Krzyk był cichy, bez tchu, sejsmicznym wyzwoleniem, które pozostawiło mnie bezwładną i drżącą. Jess przetrwała ostatnie skurcze niskim, zadowolonym pomrukiem, jej biodra wykonywały drobne, koliste ruchy, wysysając ostatnie krople przyjemności z mojego kompletnie wyczerpanego ciała.
Wyślizgnęła się ze mnie z śliskim, obscenicznym dźwiękiem, pozostawiając mnie z uczuciem przepastnej pustki. Nie mogłem nic zrobić, tylko leżeć tam, wilgotny, dyszący bałagan, moje zmysły były przytłoczone. Zapach jej, naszego, potu i seksu unosił się w powietrzu.
Jess odpięła uprząż, pozwalając ciężkiej silikonowej zabawce z głuchym łoskotem spaść na podłogę. Przeczesała dłonią wilgotne włosy, jej przenikliwe niebieskie oczy badały moją zniszczoną postać z zaborczością, która wywołała u mnie nowy, słaby dreszcz.
„Taki grzeczny mały pieszczoch” – mruknęła ochrypłym głosem. Przesunęła palcem po pocie na mojej piersi. „Taka wrażliwa. Taka… otwarta”. Jej wzrok powędrował w dół mojego ciała, na jej ustach pojawił się łobuzerski uśmiech. „Ale jeszcze cię nie otworzyliśmy”.
Nowa fala strachu, a może oczekiwania – te dwie rzeczy stawały się nieodróżnialne – przeszyła mnie. „Jess… Nie mogę… Jestem taka wrażliwa…”
„Cicho” – rozkazała, słowo łagodne, ale stanowcze. „To, co możesz, a czego nie możesz zrobić, już nie jest twoją sprawą. To moją”. Pochyliła się, muskając ustami moje ucho. „I mówię, że możesz znieść o wiele więcej”.
Drzwi sypialni otworzyły się bez pukania. Trener Miller stał tam, jego krzepka sylwetka wypełniała przejście. Obok niego stał Mark, potężny, brodaty mężczyzna z domu, jego duże, silne dłonie już zaciskały klamrę paska. A za nimi dwóch kolejnych mężczyzn, których rozpoznałam z tamtej nocy, ich oczy były głodne i mroczne.
Serce waliło mi jak młotem. To już koniec. Myśl ta nie była całkowicie przepełniona strachem. Zdradliwa, głęboka część mnie, ta, którą Jess wyrzeźbiła i zawłaszczyła, zachwycona ich widokiem. Tym, co obiecywała ich obecność.
Jess wstała i poklepała mnie po udzie. „Spójrz, kochanie. Twoja publiczność już przybyła. Czekali na show”. Podeszła do trenera Millera, rzucając mu spojrzenie pełne wyzwania i zmowy. „Jest przygotowana i gotowa. Przecieka wszędzie”.
Oczy trenera, zimne i oceniające, przesunęły się po mnie. Mruknięcie aprobaty. „Wygląda na to, że dobrze ją rozruszałeś, Wheeler”. Wszedł do pokoju, Mark i reszta podążyli za nim, tworząc ścianę męskiej mocy i determinacji, która sprawiła, że ??pokój nagle wydał się mały, a powietrze gęste i duszne.
Utworzyli luźny krąg wokół łóżka. Byłam na widoku, naga, w obroży, z kończynami wciąż osłabionymi po orgazmie. Próbowałam się zasłonić, żałosnym, instynktownym gestem, ale ostre cmoknięcie Jess z kąta zmroziło mi dłonie.
„Nic z tych rzeczy” – powiedziała. „Nauczysz się doceniać uwagę”.
Mark zrobił pierwszy krok naprzód, jego siwiejąca broda obramowała szeroki uśmiech, który składał się z samych zębów. Nie powiedział ani słowa. Po prostu zacisnął pięść na swoim fiucie, już twardym i grubym, i zaczął się głaskać, nie odrywając ode mnie wzroku. Pozostali mężczyźni poszli w jego ślady, a dźwięk ich szorstkich dłoni na własnej skórze tworzył lubieżny, rytmiczny refren.
Byłam jak sparaliżowana. To sen. Mokry, przerażający, niesamowicie podniecający sen. Zapach męskiego podniecenia zaczął mieszać się z zapachem perfum Jess – piżmem, który był pierwotny i obezwładniający. Moje ciało, tak niedawno nadwrażliwe, znów zaczęło się poruszać, a w głębi brzucha czułem niskie ciepło, a między nogami zdradzieckie pulsowanie, które nie miało nic wspólnego ze strachem.
Trener podszedł do wezgłowia łóżka, jego silne dłonie chwyciły mnie za włosy, nie szorstko, ale z niezaprzeczalnym autorytetem. Pokierował moją głową, unosząc twarz do góry. „Otwórz” – rozkazał niskim, dudniącym głosem.
Moje usta posłusznie się rozchyliły.
Pierwszy gorący, słony strumień uderzył mnie w policzek. Był zaskakująco ciepły. Wzdrygnęłam się, a cichy dźwięk wymknął mi się z gardła. Trenerka mocniej ścisnęła moje włosy.
„Otwórz oczy” – głos Jess przeciął pomieszczenie, skąd patrzyła, skrzyżowawszy ramiona, dumna, okrutna pani.
„Patrz na nich. Przyjmij to”.
Kolejny mężczyzna podszedł bliżej. Potem kolejny. Świat rozpłynął się w serii doznań. Gorące, perłowe smugi malujące moją twarz, szyję, klatkę piersiową. Piżmowy, intymny zapach. Niskie, gardłowe jęki mężczyzn, gdy znajdowali ukojenie, każdy dźwięk świadczący o mocy, jaką miała nad nimi moja bezradność. Robiłam to. Moje poddanie. Moje poddanie. To wyciągało to z nich.
To było poniżające. To była najpotężniejsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłam.
Gruba lina wylądowała na moich ustach. Instynktownie wysunąłem język, smakując osobliwy, gorzko-słony smak rozkoszy nieznajomego. Wśród mężczyzn rozległ się aprobujący szmer. Doszło do kolejnych. Rozprysło się na moich powiekach, zmuszając je do zamknięcia, sklejając rzęsy. Skakało z brody na drżące piersi, ciepłe i lepkie.
Straciłem rachubę. Zatraciłem się w tym doznaniu, w jego ogromie. Moja skóra była płótnem, pomalowanym na biało i lśniącym w słabym świetle. Byłem ich arcydziełem rozpusty.
Przez lepką, na wpół oślepiającą mgłę zobaczyłem Marka, który podszedł ostatni. Wciąż miał erekcję, jego erekcja lśniła. Nie skończył. Położył kolano na łóżku, jego potężna sylwetka górowała nade mną. Chwycił się, celując nie w moją twarz, ale niżej.
„Otwórz się tam, kochanie” – mruknął, a jego głos był ochrypły z pożądania.
Nie mogłam się oprzeć. Nogi się pode mną rozpadły, gładkie, chętne zaproszenie. Trening Jess, rozkazy Trenera, wszystko to utorowało drogę do tego całkowitego poddania się.
Ale gdy tylko się ruszył, głos Trenera go zatrzymał. „Jeszcze nie”.
Mark zamilkł, w jego oczach pojawiło się pytanie.
Kciuk Trenera Millera musnął bałagan na moim obojczyku, nabierając grubą kleks. Podniósł go do moich ust.
„Najpierw to posprzątaj, kochanie. Pokaż nam, że doceniasz swoje dary”.
Otworzyłam usta. Przesunął kciukiem po moim języku. Smak eksplodował w moich ustach, złożony i zwierzęcy. Wyssałam go do czysta, a moje oczy zamknęły się na ten intymny akt.
Kiedy je otworzyłam, wszyscy mężczyźni patrzyli, a ich miny były mieszaniną surowego głodu i podziwu.
Głos Jess był mruczeniem absolutnego zwycięstwa dochodzącym z kąta pokoju. „Grzeczna dziewczynka”.
Uśmiech Marka powrócił, tym razem szerszy. Zmienił pozycję, jego intencje były jasne. Główka jego penisa, śliska i gorąca, przywarła do mojego oczekującego wejścia.
Przygotowałam się, moje ciało wibrowało z desperackiej, wstydliwej potrzeby.
Jess odezwała się ponownie, a jej ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. „Czekaj na swoją kolej, Mark. Chyba jestem następna”.
Leave a Reply