Dawno, dawno temu… w Kansas, na szarej, zakurzonej prerii, żyła dziewczyna o imieniu Dorothy Gale. Miała brązowe włosy upięte w dwa warkocze, nosiła prostą niebiesko-białą sukienkę w kratkę. Jej ciało było smukłe. Piersi średnie i duży tyłek. Mieszkała z wujkiem Henrym oraz z ciocią Em. Najwierniejszym przyjacielem Dorothy był jej piesek Toto – mały, czarny terier o błyszczących oczach i zawsze radośnie merdającym ogonie.
Pewnego dnia nadeszło tornado. Niebo pociemniało, a wiatr zaczął wyć. Dorothy pobiegła po Toto. Gdy wróciła, drzwi do piwnicy były już zamknięte. Tornado podniosło cały dom w powietrze, wirując nim jak zabawką.
– Toto! Trzymaj się! – krzyczała Dorothy, przytulając pieska.
Gdy dom w końcu opadł z głośnym hukiem, Dorothy otworzyła drzwi i ujrzała najbardziej niezwykły widok. Znalazła się w magicznej krainie pełnej kolorów. Zielone łąki, błękitne niebo, kwiaty we wszystkich kolorach tęczy. Nigdy nie widziała czegoś tak pięknego.
Nagle pojawiła się grupa małych ludzi – Munchkinów. Byli nie wyżsi niż dzieci, mieli okrągłe, rumiane twarze, nosili kolorowe ubrania i śpiewali radośnie. Za nimi szła piękna kobieta w iskrzącym się różowym stroju z koroną na głowie – Glinda, Dobra Czarownica Północy. Miała długie, złote włosy, łagodne niebieskie oczy i promienny uśmiech.
– Witaj w Krainie Oz, Dorothy. – powiedziała melodyjnym głosem Glinda. – Twój dom zabił Złą Czarownicę Wschodu!
– Zabiłam? Ja? – wykrzyknęła przerażona Dorothy.
– Zobacz. – wskazała Glinda na dwie nogi w pasiastych pończochach wystawające spod domu. – Uwolniłaś Munchkinów od jej tyranii.
Nagle nogi zniknęły, zostawiając tylko para rubinowych pantofelków. Błyszczących, czerwonych butów zdobionych tysiącami drobnych kryształków.
– Te pantofle są teraz twoje. – powiedziała Glinda, zakładając je Dorothy na stopy. – Mają magiczną moc.
– Ale ja chcę wrócić do domu, do Kansas. – płakała Dorothy.
– Musisz udać się do Szmaragdowego Miasta i poprosić Czarnoksiężnika Oza o pomoc. Idź żółtą ceglana drogą.Sama zobaczysz, że kraina Oz jest pełna przygód i przyjemności.
Glinda pocałowała Dorothy w usta, a jej dłoń powędrowała pod sukienkę dziewczyny, muskając wilgotną cipkę. Dorothy jęknęła, czując, jak palce wiedźmy penetrują ją delikatnie. Chciała zaprotestować jednak oddawała się przyjemności. Dorothy drżała, gdy Glinda następnie lizała jej sutki przez materiał bluzki. Dziewczyna chciała to przerwać jednak odczuwała przyjemność.
– To jedynie mały kawałek tego, co cię może spotkać. Podążaj dalej w swojej podróży, a się przekonasz jak tu może być przyjemnie. – powiedziała Glinda, a następnie magicznie zniknęła.
Dorothy zaczęła wędrówkę po żółtej drodze. Wkrótce dotarła do pola, gdzie zobaczyla Stracha na Wróble przybitego do słupa. Miał głowę z worka wypełnionego słomą, narysowana twarz z wielkim uśmiechem, ubrany był w stare, podarte ubrania i kapelusz. Jego oczy były namalowane, ale wydawały się przyjazne.
– Hej, ty! – zawołał Strach, machając słomianymi rękami. – Pomóż mi zejść! Wrony mnie tu powiesiły, myśląc, że jestem strachem na wróble.
Dorothy podeszła bliżej, wspięła się na palce i ściągnęła go na dół. Strach upadł na ziemię, rozsypując trochę słomy. Szybko się pozbierał, otrzepując ubranie.
– Dziękuję, śliczna dziewczyno. Nazywam się Strach. Idę do Szmaragdowego Miasta po mózg, bo bez niego czuję się pusty w głowie… i nie tylko.
Dorothy roześmiała się, ale zauważyła, jak jego słomiane spodnie wybrzuszyły się lekko.
– Pusty? – zapytała z ciekawością. – W jaki sposób?
Strach podszedł bliżej, jego słomiane dłonie dotknęły jej ramienia.
– Bez mózgu nie wiem, jak… zadowolić dziewczynę. Ale czuję, że w moim słomianym ciele jest coś, co pragnie ciepła twojej skóry.
Atmosfera zgęstniała. Dorothy poczuła dreszcz podniecenia. Ta dziwna postać była nieporadna, ale szczera. Strach przyciągnął ją do siebie. Zdjął jej sukienkę, odsłaniając pełne piersi. Jego słomiane palce delikatnie ugniatały sutki, sprawiając, że stwardniały. Dorothy jęknęła, zsuwając z niego spodnie. Jego kutas, zrobiony z ciasno upakowanej słomy, sterczał sztywno.
Uklękła, biorąc jego członka do ust. Ssała powoli, czując słomiane włókna pod językiem. Strach jęczał, jego ręce wplatały się w jej włosy. Potem położył ją na plecach, rozchylając nogi. Wsunął się w jej wilgotną cipkę. Ruchy były niezdarne na początku, ale z każdą chwilą zyskiwały rytm. Dorothy wiła się pod nim, jej biodra unosiły się, by przyjąć go głębiej.
– Jesteś… pełna życia! – wykrzyknął, przyspieszając pchnięcia. Jego słomiany kutas wypełniał ją idealnie.
– Oooooghhh….aaaaghhh…
Gdy oboje doszli, Strach wysunął się i spryskał jej brzuch nasieniem. Dorothy westchnęła z rozkoszy.
– Teraz pewnie czujesz się mądrzejszy.
– O tak…dziękuje Dorothy. – powiedział Strach.
– Także wybieram się do Szmaragdowego Miasta poszukując Czarnoksiężnika. Możemy wybrać się razem. – zaproponowała Dorothy, ubierając się.
– Pewnie, czemu nie. – odpowiedział Strach.
Droga wiła się dalej przez las, gdzie drzewa szumiały złowrogo. Dorothy i Strach natknęli się na zardzewiałą figurę opartą o pień. Był cały srebrny. To był Drwal z siekierą w zardzewiałej dłoni. Stał nieruchomo, jakby uśpiony.
– Co mu dolega? – zapytała Dorothy, dotykając jego zimnego metalu.
Strach pokręcił głową.
– Zardzewiał. Potrzebuje oliwy.
Znaleźli puszkę oliwy w jego kieszeni i nasmarowali stawy. Drwal ożył z zgrzytem, machając ramionami.
– Dziękuję! Jestem Blaszany Drwal. Rąbałem drzewa, aż siekiera ucięła mi serce. Idę do Czarodzieja po nowe, bo bez serca nie czuję… miłości.
Jego metalowe oczy błyszczały, patrząc na Dorothy. Blacha była chłodna, ale pod spodem pulsowało coś gorącego. Dorothy poczuła, jak jej serce bije szybciej. Ta bezduszna istota budziła w niej ciekawość.
– Miłości? – powtórzyła, podchodząc bliżej. – Może mogę ci pokazać, co to znaczy.
Drwal skinął głową. Dorothy wzięła jego kutasa z polerowanego metalu, gładki i lśniący, z oliwnym smarem na końcówce.
Jego palce, chłodne i twarde, pieściły jej cipkę, wślizgując się do środka. Dorothy jęknęła, czując kontrast zimna i jej gorąca.
– Ooooggghhh…
Ona objęła jego członka dłonią, masując go, aż stał się śliski od oliwy. Następnie rozebrała się i uklęknęła na czworakach, wypinając tyłek do Drwala. Drwal wsunął się w nią powoli, jego metalowe biodra pchały mocno, wypełniając ją po brzegi. Ruchy były mechaniczne, ale potężne. Każde pchnięcie wysyłało fale rozkoszy przez jej ciało. Strach przyglądał się z boku masując się po członku.
– Czuję… bicie twojego serca! – wykrzyknął Drwal, przyspieszając.
– Oooooggghh…
Gdy Dorothy doszła, jej cipka zacisnęła się wokół jego metalowego fiuta, a Drwal zadrżał, wstrzykując w nią strumień gorącego płynu. Miał wrażenie, że serce mu szybciej bije.
– Teraz czuję jakbym miał serce. – powiedział Drwal.
Dorothy zaproponowała mu dołączenie do niej i Stracha w podróży do Szmaragdowego Miasta. Drwal z radością do nich dołączył.
Las stawał się coraz dzikszy. Nagle Dorothy z Strachem i Drwalem słyszeli ryk. Nagle z krzaków wyskoczył ogromny Lew. Niegroźny, ale drżący ze strachu.
– Kim jesteś? – zapytała Dorothy, nie cofając się.
– Jestem… tchórzem. – mruknął Lew, kuląc uszy. – Chcę odwagi od Czarnoksiężnika. Bez niej boję się wszystkiego, nawet… bliskości.
Dorothy uśmiechnęła się, głaszcząc jego grzywę. Futro było miękkie, a pod nim biło szybkie serce.
– Odwaga przychodzi z zaufaniem. Pokażę ci.
Lew podszedł, liżąc jej dłoń. Jego język był szorstki, ale ciepły. Dorothy rozebrała się, kładąc na trawie. Lew położył się obok. Dorothy mogła zobaczyć jego dużego kutasa
– Nie bój się. – wyszeptała, biorąc go w dłoń. Masowała powoli, czując, jak rośnie. Lew mruczał, liżąc jej piersi, jego zęby delikatnie muskały skórę.
Ona uklękła, ssąc jego kutasa. Lew dyszał, jego łapy trzymały ją ostrożnie. Potem położył ją na plecach, wślizgując się w jej cipkę. Był ogromny, rozciągając ją boleśnie, ale rozkosznie. Pchał mocno, a jego futro ocierało się o jej skórę.
– Ooooogghhh…
– Jesteś odważna! – ryczał, gryząc lekko jej szyję. Dorothy krzyczała z rozkoszy, jej biodra spotykały jego pchnięcia.
Następnie Lew położył się na plecach. Dorothy usiadła na nim okrakiem, wkładając kutasa do cipki. Zaczęła poruszać się w górę i w dół. Wtedy potrzedł do niej Strach na Wróble, przystawiając kutasa do twarzy. Dorothy wzięła go do ust. Zaczęła go ssać, pieszcząc językiem. Wtedy też Blaszany Drwal podszedł do niej od tyłu. Nasmarował swojego metalowego kutasa oliwą, po czym włożył go do jej odbytu.
– Oooooogghhh…ooooghhh…
Zaskoczył Dorothy. Teraz wszyscy przyjaciele sprawiali jej przyjemność. W końcu po jakimś czasie każdy z nich osiągnął spełnienie. Strach na Wróble w ustach Dorothy, Blaszany Drwal w odbycie, a Tchórzliwy Lew w cipce.
Gdy razem skończyli Lew dołączył do reszty i czwórka ruszyła dalej do Miasta.
Szli razem żółtą ceglana drogą, śpiewając i pomagając sobie nawzajem. Strach na Wróble okazywał się bardzo pomysłowy, Blaszany Drwal był niezwykle życzliwy i czuły, a Lew często bronił ich, zapominając o swoim strachu.
W końcu ujrzeli Szmaragdowe Miasto – ogromną, lśniącą metropolię, gdzie wszystko było zielone. Budynki, drogi, nawet ludzie nosili zielone okulary. Gdy po kolei wchodzili do Sali Tronowej, Dorothy ujrzała gigantyczną, płonącą głowę bez ciała, Strach widział piękną kobietę w zielonej sukni, Blaszany Drwal zobaczył potworną bestię, a Lew ujrzał kulę ognia.
– Kim jesteście i czego chcecie? – zagrzmiał głos Oza echem po sali.
Każdy z nich wyjaśnił swoją prośbę.
– Spełnię wasze życzenia — powiedział Oz – ale mam warunki.
– Jakie? – spytała Dorothy.
– Pierwszy to taki, że musicie pokazać jak bardzo wam zależy.
Dorothy rozumiała, o co chodzi i rozebrała się do naga, zostając jedynie w pantofelkach. Wtedy przed sobą zobaczyła człowieka stworzonego z zielonej energii. Widziała jego dużego kutasa. Każdy z jej przyjaciół natomiast zajęty był przez strażniczki czarodzieja, które to musieli zaspokoić.
– Pokaż jak ci zależy, Dorothy Gale.
Dorothy złapała za jego fiuta. Zaczęła mu go masować. Zeszła na dół i zaczęła go lizać i ssać. Był bardzo duży. Bardzo jej się podobał i dobrze smakował. Wsuwała go do gardła, poruszając głową w górę i w dół. Czarnoksiężnikowi sprawiała przyjemność. Gdy skończyła, razem z nim położyła się na jego łożu. Calineczka usiadła okrakiem na jego kutasie i zaczęła się poruszać w górę i w dół. Oz poruszał biodrami chcąc dać jej większą przyjemność.
– Oooooooggghhhhg….aaahhhhh… – jęczała Dorothy.
Po jakimś czasie Oz ją przewrócił, a ona położyła się na łóżku. Podniósł jej jedną nogę do góry i wchodził w nią do końca. Posuwał z każdym pchnięciem coraz szybciej. Dorothy bardzo się to podobało. Odczuwała przyjemność ze stosunku. Masowała swoje piersi z wrażenia. W końcu pchnął ostatni raz i wystrzelił nasieniem prosto do środka. Dorothy także osiągnęła spełnienie.
W tym czasie też przyjaciele Dorothy skończyli wystrzeliwując nasienie na twarze strażniczek.
Dorothy dochodziła do siebie po tym, gdy Oz zaczął mówić.
– Dobrze, więc. Widzę, że wam zależy, więc mam drugi warunek.
– Jaki? – spytała Dorothy.
– Musicie zabić Złą Czarownicę Zachodu!
– Zabić? – wyszeptała przerażona Dorothy.
– To mój warunek. – odparł zimno Oz.
Nie mając wyjścia Dorothy i przyjaciele wyruszyli do zachodniego kraju, gdzie wszystko było szare i ponure. Zła Czarownica Zachodu obserwowała ich ze swojego zamku. Była chuda jak szkielet, miała zieloną skórę, długi haczykowaty nos, żółte zęby i nosiła czarny, postrzępiony płaszcz i spiczasty kapelusz. Jej oczy były małe, czarne i pełne złości. Miała duże piersi i tyłek.
– Te pantofle! – syknęła chciwie, patrząc przez kryształową kulę. – Muszą być moje!
Wysłała swoje latające małpy – przerażające stwory z wielkimi skrzydłami nietoperza i ostrymi szponami. Porwały Dorothy i Toto do zamku.
W zamku Czarownica próbowała ukraść pantofle, ale nie mogła ich zdjąć, dopóki Dorothy żyła.
– Będziesz moją służącą! – wrzeszczała Czarownica. – A pantofle w końcu będą moje!
Wykorzystała Dorothy i zmusiła do położenia się na jej łóżku. Rozebrała dziewczynę do naga, a następnie sama zdjęła swoje odzienie, odsłaniając nagie ciało.
Okrakiem usiadła na twarzy Dorothy, ta mimowolnie zaczęła ją ssać po zarośniętej cipce. Przesuwała językiem wzdłuż a także wkładała go do środka.
– Ooooghhhhh…służ mi dobrze…. – powiedziała Czarownica
Dorothy nie poprzestała i dalej ją lizała. Rękami ściskała jej duże pośladki. W końcu Czarownica obróciła się na Dorothy tak żeby ona też mogła jej lizać cipkę. Nawzajem sobie lizały. Czarownica wkręcała się coraz bardziej. Dorothy mimo wszystko czuła rozkosz. Wkładała język do środka, dodatkowo ją drażniąc. Czarownica zaczynała też wkładać palce do jej cipy. Jęczała z przyjemności, jednak jej twarz znajdujące się w cipce Czarownicy umożliwiała jej to. Po jakimś czasie obie były już bardzo blisko. Czarownica zaczęła drżeć z przyjemności, aż w końcu osiągnęła swoje spełnienie, a jej soczki wylały się na twarz Dorothy. Po jakimś czasie zeszła z niej. Dorothy wycierając się w końcu ubrała swoje rzeczy.
W końcu wykorzystując nieuwagę Czarownicy, Dorothy chwyciła wiadro z wodą i wylała je na Czarownicę.
– Nie! Nie woda! – krzyczała Czarownica. – Topnieję! Topnieję! Co za świat!
I rozpuściła się w kałużę zielonej mazi.
– Zabiłaś ją! – krzyczeli uwolnieni strażnicy, padając na kolana. – Dziękujemy!
Dorothy i przyjaciele wrócili do Szmaragdowego Miasta. Weszli do sali, ale Toto przypadkiem przewrócił parawan, za którym stał zwyczajny starszy mężczyzna o łysej głowie, siwych wąsach i w zwykłym garniturze, obsługujący skomplikowane mechanizmy i mówiący do mikrofonu.
– Jesteś oszustem! – wykrzyknął Strach na Wróble.
– Tak… – przyznał smutno Oz, opadając na krzesło. – Jestem tylko zwykłym człowiekiem. Byłem cyrkowym iluzjonistą z Omaha, który przyjechał tu balonem i ludzie myśleli, że jestem czarnoksiężnikiem.
– Ale nasze życzenia… – zaczęła Dorothy.
– Moi drodzy przyjaciele. Już macie to wszystko.
Dał Strachowi dyplom jako dowód jego inteligencji. Blaszanemu Drwalowi aksamitne serce w kształcie zegarka. Lew dostał medal za odwagę.
– A co ze mną? – zapytała Dorothy. – Jak wrócę do domu?
Nagle pojawiła się Glinda, spływając w różowej bańce światła.
– Moja droga. Zawsze mogłaś wrócić do domu. Pantofle mają tę moc.
– Naprawdę? Ale dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Bo nie uwierzyłabyś mi. Musiałaś się tego nauczyć sama. – wyjaśniła mądrze Glinda.
Dorothy uściskała swoich przyjaciół.
– Będę za wami tęsknić.
– I my za tobą. Nigdy cię nie zapomnimy. – odpowiedzieli razem.
Dorothy stuknęła obcasami i razem z Toto przy pomocy tornado udali się z powrotem do domu. Z nowymi wspomnieniami i żądzą na więcej przygód.
– Nie ma to jak w domu. – powiedziała cicho, choć w sercu zawsze będzie nosić wspomnienia o magicznej Krainie Oz.
O przyjaciołach, przygodach i przyjemnościach, jakie przeżyła. Na myśl o tym, co było w tej krainie robiło jej się mokro.
I tak Dorothy żyła w Kansas, doceniając każdy dzień ze swoją rodziną, ale czasami, patrząc na tęczę, zastanawiała się, czy gdzieś tam, daleko, jej przyjaciele też o niej myślą.
Dorothy oraz jej przyjaciele z krainy Oz żyli długo i szczęśliwie.
Koniec
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Parodia erotyczna bajki Czarnoksiężnik z Krainy Oz
Leave a Reply