Seks mlodej pary z nieznajomym na plazy nudystow

(Historia prawdziwa) Słońce waliło jak młotem, lipiec w Chałupach, taki, że piasek parzył stopy nawet przez japonki. Julia szła obok mnie i już od wejścia na parking marudziła: – Piotrek, serio? Naprawdę chcesz tu leżeć z gołą dupą przed wszystkimi starymi dziadami? Uśmiechnąłem się tylko i złapałem ją mocniej za rękę. Nie powiedziała „nie”, więc wiedziałem, że już ją mam. Przeszliśmy przez wydmy, mijając tę część, gdzie ludzie jeszcze mają gacie, aż w końcu dotarliśmy do tej właściwej plaży – nagiej, szerokiej, z falami leniwie liżącymi brzeg. Rozejrzałem się, ściągnąłem koszulkę, szorty, bokserki jednym ruchem i stałem jak stąd do wieczności – kutas już na półtwardy, bo samo myślenie o tym, co się zaraz stanie, wystarczyło. Julia zamarła. Oczy wielkie jak spodki. – Ty… ty debilu… – wyszeptała, ale głos jej się załamał, bo właśnie wtedy spojrzała w bok i zobaczyła ze trzydzieści–czterdzieści nagich ludzi. Faceci w każdym wieku, baby opalające cycki, kilku młodszych gości z erekcjami na wierzchu i nikt, kompletnie nikt się tym nie przejmował. Stałem i patrzyłem, jak jej policzki robią się malinowe, a sutki momentalnie przebijają materiał stanika i cienkiej białej koszulki. Wiedziałem, że przegrała. – No weź… zdejmij to – powiedziałem cicho, ale już trochę rozkazująco. Zacisnęła usta, rozejrzała się jeszcze raz… i nagle sama złapała za brzeg koszulki i ściągnęła ją przez głowę. Stanik poleciał zaraz za nią. Spodenki i stringi wylądowały na piasku w ciągu jakichś pięciu sekund. Stała przede mną naga, opalona tylko do połowy pupy, z różowym kryształkiem w dupie migoczącym w słońcu i cipką już mokrą tak, że widać było pojedyncze kropelki spływające po wewnętrznej stronie uda. – Kurwa… – sapnęła sama do siebie i złapała mnie za rękę. – Idziemy stąd, zanim eksploduję. Ruszyliśmy w stronę wydm. Tam było luźniej, mniej głów, więcej trawy i piachu. Położyliśmy ręczniki, ale nie minęła minuta, a Julia już klęczała przede mną. Nie pytała. Po prostu złapała mojego kutasa, który zdążył stanąć na baczność jak żołnierz, i wzięła go do buzi tak głęboko, że aż się zakrztusiła. Ssała zachłannie, głośno, śliniąc się, z tym charakterystycznym mlaskaniem, które zawsze mnie rozwala. Różowy kryształek w jej dupie błyszczał za każdym razem, jak się ruszała. Mój niebieski też był na wierzchu – czułem, jak mi wibruje w dupie za każdym razem, kiedy się napinała. I wtedy go zauważyłem. Gość koło czterdziestki, opalony, zgrabny, krótko ostrzyżony, stał jakieś dwadzieścia metrów dalej oparty o wydmę. Jedna ręka na biodrze, druga wolno przesuwała się w górę i w dół po swoim kutasie – wielkim i twardym jak skała. Patrzył prosto na nas. Na Julię głównie. Na jej wypiętą dupę i na to, jak mi obciąga. – Mała… – szepnąłem, głaszcząc ją po włosach. – Mamy widza. Zatrzymała się na moment, podniosła głowę, zlizała ślinę z warg i spojrzała w tamtą stronę. Zrobiła się czerwona jak burak, ale nie odsunęła się. Przeciwnie – jej biodra zaczęły się kołysać mocniej, cipka błyszczała jeszcze bardziej. – Nie przerywaj – powiedziałem trochę ostrzej i docisnąłem jej głowę z powrotem. – Widzisz, jak na ciebie patrzy? Jemu też stoi. Znów wzięła mnie głęboko, ale tym razem patrzyła w bok, na niego. Gość uśmiechnął się lekko i kiwnął głową w moją stronę, jakby pytał „mogę bliżej?”. Kiwnąłem brodą. Raz. Krótko. Podszedł. Powoli. Zatrzymał się jakieś trzy metry od nas. Kutas mu sterczał, główka mokra. – Przepraszam, że przeszkadzam… – zaczął niskim głosem. – Ale… kurde, nigdy nie widziałem z bliska takiej młodej, idealnej dupki. Tylko u własnej córki, jak się czasem zapomni zamknąć drzwi łazienki. Julia pisnęła cicho z moim kutasem w ustach. Poczułem, jak jej cipka zacisnęła się na niczym – sama myśl ją ruszyła. – Chcesz powąchać? – rzuciłem, zanim zdążyła się speszyć na amen. Zamarła. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Ale nie powiedziała „nie”. Gość kucnął powoli. Julia wypięła dupę jeszcze bardziej, różowy kryształek zalśnił. Pochylił się, nos prawie dotknął jej cipki… i wtedy ją wzięło. Zaczęła drżeć, kolana jej się ugięły, z gardła wydobył się taki zduszony, wysoki jęk. Trysnęła. Mocno. Prosto na jego twarz, na brodę, po szyi. Strumień po strumieniu. Gość nawet nie drgnął – tylko zamknął oczy i wdychał, jakby to był najpiękniejszy zapach na świecie. Julia opadła na łokcie, dysząc, cała się trzęsąc. Ja złapałem ją za włosy, pociągnąłem lekko do góry i doszedłem jej prosto do gardła, nie pytając. Spojrzałem na Przemka (szybko się przedstawił) – stał tam dalej, kutas wciąż twardy, oczy błyszczące. – Chcesz ją wziąć? – rzuciłem prosto z mostu. – Bez gumy, obaj, po kolei albo naraz. Jak dasz radę. Julia podniosła głowę, zlizała resztki ze warg i tylko kiwnęła – krótko, ale zdecydowanie. Nie musiałem jej pytać dwa razy. Podszedłem do niej od tyłu, złapałem za różowy kryształek i powoli wyciągnąłem go z jej dupy. Był ciepły, śliski. Zbliżyłem go do ust, polizałem raz – cudownie smakował – po czym rzuciłem na ręcznik. – Teraz jego kolej – powiedziałem jej do ucha. – Obsłuż go porządnie. Przemek podszedł bliżej. Julia uklękła na czworaka, wypięła się mocno. On złapał się za kutasa (miałem rację – jakieś 18 cm, grubszy niż mój) i powoli wsunął jej do buzi. Ssała go tak samo zachłannie jak mnie wcześniej – głęboko, głośno, z tym samym mlaskaniem. Ja w tym czasie położyłem się pod nią, głowa między jej udami, i zacząłem lizać jej cipkę – powoli, szeroko językiem, od łechtaczki aż po samą dupę. Była taka mokra, że sok spływał mi po brodzie. Po kilku minutach nie wytrzymała – znów zaczęła drżeć. Przemek wysunął się z jej ust, obszedł ją i przyklęknął z tyłu. Spojrzał na mnie pytająco. Kiwnąłem głową. Wsunął się w nią powoli – najpierw cipkę, kilka mocnych pchnięć, aż jęknęła głośno. Potem wyjął, przesunął główkę wyżej i zaczął wchodzić w dupę – centymetr po centymetrze. Julia zacisnęła palce na piasku, sapnęła, ale wypięła się jeszcze bardziej. Ja cały czas lizałem ją od spodu – cipkę, wargi, łechtaczkę – czułem jak się napina za każdym razem, gdy on wchodzi głębiej. Zmieniliśmy się. Teraz ja wszedłem w jej dupę, a Przemek wziął cipkę. Robiliśmy to na zmianę – raz jeden, raz drugi, czasem obaj naraz w cipce, czasem jeden w dupie, drugi w buzi. Julia była już tylko ciałem – drżała, jęczała, tryskała, co chwilę, piach pod nią był mokry. W końcu obaj byliśmy blisko. Przemek sapnął pierwszy – wysunął się z jej cipki i wszedł głęboko w dupę, kilka mocnych pchnięć i spuścił się w niej. Ja chwilę później – wszedłem tam gdzie on i doszedłem sekundę po nim, czując jak jego sperma miesza się z moją w środku. Opadliśmy wszyscy na piach. Julia leżała na brzuchu, dysząc, dupą do góry. Sperma zaczęła powoli wypływać – biała, gęsta, ściekała po udach. Przemek spojrzał na mnie z uśmieszkiem. – No to co, kolego… dokończymy? Obaj podpełzliśmy bliżej. Ja wsunąłem język w jej dupę pierwszy – lizałem powoli, smakując wszystko naraz: ją, nas, słoność, ciepło. Przemek dołączył – lizaliśmy na zmianę, czasem obaj naraz, języki się spotykały przy jej dziurce. Julia tylko mruczała i kołysała biodrami. Na koniec położyłem się na plecach. – Chodź tu – powiedziałem do niej. Kucnęła nade mną, dupą nad moją twarzą. Naprężyła się, zacisnęła… i puściła – najpierw cicho, potem głośniej. Wszystko, co w niej było spłynęło mi prosto do ust – ciepła, lepka mieszanka. Przełknąłem, nie myśląc. Potem leżeliśmy we trójkę na ręcznikach. Słońce prażyło, fale szumiały. Przemek wyciągnął się wygodnie i powiedział tylko: – To był zajebisty dzień. Julia jeszcze kilka razy sięgała do nas – raz złapała oba kutasy w dłonie i bawiła się nimi leniwie, raz pochyliła się i wylizała nam dupki na przemian, powoli, jakby chciała przedłużyć ten stan. My tylko się śmialiśmy i głaskaliśmy ją po plecach. W końcu zasnęliśmy tak – opalając się, lepi od wszystkiego, z uśmiechami debili na twarzach. Koniec.

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Piotr Nowak

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *