Wieczór był cichy, a powietrze w mieszkaniu Żanety pachniało wanilią i czymś głębszym — czymś, co sprawiało, że Ines czuła napięcie w brzuchu, choć nie potrafiła go nazwać.
Żaneta stała przy oknie. Była wysoka, smukła, z prostymi, ciemnymi włosami opadającymi na plecy. Jej sylwetka była wyprostowana, spokojna, pełna naturalnej pewności. Nie potrzebowała robić nic więcej, żeby przyciągać uwagę.
Odwróciła się.
Jej spojrzenie natychmiast znalazło Ines.
Ines siedziała na krześle, tak jak kazano jej wcześniej. Była niższa, delikatniejsza. Jej jasna skóra kontrastowała z ciemnym materiałem ubrania, a dłonie spoczywały na kolanach, splecione lekko, jakby zdradzały napięcie, którego nie chciała okazywać.
Żaneta podeszła bliżej.
— Wstań.
Ines podniosła się natychmiast.
— Ręce wzdłuż ciała.
Posłuchała.
Żaneta obeszła ją powoli. Jej kroki były ciche. Kontrolowane.
— Spójrz na mnie.
Ines uniosła wzrok.
Ich oczy się spotkały i coś w środku Ines zadrżało.
— Oddychaj spokojnie — powiedziała Żaneta cicho. — Tylko mój głos. Nic więcej się nie liczy.
Ines poczuła, jak jej ramiona rozluźniają się mimowolnie.
Żaneta zatrzymała się tuż przed nią i uniosła dłoń, kładąc dwa palce pod jej brodą.
— Lubisz, kiedy ktoś mówi ci, co masz robić.
To nie było pytanie.
— Tak — odpowiedziała Ines cicho.
— Głośniej.
Jej serce przyspieszyło.
— Tak.
Żaneta patrzyła na nią jeszcze chwilę, a potem jej dłoń przesunęła się powoli na kark Ines.
Ten dotyk był pewny.
Nie agresywny.
Ale nie pozostawiał wątpliwości.
— Nie musisz się bać, że zrobisz coś źle — powiedziała Żaneta. — Jeśli będziesz słuchać.
Ines przełknęła ślinę.
— Tak… Żaneto.
Lekki uśmiech pojawił się na ustach Żanety.
— Dobrze.
To jedno słowo wypełniło Ines ciepłem.
Chwilę później Żaneta cofnęła się o krok.
— Na kolana.
Powietrze zgęstniało.
Ines poczuła ukłucie niepewności.
Spojrzała w jej oczy.
Nie było w nich przymusu.
Tylko oczekiwanie.
Powoli opuściła się na kolana.
Żaneta obserwowała każdy fragment tego ruchu.
— Spójrz na mnie — powiedziała.
Ines podniosła wzrok.
— Teraz wybierasz tę pozycję świadomie. Nikt cię do niej nie zmusza.
— Tak.
— Dlaczego?
Ines zawahała się.
— Bo… kiedy ty decydujesz… ja przestaję się bać.
— Bać się czego?
Jej palce zacisnęły się lekko na udach.
— Że nie jestem wystarczająca.
Dłoń Żanety spoczęła na jej policzku.
— Spójrz na mnie.
Ines posłuchała.
— W tej chwili jesteś dokładnie tam, gdzie zdecydowałaś się być. To nie jest słabość. To jest wybór.
Kciuk Żanety przesunął się lekko po jej skórze.
Ines poczuła, jak napięcie w jej klatce piersiowej zmienia się w coś spokojniejszego.
Żaneta przesunęła dłoń na czubek jej głowy.
— Opisz mi, co czujesz.
— Spokój… i napięcie.
— Dlaczego napięcie?
— Bo nie wiem, co zrobisz dalej.
— I to cię przeraża?
— Nie.
— Więc co?
Ines wzięła oddech.
— Sprawia, że czuję się… ważna.
Cisza między nimi była ciężka od znaczenia.
— Jesteś ważna — powiedziała Żaneta spokojnie.
Jej dłoń pozostała na głowie Ines.
Nie naciskała.
Ale prowadziła.
— Jesteś tutaj, bo chcesz oddać mi kontrolę.
— Tak.
Żaneta cofnęła rękę.
Brak jej dotyku był natychmiast odczuwalny.
— Wyprostuj plecy.
Ines wykonała polecenie.
— Dobrze.
Ta pochwała znów wywołała ciepło.
Żaneta wyciągnęła rękę.
— Wstań.
Ines chwyciła jej dłoń.
Żaneta pomogła jej wstać.
Stały teraz bardzo blisko siebie.
— To, co robimy — powiedziała Żaneta cicho — istnieje tylko wtedy, kiedy obie tego chcemy. Rozumiesz?
— Tak.
— Powiedz to.
— Chcę tego.
Żaneta patrzyła na nią przez chwilę.
A potem uśmiechnęła się lekko.
Ciepło.
Prawdziwie.
— Więc zostajesz.
Ines poczuła spokój, który nie wynikał z braku kontroli.
Tylko z tego, że świadomie ją oddała.
I wiedziała, że to dopiero początek.
Leave a Reply