Pociag bez hamulcow 4

Byliśmy tak pochłonięci sobą, że nie zauważyliśmy, jak pociąg zaczął zwalniać. Nagle szarpnęło, koła zgrzytnęły na szynach, a całe ciało zadrgało – zatrzymaliśmy się na jakiejś małej, zapyziałej stacyjce, której nawet nie zauważyliśmy na trasie. Za szybą przedziału pojawiły się mdłe, żółtawe światła peronu, rzucające blade cienie na nasze spocone ciała. Zasłonka w oknie była wciąż odsunięta, a my byliśmy w samym środku tej cholernej sceny: Marta związana na podłodze, jej nogi rozłożone, ja nad nią z kutasem na wierzchu, a Kasia klęczała obok, wciąż dysząc, z zaczerwienionym tyłkiem i półnagim ciałem.

– Kurwa, ktoś idzie – szepnęła Kasia, jej głos drżał z paniki, ale w jej oczach błysnęło coś, co wyglądało jak podniecenie. Jej ręce, wciąż związane, zacisnęły się w pięści, a oddech przyspieszył. Marta, wciąż unieruchomiona na podłodze, zaśmiała się gardłowo, jej piersi unosiły się i opadały szybko.

– Niech idą. Może się przyłączą – rzuciła, jej ton był pełen brawury, choć zauważyłem, że jej głos lekko zadrżał. Zignorowałem ich komentarze, próbując szybko odwiązać Martę od rurki pod siedzeniem, ale węzły były ciasne, a moje dłonie ślizgały się od potu. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, usłyszałem kroki na korytarzu – ciężkie, zdecydowane, a potem stłumione głosy. Ktoś wchodził do pociągu, drzwi innych przedziałów stukały głośno, a ja czułem, jak serce wali mi w piersi. Adrenalina buzowała w żyłach, ale, ku mojemu zaskoczeniu, kutas wciąż był twardy jak skała – ryzyko tylko mnie nakręcało.

Nagle ktoś szarpnął za drzwi naszego przedziału. Klamka zadrgała raz, potem drugi, a my zamarliśmy, jakby czas się zatrzymał. Moje oczy spotkały spojrzenie Marty – błyszczało ekscytacją, jakby to ją bawiło. Kasia ukryła twarz w dłoniach, jej oddech był szybki, niemal astmatyczny, ale zauważyłem, że jej nogi drżą nie tylko ze strachu.

– Otwórzcie, co tam robicie, do cholery? – usłyszałem męski głos zza drzwi, lekko zniecierpliwiony, z lekkim akcentem, jakby należał do kogoś starszego. Drzwi zadrgały znowu, ktoś siłował się z nimi przez kilka długich sekund, a ja czułem, jak pot spływa mi po plecach. Każde szarpnięcie klamki brzmiało jak wystrzał w ciszy przedziału, a ja nie mogłem się ruszyć, sparaliżowany mieszanką strachu i dziwnego podniecenia.

– Kurwa, pieprzyć to, znajdę inny przedział – mruknął w końcu głos zza drzwi, a kroki oddaliły się, zostawiając nas w ciszy. Odciąłem oddech z ulgą, czując, jak napięcie powoli opuszcza moje ciało, ale adrenalina wciąż krążyła w żyłach. Spojrzałem na dziewczyny – Marta uśmiechała się szeroko, jakby to była najlepsza zabawa w jej życiu, a Kasia powoli podniosła głowę, jej oczy były zamglone.

– To było… za blisko – wyszeptała, ale jej głos miał w sobie nutę fascynacji. – Co jakby ktoś nas zobaczył?

– To by nas zobaczył – rzuciła Marta, jej ton był lekki, jakby mówiła o pogodzie. – Wyobraź sobie, jak wchodzą i widzą cię taką, związaną, z tyłkiem na wierzchu. Podoba ci się ta myśl, co? – Kasia spłonęła rumieńcem, ale nie odpowiedziała, a ja wiedziałem, że w głębi duszy ta myśl ją kręci.

– Zamknijcie się obie – warknąłem, ale nie mogłem ukryć, że samo ryzyko, że ktoś mógł nas złapać, sprawiło, że byłem jeszcze bardziej napalony. – Wracamy do gry. Nie mamy dużo czasu, zanim dojedziemy do końca.

Odwiązałem Martę, rozwiązując węzły na jej kostkach i nadgarstkach, a potem pomogłem jej usiąść na siedzeniu. Kasia również dostała chwilę na oddech, jej ręce były czerwone od więzów, ale nie skarżyła się. Usiedliśmy wszyscy na moment, wciąż nadzy i spoceni, a pociąg ruszył znowu, zostawiając małą stacyjkę za nami. Mdłe światło za szybą zniknęło, a w przedziale zapanowała cisza – nie niezręczna, ale pełna napięcia, jakbyśmy wszyscy przetwarzali to, co się właśnie wydarzyło.

Kasia spojrzała na mnie, jej niebieskie oczy były wilgotne, ale nie od łez – od emocji, które w niej buzowały. – Wiesz, bałam się, że ktoś nas zobaczy… że nas złapie – zaczęła cicho, jej głos drżał lekko. – Ale jednocześnie… chciałam tego. Nie wiem, dlaczego. Czuję się… żywa. Jakby to, co robimy, uwalniało coś we mnie. Coś, czego zawsze się wstydziłam, czegoś, co ukrywałam przed wszystkimi, nawet przed sobą. – Jej dłonie zacisnęły się na krawędzi siedzenia, jakby szukała czegoś, co da jej stabilność.

Marta położyła dłoń na jej ramieniu, jej ton był zaskakująco miękki, daleki od wcześniejszej zadziorności. – Wiem, o czym mówisz, mała. Ja zawsze udawałam twardą, nie do złamania. Ale to… – wskazała na pejcz, porozrzucane ciuchy i ślady na swojej skórze – to sprawia, że czuję się… bezbronna. I podoba mi się to. Cholernie. Jakby ktoś w końcu zdjął ze mnie pancerz, który nosiłam latami. – Spojrzała na mnie, jej ciemne oczy szukały odpowiedzi. – A ty? Co czujesz, jak nas tak bierzesz? Gdy masz nas w swoich rękach?

– Kontrolę – odparłem krótko, patrząc jej prosto w oczy. – Ale też… coś więcej. Widzę, jak się otwieracie, jak przełamujecie swoje granice, i to mnie kręci bardziej niż samo rżnięcie. Nie chodzi tylko o seks. Chodzi o to, że mogę was poprowadzić tam, gdzie same byście nie poszły. Mogę was zobaczyć takie, jakie naprawdę jesteście, bez masek, bez wstydu. – Moje słowa były szczere, a one obie patrzyły na mnie w ciszy, jakby analizowały, co właśnie powiedziałem.

Kasia uśmiechnęła się lekko, jej policzki były wciąż zarumienione, a jasne włosy przylepiły się do czoła od potu. – Dzięki… że mnie prowadzisz. Nawet, jeśli boli, nawet jeśli się boję, czuję, że to… właściwe. Że mogę ci ufać, nawet , dy jest ostro. – Jej głos był cichy, ale pełen przekonania.

– Dobra, wystarczy tego pieprzenia o uczuciach – przerwała Marta, wstając z siedzenia. Jej ton wrócił do dawnej zadziorności, ale w jej oczach wciąż było coś miękkiego. – Skoro już się wygadaliśmy, czas na finał. Chcę, żebyś mnie oznaczył. Na twarzy. Na ustach. Pokaż, że jestem twoja. I weź też Kasię – nie chcę, żeby czuła się pominięta. – Uśmiechnęła się szeroko, jej pełne usta rozchyliły się lekko w zaproszeniu.

Wstałem, mój kutas był wciąż twardy, pulsujący od napięcia, a krew buzowała mi w żyłach po wszystkim, co się wydarzyło. Marta klęknęła przede mną na podłodze przedziału, jej ciemne włosy opadły na ramiona, a oczy spotkały moje z wyzywającym błyskiem. – No, daj mi to. Chcę poczuć, jak mnie oznaczasz – rzuciła, otwierając usta szeroko, jej język wysunął się lekko, błyszczący od śliny. Kasia, wciąż nieśmiała, klęknęła obok niej, jej drobne dłonie złożyły się na udach, a jasne oczy uniosły się do mnie z cichą prośbą. – Ja… też chcę – wyszeptała, otwierając usta powoli, jakby wciąż walczyła z własnym wstydem.

Stałem nad nimi, patrząc na ich twarze zwrócone w moją stronę, jedna pełna zadziorności, druga pełna niepewności, ale obie gotowe. Chwyciłem kutasa w dłoń, poruszając powoli, a napięcie w podbrzuszu narastało z każdą sekundą. Marta patrzyła na mnie z dołu, jej usta wciąż otwarte, a język poruszał się lekko, jakby zapraszał mnie do działania. – Kurwa, daj mi to, nie każ mi czekać – syknęła, jej głos był pełen żądzy, a ja poczułem, jak zbliżam się do krawędzi.

Przyspieszyłem ruchy ręką, czując, jak ciepło rozlewa się po całym ciele, a potem doszedłem mocno, pierwsza fala trafiła prosto na twarz Marty, rozmazując się po jej policzku i spływając w stronę ust. Zamknęła oczy na moment, ale jej usta pozostały otwarte, a język wysunął się, by złapać kilka kropel. Druga fala dotarła do Kasi, która drgnęła lekko, gdy sperma spłynęła po jej brodzie i wargach, ale nie cofnęła się. Jej oczy zamknęły się, a drobne dłonie zacisnęły się na udach, jakby próbowała ukryć drżenie.

Marta złapała mnie ustami w ostatniej chwili, jej pełne wargi zamknęły się wokół główki, ssąc mocno, jakby chciała wydobyć każdą ostatnią kroplę. Jej język poruszał się szybko, liżąc spód i boki, a ciepła wilgoć jej ust niemal doprowadziła mnie do kolejnego skurczu. – Kurwa, smakujesz dobrze – mruknęła, wysuwając mnie na moment z ust, by otrzeć twarz wierzchem dłoni, a potem wróciła do ssania, jej ruchy były powolne, ale dokładne, jakby chciała przedłużyć ten moment. Kasia, wciąż nieśmiała, zlizała trochę spermy z warg, jej język poruszał się powoli, a policzki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone od wstydu.

– Ty też, mała, spróbuj – rzuciła Marta, pchnąwszy mnie lekko w stronę Kasi. Kasia otworzyła usta znowu, jej ruchy były niepewne, ale posłuszne. Wzięła mnie w usta delikatnie, jej wargi były miękkie i ciepłe, a język poruszał się nieśmiało, liżąc resztki, które wciąż tam były. Jej drobne dłonie chwyciły moje uda dla równowagi, a ja jęknąłem cicho, czując, jak jej nieśmiałość kontrastuje z intensywnością Marty. Po chwili wysunąłem się, delikatnie pchnąłem ją lekko w bok, a jej usta rozszerzyły się w geście zaskoczenia. – Jesteś taka grzeczna – szepnąłem, schylając się, by pocałować jej usta. – Ale możesz być jeszcze grzeczniejsza.

Marta spojrzała na mnie z rozbawieniem, po czym znów wzięła mnie do ust, tym razem bardziej agresywnie, jej usta poruszały się szybciej, a dłonie ściskały mnie mocno. – Lubisz, jak rządzę, co? – zapytała, na moment przerywając, jej głos był zadziorny. Nie mogłem odpowiedzieć, bo znowu mnie objęła ustami, a jej język kręcił się wokół mnie z wprawą, która przyprawiła mnie o dreszcze. Kasia przyglądała się temu z boku, jej oczy były pełne fascynacji, a usta wciąż błyszczały od mojego nasienia.

– Dobra, wystarczy – powiedziałem, wysuwając się z ust Marty, moje ciało wciąż drgało od intensywności. – Obie jesteście niesamowite. – Uśmiechnąłem się do nich, czując, jak serce powoli zwalnia.

Pociąg zaczął znowu zwalniać, a za szybą pojawiły się jasne, ostre światła większej stacji – dotarliśmy do celu naszej podróży. W przedziale wciąż unosił się zapach seksu, a nasze ciała, spocone i zmęczone, nosiły ślady wszystkiego, co się wydarzyło. Szybko zaczęliśmy się ubierać, nasze ruchy były chaotyczne, ale pełne pośpiechu – spodnie, koszulki, porozrzucane buty. Marta, wciąż z rozmazaną szminką i śladami spermy na policzku, rzuciła mi swój telefon, pokazując ekran. – Wpisz swój numer. To nie koniec tej jazdy – powiedziała, jej ton był stanowczy, a oczy błyszczały obietnicą.

– Jasne, że nie – mruknąłem, wpisując cyfry do jej kontaktów, a potem spojrzałem na Kasię, która właśnie zapinała jeansy. Jej ręce wciąż drżały, a na nadgarstkach widniały czerwone ślady po wiązaniu. – Ty też. Nie puszczę was tak łatwo.

Kasia uśmiechnęła się nieśmiało, sięgając do kieszeni po małą kartkę i długopis. Zapisała swój numer drżącą ręką, a potem podała mi papier. – Chcę… chcę to powtórzyć. Gdzieś indziej. Może… u ciebie w domu? – zapytała cicho, jej oczy spotkały moje na moment, pełne niepewności, ale i nadziei.

– Zobaczymy się niedługo. Obie – odpowiedziałem, chowając kartkę do kieszeni i uśmiechając się do nich. Pociąg zatrzymał się całkowicie, drzwi otworzyły się z głośnym sykiem, a chłodne powietrze wdarło się do środka. Wyszliśmy na peron, wtapiając się w tłum pasażerów, każdy z nas wciąż nosił na sobie ślady tej nocy – rozmazane usta Marty, zaczerwienione nadgarstki Kasi, i moje spojrzenie, które obiecało więcej. Rozeszliśmy się w różne strony, ale w mojej kieszeni były ich numery, a w głowie pewność, że ta jazda jeszcze się nie skończyła. To był dopiero początek – wiedziałem, że niedługo znów się spotkamy, może w bardziej prywatnym miejscu, może z jeszcze większym ryzykiem, ale na pewno z tą samą intensywnością.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

TysonMaximo343

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *