Julia zawsze była tą silniejszą. Miała dwadzieścia pięć lat, długie, czarne włosy, które opadały kaskadami na jej ramiona i oczy, które mogły zmrozić krew w żyłach jednym spojrzeniem. Pracowała, jako menedżerka w korporacji, gdzie rządziła zespołem twardą ręką, a wieczorami wracała do ich wspólnego mieszkania, gdzie czekał na nią Mateusz – jej młodszy o trzy lata brat. On był cichym programistą, introwertykiem, który unikał konfliktów i zawsze ustępował. Ale to, co zaczęło się, jako niewinna zabawa w dzieciństwie, ewoluowało w coś znacznie głębszego, mroczniejszego. Coś, co oboje ukrywali przed światem.
Tego wieczora Julia wróciła później niż zwykle. Drzwi trzasnęły, a Mateusz, siedzący na kanapie z laptopem na kolanach, drgnął. Wiedział, co to oznacza, jej kroki na parkiecie były miarowe, zdecydowane. Stanęła w progu salonu, w swojej czarnej garsonce, z torebką przewieszoną przez ramię. Spojrzała na niego z góry, a on poczuł znajome mrowienie w brzuchu.
– Wstań – powiedziała cicho, ale tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Mateusz odłożył laptopa i posłuchał. Zawsze słuchał. Podszedł bliżej, a ona wskazała palcem podłogę.
– Na kolana.
Zawahał się przez ułamek sekundy, ale to wystarczyło. Julia złapała go za podbródek, zmuszając, by spojrzał jej w oczy.
– Powiedziałam: na kolana, braciszku. Czy mam ci przypomnieć, co się dzieje, kiedy nie słuchasz?
Pokręcił głową, a jego policzki zapłonęły rumieńcem. Klęknął przed nią, czując, jak twardy parkiet wbija się w kolana. Julia usiadła na kanapie, krzyżując nogi. Jej czarne szpilki lśniły w świetle lampy. Wyciągnęła stopę i dotknęła czubkiem jego klatki piersiowej.
– Zdejmij mi buty. Powoli.
Mateusz drżącymi rękami chwycił za obcas. Delikatnie ściągnął szpilkę, odsłaniając jej stopę w cienkich, czarnych pończochach. Poczuł zapach jej perfum zmieszany z lekkim potem po całym dniu – mieszanka, która zawsze go podniecała. Powtórzył to z drugą nogą. Julia westchnęła z zadowoleniem.
– Dobry chłopiec. A teraz… liż.
Nie musiał pytać, co. Pochylił się i zaczął lizać jej stopy, czując smak nylonu na języku. Julia oparła się wygodniej, patrząc na niego z góry. Jej dłoń wsunęła się pod spódnicę, ale nie pozwoliła mu patrzeć. To była jej przyjemność, nie jego.
– Pamiętasz, jak to się zaczęło? – zapytała leniwie, podczas gdy jej palce poruszały się pod materiałem. – Miałam osiemnaście lat, ty piętnaście. Złapałam cię, jak podglądasz mnie pod prysznicem. Mogłam powiedzieć rodzicom, ale zamiast tego… nauczyła cię szacunku.
Mateusz mruknął coś w odpowiedzi, nie przerywając. Wspomnienie tamtego dnia paliło go od środka. Julia zamknęła wtedy drzwi łazienki, kazała mu klęknąć i… reszta była historią. Od tamtej pory była jego panią, a on jej posłusznym sługą. W sypialni, w kuchni, wszędzie, gdzie tylko chciała.
– Szybciej – rozkazała, a jej oddech przyspieszył. Mateusz posłuchał, liżąc z większym zapałem. Czuł, jak jego własne podniecenie rośnie, ale wiedział, że nie może się dotknąć bez pozwolenia. To była jej zasada numer jeden.
Julia jęknęła cicho, jej ciało napięło się. Doszła, nie odrywając wzroku od niego, a potem odepchnęła go stopą.
– Wystarczy. Teraz rozbierz się.
Mateusz wstał, zdejmując ubrania pod jej czujnym spojrzeniem. Stał nagi przed nią, z erekcją, której nie mógł ukryć. Julia uśmiechnęła się drwiąco.
– Patrz na siebie. Taki mały, taki żałosny. Chodź tutaj.
Przyciągnęła go bliżej, chwytając za włosy. Zmusiła, by usiadł okrakiem na jej kolanach. Jej dłonie wędrowały po jego ciele – szorstko, dominująco. Ścisnęła jego sutki, aż syknął z bólu pomieszanego z przyjemnością.
– Powiedz mi, kim jesteś – wyszeptała mu do ucha.
– Twoim… twoim niewolnikiem – wydyszał.
– Głośniej.
– Twoim niewolnikiem, siostro!
Uśmiechnęła się szerzej. Wsunęła rękę między jego nogi, drażniąc go powoli. Mateusz zamknął oczy, ale ona szarpnęła za włosy.
– Patrz na mnie. Chcę widzieć twoją twarz, kiedy błagasz.
I błagał. Błagał o więcej, o pozwolenie, o wszystko, co mu da. Julia kontrolowała tempo, zatrzymywała się w ostatniej chwili, doprowadzając go na skraj szaleństwa. W końcu, kiedy uznała, że wystarczy, pozwoliła mu dojść – ale tylko na jej warunkach, na jej rękę, podczas gdy ona szeptała mu do ucha obelgi i komendy.
Potem odepchnęła go na podłogę, wstała i poprawiła spódnicę.
– Posprzątaj po sobie. I przygotuj kolację. Dzisiaj będziesz mi służył przy stole… nago.
Mateusz kiwnął głową, wciąż dysząc. Kochał to. Nienawidził. Ale przede wszystkim – nie mógł bez tego żyć. Julia była jego siostrą, jego panią, jego wszystkim.
A noc dopiero się zaczynała.
CDN…
Leave a Reply