które zacisnęło się w nagłym, szokującym oczekiwaniu na delikatny, badawczy nacisk.

Zaparło mi dech w piersiach. Zalała mnie zupełnie nowa fala wrażliwości, tysiąc razy głębsza niż bycie nagą. To był punkt bez powrotu. To było poddanie się, do którego dążyli przez cały czas.

Uśmiech Mai był pusty.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Andy Whore

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *