Szkolny sluzacy

Kacper nigdy nie przypuszczał, że jego największa tajemnica tego dnia wyjdzie na jaw. Ma 20 lat, chodzi o technikum – szczupły, długowłosy brunet z czarnymi kosmykami opadającymi na oczy. Lekcja WF-u trwała w najlepsze. Dostał zgodę od nauczyciela na wyjście do toalety, choć tak naprawdę wymknął się w innym celu. Wszedł do damskiej szatni, gdzie pod ławką stały rzędy damskich butów. Serce waliło mu jak młot. Postanowił wykorzystać tę chwilę, by móc poczuć zapach cudownych stópek jego koleżanek. Ręce mu drżały. Jedną podnosił buciki, które wąchał i lizał, a drugą ręką powoli się masturbował. Gdy już dochodził, niespodziewanie do szatni weszły dwie dziewczyny – Ola i Klaudia. Pierwsza to piękna, szczupła długowłosa blondynka, a druga ruda, szczupłe i równie piękna.

– O kurwa, co tu się… – głos Oli był słodki jak miód i ostry jak brzytwa.

Dziewczyny nie mogły powstrzymać się ze śmiechu, były też mocno zaskoczone.

– No proszę, proszę… – odparła Klaudia.

– Patrz, Klaudia, nasz szkolny geniusz matematyki wącha nasze buty jak pies – zaśmiała się Ola, wyciągając telefon. Błysk flesza oślepił Bartka.

– Uśmiechnij się ładnie – dodała Klaudia, robiąc kolejne zdjęcie. – Ręka na fiucie, nos w moim trampku. Idealne.

Kacper zamarł. Spodnie miał spuszczone do kolan.

– Proszę… nie…

Ola chwyciła go za długie włosy i szarpnęła w dół, aż uklęknął.

– Będziesz robił dokładnie to, co powiemy, albo te fotki pójdą do całej klasy, nauczycieli i twojej mamy. Zrozumiano, niewolniku?

– Tak… Pani…

– Na początek pocałuj nasze buty. Wszystkie. I dziękuj.

Kacper pochylił się i zaczął całować czubki adidasów Oli – powoli, czule. Potem trampki Klaudii. Język wysunął się sam, liżąc brudne podeszwy.

– Dobry piesek – mruknęła Klaudia i nagle kopnęła go mocno w jaja. Kacper zgiął się wpół, ale Ola przytrzymała go za włosy.

– Jeszcze raz. Mocniej.

Kopnięcie powtórzyło się. Ból eksplodował, a jego kutas zdradziecko stwardniał jeszcze bardziej.

Potem dziewczyny się zamieniły i Ola zasadziła mu jeszcze ze dwa bolesne kopniaki. Następnie dała mu siarczystego policzka w twarz.

– Będziesz naszym chłopcem do wszystkiego – powiedziała Ola, spoliczkowując go mocno. – Odrabiasz za nas zadania, piszesz sprawdziany, dajesz korepetycje z matmy, będziesz nam służyć. Zrozumiano?

Kacper kiwnął głową na „tak”.

Po skończonej lekcji Kacper miał czekać na dziewczyny przed szkołą.

– Bierz te torby. Nie będziemy dźwigać, to mężczyzna jest od tego – nakazała mu Ola.

– Zrobimy z ciebie prawdziwego gentelmena. Widziałyśmy, że zapominasz o przepuszczaniu dziewczyn w drzwiach. Mamusia cię nie nauczyła dobrych manier? – pyta z ironicznym uśmiechem Klaudia.

– No co tak milczysz? Odpowiadaj! – zapytała Ola, trzymając go za włosy.

– T… tak. Zrobię… co zechcecie. – odpowiedział przerażony Kacper.

– Masz nas podwieźć do domu. Nie będziemy wydawać na autobus. Zaprowadź nas do samochodu. – nakazała Ola.

Dziewczyny z Kacprem podeszły do jego auta i zwróciły uwagę na jedną rzecz.

– Co powinieneś teraz zrobić jako mężczyzna? – pyta Ola.

Kacper zapomniał, że powinien otworzyć drzwi dla dziewczyn i zamknąć je, gdy wsiądą.

– A… przepraszam. Proszę.

– Masz za każdym razem nam otwierać drzwi przy wsiadaniu i wysiadaniu. Nie będziemy tego robić same. Masz nam służyć, rozumiesz, śmieciu? – stanowczym głosem powiedziała Klaudia i napluła mu w twarz.

Kacper odwiózł do domu najpierw Klaudię, a potem Olę. Tym razem już nie zapomniał o drzwiach. Musiał również dźwigać ich plecaki aż do wejścia od domu.

Od następnego dnia Kacper musiał obowiązkowo podjeżdżać pod domy dziewczyn i zawozić je do szkoły. Oczywiście nie miał prawa zapomnieć o otwieraniu im drzwi oraz dźwiganiu ich plecaków.

Gdy zbliżali się do drzwi szkoły, Ola i Klaudia zwalniały kroku. Kacper musiał wyprzedzać je biegiem, otwierać drzwi szeroko i stać z ręką na klamce, kłaniając się lekko. Czasem celowo szły bardzo powoli, a on czekał jak lokaj, czerwony na twarzy, bo inni uczniowie się gapili.

W klasie, gdy wchodziły, natychmiast odsuwał ich krzesła – eleganckim ruchem, jedną ręką. Potem podsadzał je delikatnie za łokcie, aż usiadły. On musiał siedzieć w ławce za nimi. Pod ławką ich stopy nigdy nie odpoczywały. Ola deptała mu prawy, Klaudia lewy. Powoli, rytmicznie, tak żeby bolało. Gdy nauczyciel patrzył w inną stronę, szczypały go w udo albo w bok, wbijały mu swoje tipsy w jego ciało – mocno, aż zostawały czerwone ślady. Na jego zeszycie pojawiały się rysunki: serduszka z napisem „Własność Oli & Klaudii”, raz Klaudia narysowała mu na przedramieniu małego fiutka z napisem „frajer”.

Na przerwie było jeszcze gorzej. Dziewczyny siadały na parapecie i mówiły słodko: – Kacperku, tam daleko jest wolna ławka… przynieś nam, piesku, raz dwa. Biegł przez cały korytarz, dźwigał ciężką ławkę, stawiał przed nimi, a potem klękał i czyścił im buty chusteczką, którą zawsze musiał mieć w kieszeni.

Plecaki? Oczywiście, że jego. Obie torby wisiały na jego ramionach – ciężkie, pełne książek. One szły przed nim lekkim krokiem, plotkując, a on dreptał za nimi jak muł, zgarbiony.

Na matematyce, gdy szeptał im odpowiedzi, Ola pod stołem przyciskała mu stopę do krocza i masowała go powoli przez spodnie – aż był twardy i obolały. Czasami dostawał mocnego szczypnięcia w jądra przez materiał.

Piątek. Ostatnia lekcja się skończyła. Kacper stał przy wyjściu z szkoły z kluczami w ręku, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Ola i Klaudia wyszły ostatnie – jak zwykle. Obie miały na sobie krótkie spódniczki, czarne rajstopy i botki na lekkim obcasie. Plecaki już czekały na jego ramionach.

Ola spojrzała na niego z uśmiechem, który zawsze sprawiał, że robiło mu się gorąco i zimno jednocześnie.

– No, psie. Gdzie twój samochód stoi?

– Na parkingu za boiskiem… jak zawsze, Pani – odpowiedział cicho, spuszczając wzrok.

– Pamiętasz, co ci mówiłyśmy w środę? Dzisiaj jedziemy do Oli. Ty prowadzisz. My z tyłu. I zero gadania, chyba, że cię o coś zapytamy. – powiedziała Klaudia.

– Tak, Pani…

Otworzył im tylne drzwi swojego starego golfa. Najpierw wpuścił Olę – elegancko, jedną ręką trzymając drzwi, drugą lekko podsuwając ją za łokieć. Potem Klaudię – dokładnie tak samo. Gdy wsiadły, zamknął drzwi delikatnie, jak na filmach, po czym szybko obszedł samochód i usiadł za kierownicą.

Z tyłu rozległ się śmiech Oli.

– Patrz, Klaudia, jaki grzeczny szofer. Nawet nie patrzy w lusterko wsteczne, żeby nie podglądać nóg swoich pań.

– Bo wie, że jak spojrzy, to dostanie po mordzie – dodała Klaudia słodko. – Prawda, Kacper?

Resztę drogi jechali w milczeniu. Tylko ich nogi czasem dotykały jego ramion, a raz Klaudia przesunęła butem po jego karku – zimna podeszwa zostawiła wilgotny ślad.

Dojechali pod blok Klaudii. Kacper zaparkował idealnie równo. Wysiadł pierwszy, otworzył drzwi od strony Oli, podał jej rękę, pomógł wysiąść. To samo z Klaudią. Potem wyjął ich plecaki z bagażnika i zarzucił je sobie na ramiona.

Klaudia przekazała klucze Kacprowi. Ten posłusznie otworzył drzwi i przepuścił dziewczyny do środka.

Gdy weszli do przedpokoju, drzwi zamknęły się za nimi z kliknięciem. Ola odwróciła się pierwsza i kazała niewolnikowi rozebrać się do naga.

– Zdejmij wszystkie ubrania i na kolana. Teraz.

Goły Kacper uklęknął na zimnej podłodze. Klaudia zdjęła botki, postawiła je przed nim.

– Najpierw wyczyść językiem. Z zewnątrz. Potem w środku. Jak zawsze.

Zaczął lizać – powoli, starannie. Smak skóry, lekkiego kurzu z ulicy, ciepła stóp. Ola tymczasem zdjęła swoje botki i usiadła na kanapie w salonie.

– Chodź tu, niewolniku.

Podszedł na kolanach. Przywiązała mu ręce z tyłu czarnymi nylonowymi pończochami, które wyjęła z szuflady.

– Dzisiaj robimy wszystko, co lubisz najbardziej… i to, czego się boisz najbardziej.

Położyły go na brzuchu na dywanie. Klaudia usiadła mu na plecach, przygniatając. Ola stanęła nad nim w samych rajstopach.

Pierwsze kopnięcie w jaja przyszło mocno. Kacper zawył.

– Cicho – syknęła Ola i spoliczkowała go otwartą dłonią.

Kolejne kopnięcia, raz za razem. Potem odwróciły go na plecy, przywiązały nogi do nóg stołu – szeroko rozstawione.

Lizał desperacko, dusząc się prawie.

Klaudia klęczała między jego nogami. Ściskała jądra, ciągnęła, szczypała, uderzała dłonią – precyzyjnie, boleśnie. CBT trwało długo. Bardzo długo.

Ola usiadła na kanapie i podsunęła mu stopę do twarzy.

– Liż.

Język tańczył po jej palcach, między nimi, pod spodem. Klaudia włożyła mu całą stopę do ust. Potem kazano mu czyścić językiem ich szpilki – z zewnątrz i w środku.

Ola usiadła mu na twarzy, wciskając mokrą bieliznę w usta.

– Liż przez materiał. Głębiej.

Klaudia chwyciła jego kutasa – już pulsujący, czerwony, obolały.

– Błagaj.

– Proszę… Panie… pozwólcie mi dojść… błagam…

Klaudia zaczęła masować – powoli, mocno, idealnie. Kacper drżał, biodra unosiły się same.

W momencie, gdy był na samym szczycie – puściła. Sperma wypłynęła leniwie, słabo, bez fali rozkoszy. Orgazm zrujnowany.

Ola nachyliła się, złapała go za włosy i z całej siły otwartą dłonią uderzyła go w policzek. Klaudia nie chciała być gorsza, więc też sobie na to pozwoliła.

– Jutro znowu podwozisz nas do domu. I znowu robisz wszystko, co każemy. Jesteś naszym niewolnikiem. Na zawsze.

Kacper, wciąż związany, z policzkami płonącymi i fiutem obolałym, wyszeptał:

– Tak, Panie… dziękuję…

Wiedział, że to dopiero początek.

Koniec.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Kacper

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *