Siostrzana Dominacja (2)

Mateusz klęczał przy kuchennym stole nagi. Na talerzu przed Julią leżał grillowany łosoś z warzywami, który przygotował drżącymi rękami. Starał się, żeby wszystko i było idealnie ułożone, bo wiedział, że ona sprawdza każdy szczegół. Sam nie dostał nic do jedzenia.

Julia siedziała wyprostowana, w czarnej garsonce bez bluzki. Założyła nogę na nogę, czubek szpilki dotykał lekko jego klatki piersiowej, jakby zaznaczała terytorium. W ręku trzymała widelec i nóż, ale jadła powoli, delektując się nie tylko jedzeniem.

– Otwórz usta – powiedziała nagle, nabierając mały kawałek łososia.

Mateusz posłusznie rozchylił wargi. Julia włożyła mu widelec do ust, ale nie puściła. Trzymała go mocno, zmuszając, żeby ssał i lizał metal, zanim pozwoliła mu połknąć.

– Smakuje lepiej, kiedy najpierw posmakujesz mojej kontroli, prawda?

Kiwnął głową, nie odrywając wzroku od jej oczu. Po kilku kęsach odłożyła sztućce. Wstała, obeszła stół i stanęła za jego plecami. Poczuł, jak jej dłonie kładą się na jego ramionach, mocno wbijając paznokcie w skórę.

– Wiesz, co będzie deserem? – szepnęła mu do ucha.

Nie odpowiedział. Wiedział, że i tak mu powie.

– Ty.

Pociągnęła go za włosy do tyłu, aż głowa opadła mu na oparcie krzesła. Pochyliła się i pocałowała go bez delikatności. Ugryzła w dolną wargę tak mocno, że poczuł metaliczny posmak krwi. Jęknął w jej usta.

– Cicho – warknęła. – Jeszcze nie wolno ci jęczeć.

Puściła włosy i kazała mu wstać. Prowadziła go do salonu, tam gdzie wcześniej zostawiła swoją torebkę. Wyjęła z niej cienki, czarny skórzany pasek. Nie od spodni, tylko specjalny, krótszy, szerzy, z metalową klamrą.

– Ręce za plecami.

Związała mu nadgarstki paskiem mocno, ale nie na tyle, żeby odciąć krążenie. Potem pchnęła go na kanapę, ta, że upadł na plecy. Natychmiast usiadła mu na brzuchu, ciężarem przygniatając go do poduszek.

– Patrz na mnie – rozkazała.

Jej oczy były teraz prawie czarne od podniecenia. Rozpięła spódnicę, zsunęła ją razem z majtkami i rzuciła na bok. Usiadła wyżej, kolanami po obu stronach jego głowy. Jej cipka znalazła się dokładnie nad jego ustami. Blisko, ale jeszcze nie dotykała.

– Będziesz lizał, dopóki nie powiem stop. Jeśli dojdziesz beze mnie, bez dotykania, bez mojej zgody, założę ci klatkę na tydzień. Zrozumiałeś?

– Tak, siostro…

Opadła na jego twarz. Całym ciężarem.

Mateusz zanurzył język od razu. Głęboko, łapczywie, jakby chciał ją pochłonąć. Julia poruszała biodrami powoli, rozsmarowując wilgoć po jego policzkach, nosie, brodzie. Jedną ręką złapała się oparcia kanapy, druga sięgnęła do tyłu i chwyciła jego kutasa. Ścisnęła mocno i nasady, nie pozwalając mu się zbliżyć do orgazmu.

– Wolniej – syknęła. – Chcę czuć każdy ruch języka. Chcę, żebyś się męczył.

Zwolnił.

Językiem rysował powolne ósemki wokół łechtaczki, potem schodził niżej, penetrował ją głęboko. Potem wracał do łechtaczki, dokładnie tak, jak go kiedyś nauczyła. Julia oddychała coraz ciężej, jej uda drżały po bokach jego głowy.

W pewnym momencie wstała. Odwróciła się tyłem, usiadła mu na twarzy ponownie. Tym razem tyłkiem do jego ust.

– Teraz tu – powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie. – Liż mnie tam. Głęboko.

Mateusz zawahał się. Dosłownie na ułamek sekundy.

To wystarczyło.

Julia złapała go za sutki i skręciła mocno.

– Nie waż się wahać, braciszku!

Wsadził język. Smak był inny. Bardziej intensywny, bardziej intymny, bardziej upokarzający. Julia jęknęła głośno, po raz pierwszy tej nocy pozwalając sobie na prawdziwy dźwięk rozkoszy. Zaczęła się ocierać o jego twarz, biodra poruszały się coraz szybciej.

– Głębiej… tak… właśnie tak… jesteś moją małą, posłuszną dziwką… moją siostrzyczką-toaletką…

Słowa padały jak obelgi. Mateusz czuł, jak jego kutas pulsuje boleśnie, próbując stwardnieć do granic, ale jej ucisk u nasady nie pozwalał. Czuł też, jak jego własna ślina i jej soki spływają mu po brodzie, po szyi, na kanapę.

Julia doszła gwałtownie, prawie bez dźwięku, tylko jej ciało zadrżało mocno, a palce wbiły mu się w uda. Przez chwilę siedziała nieruchomo, oddychając ciężko, wciąż przyciskając się do jego ust.

Potem wstała. Spojrzała na niego z góry. Twarz miał całą mokrą, oczy szkliste, kutas czerwony i nabrzmiały.

– Jeszcze nie skończyliśmy – powiedziała spokojnie.

Podeszła do torebki po raz kolejny. Wyjęła mały, czarny wibrator z pilotem i… stalową klatkę na penisa z małą kłódeczką.

– Najpierw klatka – oznajmiła. – Żebyś nie miał pokusy.

Zapięła ją na nim powoli, metodycznie. Zimny metal zamknął się wokół jego członka. Usłyszał kliknięcie kłódki.

Potem włożyła mu wibrator. Nieduży, ale zakrzywiony, z wypustką na prostatę. Wsunęła go głęboko, włączyła najniższy poziom.

– Będziesz spał z tym w sobie – powiedziała. – I z klatką. A rano… rano sprawdzimy, czy umiesz być grzeczny przez całą noc.

Położyła się obok niego na kanapie. Przyciągnęła jego głowę na swoje piersi, jedną ręką obejmując go, drugą trzymając pilota.

– Śpij, moja mała suczko – szepnęła. – Śpij i śnij o mnie.

Włączyła wibrator na średni poziom. Mateusz zamknął oczy. Wibrator buczał cicho w jego wnętrzu. Klatka bolała przy każdym najmniejszym drgnięciu. A zapach Julii wciąż był na jego twarzy.

Wiedział, że tej nocy nie zaśnie. Będzie tylko dryfował na granicy orgazmu, który i tak mu nie pozwoli osiągnąć.

I dokładnie tego chciała.

CDN…

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Ari Lupsy

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *