Author: admin

  • Garsoniera – Alina, cz. 2.

    Część 2.    

    Bogatszy o doświadczenia z ostatnich dni, profilaktycznie trzymałem się na dystans wobec naszej atrakcyjnej koleżanki. Po przejściach z Aliną, zżymałem się, że muszę (!) zostać sam na sam z jedną z najatrakcyjniejszych kobiet z pracy. To jak lizanie cukierka przez szybę. Paranoja… Nawet byłem trochę przestraszony. Kiedy ponownie weszliśmy do parku, po kilkunastu metrach Pati zbliżyła się do mnie.

    – Przytul mnie – powiedziała spokojnym tonem. Nawet nie patrzyła na mnie.

    – Słucham? – kompletnie zaskoczyła mnie.

    – Na migi mam pokazać? – była trochę zniecierpliwiona. A potem… Potem objęła mnie wpół!

    Wzruszyłem lekko ramionami, nic nie rozumiejąc i też ją objąłem. Fajne uczucie. W końcu Pati była bardzo atrakcyjną dziewczyną. W pracy wielu, ba, bardzo wielu podrywało ją, adorowało, narzucało się, wręcz mobbingowało. Bezskutecznie. Potrafiła trzymać mężczyzn na dystans. Sam nigdy nawet nie próbowałem. Zdawałem sobie sprawę, że Pati była poza moim zasięgiem. Odpadałem w każdej dyscyplinie: prezencja, humor, perspektywa awansu, samochód, mieszkanie i dyscyplina dodatkowa: zarobki. W tej to nawet nie łapałem się do szerokiej kadry rezerwowych. A tutaj taki tekst…

    – Możesz mocniej mnie przytulić? – zapytała rzeczowo, patrząc mi w oczy.

    – Jasne, bardzo chętnie – odpowiedziałem nieco sztywno.

    Myślami błądziłem gdzie indziej. W końcu sygnał od Aliny nieodwracalnie poprawił mi humor. Paradoksalnie byłem w sytuacji wymarzonej przez innych, ale gdybym nawet miał fotki z naszych uścisków, to i tak w pracy pewnie wszyscy jedynie gratulowaliby mi perfekcyjnego opanowania obsługi Photoshop’a.

    *

    Nie wiem, jak to się stało. Czy ona przyspieszyła, czy ja nieco odwróciłem się, słysząc jakiś hałas za nami? Może ona chciała coś powiedzieć i odwróciła się? W każdym razie nagle moja dłoń nie obejmowała jej ramienia, tylko dotykała piersi schowanej pod białą koszulką i lekkim żakietem. Nosiła stanik z delikatnego materiału. Czyli jej piersi były jędrne i nieźle sterczały! Momentalnie zesztywniałem ze strachu. Oczyma wyobraźni widziałem jak wrzeszczy na mnie za ten seksualny atak.

    – No, nareszcie – westchnęła wyraźnie zadowolona. Nieco wolniej odczuwałem przyjemność płynącą z macania atrakcyjnej koleżanki. Spojrzałem na nią: 

    – Masz ochotę na więcej? Ze mną? – wolałem upewnić się.

    – Tak. Widziałam ciebie w naszej siłowni i na korcie. Kawał byczka z ciebie. Taka klata! – sapnęła.  Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Po doświadczeniach z Aliną stałem się ostrożny. Lekceważąco wzruszyłem wolnym ramieniem: 

    – Jasne, jest co podziwiać, bo chyba tylko ja korzystam z tej siłowni – podniosłem palec. – Uwzględnij w moim CV, że uprawiam też, dość regularnie, jogging. – Ale już nie słuchała mnie: 

    – Mamy tutaj dość miejsca – rozejrzała się po parku. Bez słowa ściągnęła mnie ze ścieżki. Pod potężnym dębem, skutecznie osłaniającym od światła latarń przycisnąłem ją do pnia. Upuściła torebkę. Zaczęliśmy całować się. Rozpiąłem jej kostium, podniosłem bluzeczkę i rozpiąłem stanik. Naprawdę miała świetny biust.

    – No, świetny masz biust – westchnąłem podniecony.

    – Nie pieprz. Zerżnij mnie – stęknęła podniecona, sięgając do mojego krocza. Masowała mojego twardniejącego penisa, patrząc mi w oczy. Jej dłoń stawała się coraz bardziej natarczywa.

    – Uspokój się, bo wytrysnę w spodnie – chłodny, rzeczowy ton przywołał ją do porządku. Jej dłoń znieruchomiała. Spojrzała w dół, podniosła głowę i patrząc mi w oczy, rozpięła rozporek spodni, a potem ze slipów wręcz wyszarpnęła twardego penisa. Znowu zaczęła go masować. Śluz wyciekł na jej dłoń. Podniosła zwilżoną dłoń do ust i cały czas patrząc mi w oczy, wylizała. Puściłem piersi, przycisnąłem ją do siebie i rozpiąłem guzik, a potem zamek spódniczki. Lekko pociągnąłem i spódniczka opadła na trawę. Wyszła z niej. Bez słowa puściła penisa, odwróciła się tyłem, stanęła w lekkim rozkroku i oparła dłońmi o drzewo. Powoli ściągnąłem stringi. Podniosła jedną nogę, zostały na drugiej. Wyczuwałem jej zniecierpliwienie. Dotknąłem warg sromowych, potarłem palcami łechtaczkę. Syknęła. Już była mokra! Śluz z cipki wtarłem w penisa i żołędziem powoli dotknąłem warg, przesuwałem między nimi, napierałem na pochwę. Głęboko westchnęła. Wypiąłem biodra, przyciskając ją penisem. Palcami dotknęła łechtaczki.

    – Fajną masz dupkę – poklepałem ją po pośladkach.

    – Rżnij! – rozkazała natarczywym tonem. Była gotowa. Podniecona i niecierpliwa. Jakby spieszyła się. Uśmiechnąłem się nieznacznie. Miętosiłem pośladek. Trzymanym członkiem znowu przesuwałem po wargach i między nimi. Jej soczkami nawilżałem członek.

    – Spokój – zarządziłem.

    – Proszę… – jęknęła znacznie ciszej i namiętnie. Palcami cały czas pocierała łechtaczkę. Nagle, bez ostrzeżenia, jednym gwałtownym, wręcz brutalnym ruchem wszedłem do pochwy. Głęboko. Uderzyłem o macicę. Zadarła głowę, krzyknęła namiętnie i oparła się głową o pień. Nogi ugięły się pod nią. Czekałem dłuższą chwilę aż dojdzie do siebie. Potem ruchałem ją w stałym rytmie. Wiedziałem, że na początku zaliczyła niespodziewany orgazm. Zacząłem wpychać palec do odbytu. Nie protestowała. Rozpędziła się i mocno trzymając pnia, zrzuciła szpilki. Stała boso i natarczywie domagała się, żebym ją wyjebał. Lubiła wulgarne słownictwo. W końcu wsadziłem palec do pupy i ruchałem w drugą dziurkę. Wyjąłem go, nachyliłem się, przytknąłem do jej twarzy i poleciłem:

    – Liż!

    – Nie! – odwróciła głowę w lewo. Puściłem biodro, ruchałem ją nadal i bez ostrzeżenia uderzyłem w policzek.

    – Liż, kurwo! Tak długo będę bił, aż wyliżesz! – sapałem nad jej głową.

    *

    Rewanżowałem się za Alinę… I to jak! Puściły hamulce. Odreagowywałem cały stres tamtego nieporozumienia. Patrycja odwróciła głowę w prawo i otworzyła usta. Z uśmiechem satysfakcji wepchnąłem palec. Poczułem ciepło jej ust, usta zaciskające się na moim palcu, język powoli, niechętnie, a potem coraz szybciej oblizujący mój palec. Wyjąłem go i ponownie zanurzyłem w odbycie. Poruszałem nim teraz bardziej energicznie. Pati też odczuwała satysfakcję z takiej penetracji. Wyjąłem go i ponownie wsadziłem w jej usta. Już nie musiałem nic mówić. Chciała tego. Powtórzyłem tę zabawę raz jeszcze i wepchnąłem dwa palce do odbytu.

    – Och, nie! Proszę! – ton był błagalny i namiętny. Wyjąłem palce z odbytu i wetknąłem w usta.

    – Ej, jesteś tutaj do wyjebania! Zamknij się i liż! – wyjąłem lizane palce z jej ust. – Zrozumiałaś?

    – Tak, ale chcę… – szepnęła namiętnie.

    – Jesteś kurwą? – przerwałem jej.

    – Tak – jęknęła. Drżały jej nogi.

    – Całym zdaniem.

    – Jestem kurwą – szepnęła zadowolonym tonem. Zacząłem mocniej uderzać członkiem. Chwyciłem lewą dłonią za włosy i pociągnąłem głowę do góry aż stęknęła, dwa palce prawej dłoni znowu wetknąłem do odbytu.

    – To kurwo, otwórz obie dziury! Gdzie mam się zlać? Do pyska kurwy?

    – Nie! Chcę do pizdy! Kurwa chce do pizdy. Proszę… – Po raz ostatni wepchnąłem dwa palce do ust. Trzymając dłonie przy jej głowie nie wytrzymałem długo tego tempa i wytrysnąłem. Reakcja jej ciała, napięcie mięśni, spazmatyczny jęk wskazywały, że doszła tuż po moim wytrysku. Szarpnąłem ją za włosy i posadziłem dziewczynę na trawie. 

    – Obciągnij jeszcze – poleciłem. W końcu uznałem, że wystarczy i kazałem schować penisa do spodni. Była zadowolona. Sprawnie spakowała mnie. Pomogłem jej pozbierać rzeczy i zanim się zorientowała, szarpnąłem ją za włosy i po chwili pochylona biegła przy mnie ze szpilkami, spódniczką i torebką w dłoniach. Specjalnie szedłem długimi krokami. Dreptała na palcach po trawie, bojąc się nadepnąć na jakąś gałąź. Nagie piersi podskakiwały przy każdym kroku. W innej sytuacji nie potrafiłbym oderwać od nich wzroku. Goła pupa zaczęła połyskiwać im bardziej zbliżaliśmy się do ścieżki.

    *

    – Stefan, zaczekaj – nieśmiało protestowała.

    Nie zareagowałem. Kiedy zatrzymaliśmy się na ścieżce pod latarnią, wolną ręką wyjąłem komórkę.

    – Odłóż rzeczy na bok. Szybko – poleciłem.

    – Stefan, co ty robisz? – była zdezorientowana i przestraszona. W odpowiedzi wyszarpnąłem spódniczkę z jej dłoni i rzuciłem w krzaki. Przerażona moją gwałtownością, krzyknęła cicho.

    – Słuchaj mnie, bo zostaniesz tutaj naga. Więcej nie będę powtarzał – ostrzegłem ją.

    – Stefan, proszę – błagalny ton, ściśnięte nogi, szpilki i torebka kurczowo przyciskane do nagich piersi. Tak wyglądała teraz wreszcie zdobyta, wyniosła, atrakcyjna Pati. Podniosłem komórkę: 

    – Rzuć wszystko na ziemię – poleciłem.

    – Stefan, błagam cię! Co ty robisz? – kurczyła się, rozglądała przerażona i znowu wpatrywała we mnie.

    – Ostrzegałem – powiedziałem cicho i podszedłem do niej szybko. Zanim zareagowała, torebka i buty właśnie lądowały w trawie.

    – Nie! Proszę, nie! – błagała, szukając wzrokiem swoich rzeczy.

    – Chodź do mnie! – poleciłem. – Chodź do mnie! – powtórzyłem, kiedy wpatrywała się we mnie, nie mogąc zrobić kroku. Bała się. I podeszła. Odsunąłem się i zrobiłem pierwsze zdjęcie.

    – Stefan, błagam cię, chodźmy stąd. Chcę do hotelu! – załkała, obejmując się rękoma.

    – Podnieś głowę, zrób, co każą, a za kilka minut będziesz ubierać się. Więc jak? 

    Milczała. Rozglądała się nerwowo. Spojrzała na mnie.

    – Więc jak? – głośniej powtórzyłem pytanie.

    Dotarło do niej. Pokiwała głową. Wyprostowała się, znowu spojrzała w moim kierunku. Zrobiłem zdjęcie i jeszcze jedno.

    – Zdejmij żakiet – poleciłem.

    – Przecież… – spojrzała na mnie błagalnie. Patrzyłem surowo. Zamilkła zrezygnowana. Zdjęła żakiet i położyła na brzegu alejki. Pstryknąłem zdjęcie. Stała przodem w rozkroku, bokiem, potem z koszulką i stanikiem na plecach, eksponując piersi. Potem z rozciągniętą pochwą przodem i tyłem, wypinając się do mnie. Zawsze z widoczną twarzą. Przyniosłem szpilki, a ona ubrała je. Jakimś cudem pończochy nadal były całe. Powtórzyliśmy kilka ujęć.

    – Daj mi szpilki – wyciągnąłem rękę.

    Podała milcząc, ale uległym, gorliwym gestem. Złamałem ją.

    – Teraz ubieraj się – powiedziałem łagodniejszym, prawie obojętnym tonem, sięgając po buty. – Cholera, ale potrafię być brutalny – zadumałem się na chwilę. – I są takie, które to lubią. Na moje szczęście.

    *

    Pokój oświetlały dwie lampki stojące na stolikach za tapczanami ustawionymi pod ścianami. Okna na wąskiej ścianie nie zdołały już zasłonić. Kiedy Elżbieta dotarła do łóżka, włączyła światło, a potem telewizor. Był ustawiony na kanał z muzyką. Nikt nie protestował. I nikt się tym nie zainteresował.

    Odwróciła się i zobaczyła Sebastiana namiętnie całującego się z Małgosią. I to jak! Zachowanie Sebastiana nie zaskoczyło jej. W końcu facet, czemu tu się dziwić… Taki trzydziestolatek, jeżeli z tydzień pości, to rzuci się na wszystko, co nie ucieknie na drzewo. Ale Małgosia? Ma 40 lat, dość krótki staż małżeński, więc na razie nie powinna szukać nowych partnerów do seksu. A jednak!

    Ela w zasadzie bez wahania zgodziła się na propozycję Zosi, przeniesienia spotkania do hotelowego pokoju. Rozmawiały o tym wcześniej. Chciały zaszaleć. Siedziała z nim Małgosia, ale i ona aprobowała pomysł wypicia alkoholu w pokoju. Sześć osób w windzie stanowiło niezły pretekst, żeby zacząć ściskać się. Skwapliwie skorzystali z nadarzającej się okazji. Sebastian mocno i niedwuznacznie obejmował ją, kiedy zbliżali się do drzwi pokoju. Wychodząc z windy byli już po imieniu. W ogóle od samego wejścia, a nawet wcześniej, panowie okazali się bardzo natarczywi. Ich gesty, słowa nie pozostawiały wątpliwości. W zasadzie żadna nie zdołała nic powiedzieć, kiedy każdy z nich od razu zajął się jedną kobietą. Żadna głośno nie zaprotestowała.

    *

    Elżbieta leżała na plecach, na swoim tapczanie, i ciężko oddychała. Mężczyzna klęczał obok tapczanu, trzymał głowę między jej nogami, odsunął majtki i agresywnie pieścił łechtaczkę. Blondyna trzymała go za głowę i coraz głośniej stękała. Szeroko rozrzuciła nogi w grafitowych pończochach i czarnych, delikatnych szpilkach. Fryzura wzmocniona lakierem już dawno straciła swój kształt. Zaczerwieniona z podniecenia kobieta nie myślała o tym. Z ażurowego czarnego stanika wystawała jedna pierś macana przez kochanka. Zanim położyła się na tapczanie szybko zdjęła garsonkę z małym dekoltem, pod którą był tylko stanik. Mężczyzna przez głowę ściągnął koszulę, a potem resztę swoich rzeczy. Wtedy zobaczyła grubego penisa. Od razu była mokra! Nie kryła swoich potrzeb. Patrzyła pożądliwie na jego penisa. Facet pchnął ją na tapczan. Chciała podnieść się, ale przytrzymał ją ręką, a drugą od razu sięgnął do jej krocza. Jeszcze popatrzyła na grubego penisa. Chętnie poddała się.

    *

    Na drugim tapczanie na boku leżała Zofia, koleżanka Eli z pracy, również 46-latka. W centrali firmy pracowały w tym samym pokoju. Patrzyła na Elżbietę i cicho stękała. Z kolei jej kochanek był znacznie szybszy. Gdy obmacywali się stojąc, nakłonił kobietę do zdjęcia garsonki. Potem prawie zdarł z niej elegancki top. Kobieta nie zdążyła nawet zareagować. Od razu przytulił ją i całował, a drugą ręką macał jej biodro i ściągał majtki. Nie zdołała skutecznie zaprotestować. I nie chciała. Im mężczyzna był bardziej natarczywy, tym bardziej słabł jej opór. Dobrze czuła się w jego ramionach. Wypity alkohol dodał jej pewności siebie, więc chciała zaspokoić swoje potrzeby. Tutaj były praktycznie anonimowe. to dodawało im

    Dwie koleżanki, znane w zasadzie tylko z pracy, również obściskiwały się z facetami, więc Zofia dała się ponieść pożądaniu. Mąż od dawna nie przejawiał nią takiego zainteresowania jakie pamiętała po  upływie kilku lat od ślubu, więc teraz, po tylu toastach i jeszcze drinkach w hotelowym barze, chętnie zabrały facetów do siebie. Miała ochotę na seks i zdecydowała się zaszaleć! Ela i Małgosia nie protestowały. Mogła biec do windy.

    Kiedy rozpinał jej stanik, niecierpliwie rozpinała jego spodnie. Delikatnie głaskała sterczące slipy. Była zafascynowana tym widokiem. Kładła się na tapczan w szpilkach i pończochach. Nie wstydziła się swojej sylwetki. Dzięki aktywności zachowała szczupłą sylwetkę, a farbowane blond włosy też odejmowały jej lat. Mężczyzna płynnym ruchem zsunął spodnie i slipy. Usiadł na tapczanie i szybko zdjął skarpety z butami. Leżał za nią w samej koszuli i całował po karku. Była nieco zdeprymowana, ale przede wszystkim podniecona. Była żądna wrażeń! Sięgnęła i znalazła sterczącego, twardego penisa. Poczuła wilgoć w pochwie. Już doszła?!

    Czekała aż mężczyzna zajmie się nią. Nie pamiętała jego imienia. Ważne, że był zadbany, miał czyste paznokcie, świeżą koszulę i wiedział, do czego służy mydło. Mężczyzna podniósł jej nogę i przysunął się do niej. Facet też był podniecony. Masując penisa, rozcierała wyciekający śluz. Powoli zaczęła wpychać penisa do pochwy. Poczuła go! Penis od razu mocno uderzył w ściankę. Przymknęła oczy. Wysunął się i uderzył ponownie. Aż przesunął ją na tapczanie. Na ustach pojawił się uśmiech. Facet powoli, dla niej wręcz za wolno, wysuwał penisa, ale jak już uderzył… Na to czekała! w pewnym momencie ona podtrzymywała swoją nogę, a mężczyzna zdejmował koszulę. już nagi, chwycił jej nogę i ruchał ją w jednym rytmie. Co za uczucie… Cicho kwiliła i patrzyła na lizaną Elkę.

    W końcu facet przestał ją lizać i szarpnięciami ściągnął z niej majtki i gdzieś odrzucił. Przy okazji spadły jej szpilki. Facet miał grubego kutasa. Zosia jeszcze takiego nie widziała. Mimo tego facet bez problemu wszedł w Elę, wyrywając z niej głośny, gardłowy krzyk. Musiała być nieźle nawilżona. Facet oparł się na przedramionach, przytrzymał ją za ręce i zaczął ruchać. Ela rzucała głową na boki i stękała. Była zadowolona. Bardzo zadowolona! Zosia głaskała swoją cipkę i dotykała penisa, który się w nią wciskał. Sam dotyk bardzo ją podniecał.

    – Też go chcę! – pomyślała, kiedy widziała jak z cipki Eli wysuwał się ten gruby kutas. Z pożądania aż oblizała wargi. Chciała dzisiaj więcej. Jak najwięcej! Za każdym razem najlepszy seks miała po alkoholu.  

    *

    Facet, który ruchał Elę, spojrzał na nich i puścił oko do kolegi.  

    – Dobre jebanie, co, Jurek? – zaśmiał się facet, rżnący Zosię.

    – No – pokiwał głową Jurek. – Jeszcze trochę wrażeń nas czeka – mówiąc to, kiwnął głową do tyłu. Zosia też tam spojrzała.

    Małgosia stała w pończochach tyłem do nich. Oświetlało ich światło z przedpokoju. Jej spódniczka i żakiet leżały na podłodze, obok ciuchów nagiego Sebastiana. Para całowała się i wzajemnie pocierali swoje narządy. Chłopak robił to dość łagodnie. Dłoń i ramię Gosi poruszały się w szybkim rytmie. Chłopak nagle wycofał biodra i powstrzymał dłoń masującą penisa. Spojrzał w oczy kobiety, a potem z pomocą jej ręki, wszedł do pochwy. Małgosia głośno westchnęła, oparła głowę na jego ramieniu, a ręce położyła na karku. Pojękiwała, gdy w rytmie wbijał w nią twardego penisa. Słyszało się radość w tych jękach. Przy silniejszych uderzeniach wznosiła się na palce. Widział czerwone paznokcie u stóp. Widział napinane mięśnie, kiedy uderzał penisem. Słyszał jej namiętne pojękiwania. Czuł jej gorący oddech. Chciała tego.

    *

    Jurek zatrzymał się i wyszedł z Eli. Kobieta spojrzała na niego zdziwiona.

    – Tadek, zmiana! – rzucił do kolegi i zsunął się z tapczanu.

    Ela zaskoczona patrzyła na kochanka. Nie wierzyła w to, co się dzieje!

    Tadek kiwnął głową, opuścił nogę Zosi i wysunął się z niej.

    – Ale o co chodzi? – Zosia był zaskoczona i zaniepokojona. Widziała nad sobą kołyszącego się, sterczącego penisa. Na twarz spadło kilka kropli śluzu, kiedy Tadek, schodząc z tapczanu, stanął nad nią w rozkroku.

    – Spokojnie, jeszcze wrócę – Tadek poklepał ją uspokajająco po pupie i ścisnął pierś. Zosia patrzyła na niego zaskoczona, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Jurek już kładł się za nią.

    – No, podnieś nogę, piękna. Zaczniemy tak, jak skończyłaś z kolegą.

    Zaskoczona kobieta posłusznie podniosła nogę i poczuła grubego penisa, który jeszcze przed chwilą był w Eli, a teraz właśnie ją wypełniał. Westchnęła. Nie potrafiła zdusić w sobie tego wrażenia.

    – I jak? Spory jest, nie? Kobiety lubią, kiedy im dogadzam. Jeszcze ci dupę przeoram, suczko.

    – O, nie! Proszę! Nie w odbyt!

    – Dobra, dobra! Wyruchamy ciebie i koleżankę. Będziecie zadowolone. Ta trzecia też jeszcze skorzysta – obiecał Jurek i zaczął mocniej uderzać.

    Zosia próbowała walczyć z sobą, ale szybko poddała się i wbiła twarz w poduszkę, żeby móc wrzeszczeć. Ależ on trafiał!

    Ela patrzyła zdziwiona na mężczyznę, który podszedł do tapczanu.

    – Ale przecież… – zaczęła nieśmiało protestować.

    Tadek bez słowa splunął na jej twarz. Z wrażenia zapowietrzyła się. Splunął po raz drugi. Na twarz kobiety położył twardego penisa, z którego wyciekał śluz. Zaczął pocierać nim po całej twarzy, rozsmarowując ślinę i mieszając ze śluzem. Zebrał tę mieszankę na penisa i przycisnął do jej ust:

    – Obciągaj – polecił stanowczo.

    Po chwili wahaniach pozwoliła wepchnąć penisa w usta. Wszedł głęboko i gwałtownie. Z wrażenia aż uniosła stopy. Dławiła się. Obciągała i przytrzymywała członek dłonią, broniąc się przed nadmierną penetracją. Facet sprawnie ukląkł nad jej twarzą. Chwycił głowę z tyłu i unosząc ją, ruchał w usta. Czasami szarpnął biodrami, wchodząc aż po jądra. Wtedy wierzgała nogami. Nagle wyszedł, położył się za nią, wszedł do pochwy i zaczął ruchać od tyłu. Przetoczona na bok patrzyła na koleżankę.

    Zosia właśnie puściła poduszkę, mimowolnie odsłoniła twarz i uśmiechała się szeroko. Nie otwierała oczu. Przeżywała orgazm. Jurek dalej rżnął ją. Tyle zapamiętała, bo nadpływająca rozkosz zmusiła Elę do przymknięcia oczu.

    Sebastian siadł w fotelu. Małgosia przytrzymała penisa i wepchnęła go do pochwy, siadając twarzą do kochanka. Wtedy rozsunął nogi. Uśmiechali się do siebie. Gosia na zmianę, energicznie i powoli ujeżdżała chłopaka. Czasami potrząsała głową. Jej czarne włosy lśniły w świetle z przedpokoju, a opalone ciało świetnie prezentowało się na tle białych pończoch i połyskującego, złotego łańcuszka, zdobiącego szyję. Sięgnął do jej pełnych piersi. Czuł zapach jej perfum. Zawsze miał ochotę na seks z nią, a teraz jeszcze te dwie babki… Zapowiadało się ostre ruchanie trzech starszych koleżanek z firmy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zdobycz

     

    Siedziałem przy barze i piłem drinka. To już drugi, ale barman zerknął na mnie wymownie i zrozumiałem, że siedzę zbyt długo albo piję zbyt mało. Już wiedział, że na mnie nie zarobi.

    – Spadaj, chłopie. I tak walisz wszystkich na porcjach – powiedziałem w myślach, obserwując go ledwie kątem oka. Młody chłop, ale swoim wyglądem nie zachęcał do picia. Wręcz odwrotnie.

    Nie zamierzałem dużo pić. Lubiłem alkohol, chyba jak każdy, ale musiałem dbać o sylwetkę. Kobiety nie lubią biednych. Nie lubią też otyłych, a ja broniłem się przed nadwagą. Ćwiczyłem regularnie: jogging, siłownia, pływanie. Z rzadka tenis. Na wyjazdy na narty za granicę nie było mnie stać. Zarabiałem tyle, że mogłem spokojnie żyć, coś odłożyć. Co roku zaliczałem wypady za naszą zachodnią granicę, kiedy zaczynały się sezonowe wyprzedaże. Mieszkanie odziedziczyłem po babci i od ośmiu lat wiodłem bogate w wydarzenia życie singla. Nie mogłem narzekać. Według moich kryteriów:  było świetnie.

    *

    Mam 33 lata i ciągle ochotę na nowe znajomości. Dla mnie nowa znajomość oznacza też seks z nową dziewczyną. Nigdy nie nalegam, ale nie lubię jednorazówek. Na ogół po kilku spotkaniach dziewczyny widziały, że formuła naszej znajomości wyczerpuje się. Ale z seksu były zadowolone! Rozstawaliśmy się bez żalu i pretensji. Nie miałem stałej dziewczyny. Czasami pomieszkiwała u mnie jakaś osiemnastka albo studentka, ale z założeniem, że dajemy upust naszej rozrywkowej naturze, a nie tworzymy podwalin dla poważnego związku.

    Raz zdarzył mi się układ ze znacznie starszą kobietą. Na imię miała Alicja, w trakcie rozwodu, naprawdę zamożna babka, blondynka po 50., zadbana, o świetnym wyglądzie, sporym biuście i otwarta na różne pomysły. A tych, wierzcie mi, miałem sporo. Nie wszystkie spodobały się kobiecie, ale realizacji żadnego nie chciała sobie odmówić. Chciała spróbować wszystkiego. No, ideał kobiety! Według mnie nie była nimfomanką, ale chyba intensywnie nadrabiała zaległości z iluś lat. Jednak po paru tygodniach przekazałem ją koledze z pracy. Na gwałt szukał czegoś egzotycznego na męską imprezę, a ja byłem nią już trochę znużony. Nawet był zadowolony po imprezie. Ponoć ona również. Nawet z gwałtu była zadowolona. W końcu zerżnęło ją co najmniej sześciu chłopaków! Nigdy więcej nie odezwała się do mnie. Wiedziałem, że moja wada w dłuższej perspektywie skreśla mnie z listy jej potencjalnych znajomych: miałem tylko jednego penisa. A poza tym działałem w pojedynkę, chociaż zdarzyły się i dwie dziewczyny…

    Najfajniejsze były spotkania w piątkowy i sobotni wieczór. Dwa wieczory, dwie różne dziewczyny, więc świetnie odpoczywałem po monotonnym i męczącym tygodniu pracy. Zwłaszcza, jeżeli różniły się temperamentem, wyglądem i wiekiem. Oczywiście, taki weekend to był ideał, ale bywały.

    *

    Właśnie czekałem na kolejną dziewczynę. To będzie nasza pierwsza randka. Poprzednie spotkanie miało charakter informacyjny, więc było bardzo krótkie. Kamila spóźniła się, a na mnie czekały inne zobowiązania, więc najwyżej po dziesięciu minutach pożegnaliśmy się. Dzisiaj spóźniała się dwadzieścia minut, czyli jak zwykle, ale nauczony doświadczeniem, cierpliwie czekałem. Wysłała smsa, że spóźni się, więc siedziałem nad drinkiem. Takie roztrzepane, spóźnialskie z reguły są łatwiejsze, bo mniej skomplikowane. Jeżeli nie przyjdzie, trudno, znajdę inną. Nie wyrzucałem telefonów byłych dziewczyn. Czasami, chociaż rzadko, okazywały się przydatne.

    *

    – Cześć, strasznie cię przepraszam. Miałam spotkanie z klientem i nieoczekiwanie przedłużyło się.

    – Cześć, nie ma sprawy. Dzisiaj mam czas – uśmiechnąłem się łagodnie. Nie załapała sarkazmu.

    – Tak? To fajnie – rozejrzała się. – Zostajemy tutaj?

    – Znasz lepsze miejsce?

    – Nie, chyba nie, ale chciałam usiąść przy stoliku.

    Rozejrzałem się. Uniosłem brodę i wskazałem kierunek.

    – Tam jest wolny stolik. Masz ochotę na coś?

    – Yhm – kiwnęła głową. – Może kieliszek wytrawnego wina?

    Zamówiłem wino, jakieś ciastka i dla siebie herbatę. Poszliśmy do stolika. Kiedy już rozmawialiśmy, kelnerka przyniosła zamówienie. Kamila rozgadała się. Kiwałem głową, słuchając jej i przyglądałem się. Blondynka, dzisiaj włosy spięła w koński ogon, 30 lat, opalona, delikatny makijaż, perłowa szminka, jeszcze szczupła, ale znad spodni wystawał drobny wałeczek tłuszczu. Ubrała dopasowane, jasne dżinsy i żółte, pastelowe sandałki na szpilce. Całości dopełniała zgrabna, mała żółta torebka na długim, wąskim pasku. Miała błękitne oczy, więc paznokcie u dłoni pomalowała białym i niebieskim lakierem. U stóp tylko białym. Dzięki temu opalone, zadbane stopy wyglądały… erotycznie. Trudno mi znaleźć trafniejsze określenie. Ładna, seksowna dziewczyna w białym T-shircie, który podkreślał jej opaleniznę. Mężczyźni, również ci, którzy byli w towarzystwie kobiet, oglądali się za nią, kiedy weszła do kawiarni. Zjedliśmy ciastka, skończyliśmy wino. W końcu znudziłem się jej monologiem.  

    – To co? Idziemy na spacer?

    – Chętnie – uśmiechnęła się.

    Zapłaciłem i wyszliśmy. Niezbyt dyskretnie spojrzała na zegarek. Zirytowałem się, ale nie dałem nic po sobie poznać.

    Spacerowaliśmy około pół godziny. Fajnie nam się rozmawiało. Był w niej coś takiego. Trudno był mi to określić, ale… Jakaś rutyna w rozmowie. Wystudiowane gesty, udające zainteresowanie. Miałem ochotę na seks i czułem, że ona również. Wybrałem taki kierunek, żeby znaleźć się w pobliżu mojego mieszkania. Odniosłem wrażenie, że trochę niecierpliwi się.

    – Mieszkam o tu, niedaleko. Zapraszam na kawę albo coś mocniejszego.

    Uśmiechnęła się rozbawiona i kiwnęła głową. Chwyciła mnie pod ramię i szybkim krokiem skierowaliśmy się do bramy kamienicy. 

    *

    W końcu wróciła z łazienki. Stanęła w drzwiach i jej widok na chwilę zaskoczył mnie. Była naga. Stała w samych sandałkach na szpilce. Dłonie opierała o futrynę. Prawą nogę ugięła w kolanie i skierowała nieco do środka. Rozpuściła włosy, które teraz swobodnie spadały na ramiona. Światło rozświetlało jej włosy. Uśmiechała się zalotnie. Szczupła i takie duże, prawie sterczące piersi! Stała w drzwiach i bez skrępowania prezentowała swoje walory! A miała co! Wyglądała naprawdę efektownie. Cierpliwie pozwalała mi obejrzeć się i docenić jej urodę. Imponowała i podniecała mnie jej bezpruderyjność.

    – No, odezwiesz się? – usta ozdobił szeroki uśmiech. Jej nie speszyło moje milczenie.  

    – Nie spodziewałem się… – zacząłem i wstałem. Nie dokończyłem zdania. Zaskoczyła mnie swoim wejściem. Powoli podszedłem do niej. Penis zaczynał sterczeć. Objąłem ją i zacząłem całować. Oddała pocałunek. Puściła futrynę, objęła mnie i przywarła całym ciałem. Członek był już twardy.

    – O, tiger! Już masz ochotę – stwierdziła szeptem, kiedy odsunęła się od moich ust. Delikatnie dotykała krocza. Skoro jesteś gotowy… – Nie dokończyła.

    Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę. Głośno zaśmiała się. Kołysała nogami. Położyłem ją na kanapie, szybko rozpiąłem i zdjąłem koszulę, spodnie zsunąłem razem ze slipkami. Buty i skarpety. Nareszcie! Nachyliłem się nad nią. Prowokacyjnie poruszyła biodrami i piersi zakołysały się. Były pełne, jędrne, a brodawki już sterczały. Potrafiła zachęcić… Chociaż wcale nie musiała!

    – Czekaj! Teraz ja – wtrąciła się. Przekręciła się na bok, oparła głowę na prawej dłoni, a lewą zaczęła masować penisa.

    Wyprostowałem się. Jej ruchy były bardzo delikatne, a moje podniecenie mimo tego jeszcze rosło! W końcu cofnąłem biodra. Penis wypadł z jej ręki. Spojrzała na mnie zdziwiona.

    – Nie chcę od razu się spuścić– wyjaśniłem.

    *

    Ależ ją wyobracałem! Wszedłem od przodu, kiedy leżała na plecach. Jaki poślizg! Żadnego oporu. No, super! Albo była tak podniecona, albo nawilżyła się. Przed wejściem szybko naśliniłem penisa. Spieszyłem się. Miałem na nią ochotę, a i ona, swoją prowokacyjną postawą, wyglądała na głodną seksu. Kiedy ruchałem ją, włosy leżały rozrzucone wokół jej głowy. Patrząc na mnie z uśmiechem, oparła dłonie na ramionach. W końcu nie wytrzymała i zaczęła pojękiwać.

    – Nie skrzywdzisz mnie? – zapytała z wysiłkiem. Uważnie patrzyła mi w oczy.

    – Nie! Tylko solidnie wyrucham! – obiecałem, stękając. Uspokojona przymknęła oczy i znowu cicho jęczała. Mniej więcej ustaliliśmy, co zrobimy.

    Uzgodniliśmy w mailach, że ja dominuję, a ona jest uległa. Nie chodziło nam o typowy układ sado-maso. No, przynajmniej dzisiaj. Nie wychodząc z niej, ułożyłem ją na boku, przemknąłem pod nogą i przylgnąłem od tyłu. Powoli poruszałem w niej penisem, a dłonią pocierałem sutek i brodawkę. Stękała. Chwyciłem brodawkę i zacząłem ją skręcać. Głośniej stękała i machała dłonią aż w końcu naprężyła całe ciało i położyła dłoń na mosznie. Jeszcze mocniej ścisnąłem brodawkę. Głośno jęczała. Drugą dłonią odgarnąłem włosy i delikatnie przejechałem zębami po karku. Zaniepokojona poruszyła głową. Dłoń przesunęła na moje udo. Domyślała się, co ją czeka. Poruszałem udami, wiercąc penisem w tej głodnej cipie. Podniecenie Kamy rosło, więc zacząłem kąsać kark. Znowu regularnie ruchałem ją i już gryzłem kark. Dziewczyna wbiła paznokcie w moje udo i zawyła! Doszła! W końcu umilkła, rozluźniła mięśnie i ciężko sapała. Powoli ruchałem, czekając aż odpocznie.

    Głośne westchnienie sygnalizowało, że doszła do siebie. Znalazłem i mocno ścisnąłem drugą brodawkę. Też była twarda. Pisnęła z bólu i zadrżała.

    – Zejdź i zacznij obciągać – poleciłem.

    Bez słowa sprzeciwu sprawnie zsunęła się, nawet nie muskając mnie szpilką po okostnej. Przysiadła na wysokości penisa. Chwyciła go w dłoń, włożyła do ust i zaczęła oplatać językiem. Wsuwała i wysuwała członek z ust. Co jakiś czas, unosząc głowę, pogodnie patrzyła na mnie. Jakby czekała na kolejne polecenie.

    – Klęknij na czterech łapkach – poleciłem i podniosłem się. Penis z głośnym cmoknięciem wysunął się z jej ust.

    Kiwnęła głową. Ustawiła się i od razu wszedłem na stojąco. Jęknęła. Mocno uderzałem członkiem. Patrzyłem jak kołyszą się jej piersi. Ustawiłem się nieco bokiem do jej pupy. Penis wsuwał się do pochwy, a ja trzymałem jej włosy. Drugą ręką trzaskałem dziewczynę po pupie. Kiedy pośladek zaczerwienił się, splunąłem na pupę i palcami wepchnąłem ją do odbytu. Od razu posuwałem ją dwoma palcami. Nerwowo zareagowała, ale wcisnąłem członek i palce aż po nasadę. Musiała wytrzymać taką penetrację. Dała radę. Kiedy wsuwałem trzeci palec, poruszała pupą i jęknęła na znak protestu. Nie reagowałam, dalej pchałem trzy palce. Przesunęła tułów do przodu, ale pociągnąłem za włosy.

    – Proszę! Nie wkładaj więcej. To już za dużo! Proszę! – wyszeptała dość trzeźwym głosem.

    Wycofałem więc palce i członek, ale od razu wcisnąłem penisa do odbytu. Powoli, ale stanowczo pchałem się w jej dupcię. Fajna była. W końcu podbrzuszem dotknąłem jej pupy. Powoli wysuwałem członek. Stękała, jęczała, ale nie puszczałem jej włosów. Ciągle klęczała z zadartą głową.

    *

    Powoli dochodziłem. Kilka szybkich uderzeń w pochwie, potem wchodziłem do odbytu i uderzałem równie mocno jak w pochwie. Już jęczała z głową wciśniętą w poduszkę. Znowu zmieniłem dziurkę. Ona klęczała na czterech łapkach na kanapie, a ja stałem za nią. Kiedy zmieniałem dziurkę, podnosiła głowę i głośno wciągała powietrze. Raz spojrzała na mnie z uśmiechem na ustach. Kiedy wbiłem penisa do jej dupska, od razu z głośnym jękiem schowała twarz w poduszce. Słyszałem jak zawyła, gdy aż po nasadę wbijałem się mocnymi uderzeniami bioder. Żeby spotęgować efekt, szarpnięciami przyciągałem jej biodra.

    Po kolejnej zmianie otworu i kilku szarpnięciach, szybko wyszedłem i stanąłem przy jej głowie. Chwyciłem za włosy i pociągnąłem do góry. Spojrzała i w lot zrozumiała. Szeroko otworzyła usta, nadal patrząc na mnie. Ledwie zdążyłem wepchnąć żołądź i wytrysnąłem. Zachłysnęła się. Przeciągle stęknąłem i szarpiąc penisa czekałem, aż wytryśnie ostatnia porcja. Potem jeszcze chwilę stałem w bezruchu. Intensywne pieszczoty językiem, ustami obudziły mnie. Spojrzałem w dół. Powoli obciągała nadal sterczącego penisa. Strużka spermy zmieszanej ze śliną wyciekała kącikiem ust. Wyjęła penisa z ust, ale nie puściła go.

    – Spory wytrysk miałeś – uśmiechnęła się. – Nie sądziłam, że będzie tego aż tyle.

    Jeszcze przez chwilę obciągała, co jakiś czas spoglądając na mnie. W końcu położyłem się obok niej. Mocno przytuliła się do mnie. Lizała palce wilgotnej dłoni.

    – Fajnie smakujesz. Mniam! – perlisty śmiech. – To co, pójdę pod prysznic?

    Teraz ja uśmiechnąłem się:  

    – Szczerze odradzam. To jeszcze nie wszystko.

    Spojrzała na mnie zdziwiona. Nic nie rozumiała.

    – Trochę cierpliwości. Zaczekaj… – leniwie przeciągnąłem się.

    *

    – Muszę przyznać, że masz pomysły – Kamila pokręciła głową i uśmiechnęła się. Była zmęczona. Przysiadła w wannie i wypierała resztki moczu z pochwy. – Cholera! Jakbyś wysikał się do pupy, to chyba bym zwariowała! – spojrzała na mnie i zaśmiała się głośno.

    Patrzyłem zdziwiony. Nawet nie odezwałem się.

    – Poważnie! Mam tak wrażliwy odbyt – pokiwała głową, patrząc na mnie. – Szczególnie na delikatne bodźce.

    – Przecież chciałaś niespodziankę, trochę niecodzienności w sado-maso – zacytowałem fragmenty jej maili. – No, to dostałaś.

    – Nie: chciałam, tylko: godzę się – skorygowała moją wypowiedź. – A to różnica.

    – Nie podobało się? – musiałem upewnić się.

    – Nie! To było fajne! Ale zaskoczyłeś mnie – kolejny uśmiech.

    Umyłem penisa i wróciłem do pokoju. Toaleta zajmie dziewczynie trochę czasu. Położyłem się na kanapie i czekałem na jej powrót.

    *

    Kiedy wyszła z łazienki, była już ubrana. Nawet spostrzegłem, że założyła pończochy. Z grymasem na twarzy masowała kark.

    – Ej, przez ciebie będę miała ślady na karku – jej słowa nie brzmiały jednak jak pretensja.

    Zaskoczony jej widokiem, momentalnie usiadłem na kanapie.

    – Co się stało? Nie zostaniesz na noc?

    – Och, tygrysku. Chyba nie stać ciebie na noc ze mną. Na razie zapłać za ten numerek.

    – Słucham?!

    – Zapłać za seks – podała kwotę. Teraz jej uśmiech był już tylko „urzędowy”. Byłem wręcz pewien, że ćwiczyła go przed lustrem.

    Musiałem wyglądać na bardzo zdziwionego. Moją skromną mimikę zinterpretowała po swojemu. 

    – To również ekstra opłata za seks bez gumki – wyjaśniła z uroczym uśmiechem. – Poświęciłam ci sporo czasu, bo wydałeś mi się całkiem sympatyczny. Zdarzają mi się takie napady romantyzmu, ale za to już nie liczyłam! – z uśmiechem puściła do mnie oko. Zakładała i zapinała sandałki. Chwaliła mnie i nasz świetny seks. Uroczo przechyliła głowę.

    – Gdyby wyłączyć dźwięk, byłaby taka urocza… – nadal z przyjemnością patrzyłem na nią. – Jak mogłeś przeoczyć informację o opłatach za seks, kretynie?! Jak?! No, jak?! Kuźwa!! Naucz się czytać cały tekst, a nie same nagłówki!

    Zaskoczony jej słowotokiem, nie potrafiłem odezwać się. Znieruchomiały patrzyłem na nią. W lusterku poprawiała makijaż. Myśli jak pioruny latały w mojej pustej głowie. Spoglądałem na nią coraz bardziej rozczarowanym wzrokiem. Ona z kolei wyglądała na kwitnące uosobienie kobiecości. Pospiesznie chowała kosmetyki.

    – Ej, słodziaku! Już muszę lecieć. Noc jeszcze młoda, więc chcę sobie znaleźć kolejnego klienta. No, pospiesz się. Mój drajwer czeka.

    Zrozumiałem aluzję zawartą w ostatnim zdaniu. Zapłaciłem.

    Na pożegnanie obdarzyła mnie uśmiechem:

    – Daj znać, kiedy uzbierasz na kolejne spotkanie. Chętnie ciebie odwiedzę. Pamiętaj, że oferuję również całe weekendy. Pa, tygrysku! Naprawdę byłeś świetny!

     

    K O N I E C


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Szkola dla suk, Anglia odcinek 1

     

    Rozległ się dzwonek do drzwi. Domina dobrze wiedziała, kto właśnie stanął na jej wycieraczce. Nieśpiesznym krokiem ruszyła otworzyć gościowi. Miała na sobie czarne, lśniące kozaki z laku sięgające aż do połowy uda podtrzymywane przez pas do pończoch. Jej cycki opinał ciasny gorset, a obie dziurki były nagie i dumnie prezentowały się w całej krasie. Dotarła do drzwi i nacisnęła klamkę. Na wycieraczce stała jedna z jej wirtualnych suk, która postanowiła przylecieć aż do Anglii, by spędzić u swojej Pani wymarzony tydzień służby w realu. Ciemna blondynka z silikonowymi cyckami pokornie czekała na zaproszenie do środka. Domina zrobiła krok do tyłu i skinęła głową, dając swojej dziwce znak, by weszła. 
    – W końcu jesteś, cycata kurwo – powiedziała Pani Monika, lustrując uległą szmatę od stóp do głów. Ta nie zwlekała ani chwili dłużej i od razu w geście uległości klęknęła, splatając ręce za plecami i otwierając pysk. 
    – Grzeczna kurewka – pochwaliła ją Domina, po czym złapała ją za włosy i przycisnęła rozwarte usta suki do swojej cipki. – Tylko nie waż się lizać, szmato, bez mojej zgody – dodała. Cycatą kurwę przeszył dreszcz podniecenia. Długo marzyła o tej chwili i od kilkunastu dni chodziła mokra na samą myśl, że będzie służyć swojej Pani w realu. Bardzo chciała poczuć smak jej cipki, ale nie zamierzała się sprzeciwiać. Obejmowała wargami całe łono Dominy. Czuła słodki zapach jej dziurki i robiła się coraz bardziej wilgotna. 
    – Pewnie jesteś spragniona po podróży, kurwo – powiedziała, patrząc na nią z góry Domina i dodała – Połykaj wszystko. Smacznego – cycata kurwa poczuła nagle w pysku strumień gorącego moczu. Tego się nie spodziewała. Wiedziała, że jej Pani uwielbia sikać swoim sukom do ust i traktować je jak toalety, ale bardziej spodziewała się policzkowania na powitanie, które pokaże jej, gdzie jej miejsce. Jak tylko mocz Pani wypełnił jej pysk, szybko przełknęła wszystko, żeby zrobić miejsce na kolejną porcję, która wypływała z dziurki Dominy silnym strumieniem. Cały czas patrzyła swojej treserce w oczy, okazując uległość i wdzięczność za takie powitanie. Na twarzy Dominy malowało się zadowolenie i satysfakcja…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika

    Witajcie, moje uległe kurewki. Postanowiłam wrócić z nową porcją zwierzeń i fantazji. Rozpoczynam nowe opowiadanie w odcinkach. Mokrej lektury. 

  • Szkola dla suk, Anglia odcinek 2

     

    Cycata kurwa łapczywie połykała złoty nektar swojej Pani, pojękując cicho, prężąc ciało, wypinając cycki i przywierając z całej siły pyskiem do jej cipki, by nie uronić ani kropli. Pani Monika wysikała resztki moczu wprost do jej ust i ciągnąc za włosy oderwała zaszczany pysk suki od swojego łona. Odchyliła jej głowę do tyłu i pochyliła się nad nią, zbliżając się tuż do jej ust. Z rozchylonych warg szmaty wydobywał się przesiąknięty zapachem moczu, gorący oddech.  
    – O taaak, kurewko. Piękny zapach suczego pyska. Najlepszy płyn do płukania ust dla takich uległych, głupich dziwek – wyszeptała Domina – A teraz wstawaj – i pociągnęła cycatą kurwę za włosy, stawiając ją na równe nogi. Dziwka wciąż miała ręce posłusznie splecione na plecach i prężyła się przed swoją Panią.  
    – Rozbieraj się, kurwo. Do naga – rozkazała treserka. Dziwka nie czekała. Natychmiast zrzuciła płaszczyk i zsunęła buty z nóg. Rozpięła spodnie i jednym ruchem opuściła je do kostek razem ze stringami i zgrabnie się z nich uwolniła. Potem rozpięła sweterek, pod którym prężyły się jej nagie, wielkie, sztuczne cycki. W ciągu kilkunastu sekund dziwka pozbyła się ubrania, jak rozkazała jej Pani Monika. Ponownie splotła ręce na plecach, czekając na dalsze polecenia. Domina z zadowoleniem obeszła kurewkę dookoła, dokładnie ją oglądając.  
    – Zgrabna z ciebie suka – powiedziała, zrobiwszy kółko wokół niej. Wsunęła rękę między jej nogi i przesunęła dłonią po jej cipce. Wyciągnęła ją spomiędzy ud kurwy i uniosła do góry. Jej palce zakończone długimi, seksownymi paznokciami delikatnie się świeciły od soków uległej szmaty. To jednak nie usatysfakcjonowało Dominy. 
    – Jesteś za sucha, głupia kurwo – powiedziała niezadowolona. Oblizała środkowy palec, dokładnie oczyszczając go z nikłych soków dziwki. – Spróbuj sama. Przecież ledwo cię czuć – i wsunęła pozostałe delikatnie wilgotne palce do pyska dziwki, która grzecznie je ssała i zlizywała z nich swoje ledwo wyczuwalne soki. 
    – Masz rację, Pani. Przepraszam. Daj mi w pysk, proszę. 
    – To ja decyduję, jak cię karać, kurwo. Jasne? 
    – Tak – odparła suka. 
    Domina znów odchyliła jej głowę do tyłu – Wystaw język – rozkazała. Dziwka od razu wysunęła wciąż pachnący złotym nektarem język. Monika zebrała ślinę w ustach i wypluła ją prostu do pyska szmaty. Po chwili zrobiła to znowu i jeszcze raz. Kurwa grzecznie stała z otwartym pyskiem i czekającym językiem, przyjmując z rozkoszą ślinę swojej Pani porcja za porcją.
    – Potrzymaj ją chwilę w pysku – rozkazała Monika i dziwka zamknęła posłusznie usta. Tymczasem Domina znów wsunęła dłoń między jej uda i przeciągnęła nią po prawie całkiem już suchej cipce. Uniosła rękę i wtarła resztki soków w zaciśnięte usta kurwy. Przychyliła się do jej pyska i nosem przywarła do jej warg w milczeniu rozkoszując się ich zapachem. Westchnęła głośno z zadowolenia i uległa suka poczuła, jak robi się jej gorąco z podniecenia. 
    – Dobrze, a teraz wypluj wszystko na moją dłoń – rozkazała jej Pani. Wymieszana ślina treserki i kurwy wypłynęła obficie na jej rękę. Domina jeszcze raz wsunęła ją między nogi suki, nawilżając całą cipkę. Dziwka jęknęła z rozkoszy, czując palce Pani na swojej łechtaczce. Teraz jej dziurka ociekała śliną i była obłędnie mokra. Nagle poczuła jak Monika gwałtownie wciska trzy palce do jej ciasnej cipki. Głośno westchnęła, otwierając usta pod wpływem tego zaskakującego bodźca. Domina poczuła gorące i bardzo wilgotne wnętrze cipki. 
    – O tak, tu w środku jesteś mokra jak trzeba – potrzymała w niej palce jeszcze przez chwilę, po czym wyjęła je i roztarła odrobinę soków na obu sutkach dziwki. Jej całe trzy palce pięknie lśniły suczą wilgocią. Wetknęła je suce do pyska i zaczęła nimi gwałcić jej oralną dziurkę, jednocześnie schylając się nieco i zlizując soki z jej sutków. Cycata kurwa poczuła jak cały śluz, który miała w środku, zaczyna z niej wypływać między wargi sromowe. Łakomie zlizywała swój smak z palców Pani Moniki, czując jej język na swoich piersiach. Po chwili Domina wyciągnęła jej palce z pyska i roztarła ślinę i resztki soków po jej ustach i policzkach tak, że całe się świeciły.
    – Teraz jesteś mokra jak trzeba, głupia kurwo – rzuciła i sięgnęła ręką do poręczy schodów, na której dopiero teraz suka zauważyła obrożę i smycz. Zapięła swoją kurwę w niewolę i pociągnęła za sobą, idąc korytarzem – Teraz weźmiesz prysznic i ubierzesz się w strój godny dziwki – powiedziała – A potem ustalimy szczegóły służby. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika

    Która chciałaby się znaleźć na miejscu cycatej kurwy?

  • Przypadek Michala cz.XII

    ****

    Nie wpuszczono nas do sali, gdzie leżała Zuzka. Koło czternastej przyjechałem razem z Wiktorią do szpitala, żeby ją zobaczyć. Pozwolono nam tylko popatrzeć na nią przez okno sali w której leżała. Dziewczyna wciąż była nieprzytomna. Otaczały ją zwoje rurek. Spod okrycia wystawały jedynie głowa i ręce, na których widać było kilka siniaków. Można by odnieść wrażenie, że nic wielkiego się nie stało. Zuza miała jednak kupę szczęścia, ponieważ obeszło się bez wewnętrznych urazów głowy, co prawdopodobnie skończyłoby sie tragicznie. Zwłaszcza, że poniżej linii szyi nie było już tak różowo. Liczne obrażenia, mocno poobijane organy wewnętrzne, pęknięta śledziona, złamane żebra i lewa noga. Lekarze długo walczyli z krwotokiem, ale udało sie go zahamować. Ostatnia informacja była optymistyczna. Życie dziewczyny nie było zagrożone. Całe szczęście.  

    Męczyło mnie poczucie winy. Gdzieś w głębi czułem, że ten wypadek bardziej lub mniej wiąże się z tym, co zadziało się między mną a Zuzką.  

    – Jezu, Michał to przegięcie! – Cicho stwierdziła Wiktoria. W jej głosie słychać było ustępującą infekcję. – Mam nadzieję, że nasze zainteresowanie sprawą Grześkowiak i dziewczyn nie przyczyniło się do tego gówna.

    – Daj spokój! Jeszcze ktoś usłyszy! – mruknąłem, strofując blogerkę. Obawiałem się jednak, że głośno wyartykułowała, to co chodziło mi po łbie.

    Okoliczności wypadku były mocno tajemnicze. Samochód potrącił dziewczynę w miejscu, gdzie praktycznie nie mają prawa zdarzać się takie sytuacje. Nie ma powodu i warunków do tego, żeby na wylatującej z osiedla uliczki szaleć autem. Jeśli coś dzieje się tam złego, to prędzej jakieś rozróby pijaków i ćpunów w godzinach późno nocnych. Z tego powodu jeden z nadgorliwych mieszkańców pobliskiego bloku, zapalony technik amator, umieścił na swoim balkonie kamerę. Przedwczoraj była uruchomiona i facet zgłosił się na policję. Na nagraniu widać wyraźnie, że samochód, który potrącił Zuzę jechał szybko i nie hamował, a po zdarzeniu odjechał natychmiast. Funkcjonariusze nie byli tak odważni w tezach, ale w dzisiejszej gazecie lokalnej właściciel kamerki wypowiedział się, że dla niego wyglądało to tak, jakby celowo potrącono dziewczynę.  
    Niestety nie dało się ustalić czyj był ten samochód i kto go prowadził. Tablice rejestracyjne były zamazane, a szyby przyciemnione. Sama marka – Opel Vectra – oraz ciemny kolor karoserii nie ułatwiały ustalenia tożsamości sprawców. Całe zdarzenie było niepokojąco tajemnicze. Sprawiało, że na karku jeżyły mi się włoski. To był zupełnie inny strach niż oglądanie nawet najlepszego horroru czy thrillera. To co przydarzyło się Zuzce było kurewsko realne.  

    – Michał spadamy stąd! Nie uleczymy jej gapieniem się przez szybę. – Słusznie zarządziła Wika.  

    Po wyjściu ze szpitala podjąłem temat, rozpoczęty wcześniej.

    – Słuchaj Wika, jeśli nasze obawy są słuszne, to może powinniśmy odpuścić? – Pytanie, które zadałem towarzyszce wydawało się oczywiste. Jak dla mojej niewyżytej blogerki zbyt oczywiste.  

    – Po pierwsze, nie wiemy, czy mamy rację. Po drugie, też mam pietra. – W odpowiedzi Wika rozpoczęła wyliczankę. – Po trzecie, nie ma mowy, Grześkowiak ma coś na sumieniu i czuję, że nasza sprawa jest słuszna.

    – A ty co, na zjeździe partii jesteś?

    – Uważaj z kim zadzierasz, Michałku – Wika zrobiła groźną minę, jednocześnie puszczając mi oczko. – Obsmaruję cię na swoim blogu, że taki z ciebie Don Juan jak ze mnie zakonnica i żadna dziewczyna na ciebie spojrzy.  

    – O to się moja droga nie martw – stwierdziłem równie żartobliwie, ale z przekonaniem, że póki mam dar poradzę sobie świetnie w damsko – męskich tematach.  

    – O to się nie martwię, ale przez tego pieprzonego wirusa wypadłam z obiegu i aż rwę się do wspólnego bara-bara. – Język Wiktorii niedwuznacznie przesunął się po górnej wardze. – Wymyślisz coś Casanovo?

    – Jasne, wejdźmy niepostrzeżenie do którejś z karetek i zróbmy to w środku. – Zaproponowałem w ramach żartu. – Niezła perwersja, prawda? Jak chcesz, pozwolę ci osłuchać stetoskopem swojego członka.  

    – Jesteś zboczony, ale gdyby to nie było naigrywanie się ze mnie, to byłabym gotowa spełnić twoją prośbę. – Wika błysnęła ciemnymi oczami. – Od początku mnie zastanawia, co ty ze mną zrobiłeś?

    – Nic, taki zwierzęcy urok posiadam – Zbyłem kłopotliwe pytanie żartem. – Zresztą, dajmy temu spokój, nie będziemy się gzić pod szpitalem. Nie mam nastroju po tym co widziałem. Coś wymyślę, bo ja też mam ochotę na małe randez vous, ale teraz skupmy się na naszym problemie.  

    – Co masz dokładnie na myśli?

    – Posłuchaj Wika, jeśli dobrze podejrzewamy, to za tym kryje się jakaś grubsza afera – Odłożyłem żarty na bok. – Może powinniśmy pójść na policję?

    – Ocipiałeś?! Z czym?! – Blogerka popatrzyła na mnie z politowaniem. – Nie mamy nic. Zupełne zero. Nul. To, że Grześkowiak jeździ sobie gdzieś z uczennicami wystrojonymi jak nimfetki po zajęciach szkolnych nic nie znaczy. Mają prawo imprezować i bawić się, a tak pewnie by stwierdziły, gdyby ich zapytano.  

    – No tak, niby…

    – Nie wiemy co robią i z kim. – Wika nie dopuszczała mnie do słowa. – Też czuję, że to coś niedobrego, ale dokąd to przeczucie, a nie potwierdzone fakty, możemy się w dupę pocałować. Co zresztą ci proponuję, a ty mnie zbywasz.

    – Myślisz tylko o jednym. Jesteś niemożliwa – oświadczyłem z uśmiechem. – Masz jakieś lokum lub wolną chatę?

    – No widzisz, właśnie, że mam i dlatego drążę ci dziurę w samczym libido – Ciszej oznajmiła Wika, bo dotarliśmy do przystanku. – Jutro rodzice jadą do Wrocławia, wpadnij do mnie po lekcjach, to się… pouczymy.  

    – Masz to jak w banku. – “Pouczymy się” w ustach mojej towarzyszki zabrzmiało tak dwuznacznie. że nie mogłem się nie uśmiechnąć. – A co z naszą aferą Anitagate?

    – Dalej kombinujemy jak sie dowiedzieć czegoś więcej.

    Po tym stwierdzeniu zamilkliśmy, bo podjechał autobus. Resztę drogi nawijaliśmy o bzdurach. Po rozstaniu z Wiką, skupiłem swój dar na jej osobie. Chciałem, żeby była odpowiednio nakręcona na jutrzejszą rozbieraną randkę.  Chociaż wnosząc po zachowaniu blogerki pod szpitalem i bez tego zapowiadało się ciekawie.  

    ****

    Zanim jednak nadeszła ta wiekopomna chwila stało się coś ważnego. Wyszedłem ze szkoły, myślami błądząc wokół Wiki i naszej schadzki. Ustaliliśmy, że przyjdę do niej za dwie godziny i nie mogłem się tej chwili doczekać. Idąc zamyślony ulicą w ostatniej chwili zorientowałem się, że ktoś stoi mi na drodze. Podniosłem wzrok i zaskoczony ujrzałem Kamilę Jarosz, koleżankę Zuzy, jedną z tercetu, który łączyły wspólne tajemnice z panią Grześkowiak.  

    – Cześć Michał – Powitanie dziewczyny zabrzmiało niepokojąco.

    – Cześć.  

    – Możemy chwilę pogadać? – zapytała Kamila.  

    – Jasne. – Zgodziłem się, po cichu licząc, że ma do przekazania dobre wiadomości o przyjaciółce. Od wczorajszej wizyty w szpitalu nie minęło wprawdzie dużo czasu, ale może Zuzka odzyskała przytomność.  

    – Chodźmy na bok! – Usłyszałem propozycję panny Jarosz.  

    – Po co?

    – To co chcę ci powiedzieć, nie nadaję się na środek chodnika i uszy przypadkowych przechodniów – Zaintrygowała mnie całkowicie. W jednej chwili zmieniłem zdanie. Czułem, że dowiem się czegoś na temat ich tajemniczych powiązań z anglistką.  

    – Ok.. jak chcesz.  

    Gdy znaleźliśmy w końcu miejsce, za załomem starego, częściowo zburzonego muru ukrytego w kępie krzaków i brzóz, Kamila przemówiła.  

    – Nie obracaliśmy się nigdy w swoim towarzystwie, ale zawsze uważałam cię za porządnego chłopaka – Wstęp był poważny. Zbyt, jak na przypadkową rozmowę. – Niestety teraz zmieniłam zdanie, jesteś egoistą, który chcąc wykorzystać dziewczynę udawał przejętego jej losem…

    – Ale…

    – Żadne kurwa “ale”! – Wzburzona Kamila nie dała mi dokończyć. – Za kogo ty się masz?! Jesteś tak pokręcony, że udajesz wybawcę z kłopotów, aby zaliczyć kolejną laskę?! Czy naprawdę chcesz być bohaterem?

    – Słuchaj…

    – Gówno, nie słuchaj! – Przyjaciółka Zuzy była ewidentnie wściekła. – Trzeba było zapisać sie na wolontariat! Ratować prawdziwie pokrzywdzonych, pieski czy jebane kotki! Po co przypieprzyłeś się do Zuzki, palancie?!

    – Nie rozumiem. o co ci chodzi. – Udało mi się wejść rozmówczyni w słowo.

    – Nie wiesz?! Czy nie chcesz wiedzieć i dlatego “rżniesz głupa”?! – Kamila syknęła jadowicie. – To, że teraz Zuza leży w szpitalu to twoja sprawka, durny fiucie!  

    – Jak to?

    – No patrzcie go, pyta się kurwa, jak to! – Stan dziewczyny groził rękoczynami. Jej ręce przelatywały niebezpiecznie blisko mojej twarzy. – Tak to, że przez twoje pierdolone podrywanie i miłosne czary-mary Zuza doszła do wniosku, że ma dość dawania dupy starszym facetom za kasę i postanowiła z tym zerwać!

    – Poważnie?

    – Nie kurwa, na niby! Ci faceci nie znają się na żartach i mają zbyt wiele do stracenia. – wyznała przyjaciółka mojej kochanki. – Nie chcieli słyszeć o jej odejściu, a ona się uparła. Bali się, że będąc poza układem nie dochowa tajemnicy. Zagroziła im tym zresztą. Ten wypadek miał ją przekonać i być nauczką dla nas wszystkich, żebyśmy siedziały cicho na dupach. Na twoje szczęście nawet słowem się o tobie nie zająknęła.  

    Tadam! Tym sposobem dowiedziałem się, na czym polegają wypady z Anitą Grześkowiak. Najwyraźniej Kamila była przekonana, że wiem więcej niż to było w rzeczywistości. Przezornie milczałem, licząc, że w nerwach Kamila ujawni więcej.  

    – Nic nie powiesz, prawda?! Jopisz się tylko jak przymuł! – Dziewczyna kontynuowała swój wybuchowy koncert. – Co ty sobie kurwa myślałeś, jak mieszałeś jej w głowie?! Uważasz, że bawi nas bycie dziwkami? Nie, wyobraź sobie, że nie! Niestety, life is brutal, a takie dziewczyny jak my mają mało szans na lepszy start. Do tego przyjebałeś się do Grześkowiak! Po jaką cholerę?!

    – Wykorzystała was. – To mogłem bezpiecznie powiedzieć, by nie zdradzić się z niewiedzą na temat ich sytuacji.  

    – Jesteś naiwny czy tylko takiego udajesz?! – Pytanie retoryczne zawisło w próżni. – Do niczego nas nie zmuszała. Wskazała możliwości, ale to my się zgodziłyśmy na ten zasrany deal.  

    – Jest nauczycielką, a wy jej uczennicami. – Skorzystałem z tego, że zamilkała na chwilę. – Nie widzisz w tym nic złego?

    – A ty co?! Święty Michał! – warknęła Kamila. – Jeśli taki jesteś grzeczny, to czemu nie dochowasz czystości, aniołku?!  

    – Obydwoje z Zuzą jesteśmy dorośli – stwierdziłem spokojnie.

    – My też jesteśmy dorosłe, Grześkowiak i faceci, którzy nam płacą też, więc bądź tak łaskaw i odpierdol się od nas!  

    – Sama się oszukujesz. – Oświadczyłem dobitnie. – Uczennice, niby dorosłe, ale jednak uczennice korzystają z porady nauczycielki, a dojrzali i trochę podstarzali panowie zabawiają się całkiem przyjemnie z owymi świadomymi swoich wyborów pannami. Wszystko normalnie, legalnie i cacy. Tyle, że, gdy jedna chce się z tego zdrowego ponoć układu wypisać kończy pod kołami samochodu. Kogo chcesz oszukać dziewczyno?

    – Nikogo, kurwa! I posłuchaj mnie! Robię to tylko ze względu na Zuzkę, która wiele dla mnie znaczy – oświadczyła nieco spokojniej Kamila. – Nie wiem czemu, ale była tobą zachwycona, dlatego cię ostrzegam. Skończ z interesowaniem się nami, zapomnij najlepiej o naszym istnieniu. W innym przypadku opowiem im o twoim udziale w buncie Zuzki. Ucieszą się na pewno. Resztę sobie dośpiewaj, geniuszu!

    – Kamila, nie wiedziałem, że to się może tak skończyć. Gdybym…

    – No ja myślę, bo inaczej to by znaczyło, że jesteś skończonym draniem. – Emocje wyraźnie stygły w pannie Jarosz. – Odwal się od nas Michał, bo stanie się coś bardziej złego.  

    Kamila nie czekała na moją odpowiedź. Ruszyła przez kępę zielska w stronę chodnika. Stałem zaskoczony nowymi faktami. Trochę mnie przerosły. Mleko się rozlało. Mało powiedziane, wykipiało w trzy dupy! Jednak Zuzce krzywda większa się już nie stanie. Byłoby podejrzane, gdyby znów chcieli jej coś zrobić. O Wice nikt nic nie wiedział, a ja byłem gotów ponieść konsekwencje, jeśli miałbym coś zaradzić w tej sprawie. Bez względu na okoliczności Kamila się myliła. To było złe. I choć sam miałem sporo za uszami, ale daleko mi było do takich klimatów. Postanowiłem niczego nie zdradzać Wiktorii. Sam coś wymyślę, żeby dokopać komu trzeba.

    ****

    Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Ledwie przekroczyłem próg domu Wiktorii, a już musiałem się tłumaczyć ze swojego zachowania. Dziewczyna doskonale wyczuwała zmiany mojego nastroju. Zrzuciłem winę na nerwy związane z wypadkiem Zuzy, ale czułem, że na dłuższą metę będzie mi ciężko utrzymać nowe rewelacje w tajemnicy.  

    – Daj spokój z tą miną i wyluzuj trochę – poradziła mi Wika.  

    – Łatwo powiedzieć. – Podsumowałem jej słowa.

    – Niełatwo, dlatego zastosujemy dziś radykalną terapię – Dłonie blogerki zaatakowały guziki mojej koszuli.  

    – Cierpliwość jest cnotą. – Zażartowałem, widząc jej niecierpliwość.  

    – W tej chwili to słowo jest niestosowne – stwierdziła Wika zadowolona. Rozpięta koszula odsłoniła mój brzuch i tors.  

    – Cierpliwość? – Udałem nieświadomego.  

    – Nie to drugie – uśmiechnęła sie łobuzersko panna Jóźwik.  

    Moja riposta utknęła w ustach zamkniętych przez pocałunek dziewczyny. Całowała mnie jak opętana, dłonią szukając sprzączki paska. Czułem, że wzbiera we mnie pożądanie, ale właściwie nawet dobrze nie wszedłem do domu. Wciąż tkwiliśmy w przedpokoju.
    Odpowiedziałem na zmasowany atak na moje wargi równie łapczywie. Równocześnie  wsunąłem rękę pod bluzkę Wiktorii. Była bez stanika, od razu zacisnąłem dłoń na jednym cycku. Nie przestając całować dziewczyny, pchałem ją w głąb mieszkania.  

    Nie do końca byłem w stanie kontrolować kierunek wspólnego przemieszczania się, ale szło nam całkiem znośnie. W końcu moja partnerka stanęła, opierając się o przeszkodę w postaci dużej komody. Obróciłem Wikę tyłem i zsunąłem z niej dresy, które miała na sobie. Naprawdę była gotowa na randkę ze mną. Pod spodniami nie miała bielizny. Przyparłem mocniej kochankę do meble i sprawiłem, że wypięła się mocniej. Dłonią sięgnąłem ku zwieńczeniu ud, odnajdując rozpalone wrota rozkoszy.  

    Pomijając etap wstępnej delikatności, wsunąłem głęboko palce w cipkę Wiktorii, gorliwie ją penetrując. Smukłe ciało blogerki wyprężyło się gwałtownie, reagując na moje zabiegi.  

    – O rzesz w mordę – jęknęła Wika i poddała się mojej woli.  

    Tyłek dziewczyny wpadł w taneczny trans, gdy bezlitośnie pocierałem jej wargi sromowe i drażniłem łechtaczkę. Stojące na komodzie zdjęcia w gustownych ramkach podrygiwały coraz bardziej, zdradzając chęć do wywrotki. Wika przytomnie zgarnęła je i wsunęła do pierwszej z brzegu szuflady.  
    Bardziej natarczywe pieszczoty sprawiały, że moja kochanka niemal wpiła cię ciałem w mebel, wijąc się jak podrażniona żmija. Ogarniało mnie coraz większe podniecenie, gdy patrzyłem na podrygujące, jędrne pośladki i moją dłoń poniżej nich, pracującą z mozołem. Lśniące i lepkie od soków płatki szparki świadczyły, że rezultat tych zabiegów był wyśmienity.  

    Wiktoria nie pozwoliła mi na całkowite przejęcie inicjatywy. Odwróciła się zwinnie w pewnym momencie i odparła kolejne natarcie mojej dłoni. Z płomieniem w oczach, odepchnęła mnie i przyparła do wolnego fragment ściany.  

    – Moja kolej – wymruczała.

    Ściągnęła za mnie rozpiętą koszulę, a potem zaczęła opuszczać się niżej, całując przy okazji mój tors, sutki i brzuch. Zaraz potem zostałem pozbawiony spodni i bielizny. Nastroszony kutas znalazł przytulne gniazdo w dłoniach Wiktorii. Pieszczony skrupulatnie i cierpliwie prężył się niczym drapieżnik przed decydującym atakiem. W tej grze nie był jednak stroną dominującą. Po chwili pochłonęły go czeluście ust mojej kochanki.  
    Zaparłem się mocniej nogami i pozwoliłem porwać się temu oralnemu szaleństwu. Głowa partnerki przesuwała się rytmiczne. Usta dziewczyny wspomagane przez dłonie stopniowały mi rozkosz. Przy takim zestawie pieszczot byłem całkiem bezbronny. Czułem, że nogi uginają się pode mną, ale zanim ostatecznie się poddały, moje trzewia wywróciły się na lewą stronę z przyjemności. Zamarłem stopiony ze ścianą, dociskając głowę kochanki do krocza. Nawet zbytnio się nie broniła przed nadciągającą burzą. Szczytowałem w ustach Wiktorii. Poluźniłem uchwyt dopiero, gdy zaczęła się krztusić. Nasienie ulało się z jej przepełnionych ust, chociaż większość soku miłości spłynęła kochance do gardła.

    Opanowało mnie błogie rozleniwienie. Spełnienie dało mnóstwo rozkoszy. Pomimo tego uczucia zadowolenia, nie poczułem nawet przez chwilę, że to mi wystarczy. Wika z premedytacją doprowadziła mnie do szczytu, licząc zapewne na to, że kolejna runda dzięki temu wstępowi będzie trwać dłużej.  
    Ocierając wierzchem dłoni twarz wokół ust z satysfakcją obserwowała mój odlot. Wiedziałem, że za jej miną kryje się również niecierpliwe wyczekiwanie.  
    Przełamując upojną niemoc, związaną z oralną zabawą, zarządziłem rozpoczęcie następnej rundy igraszek.  

    – Dość tej gimnastyki! Chodźmy tam, gdzie miękko i dokończmy zabawę w cywilizowany sposób.

    Napalona blogerka nie miała nic przeciwko. Poprowadziła mnie do swojego pokoju, po drodze pozbywając się górnej części ubioru. Nadzy dopadliśmy łóżka, szybko przechodząc do rzeczy. Wiktoria poddała się moim pocałunkom i pieszczotom, a ja starałem się nie omijać żadnego fragmentu ciała partnerki. Drżała, głośnym westchnięciem kwitując wędrówkę mojego języka wokół ciemnych brodawek i małych, nabrzmiałych sutków, a także w ozdobionym kolczykiem pępku. Cierpliwie i wytrwale urabiałem jej szczupłe ciało, chłonąc kształt piersi, bioder i płaskiego brzucha. Gdy uznałem, że dość poświęciłem im uwagi skupiłem się na pokrytym mchem łonowych włosków łonie. W nozdrzach poczułem intymny zapach kochanki. Pocierając wargami po szorstkim zaroście, odnalazłem palcem mokre gniazdo. Z początku bardziej drażniłem się z Wiką, dawkując intensywność jego pieszczoty.  

    – Nie bądź taki – jęknęła z wyrzutem.  

    Postanowiłem być jednak przekorny. Obróciłem kochankę na brzuch i skupiłem się na jej pośladkach. Językiem przesuwałem po bladej skórze, ochoczo schodząc w ukrytą między nimi dolinę. Wprawdzie kochanka poddała się nowym doznaniom, ale pragnęła bym wreszcie bardziej skupił się na jej wilgotnym skarbie. Rozchylając szeroko nogi  i eksponując mocniej cipkę zachęcała do szybszej ingerencji w gościnne wnętrze.  

    Poddałem się tym sugestywnym namowom. Wsunąłem palce w aksamitną szparkę, pocierając przy tym wargi sromowe. Skupiwszy się na łechtaczce kochanki szybkimi ruchami sprawiłem, że poddała się sile rozkoszy.  
    Na krótką chwilę pozwoliłem wyrwać się kochance spod władzy moich palców. Obróciła sie ponownie na plecy i rozłożyła szeroko zgięte w kolanach nogi.  
    Ległem między udami dziewczyny, z twarzą na jej kroczu. Rozchyliłem płatki cipki i wsunąłem między nie język. Liżąc i ssąc różowe wnętrze. doprowadziłem kochankę do staniu wrzenia.  

    Dopiero wtedy uniosłem się i podciągnąłem wyżej. Długie minuty oralnych pieszczot Wiki sprawiły, że mój kutas był znów gotów do konkretnych działań. Wszedłem lekko w partnerkę, czując jak szparka zaciska się na fiucie. Przez moment dopasowywaliśmy się do siebie, łapiąc wspólny rytm. Gdy się to udało, pozostało mi tylko zerżnąć Wiktorię, by poczuła siłę mojej żądzy.  
    Przepełniło mnie cudowne uczucie. Upojenie magią chwili. Pośród odgłosów miłości, których nie szczędziła sobie partnerka, pieprzyłem ją jak natchniony. Pchnięcia przybierały na sile, lędźwie wyprowadzały je coraz gwałtowniej. Zarzuciłem nogi kochanki na swoje barki, przytrzymując je rękami. Zamglone spojrzenie Wiki świadczyło, że zatraciła się w szalonej grze miłosnej. Jej świadomość krążyła wokół jądra rozkoszy. Nic innego w tej chwili się nie liczyło. Sam też doganiałem blogerkę w uniesieniu.  

    Szalone tempo sprawiło, że potrzebowałem chwili wytchnienia. Zdobyłem ją zmieniając pozycję. Położyliśmy się na bokach, twarzami zwróceni do siebie. Wiktoria uniosła lekko jedną nogę, robiąc mi miejsce, bym ponownie mógł w nią wejść. Następnie oplotła moje biodro, wtulając się we mnie bardziej. Taki układ nie pozwalał może na tak zawrotne tempo bzykania, ale nie było na co narzekać. Nadrabialiśmy to pieszcząc się i całując.  
    Moja partnerka była zresztą tak podniecona, że niezbyt długo trwała jej droga do orgazmu. Czując ból, gdy palcami wpijała się w moje ciało zrozumiałem, że jeszcze chwila i będzie szczytować. Nie myliłem się. Uścisk nóg kochanki nabrał mocy. Targnęła biodrami i zatrzepotała na kutasie kolejnymi spazmami. Zaskamlała głośno zamierając w ekstazie.  

    Chłonęła ten moment, nie zapominając o mnie. Leżałem na plecach, a ona rozdygotaną dłonią pieściła twardego fiuta, aż największe emocje opadły. Resztki energii zużyła na doprowadzenie mi do szczytu drżącymi wargami. Gdy nadszedł ten moment, eksplodowałem rozkoszą, po raz drugi dzieląc się spermą z ustami partnerki. Po takiej dawce pieprzenia oboje byliśmy zadowoleni, ale zmęczeni.  

    Byłem w siódmym, co tam, w ósmym niebie, gdy leżąc u boku szczęśliwej Wiktorii czułem, że znikają wszelkie troski i problemy.  

    Złudne wrażenie, ale kto by się tym przejmował w takiej chwili.  

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Garsoniera – Alina, cz. 3.

    Część 3.

    Pani Małgosia spodobała się obydwu mężczyznom poznanym przy drinkach w hotelu, więc w pewnym momencie dość nieoczekiwanie zeszli ze swoich kochanek i podeszli do kopulującej pary. Chwycili zaskoczoną kobietę pod ręce i, mimo jej protestów, sprawnie ściągnęli z Sebastiana.

    – Panowie? Co się dzieje?! Panowie! Zostawcie mnie! – zdezorientowana bezskutecznie opierała się. Nie potrafiła wyrwać się z ich uścisków. Byli stanowczy. I znacznie silniejsi.

    Seba też był zaskoczony, ale nie zamierzał jej pomagać. Patrzył na nich, lekko rozbawiony szarpaniną starszej o dziesięć lat, nieco przestraszonej i onieśmielonej ich zdecydowaniem, koleżanki. Panowie ruszyli z nią w kierunku tapczanu Zosi. Szła drobnymi, nerwowymi kroczkami, niepewna tego, co ją czeka. Szpilki zgubiła już podczas seksu z Sebą.

    Początkowe obawy pani Małgosi szybko przerodziły się w samozadowolenie, kiedy zrozumiała, że przedkładają jej towarzystwo nad seks ze starszymi, ale efektownymi koleżankami. Mimo nieśmiało powtarzanych protestów, na jej twarzy pojawił się uśmiech.

    Tymczasem Sebastian wstał, podszedł do tapczanu, na którym leżała Ela. Głaszcząc ją po ramieniu, odwrócił się i szepnął w kierunku chwilowo osamotnionej blondynki:

    – Pani Zofio! Zapraszamy! – do zaproszenia dołączył szczery, szeroki uśmiech. Pani Zofia potrzebowała takiej miłej zachęty. Znowu poczuła się kobietą budzącą zainteresowanie mężczyzny. I to znacznie od niej młodszego i atrakcyjnego. W pracy były jego przełożonymi, więc taka formuła zwracania się w dość intymnej sytuacji nie raziła. Nawet przydawała trochę swojskości ich relacjom.  

    Kobieta, widząc energię mężczyzn, w porę przeniosła się na tapczan koleżanki. Obie, mimo wypitego alkoholu, były nieco speszone tempem wydarzeń.

    Sebastian uśmiechnął się, ugiął w kolanie nogę Eli, która leżała na boku i klęcząc, wszedł w nią. Kobieta spojrzała na niego, uśmiechnęła się niepewnie, ale przyjęła go bez oporów. Jej podwładny… Właśnie dosiadał jej. Nawet nie wypadało protestować. A poza tym chciała seksu! Chłopak macał pierś. Bodźce płynące z pochwy i piersi łagodziły obawy kobiety. A teraz podniecały. Bardzo. Sebek drugą ręką chwycił Zofię za głowę. Zrobił to delikatnym, ale stanowczym ruchem. Zmusił kobietę, żeby położyła się przodem do koleżanki. Nie protestowała.

    – No, pocałujcie się. Ale z języczkiem! – uśmiechnął się, ruchając Elę. – Wymacajcie swoje piersi! Śmiało! To jest polecenie. Służbowe!

    Kiedy pełne obaw kobiety nieśmiało zajęły się sobą, wepchnął dwa palce do pochwy pani Zosi i zaczął rytmicznie ruchać. Był zadowolony. Miał obie i wiedział, że dalej pójdzie już łatwiej. W końcu wepchnął dwa palce do odbytu, a kciuk do pochwy. Zosia, oszołomiona pieszczotami z kobietą, w zasadzie nie protestowała. Podniecony, z zadowoleniem patrzył jak macają się. Zapomniały o „porwaniu” Małgosi. Powoli, nieco niepewne reakcji kochanki, ale żądne rozkoszy i zafascynowane przełamywaniem kolejnej bariery w seksie, sięgnęły do łechtaczek. Obecność Sebastiana im nie przeszkadzała. Chłopak zwolnił, wysunął i przystawił penisa do odbytu Eli. Powoli wsuwał go, jednocześnie razem z Zosią pocierając łechtaczkę Eli. Zróżnicowane, silne, nieregularne bodźce. Kobieta, zachwycona doznaniami, głośno stękała. Coraz głośniej. Zofia kąsała jej szyję. Wszedł do połowy. I właśnie doszła. Stęknięcia przeszły w długi, rosnący jęk. Brutalnie wepchnął penisa.

    *

    Głośny krzyk satysfakcji i bólu Eli utonął w jękach Małgosi. Była zaskoczona sposobem, w jaki dwaj mężczyźni dobrali się do niej. Jeden już posadził ją na swoim penisie i nawet powoli zaczęła go ujeżdżać. Wchodząc do tego pokoju, wiedziała, że to będzie szalony wieczór. Liczyła na to! Była mile zaskoczona, ale i trochę przestraszona ich natarczywością. Seks z mężem i poprzednimi partnerami miał inny, znacznie łagodniejszy albo raczej dość monotonny przebieg. Poza tym pierwszy raz uczestniczyła w seksie z dwoma mężczyznami. I w zasadzie nie znała ich. Ten, na którym siedziała, chwycił ją za kark i przyciągnął do siebie, drugi próbował wejść do jej odbytu.

    – Nie! Proszę! Jeszcze nie! Nie! – protestowała pełna obaw.

    Nie słuchali. Facet nawilżał wejście, głuchy na jej prośby. Drugi trzymał ją w stalowym uścisku. Bezskutecznie próbowała się z niego oswobodzić. Wiedziała, że to ona ich tak podnieciła. Swoją figurą, wyglądem, ubiorem, sposobem poruszania się. Teraz więc korzystali z jej uroków. Nie chcieli stracić takiej okazji. W końcu poczuła jak penisa wsuwa się do odbytu. I to szybko! Za szybko. Mężczyzna jeszcze rozpychał ją palcem! Pochwę wypełniał naprawdę gruby penis, a na dodatek teraz ten… Krzyknęła! Ból? Podniecenie? Odczucia mieszały się. Gubiła się, była przestraszona, ale nadal czekała na więcej.

    – No, jestem! – sapnął zadowolony Tadek, patrząc na Sebastiana i kobiety. Musiał głośno podzielić się swoim sukcesem. Uspokajająco poklepał Małgosię po pośladku. Klęczał i poruszał powoli biodrami. Jurek trzymał brunetkę za pierś, ruchał w pochwę i przyglądał się jej twarzy. Stęknęła, kiedy wepchnął palec do pochwy. Posuwał nim ich dzisiejszą kochankę w rytm ruchów penisa. Też był zadowolony. Lubił potęgować doznania. A dzisiaj trafiła im się taka okazja! Wyjął palec i przysunął do ust kobiety.

    – Wyliż! Dokładnie!  

    Z uśmiechem zadowolenia przyglądał się, jak kobieta wypełnia polecenie. Jeszcze dwa razy powtórzył tę czynność. Brunetka, coraz bardziej podniecona, gorliwie wykonywała zadanie. Nagle Tadek wyszedł z odbytu. Kobieta stęknęła, a on ukląkł na tapczanie przy jej twarzy. Chwycił ją za głowę i przyciągnął do podbrzusza.

    – Ciągnij! – polecił chrapliwym głosem. Przytrzymywana kobieta spełniła polecenie. – Posmakuj swojej dupy – stęknął, kiedy usta Małgorzaty obejmowały jego członek.

    – Zapraszamy! – Jurek gestem dał znak Sebastianowi.

    *

    Chłopak spojrzał, w lot zrozumiał propozycję, więc poklepał Elę po pupie i płynnie wyszedł z niej. Nie chciał stracić takiej okazji.

    – Drogie panie, bawcie się chwilę beze mnie. Jesteście urocze. 

    Nie zareagowały, pochłonięte pieszczotami piersi i penetracją pochwy kochanki. Ich twarze prawie zetknęły się. Przez moment wahały się i… zaczęły długi pocałunek.  

    Sebastian ukląkł za Małgosią i płynnym ruchem wszedł do odbytu. Z ust wypełnionych członkiem Tadeusza wydobył się jęk. Na pościel wyciekała ślina zmieszana ze śluzem.

    – Widzisz? Lubi takie układy – zaśmiał się Jurek.

    Tadek szarpał ją za włosy. Sebastian wstał z kolan i na stojąco ruchał panią Małgosię. Kobieta również sporo wypiła i zaaferowana wymuszonymi oralnymi pieszczotami dopiero po chwili zrozumiała, że spółkuje z trzema mężczyznami. Tylko ona!

    – Wszyscy mężczyźni chcą mnie! – pomyślała z satysfakcją.

    Sebastian w pupie był lepszy od Tadeusza. Pod wpływem rosnącego podniecenia, maksymalnie ściągnęła napletek i zaczęła kąsać członek Tadeusza. Nagle mężczyzna przeciągle syknął z wrażenia.

    – Dobra jesteś! – z zadowoleniem szarpnął jej włosy i sięgnął do piersi. Zachłannie macał pełną półkulę.

    Kobieta coraz głośniej jęczała, agresywniej pieściła penisa. Sebastian mocno wbijał się w odbyt, a Jurek uderzał członkiem w ścianki pochwy. Już dłużej nie mogła wytrzymać. Głośno krzyknęła i padła na Jurka. Rozkosz rozlała się po ciele kobiety. Głośno oddychała, ściskając penisa wyszarpniętego z ust. Drżała. Lekkie skurcze wzruszały jej ciałem. Sebastian jeszcze kilka razy uderzył członkiem i zszedł z kobiety. Małgosia poruszała się w rytm bioder Jurka. Pocierała piersiami o jego klatkę i cicho jęczała. Mężczyzna trzymał i dociskał jej pośladki. 

    *

    Sebastian wrócił do swoich kochanek. Przez chwilę patrzył na ich pieszczoty. Chwycił i odsunął głowę pani Zosi i stanowczym ruchem wcisnął sterczący członek w jej usta.

    – Posmakuj koleżankę! – szepnął podniecony.

    Po dłuższej chwili, kiedy Zosi poruszała głową, pieszcząc jego penisa, oderwał Elę od sutka koleżanki i wepchnął penisa w jej usta.

    – Ty też popróbuj dupy koleżanki! – wszedł aż po nasadę członka. Dławiona kobieta szarpnęła ciałem, ale nie wypchnęła penisa. Lizała go. Palce Zosi głaskały jego mosznę. Uśmiechała się prowokująco. Czekała na więcej.

    – Zaraz ciebie wyrucham – obiecał. – Ustaw się!

    – Wreszcie! – uśmiechnęła się do swoich myśli.

    Mimo wypitego alkoholu, kobieta szybko podniosła się, odwróciła i wystawiła w jego kierunek tyłek. Piersi kołysały się, kiedy oparła się na przedramionach, a chłopak macał jej dziurki. Wyszedł z ust koleżanki i płynnym ruchem wszedł do pochwy szczuplejszej blondynki. Krzyknęła, kiedy wdarł się w nią.

    – Spokój, suko! – był bardzo podniecony. Kobiety nie zraził epitet. Sebastian od razu wepchnął dwa palce w odbyt. Zignorował jęki. Nachylił się i przesunął głowę pani Zosi w kierunku krocza koleżanki. – Liż jej cipę! – teraz był już niesamowicie podniecony.

    Miał sporo kobiet i to w różnych konfiguracjach. Ale ten układ był specyficzny. Dzisiaj spółkował z kobietami znacznie starszymi od niego, które w firmie nadzorowały go. Był od nich zależny. W tej chwili sytuacja uległa zmianie. Teraz on nimi kierował! Dominował nad nimi fizycznie i właśnie zdobywał przewagę psychiczną. Napawał się tą chwilą. Wierzył, że przewaga psychicznie uzyskana w tak intymnej chwili będzie trwała. Nieświadomie odreagowywał lata zależności. I mógł z tymi kobietami zrobić wszystko! 

    Kiedy Ela poczuła na łechtaczce język koleżanki sięgnęła do jej łechtaczki. Delikatnie głaskała ją i członek młodszego kolegi, ale czekała na seks z tymi dwoma facetami, których zaprosiły. To miało być clou dzisiejszego wieczoru!

    Na sąsiednim tapczanie ich młodsza koleżanka z opuszczoną głową i rozrzuconymi nogami siedziała odbytem na grubym penisie Jurka. Mężczyzna trzymał jej tułów i intensywnie unosił biodra. Kobieta pojękiwała w rytm ruchów bioder kochanka. Nie miała już sił. Fizyczne zmęczenie mieszało się z rozkoszą kolejnych orgazmów i wypitym alkoholem. Półmrok panujący w pokoju, muzyka i błyskające obrazy z telewizora, czasami rozświetlające pokój, tworzyły specyficzną atmosferę. Dla niej było to jak sen na jawie. Coś nierealnego. Chciała, żeby ten sen trwał jak najdłużej. I nadal chciała spółkować.

    – Ależ on ma chuja! – Elżbieta podnieciła się widokiem jego grubości. Przymknęła oczy, odrzuciła głowę, napinając wszystkie mięśnie i kurczowo przytrzymując pościel. Delikatna fala rozkoszy przemknęła przez jej ciało. – Doszłam! – zamarła. – Co za cudowne chwile! – bezgłośnie cieszyła się doznaniami. Westchnęła głośno, otworzyła oczy, uniosła głowę, uśmiechnęła się do Sebastiana i znowu spojrzała na drugi tapczan.  

    Właśnie do pochwy Małgosi wchodził Tadeusz. Zmęczona brunetka, podrzucana grubym penisem, głośno jęczała. Włosy miała w nieładzie, piersi kołysały się na boki w rytm uderzeń członków. Mężczyźni dogadzali jej. Sapali z wysiłku, a ona tkwiła między nimi. Byli w niej i pragnęła, żeby te chwile trwały jak najdłużej. Po jakimś czasie Tadeusz wyszedł z pochwy, wstał, kciukami otworzył usta Małgosi, nachylił się i splunął! Kobieta była unieruchomiona. Mężczyzna wyprostował się i wcisnął penisa w jej usta. Trzymał ją za głowę i ostro ruchał. Kobieta jedną ręką trzymała się jego uda. członek wysuwał się i szybko znikał w ustach, rozpychając policzek. Śluz zmieszany ze śliną strużką wypływał z ust, ściekał na pierś i pościel.

    *

    Tadek wyciągnął penisa z ust Małgosi, pociągnął za włosy w dół i przycisnął głowę do pościeli.

    – Wyliż to, suko!

    Posłusznie zlizywała śluz i ślinę z pościeli. Ruchanie w odbyt było tak podniecające, że była gotowa zrobić wszystko, czego zażądają. Mężczyzna wciskał twarz ich kochanki w pościel. Jej głowę przejął Jurek i teraz leżąc na boku, ruchał kobietę w odbyt od tyłu. Tadek, obejmując ich ciała nogą, ukląkł na drugim kolanie. Znowu wszedł do pochwy. Macał pierś, podniósł nogę kobiety i energicznie ruchał ją. Małgosia lizała pościel, włosy zasłaniały jej twarz. Charczała z wysiłku i upojenia seksem. Mężczyźni też byli z niej zadowoleni. Przyspieszyli i wyrwali z niej głośny krzyk rozkoszy. Doszła! Mimo tego jeszcze ruchali ją w tej pozycji. Wreszcie zeszli z kobiety.

    Brunetka leżała na boku, ciężko oddychała i jeszcze zaciskała dłonie na pościeli. Orgazm był tak silny, że nie potrafiła określić jego źródła. Może obydwaj go wywołali? Nie miała siły poruszyć się, a  Tadeusz już pobudzał ją, macając łechtaczkę i pierś. Jurek poklepał ją po tyłku i spojrzał w kierunku drugiego tapczanu:

    – Daj nam jedną!   

    Brunetka, pijana podnieceniem i zmęczeniem, powoli podnosiła się. Niepewnym krokiem zmierzała do drugiego tapczanu. Ela, popędzana przez Sebastiana, podeszła do mężczyzn. Obydwaj usiedli na tapczanie, a ona przyklękła i zajęła się ich penisami. Seba już ruchał klęczącą Zosię od tyłu, więc Małgosi wskazał miejsce u góry tapczanu, przed głową Zosi. Z ulgą położyła się w poprzek.

    – Popieść ją! – wystękał do Zosi.

    Kobieta rozsunęła nogi młodszej koleżanki. Małgosia ugięła nogi w kolanach i podciągnęła na tapczan. Zosia pocierała palcem łechtaczkę i próbowała wepchnąć języczek do pochwy.

    Z kolei Sebastian, znużony ruchaniem kobiety w pochwę, wysunął palce z odbytu, wyszedł z pochwy i przycisnął główkę członka do odbytu. Zniknęła bez trudu. Wypiął biodra i członek powoli wsuwał się w drugą dziurkę. Zosia przerwała pieszczoty i piszczała. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Kiedy penis prawie cały zniknął w odbycie, Seba powoli wycofał go i znowu gwałtownie pchnął. Kilka razy powtarzał ten ruch. Zosia wróciła do pieszczot. Seba energicznie zaczął ruchać kobietę. Ledwo panowała nad sobą.  

    *

    Ela siedziała na Jurku i patrzyła, jak Tadeusz wpycha penisa w jej odbyt. Nie protestowała. Po chwili ruchali ją w jednym rytmie. Kobieta bezgłośnie uśmiechała się, przeżywając niesamowitą rozkosz.

    – Tak! Tak mi róbcie! – wykrzyknęła w myślach.

    W końcu nie wytrzymała i zaczęła jęczeć. Mężczyźni klepali kołyszące się piersi, szarpali je. Brutalnie wbijali penisy. Przymknęła oczy, rzucała głową na boki, szamotała się, aż wreszcie zawyła i upadła na Jurka. Leżała i ciężko oddychała. Przeżywała potężny orgazm. Mężczyźni znieruchomieli, obserwując jej reakcję. Tadek ścisnął pierś. Nie zareagowała. Orgazm był silniejszy. Dalej ruchali.

    Tadeusz podrażniony jej podnieceniem, chwycił kobietę za włosy i pociągnął do siebie. Kobieta lekko uniosła się, potem oparła na dłoniach, efektownie wyginając ciało, a Jurek skorzystał z okazji i chwycił wypięte piersi. Macał namiętnie, obserwując mimikę kochanki, aż w końcu złapał brodawki i zaczął je ściskać. Ela w końcu poczuła ból, który dodatkowo podniecał w trakcie kopulowania. Nie otwierając oczu, uśmiechnęła się.

    *

    Seba miał już dość. Przyspieszył w Zosi i kiedy ta krzyknęła, sygnalizując mały orgazm, musiał wyjść. Szybko dotarł nad twarz Małgosi i po kilku ruchach dłonią wytrysnął na twarz i w usta brunetki. Kobieta przytrzymała penisa zębami i drażniła go językiem, prowokacyjnie patrząc kochankowi w oczy. W końcu puściła go i połknęła spermę.

    – Zapraszam – Seba chwycił panią Zosię za włosy i przyciągnął do twarz Małgosi. Kobieta wystawiła język i zaczęła zlizywać z niej spermę. Chłopak wcisnął penisa do ust Małgosi. Zmęczona pani Zosia położyła się na młodszej koleżance i dalej zlizywała spermę. Brunetka ściągnęła palcem spermę z twarzy i włożyła palec do ust blondynki. Ta bez oporów pochłonęła go. Chłopak wcisnął penisa w usta pani Zosi. Ta zsunęła się z koleżanki i leżąc na boku, energicznie lizała penisa. Małgosia odetchnęła i przekręciła głowę w bok. Sięgnęła do krocza i głaskała jego jądra. Pochylony Sebastian, oparty na jednej dłoni, głaskał i pocierał piersi. Miał w czym wybierać. Obie chętnie poddawały się jego pieszczotom.

    *

    Kiedy zakładała stanik i bluzkę, przyniosłem jej spódniczkę. Potem czekała w milczeniu i z zaskoczeniem przyglądała się, jak chusteczkami czyściłem jej wilgotne i przybrudzone piaskiem szpilki. Ubrała je i gdy chciała odejść, chwyciłem jej brodę i podniosłem twarz.

    – Czego? – burknęła. 

    – O co chodziło z tym seksem? – zapytałem.

    – O nic. Miałam ochotę – próbowała odwrócić głowę. Nie patrzyła mi w oczy. Mocniej chwyciłem ją za brodę.

    – Wiesz, że potrafię mocno uderzyć. Mów prawdę, bo…

    – Puść, boli! Puść! Powiem!

    – Słucham – zapalałem papierosa, uważnie patrząc na nią.

    – Kiedyś po pijaku, na wyjeździe z centrali, asystent naszego szefa wraz z kolegami po tej imprezie odprowadzili mnie do pokoju. Nie miałam szansy, było ich pięciu. Rozebrali mnie i chcieli zgwałcić, ale wróciła Olga i zmyli się. Następnego dnia pokazali mi kilka fotek i zawarliśmy układ: mam uwieść ciebie; termin to koniec przyszłego miesiąca. Jeżeli tego nie zdołam zrobić, to on i jego koledzy wyruchają mnie. I stracę pracę! Wolałam jedno ruchanie niż grupowe. Obiecał, że nikomu nie pokaże zdjęć. Stefan, a gdzie znajdę taką pracę? Jaką opinię dostanę? Czasami wystarczy jeden telefon, żeby w całej stolicy nikt nie chciał rozmawiać z tobą o pracy! Tyle przecież wiesz.

    – Asystent chciał mnie skompromitować i pozbyć się z firmy! No, gnida! Raczej skur… A gdzie z taką opinią znalazłbym pracę? – myślałem gorączkowo. Głośno powiedziałem:

    – Czyli asystent „założył się” z tobą. Co to za jego koledzy? – spytałem chyba spokojnie, jednocześnie robiąc wszystko, żeby opanować drżenie rąk. Za mój głos też nie ręczyłem.

    – Nie wiem. Nie od nas – bezradnie wzruszyła ramionami.

    – A jak miałaś udowodnić swój ‘sukces’?

    – Też mam komórkę – ponownie wzruszyła ramionami i opuściła głowę. – Wystarczyło pstryknąć fotkę jak ci obciągam, i drugą, na przykład po stosunku albo w trakcie. Byle złapać nasze twarze – nabrała powietrza. – W ostateczności miałam ciebie zwabić gdzieś, a jego powiadomić. Wówczas sam zrobiłby fotki – schowała twarz w dłoniach.

    – Dobrze – przerwałem jej i podprowadziłem do ławeczki. Usiedliśmy. – Ustalmy: nie chciałem ciebie zerżnąć, nie zrobiłem tobie żadnych zdjęć, a po długim spacerze weszliśmy jeszcze na wino do jakiejś kafejki przy Rynku.

    – Ale, oni mnie z asystentem… – patrzyła mi w oczy, niewiele rozumiejąc i walczyła ze sobą, żeby nie wybuchnąć płaczem.

    – Patrycja, obiecuję ci, że bez twojej zgody nie zaliczą ciebie – zacząłem łagodnym tonem. – Masz… Mamy prawie dwa miesiące. A ja już mam pomysł. No, zarys – uśmiechnąłem się szczerze.

    Nieco uspokoiłem się. I nagle przypomniałem sobie kilku zdolnych i pracowitych, którzy w podobnych, dziwnych i dwuznacznych okolicznościach, na własną prośbę odchodzili z firmy. Wniosek nasuwał się sam: asystent szefa czyścił sobie przedpole… Co za menda w ludzkiej skórze!

    – Oby – westchnęła przygnębiona. Jej pewność siebie dawno ulotniła się i dziewczyna nie wyglądała już tak efektownie jak zwykle.

    – Wstawaj, idziemy do hotelu. – Kiedy podniosła się, spojrzałem na nią. – Przepraszam, że tak wyszło. Wiedziałem, że coś jest nie tak i chciałem zabezpieczyć się przed jeszcze gorszymi konsekwencjami. A trudno było oprzeć się twoim wdziękom i natarczywości – wyjaśniłem. – Obiecuję, że w pracy będę wobec ciebie taki sam jak przed dzisiejszym wieczorem. Nic się nie wydarzyło. O naszym spotkaniu nikomu nie powiem. Kiedy skończy się ta sprawa, skasuję zdjęcia – obiecałem.

    – Skoro obiecujesz – nie patrzyła w moim kierunku.

    – OK, sama skasujesz. Co jest na tych zdjęciach asystenta? – spytałem cicho.

    – Na pierwszym leżę rozkraczona naga, a na moim ciele jest osiem męskich dłoni. Na kolejnym jestem naga i dwóch facetów wciska penisy w moje usta. Na innym dwóch rozciąga moją pochwę. Na następnym wciskają palce w odbyt. Na wszystkich jestem naga! – wyrzuciła z siebie jakby czekała na to pytanie. – Zawsze bardzo wyraźnie widać moją twarz – dodała z rezygnacją. – Przez tydzień wysyłali mi po jednym zdjęciu dziennie! – Prawie szlochała, nie patrząc w moją stronę.

    – Asystent miał aparat i on robił zdjęcia?

    – Tak – cicho szlochała. 

    Teraz ja milczałem, kiwając głową. Wszystko zaczynało układać się w przejrzystą intrygę.

    – Stefan, co mam mu powiedzieć, jeżeli zażąda zdjęć? – spytała normalnym tonem.

    – Że masz jeszcze prawie dwa miesiące – wzruszyłem ramionami. – Kto jak kto, ale Pati umie ustawiać facetów – przypomniałem o jej opinii w firmie. 

    Niepewnie wzruszyła ramionami, ale chyba poczuła się lepiej.

    – Chcesz wrócić sama czy ze mną?

    – Wolałabym sama, ale o tej porze boję się…

    Doskonale rozumiałem ją. Pokiwałem głową.

    – Będę szedł za tobą. Do hotelu wejdziemy razem.

    Kiedy zbliżaliśmy się do hotelu, Patrycja wzięła mnie pod rękę. Właśnie przechodziliśmy na właściwą stronę ulicy i dziewczyna lekko ścisnęła moje ramię. Spojrzałem w sygnalizowanym kierunku. Ktoś stał przed wejściem i palił papierosa. Na nasz widok asystent rzucił papierosa i wszedł do budynku. Patrycja uwolniła moją rękę. Odsunąłem się.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Sesja fotograficzna – 6.

    Część 6.

    Aua! Bolało! To nie była projekcja!

    Ewa dobrze mnie znała. Wiedziała, jakie mam wykształcenie i doświadczenie. Zgodziłam się! Zgodziłam! Miałam pracę!! Miałam stałą pracę!! Niewiele brakowało, a z szalonej radości rzuciłabym się kobiecie na szyję! Jednak na zewnątrz starałam się zachować powściągliwie. Tylko radosny uśmiech miał oznaczać, że cieszę się z propozycji Ewy i podjętej decyzji. Jedynie wymogłam szczegółowe ustalenie zakresu moich obowiązków i wgląd w finanse firmy. Ewa zaprosiła mnie pojutrze do firmy na podpisanie umowy.

    W domu popłakałam się ze szczęścia. Wręcz namacalnie czułam, jak spada ze mnie ciężar obaw związanych z niepewnością jutra. Będziemy normalnie jeść! Robić zakupy! Stałe opłaty będę robiła w terminie! Dzieciom i sobie kupię niezbędne rzeczy! Spłacę wszystkie drobne pożyczki! Rozliczę się z rodzicami. Byłam tak podekscytowana, że usnęłam dopiero nad ranem.

    Po dwóch dniach od naszej rozmowy zostałam przedstawiona w firmie. Podpisałam umowę. Byłam tak przejęta, że musiałam usiąść, aby złożyć kilka podpisów. Drżały mi dłonie. Parę dni zajęło mi poznawanie poszczególnych pracowników, zakresu ich obowiązków, poznanie największych klientów biura, zasad funkcjonowania firmy, organizacji pracy. Ewa pomogła mi tyle, na ile pozwalał jej czas i dość marne samopoczucie.

    Szybko ustawiłam dwóch facetów, który sądzili, że wejdą ze mną w jakieś dwuznaczne układy. Wręcz czułam jak zdyscyplinowałam wszystkich. Częste nieobecności i problemy zdrowotne właścicielki nie służyły firmie. W międzyczasie straciła kilku firm-klientów, więc było zbyt dużo pracowników. Kiedy Ewa poczuła się lepiej, pojechałyśmy do kilku urzędów, gdzie przedstawiła mnie i, w mojej obecności, zostawiła pełnomocnictwa. Zasiadłam za biurkiem właścicielki. Nie zostawiła w nim żadnego swojego papierka… Wyglądało tak, jakby definitywnie pożegnała się z firmą.

    Po kilku dniach ustaliłam wewnętrzne zasady funkcjonowania pracowników, które głównie miały wydłużyć czas pracy biura i naszą dostępność dla klientów. Trzeba było intensywnie szukać nowych klientów. Ewa, chociaż była właścicielką, „za moich czasów” już nigdy nie pojawiła się w biurze. Na koniec pożyczyła mi swój samochód! Powiedziała, że może korzystać z taksówek, ale najczęściej wszędzie woził ją mąż lub jedno z dzieci. Z marnym samopoczuciem nie chciała ryzykować, siadając za kierownicą.

    *

    A potem zaczęłam pracować po osiem, dziesięć, a zdarzało się, że i dwanaście godzin dziennie. Tylko w sobotę zawsze pracowałam w domu. No, prawie zawsze. Może częściej w domu niż w firmie. Tylko czasami musiałam pojechać po jakieś dokumenty do rozliczeń i kończyło się na kilku godzinach pracy za firmowym biurkiem. W sobotę fajnie pracowało się w biurze, bo nikt nie przeszkadzał. Nie dzwonił telefon. Nie było żadnych spotkań. Tak wszystko zorganizowałam, że niedziele miałam wyłącznie dla siebie i dla dzieci, chociaż już nie potrzebowały mnie aż tak bardzo. Pilnowałam się, żeby każdej nocy przespać sześć godzin.

    Dlatego czasami pracowałam również w niedzielę.

    Moją ambicją stało się codzienne wspólne śniadanie z dziećmi. I wspólny obiad w sobotę i w niedzielę. No, na ogół tylko w niedzielę. Czasami udawało mi się zabrać jedno lub drugie na zakupy. To przychodziło mi najłatwiej.

    Płaciłam dziewczynie, która robiła mi podstawowe zakupy, a dwa razy w tygodniu wpadała późnym popołudniem prasować uprane rzeczy i sprzątać. Było mnie na to stać! Wtedy mogłam przez kilka godzin spokojnie posiedzieć przy fakturach i innych dokumentach albo bezczelnie poleniuchować w wannie z gazetą.

    Pod koniec pierwszego roku pracy sprawozdania zdawałam już tylko dwa razy w tygodniu. Sprawozdania robiły się coraz dłuższe, bo Ewa stawiała kawę i jabłecznik z bitą śmietaną. Czasami zmuszała mnie, żebym została na kolacji. Nie potrafiłam odmówić szefowej. Moim dzieciom to w ogóle nie przeszkadzało. Według nich za długo przesiadywałam u pani Ewy, a za mało pracowałam! Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę opinię, ręce mi opadły… Rozglądałam się za czymś ciężkim, żeby im przystępnie przedstawić moje argumenty, ale zrezygnowałam. A potem nawet nie miałam czasu, żeby wyprowadzać ich z błędu.

    Po upływie kolejnych kilku miesięcy Ewa zaproponowała mi kupno jej samochodu. Skorzystałam z takiej okazji. Umówiłyśmy się na zapłatę w ratach. Wiedziałam, że zaniżyła cenę. Znowu miałam własne auto!

    *

    Heniek nigdy nie zapłacił mi pełnej kwoty obiecanej w lesie, ani tej wpisanej do pierwszej i drugiej umowy. Nigdy też nie wyjaśnił, dlaczego i jak moje zdjęcia trafiły do tych dwóch mężczyzn. Nigdy nie dowiedziałam się, dlaczego akurat mnie, „podstarzałą modelkę”, potraktował jakimś narkotykiem w kawiarni i zawiózł do pracowni, nagrywając filmy wbrew mojej woli. Po pewnym czasie przestał odbierać moje telefony, a potem zablokował mój numer. Dotarło do mnie, że przeprowadził się do innej dzielnicy albo nawet pod miasto. Sprzedał atelier, w którym bywałam. Ponoć dobrze mu się powodziło.  

    *

    W ciągu moich pierwszych pięciu lat pracy nie straciliśmy żadnego klienta! Sama zdobyłam ledwie kilku. Ale trafiłam też na polską prywatną firmę, która zleciła nam swoje rozliczenia podatkowe i jednorazowo dorzuciła rozliczanie ponad czterdziestu swoich pracowników, a po pewnym czasie, siłą rozpędu, z naszych usług korzystały, już na stałe, inne mniejsze firmy kooperujące z nią. Pracownicy też pozyskali paru klientów. Firma rozrastała się o nowych klientów. Nikt nie myślał o zwolnieniach. W trzecim roku zatrudniłam nową osobę.

    Z pracownikami finansowy sukces „pięciolatki” fetowaliśmy lampką szampana, dwupiętrowym tortem, lodami i obietnicą utrzymania zatrudnienia przy obecnej liczbie klientów. Uroczystość miała kaloryczny charakter. Jak szaleć to szaleć! Cola lała się litrami! Kilka dziewczyn coś wypiło przed imprezą i zaczęły ostrą zabawę. Nawet moi pracownicy-kawalerowie byli zaskoczeni. Asia jako pierwsza zdecydowała się na striptease. Dziewczyny ledwo zdołały ściągnąć ją ze stołu, zanim zdjęła stanik. Hm, może jednak kiedyś? Byłam trochę rozczarowana. Kilka osób chyba podzielało moją odczucia.

    Późnym wieczorem w domu samotnie otworzyłam szampana, wypiłam dwa kieliszki, rozryczałam się ze szczęścia i kiedy opanowałam się, z butelką poszłam do wanny. Zapaliłam kilka świeczek. Dolewałam gorącej wody, włączyłam muzykę, pochłonęłam sushi kupione w ‘sieciówce’ i chlapałam się w pianie aż opróżniłam butelkę. W międzyczasie zrobiłam sobie dobrze. Potrzebowałam tego. Bardzo! Moje jęki chyba słyszeli w całym pionie… A co tam! Ubrana w szlafrok jakoś dotarłam do sypialni, wcześniej chowając szkło głęboko w mojej szafie. Na kanapie doszłam po raz drugi. Zaszalałam! Zaczęłam paluszkami, skończyłam wibratorem. Próby wepchnięcia w pupę były nieudane, ale jakie podniecające! To był taki radosny dzień!! Około północy straciłam świadomość w sypialni.

    *

    Agnieszka obudziła mnie w sobotę, w samo południe, szarpiąc za ramię. Kiedy zobaczyłam szarlotkę na tacy i poczułam zapach kawy, nawet nie krzyczałam zbyt długo na moje dziecko. Córunia wysłuchała mnie z kamienną twarzą, a w rewanżu poinformowała słodkim głosikiem i ze złośliwym uśmieszkiem, że z wycieczki wrócili nieco wcześniej, a mój telefon dzwoni, w zasadzie, non-stop. Przynajmniej od chwili, kiedy weszła do mieszkania. Pani Ewa zaniepokojona pytała o mnie, dzwoniąc nawet na jej komórkę, kiedy jeszcze siedziała w aucie! Sprawdziłam połączenia. W sobotę dobijało się do mnie ośmiu, nie, dziewięciu klientów. I nie byli to lekarze przynoszący po dwie albo trzy faktury miesięcznie. Tak zakończyłam świętowanie chyba największego sukcesu w roli p.o. szefowej średniej wielkości dobrze prosperującego biura rachunkowego.

    Sprawozdania zdawałam raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Czasami raz w miesiącu. Pół roku po uroczystości z okazji mojej „pięciolatki”, musiałam przyjąć kolejną osobę. Wynajęłam dodatkowe pomieszczenie i zatrudniłam robotników do uprzątnięcia jednej piwniczki w budynku, w którym mieściło się biuro Ewy. Po formalnościach związanych z wynajmem i odpowiednim zabezpieczeniu pomieszczenia, przenieśliśmy tam najstarszą część dokumentów. Zaczynało brakować miejsca. Również dla pracowników.

    *

    Moje życie seksualne zubożało, od kiedy zaczęłam kierować biurem Ewy. Od czasu do czasu pozwalałam sobie na ekscesy, które wystarczały mi na dłużej, bo samodzielne zaspokajanie się było jak picie kawy z plastikowego kubka. Na dodatek kupionej w automacie. A ja lubiłam pić kawę z filiżanki, parzoną według określonych reguł i bez pośpiechu. I lubiłam sama wybierać rodzaj kawy i sposób parzenia.

    Kolega zgodził się i przyjechał już po pierwszym telefonie. Kontaktowaliśmy się od przypadku do przypadku, żony nie miał, więc chętnie skorzystał z mojej propozycji. Pojechaliśmy w piątek do hotelu. Czasem szliśmy na posiłki, czasem zamawialiśmy do pokoju. Wyszliśmy w niedzielę. Biedny Mareczek… W niedzielę wyglądał jak z krzyża zdjęty, ale mnie było mało. Dlatego nie żałowałam go. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Jednak już nie wykazywał nadmiernego entuzjazmu.

    Za drugim razem było jeszcze lepiej, ale na koniec, kiedy żegnaliśmy się, Marek powiedział, że następnym razem przyjedzie z kolegą, bo inaczej nie da rady takiej dupie.

    – Chyba, że chcesz dwóch kolegów?

    – Zastanowię się – obiecałam z miłym uśmiechem.

    Ooo…! Źle go oceniłam. To ja mam zakładać klubik swingersów, bo trzech facetów ma ochotę wyruchać za darmo babkę z ponadprzeciętnymi potrzebami?! Niedoczekanie. Zakończyłam nasze kontakty. On chciał decydować! Też coś…

    Wolałam korzystać z doraźnych możliwości. Odnawiałam niektóre znajomości, żeby czasami sobie dogadzać seksualnie. Ale faceci w moim wieku albo byli zajęci, albo zaniedbani kondycyjnie. W sumie na jedno wychodziło. Trzeba było poszukać w innej grupie wiekowej. Geriatria mnie nie pasjonowała, więc…

    *

    Potem znaleźliśmy ogłoszenia firm holenderskich i niemieckich, funkcjonujących u nas i poszukujących w Polsce pomocy w rozliczeniach podatkowych. Nie były to duże firmy. Nawet nie były średnie. Najpierw ich rozliczenia miały dotyczyć pojedynczych transakcji, jednej inwestycji, potem drugiej. Potem rozliczaliśmy bieżącą działalność w obrębie kwartału, potem drugiego, aż nakłoniłam niektóre z nich do podpisania umowy na dwanaście miesięcy. Nadal byli zadowoleni. Dobrze płacili. I w terminie! W międzyczasie Ewa przekazała mi kierowanie firmą. Już nie byłam p.o. kierowniczką! Dostałam nieznaczną podwyżkę. Potem zatrudniłam dwie pracowniczki. Musiałam. Brakowało miejsca na kolejne biurka, więc wynajęłam dodatkowe, spore pomieszczenie w tym samym budynku. Zrobiło się trochę luźniej, czyli normalnie. Pracy nie ubywało. Wręcz odwrotnie.

    Siłą rozpędu pojawiły się inne firmy. Mundpropaganda! Tak wyjaśnił nam nasz sukces jeden z niemieckich przedsiębiorców. Oni i Holendrzy był bardzo zadowoleni z możliwości przeprowadzania rozliczeń w Polsce. Umowę podpisali na rok. Potem przedłużyli na kolejny. Następna opiewała już na pięć lat! Sam nadzór był już wystarczająco praco- i czasochłonny, a mnie również przybywało lat i wyraźnie ubywało energii. Ewka kazała mi przyjąć asystentkę. Zamiast sprawozdań spotykałyśmy się, aby wypić kawę i zjeść jabłecznik. W końcu zażądałam piernika albo sernika. Uległa. Też potrafiłam się postawić.

    Ewka zawsze miała jakieś zdjęcia albo slajdy do pokazania. Kiedyś, po powrocie z miesięcznej wycieczki do Australii, prawie przez godzinę pokazywała mi z projektora tylko zdjęcia ptaków, głównie papug. Co za widoki! Ferie kolorów! Siedziałam, oglądałam i słuchałam jak urzeczona. To samo miesiąc później, ale wówczas pokazywała mi krajobrazy. Takie widoki działały na mnie kojąco. Już wówczas ogólnikowo opisywałam to, co najważniejsze w firmie: porażki i sukcesy. Te drugie ZAWSZE przeważały. Ewa słuchała jednym uchem, ale sprawiała wrażenie zainteresowanej. Chyba.

    *

    Czasami widywałam Heńka, idąc ulicą, czasami jadąc samochodem. Kiedy przypadkowo spotykaliśmy się na ulicy, zawsze szybko zmieniał kierunek albo przechodził na drugą stronę. Był czujny. Nie zamierzałam gonić go na ulicy. Mimo upływu lat, nadal był w moim czerwonym zeszycie. Podkreślony na czerwono. Nigdy nie wybaczam oszustom i kłamcom. A to oznaczało, w nieokreślonej przyszłości, przykre konsekwencje dla tak wrednej ludzkiej mendy.

    *

    Zostałam zaproszona do znajomych na kolację. Marzena obchodziła swoje urodziny, więc mąż starał się, aby wieczór wypadł okazale. Stół może nie uginał się pod imponującą liczbą potraw, ale nikt nie przyjechał, żeby nażreć się, tylko spotkać, porozmawiać. Głównie były pary. Ja należałam do dość wąskiego grona singielek. Moje samotne koleżanki też nie przyprowadziły swoich kochanków.

    Fakt, alkoholu było i dużo, i duży wybór. Pewnie, gdybym zażyczyła sobie, to dostałabym coś do wciągnięcia. W tym towarzystwie nie jest to nagminny zwyczaj, jednak na pewno większość miała i takie doświadczenia. Wątpię, żeby tylko jednorazowe. Słodyczy też było sporo. Głodna nie byłam, przyjechałam taksówką, więc pozwoliłam sobie na alkohol. Trochę mieszałam. Marzena zadbała, żeby drinki były ładnie podane i przy okazji proponowała nowe smaki. Skorzystałam. Parokrotnie. Wynajęty barman szybko pracował. Zaprosiła ze czterdzieści osób. A może więcej? W końcu uznałam, że muszę wracać, bo już zalałam się, ale jeszcze próbuję myśleć racjonalnie. Podeszłam do solenizantki.

    – Marzenko, uciekam. Fajna impreza, ale za dużo wypiłam. Nie chcę robić kłopotu, paa…

    – O, nie, nie! – Marzenka patrzyła na mnie badawczo. – W tym stanie nie puszczę ciebie nawet do furtki. Przytrzymała mnie, jednocześnie rozglądając się. – Olek, pozwól! – zawołała syna.

    Osiemnastolatek podszedł szybko. Impreza mamy, ale stał z jakimiś młodszymi kobietami.

    – Synku, który pokój jest wolny?

    – Noo, mój chyba. A co?

    – Pani Lidka za dużo wypiła, źle się poczuła i musi zdrzemnąć się, zanim od nas wyjdzie. Zaprowadzisz ją do siebie?

    – Dobrze, ale…

    – Wyjmij świeżą pościel z szafy. Posprzątałeś u siebie? Czy nasz gość będzie musiał przedzierać się przez bałagan, żeby dotrzeć do tapczanu?

    – Mama, daj spokój… – chłopak z dezaprobatą pokręcił głową. Chwycił mnie pod ramię. – Proszę, pani pozwoli – silny blondynek poprowadził mnie na piętro.

    Stałam oparta o drzwi pokoju, kiedy wyciągał prześcieradło.

    – Daj spokój, dziękuję. Prześcieradło wystarczy. – Podeszłam i usiadłam na tapczanie. Olek patrzył na mnie. Położyłam torebkę na podłodze, rozpięłam nieco bluzkę, zdjęłam szpilki. Kiedy kładłam się i przykrywałam kocem, Olek rakiem opuszczał własny pokój.

    – Pani Lidko, łazienka jest w tym korytarzy, po lewej stronie. Jeżeli pani chce, to mogę podejść za godzinę albo dwie i zbudzić.

    – Za dwie. Dziękuję! Teraz będziesz mógł powiedzieć, że miałeś w łóżku ryczącą czterdziestkę! – zażartowałam niezbyt fortunnie, ale odjęłam sobie parę lat.

    Olek coś mruczał od drzwi, a ja położyłam głowę na poduszce. Zakręciło mi się w głowie. Oczy same zamknęły się. Coś mówił, ale ja usłyszałam swoje chrapnięcie i zasnęłam.

    *

    To było tak miłe uczucie, że nie próbowałam z nim walczyć. Budziłam się powoli, czułam, że alkohol nadal działa, ale jednak nie było tak źle jak przed drzemką. Przypomniałam sobie, że jestem na imprezie. W pokoju było ciemno. Światło z ulicy rozjaśniało pokój jedynie na tyle, żeby zorientować się, gdzie jest okno. Hałas imprezy świetnie tłumiły zamknięte drzwi. Było miło. Byłam podniecona. No tak, w ciuchach na tapczanie. I nagle dotarło do mnie:

    – Cholera! Ktoś mnie obmacuje! – zaniepokojona lekko szarpnęłam ciałem.

    – Spokojnie, przecież lubisz to – usłyszałam szept. Byłam odprężona i taka chętna… Do czego? Miałam ochotę na seks! Dotarło do mnie, że leżę na wznak, a ktoś głaszcze łechtaczkę! Byłam bez majtek! Ale pieszczota była taka przyjemna… Nie chciałam z niej rezygnować. – Olek? – upewniłam się.

    – Nie, Krystian. Dobry wieczór, pani Lidko.

    – Kto? A, brat Olka. – w końcu skojarzyłam. Krystian był o sześć lat starszy od Olka. Ulżyło mi. Ukląkł obok tapczanu i drugą dłonią masował mój biust. Wsunął dłoń pod stanik i łagodnie poruszał całą dłonią.

    – Teraz lubisz starsze panie? – odezwałam się.

    – Jeżeli jest taka okazja… – chyba uśmiechnął się.

    – Cholera, jeszcze twoi rodzice nas zobaczą! – spojrzałam na niego. – Zmykaj stąd!

    – Bez obaw. Są w ogrodzie. To jeszcze trochę potrwa – nachylił się i pocałował mnie.

    Objęłam go ręką i oddałam pocałunek. Całując mnie, podniósł się i jedną ręką rozpinał spodnie. Potem ściągnął je wraz z majtkami i butami. Chociaż wyprostował się, nic nie zobaczyłam. Bez trudu podciągnął moją spódniczkę prawie do pasa. No tak, już była rozpięta! Kiedy kładł się między moimi nogami, od razu wepchnął się do pochwy. Był podniecony, więc przynajmniej żołądź była mokra, a ja mokra i w środku, i na wargach! Wszedł spokojnym, pewnym ruchem. 

    Westchnęłam głęboko, a on poruszał się we mnie powoli w różnych kierunkach. Było super! Dotykał, uderzał, muskał ścianki… Moje podniecenie szybko rosło. Mruczałam i postękiwałam. Rozpiął mi bluzkę i rozłożył na boki. Rozpiął stanik i przecisnął nad głową. Wbił mocno członek aż jęknęłam, ale to nie był ból! Zanim jęknęłam, zamknął mi usta pocałunkiem i zaczął mnie rytmicznie ruchać. Dłonią dotykał piersi, ustami całował, pochłania i nawilżał sutki, językiem lizał brodawki, zębami delikatnie gryzł. Każdy bodziec był miły, podniecał i powodował, że stawałam się coraz bardziej aktywna podczas stosunku. W końcu objęłam go nogami, a on ruchał mnie w szybkim tempie. Stękałam głośno. Zapomniałam, gdzie jestem. Chłopak podniósł moją prawą nogą, przekręcił mnie nieco na bok i nie wychodząc, przesunął się, kładąc za mną. Chciałam zapytać go…  

    Uderzył biodrami z całej siły i krzyknęłam! Mocno chwycił mnie za pierś i zębami wczepił się w kark. Pomógł mi zdjąć bluzkę i stanik. Wisiały na drugiej ręce. Znowu ruchał z siłą, jakiej nie mogłabym zbyt długo wytrzymać. Jęczałam. Coraz głośniej. Ścisnął brodawkę, klepnął pierś i zasłonił mi usta. Już dłużej nie potrafiłam. Fala orgazmu zalała mnie. Puścił mój kark i wepchnął twarz w poduszkę. Przeciągle zawyłam z rozkoszy. Fala… Fala powoli zanikała, a ja jeszcze wolniej przytomniałam. Trwałam w tej ulotnej ekstazie. Nadal ruchał mnie, ale pewnie tylko po to, żeby przyspieszyć, kiedy będę gotowa. A mnie w ten sposób świetnie ‘budził’ z letargu po orgazmie. Nie poczułam wytrysku.  

    *

    – To jeszcze nie koniec – zapowiedział wesołym tonem, jakby czytał w moich myślach. Wyszedł ze mnie, wstał i stanął przy mojej głowie. – Pokaż, jak obciągasz.

    Po omacku trafiłam na penisa.

    – Poczuj nowe doznania – odwrócił głowę. – Właź, stary. Na co czekasz?

    Nie rozumiałam. Wiedziałam, że słów nie skierował do mnie, ale nie widziałam nikogo. Kiedy pytał, głowę miał odwróconą w lewo, tam, gdzie były moje nogi. Właśnie ktoś ich dotknął. Szarpnęłam się, przestraszona i krzyknęłam. Dobiegł mnie lekki szmer, a tapczan ugiął się pod czyimś ciężarem.

    – Spokojnie, nie denerwuj się. To mój braciszek chce skorzystać z twoich uroków – podniósł nieco moją głowę i wysunął biodra. – No, obciągaj – dodał łagodniej.

    Szok!

    Penis wszedł prawie cały. Dławiłam się. Jednak nie to było najważniejsze.

    Szok! Szok! Miałam poważny problem! Udawać, że mam ochotę i jestem na tyle pijana, że mogą ze mną zrobić, co chcą czy protestować, wyrzucić ich z pokoju i… i co? Zrobić awanturę? Dać Krystianowi w pysk?

    Kiedy chciałam zdecydowanie zareagować, Olek podniósł moją nogę i poczułam jego penisa w pochwie! Leżałam na boku, obciągałam starszemu bratu, kiedy młodszy rżnął mnie!

    Ten miał siłę! Ruchał mnie w jednym, szybkim rytmie, cały czas klęcząc. Próbował raz jedną, raz drugą ręką chwycić pierś. Kiedy złapał, mocno miętosił. Domyślałam się, że nie jest prawiczkiem, ale podnieca go seks ze znacznie starszą kobietą. Podczas wizyt u nich nie zwracaliśmy na siebie uwagi, żadnych, nawet zdawkowych rozmów. Wiadomo, koleżanka mamy. Pani Lidka. Różnimy się wiekiem, jesteśmy na innym etapie życia, mamy inne problemy, obowiązki, a tu nagle: Olek rżnie nagą koleżankę mamy! Na dodatek razem z bratem. Ot, taka nieoczekiwana zdobycz. Olek nie był zbyt finezyjny, ale tak mi dogadzał, że momentami nie byłam w stanie obciągać. trzymałam penisa w otwartych ustach, a z nich wyciekała ślina ze śluzem. Dobrze, że było ciemno, bo na pewno nie wyglądałam zbyt efektownie. W pewnym momencie nie potrafiłam utrzymać penisa w ręku. Wypadł mi, a ja jęcząc opadłam na tapczan. Krystian podniósł głowę i ponownie wepchnął penisa w usta.

    – Liż, przecież potrafisz – nadal był bardzo podniecony.

    – Dochodzę! Gdzie mam się spuścić? – głośno wystękał Olek.

    – Gdzie chcesz! Z nią to nie problem – stwierdził starszy brat. Trzymał mnie za włosy i energicznie poruszał biodrami.

    Olek naprawdę mi dogadzał. Bałam się, że jak dojdę, to zębami zmiażdżę Krystianowi chuja. W końcu należało się chłopakowi. A… ależ miałam drugi orgazm! Zawyłam i odwróciłam głowę. Zacisnęłam szczęki, a Krystian w porę przycisnął poduszkę do mojej twarzy. Olek zlał się we mnie. Słyszałam jego głośne westchnienie. Potem padł na mnie. Twardy penis dalej tkwił we mnie. Krystian odsunął poduszkę z mojej twarzy.

    – Stary, to nie sanatorium! Wyłaź! Lidzia, klęknij przy tapczanie.

    Dyszący Olek usiadł na tapczanie. Krystian włączył nocną lampkę, ściągnął mnie i kiedy klękając, oparłam przedramiona o tapczan, rozsunął mi kolana. Po chwili wszedł do pochwy i głośno stęknął.

    – No, teraz ja skończę! Lidka, obciągnij chłopakowi. Niech ma jeszcze przyjemność z tej zabawy.

    Krystian stał za mną i znowu ruchał mnie w wolnym tempie. Sięgnęłam po penisa Olka, nadal sterczał. Ścisnęłam, powoli przesuwałam dłonią i zaczęłam lizać. Czułam jak znowu twardnieje. Czerpałam z tego jakąś perwersyjną przyjemność. Takie dwa młode chłopaki… Krystian już walił swoim członkiem, byłam coraz bardziej podniecona, więc wiedziałam, że niedługo jedno z nas skończy orgazmem. Olek postękiwał i głaskał mnie po włosach.

    Krystian szalał z tyłu i w końcu stęknął głośno, a ja poczułam wytrysk. Chwilę później też doszłam. Rozkosz prawie pozbawiła mnie przytomności. Nie wiem, chyba jęczałam. Kiedy doszłam do siebie, masowałam i obciągałam Olkowi. W końcu ścisnęłam członek i jeszcze zdołałam wyzwolić małą ejakulację. Trzymałam go w ustach. Przyjęłam i połknęłam wytrysk. Chłopak stęknął i padł na plecy. Podgryzałam mu penisa. Bronił się przed dalszymi pieszczotami. Padłam na tapczan. Naprawdę nie miałam sił. Krystian leżał na mnie i macał pierś.

    *

    – Kurde, świetna jesteś! – westchnął głośno za moją głową. Pocałował mnie w kark, polizał i znowu zaczął poruszać penisem. Pierś ściskał coraz mocniej.

    – Krystian, uspokój się. Już nie mogę – naprawdę miałam dość. To był rezultat jedynie nadmiaru wypitego alkoholu. Nawet nie miałam skrupułów, że psuję dzieci koleżanki, skoro to oni rozebrali mnie i nakłonili do seksu. No, ja na nich się nie rzuciłam!

    – Lidka, chętnie spotkam się. Kiedy tylko zechcesz. Świetna jesteś! – gadał, gadał i znowu zaczynał mnie ruchać.

    – Krystian, na dzisiaj starczy. Pogadamy jak dojdę do siebie – chciałam, żeby dał mi wreszcie spokój. Dalej gadał i stawał się coraz bardziej natarczywy, a mnie kręciło się w głowie. W końcu nie wytrzymałam:  

    – Krystian, źle się czuję po alkoholu. Jak mnie jeszcze będziesz naciskał, to za chwilę puszczę pawia. Chcesz tego?

    Chłopak od razu wyszedł ze mnie.

    Zebrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi.

    – Mogłabyś pokazać się nam nago – Krystian nadal nie miał dość.

    – Dość się naoglądaliście – obciągałam i wygładzałam spódniczkę.

    – Świetne cycki i niezłe ciałko – stęknął Olek. – Też bym jeszcze spróbował – usiadł z uśmiechem. Chciał podnieść się.

    – Będą inne okazje – powiedziałam wymijająco. Chusteczką wycierałam spermę wyciekającą z pochwy.

    Patrzyli na mnie pożądliwie. Ze stanikiem i bluzką w ręku ruszyłam do łazienki. Niech sobie jeszcze popatrzą. Szybko umyłam się, ubrałam i poprawiłam usta.

    – Dobrze, że nie spuścili się na twarz i we włosy. Jak wtedy bym wyglądała? – nerwowo poprawiałam włosy. Chciałam wyjść, zanim solenizantka i goście wrócą z ogrodu.

    *

    Wróciłam do pokoju. Obydwaj czekali na mnie przy drzwiach.

    – Lidka, słuchaj… Mamy ochotę na powtórkę. Pozwól z nami – Krystian stanowczo chwycił mnie pod rękę.

    – Chłopcy, teraz idę do taksówki. Już zamówiłam. Jeżeli będzie okazja i będę miała na was ochotę, to jeszcze spotkamy się. Obiecuję – wyjaśniałam i chwyciłam Krystiana za palec. Wygięłam go.

    Chłopak syknął z bólu i zgiął się. Bez trudu oswobodziłam się z jego stanowczego uchwytu. Zaskoczony Olek cofnął się. Patrzył na mnie, ale nie odezwał się.

    – Nigdy nie zachęcaj kobiety siłą, bo za dużo stracisz. Oprócz okazji do seksu – ostrzegłam Krystiana. Patrzyłam na niego poważnie. Zrozumiał, że nie żartowałam. – Oluś, dziecko drogie, no przynieś mi numery telefonów. Chyba nie będę prosić waszej mamy o kontakt? – uśmiechnęłam się zalotnie.

    Olka jakby wymiotło. Szybko wrócił z kartką z dwoma numerami telefonów. Schowałam ją do torebki.

    – Krystuś, na pewno zechcesz odprowadzić mnie do taksówki? – zapytałam słodkim głosikiem.

    – Tak – warknął niezadowolony z siłowej porażki ze starszą kobietą. I to w obecności młodszego brata.

    Kiedy dochodziliśmy do taksówki, spojrzałam na niego:

    – Krystek, chcesz spotkać się sam czy z bratem?  

    Chłopak spojrzał zaskoczony. Odzyskał pewność siebie.

    – Z tobą to chętnie we dwóch. Niech Oluś korzysta z takiej okazji. Tobie też będzie lepiej. I tak jesteś w stanie bez trudu obsłużyć kilku – uśmiechnął się obleśnie. Pożegnał się ze mną z uśmiechem na ustach. Zamknął drzwi taksówki i pokiwał mi na pożegnanie.

    – Dzieciaki, mężczyźni… Wszyscy tacy sami – byłam rozbawiona. – Wystarczy coś obiecać i już merdają ogonkiem – uśmiechnęłam się do swoich myśli. Ale podniecała mnie ich witalność.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wycieczka szkolna

    Z klasą byliśmy na wycieczce kilkudniowej. Jak to bywa na takich wyprawach nocleg był w pokojach tym razem 2-osobowych. Mi trafiło się lokum z Olą. Była to szczupła dziewczyna, bardzo wysportowana i nosząca okulary. Gdy już w nocy zeszliśmy się do pokoju po kąpieli zapytała mnie czy może spać nago. Zszokowało mnie to, ale się zgodziłem, jeżeli w nocy ja będę mógł się pobawić sam ze sobą. Ucieszyła się i w ramach wdzięczności rozebrała się z piżamy przede mną.
    – mam jeszcze jedno małe pytanko.
    – pokazałbyś siebie bez spodni? Odwdzięczę się
    – a jak niby?
    – zrobię Ci loda. Proszę nigdy nie widziałam chłopaka nago
    – dobrze jeżeli mnie jeszcze pocałujesz to pokaże Ci się cały nago.
    Podeszła i powolnym krokiem schyliła się do mnie siedzącego na brzegu łóżka i pocałowała namiętnie.  Po tym wstałem i pozwoliłem jej ściągnąć bokserki z których już uformował się namiot. Bez wahania ściągnęła je ze mnie i zaczęła ręką oglądać penisa, by po chwili possać go. Próbowała wsadzić go sobie w gardło głęboko, ale nie do końca jej to wychodziło, mimo iż chciała, więc postanowiłem jej pomóc. Chwyciłem jej głowę od tyłu i mocno przycisnąłem w kierunku mojego krocza. Zmieściła go całego z zadowoleniem, a po niedługim czasie od tego wystrzeliłem w jej ustach. Położyliśmy się już, a ja jeszcze chciałem sobie zwalić skoro mi pozwoliła.
    W tym samym czasie nauczycielka postanowiła przejść się po pokojach i posprawdzać czy aby na pewno się nic nie dzieje. Była ona wysoką brunetką o pięknych lokach sięgających za ramiona. Walory też miała niemałe. Widziałem to dokładnie, bo często nosiła bluzki ukazujące dokładnie kształt jej piersi, oraz spódnice pokazujące kształt wielkich pośladków. Znała naszą klasę i sądziła, że wszyscy już o tej godzinie będą spać, więc nie ubierała się jakoś zakrywająco tylko wyszła w tym w czym miała zamiar spać, czyli dosyć małe obcisłe majteczki i stanik. Gdy już odchylała drzwi od mojego pokoju widziała jak waliłem konia. Pomyślała że warto byłoby wykorzystać taką sytuację i stojąc jeszcze na korytarzu ściągnęła nawet i to co miała na sobie, i weszła nago do pokoju.
    – a co ty robisz chłopcze – powiedziała powoli wchodząc.  Nie widziałem jej dokładnie przez półmrok w pokoju więc prędko zasłoniłem genitalia.
    – ja? Nic proszę pani
    – przecież widziałam – mówiła cały czas stojąc w mroku
    – kto tutaj śpi z tobą?
    – Ola proszę pani
    – no dobrze. Nie ładnie tak masturbować się na wycieczce szkolnej
    – przepraszam proszę pani już się to nie powtórzy, ani nic podobnego – miałem tylko nadzieję że nie spojrzy w stronę koleżanki która spała nago.
    – nie myśl że przejdzie ci to płazem. Kara musi być – powiedziała po czym weszła w strugę światła przez co widziałem dokładnie jej kształty.
    -musisz pokazać co tam skrywasz rękoma łobuzie – pokornie odsłoniłem stojącego członka – a gdyby tak cię widziała to myślisz ze co by się stało? Nie ładnie tak robić – i w tej chwili zaczęła klepać stojącą męskość – jeżeli potrzebowałeś orgazmu było mi powiedzieć
    – czy ja dobrze słyszę?
    – tak. Przyszedłbyś do mnie i byś zatopił co trzeba we mnie i by ci ulżyło. Gdy miałeś chcicę było mi powiedzieć to byśmy jakoś zaradzili. Podejrzewam że teraz masz dlatego ci pomogę
    – co chce pani zrobić?
    – patrz – powiedziała po czym schyliła się i lizała członka. Było mi bardzo przyjemnie, ale jednocześnie byłem zszokowany tym co się działo. Po niedługim ssaniu przełożyła przeze mnie nogę pozwalając wylizać siebie w pozycji 69.
    – proszę pani a czy na pewno możemy tak
    – nie gadaj tyle tylko liż mnie, a po wszystkim nic nie mów nikomu. W tym samym czasie Ola nie spała tylko przysłuchiwała się i przyglądała całej akcji masując swoją norkę. Wreszcie nie wytrzymała i podeszła do nas – też chcę z wami
    – ojjj to musisz coś zrobić Olu.
     – a co takiego- zapytała
     – skoro dochodzisz po czasie musisz teraz pozwolić się wylizać
    – a przez kogo
    – ja chętnie bym zasmakowała twoich soczków, zatem położyła się na moim miejscu rozchylając nogi i momentalnie burza loków nauczycielki była pomiędzy nimi.
    – chodź tu do mnie Radziu- powiedziała.  A gdy się pochyliłem nad nią dodała tylko
    – od dawna chciałam to zrobić – co takiego
    – chciałam się kochać z tobą – i przylgnęła swoimi wargami do moich z czułością
    – myślę, że ta kara jest niewystarczająca dla was za takie zachowanie- powiedziała nauczycielka.
    – co mamy zrobić proszę pani? – zapytała Ola – Radku kładź się na podłodze. Olu będziesz robiła przysiady.
    – zwykłe przysiady nago?
    – nie. Musisz nabijać się na jego kutasa. Dla niego karą będzie to jak ja siadam mu na twarzy, a on mi liże.
    Tak też zaczęła się nasza zabawa. Gdy tak Ola podskakiwała na mnie, a ja lizałem cipkę Eli to nie zwlekając wychowawczyni masowała jej cipkę i ugniatała piersi.
    Potem na chwile się zamieniły ale ja już dochodziłem
    – zaraz wystrzelę
    – Radku wystrzel mi do środka!
    – zarządziła nauczycielka. Tak tez zrobiłem jednak wdziałem jak Oli zachciało sie wylizać trochę tą wyciekającą spermę. Zaczęła lizać cipkę nauczycielki aż ta doszła.
    – dobrze kara odbyta. Teraz pamiętajcie, że w razie potrzeby możecie sie do mnie zgłosić oraz musimy sobie porozmawiać w szkole o tym we 3. Niekoniecznie w ubraniach – dodała po czym pocałowała nas oboje namiętnie
    – teraz ja idę do swojego pokoju do rana
    – ale się działo Radziu – odrzekła Ola
    – no nie powiem było super
    – teraz pasowałoby się umyć z tego bo razie o nie będzie przyjemnie takim upoconym – powiedziała koleżanka
    – chcesz się sama myć? Nie lepiej zaoszczędzić wodę i iść razem?
    – chodź tu do mnie to zakosztujesz  przy okazji mojej cipki znowu
    – i zaciągnęła mnie za rękę pod prysznic. Łazienka była 1 na cale piętro, ale myśleliśmy, że wszyscy już śpią i możemy sobie spokojnie skorzystać. Wielkie było nasze zdziwienie gdy otworzyliśmy drzwi. W środku były nasze 2 koleżanki.

    Zachęcam do komentowania i dawania rad jak przekazać dalsze części opowieści 😉

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz
  • Maturzystka – 5.

    Część 5.


    Rozmawiałam z Roksaną.

    Tak! Moja koleżanka z prowincji odezwała się do mnie! Zresztą, jako jedyna. Trochę byłam zaskoczona, ale czas i odległość wszystko weryfikują. Koniec końców umówiłyśmy się. Już nie pamiętam kto, ona czy ja, zaproponował przyjazd od Warszawy? W każdym razie naprawdę ucieszyłam się. Pogadam z koleżanką, powspominamy, nasłucham się plotek. Brakowało mi tamtej szkoły. Zdecydowanie bardziej odpowiadał mi klimat naszego miasteczka. Zresztą, nigdy nie przyznałam się rodzicom do tęsknoty za tamtą szkołą, koleżankami i starym mieszkaniem.

    Za jakiś czas rodzice mieli jechać w odwiedziny do rodziny mamy, a to był kawałek do przejechania. Stanowczo odmówiłam. Zwyczajnie nie miałam ochoty i generalnie nie lubiłam jeździć. Ani samochodem, a tym bardziej brudnym i smrodliwym PKP. Zaproponowałam, żeby właśnie wtedy przyjechała. Ucieszyła się. I to chyba bardzo! Ożywiła się, kiedy zastanawiałyśmy się nad terminem. To już był konkret, a nie zdawkowe zaproszenie. Obiecałam podać termin spotkania od razu, jak tylko rodzice zdecydują się, kiedy pojadą. Mogła nocować u nas. Twierdziła, że jej mama zgodziła się.

    – Co za sunia! – pomyślałam. – Czyli już wcześniej nastawiła się na odwiedziny. Fajnie!

    Obie byłyśmy podekscytowane.

    – Pokażesz mi trochę nocnego życia stolicy, co? – zaśmiała się Roksana.

    – Jasne! – odpowiedziałam równie swobodnym tonem. – Jasne, ja i nocne życie Wawy – tego już nie słyszała. Trochę zasępiona, pokręciłam głową.

    Dzwoniłam do innych koleżanek z poprzedniej szkoły, ale jakoś nie witały mnie z przesadnym entuzjazmem. Zawsze niby ucieszone, miło nam się rozmawiało, ale żadna nie oddzwaniała. To ja prowadziłam każdą taką rozmowę. Skoro zadzwoniłam, to gadałam. I tak powoli urywał się nasz kontakt.

    * 

    – Grażyna!

    – Co, „Sarenko”? – grubaśnica chyba lubiła, kiedy ją tak nazywałam. A nie byłam złośliwa. Ot, urocze pseudo otyłej koleżanki, którą nawet lubiłam. Za jej „Szefową” nie przepadałam. Tolerowałam, bo musiałam.

    – Ewa zaprasza na imprezę u siebie w domu – podchodząc, zakomunikowała Wanda. Podała mi adres i godzinę. – W tę sobotę. Miałam ci powiedzieć, żebyś nie bała się. Żadna dziewczyna nie rozbierze ciebie – uśmiechnęła się lekceważąco. – Pamiętaj! To jest wyróżnienie za akcję z tymi dwoma łosiami – odwróciła się i ruszyła. – A! Jeszcze jedno! – wróciła po dwóch krokach. – Ewa obiecuje, że zobaczysz kilka ciekawych rzeczy.

    – Jakich?

    – Skąd mam wiedzieć? U Ewy zawsze jest fajnie – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się, rozbawiona moją dociekliwością. Chyba wyczuła, że moja ciekawość jest spowodowana jedynie strachem przed konsekwencjami obecności na takiej imprezie. – Tyle miałam przekazać. Jeżeli nie przyjdziesz, to dopiero pożałujesz!

    – Jasne, przyjdę – odrzekłam bez entuzjazmu. Byłam zmęczona tymi gierkami.

    Nachyliła się do mnie i wyznała konfidencjonalnie:

    – Wiesz, zawsze jest jakiś striptiz albo erotyczny pokazik. Warto obejrzeć – uniosła brwi i pokiwała głową. Odwróciła się i szybko odeszła.

    Nawet nie zapytałam, czy mam jakoś specjalnie ubrać się. Do szkoły kazały mi przychodzić bez majtek, więc na imprezę może też?

    *

    Wysiadłam z autobusu i skierowałam się w ulicę, na końcu której powinna być ulica, przy której mieścił się dom rodziców Ewy. Założyłam błękitną koszulkę w delikatne żółte prążki z krótkim rękawem. Do niej ubrałam jasne dżinsy i czarne sandałki na szpilce na bose stopy. W końcu to impreza. Sandałki to było parę błyszczących pasków, a pasek z zapięciem znajdował się nad kostką. Patrzyłam w dół i uznałam, że moje opalone stopy wyglądają bardzo efektownie w sandałkach na szpilce. Paznokcie pomalowałam pastelowym żółtym lakierem. Świeży zakup z wypadu z mamą do sklepów. Na szczęście spodnie były dość krótkie, żeby prezentować całe sandałki. Mama również kupiła sobie czarne, ażurowe botki bez palców. Mnie też się podobały. Świetnie w nich wyglądała. Potem kupowała bieliznę. Granatowe majteczki i stanik w rzadkie białe prążki. Też bym taką chciała, ale akurat nie było mojego rozmiaru. Niby po czterdziestce, ale jak zobaczyłam ją w tym kostiumie w kabinie… Mrugnęła do mnie i jeszcze założyła ażurowe botki. Ale laska z mamy! Zaśmiała się głośno i ucałowała mnie, kiedy jej to powiedziałam. Była bardzo zadowolona. W ogóle jakoś tak korzystniej wyglądała. Kwitnąco?

    O, spora willa! Kiedy podchodziłam do bramki, znowu nabrałam obaw. Po co tam idę? A jeżeli mnie okłamały i zwabiły w taki sposób? Wrócić? Okna na parterze, przysłonięte drzewami, były otwarte i brzmiała głośna muzyka. Nikogo nie zobaczyłam, ale słyszałam wesołe głosy. Same dziewczyny. Czyżby znowu babska impreza? Nacisnęłam przycisk przy bramce. Usłyszałam z głośnika „Wejść!”, zabrzęczał sygnał, więc pchnęłam furtkę i weszłam. Drzwi domu otworzyły się, kiedy wchodziłam po schodach. Stała w nich Ewa z kieliszkiem w dłoni. Miałam wrażenie, że jest pijana. Na szczęście pomyliłam się.

    – O, nasza prawie wytresowana suczka! Nareszcie! No, właź! – była wyraźnie rozbawiona moją obecnością. Coś szykowała?

    *

    Weszłyśmy do salonu. Sporo osób. Części nie znam. Nie z naszego liceum. I chłopacy. Monika, z paczki Ewy stoi w kącie salonu i migdali się z jakimiś dwoma chłopakami. Nie znam ich. Ciekawe, czy Monika ich zna? Nieco dalej w fotelu siedzi jakiś barczysty chłopak, szatyn. Też nie od nas ze szkoły, ale w naszym wieku. Na jego kolanach siedzi rozkraczona… No, nie mogę! Chyba pęknę ze śmiechu. To mała Kamila! Już w rozpiętej bluzce. Parka całuje się, a dłonie chłopaka błądzą przy zapięciu stanika.

    – Hm, czyli jednak koedukacyjna impreza – stwierdziłam, ale tylko w myślach, tonem katechety. – A prawie byłam przekonana, że tylko same lesby są w paczce Ewy. Im dłużej tutaj siedzę, tym bardziej przekonuję się, że nie ma tutaj przypadkowych osób. Ewa wszystkich zna. Jej koleżanki też do każdego zwracają się po imieniu.

    Ona jakby czytała w moich myślach. Spojrzała na mnie:

    – Spoko, z czasem poznasz wszystkich, których trzeba. Jest tu więcej dziewczyn, a chłopacy czasami otrzymują jednorazowe zaproszenia. Nie warto ich zapamiętywać – machnęła lekceważąco ręką. – Wiekowo też jesteśmy zróżnicowani. Nie przyjmuję każdego, kto słyszał o spotkaniach u mnie i chce tu bywać. Za to są różne formy inicjacji. Patrz!

    *

    Na środek salonu wychodzi jakaś dziewczyna. W naszym wieku, ale widzę ją po raz pierwszy. Dość wysoka, tak z 170 cm w szpilkach, blondynka, długie włosy sięgają do pleców. Niebieskie sandałki na szpilce. Ciemnobrązowe kabaretki, granatowa spódniczka i granatowa bluzeczka ze stójką w delikatne i rzadkie białe prążki. Ładny makijaż, uśmiechnięta. Nie ma nadwagi, raczej jest grubokoścista, ale za to ma naprawdę spory biust! Fajnie tańczy do muzyki, którą teraz włączyła Ewa. Większość jej się przygląda. Chłopacy wręcz wlepiają oczy w te cycki. Powoli pozbywa się kolejnych części garderoby. Uśmiech nie schodzi z jej ust. Też z zainteresowaniem oglądam jej występ. Naprawdę fajnie tańczy i rozbiera się. Może dorabia sobie w ten sposób na imprezach? Na pewno nie ma więcej niż 20 lat. Zdjęła stanik i majtki, bluzka jest prawie rozpięta i widać jak duże są piersi. Coś można dojrzeć. Co jakiś czas podchodzi ktoś i wrzuca karteczkę do koszyka, który stoi obok Ewy.

    – Oferują różne rzeczy za możliwość skorzystania z jej ciała – Ewa wyjaśnia lekceważącym tonem. – Jagoda należy do mnie, więc dzisiaj robi striptiz. A ja wybiorę najciekawszą ofertę. Albo oferty. Albo niczego nie wybiorę.

    Na koniec Jagoda prowokacyjnie bawi się sutkami, łechtaczką. Każdy oglądający śledzi ruchy paluszka krążącego po jej ciele. No, odważna jest! Milczą wszyscy obserwujący występ. Jego koniec chyba rozczarowuje publiczność. Już? Sporo osób rozgląda się. Im udzieliło się podniecenie wywołane pokazem. Szukają okazji do jego rozładowania.

    Kiedy dziewczyna zbiera swoje rzeczy i z nimi w ręku podchodzi do Ewy, dopiero widzę, jak mocno jest opalona. Biały stanik i majtki stanowią odpowiedni kontrast. Masywne, ale ładnie umięśnione uda, sporo obiecują. A cycki ma naprawdę spore! Teraz dostrzegam delikatną obrożę na szyi Jagody! Przypuszczałam, że coś widzę, w końcu jest tu dość ciemno, ale sądziłam, że to tatuaż.

    Ewa woła jakiegoś chłopaka i dziewczynę. Szybko podchodzą. Nie są parą i chyba nie są zadowoleni z decyzji gospodyni wieczoru, bo patrzą na siebie z pewnym dystansem.

    – Jagódka jest wasza. Bez ograniczeń. Czasu też wam nie ograniczam. Idźcie do tamtego pokoju – wskazuje brodą. – Miłej zabawy!

    Dziewczyna też jest w krótkiej spódniczce i T-shircie, ale już boso. Patrzy na chłopaka jak na kłopot, bierze Jagodę za rękę i daje jej buziaka. Chłopak również całuje Jagodę i chwyta ją za pierś. „Łapczywie” miętosi ją. Widać, że jest bardzo podniecony. Rozbawiona dziewczyna uśmiecha się, ale nie cofa. Chyba jest przyzwyczajona do różnych przejawów uznania dla swojej urody. Chwilę później znikają za drzwiami pokoju.

    *

    Ilona podchodzi do mnie ze szklaneczką wypełnioną jakimś napojem.

    – „Szefowa” dzisiaj bez głównej przybocznej, Wandy? – uśmiecham się do swoich myśli. – Nie piję alkoholu – zastrzegam. Obawiałam się, że mogły coś wsypać do napoju.

    Ewa rozejrzała się, rozbawiona moją decyzją, uśmiechnęła do mnie i westchnęła głośno.

    – Trudno! – dłonią wskazała na butelkę na szafie: – Sok z naszych malin. Napijesz się?

    Kiwnęłam przyzwalająco głową.

    – Ilonko, nalej naszej suczce!

    Ilona sięgnęła po wysoką szklankę. Szczypcami wrzuciła dwie kostki lodu, wlała gazowanej wody mineralnej i dolała soku malinowego. Podała mi szklankę z tryumfalnym uśmiechem…  

    – Dziewczyny! Za sukces naszej suczki! – Ewa podniosła kieliszek. – Przypomniała paru gnidom, że należy okazywać nam szacunek. Zdrowie! – To była aluzja do mojej akcji na szkolnym korytarzu.

    – Zdrowie! – zakrzyknęły zadowolone i rozbawione dziewczyny. Ewa przechyliła kieliszek i powoli wypiła zawartość. Inne poszły jej śladem. Zrobiłam to samo.

    – Jak na sok malinowy, to trochę dziwny smak – wykazałam się szczerością.

    – Sok był malinowy, ale z dodatkiem mojego moczu – spokojnie wyjaśniła Ewa. Patrzyła na mnie rozbawiona, widząc moje zaskoczenie.

    Ledwo zdążyłam do łazienki. Cały czas gonił mnie głośny śmiech. Nie! Ścigał mnie rechot rozbawionych dziewczyn. Kiedy wymiotowałam, słyszałam ich ponowny rechot. Gdy odpoczęłam, wypłukałam usta i wtedy usłyszałam, że na półce stoi płyn do płukania ust. Chętnie skorzystałam. Umyłam ręce, wytarłam w biały, gruby ręcznik z wyszytym zieloną nitką napisem: „Dla miłych gości”. 

    – Taaa, czyli nie dla mnie… – mruknęłam sarkastycznie.

    Wróciłam do pokoju. Spojrzałam na Ewę. Podeszła do mnie Ilona. Prawie przytknęła swoją twarz do mojej. Odsunęłam się. Nie rozumiałam, o co jej chodzi. Odwróciła się i kiwnęła głową w kierunku „Szefowej”.

    – Zapłać za płyn! – zażądała Ewa.

    Rozbawiła mnie. Uśmiechnęłam się nieznacznie i wzruszyłam ramionami:

    – Nie mam przy sobie pieniędzy – uznałam, że jednak skończę udział w takiej imprezie.

    – To jak chcesz zapłacić?

    Znowu wzruszyłam ramionami. Próbowałam protestować:

    – Za łyk płynu? Chyba jakiś żart?

    *

    Ewa ciężko podnosi się, podchodzi do mnie i niespodziewanie łapie za kark. Delikatnie trzymając, oprowadza po domu. Jedną wykręconą rękę trzyma Ilona. Bez pukania otwiera jakieś drzwi i moim oczom ukazuje się zaskakujący widok.

    Jessica! Tutaj! Jessica, ubrana tylko w sandałki na szpilce, stoi w rozkroku i liże łechtaczkę nagiej, grubej Wandy, siedzącej na stoliku. Wysoka, naga blondynka opięta pasami strap-ona trzyma Jessicę za uda i ruszając biodrami, wbija w nią czarnego, twardego i lśniącego penisa. To Paulina! Pierwszy raz widzę ją nagą. Dobrze umięśniona, szczupła, niezbyt duże piersi. Solidnie rżnie Jessicę. Dziewczyna jęczy i ma trudności z pieszczotami Wandy. Paulina chwyta więc szkolną księżniczkę za kark i przyciska jej twarz do krocza Wandy. Nieznajomy, szczupły, nagi blondynek leży na tapczanie, masuje sterczącego penisa i przygląda się trzem dziewczynom. Jest od nich starszy o kilka lat. Puszcza penisa i głaszcze Paulinę po krągłej pupie. Próbuje wcisnąć palec do pupy albo do pochwy. Dziewczyna nawet nie spojrzała w naszym kierunku. Zdaje się również nie zauważać tego blondynka. Chyba jest przyzwyczajona do takich obserwacji.

    Ewa powoli zamyka drzwi, ale jeszcze widzę, jak chłopak podnosi się z tapczanu, staję za Pauliną i wpycha w nią penisa. Piłkarka opiera się o stolik i lekko opuszcza głowę. Włosy zasłaniają twarz. Chłopak chwyta ją za piersi i energicznie porusza biodrami. Dziewczyna prostuje się, cofa ramiona, mocniej wbija się w Jessica, a ta prawie krzyczy pod wpływem silnych uderzeń strap-ona.

    – Jessica często jest tutaj angażowana do naszych zabaw – tłumaczy Ewa. – To uległa, wyuzdana suka. Na dodatek bi. W każdym razie przynajmniej dla nas jest bi.

    Spojrzałam nieco zdziwiona. Interesujący sposób określania czyichś preferencji seksualnych.

    – No, chcemy żeby taka była, więc spełnia nasze oczekiwania – Ewa uśmiecha się. – A kiedy wypije nieco więcej, lubi być poniewierana. Możesz z niej skorzystać, jeżeli będziesz miała ochotę.

    Miałam ochotę. Zwłaszcza na sponiewieranie takiej wyniosłej suki.

    *

    Ewa otwiera kolejne drzwi. Półmrok.  

    No! Znowu jakiś nieznany mi chłopak. Nagi szatyn leży na wznak na tapczanie z rękoma pod głową. Przyglądam się dokładniej. Facet z kilkudniowym zarostem. Nosi też wąsy. On… O kurde! On ma przynajmniej czterdzieści lat! A na nim siedzi Bogusia! Ta, siedzi… Ujeżdża go i jęczy! Ta ciemna blondynka, która ciągle odchudza się. Jest naga, a jej spory biust podskakuje w rytm bioder dziewczyny. Muszę śmiesznie wyglądać ze zdziwieniem na twarzy, bo Ewa spogląda na mnie i parska śmiechem. Za nimi na boku leży nasza Ala z okrągłą, pogodną twarzą. Jak zwykle uśmiechnięta. Głaszcze koleżankę po brzuchu i sięga do jej piersi. Zaraz jednak przerywa pieszczoty i nachyla się nad mężczyzną. Zaczynają całować się. Bogusia zwalnia i po chwili schodzi z faceta. Jego penis sterczy.

    Ala, nie przerywając pocałunku, wślizguje się na szatyna i pomagając sobie ręką, siada na jego sterczącym kutasie. Facet gestem przywołuje Bogusię. Przerywa pocałunek. Alicja prostuje się, przymyka oczy i ujeżdża kochanka. Bogusia klęczy na kolanach i przedramionach. Pupę wypina do faceta, a ten wkłada palce do jej cipki. Wtedy ona podpiera się na łokciu i sięga dłonią do krocza Ali. Jej paluszek porusza się w rytm jazdy koleżanki. Ala zaczyna głośno stękać.

    Wycofujemy się z pokoju.

    – Dziewczyny ruchają się z czterdziestoletnim facetem! Albo nawet starszym! – nie potrafię tak od razu przestać o tym myśleć. – No, takich wrażeń nie spodziewałam się! Tylu młodych i chętnych dookoła, a one… No, szok!  

    – Spróbujemy dać ci możliwość zrewanżowania się, skoro nie masz kasy – Ewa wydaje się zastanawiać nad jakimś rozwiązaniem i nie dostrzega mojego zaskoczenia.

    Nagle oberwałam solidnego klapsa w tyłek. Nie zdążyłam odwrócić się, kiedy dostałam mocniejsze uderzenie w tył głowy. Oszołomiona zrobiłam krok w przód i znowu któraś uderzyła mnie w tył głowy. Pochyliłam się po obydwu ciosach. Czyjaś dłoń chwyciła mnie za włosy i popchnęła w dół, z drugiej strony któraś pchnęła mnie. Runęłam do przodu. Odruchowo wyciągnęłam ręce, ale czyjaś dłoń szarpnęła moje włosy. Wytraciłam impet i krzyknęłam z bólu! Czułam się, jakby ktoś mnie skalpował! Nadal miałam nienaturalnie uniesioną głowę. To Ilona tak mocno trzymała mnie za włosy.

    *

    Złapały mnie za ręce i wepchnęły do pokoju. Ciemno. Zewnętrze żaluzje opuszczone. Odwróciłam się i dopadłam do drzwi. Chwyciłam klamkę i nacisnęłam. Drzwi były zamknięte na klucz! Po omacku odnalazłam i nacisnęłam włącznik. Światło nie zapaliło się. Żarówka wykręcona? Stukałam pięściami w drzwi, ale na zewnątrz chyba nikogo nie było. Kiedy zniechęcona przestałam, nie usłyszałam żadnego dźwięku. Prawdopodobnie poszły sobie. Chodnik i tak tłumił wszystkie kroki.

    – Super! O tym marzyłam! Będę tutaj siedziała do końca imprezy albo znudzi im się i wtedy mnie wypuszczą – pomyślałam zirytowana. – Oby tylko nie zapomniały o mnie! – Zrobiłam dwa kroki w kierunku środka pokoju. – Gdzieś trzeba usiąść – przystanęłam, żeby przyzwyczaić wzrok do  ciemności. 

    Cisza. Ale usłyszałam jakiś szmer za swoimi plecami. Odwróciłam się i krzyknęłam z przerażenia. Czyjeś usta zaczęły mnie całować, a ręce objęły! Trochę odprężyłam się. To nie atak tylko czułość. Jakiś chłopak.

    – Kolejny głupi kawał Ewy! Wykręcę się z tego – byłam przekonana.

    I wtedy poczułam jak od tyłu druga para rąk zaczyna mnie obmacywać. Szarpnęłam się, ale było już za późno. Ręce sięgnęły do moich spodni i rozpięły zamek, guzik i jednym szarpnięciem ściągnęły dżinsy do kolan.

    – Proszę! Przestańcie! – błagałam płaczliwym tonem, wyrywając usta z pocałunku.

    Moja rozpaczliwa szamotanina na nic się nie zdała. Drugie szarpnięcie i majteczki zjechały do kolan. Mężczyzna, który mnie całował zbyt mocno przyciskał mnie do siebie, żebym mogła przeciwstawić się. Ten z tyłu ściągnął mi spodnie i majtki do kostek.

    Skąd wiedziałam, że to mężczyźni, a nie chłopacy z liceum? Nie wiem. Może byli zbyt silni albo zbyt brutalni? Może dlatego, że bardzo sprawnie obchodzili się ze mną? Nie padały żadne głupie komentarze. W ogóle nie odzywali się, chociaż czasami szeptem wydawali mi jakieś polecenie albo porozumiewali się. Jasne, szept uniemożliwia rozpoznanie głosów. To jednak napawało mnie strachem. Czyżby groziło mi coś poza wymuszonym seksem?

    *

    Pierwszy odezwał się ten z tyłu.

    – Uspokój się. Nam chodzi tylko o seks. Będziesz zadowolona. Odpręż się – szepnął i sięgnął do łechtaczki. Zaczął ją głaskać, pocierać. Koniuszkiem języka lizał moje ucho.

    Ten z przodu złapał mnie za pierś, a wilgotny palec zaczął wciskać do odbytu! Tak się bałam! Zrobił to jednak na tyle delikatnie, że nawet zaczęłam odczuwać przyjemność z takiej penetracji. Tylko co jakiś czas musiałam nawilżać śliną palec, którym mnie rżnął. Czasami wkładał go do pochwy i stamtąd czerpał płyn potrzebny do nawilżania odbytu. Jeden mężczyzna z palcem na łechtaczce, a drugi z palcem w pochwie. A potem w odbycie. To było takie podniecające. I nie spieszyli się.

    Mężczyzna z przodu w końcu przyciągnął mnie mocno i sam przywarł do mojego ciała. Wtedy zaczął całować mnie. Co miałam zrobić? Przecież im nie ucieknę. Oddałam pocałunek. Całowaliśmy się dość długo. Chwilami brakowało mi tchu. Kręciło mi się w głowie, ale bardziej od pieszczot mojej cipki i pupy niż długich, namiętnych pocałunków. Jednak na pewno nie przeszkadzały w osiąganiu tak miłego stanu. Już w trakcie pieszczot osiągnęłam mały orgazm. Postękałam trochę głośniej i zorientowali się, że doszłam. Zresztą, w pochwie chlupało. Faceci zmieniali się miejscami i nadal namiętnie pieścili.

    – Gospodyni imprezy chyba byłaby rozczarowana, gdyby wiedziała, jak przebiega ta forma rewanżu – pomyślałam podniecona.

    A oni dopiero pieścili mnie.  

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Mam na imie Matylda, cz 2 (ost)

    Chłód i ciemność stanowiły moich towarzyszy w podróży powrotnej. Gęsta, biała mgła przenikała ubrania jak papier i osadzała się na skórze. Jak na złość, nie nadjeżdżał żaden samochód, mogący mnie dobić tego wieczoru. Brakło mi sił na płacz i krzyk. To wszystko zostawiłem w kołdrze, niemym świadku nocnej agonii.

    Ten czas od tego jak wyszła, a potem wróciła wydawał się niezmiernie długi. Ból nadgarstków w które wbijały się kajdanki, niewygodna pozycja i ten nieopisywalny, wyniszczający i wracający na każde wspomnienie tego co się stało. Niezliczone momenty kpin, wyzwisk i innych obelg były niczym z tą nocą. Spędzoną leżąc z twarzą w mokrej poduszce od własnych łez. Nie mogąc uciec, zapomnieć lub chociaż usnąć. Ta, której tak chętnie i z niecierpliwością wypatrywałem w lustrze, ta piękniejsza część mnie już nie istniała. Znów byłem sam, jak zanim w moim życiu pojawiła się dobrotliwa pani Wanda.

    Drugi akt upokorzenia nie był ani trochę lepszy niż pierwszy. Ból sięgał po serce, rzeczywistość zaciskała się dookoła niego długimi lodowatymi paluchami szkieletu. Każdy ruch jej cielska wydawał się metaforycznym młotem walącym w kwiatową rabatkę. Dopiero, gdy jej się to znudziło, odpięła mnie z kajdanek i przysunęła kosz z moimi prawdziwymi ubraniami. Bawiło ją patrzenie, jak nieudolnie zasłaniam się i kryje w wstydzie. Trzymając mocno za ramię, odprowadziła i dosłownie wyrzuciła za drzwi. I nie wracaj, brzmiały ostatnie słowa. Długo odbijały się echem w mojej głowie, gdy wymiotowałem stojąc już za bramą.

    Światła nadciągającego zza pleców samochodu oświetliły drogę daleko w przód. Wystarczyłoby więc niewiele, przesunąć się w lewo, upaść na jezdnie i to zakończyć. Nie będzie ważne, kto zapłacze. Silnik jednak przycicha, gdy auto zwalnia, łatwo mnie wymija i zatrzymuje się błyszcząc czerwienią. Drzwi pasażera otwierają się, gdy jestem blisko. Wewnątrz gra rockowa muzyka. Proszę, mam już dość, chce znaleźć się w domu, wziąć długi prysznic i schować pod łóżkiem z pluszakiem…

    – Podwieźć Cię do miasta? – pyta znajomy, zachrypły głos z środka – Jeszcze daleka droga, a jest cholernie zimno. – jasne oczy patrzą na mnie z naturalną wesołością – Jak tego nie zrobię, spędzę noc leżąc w łóżku, przewracając z boku na bok i martwiąc, że coś Cię rozjechało albo się rozchorujesz.

    Niewinna, owalna buzia nie pasuje do kreowanego wizerunku mężczyzny. Odrobina tuszu na rzęsach, tylko tyle, całkowicie zburzyłoby tą iluzję. A mimo to, ścięte włosy, luźniejsze męskie ubrania mające przesłonić zaokrąglony biust, sposób mowy i zachowania… Ona pragnie być mężczyzną. Mi makijaż, peruka i spódniczka z rajstopy pozwalały uwierzyć w fakt, że jestem dziewczyną. Ale to tylko wiara. Patrzy jeszcze przez chwile, odpina pasy, wysiada zza kierownicy i obchodzi samochód. Na drżące ramiona narzuca mi swoją skórzaną kurtkę z kożuszkiem w środku. Płaczącemu kolejny raz, pomaga wsiąść na miejsce pasażera bez większego oporu z mojej strony.

    Kiedy znów siada na swoim miejscu, nie próbuje magicznego „uspokój się”, nie ruszamy. Ścisza tylko łagodnie odtwarzacz, przesuwa ogrzewanie na mnie. Siedzimy w samochodzie, słuchając tej piosenki zmieszanej z rzężeniem silnika. Kiedy widzi, jak wycieram wnętrzem dłoni oczy, wyciąga zza siedzenia paczkę chusteczek i mi wręcza. Kiwam z wdzięcznością głową, używając jednej. Łzy, tusz, szminka. Pewnie wyglądam jak przerażający klaun. Kątem oka spoglądam na nią. Chociaż nie uśmiecha się już, nie wydaje się zła. Raczej zatroskana.

    – Will mówi, że prawdziwy dżentelmen umie zawiązać krawat i pomóc kobiecie, gdy jest smutna. – mówi, opierając dłonie na kierownicy – Z pierwszym w sumie dalej mam problemy, ale drugie… Znam miejsce z dobrą gorącą czekoladą… Oczywiście, jeśli tylko masz ochotę? – znów milknie – Wanda mówiła, że wciąż się wstydzisz, więc… Możemy Cię trochę doprowadzić do ładu, nim wrócisz tam.

    Odruchowo chowam twarz w kołnierz kurtki, który pachnie tą wodą kolońską. Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Jestem tu ja, prawdziwy ja, wyrzuć mnie za drzwi, kolejny samochód mnie rozjedzie. Nie ma tu nikogo, prócz obolałego piętnastolatka, myślącego, że lepiej mu jako dziewczyna. Ta, z którą tańczyłeś, jej nigdy nie było. W oczach zbierają mi się następne łzy.

    – Wilhelm i Wanda byli parą, wiesz? – mówi znów spokojnie – Opowieść jak z romansidła. Ona, primabalerina i on młody fizyk szykujący się do doktoratu. W końcu jednak wybrała faceta, który sam wylądował w trumnie, a ją pozostawił na wózku. Mimo to, Will przyjeżdża do niej, siada i rozmawiają. Zapytałem, czemu nie odpuścił. Teraz, głupi chłopcze, ta kobieta potrzebuje mnie najbardziej. – unosi twarz, patrząc przed siebie – Nie opuszcza się damy, gdy cierpi.

    Pani Wanda nigdy nie wspominała o wypadku, który uczynił ją niepełnosprawną czy o swoim mężu. Większość rozmów dotyczyła mnie. Gdy przymierzałem kolejne sukienki, spódniczki, uczyłem się spacerować w różnego rodzaju obuwiu. Starała się ze mnie zrobić dystyngowaną damę. Zachęcała do książek, ganiała do nauki. Przychodziłem tam, spędzałem całe dnie w przebraniu Matyldy i chłonąłem każdą chwilę. Dlatego marzyłem, że zostanę nią na stałe, ale czy bym potrafił? Głodzenie, kłamanie i miotanie po świecie. Czy zgodnie z obietnicą poprawiłem oceny? Nie. Czy zapisałem się na kółko, o którym ciągle jej mówiłem? Też nie. Czy użyłem karty bibliotecznej by przeczytać którąkolwiek z książek, jakie mi poleciła? A skąd.

    Skoro miałem makijaż, odpowiedni strój i perukę, byłem wolny. Uciekałem przed rzeczywistością, która dopadła mnie w moim raju. Zatrzymywałem się przed lustrem, bo w nim byłam najpiękniejsza. Ostatni raz obcieram zgniecioną w dłoni chusteczką oczy. Jak zareagujesz, gdy powiem prawdę? Lepiej zrobię co zawsze. Tak bezpieczniej.

    – Nie wiem czy powinienem… – mówię wreszcie, czując, że mój głos jest jeszcze gorszy niż zawsze – Powiedziałem mamie, że jadę tylko na noc do kolegi i…

    – No to mamy jeszcze trochę czasu, jeśli nie było obietnicy powrotu przed siódmą. – tym razem brzmi weselej – Zapnij pasy, jak zmienisz zdanie po drodze, odstawię Cię do centrum czy gdzie będziesz miała ochotę. – posłusznie wykonuje polecenie – Matylda… Coś cudownego jest w tym imieniu. – niczym kierowca rajdowy wrzuca bieg, a samochód rusza w ciemność rozświetlaną swoimi światłami

    Ryneczek jest opustoszały, gdy staje przed długą linią kawiarni i sklepików z pamiątkami. Lampy odbijają się w dużej szybie otoczonej czerwonym drewnem. „Chocolatrie”, mówią eleganckie złote litery na niej. Wysiada, ale nim zdążę wypiąć z pasów, otwiera mi drzwi. To głupie. Od początku wiedziała, że nie jestem dziewczyną i… Zamyka samochód, gdy otulam się pożyczoną kurtką narzuconą na bluzę.

    – Pozwolisz? – pokazuje dłoń, którą wkłada pod pazuchę swojej kurtki i wyciąga klucze na smyczy – Bez nich nie wejdziemy. – otula mnie łagodnie ramieniem na wysokości łopatek, jak prowadząc na parkiet, prowadząc do równie czerwonych drzwi z drewna z dużymi szybami, na których pisze, że „Czekoladziarnia czynna od dwunastej do dwudziestej pierwszej” – Karola pewnie właśnie przewraca się na drugi bok, więc mamy cały lokal dla siebie. – otwiera dwa zamki i zaprasza do środka – Uważaj na stopień.

    Lokal jak na zawołanie zalewa światło. Wiszące na żyłkach pod sufitem długie węże z białymi punkcikami zdają się tworzyć wzór. Podobnie jak te doklejone do ściany i lady. Ściany, białe, pokrywają malowidła, pozbawione kontuarów plamy kolorów tworzą kształty. Pani Wanda powiedziałaby pewnie, że ktoś chciał uzyskać styl akwareli. Da się dopatrzeć w niej te inspirowane śmiercią makijaże z Ameryki Południowej. Niewielkie stoliczki otaczają wygodne siedziska, pod wystawowym oknem jest szeroka lada z poduszkami. Że też nigdy tu nie byłem?

    Wskazuje jeden z stolików, gdzie ostrożnie siadam. To wciąż trudne i bolesne, ale zaciskam w sobie. Podaje mi kartę, eleganckie menu.

    – Polecam Amazoński Afrodyzjak. – pochyla się, opierając nieco podbródek o mój bark, pokazując listę „Czekolada pitna”, chociaż większość pozycji w większym i mniejszym stopniu odnosi się do tego łakocia – Rozgrzewa bardzo skutecznie, a poza tym przypisuje się temu właściwości magiczne. – odsuwa się i uśmiecha, będąc blisko mojej twarzy, tak blisko jak się da – Mogę sprawdzić też, czy zostało nam jakieś tiramisu w lodówce.

    – Ja… – cholera, Beata miała rację, umiem tylko piszczeć jak gumowa świnka, powinienem zacząć brać hormony, przeboleć pryszcze, ale nie wydurniać się z tym wszystkim – Myślę, że… – kłiiik, kłiiiik – Tak… Łazienka?

    – Czerwone drzwi – wskazuje miejsce przy ladzie – Raczej nie mamy tam mleczka do demakijażu, ale zobaczę, czy Karola nie zostawiła gdzieś kosmetyczki. – uśmiecha się znów przyjaźnie

    Chód ma prosty, wyzbyty kobiecego kołysania bioder. Niemal sztywny. Waham się jeszcze chwilę i idę. Pierw lustro, oczywiście. Jak ona może mi mówić, że jest dobrze? Wyglądam jak trup dziecka ubrudzonego błotem. Ciemne zacieki na policzkach. Oczy przekrwawione. Nos czerwony jak u pijaka. Przegryziona warga zdążyła już zacząć się regenerować. Brzydactwo. Zaciskam powieki i sięgam na szczyt głowy. Zaciskam palce na peruce i opasce, podnosząc ją do góry. Zdzieram z swojej głowy ten skalp szybko, by nie bolało. Odkręcam wodę, robię z dłoni miseczkę i nabieram ile się da. Chlaszczę w twarz, rozcierając. Powtarzam kilka razy. Jesteś chłopcem, nigdy nie miałeś być dziewczyną. Może nie wyglądasz, ale cholera jesteś. Pogódź się z tym. Znów się odzywa cała masa bólu wewnątrz ciała. Jak komuś to może się to podobać? Wpycham brązowe, podobne do zdechłego zwierzaka włosy do kieszeni kangurowej bluzy i wracam.

    Blondynka siedzi przy stole obok parujących kubków i ozdobne słoika wielowarstwowego deseru. Nie wygląda na zaskoczoną moją zmianą. Znów jedynie przyjacielsko się uśmiecha, gdy siadam naprzeciw niej, zaciskając zęby. Czemu nadal się zgrywasz z tym, że niby jestem ładną dziewczyną? Teraz widzisz prawdę. Społeczeństwo dało nam jakąś rolę, mamy ją realizować. Przygotowuje się psychicznie na własny głos, nim powiem to głośno.

    – Nawet w tak krótkich włoskach wyglądasz całkiem uroczo, wiesz? – przesuwa gliniany kubek w moją stronę, a ja czuje ciepło rumieńca na twarzy – Wiem, nie powinienem… Tak już jednak mam, że lubię ładne rzeczy. – spod łba dostrzegam jak opiera podbródek na dłoni – Jak mówię to dziewczynom, zwykle pytają „a ty jakaś lesba czy co” albo „ee, dziękuje”. – unoszę wzrok i dostrzegam lekki uśmieszek – Jest coś złego w docenianiu piękna?

    – Chyba nie… – wyrywa się mi z ust zbyt wysokim głosem – Przepraszam… – połykam kilka łez – Wszyscy uważają, że mam straszny głos. Nawet nauczyciele nie lubią ze mną rozmawiać i…

    – Wysoki, owszem, ale straszny? – wzrusza ramionami – Will zawsze powtarza, że mój jest przepity. Albo chłopcze, odstaw wreszcie te marlboro, bo się wykończysz. – śmieje się – U Ciebie słychać ładny, dziewczęcy głos. – czuje pod stołem jej dłoń, gdy głaszcze mnie po pięści, trąc to miejsce między kciukiem i palcem wskazującym – Naprawdę uroczy. Nie musisz się go wstydzić. Oni powinni, że z niego szydzą. Mam nadzieje, że posmakuje. Jest bardzo charakterystyczna. – wycofuje dłoń, długo jeszcze ciągnąc palcami

    Wszystko wygląda na dobre, ale… Przez resztę dnia pewnie będę wymiotować na brązowo i to nie tylko z bólu. Z drugiej strony, jeśli teraz odmówię sprawie jej przykrość. A jest pierwszą, prócz mojej pani mentorki, miłą dla mnie osobą. Otulam kubek obiema dłoniami, schowanymi wciąż w rękawy i dmucham ostrożnie. Pomału unoszę do ust. Gorąca, jasna pianka parzy leciutko w wargę. Pierwszy łyk. Myśl o pralinkach, były dobre. Za dobre.

    Najpierw smakuje jak zwykła gorzka czekolada, ale potem wkraczają kolejne smaki. Cynamon, gałka muszkatołowa, lekki karmel i kilka innych… Najwyraźniejszy i najdłużej pozostający na języku, pobudzając go na inne pozostaje wyraźnie ostry smak chilli. I skłamię, jeśli powiem, że nie jest to okrutnie dobre. Każdy kolejny łyk tylko potęguje tą smakową bombę.

    Ma rację. Ciepło zalewa moje wnętrze poczuciem jeszcze chwile temu obcej przyjemności. Znów prowadzi mnie w walcu, pośród obcych ludzi. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Jest czuły, bliski i nie przejmuje się brakiem moich zdolności. Z boku pewnie to wyglądało filmowo, ale czy to źle? W jeden wieczór dwakroć zrobiono ze mnie prawdziwą kobietę. Damę i kurwę. Otwieram oczy i odstawiam delikatnie kubek, na stolik. Dotykam warg opuszkami palców.

    – To jest przepyszne… – mówię wreszcie, patrząc na jej zadowoloną twarz – Widziałem kilka razy takie na mleko i wodę gotowe w sklepie, że czekolada do picia z chilli, raz nawet taką kupiłem i…

    – Oh, oni zazwyczaj dają tanie kakao i złe proporcje dodatków. – jasne oczy błyszczą na pochwałę – Czekolada to, nieskromnie, nasza specjalność. Ludzie pytają, czy serwujemy kawę albo herbatę, a potem są zdziwieni, że nie. Powinnaś przyjść w czwartkowy wieczór, rozstawiamy sprzęt do czekoladowego foundee i bawimy się w improwizacje. – lubię też ten jej uśmieszek – Ludzie się już co prawda ledwo mieszczą, ale i tak… Ostatnio odgrywano morską bitwę słoni-piratów na oceanie dżemu. Karola miała zostać złożona w ofierze pradawnej Marmoladzie, ale dzielny kapitan Półcios i jego Trąbiąca Załoga ruszyli jej na pomoc. – nie może się przestać śmiać

    Też zaczynam chichotać, nie wiedząc czemu. Zdejmuje łyżeczkę z wierzchu szklanego pojemnika z deserem i nabieram pierwszą porcje sowicie obsypanego kakao białego kremu. Już mam ją wsunąć do ust, ale obracam ramię i niczym samolocik prowadzę łyżkę w jej stronę. Uśmiecha się, pochyla lekko głowę i połyka jej zawartość. To słodkie. Nim zdążyłem wycofać dłoń, odebrał mi łyżeczkę i role się odwróciły. Słodka masa kremowa i cudowna czekolada rozpływając się wewnątrz ust. Nawet nie wiem, kiedy zjedliśmy w ten sposób cały deser.

    Zwykła, głupkowata radość. Ta sama co przed lustrem poprawiając perukę lub ręka pani Wandy tworzyła makijaż. Nie, tego już nie ma. Przestań o tym myśleć. Pewnie robię żabę, tak jak to zawsze mówi pani Wanda.

    – Ten słodki, nieśmiały uśmieszek będzie mi się teraz śnił po nocach. – mówi, gdy łyżeczka z brzdękiem trafia do słoiczka – Mogę sobie zrobić zdjęcie na tapetę w telefonie? Kiedy będzie mi źle, spojrzę sobie na tą słodką Matyldę i wróci mi dobry humor.

    – Ja… – nie jestem nią, nigdy nią nie byłem i pewnie nie będę, nawet jeśli znów przywdzieje damskie ubrania, perukę i makijaż, będę tylko obrzydlistwem, które przez kilka chwil się dobrze bawiło, ale przez oszustwa – Przepraszam, ale…. – opróżniam kubek z resztką tej rozkoszy w płynie naraz – Dziękuje za miły czas, ale powinienem już iść i… – boże, przestań tyle gadać, uszy jej popękają od tego piszczenia, pani Wanda pewnie też udawała, że jej nie przeszkadza, uświadamiam sobie, że nadal mam na sobie jej kurtkę, taką, którą powinienem samemu nosić – Przepraszam… – zdejmuje ją z barków i układam na siedzisku obok siebie

    – Trudno jest być sobą, gdy jest się innym. – mówi, znów mając swoją zatroskaną minę, jak wtedy w samochodzie – Na początku wakacji, gdy miałem dziewięć lat, przeprowadziliśmy się z rodzicami i bratem. W kuchni, nad zlewem wisiały nożyczki. Pierwszy raz samemu obciąłem sobie włosy, z długich do łopatek zrobiły się krótkie do karku. Jak matka mnie zobaczyła, stłukła dupę pasem, a ciocia fryzjerka powiedziała, że jedynie może obciąć na chłopczycę, by jakoś to wyglądało. I tak całe wakacje biegałem w ciuchach brata, mając dostęp do miejsc i rzeczy, które były zakazane. Nikt nie mówił nagle „nie możesz, bo dziewczynkom nie wypada” czy „zachowuj się normalnie”. To tylko kolejny dzieciak z osiedla, który kopie najmocniej piłkę, pije całą puszkę coli naraz i głośno beka, wpada w bójki, łazi po drzewach i przesiaduje w warsztacie starego Mietka ucząc się przeklinać i naprawiać samochody. Kim ma być, jak nie chłopcem? – wzrusza ramionami – Potem, gdy zaczął się rok szkolny, wszyscy moi wakacyjni koledzy patrzeli na mnie w żeńskim mundurku z podbitym dzień wcześniej przez grubego Benka okiem, co mama próbowała zapudrować. Patrzcie, Marcel to dziewczyna! – wzdycha -Wszystko znów było do dupy. Ubierz sukienkę, bo jedziemy do babci, a wiesz, co ona mówi na dziewczynki w spodniach. Nie, nie możesz iść grać w piłkę, bo padał deszcz i jest błoto, będziesz brudna i co? Dziewczynki tak nie robią, więc ty też nie rób. W końcu z tego wyrośniesz, zobaczysz. – wywraca oczami w drugą stronę – Dopiero Wilhelm zaczął mówić na mnie chłopcze. Wszyscy się śmieli, bo co pan, ślepy, ma przecież takie cycki, że widać od razu, że to dziewczyna. Nie, ja tu widzę chłopca, który mógłby zostać mężczyzną. – uśmiecha się – Tak się zaczęła nasza męska przyjaźń. A ty?

    Mój organizm nie produkuje testosteronu, więc mam zastępczą terapie hormonalną. Po tabletkach się źle czuje i niby efekty będą widoczne dopiero po roku, więc z nich rezygnuje. Mama nadal marzy jednak o posiadaniu pełnowartościowego syna, ale ja się do tego nie poczuwam. Ludzie często mnie mylą z dziewczynką, zwłaszcza obcy. Lubię te damskie ubrania. Tak jak swoją kolekcje pluszaków, które mama i ojczym uważają za głupie. Żałuje, że nie chciałem zamieszkać z tatą i jego nową żoną, mógłbym bawić się z swoją przyrodnią siostrzyczką. Chodziłem do pani Wandy, bo czułem się tam bezpieczny, miałem swój wytworny kostium Matyldy. Teraz go już nie ma.

    – Mama nie chce, bym zapuścił włosy chociaż do karku, bo wtedy ludzie pomyślą, że jestem dziewczyną. – wykrzywiam twarz w grymasie – Pani Wanda kupiłam mi tą czekoladową peruczkę, którą widziałaś i nieco ubrań, które trzymałem u niej, bo mi się podobały… – gapie się w blat – Myślałem, czy może nie zrobić sobie pełnego zabiegu gdy będę już pełnoletni, ale Beata ma rację. Jestem tylko głupim dziwadłem, które nie umiałoby być prawdziwą kobietą. Zawsze to podkreślała, mając rację. Nawet nie lubię o sobie myśleć, jako…

    – Nie. – znów kładzie mi dłoń na dłoni – Udawanie kogoś jest złe, to prawda. Gdybyś miała brodę i pełen makijaż, przesadnie gustowne kreacje, to byś udawała, byłaby to poza artystyczna. Ale ten skromny strój, delikatny makijaż prezentował młodą, uroczą dziewczynę. Widziałem ją na przyjęciu, nieco zagubioną, trzymającą nieśmiało lampkę szampana i unikającą konfrontacji. Dlatego określiłem sobie ją w głowie Kopciuszkiem, skromnym, ale przez to pięknym. Nie wiedziałem co zrobi, gdy poproszę go do tańca. Ale też skłamię, jeśli powiem, że było wybornie. Znów ją widziałem, płaczącą, bo musiała ulotnić się z przyjęcia i po nocy wraca do domu. Martwiłem się o nią, a tu spotykam ja na drodze i spędzam z nią kolejne kilka cudownych chwil. – głaszcze mnie delikatnie – Powiedz, czy miałbym jakiś interes w udawaniu tych uczuć?

    Unoszę głowę i wpatruje się w niego. Ona nie udaje mężczyzny. Ona nim jest. Szlachetnym, pełnym cnót rycerzem gotowym postawić na jednej szali swoją męskość przeciwko całemu złu. Nie dzięki wyglądowi, biologi, nie tym, że mówi o sobie w męskim rodzaju. Nie, ma znacznie więcej. Ma odwagę to uzewnętrznić. Ból tam, niczym złośliwy chochlik, wyrywa mnie od tych myśli. Chcę już do domu, pod prysznic i pod łóżko. Paskudne jęknięcie wypada z moich ust na to.

    – Przepraszam, wciąż… – odczuwam skutki gwałtu – Źle się czuje. – trzymam dłoń na brzuchu – Naprawdę dziękuje za czekoladę i podwiezienie… I… – jesteś najmilszą osobą od czasu pani Wandy, którą poznałem – Jesteś wspaniałym mężczyzną. – boże, powiedziałem to na głos? – A to wszystko, co dla mnie zrobiłeś… – podnoszę się, on również i podchodzi do mnie – Nie ma słów, które by to określiły.

    Otula mnie lekko rękami. Odpowiadam na ten uścisk. Żadne z nas teraz nic nie mówi. Po prostu, jak wtedy przy tańcu przy muzyce, tak teraz w ciszy przerywanej tylko oddechami i uderzeniami serca, stoimy razem. Ma miękkie piersi, wyczuwalne tak dobrze przez sweter. Ale to mężczyzna, najwspanialszy mężczyzna jakiego było dane mi poznać.

    – Nie wstydź się tego, kim jesteś. – mówi wreszcie – Nigdy. Pewnie znów się spotkamy u Wandy… – Nie, tam już nigdy nie wrócę – Albo zawsze możesz mnie znaleźć tutaj. Świat jest zbyt kolorowy, by widzieć tylko czerń i biel. Nie ważne co Ci powiedzą, jak będą z Ciebie kpili, ranili i upadlali. – to ostatnie już zrobiono, na zawsze – Prawdziwe piękno widzi się tylko przez ułamek sekundy, samemu. Nikt inny nie zobaczy go tak jak ty. – połykam kilka łez – Pamiętaj, by się uśmiechać, Matyldo. To najlepsze, co możesz sobie i innym zrobić. – dopiero wtedy mnie wypuszcza i znów się uśmiecha – Jak poczekasz pięć minut, to Cię mogę jeszcze podrzucić gdzie tam chcesz.

    – Nie… – uśmiecham się do niego – Nie mam już daleko. – kieruje się do drzwi, odwracam jeszcze raz patrząc na mojego pięknego księcia – Wiesz, mam na imię…

    – Matylda, wiem. – uśmiecha się – Jakże mogłoby być inaczej? – podnosi kubki i słoiczek – Do zobaczenia, ma piękna pani. – kłania się jak królewnie – Obyś wyleczyła swój ból.

    – Tak… – uśmiecham się, wciąż trzymając brzuch – Żegnaj, Marcel, mój waleczny książę. – wychodzę w chłodny poranek październikowej soboty

    Dni zmieniały się w tygodnie, a te miesiące. Ból odszedł na dobre po kilkunastu dniach, każda wizyta w łazience okupiona była wtedy łzami. Na zewnątrz spadła masa śniegu, który zakrył świat białą puchatą kołdrą. Wraz z nią nadeszła tęsknota, gniecenie w dłoni kluczyka od szafki. Teraz, prócz rajstop i tuszu była tam też już cała Matylda, niczym poćwiartowane zwłoki. Nie miałem odwagi wyrzucić tej peruki, spalić czy też zniszczyć. Tkwiła tam, przywołując na nowo ból straty i upokorzenia. Czas jednak, zgodnie z prawdą, leczył rany.

    Chciałem znów go spotkać, pokazać mu się od najlepszej strony. Dać nam, raz jeszcze, uroczą dziewczynę widzianą przeze mnie w lustrze, dla niego uchwyconą w chwili pierwszego spotkania Tą, której mówił te wszystkie miłe rzeczy. Jak niby miałbym jednak to zrobić?

    Kto mnie umaluje i uczesze? Nie umiem tego robić tak dobrze jak pani Wanda. No zobacz, nadal wyglądasz jak głupek bez płci, czyli jak zawsze. Tylko trochę tuszu na rzęsach, by podkreślić oczy, tyle wystarczy by zobaczyć w tobie kobietę… „Jak prawidłowo się malować”, szukaj… „Triki makijażu”, szukaj… Dobra, może z drugim okiem pójdzie lepiej… To można coś takiego z brwiami zrobić? Wow… Mama chyba ma w łazience kredkę… Coś z ustami… Mama ma same ciemne szminki… No dobra, ta czerwona. Ale nie dużo, tylko by usta miały odcień dorodnej truskawki… Jak bardzo źle, jak na pierwszy raz? Mleh… Dobra, zmyje to nim wróci mama albo Tomek i mnie przyłapią. Co ja sobie myślałem… Nawet nie miałbym co założyć na takie spotkanie. Chyba, że….

    Ubrać coś z szafy mamy? Na przykład ten ciemny sweter rozpinany z przodu i białąbluzke pod spód. Chyba mam jeszcze te stare czarne rurki na dnie szafy, mogłyby zastąpić spódniczkę lub spódnice, nawet ubiorę pod nie rajstopy by mi nogi nie zmarzły. Bielizna? Znajdzie się jakiś podkoszulek, oczywiście, ale… Nie oszukujmy, nie chce po prostu wciągnąć na swój kościsty zadek bokserek… Mama nosi M-kę, a ja S-kę… Ściągnąłbym gumkę mocniej, chociaż nadal będą luźne… O i do tego ten jej płaszczyk z kaszmiru, którego już nie nosi… Nie, to idiotyczne…

    Ostatni raz poprawiam guzik w koszuli. Znów spoglądam na perukę leżącą na pralce. Wyjąłem z niej opaskę i trochę przygładziłem grzebieniem. Sam sobie znów robię krzywdę. Na własne życzenie. Pewnie o mnie już zapomniał, i narobie sobie wstydu idąc tak przez miasto. Zwłaszcza, gdy ktoś mnie rozpozna. Obejmuje ją dłoniami, unoszę nad głowę. Nabieram głęboko powietrza i zamykam oczy. Opuszczam ramiona, zginając w łokciach niczym skrzydełka. Ostatnia szansa by się wycofać. Jak otworzysz oczy, zobaczysz trupa, którego dawno powinieneś pogrzebać.

    Otwieram powoli. Boże, jaka ja ładna. Tylko nie płacz głupia, bo cały makijaż rozmażesz i cała praca pójdzie na marne. Wyszczerzam do siebie zęby, śmiejąc się sama z siebie. Będzie zły, bo go nie odwiedzałam. Tak, zawiedziony. Bardzo. Spoglądam na butelkę Chanel no 5. Ale tylko troszeczkę, na szyje. Nie więcej. Wychodzę do korytarza i wsuwam botki mamy, potem wełniany płaszczyk i otulam szyje szalikiem. Jeszcze jedno spojrzenie na uśmiechniętą dziewczynę w lustrze. Nieźle, jak na kogoś kto spędził początek zimny w trumnie, chociaż może mróz konserwował. Wymarsz, póki mi się nie odwidziało. To najgłupsza rzecz, jaką robię. Zarazem jest najcudowniejsza.

    Czekoladziarnia jest niemal pusta, z środka wychodzi rozbawiona kobieta z białym pudłem przewiązanym sznurkiem. Wewnątrz zaś nie ma Marcela. Za ladą stoi wysoka szatynka z włosami do ramion. Ma wyrazisty makijaż. Kolorowa suknia jest ładna, kryje mankamenty braku biustu i talii. Jest pewnie w jego wieku. Uśmiecha się do mnie radośnie, gdy wchodzę do środka. Ugryzienie w głębi serca przypomina, że to prawdziwa kobieta, a nie przebieraniec.

    – Dobry wieczór! Czym mogę pomóc w tak chłodny wieczór? – wita się dźwięcznym barytonem, całkowicie zaprzeczającym jej wizerunkowi

    Dopiero po chwili sobie uświadamiam, że nie było to odtworzenia nagrania ukrytego pod ladą, ani nie jest ona lalką brzuchomówcy. To jej prawdziwy głos. Albo jego. Po dokładnym przyjrzeniu się z bliska, da się dostrzec jej delikatnie męskie rysy twarzy i jabłko Adama pod brodą. Mimo wszystko, stworzył iluzję pierwszego momentu, dokładnie tak jak Marcel, która upada dopiero po dogłębniejszej analizie.

    – Szukam… – boże, nie wiem jak on naprawdę ma na imię – Blondynki. Ma krótko ścięte włosy, kolczyk w wardze i chyba tu pracuje…

    – Marcela? – unosi brew w zdziwieniu – Ugh! – wykrzywia twarz w grymasie obrzydzenia – Przysięgam na Boga, jak jesteś kolejną dziewczyną, której ten potwór złamał serce, to osobiście go zabije szpilkami. Powinni go naznaczyć jako drapieżnika seksualnego, albo wykastrować. Wszędzie rozsiewa te swoje feromony i sprowadza kolejne dziewczyny jak jakiś Don Juan. A w dodatku podkręcił ogrzewanie po raz kolejny. – wachluje się leżącym obok kasy czasopismem dla kobiet – Jak zaraz przyjdzie i jak będzie zaprzeczał, to będziemy go dźgały tak długo, aż powie prawdę. Jak masz na imię, kochanie?

    Ciężko mi się nie zaśmiać. Nie, nie z powodu jej głosu, ale z tego jak go wykorzystuje. Szybko, cięto, momentami nawet jakby naprawdę miała być wobec niego taka okrutna. Ale zdaje się, że to wie, bo gdy kończy uśmiecha się do mnie radośnie.

    – Matylda, proszę pani. – wciąż chichoczę – Przepraszam, ale…

    – Nie przepraszaj kochanie, on jest naprawdę niebezpieczny. – mówi nadal się wachlując – Wczoraj specjalnie zamówił dużą pizze z podwójnym serem, oliwkami i szynką, chociaż wie, że się odchudzam. Złośliwiec zapytał, czy mam ochotę! – uderza gazetą o stół wyraźnie zła – Nawet specjalnie wziął dodatkowy sos! Powinni go trzymać z dala od kobiet. – wykrzywia się w grymasie złości – Dzisiaj rano nawet złośliwie pozbierał i posortował wszystkie skarpetki, chociaż od tygodnia go doprosić nie mogłam by je posprzątał.

    – Pani jest jego… – partnerką, dziewczyną, mężem, boże jak mam zapytać?

    – Nie mów mi pani, Karola jestem. – wychodzi zza lady kręcąc bioderkami – Mieszkamy razem jako współlokatorzy i prowadzimy to. – kręci ręką dookoła – W sumie ja prowadzę, a on bardziej pomaga. Namalował to paskudztwo na ścianie, zrobił oświetlenie… Za grosz talentu do pracy w kuchni.

    – Ah! – przypominam sobie to imię – Byłaś damą w opałach, którą ratowali słonie piraci! – przypominam sobie

    – Oh, dawne dzieje. – znów się uśmiecha – Na minionym wieczorze nasz Marcel grał jaskiniowca, który trafił do współczesnego supermarketu na zakupy. Pasował idealnie do tej roli z tym swoim prymitywnym zachowaniem. Ludzie oklaskiwali go na stojąco z łzami w oczach ze śmiechu. – aż żałuje, że tego nie widziałam – Oh, już jest. – wskazuje światła samochodu za oknem – Nie martw się, zaraz wszystko wyjaśnimy. Pozwolę Ci nawet użyć ostrych przedmiotów do bicia go, jak chcesz…

    Znów się śmieje. Drzwi się otwierają i do środka przyprószony śniegiem wchodzi on. Niesie pod pachą jakiś średniej wielkości karton. Spogląda pierw na swoją znajomą, potem na mnie. Pierw wygląda na zdziwionego, a potem jego twarz rozjaśnia się szerokim uśmiechem.

    – A jakaż to piękność nas nawiedziła. – mówi idąc w naszą stronę z owym kartonem

    – Przecież cały czas tu jestem. – odzywa się Karola – Wytłumacz mi, czemu nagle przestawiłeś się na dzieci. Ile ona ma lat? Jedenaście? Dwanaście? Nie ma tak słodkich osiemnastolatek. – dźga go paluchem, gdy stawia na ladzie pudełko – Co jej naopowiadałeś? Że jeździsz jaguarem, namalujesz ją nago jako swoją muzę czy po prostu kupiłeś jej kilogram cukierków? – nie przerywa dźgania go – Jesteś okropny! Tylko mnie irytujesz! Iiiii….

    – Oj, Karolciu… – odsuwa się od niej na bezpieczny dystans – Gdybym nim nie był, kto by płacił Ci za Netflixa, odtykał prysznic i zabijał pająki? – znów uśmiecha się do mnie – Musisz jej wybaczyć, mamy comiesięczną wizytę ciotki Irmy, a Karolka strasznie ją przeżywa. – mówi mi z uśmiechem – Jest rozdrażniona, ciągle marudzi na gorąco, nastrój jej się zmienia co chwile i pewnie już wyjadła mi lody z zamrażarki… Strach pomyśleć, co będzie dalej…

    – Nie! – warczy na niego – Nie oczerniaj mnie przed gościem! – wskazuje na mnie palcem – Zresztą zjadłam tylko truskawkowe! Nie odpowiedziałeś na moje pytanie! To biedne dziewczę nie powinno być krzywdzone przez takiego potwora jak ty! To mały słodki cukiereczek, który…

    Ta ich kłótnia… Patrze na to, wewnątrz tarzając się ze śmiechu. Oni się po prostu doskonale się bawią ze sobą, jakby rola „kobiety” i „mężczyzny” nie miała tutaj znaczenia, liczyła się jedynie dobra zabawa.

    – Nie jestem prawdziwą dziewczynką. – mówię wreszcie, a wzrok Karoli pada na mnie, Marcel też się uśmiecha, gdy zaczynam się głupio śmiać, już nie mogąc się powstrzymać –

    Przytulam się z całej siły do Marcela, czując, że tak powinnam zrobić. Ciągle się śmieje jakby ktoś mnie łaskotał. Czuje jego dłonie na plecach. Nie da się wymazać tych wspomnień, ale czy nie można budować nowych? Oni potrafią codziennie. Nie wstydzą się tego, jacy są. Cały świat był ich domem pani Wandy, gdzie pewnie codziennie czuli ból, ale też radość.

    – Oh, a dasz się teraz zaprosić na kobiecy wieczorek relaksu? – mówi Karola wyraźnie uszczęśliwiona – Wreszcie nie będę musiała słuchać jego marudzenia, gdy pije kolejne piwo przed telewizorem. – unoszę wzrok do góry, a Marcel puszcza mi oko – Zrobimy sobie maseczkę z czekolady i obejrzymy najlepszy film świata z Johnem Deppem i Juliette Binoche. – tym razem dyskretnie kręci głową, bym się nie zgadzała – Widziałam to! Ja Ci nie marudzę, jak oglądasz żużel!

    I chociaż początkowo zakładałam, że to będzie krótka, szybka wizyta, tylko się przywitać i pokazać, ale… Cholera, skoro umiałam się podnieść po tym wszystkim, to może powinnam wreszcie umieć przestać kłamać? Wstydzić? Oni są przecież tacy jak ja…

    Ich mieszkanie tylko podkreśla, jak bardzo są odwrócone role. Karola w białym szlafroku i ręczniku w turban na głowie miesza w niewielkiej miseczce brązową maź pędzelkiem, której połowę już jej sama nałożyłam na twarz. Obok stoi oczywiście pudełko z lodami. Marcel, ubrany w białą koszulkę przez którą prześwitują wyraźniej jego piersi z przebitymi sutkami, czym wydaje się nie przejmować w naszej obecności, oraz krótkie spodenki o luźnych nogawkach siedzi w fotelu trzymając w ręku szklankę z piwem. No i jeszcze ja, z włosami upiętymi wysoko nad głowę gumką, chciałam je nawet zdjąć, ale Karola powiedziała, że nie muszę, w pożyczonej od niej koszulce z baraszkującymi kotkami, otulona ręcznikiem pod szyją, czekam, aż ze mnie też zrobi murzynka.

    – Byliśmy ostatnio z Willem u Wandy. – odzywa się wreszcie Marcel, gdy ręka Karoli zaczyna nakładać maseczkę od nosa, a mój wzrok przesuwa się na niego – Martwiła się o Ciebie, że przestałaś do niej przychodzić. Narzeka, że nie ma z kim teraz rozmawiać, chociaż ma Ewelinę.

    – Eweline? – pytam go, gdy Karola łaskocze pędzlem robiąc kółka dookoła oczu, a ja wsuwam palce z odrobiną maseczki do ust, słodkie – Kto to?

    – Zwolniła Beatę, więc potrzebowała kogoś nowego. – odpowiada, uśmiechając się – Podobno poszło o podkradanie pieniędzy, ale powiedziała też, że Matyldzie nie smakowało to co gotowała. No i od wypadku ciężko było zrozumieć co mówi. – popija piwo z szklanki – Will też mnie mocno zrugał, że złamałem jej nos, ale skoro tak bardzo chciała być facetem, to chyba zasłużyła.

    Otwieram usta i patrze na niego niedowierzając. Uśmiecha się w odpowiedzi, w taki łobuzerski sposób. On wie. Wyciąga rękę i głaszcze mnie po udzie, delikatnie opuszkami palców. Też uśmiecham się, chociaż w oczach stają mi łzy. Dziękuję…

    – Oj nie płacz, zobaczysz, jeszcze znajdzie ulubiony smak dla Rouxa. – mówi Karola, wskazując końcem pędzla na ekran – Marcel by się rozchorował, jakby miał mieć chociaż trochę jego uroku i romantyczności. – pokazuje mu język i znów oblizuje pędzelek – Potem możemy obejrzeć Dziennik Bridget Jones i….

    – Nieeeeee! – mówi Marcel – Tego już nie zniosę! – a ja się znów zaczynam śmiać, czując się tu, najlepiej w swoim całym życiu i tylko trzask pękającego wewnątrz strachu jest przyjemniejszy.

    W okolicach święta Trzech Króli samochód wjeżdża na wysypane kamieniami podwórze. Marcel wysiada pierwszy i jak zawsze otwiera mi drzwi. Karola nauczyła mnie jak zrobić dość łatwe, ale pyszne pralinki dla pani Wandy. Całe ich pudełeczko trzymałam w rękach. Kupiona w sklepie nowa spódniczka w szkocką kratkę, bluzeczka i sweterek według Karoli są „oszałamiające, kochana, wyglądasz jak laleczka! Tylko schowajmy Cię przed tym podłym gwałcicielem Marcelem, który chętnie by ją z Ciebie zdjął”, podobnie jak płaszczyk i botki. Pierwszy raz też, nie mając na sobie peruki, wciąż czuje się Matyldą. Mama ciągle coś psioczy coś fryzjerze, ale udało mi się zapuścić taką długość, że po odpowiednim potraktowaniu grzebieniem, wyglądam jak ładnie obcięta dziewczyna o kruczych włosach. Do tego oczywiście odpowiednie cienie do powiek, tusz, czarne szminka i lakier do paznokci…
    Żałuje, że pojechała do rodziny na święta, więc spędzamy ten czas tylko z Marcelem, i mnie teraz nie widzi. To ona pomaga mi dobierać kosmetyki do makijażu i uczy się odpowiednio malować. Od kiedy po Nowym Roku wprowadziłam się do taty, jest jakoś łatwiej spędzać czas będąc sobą. Oboje doradzili jednak, by z wielkim coming out na razie jeszcze poczekać, choćby do wiosny.

    Brodząc w śniegu idziemy do posiadłości. Drzwi otwiera szczupła blondynka w stylu hipiski, zapewne Ewelina. Wita nas z uśmiechem, wydaje się bardzo sympatyczna. Wymienia uścisk dłoni z Marcelem, potem przytula mnie lekko.

    – Matylda, prawda? Pani Wanda uwielbia o tobie opowiadać same dobre rzeczy. – wciąż się uśmiecha – Ale nie spodziewałem się tak ślicznej dziewczyny.

    – Dziękuje. – czuje rumieniec na buzi – Ale to w sumie najbardziej zasługa pani Wandy i Karoli. – uśmiecham się pod nosem – Pewnie jej przeszkadzamy?

    – A skąd. – macha dłonią – Od rana siedzi z panem Wilhelmem przy kominku. Piją grzane wino, słuchają muzyki i trzymają się za dłonie. – puszcza nam oko – Z pewnością się ucieszy na twój widok.

    Spoglądam na miejsce, gdzie powinien być mój koszyk. Na schody, po których szłam się przemieniać w siebie. Na wejście do sali balowej, gdzie jest kominek i gra muzyka, a skąd ufnie wyszłam niczym jagnię na rzeź. Skromne, świąteczne dekoracje, pewnie zarządzone przez Ewelinę, by poprawić humor pani Wandy. Marcel dotyka dłonią moich pleców, obejmując. Dawno tu nie byłam. Spoglądam na jego twarz. Łobuzerski uśmieszek. Ten, który lubię. Odpowiadam na niego. Idziemy razem, gdy przytulam się do jego boku.

    – Marcel! Jak dobrze Cię widzieć! – śmieje się pani Wanda – Will chyba próbuje tak rozśmieszyć, bym się udusiła. – ociera oczy, unosząc okulary palcami – Zabierz tego potwora od mnie, bo brzuch mi pęknie. – opadają powrotem na nos i patrzy na nas – A co to za ładną dziewczynę masz przy boku, co tak się klei do Ciebie?

    – Dzień dobry pani Wando…. – mówię uśmiechając się do niej szeroko – Wesołych świąt.

    Wpatruje się we mnie długo milcząc. Czuje trochę niepokoju w tym milczeniu, ale po chwili na jej usta wraca uśmiech. Wyciąga rękę, a ja wolno podchodzę, tak jak mnie nauczyła.

    – Zrobiłam sama dla pani czekoladki z okazji świąt, nauczyła mnie moja nowa przyjaciółka… – stawiam delikatnie puzderko na jej kolanach i klękam z złożonymi kolanami – Wiem, że dawno u pani nie byłam i… – kładzie mi palec na ustach

    – Od kiedy mój pisklak tak ślicznie fruwa? – uśmiecha się – Ledwo dostrzegłam, że wypadł z gniazdka, a on przylatuje do mnie jako taki piękny ptak?

    – Ktoś mi powiedział, że nie powinnam się tego bać. – spoglądam na Marcela – Był to wielki orzeł, którego będę zawsze już podziwiać. – odwracam znów do niej twarz – Ale nie mogę zapomnieć o tej, która mną się opiekowała jak jajkiem. – uśmiecham się – Czytałam wreszcie te wszystkie książki, łącznie z Małym Księciem…

    – Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem. – mówi, głaszcząc mnie po głowie dłonią, chociaż brzmi bardzo smutno

    – Nawet się z tym zgodzę. – mówi pan Wilhelm, kładąc jej dłoń na dłoni, tak jak robi to mi Marcel – Ale według fizyki kwantowej…

    – Oh, nie psuj momentu, mój ty intelektualisto. – mówi pani Wanda, a zaraz potem wymieniają ku mojemu i Marcela rozbawieniu delikatny pocałunek – Wypijecie herbatkę, albo może zostaniecie na obiedzie? Ewelina świetnie gotuje, lepiej niż ta flądra… – spogląda znów na mnie – Chociaż moja sikoreczka pewnie nadal nie je?

    – Je, je. – śmieje się Marcel – Zamawiam sobie pizze, jak siedzi u nas, to potem z Karolą we mnie biją piorunami oczami, póki nie zapytam czy nie chcą trochę. Nie, nie, dieta, tak sałatka, mhm. A za chwile połowy nie ma, tylko buzie od sosu i złość, jak mówię, że następnym razem wezmę dwie, aż poduszki latają. – odwracam się patrząc na niego zła – Albo chce wieczorem sobie obejrzeć mecz, to nie ma, one oglądają coś tam i dosłownie dwie dzikie bestie na mnie warczą. – nawet pan Wilhelm zaczyna się śmiać – Matylda z dziewczynki zaczyna stawać się nastolatką i szczerze, przeraża mnie to będąc jedynym mężczyzną w domu. – wstaje od niej i podchodzę do niego, dźgając palcem pod żebra – Aua, aua, druga Karola.

    Ciężko jednak mi to przyznać, ale ma rację. Cudownie jest spędzić ten dzień w ich towarzystwie, gdy dom wypełniają śmiechy i przyjacielskie rozmowy. Pani Wanda nie może się nachwalić na moje czekoladki, gdy siedzimy razem, pan Wilhelm i Marcel rozmawiają razem o nauce i samochodach. Zdaje się, że nikt by nie uwierzył, gdybym opowiedziała, jak spędziłam to południe. Tylko widok ich przyjaźni, która rozbudziła dawne uczucia jest lepszy.  

    Po powrocie do ich mieszkania nad lokalem znów staje przed lustrem. Uśmiecham się do siebie. Spoglądam na Marcela zdejmującego duże wojskowe buty i łapie go za rękę i ciągnę, by stanął obok. To głupie, ale naprawdę wyglądamy jak para, gdy jest wyższy od mnie o głowę.

    – No, ładna dziewczyna i jakiś facet. – mruczy – Pomachamy im?

    – Nie dałam Ci nic na gwiazdkę. – odwracam się do niego – A zrobiłeś tak dużo…

    – Nie e. – uśmiecha się – Po prostu chciałem zobaczyć, jak ta przerażona dziewczyna z szampanem się śmieje. – głaszcze mnie między łopatkami – A teraz widzę jak zawsze się uśmiecha, jak jest z siebie dumna. To prezent, który chciałem. – opuszcza ręce – Idź się przebierz, bo już prawie siedemnasta, a sama mówiłaś, że masz czas do dziewiętnastej. Karola wróci pewnie jutro, to znając was, zrobicie sobie obowiązkowy damski wieczorek. – zdejmuje sweter ukazując zapinaną na guziki koszule z prześwitującym najprostszym możliwym biustonoszem, który jak znam życie, denerwuje go, ale sam uważa, że mastektomia jak bardzo kusząca, to niesprawiedliwa wobec kobiet, u których jest koniecznością a nie kaprysem, po czym spogląda jeszcze raz na mnie błyszczącymi niebieskimi oczami – Miło, że Willowi w końcu się udało odzyskać serce Wandy. Długo o to się starał. – znika w swoim pokoju

    Patrzę za nim. To głupie, daj sobie spokój. Po prostu idź do łazienki, gdzie są spodnie i normalna bluzka, które ubierzesz przed powrotem do domu. Tak, nadal tam będę Matyldą, mając męskie ubrania i muszę mówić jak Marcel. Boże, jak mogłam w ogóle pomyśleć o czymś takim. Jak niby to by wyglądało. Prawda? Nie ma szans, by się udało.

    Też zdejmuje sweterek i układam obok jego, składając oba w kostkę. Wsuwam się do pokoju, gdzie on przegląda swoją kolekcję płyt. Serce bije mi jak oszalałe. Idiotyczne, że chociaż o tym pomyślałam. Tylko mnie lubi, jak przyjaciółkę, nic więcej. Nie chce bym się bała, tylko czuła dobrze.

    – Włącz tą ładną, która lubię. – mówię podchodząc do niego od tyłu i przytulając twarz do jego pleców, unosząc ręce na jego biodra – Tą, co zaczyna się jakby szukał stacji radiowej.

    – Wish you were here? – pyta, a ja kiwam głową trąc policzkiem o koszulę – Lubisz ją, bo leciała wtedy w samochodzie, co? – znów kiwam głową potwierdzająco – Ma ładny tekst.

    – Wiem. – nadal trzymam go w pasie – Wtedy gdy powiedziałeś, że złamałeś nos Beacie… – zamykam oczy – Powiedziałeś…

    – Prawdę. – nie odwraca się, a ja wciąż do niego tule, gdy zaczyna się delikatna gitarowa melodia ballady – Mogłaś powiedzieć już wtedy, gdy siedzieliśmy na dole, a nie dowiedziałem się u samego źródła. Dałem jej to, co chciała. – wciąż stoi prosto, sztywny, So, so you think you can tell – Nie każdy szuka przygód, my też potrzebujemy zwykłej miłości. – Havens from Hell… – Bliskości i czułości. – Blue skies from pain. – Czasem o nią naprawdę trudno, gdy jesteś inny.

    Wysuwa się z moich ramion i siada na łóżku. Serce nadal mi bije, a oddech mam przyspieszony. Jest tak dużo rzeczy, które teraz można powiedzieć. Można po prostu się odwrócić i wyjść. Ale jest coś innego, czego teraz pragnę. Podchodzę wolno do niego, i przykładam wargi do jego warg. Nie opiera się, przeciwnie pozwala mi na niego. Długi, delikatny i pełen czułości. Opieram się o jego ramiona, zaczynam wchodzić na kolana, posuwając go w głąb łóżka, nie przerywając go, rozkraczając się w spódniczce na jego nogach. Dopiero, gdy braknie mi tchu, odsuwam głowę.

    – Bałam się. – mówię cicho, gdy mnie obejmuje w tali, bym nie spadła z jego nóg przytulona kroczem do brzucha – Co zrobisz, co powiesz, czy uwierzysz… – nie odzywa się, pozwala mi mówić, zupełnie nie zwracając uwagi na mój głos – Myślę, że teraz Cię kocham… – czuje jego dotyk na głowie, delikatna dłoń głaszcząca kark – Chciałbyś być moim chłopakiem?

    – Nie ma w całym naszym sklepiku rzeczy słodszej od twoich warg. Nie ma oczu tak bardzo wyglądających jak gwiazdy na ciemnym niebie jak twoje. – znów ogrzewa mnie rumieniec -Kim więc byłbym, jak nie głupcem, gdybym odmówił? – uśmiecha się, nadal tak trzymając – O ile nie porzucisz mnie dla bogatszego z prawdziwą cukinią między udami, mogę być nim zawsze. – znów stykamy się wargami w pocałunku, opadając miękko w łóżko, gdy go popycham.

    To zabawne, że to zawsze on zdejmował mi bluzkę i podkoszulek pierwszy, w czasie jak się całowaliśmy, potem spódniczkę, bym siedziała na nim w samych majteczkach. Dopiero potem rozbierałam go powoli. No cóż, mężczyzna zawsze szybciej rozbiera kobietę, jak zdziera papier z prezentu. Kochanie z nim było przyjemnością, ale inną niż u normalnej pary. Nie pytał dlaczego to, po prostu nauczył się znajdować na moim ciele inne miejsca niż tylko to najważniejsze podyktowane przez płeć. Długie piórko w jego dłoniach, kostka lodu w ustach, czy same wargi potrafiły przez kolejne lata dać dość rozkoszy, by go uwielbiać. Byłam jego dziewczyną, znał moje ciało nawet lepiej niż ja. Nauczył mnie swojego ciała, bym mogła mu się odwdzięczać.

    I nawet pięć lat później od naszego poznania, pierwszego pocałunku, wciąż patrzał na mnie jak na najpiękniejszą rzecz świata. Z jednym miałam rację. Ta zabawna para Błękitnych Wróżek zrobiła ze mnie prawdziwą dziewczynkę.
    Włosy urosły długie, czarne. Nie zmieniło się dużo w rysach twarzy, ale przytycie tych dziesięciu kilogramów sprawiło, że miałam ładne ciałko. No i pod bluzeczką rysowała się wreszcie namiastka prawdziwego biustu.

    – Nie będziesz się śmiał? – pytam go łagodnym, wysokim głosem – Doktor powiedział, że ładnie się wygoiła i prawie nie ma blizn, ale nie próbowałam tam zaglądać. – mówię układając dłoń na białych majtkach – Chociaż jak już miałam największy…

    – Pamiętasz co Ci wszyscy mówili? Kocha się sercem, nie oczami – kiwam głową, opuszczając nos – No chodź, ropuszek, zobaczymy tą słodką brzoskwinkę, co ją chirurg zmajstrował. – wsuwam się do łóżka i na kolanach wsuwam do niego, ale zamiast zdjąć je, chwyta mnie za brzuch i przytula do siebie na łyżeczkę, jak zwykle śpimy – Zamknij oczy i skup się na tym, co czujesz. Nie ma podglądania! – całuje mnie w kark, łaskocząc po szyi.

    Niechętnie wykonuje polecenie. Jego dłoń wędruje po drobnych cyckach, nawet te jego są większe, ale on uważa, że są więcej, niż urocze. Dotyka ich przez materiał, posuwa dłoń niżej.

    – Drżysz. – mówi mi na ucho – Może jednak chcesz poczekać?

    – Nie. Chcę przeżyć to z tobą. – nie otwieram oczu, gryząc wargę – Proszę. – kręci palcem kreski po pępku – Marzyłam o tym, a teraz to mam. – wyciągam dłoń nad barkiem i dotykam jego twarzy – I mam też Ciebie, najcudowniejszego faceta świata. Lepszego na pierwszy raz nigdzie nie znajdę. – przekładam rękę na jego dłoń i ściskam jego długie palce

    Dłonie suną w dół, czuje jak wsuwa się pod gumkę na brzuszku. Znów się zatrzymują, lekko muskając opuszkami wzgórek łonowy. Wie, jak powinien być delikatny. Ostatnie miesiące spędzone z co rusz większymi rozpychaczami, które modelowały wnętrze były trudne i czasem, ale ostatecznie… Było tego warte. Pierwszy raz wpuszczam jego rękę w te rejony.
    Znów mnie całuje, jednocześnie wodząc palcami po moim łonie. Delikatnie rozprowadza chłodny żel, intesywnie pachnący truskawkami. Czuje jego druga dłoń na piersiach. Trze ją palcami, drażni, bawi. Chichocze cicho, gdy łaskocze mnie w pachwinę. Ale nie otwieram oczu.. Czuje, jak jego dłoń zsuwa mi majtki do kolan, ramiona obracają mnie na plecy.
    – Nie otwieraj ich. – mówi, gdy czuje jego pocałunek na udzie – Tylko czuj…
    Dotyk, irytujący i pociągający. Każdy pocałunek, który składa na moim ciele, każdy nabrany oddech czyni to wyjątkowe. Niemal jednocześnie wsuwa mi w wargi swój język, a jego palce wsuwają się przez wąską szczelinę między moimi nogami. Zaciskam uda, a on nimi porusza w moim wnętrzu. Wprawnie nimi porusza, jakby grając na gitarze. Dreszcz rozkoszy pulsuje przez ciało, im bardziej to robi. Zalewa mnie gorąco. Nie chce, by zabierał swoich ust, ani wyjmował tych palców. Nie mam słów, które by dały radę to opisać. Był to pewnie mój pierwszy orgazm, w ramionach ukochanej osoby. Prawdziwej mnie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Druga część nienajdłuższej podróży, którą przebyła Matylda odkrywając samego siebie.

    Zachęcam jak zawsze do komentowania i czytania innych serii (Wspomnienia Kota i jego sequela Właścicielka) pojawiających się również na stronie, jak i przyszłych projektów. 

    *gdyby ktoś marudził na zwyczajność, to przypomnę, że to Matylda jest posiadaczką penisa, a jej “chłopak” przeciwnie, nie posiada go he he he*