Author: admin

  • Ciezarna dziwka 2

    Dostaliście kiedyś większą gotówkę, której się wcześniej nie spodziewaliście? Jeśli tak, to wiecie doskonale jak ciężko ją utrzymać. Z pieniędzmi, które dostałam od Artura i jego kolegów było podobnie. Z założenia miały pomóc mi i dziecku, kiedy już się urodzi, jednak po wszystkim co zaszło, czułam się tak okropnie, że musiałam sobie kupić jakiś drobiazg, żeby wiedzieć, że było warto. Żeby przestać w końcu żałować. Tym drobiazgiem była wystrzałowa sukienka. I torebka. I kilka bluzek, nowe buty, a także kompleksowa wizyta u kosmetyczki i fryzjera. Po wszystkim poczułam się źle i kupiłam też wózek. Zostało mi cztery tysiące złotych. Niby wcale nie mało, ale uświadomiłam sobie, jak łatwo jest wydać tak duże pieniądze jakimi dysponowałam.

    Jednocześnie zdążyłam już przestać wstydzić się spojrzeć na siebie w lustrze, a z mojej przygody wspominałam najlepszy orgazm, jakiego kiedykolwiek w życiu doznałam. Nigdy nie byłam cnotką i lubiłam ostrzejszy seks z moim chłopakiem. Ciągnięcie za włosy, klapsy, mocne przyciśnięcie do łóżka, ale nigdy wcześniej nie byłam wyzywana, ani bita po twarzy. Seksu analnego próbowałam kilka razy, ale zawsze po tylu prośbach, że traktowałam to jak zwykłe poświęcenie. Oni nie prosili. Oni nawet nie pytali czy mogą. Zapłacili i zerżnęli mnie w dupę, bo mieli do tego prawo. A ja poczułam, że tego właśnie potrzebuję. Potrzebuję być zdominowaną suką i już zawsze w moim życiu będę szukała kogoś, kto w taki sposób potrafi traktować kobietę którą kocha.

    Z takimi myślami w mojej głowie, zrozumiałam, że trzeba kuć żelazo póki gorące. Potrafię spojrzeć sobie w oczy, nie płaczę już myśląc, że jestem dziwką, a w dodatku było cholernie przyjemnie. Postanowiłam zadzwonić do Artura i sama zaproponować kolejne spotkanie. Wybrałam numer i czekałam z walącym sercem, aż odbierze.

    -Słucham? – usłyszałam znajomy głos.

    -Cześć, tu Ania, pamiętasz mnie? – zapytałam, lekko zaśmiawszy się pod koniec.

    -Taaak – przeciągnął zdziwiony Artur. – Zresztą mam twój numer. Wszystko w porządku?

    -Tak, tak. Dzwonię w takiej sprawie – na chwilę zamilkłam nie bardzo wiedząc jak przejść do rzeczy. – Może bylibyście z kolegami zainteresowani jakąś zabawą? – znów ten wymuszony, lekki śmiech, nad którym nie potrafiłam zapanować.

    -A co, spodobało Ci się? – Artur też zaczął się trochę śmiać, ale bardziej z rozbawienia niż zdenerwowania.

    -No… Wam chyba też się podobało? – zapytałam retorycznie. – A ja nie widzę problemu, żeby dorobić sobie trochę w ten sposób.

    -Och, a ja już myślałem, że tak Ci się spodobało, że chcesz to powtórzyć za darmo.

    Jeszcze wyraźniejszy śmiech w jego głosie. Najwyraźniej bawiła go ta rozmowa.

    -Nie żartuj, Artur – też próbowałam się zaśmiać, ale znów wyszło sztucznie. – To jak? Jesteście zainteresowani?

    Usłyszałam dłuższą pauzę. Chciałam aż się odezwać, żeby upewnić się, czy się nie rozłączył, ale w tym momencie usłyszałam jak wzdycha, po czym zaczął mówić:

    -Słuchaj Ania. Było fajnie, naprawdę jesteś zajebista, ale my ze znajomymi raczej nie szukamy jednej partnerki na dłużej. Raz, że ciąża trwa raczej krótko, więc po co się przywiązywać, a dwa, że też chcemy jakiegoś urozmaicenia. Ty już pokazałaś nam wszystko, a my nie chcemy popaść w rutynę.

    Rutynę? To był jakiś żart. Nigdy nie uwierzę, że mają na co dzień to co im sprezentowałam tamtego wieczoru. Zdenerwowałam się, ale nie zmieniałam tonu, bo wciąż wierzyłam, że będę w stanie go przekonać.

    -No nie wiem nie wiem, myślę że mam jeszcze kilka rzeczy w zanadrzu. To co, w sobotę urządzacie znowu jakieś małe jebanko? – zapytałam pewnym siebie tonem, nie pozwalając mu dojść do słowa.

    -Noooo, owszem, urządzamy – ucieszyłam się, jednak Artur szybko starł uśmiech z mojej twarzy. – Ale mamy już inną dziewczynę.

    No tak, tego się mogłam spodziewać. Nadziane dupki jeździły po mieście i szukały nowych lasek, które za duże pieniądze będą chciały się z nimi puścić. Nie byłam pierwsza, ani ostania. Ani zapewne wyjątkowa.

    -Muszę lecieć, Aniu – wyrwał mnie z rozmyślań. – Trzymaj się i powodzenia.

    Załamana, czując jak grunt pali się pod moimi nogami, rozpaczliwie spróbowałam ostatniej rzeczy, która mogła zadziałać:

    -Błagam, panie. Pozwól mi dalej być waszą kurwą do jebania.

    Nie odezwał się, więc po dłuższej chwili kontynuowałam płaczliwym tonem:

    -Jestem waszą ciężarną suką, pozwól mi puszczać się z wami za pieniądze, mój panie. Możecie ze mną zrobić wszystko.

    Czekałam na odpowiedź, serce waliło mi tak, że chyba było słychać, a on zwlekał jak gdyby doskonale wiedział w jakim jestem stanie.

    -Przemyślę to, oddzwonię do ciebie – rozłączył się, nie dając mi już nic powiedzieć.

    Na telefon czekałam przez resztę dnia i cały następny, ale się nie doczekałam. Przyszła sobota i uznałam, że jednak nie będę miała szczęścia. Po południu pojechałam na obiad do rodziców, z którymi zdążyłam się w międzyczasie pogodzić. Zamierzałam tam zostać aż do poniedziałku i rano pojechać na zajęcia. Kiedy siedzieliśmy wszyscy, oglądając jakiś serial, nagle zadzwonił mój telefon. Popatrzyłam na wyświetlacz, to był on. Przeprosiłam i szybko wyszłam do swojego pokoju. Przymknęłam za sobą drzwi i odebrałam.

    -Słucham?

    -Cześć, dziwko.

    -Cześć.

    -Jak się do mnie zwracasz? – usłyszałam złość w jego głosie.

    -Cześć, panie – wyszeptałam.

    -Czemu mówisz tak cicho?

    -Jestem u rodziców, panie – odpowiedziałam jeszcze ciszej.

    -Gówno mnie to obchodzi, suko. Masz mówić normalnie, zrozumiałaś?

    Serce mi waliło jak nigdy wcześniej. Zamknęłam całkiem drzwi, odeszłam pod samo okno, stanęłam tyłem do wejścia i odpowiedziałam:

    -Tak, panie.

    -Grzeczna dziewczynka. Mam dla ciebie pracę. Możesz się puścić tak jak lubisz, szmato. Będziesz dodatkiem do naszego głównego dania, powiedzmy że takim pomocnikiem – słyszałam jak starannie dobiera ton, żeby mnie znieważyć. – Ale nie zarobisz tyle ile ostatnio – kontynuował. – Zapłacimy ci najwyżej pięć tysięcy, a jak ci to nie pasuje, to możesz pójść się puszczać na ulicę za stówkę, dziwko. Masz być za godzinę tam gdzie ostatnio. Jesteś zainteresowana?

    -Tak, panie, ale pozwól mi chociaż pójść się przebrać w coś seksownego.

    -Nie będzie takiej potrzeby. W sumie wolimy, żebyś wyglądała jak cnotka. Masz być za godzinę. Jak się spóźnisz to nie dzwoń nigdy więcej.

    Rozłączył się, a ja poleciałam do rodziców z tłumaczeniem, że muszę się spotkać z koleżanką, żeby przygotować jakąś pracę. Miałam mało czasu, bo sama podróż to około czterdziestu pięciu minut, a nie mogłam prosić ojca, żeby mnie odwiózł. Powiedziałam, że już zadzwoniłam po taksówkę i nie ma sensu, żeby się fatygował. Dał mi nawet pieniądze na przejazd, aż poczułam się głupio.

    Na miejsce dotarłam pięć minut przed czasem. Szybko zapłaciłam i pobiegłam do budynku. Wchodząc po schodach popatrzyłam na siebie. Byle jakie dżinsy ciążowe, biały t-shirt z granatowymi rękawami ciasno opinający mój wielki brzuch, włosy rozpuszczone i nieuporządkowane. Nie wyglądałam seksownie, wstydziłam się tego, ale nie miałam wyjścia. Zapukałam i niemal natychmiast Artur otworzył mi drzwi. Ktoś z tyłu krzyknął “no w końcu”, a mój pan złapał mnie za rękę i mocno pociągnął do środka. W znanym już mi pustym pokoju, na podłodze, na swoich piętach siedziała lekko spłoszona dziewczyna w zaawansowanej ciąży, chyba jeszcze bliżej rozwiązania niż ja. Była mniej więcej w moim wieku. Miała jasne, kręcone włosy, mocny makijaż z błyszczącymi niczym brokat ustami i seksowną, czerwoną sukienkę za mocno opinającą jej pulchne ciałko. Była dużo grubsza ode mnie, choć nie jakoś przesadnie. Podniosła głowę, żeby na mnie popatrzyć i zobaczyłam jej piękne, kasztanowe oczy przystrojone wielkimi, tandetnymi rzęsami. Podeszliśmy bliżej i Artur zwrócił się do niej beznamiętnym tonem:

    -Wstawaj.

    Kiedy wykonała polecenie, kontynuował:

    -Przywitajcie się.

    Podałyśmy sobie rękę i uśmiechnęłam się do niej, ale była chyba zbyt przerażona, żeby odwzajemnić uśmiech.

    -Będziecie dzisiaj współpracowały. Nie musicie znać swoich imion, macie tylko wykonywać nasze polecenia, zrozumiałyście?

    Pokiwałyśmy głowami.

    -Pocałujcie się.

    Zaskoczył mnie. Nie spodziewałam się szczerze mówiąc, że będę miała z nią jakiś kontakt. Myślałam, że użyją nas na przemian i na tym się skończy. Nigdy nie miałam najmniejszego epizodu z kobietą, a pocałunek który miał zaraz nastąpić, miał być pierwszym pocałunkiem z kobietą w moim życiu.

    -Pocałujcie się – powtórzył zdenerwowany.

    Podeszłam bliżej, położyłam ręce na jej barkach i zbliżyłam powoli swoją twarz do jej. Zamknęła oczy i lekko rozchyliła usta, do których natychmiast przywarłam swoimi. Zaczęłyśmy się całować i zaskoczona uznałam, że to bardzo przyjemne. Objęłam ją i przyciągnęłam do siebie, aż nasze brzuszki się spotkały. Poczułam jak położyła dłonie na moich plecach i zaczęła mnie głaskać. Ja wplotłam dłoń w jej włosy i zaczęłam wsuwać język w jej słodkie usta. Całowałyśmy się coraz namiętniej, a moje ręce błądziły po jej ciele. Najpierw pieściłam jej plecy, ale bardzo szybko zaczęłam lekko ściskać jej pupę. Była taka duża i okrągła. Położyłam dłoń na jej gołym udzie i zaczęłam sunąć w górę, żeby wejść pod sukienkę i dotknąć tego tyłeczka. Ktoś złapał mnie pod pachami i szarpnął do tyłu. Zobaczyłam, że drugą dziewczynę też ktoś trzyma.

    -Nie jesteście tu dla swojej przyjemności, dziwki – usłyszałam głos Artura. – Ty na kolana – pokazał na mnie, – a ty się odwróć do niej tyłem.

    Posłusznie wykonałyśmy polecenia. Jej słodka, wielka pupa prężyła się nad moją twarzą. Tymczasem ten który ją odciągnął, rozpiął spodnie i opuścił je wyciągając swojego na wpół stojącego kutasa.

    -Schyl się i obciągaj, ale nogi trzymaj prosto – dyrygował wciąż Artur.

    Zaczęła się schylać, a mężczyzna przed nią złapał jej ręce i podniósł do góry mocno przytrzymując. Niezdarnie złapała jego kutasa ustami i zaczęła obciągać wygięta pod kątem prostym, nie upadając chyba wyłącznie dzięki temu, że ją trzymał.

    -A ty jesteś gotowa, dziwko? – Artur zwrócił się do mnie.

    -Tak, panie. Co mam dla ciebie zrobić?

    Położył dłonie na jej tyłku i przesunął sukienkę w górę, odsłaniając przede mną jej skarb. Nie miała bielizny, ale nie to mnie zszokowało. Jej cipka była zupełnie zarośnięta. Wyglądała jakby jej nigdy nie goliła. Z gąszczu włosów ledwie było widać jej pofalowane wargi. Z zamyślenia wyrwał mnie klaps, który Artur wymierzył mojej nowej koleżance, sprawiając że jej krągły tyłeczek się zatrząsł.

    -Lubisz lizać owłosione cipki, suko? – pan skierował pytanie do mnie.

    -Tak, panie – odpowiedziałam, bo doskonale wiedziałam jakiej odpowiedzi oczekuje. – Jestem zboczoną szmatą i uwielbiam wsuwać język w takie włochate pizdy.

    -Przygotuj ją dla nas, żeby była mokra.

    Położyłam dłonie na jej pięknej, wielkiej pupce, rozchyliłam pośladki i wsunęłam kciuki między włosy, kładąc je na wargach. Rozłożyłam jej płatki i zobaczyłam piękną różową muszelkę. Wiedziałam, że ociąganie się nic nie da, więc szybko zbliżyłam twarz i pocałowałam jej cipkę. Pachniała dziwnie, ale nie odpychająco. Przejechałam językiem z dołu do góry i poczułam jej smak. Ten smak. Boże, jak on na mnie zadziałał. Wsunęłam szybko język do środka i poczułam, że sama robię się mokra. Zaczęłam zachłannie ssać i poruszać językiem w środku. Moje ręce pieściły pośladki i uda, a język tańczył w szparce, która zaczęła robić się bardzo mokra. Usłyszałam chyba nawet cichy jęk, stłumiony kutasem w jej ustach. Było mi tak dobrze. Marzyłam, żeby ktoś mnie zerżnął kiedy liżę tę słodką cipkę. Podniosłam się nieco i przesunęłam pod pretekstem lepszego dostępu, ale tak naprawdę chciałam wypiąć mój tyłek opięty dżinsami. Jednak dotyk poczułam nie na pupie a we włosach. Ktoś szarpnął mnie mocno, odrywając od tego przyjemnego zajęcia.

    -Wystarczy.

    Zobaczyłam nad sobą Artura z wyciągniętym kutasem, którego po chwili włożył mi brutalnie w usta po same jaja. Wciąż trzymał mnie za włosy i mocno dociskał do siebie.

    -Patrz na mnie!

    Wykonałam polecenie i uniosłam oczy w górę. Zaczęłam się dławić, a z oczu poleciały mi łzy. Artur złapał jeszcze mocniej.

    -Lubisz tak, suko?

    Pokiwałam głową, dławiąc się i plując między kutasem ciasno wypełniającym moje usta. Pociągnął mocno do tyłu, wyskakując ze środka. Desperacko łapiąc powietrze poczułam mocny policzek. Znów chwycił mnie za włosy i szarpnął w kierunku drugiej dziewczyny. Miałam oczy kilka centymetrów od jej szparki i patrzyłam jak Artur wkłada w nią kutasa całego pokrytego moją śliną. Puścił mnie niespodziewanie, aż upadłam na podłogę. Przejął ręce tej drugiej od swojego kolegi i pociągnął je do siebie w ten sposób unosząc jej głowę. Mężczyzna, któremu do tej pory obciągała, podszedł do mnie, podstawiając mi kutasa pod usta. Za nim ustawiła się kolejka. Nie czekając na polecenie wzięłam go w usta i zaczęłam ssać. Koło mnie Artur zapinał drugą laskę tak mocno, że było słychać klaskanie o jej wielkie pośladki.

    -O tak, ty tłusta suko. Lubisz być ostro jebana?

    -Tak, panie – pierwszy raz usłyszałam jej głos. Chyba płakała.

    -Powiedz nam kim jesteś.

    -Grubą, zapłodnioną kurwą do zerżnięcia – znów ten sam głos brzmiący jakby pytała “co ja tu robię?”.

    -Opowiedz nam jak zaszłaś w ciążę, szmato.

    -Byłam na imprezie u koleżanki, upiłam się i puściłam z jej dwoma kolegami.

    -Wyruchali cię we dwóch.

    -Tak, panie.

    -Zerżnęli w obie dziury na raz?

    -Tak, panie

    -Puściłaś się bez zabezpieczenia, ty tępa, gruba kurwo?

    -Tak. Jestem tłustą idiotką, panie – teraz kompletnie się rozpłakała.

    Artur zaprzestał tych tortur, ale wciąż ją pieprzył, a mi zrobiło się głupio, bo byłam totalnie podniecona jej spowiedzią. Złapałam penisa u nasady i zaczęłam mocniej i szybciej obciągać. Artur też przyspieszył. Usłyszałam szybsze klaskanie o jej wypiętą pupę, a później zduszone jęki gospodarza. Odwróciłam oczy w jego kierunku na chwilę zwalniając z własną pracą i zobaczyłam jak ciągnie ją mocno za ręce i wchodzi do samego końca w jej cipkę. Wygiął całe swoje ciało do tyłu i krzyknął strzelając spermą w swoją ciężarną sukę. Ależ jej zazdrościłam. Wyszedł ze środka, pomógł jej całkiem wstać i puścił jej ręce. Jej sukienka opadła zasłaniając ten śliczny tyłek. Jednak to nie był koniec.

    -Ustaw się na pieska – polecił beznamiętnie wyczerpany Artur.

    Wykonała polecenie, a mężczyzna przede mną wyciągnął kutasa z moich ust i poszedł w jej kierunku. Jej zalana cipka znów była rżnięta, a ja tak bardzo jej zazdrościłam szykując kolejnego chuja, dla jej zarośniętej szparki. Drugie rżnięcie nie trwało już tak długo i zaraz w jej cipce wylądował kolejny ładunek spermy. A później jeszcze jeden. I jeszcze jeden. I jeszcze. Pięciu facetów po kolei używało moich ust, a później jej cipki, wypełniając jej wszystkie zakamarki gęstym nasieniem. Zostało jeszcze trzech. Czekałam aż i oni użyją tej dziwki, wykrzykując w jej kierunku obelżywe zdania, które podniecały ich równie mocno jak mnie, ale w tym momencie Artur przerwał zabawę.

    -Chodź tu suko – krzyknął do mnie.

    Posłusznie podeszłam i zobaczyłam znajomą obrożę, którą szybko założył mi na szyję. Zaprowadził mnie jak psa do drugiej dziewczyny. Miałam głowę tuż koło jej cipki i czułam zapach spermy, która wylewała się leniwie, nie kapiąc jednak na podłogę, a zatrzymując się w posklejanych nią włosach.

    -Wyliż wszystko – usłyszałam polecenie.

    Przyłożyłam usta do cipki i zaczęłam ssać. Byłam suką. Byłam dziwką wyjadającą spermę z pizdy innej dziwki. Ona była cała nią wypełniona, a ja byłam wniebowzięta. Ssałam mocno, a ogromne ładunku spermy spływały mi do ust. Pan pociągnął mocno za łańcuch.

    -Pokaż, suko.

    Otworzyłam usta wypełnione nasieniem.

    -Grzeczna dziwka. Połknij

    Wykonałam polecenie i wróciłam do czyszczenia cipki. Wylizałam ją dokładnie, wsuwając język do środka, a na koniec nie zapomniałam o zlizaniu spermy z posklejanych włosów.

    -Dobrze, suko. Teraz wyliż jej drugą dziurkę.

    Nie zastanawiałam się już w ogóle. Byłam w innym świecie. Przyłożyłam usta do jej tyłka i zaczęłam lizać jej mały odbycik. Przycisnęłam język i naciskając mocno próbowałam włożyć go do środka. Z początku nie wychodziło, ale po kilku pchnięciach lekko się zagłębił. Dziewczyna zaczęła jęczeć, więc stwierdziłam, że wsunę jej dwa palce w cipkę, ale zabawę szybko przerwał mój pan.

    -Wystarczy.

    Artur złapał drugą dziewczynę za rękę i pomógł jej wstać. Zsunął ramiączka sukienki z rąk, schylił się i pociągnął w dół, przesuwając materiał po jej wielkim ciążowym brzuchu, odsłaniając jej nagie ciało. Dopiero teraz zobaczyłam jej piersi. Były ogromne, ze dwa razy większe od moich i w dodatku bardzo jędrne jak na taki rozmiar. Przystrojone w duże, ciemne brodawki ze sztywnymi sutkami. Chciałam się do nich przyssać.

    Pan zaprowadził drugą sukę do leżącego na podłodze kolegi i kazał jej go dosiąść. Mężczyzna przytrzymał fiuta i przyłożył główkę do dokładnie wylizanego odbytu.

    -Ujeżdżaj go dziwko – polecił Artur.

    Dziewczyna opadła na sterczącego kutasa i z jękiem bólu nadziała się do samego końca. Następnie zaczęła go ujeżdżać. Jej piękne cycki skakały w rytm ruchów. Jęczała z bólu i rozkoszy, a jej owłosiona cipka prężyła się w moim kierunku. Facet stękał niemal równie głośno. Był chyba blisko, ale powstrzymywał się, żeby przedłużyć przyjemność.

    -Chodź tu dziwko – krzyknął w moim kierunku.

    Podeszłam na czworaka. Mężczyzna popchnął tyłek drugiej dziewczyny i przytrzymał, żeby przestała. Złapał mnie za włosy i pociągnął w kierunku kutasa. Wzięłam go do buzi i zaczęłam obciągać.

    Boże, ależ ze mnie dziwka. Ssę chuja wyciągniętego z dupy innej ciężarnej kurwy. Ta świadomość sprawiła, że zupełnie odleciałam. Włożyłam rękę w spodnie i zaczęłam masować swoją cipkę, nie zastanawiając się nawet czy mi wolno. Mężczyzna szarpnął mnie za włosy, odepchnął i znów wszedł w jej dupę. Ujeżdżała go jeszcze chwilę, po czym złapał ją za biodra i przycisnął do siebie, a jego twarz wykrzywił grymas orgazmu. Kiedy zobaczyłam, że wraca do przytomności, zwróciłam się do niego, zaskakując samą siebie:

    -Błagam cię, daj mi wylizać tego chuja.

    Popatrzył na mnie w szoku i szybko kazał drugiej dziewczynie zejść. Natychmiast wzięłam się za obrabianie tej wciąż sterczącej pały. Zlizywałam z niej resztki spermy i czyściłam dokładnie. Tymczasem druga dziewczyna, już nadziewała się odbytem na kolejnego klienta. Wytrzymał może ze dwie minuty, po czym również spuścił się w jej dupę. Dziewczyna zeszła z niego, a on popatrzył na mnie. Podeszłam i wzięłam jego kutasa do ust, patrząc jak koleżanka nadziewa się na ostatniego.

    Och, ale ze mnie zboczona kurwa. Biorę do ust chuje wyjęte z dupska innej dziewczyny. Innej ciężarnej szmaty takiej jak ja. Palce w spodniach brutalnie atakowały łechtaczkę, od czasu do czasu wsuwając się w mokrą do granic możliwości pizdę, a druga ręka przytrzymywała kutasa, z którego zachłannie zlizywałam wszystkie soczki. Otworzyłam szeroko usta i połknęłam go całego. Chwyciłam szybko dłoń mężczyzny i położyłam na swojej głowie. On zrozumiał i przycisnął mnie mocno. Wysunęłam język między zębami a jego twardą pałą i lizałam go po jajkach. Po kilkunastu sekundach zaczęło brakować mi powietrza. Uniosłam więc lekko głowę, żeby wyszedł, jednak zaraz poczułam drugą dłoń w swoich włosach i zostałam dociśnięta z całej siły. Zaczęłam się szarpać, ale trzymał mnie bardzo mocno. Poruszał przy tym trochę biodrami i zaraz usłyszałam ponownie jego stęki. Poczułam jak spuszcza się głęboko w moim gardle. Patrzyłam na niego, próbując wzrokiem wzbudzić litość, jednak on nawet na mnie nie patrzył. Tak bardzo mnie to podniecało. Dusiłam się, ale nie przestawałam pieścić mojej cipki. Nagle poczułam nadchodzący orgazm, który stał się dla mnie w tym momencie dużo ważniejszy, niż jakieś przyziemne rzeczy, jak tlen. Zaczęłam tarmosić łechtaczkę z całej siły, aż z moich ust zakneblowanych kutasem, wydarł się zduszony krzyk, który w normalnych warunkach słyszeliby chyba mieszkańcy kilku okolicznych budynków, a z mojej pizdy prosto w majtki trysnęła fontanna. Brutal skończył się spuszczać i szarpnął mnie za włosy. Dostałam mocnego liścia.

    -Kim jesteś? – zapytał.

    -Zboczoną, ciężarną kurwą, z którą za pieniądze możesz zrobić wszystko co zechcesz.

    Kolejny policzek.

    -Na co czekasz? – kontynuował. – Marek już doszedł. Umyj jego chuja, szmato.

    Pchnął mnie w jego stronę, a ja półprzytomna po orgazmie zaczęłam posłusznie obciągać. Tymczasem Artur kazał drugiej dziewczynie ustawić się znów na czworaka i powiedział jej coś, czego nie usłyszałam. Po chwili podszedł do mnie i złapał za smycz.

    -Chodź tu, szmato – usłyszałam gdy pociągnął mnie w kierunku wypiętego tyłka mojej koleżanki. – Wystaw język i przytknij go między jej dziurkami – polecił.

    Posłusznie wykonałam polecenie, a Artur zwrócił się do niej:

    -No dawaj, suczko.

    Z jej tyłka zaczęła wyciekać sperma, która po języku trafiała wprost do moich ust. Leniwie wypływała z jej ściśniętego odbytu, a ja grzecznie czekałam aż wypełni moją buzię. Kiedy wypłynęła ostatnia kropelka, a ja zobaczyłam różowe fałdy wnętrza jej małej dziurki, przyłożyłam usta i mocno wyssałam resztę ze środka. Mężczyźni za mną krzyczeli wyzwiska i bili brawo. Pan natomiast zwrócił się do mnie:

    -Pokaż, dziwko.

    Odkleiłam się od dupki mojej koleżanki i grzecznie wystawiłam język prezentując spermę pływającą w mojej buzi.

    -Wstawajcie – polecił i poczekał, aż wykonamy polecenie. – Całujcie się. I żeby ani jedna kropla nie wypadła wam z ust, rozumiecie?

    Pokiwałyśmy głowami i przystąpiłyśmy do kolejnego pocałunku. Rozchyliłam usta i tym razem to ona włożyła między nie swój język. Zaczęłyśmy dzielić się gęstym płynem, który jeszcze przed chwilą pływał w jej ciasnej dupci. Nasze ręce błądziły po naszych ciałach, a języki kręciły się w coraz bardziej namiętnym tańcu.

    -Wystarczy – powiedział Artur. – Teraz połknijcie.

    Wykonałyśmy polecenie.

    -Grzeczne kurwy. Teraz chodźcie po pieniądze.

    Artur chwycił za łańcuch, więc posłusznie uklęknęłam i zaczęłam iść na czworaka. Druga dziewczyna została poprowadzona za rękę do innego pokoju. Chyba nie chcieli, żebyśmy widziały ile każda z nas dostaje. Artur wyjął z szuflady plik banknotów i wyciągnął je w moim kierunku. Otworzyłam usta i pozwoliłam wsunąć je między moje zęby. Mój pan przystąpił tymczasem do rozpinania obroży. Z żalem stwierdziłam, że tym razem nie dostałam żadnego ekstra zadania. Wstałam i skierowałam się w kierunku drzwi.

    -Odwieźć Cię? – zapytał Artur.

    -Z chęcią – odpowiedziałam, licząc że może w drodze umówimy się na kolejne spotkanie.

    Wziął mnie za rękę i wyprowadził do przedpokoju. Tam czekał mnie lekki szok. Na drugim końcu, pod ścianą siedziała na piętach druga dziewczyna. Bokiem do mnie eksponowała swój ogromny ciążowy brzuch. Ręce skrzyżowała za plecami, usta miała otwarte, a język wystawał spomiędzy nich. Nad nią stał ten, który tak brutalnie przytrzymywał mnie spuszczając się do żołądka. Przytrzymywał lekko oklapłego kutasa i nagle zaczął sikać celując do jej ust. Szybko zaczęło się z nich wylewać i spływać po jej piersiach i brzuchu, a ona ani drgnęła. Zszokowało mnie to i trochę podnieciło, ale Artur złapał mnie za rękę i pociągnął mówiąc:

    -Chodź.

    Wyszliśmy z mieszkania i nie dane mi było dłużej oglądać tego pokazu. Pomyślałam, że pewnie przy rozliczaniu otrzymała propozycję nie do odrzucenia, na którą przystała.

    Artur poprowadził mnie do podziemnego parkingu, do swojego samochodu. Otworzył drzwi pasażera i przytrzymał je czekając aż wejdę. “Zebrało mu się nagle na bycie dżentelmenem”, pomyślałam, ale uśmiechnęłam się i weszłam.

    W drodze milczeliśmy, a ja zastanawiałam się jak zaczepić go o kolejne spotkanie. Artur wjechał między bloki parkując na podwórku pośrodku kamienicy. Zatrzymał samochód i popatrzył na mnie.

    -Chcesz ekstra tysiaka? – zapytał.

    -No pewnie.

    -Ściągaj spodnie, kurwo.

    -Tutaj? – zapytałam zdziwiona.

    Dostałam liścia.

    -Tak kurwo, nie pytaj tylko rób co mówię.

    Pomyślałam, że w sumie jest już ciemno, więc raczej nikt nie zobaczy. Zaczęłam się rozbierać. Artur wyłączył silnik i w środku zapanował półmrok. Odsunął fotel maksymalnie do tyłu, rozpiął rozporek i wyciągnął swojego twardego kutasa. Ja zdążyłam już opuścić spodnie i majtki do kostek i chciałam ściągnąć buty, żeby móc zdjąć dżinsy całkowicie.

    -Nie musisz, chodź tu szmato.

    Dosiadłam go szybko tyłem, chwyciłam chuja i zaczęłam wprowadzać go sobie do cipki.

    -Nie dziwko, nie w tę dziurę – usłyszałam.

    Był całkiem suchy więc splunęłam sobie w dłoń i zaczęłam rozprowadzać po nim ślinę. Przyłożyłam główkę do odbytu z zamiarem powolnego nadziania się moją mniejszą dziurką, jednak Artur chwycił mnie mocno za tyłek i pociągnął w dół, sprawiając że krzyknęłam z bólu.

    -Ujeżdżaj mnie, ty zapłodniona suko. I mów głośno. Mów tak jak potrafisz.

    Zaczęłam szybko poruszać pupą w górę i w dół i rozpoczęłam swój monolog:

    -O tak, panie. Wypierdol dupę swojej ciężarnej kurwy. Zerżnij mnie jak szmatę. Uwielbiam jak walisz moje ciasne dupsko.

    Chwyciłam jego ręce i położyłam na swoich cyckach, które zaczął ugniatać przez materiał bluzki i stanika.

    -Tak, mój panie. Wydupcz ten kurewski odbyt – kontynuowałam. – Jestem twoją zapłodnioną suką. Twoją dziwką. Puszczalską szmatą dającą się ruchać w każdą dziurę za twoje pieniądze. Jestem twoją własnością, mój panie. Użyj mojej dupy, żeby zaspokoić swoją potrzebę. Wal swoją ciężarną kurwę. Pierdol ją w samochodzie jak zwykłą przydrożną szmatę. Rozpierdol mi odbyt tym wielkim chujem.

    Artur był wniebowzięty. Wiedziałam, że nie wytrzyma długo, gdy będę tak do niego mówić.

    -Złaź szmato – usłyszałam zduszony krzyk.

    Zeszłam siadając na drugim fotelu a on uniósł się waląc sobie konia nad moją twarzą. Po chwili zaczął strzelać ogromną salwą spermy, która wylądowała na moim policzku, czole, powiece i nosie. Kilka kropel doleciało do włosów, a ostanie kapnęły na moją bluzkę. Otworzyłam usta i zaczęłam oblizywać jego kutasa. Po kilku sekundach opadł wykończony na swój fotel.

    -O kurwa, jakie to było zajebiste – wydyszał i popatrzył na mnie gdy zapinałam spodnie. – Pięknie wyglądasz ze spermą na ryju.

    -Dziękuję, mój panie – odpowiedziałam uśmiechnięta.

    Wyciągnął z kieszeni portfel, otworzył go i wyjął duży plik banknotów. Odliczył tysiąc i wręczył mi do ręki. Popatrzył chwilę na mnie mrużąc oczy i odliczył jeszcze pięćset złotych.

    -Masz tu bonus jak pójdziesz do domu nie wycierając twarzy.

    Wzięłam pieniądze i uśmiechnęłam się otwierając drzwi.

    -Pa. Dzwoń jakbyście jeszcze chcieli spróbować – odpowiedziałam wychodząc z samochodu.

    Poleciałam szczęśliwa do domu, nie odwracając się i biegnąc szybko, żeby nikt mnie nie zobaczył. W mieszkaniu skierowałam się do swojego pokoju. Chciałam położyć się na chwilę i zebrać siły zanim pójdę się kąpać. Byłam wykończona po dzisiejszych przeżyciach. Zanim się zorientowałam, zasnęłam ze spermą zasychającą na mojej uśmiechniętej buzi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania L
  • Posluszna studentka

    Jego dziewczyna wyglądała całkiem inaczej niż kobiety z jego fantazji seksualnych. Zazwyczaj marzył o latynoskach z dużymi, soczystymi pośladkami i sporymi, lecz jędrnymi piersiami utrzymującymi się bez staników, lub o mocno pomalowanych, napalonych milfetkach z dużymi ustami stworzonymi do ssania pały. Agnieszka była szczupłą, wysoką szatynką o długich nogach i niezbyt dużym, ale jędrnym i kształtnym biuście. Miała mały, zgrabny tyłeczek i jedną wielką zaletę – była niewyżyta seksualnie i bardzo posłuszna.

    Aktualnie Adam mieszkał z przyjaciółką Agnieszki, Karoliną – rudą studentką filologii hiszpańskiej o ogromnych piersiach i tyłku latynoskich rozmiarów, której dzięki diecie, jakimś cudem udało się zatrzymać ogromne piersi i duże pośladki jednocześnie utrzymując linię. Razem z Karoliną, w pokoju mieszkała jej przyjaciółka z dzieciństwa Natalia – platynowa blondynka o niezbyt dużych piesiach, lecz tyłku rozmiarów tych samych co tyłek Karoliny, tyle że znacznie jędrniejszym, dzięki codziennym ćwiczeniom. W trzecim pokoju mieszkał Wojtek – kolega Adama ze studiów medycznych. Chłopacy mieli już po 23 lata, tylko Natalia była od nich o rok starsza.

    Agnieszka dostała SMSa „Przyjdź o 18, masz mieć ubrane różowe stringi i spódniczkę”. Kiedy przyszła do mieszkania, otworzyła jej przyjaciółka Karolina ubrana w strój, który ona nazywała pidżamą, czyli długą koszulką sięgającą do połowy pośladów i wcięte figi.

    – Hej Kalcia. A co Ty, już w pidżamie, nic dzisiaj nie robisz ? – przywitała się z uśmiechem, chociaż nie podobało jej się, że jej przyjaciółka chodzi wieczorami tak ubrana przy Adamie, tym bardziej że zauważyła iż Karolina nie ma pod koszulką stanika i w chłodnym przedpokoju przez koszulkę przebijały się jej sterczące sutki.

    – A wiesz laska, nie ma Natalii bo pojechała na tydzień do rodziców zaszyć się w tej naszej rodzinnej mieścinie i robić jakiś super ważny projekt na studia z ekonomii, a Wojtek pojechał na imprezę do kumpla. Adam widzi się z Toba, a mi nie chce się nigdzie wychodzić, więc dzisiaj robię sobie wieczór przed telewizorem.

    – Spoko, jutro możemy gdzieś wyskoczyć. – uśmiechnęła się ponownie patrząc na oddalające się pośladki Karoliny, która w odpowiedzi tylko mruknęła twierdząco zamykając za sobą drzwi od swojego pokoju.

     Gdy tylko Agnieszka weszła do pokoju Adama, on podszedł do niej i lewą ręką chwycił ją za włosy, odchylając jej głowę w tył, jednocześnie zamykając drzwi na klucz. Aga jak na napaloną suczkę przystało, od razu otworzyła usta i wystawiła język. Uderzył ja otwartą dłonią w twarz i napluł do ust: „Co to ma być kurwo?! Chyba wyraźni napisałem o której masz być? Rozmawiasz sobie z przyjaciółką, kiedy moja pała tutaj czeka?”

    – Przepraszam Panie…

    Nie zdążyła dokończyć, bo jej Pan pchnął ją twarzą do ściany i przywarł do niej całym ciałem. Przez ubrania czuła jego twardego kutasa, ocierającego się o jej spódniczkę.

    – Zobaczymy przynajmniej, czy zastosowałaś się do innych zaleceń.

    Szarpnął jej spódniczkę do góry odsłaniając jej pośladki oddzielone wąskim paskiem różowych stringów. Dał jej porządnego klapsa, a ona w odpowiedzi cicho stęknęła. Uderzył jeszcze kilka razy w tę małą dupkę, aż się zaczerwieniła, po czym pociągnął za stringi tak, żeby wbiły jej się w cipkę. Aga jęknęła z bólu i podniecenia. Jej cipka szybko robiła się coraz bardziej wilgotna i chciała poczuć jak rozpiera ja naprężony kutas. Wypięła mocniej dupkę w stronę swojego Pana w nadziei na szybkie dymanie od tyłu.

    – Ty napalona dziwko, już byś chciała mojego kutasa ?

    -Tak, bardzo proszę Panie. –  odpowiedziała ocierając się pośladkami o kutasa schowanego w spodniach jednocześnie odwracając  głowę, aby ulegle spojrzeć mu w oczy.

    -Chyba żartujesz kurwo. Żeby zasłużyć na kutasa swojego Pana, musisz bardziej się postarać. Zaraz zobaczymy jak bardzo napalona jesteś.

    Jednym gwałtownym ruchem zsunął jej stringi  w dół, które zatrzymały się dopiero na jej kostkach. Palec wskazujący i środkowy włożył w cipkę, szybko  wyszukał jej punkt G i zaczął szybko posuwać.

    – Widzę że jesteś mokra,  ale takiej napalonej szmacie jak Ty powinno kapać z cipy. – chwycił ją za szyję nie przestając posuwać jej palcami. Gdy tylko widział, że jej ciało zaczyna się naprężać, i zbliża się do orgazmu, szybko wyciągnął palce z cipy i wytarł o jej twarz.

    – Ty chuju… – wyrwało się kurwie, która już miała nadzieję na orgazm. Gdy zorientowała się, co powiedziała do swojego Pana, szybko próbowała przeprosić.

    – Przepraszam Panie, moja napalona pizda bardzo chce być zerżnięta, błagam, wyruchaj mnie swoim wielkim kutasem.

    Szarpnął ją za włosy, odchylając jej głowę do tyłu. Odruchowo otworzyła usta, wystawiając język, a on napluł jej do rozwartej buzi.

    – Zamknij się, idź na łóżko i wypinaj swoją małą dupcię. Tylko idź na czworaka, jak na suczkę przystało.

    Szła powoli, z podwiniętą spódniczką i majteczkami opuszczonymi do kolan, co utrudniało jej chodzenie, ale wiedziała że nie wolno jej denerwować swojego Pana i robić cokolwiek bez jego zgody, a czuła że już zbliża się upragnione ruchanie. Adam przyglądając się swojej suczce, a konkretnie jej wąskiej dupci, która bujała się na boki wraz z biodrami, gdy szła na swoje miejsce, wyciągnął kutasa ze spodni i zaczął powoli się masturbować. Agnieszka na czworaka weszła na łóżko, swoje młode cycuszki oparła o łóżko, wysoko wypięła dupcię i obiema dłońmi rozchyliła pośladki. Podszedł do niej, uderzył w dupę tak mocno, ze aż stęknęła i splunął w jej wypięty odbycik, po czym wepchnął w niego język. Posuwał ją językiem w dupę, wpychając go najgłębiej jak się da, a prawą dłonią zaczął bawić się jej łechtaczką.  Czuł zapach jej napalonej dupy i mokrej cipy. Jej jęki bardzo go podniecały i jego kutas był napięty do granic możliwości, ale kurwa nie zasłużyła jeszcze na ruchanie. Chwycił ja za włosy i przyciągnął jej twarz do kutasa.

    – A teraz kurwo, obciągniesz mi chuja i wyssiesz każdą krople spermy, jeżeli chcesz zasłużyć na ruchanie. Tylko masz to zrobić porządnie, cały chuj ma zniknąć w twojej kurewskiej, napalonej buźce. Masz brać go tak głęboko, aż poczuję Twój język na swoich jajach, zrozumiano? A teraz na czworaka i otwieraj mordę.

    – Tak Panie. – Ustawiła się tak jak jej kazał, polizała główkę nabrzmiałego kutasa, otworzyła szeroko usta i wystawiła język. Adam chwycił kutasa w dłoń i uderzył nim Agę w język, następnie kilka razy w twarz, po czym chwycił za głowę i wepchnął kutasa głęboko do jej napalonej mordy. Uwielbiała czuć jego ciepłego, pulsującego chuja w ustach. Być posłuszną kurwą i sprawiać przyjemność swojemu Panu. Posłusznie trzymała ręce za plecami, nadziewając się na twardego kutasa swojego Pana. Wpychając go sobie coraz głębiej do gardła krztusiła się, oczy jej się zaszkliły, a z ust zaczęła kapać ślina, ale mimo tego nie była w stanie zmieścić całego, długiego, grubego chuja. Adam stracił cierpliwość:

    – Nawet nie potrafisz porządnie obciągnąć chuja. Otwieraj mordę najszerzej jak potrafisz i teraz wypierdolę Cię w tę napalona buzię.

    Posłusznie otworzyła usta i wytknęła język, a on chwycił ją oburącz za włosy i zaczął posuwać w gardło. Teraz krztusiła się jeszcze głośniej, a ślina ściekała jej po cyckach, brzuchu i na podłogę, aż utworzyła się z niej mała kałuża, zaraz pod jej kroczem. Adam czuł jak jego jaja pulsują z podniecenia.

    – Ooo tak, grzeczna kurwa, w końcu robisz coś dobrze. Krztuś się jeszcze głośniej Ty napalona szmato, żeby Twoja przyjaciółka na pewno słyszała jak Cię pierdolę. I włóż sobie palec w dupę.

    Żeby go nawilżyć, najpierw włożyła środkowy palec do swojej cipki która była już tak mokra, że kałuża śliny na podłodze zaczęła mieszać się z jej soczkami, po czym wepchnęła go sobie do dupy i zaczęła się szybko posuwać analnie. Adam zacisnął dłonie na włosach Agnieszki i wepchnął kutasa jeszcze głębiej, aż poczuł jej język na swoich jajach. Wyciągnął kutasa jej buzi i całą ślinę jak się na nim uzbierała roztarł po jej napalonym ryju, rozmazując resztki makijażu jaki został na jej twarzy.

    – Dobrze szmato, a teraz wyliż dokładnie te palce z dupy i zajmiesz się moim kutasem. – posłusznie wsunęła palec do ust i zaczęła go dokładnie wylizywać, patrząc na niego swoimi oczami przyozdobionymi makijażem rozmazanym od śliny. Gdy już wyczyściła paluszki, chwyciła kutasa w dłoń i zaczęła mu walić, jednocześnie liżąc jego nabrzmiałe jaja. Jej Druga dłoń powędrowała między nogi, gdzie wepchnęła sobie trzy palce do cipy z której już ciekło z podniecenia.

    – Błagam, zerżnij mnie jak posłuszną suczkę, tak żeby bolała mnie moja napalona pizda i spuść się na mnie Panie, chcę mieć cyce i cały pysk w Twojej spermie.. –  jęczała, czując, że zaraz sama doprowadzi się do orgazmu. Uwielbiała być posłuszna, spełniać rozkazy i sprawiać rozkosz swojemu Panu, a jego wielki kutas w cipce, dymanie aż rozboli ją cipka i obfity spust były dla niej nagrodą za dobrze wykonaną suczą pracę.

    Adam już chciał kazać Agnieszce wstać i oprzeć się o stół, żeby mógł ja porządnie wydymać od tyłu, ale gdy opuścił w dół odchyloną z rozkoszy głowę, zobaczył że nieposłuszna kurewka masturbuje się i prawie doprowadziła się do orgazmu.

    – Co Ty sobie wyobrażasz Ty napalona szmato ?! – Widzę że jednak dzisiaj tak szybko nie zasłużysz na ruchanie. uderzył ją otwartą dłonią w twarz, po czym chwycił za włosy i wepchnął jej napalony pysk w kałużę, która uzbierała się pod jej kroczem.

    – Masz to dokładnie zlizać szmato. Co do kropli. – puścił jej włosy. Teraz stał nad nią i dociskał jej nieposłuszny ryj do podłogi stopą patrząc jak posłusznie wykonuje rozkaz jednocześnie zlizując mieszaninę własnych soczków z cipki i śliny i błagalnie spogląda w oczy swojego Pana. Kiedy skończyła, uklękła przed swoim panem trzymając ręce za plecami, szeroko otworzyła pysk, wystawiła język i czekała na rozkazy.

    – Masz szczęście kurwo, że jestem taki napalony. Teraz masz i zwalić obiema rękami, wylizując dokładnie jaja, tak żebym mógł w końcu się na ciebie spuścić. – z jego nabrzmiałego kutasa jeszcze ściekała ślina od wcześniejszego obciągania. Agnieszka z zapałem zabrała się do pracy trzepiąc kutasa i liżąc jaja. Adam kazał jej trzymać ręce na plecach, chwycił za włosy i znowu zaczął posuwać w gardło. Po chwili wyciągnął chuja i zwalił sobie prosto na błagający o spermę ryj Agnieszki. Kutasem rozsmarował jej spermę po twarzy i biuście, podniósł z podłogi jej stringi i wytarł w nie kutasa.

    – A Ty szmato nie myśl, że to koniec. Dopiero zaczynamy zabawę na dzisiaj. Jeżeli chcesz dzisiaj zasłużyć na dymanie to masz mi dzisiaj przynieść brudne majteczki Karoliny. I to takie, które będą pachniały jej cipką. A Ty kurwo oczywiście jeszcze nie możesz zmywać mojej spermy i ubieraj swoje gacie. – rzucił w nią lepiącymi się od spermy różowymi stringami.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kopciuch
  • Rekompensata, 6.

    Część 6.

    – Cześć, Ulka!

    – …

    – Obiecałam, więc dzwonię. Ale mam do ciebie prośbę: zachowaj wszystko dla siebie. Zwierzam się tylko tobie.

    – …

    – Uluś, przecież ja nigdy nikomu o twoim przyjacielu nie mówiłam! Skoro Paweł nadal uważa, że jesteś wierną żoną, to możesz mi ufać, prawda?  

    – …

    – Ach, trudno uwierzyć! Spotkaliśmy się w kawiarni. Byłam sama. Wojtek jak zawsze… Pracuje. W końcu to on utrzymuje nasz dom, prawda? Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, co to za dodatkowa praca. Ale będą dodatkowe pieniądze. Przynajmniej taki z niego pożytek. To są jakieś szkolenia. Chyba. Jak dobrze pójdzie, to będzie miał zlecenia z innych województw.

    – …

    – Co? Nie wiem. Coś dla pracowników administracji. Ola, do czego mi to potrzebne? Chcesz o nich usłyszeć czy nie?

    – …

    – Tak, dwóch! Och, dla mnie to było takie ekscytujące! Ciągle jeszcze tym żyję!

    – …

    – W skrócie? To byłoby tak: kawiarnia, alkohol, rozmowa, spacer, mieszkanie, alkohol, taniec… A potem… A potem same przyjemności, chi, chi, chi!

    – …

    – Ulka! Naprawdę! Nie żartuję! A po wszystkim…

    – …

    – Już, już! Po kolei: po spacerze zaproponowali kawę u jednego z nich. Była kawa i coś do niej, żeby nie pić tak na sucho, chi, chi! Ten starszy jest w naszym wieku. Młodszy – pod ‘trzydziestkę’. Ale jak wygląda! Wysportowany, silny, taki sportowy, bardzo męski typ. Ech, wierz mi: nic, tylko zjeść!

    – …

    – Wiesz, obydwaj zadbani, czyści, fajne perfumy, nieźle ubrani. I zamożni! Z takimi bawić się, to naprawdę przyjemność!

    – …

    – No… Podczas tańca podszedł ten drugi. Przytulili się do mnie i zaczęli mnie pieścić. Byli tacy czuli. Jeden całował mnie, drugi ustami pieścił szyję, ucho, ramię. Nie panowałam nad sobą.

    – …

    – Wierz mi! To niesamowita frajda, kiedy dwóch mężczyzn zabiega o twoje względy. I dba o twoją satysfakcję! Co za wrażenia… Gwarantuję! Mogłabyś spróbować.

    – …

    – Kiedy byli we mnie obydwaj, myślałam tylko o orgazmie! Miałam taki odjazd, że nie wiedziałam, gdzie jestem! Co to była za rozkosz! Gdyby było ich czterech albo więcej, wtedy też bym im nie odmówiła! Może sama bym nalegała? Chi, hi, chi!

    – …

    – Pochwaliłam ich, jasne! Ale bez przesady, jeszcze wpadną w samozachwyt. Oni też byli ze mnie zadowoleni. I obiecali mi niespodzianki.

    – …

    – Nie wiem, jakie! Co to byłyby za niespodzianki, gdybym wiedziała, o co chodzi?! Ulka, chi, chi!

    – …

    – Spodziewam się fajnych pomysłów. Ten młodszy, Marcin, zaskoczył mnie. I to jak! Wracaliśmy taksówką, ale spory kawałek przeszliśmy pieszo. I wtedy, wiesz…

    – …

    – Było tak fajnie, prawie romantycznie. Ciepło, ciemno, my dwoje. Nikt nam nie przeszkadzał. Znasz te bloki przy Wrocławskiej? Tam, gdzie przed blokami są takie wały ziemne obsadzone żywopłotem?

    – …

    – O, właśnie! Tam poszliśmy, od strony parkingu i spróbowaliśmy raz jeszcze! Ach, co to było! Musiał mnie trzymać, bo inaczej zemdlałabym. Jak o tym mówię, to znowu mam mokro! 

    – …

    – Wrażenia? Niezapomniane! To było takie ekscytujące! Pierwszy raz tak spróbowałam. I mnie się spodobało!

    – …

    – Nie wiem. Możliwe, że ktoś z bloku widział nas. Było ciemno, więc nie miał szansy rozpoznać, ale mógł posłuchać, bo kwiliłam jak prosię, chi, chi!

    – …

    – On był taki namiętny i podniecony. Wymacał mnie tak, że dwa dni później jeszcze czułam piersi. I wiesz… Chcą, żebym miała jakąś ozdobę na cipce albo sutkach.

    – …

    – No, bawiliśmy się we wszystkich dziurkach. Marcin tego chciał, a oni tak mnie przygotowali, że obyło się bez bólu. Sama byłam zaskoczona. Na początku cała w strachu, ale potem… Mogli robić, co tylko chcieli, ech! Próbowałaś tak?

    – …

    – Nie? A ja myślałam, że ty… No, nic. Powinnaś spróbować! Paweł jest zazdrosny? Ty naprawdę masz problem: Paweł zazdrosny, mąż zazdrosny… Ech, jeszcze trochę, a będziesz ukrywać się przed kochankiem. Współczuję ci. No, w każdym razie kochaliśmy się w „trójkącie”. W zasadzie to oni nie chcieli na zmianę, a tylko we troje. Bałam się, ale namówili mnie. Twierdzili, że nie lubią czekać. Ja też, chi, chi!

    – …

    – Wiesz, taki „trójkąt” strasznie potęguje odczucia. Kochacie się, pieszczą ciebie. Różne bodźce i od razu tyle ich, że można zgłupieć od nadmiaru. Nawet gdybym nie miała orgazmu i tak byłabym zadowolona. Zadowolona? Nie! Zachwycona!

    – …

    – No jasne, że miałam! I to kilka! Ponoć trochę hałasowałam! Chi, chi, chi…

    – … 

    – No, co ty! Ja nie zarabiam w ten sposób, więc nie płacili mi. Oni chcieli, ale odmówiłam. Tak byli mną zachwyceni.

    – …

    – Hm, coś dziwnego? Wiesz… A, tak! Jak jeździłam pupą na jednym z nich, to drugi wepchnął mi do pochwy butelkę po szampanie. I wiesz, że podnieciłam się? Naprawdę! Miałam taaaki odjazd! 

    – …

    – Wiesz, nie mierzyłam, ale ten młodszy ma sporego. Ma grubego i dość długiego. Robi wrażenie, ale wchodził we mnie bez problemu. Ten starszy ma mniejszego, ale też był świetny. Nie mogłam narzekać. Jak wszedł we mnie i dobił do ścianki… Mówię ci, dziewczyno! Tak we mnie pulsował, że tylko od tego doszłam! Lepszy niż wibrator! Wracałam w takim nastroju, że od razu mogłabym powtórzyć ten seansik, chi, chi! No i zabawiłam się z Marcinem na świeżym powietrzu…

    – …

    – To znaczy, nie wiem. Chciałabym jak najdłużej. Oni pewnie też. Wojtka mogę sobie darować. Oni zaspokajają mnie tak, że mężowi nie będę zawracała głowy seksem. Nawet nie zauważy. A z nimi mogę spotykać się po południu. W zasadzie wolne mają chyba każde popołudnie, więc wystarczy telefon. Podali mi swoje. Przyjedź, to pogadamy. Buziaczki, pa!

    *

    Minęło kilka dni. Żyłam obietnicą kolejnej seks-zabawy z nimi. Poszłam na spotkanie. Byłam nawet sporo przed czasem. Kelnerki już zaczęły mnie rozpoznawać. Mój gust również. Niezależnie od kontekstu, to było miłe. Czekałam ożywiona. Potem mój nastrój powoli przygasał.

    Ani Marcin, ani tym bardziej Roman nie pojawili się w kawiarni. Uśmiechnęłam się smutno. Byłam rozczarowana ich zachowaniem. Ubrałam się w wygodny i atrakcyjny strój: luźna bluzka, delikatny, przezroczysty stanik, szeroką spódnicę nad kolana i szpilki. Nawet zrezygnowałam z efektownego, złotego łańcuszka na kostce, żeby nie przeszkadzał w seksie, bo kiedy dwóch mężczyzn dobiera się do kobiety, to nie rozglądają się, chi, chi! Byłam gotowa na kolejną zabawę. A panowie? Zwyczajnie uciekli…

    – Skorzystali z okazji i zniknęli. Na pewno nie będę biegać po kamienicy i szukać ich. Dobrze, że nie dałam im numeru telefonu – zapłaciłam za kawę i lody i wyszłam z kawiarni. Pospacerowałam jeszcze trochę w jej pobliżu. Potem zrobiłam zakupy, przeszłam obok kawiarni z nadzieją, że któregoś z nich spotkam i autobusem wróciłam do domu. Do Henryka nie dzwoniłam. Dostałam wiadomość, że „jest zajęty”.

    – Samce z dużym ego, jeszcze większymi obietnicami i malejącym libido – mruknęłam rozczarowana i nie odpowiedziałam na smsa.

    *

    Wreszcie Henryk odpowiedział! Miał czas na spotkanie, ale dopiero za tydzień!

    – Zosiu, bardzo ciebie przepraszam, ale mamy urwanie głowy w pracy. Inwestor zmienił terminy i narzucił kilka poprawek! I nagle my musimy skończyć projekt o dziesięć dni wcześniej! Wiesz, co to znaczy „kilka poprawek” i „wcześniejszy termin”? Soboty przesiedziałem w pracy i nawet kilka nocy tutaj pracowałem, żeby innym nie blokować projektowania. Zresztą, w nocy nie pracuję sam. Aż żona zaczęła mnie podejrzewać o nocne imprezowanie, cha, cha! Wyobrażasz sobie? No, ale jeszcze tylko nadchodzący tydzień i wszystko wróci do normy. Chyba.

    – To kiedy będziesz miał czas? – przetrwałam potok słów i zadałam konkretne pytanie. Nie do końca mu wierzyłam.

    – Yyy, no trudno tak jednoznacznie podać termin, ale zadzwonię w przyszłą sobotę, dobrze?

    – Dobrze, pa!

    Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Usiadłam w fotelu i zapatrzyłam się w okno.

    – No, to się dowiedziałam… Wyruchał dupę i na razie ma dość! Pewnie jeszcze coś przygruchał na boku i jest „zajęty” – mruczałam wkurzona po rozmowie.

    W końcu niechętnie wstałam i poszłam do kuchni przygotować mężowi obiad. W pokoju już wyłożyłam ażurową bluzkę i krótką spódniczkę. Klapki na szpilce stały w przedpokoju. Zaskoczę męża strojem, kiedy podam mu obiad.

    *

    – Cześć, tu Marcin!

    – …

    – Złapaliśmy fajną babkę! Naprawdę! Jak ktoś ma talent łowiecki to… zawsze coś złowi. Starszy model, przechodzony i ma właściciela. Miałem ją u Romka. Sam wiesz: trochę alkoholu, muzyka, jakieś tańce, przytulanie, pieszczoty. Była podlana, więc specjalnie się nie opierała. I chyba miała większą ochotę niż my! Już więcej nie szukaliśmy…

    – …

    – No, co ty! Nic nie dosypywaliśmy! W kawiarni wypiliśmy po dwa kieliszki. Potem jeszcze u Romka. To wystarczyło. Wyjątkowo łatwo poszło! Też byliśmy zaskoczeni.

    – …

    – Słuchaj, zapytam Romka. To on ma tutaj mieszkanie i korzystamy z niego. Pomysł był jego. Ona kojarzy nas dwóch i godzi się na taki układ, więc muszę go zapytać.

    – …

    – No wiesz, trochę jej płacimy. Natknęliśmy się na nią w kawiarni przy rynku. Sądziliśmy, że to może być dziwka i nawet chcieliśmy odpuścić, ale potem okazało się, że to zwyczajna, głodna przygód mężatka. Chyba trochę naiwna, ale przez to wygodna w obróbce, cha, cha. I naprawdę chętna! Nie pracuje, mąż ją utrzymuje, więc chciała kasę za spotkania. Ale nie płacimy takich stawek jak biorą dziwki! No co ty! To po co byłaby nam taka potrzebna?

    – …

    – A wiesz, że nie wiem. Musiałbym zapytać Romka. Chociaż jeżeli on nagrywa, to zawsze uprzedza mnie. Rozumiesz, ustawiać się tak, żeby było dobrze widać babkę. No, nie tyle cycki, ile jej twarz! Potem Romkowi łatwiej z taką rozmawiać o jej przyszłości, cha, cha, cha!

    – …

    – No, ładna jest. I zadbana! Z przyjemnością patrzy się na nią.

    – …

    – Czy ja wiem? Ma ze czterdziestkę. W szpilkach każda efektownie wygląda. Wypięty biust, pupa w drugą stronę. Delikatny makijaż, ładne ciuchy. Zresztą, w taki upał żadna na siebie za dużo nie założy. Ciemna blondynka, rozjaśnione włosy, szczupła. Fajny cyc. Jeszcze sterczy! No, jest za co złapać. Dba o siebie. Ćwiczy i pływa czy coś.

    – …

    – Człowieku, łapiemy babkę, żeby sobie poruchać, a nie wypełniać ankietę! Chcesz zrazić kobietę do siebie, to sam pytaj o wiek. Ta, jeszcze skomentuj w stylu: „Myślałem, że jesteś młodsza”.

    – …

    – Chłopie, kobieta to nie koń, żeby jej w zęby zaglądać! W każdym razie my wyznajemy zasadę: jest atrakcyjna – bierzemy, nie jest atrakcyjna – mijamy szerokim łukiem.

    – …

    – Potem? Jeszcze dziobnąłem ją, zanim doszła do domu. Ot, taka zabawa z głodną suczką. Chciałem sprawdzić, jaka jest. Szarpała się, a jednak znowu miała ochotę. Ale bała się! Jakby nikt jej nie ruchał na ulicy! – Marcin głośno śmieje się. – No, to dłuższa historia.

    – …

    – No nie, miałem ochotę, więc skorzystałem. Ona nie broniła. Łatwa jest. Poza tym wyruchaliśmy ją we wszystkie dziurki.

    – …

    – Dała po krótkim przygotowaniu. Trochę protestowała, ale wiesz jak to jest. Jeden szarpnął za łeb, drugi wykręcił rękę i krótko wyjaśnił, na czym polega zabawa i babka zmiękła.

    – …

    – Zaliczyła kilka odlotów. Od razu widzieliśmy, że jest potrzebowska.

    – …

    – Babka rozkręca się. Trzasnąłem ją kilka razy w dupę i mam wrażenie, że lubi ten sport. 

    – …

    – Słuchaj, możemy wziąć ją we trzech, ale dołożysz się. Jeżeli Roman zgodzi się, to ja nie mam nic przeciwko temu. A ty… O, właśnie! A ty zorganizujesz jakiś rewanż?

    – …

    – No, mówiłem. Płacimy jej tyle, żeby miała ochotę jeszcze spotkać się. Jak we dwóch ją dosiadaliśmy, to potem potrzebowała trochę czasu na powrót do rzeczywistości.

    – …

    – Teraz ją odpuściliśmy. Romek uznał, że trzeba ją odstawić na trochę. Będzie łatwiejsza przy kolejnym spotkaniu, cha, cha, cha! Wiesz, jaki jest Romek. Umie obrabiać babki. Będziesz gotowy, to zadzwoń. Cześć!

    *

    Chyba nigdy więcej tak się nie ubiorę.

    Mąż najpierw zbeształ mnie, że chodzę tak ubrana, ale jak mu pokazałam gołą pupę, a potem siadłam rozkraczona na rogu stołu i pokazałam mokrą cipkę… Najpierw odłożył sztućce, spojrzał na mnie poważnie, a potem… Zgłupiał!

    Zaciągnął mnie do pokoju i zerżnął. To nie był zwykły seks! Nie trwało to długo, ale takie kilkanaście minut też może być fajne! W końcu ustawił mnie na czworakach, ukląkł i rżnął tak intensywnie, że… Myślałam, że już skończył, a on jeszcze wstał i dalej rżnął! Tak mi szarpał pupę… I dostałam jeszcze sporo mocnych klapsów. A wcale nie prosiłam o nie! Wreszcie wytrysnął we mnie i padł obok. Ciężko oddychaliśmy. Leżeliśmy chyba z pół godziny albo jeszcze dłużej. Potem mieliśmy siłę jedynie na wypicie butelki mineralnej. Ależ mi dogodził… I dalej leżeliśmy przytuleni do siebie.

    Wieczorem poprosił, żebym więcej tak go nie prowokowała, bo odjedzie raz na zawsze.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Slodka Dupcia

    Wypinasz tyłek w moją stronę. Prowokujesz mnie. Dobrze wiesz, że mam na ciebie ochotę odkąd przekroczyłaś próg mojego domu. Obracasz się do mnie przodem i patrzysz mi w oczy, po czym idziesz powolnym krokiem na korytarz. Podążam za tobą i widzę jak wchodzisz do jadalni. Idę za tobą.

     

    Ty już tam jesteś. Siedzisz na stole z szeroko rozłożonymi nogami. Jesteś bez majtek, co jeszcze bardziej mnie nakręca. Powoli podchodzę do ciebie, a ty coraz bardziej się uśmiechasz.

     

    Gdy już jestem przy tobie nie zwlekam, od razu dotykam twojej cipki. Jest wilgotna i ciepła, a moja chłodna dłoń powoduje u ciebie dreszcze. Wzdrygasz się, a ja zaczynam całować twoją szyję.

     

    Po chwili rozrywam ci koszulę, a twoje jędrne cycuszki niemal wyskakują ze staniczka. Ściągam ci go i widzę je w pełnej okazałości. Pięknie podskakują, masz cudowne piersi. Ściskam je mocno, tak, żeby lekko zabolało.

     

    Czuję twoją rękę na moim kroczu. Kusisz mnie, ale odsuwam ją i łapię obie twoje dłonie. Drugą ręką znowu schodzę do twojej cipki masując ją lekko.

     

    Daję ci klapsa w cipkę z zaskoczenia. Podskakujesz na stole, nie spodziewałaś się tego. Znowu zaczynam masować twoją pizdeczkę, po czym pada kolejny klaps, tym razem już mocniejszy. Chcesz się wyrwać, ale trzymam cię mocno. Na twoją cipkę pada seria uderzeń, aż robi się soczyście czerwona. Cały czas się rzucasz, próbując się uwolnić, ale nie dajesz rady.

     

    Mówisz mi, żebym przestał. Obok ciebie leżą twoje majteczki. Szybkim ruchem zwijam je w kulkę i wkładam ci do buzi. Patrzysz na mnie przerażonym wzrokiem.

     

    Sięgam do komody obok stołu i wyjmuję z niej kajdanki. Zapinam je na twoich nadgarstkach i w końcu mam wolne obie dłonie. Rozszerzam ci nogi, żeby mieć dobry widok na twoją cipkę. Nadal jest lekko czerwona.

     

    Obracam cię na brzuch i podciągam tak, że twoje stopy stoją na ziemi, a twój tyłek jest idealnie wypięty w moją stronę. Gładzę cię po pośladku, po czym wymierzam pierwszego klapsa. Jest mocny, podskakujesz. Rozstawiam twoje nogi szerzej i uderzam w pizdeczkę. Chwilę jeszcze napawam się widokiem, po czym ciągnę cię za włosy do góry. Wychodzimy z jadalni i schodzimy schodami do piwnicy. Zapalam światło, a ty zaczynasz się wyrywać gdy widzisz co jest w środku.

     

    Stoi tu spory stół z kajdanami na nogi i ręce i kilkoma otworami,  ale to nie to cię przeraża. Z boku, na ścianie, wiszą moje zabawki, których mam zamiar na tobie używać. Wszelkiego rodzaju pejcze, baty, wielkie dilda, wibratory, kulki analne, korki i wiele innych rzeczy.

     

    Prowadzę cię do stołu i siłą kładę brzuchem do dołu. Opierasz nogi o podłogę, a ja zapinam twoje ręce w kajdany i naciągam je tak, że są wyprostowane. Podchodzę do ciebie od tyłu i biorę jedną z twoich nóżek do góry. Ją również zapinam. To samo robię z drugą nogą. Idę do przodu i przeciskam twoje cycuszki w otworach stołu.

     

    Leżysz teraz kompletnie bezbronna z wypiętym tyłeczkiem i pizdeczką.

     

    Podchodzę do ściany i biorę z niej jeden z większych korków analnych. Idę do ciebie i całuję twoją dupcię minimalnie ją nawilżając. Zaczynam napierać koreczkiem na nią, ale jesteś zbyt spięta.

     

    — Spokojnie suczko — mówię, gładząc twoje słodkie pośladki. — Rozluźnij się, Twoja dupcia będzie ci za to wdzięczna.

     

    Kolejny raz zaczynam wkładanie ci koreczka, ale nadal jesteś spięta. Teraz to ignoruję i pcham go z całej siły. Próbujesz się wyrwać, ale nie jest to możliwe. Po chwili jest on w twojej dupci.

     

    CDN


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Foxy Foxy

    Pisane na natchnieniu w chwili podążania. 

    Słodka Dupcia czekała tylko, aż ktoś ją porządnie przerucha. Ma za swoje. Może kiedyś poznacie ich dalsze igraszki.

  • Wyspa szczescia – 13.

    Część 13.     

    Grzeczna, wyciszona Natalia nadal bawiła się Haliną „Alexis”. Nikt nie sądził, że właśnie ona może zachowywać się tak przebojowo podczas imprezy, i to wobec najstarszej zawodniczki! Halina upajała się chwilami, które dawały jej tyle rozkoszy i w ogóle nie myślała o konsekwencjach dzisiejszego wieczoru. Teraz szalała i cieszyła się chwilą!

    Sandra, 19-letnia brunetka, podeszła od tyłu do koleżanki, którą wcześniej sobie upatrzyła. Najpierw upewniła się, czy w ciemnościach nie pomyliła sylwetek. Znakiem rozpoznawczym była jej fryzura. Krótko strzyżone ciemnoblond włosy – na jeża. Teraz były bardzo rozjaśnione, więc fryzura intrygowała wszystkich, którzy lubili kobiety. Po orgazmie z „Adamem” i wypitym alkoholu został lekki szmerek, miłe wspomnienia, pobudzenie i nieodparta ochota na więcej. Objęła dziewczynę od tyłu, łapiąc ją za piersi. Wargami dotknęła jej karku. Dziewczyna drgnęła. Nie była przestraszona. Raczej zaskoczona pieszczotą. Ula była biseksualna. Wiedziało o tym tylko kilka dziewcząt i ku jej zaskoczeniu, nie rozpowszechniały tej informacji. Sandra miała ochotę sprawdzić się właśnie podczas zabawy z nią. Miała ochotę na perwersje i uznała, że właśnie Ula, na dodatek równolatka, będzie najbardziej odpowiednia.

    – Hej, tu Sandy – szepnęła jej do ucha. – Chcesz zabawić się ze mną?

    – Nooo, zgoda – odpowiedziała z ociąganiem, nie odwracając się. Próbowała przyglądać się wyczynom chłopaka z kolejnymi dziewczynami, a Sandra przeszkadzała. Właściwie też chciała spróbować, ale chętnych było znacznie więcej, a chłopak wyraźnie przygasł. – Marna kondycja – była zdegustowana wyborem Aldi. – Ile jeszcze zerżnie, zanim wytryśnie?

    – Co tak stoisz? – Sandra wyczuwała niezdecydowanie koleżanki. Czule pogłaskała ją po krótkich włosach.

    – Widzisz? – wskazała ruchem głowy dziewczyny kopulujące z chłopakiem. – Śmiechu warte, nie sądzisz? Wszystkie rzucają się na niego, jakby był jedynym facetem na naszej „wyspie szczęścia” – widząc marne szanse na seks z „Adamem”, sarkazmem próbowała gasić rozczarowanie. Zostawała Sandy i inne dziewczyny. – Aldi ma minusa za taką „niespodziankę”.

    – A czemu? – zdziwiła się Sandra.

    – No co ty? – teraz Ulka zdziwiła się. – Tylko jednego zdołała znaleźć? Inni pouciekali na drzewa?

    *

    – Szalony wieczór, co? – rozbawiona Sandy szepnęła Uli do ucha i znowu liznęła ją po karku, a potem wewnątrz ucha. Dziewczyna przechyliła głowę pod wpływem delikatnej pieszczoty. – Jeżeli masz ochotę, to ja mam jeszcze specjalne oczekiwania… – uprzedziła szeptem.

    Ula powoli odwróciła się. Dziewczyny w milczeniu objęły się i przytuliły. Były nagie, więc poczuły piersi koleżanki, twarde brodawki, rozgrzane ciała. Sam dotyk podniecił dziewczyny. Sandra przesunęła palec wzdłuż kręgosłupa Uli, delikatnie uszczypnęła ją w pupę i zachłannie chwyciła pośladek.

    – A co to za „specjalne oczekiwana”? – Ulka tuliła się na koleżanki. Położyła brodę na jej ramieniu i czekała na odpowiedź.

    Sandra mocno obściskiwała jędrny pośladek koleżanki. Przyłożyła usta do ucha Uli i wyjaśniła, jakie ma oczekiwania. Ula nawet nie drgnęła, patrząc w ciemność szeroko otwartymi oczyma. Była zaskoczona. Bardzo.

    – I jak? Nadal masz ochotę? – szepnęła brunetka do nadstawionego ucha, a dłoń z pośladka zjechała do rowka między nimi. Jeden palec stał się bardzo aktywny. Ula nie uciekała przed tą natarczywą pieszczotą. Silniej objęła koleżankę, oparła głowę o jej ramię i szerzej rozstawiła nogi.

    – No? Chcesz zabawić się? – szepnęła w przestrzeń. Nie doczekała się odpowiedzi. – Spróbuj!

    Sandra usłyszała. Przejechała palcem po kręgosłupie aż do karku. Potem włożyła palec w usta Uli. Dziewczyna nawilżyła go obficie. Sandy tym razem zjechała kciukiem po kręgosłupie, ugięła nieco nogi i zaczęła wpychać wilgotny, środkowy palec do odbytu koleżanki. Kiedy Sandra zaczęła płynnie poruszać się w pupie Uli, dziewczyna najpierw dyszała i ściskała ramiona kochanki, by po jakimś czasie cicho kwilić.

    – Dochodzisz? – zdziwiła się Sandy. Kolanem próbowała pocierać jej łechtaczkę.

    W pewnym momencie Ulka znowu zaczęła dyszeć, ale tak głośno, że docisnęła otwarte usta do ramienia brunetki. Sandra usłyszała stłumione wycie.

    *

     „Adam” pożegnał obie dziewczyny i z wysiłkiem oddychał.

    – Kurde – westchnął, potrząsając głową. Nie sądził, że dziewczyny będą miały aż takie potrzeby! – O! Dzięki! – podziękował dziewczynie, która podała mu butelkę z mineralną. Spojrzał. To była Aldi.

    – Jak kondycja, Tarzanie? – Aldi bawiła się stanem chłopaka. Widziała, że był wyczerpany. – Cienias – wyraziła opinię na swój użytek.

    – E… Eeee. Jakoś idzie – machnął ręką między łykami. – Fajne są te dziewczyny.

    – To super. Czeka następna – spojrzała na niego z ironią. W ciemnościach nie miało to znaczenia. – No! Bierz się do roboty!

    – Gdzie? – rozejrzał się ze zdziwieniem. W głosie chłopaka trudno było szukać cienia zadowolenia.

    – Tutaj! – Aldi stanęła przodem do ściany, oparła się o nią rękoma i zalotnie wypięła pupę. Spojrzała na niego: – No, ruszaj ogierze! Inne czekają.

    – To ty? Ale my już przecież…

    – Dawaj! Ty jesteś na rozgrzewkę. Podkręć mnie, zanim znajdę jakąś dziewczynkę – roześmiała się hałaśliwie.  

    Chłopak śliną nawilżył sterczącego penisa i wszedł w Aldi. Pewnym ruchem chwycił ją za biodra. Kiedy poczuła go, gwałtownie podniosła głowę i przeciągle stęknęła. Na ustach pojawił się uśmiech. Chwilę później chłopak rytmicznie rżnął gospodynię imprezy, a ta opuściła głowę i wdzięcznie poruszając pupą, stanęła w szerszym rozkroku. Rytm uderzeń penisa wymusił kolejne, głośniejsze stęknięcia.  

    „Adam” nawet starał się. Po jakimś czasie Aldi już głośno stękała. Niektóre dziewczyny przyglądały się jego staraniom i w milczeniu czekały na swoją kolej. Chociaż było ciemno i  niewiele widziały, były podniecone. Uderzenia biodrami „Adama” o pośladki Aldi, jej stęknięcia i posapywanie zmęczonego chłopaka działały na wyobraźnię. Dotykały się i siebie, jeżeli sąsiadka nie protestowała. Takie wypełnianie oczekiwania miało swój urok.

    – Dobra, starczy! – stęknęła głośno Aldi i zeszła z penisa „Adama”.

    Chłopak patrzył na nią nic nie rozumiejąc. Zapobiegliwie masował penisa. Nie zapominał o swojej roli.

    – Musiałam trochę się rozładować – wyjaśniła mu gospodyni imprezy, rozglądając się w ciemnościach. – No, która następna do „Adasia”? Zapraszam, bo chłopak się nudzi!

    Niezdarnie wykonał gest. Był już naprawdę zmęczony. Chciał zaprzeczyć, powiedzieć, że powinien chwilę odpocząć, odsapnąć, ale nie zdążył. Właśnie podchodziła kolejna dziewczyna.

    – Jesteś gotowy? – szepnęła Jola.

    Ruda nastolatka nie miała aktualnie chłopaka i nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie takiej okazji. Wyprzedziła inne oczekujące na skorzystanie z usług „Adama”. Chłopak zdołał tylko pokiwać głową. Chwyciła go za penisa i masowała.

    – Popieść mnie najpierw – szepnęła mu do ucha. I dodała: – Obie dziurki… – stanęła przed nim w rozkroku, palcami rozwarła wejście do pochwy. Chłopak z ulgą usiadł na tapczanie, przesunął dłońmi po nogach dziewczyny i chwycił ją za pośladki.

    *

    Halina już zaliczyła ‘niespodzianka’ przygotowanego przez Aldi, a teraz przyglądała się i przysłuchiwała. Jednak nie wytrzymała długo w bierności. Chwyciła za rękę stojącą tuż obok Gabrysię i przyciągnęła. Ekshibicjonistka nie kryła się ze swoimi potrzebami. Teraz stała i z zainteresowaniem obserwowała Aldi spółkującą z „Adamem”.

    – Co jest? – była zdezorientowana.

    – Chodź do mnie – szepnęła „Alexis” stanowczym tonem, siadając na tapczanie.

    Nieco zaskoczona Gabrysia zbliżyła się i patrzyła na „Alexis”. Kobieta zmusiła kochankę do rozkroku i zaczęła pieścić jej sutki. Kiedy brodawki twardniały, językiem energicznie lizała jej łechtaczkę.

    – Ooo – westchnęła ekshibicjonistka i wypięła biodra. – Jaka miła niespodzianka – pomyślała, rozkoszując się pieszczotami.

    Nie spodziewała się takiej aktywności akurat ze strony Haliny. Palce wsunęła w jej włosy. Była mile zaskoczona jej inicjatywą. Miała tylko 18 lat, ale już różne doświadczenia na swoim koncie, którymi nie chwaliła się przed koleżankami z drużyny. Przyjemność płynącą z seksu z kobietami właściwie dopiero odkrywała. Zachowanie Haliny było takie pociągające… Starsza od niej zainicjowała pieszczoty, dominowała, ale była delikatna i czuła. Nie tak zapamiętała chłopaków, z którymi uprawiała seks grupowy. A tego wieczoru jeszcze liczyła na ekscytujące doznania z innymi dziewczynami. Gabi pochyliła się i oparła piersi na głowie kochanki. Halina nieco odsunęła głowę i wzięła sutek w usta. Języczek zaczął szaleć. Dłonią przykryła łechtaczkę nastolatki.

    – Ooo, kochana jesteś… – tylko tyle zdołała wystękać Gabi. Właśnie spuściła się. Klimat tego wieczoru i alkohol skutecznie działały na zmysły uczestniczek.

    *

    Pamela stała między dwoma dziewczynami obok stosu koców. Jedna przylgnęła do niej z tyłu, a druga docisnęła swoje ciało z przodu. Poczuła jej drobne piersi na swoich. Dziewczyny były zdecydowane, ale delikatne. Zrobiło jej się ciepło. Czuła jak zasycha jej w ustach i wilgotnieje pochwa. Przymknęła oczy.

    – Dziewczyny, ja… – bała się niewiadomego.

    – Bądź cicho. Na razie my zajmiemy się tobą – szepnęła ta z przodu. Poznała ją. To była Karolina, 22-letnia szatynka, o prostych włosach do ramion. Pamela delikatnym gestem dotknęła jej włosów. Tak, to była ona, miała włosy spięte w charakterystyczny dla niej koński ogon. Uspokojona, czułym gestem objęła jej krępe ciało. Odchyliła głowę na bok, przyjmując pieszczoty szyi.

    – To ja, Majka – szepnęła do ucha Pameli 18-letnia szatynka i przesunęła koniuszkiem języka po małżowinie. Jej sytuacja finansowa stała się bardziej stabilna, kłopoty w domu nieco oddaliły się w czasie, nawiązała intymny kontakt z kierownikiem drużyny, więc nie miała oporów przed zabawą z koleżankami. Raczej świętowała w ten sposób stabilizację w najbliższym sezonie.

    Pamela drżała od ich pieszczot. Majka sięgnęła do jej łechtaczki, a drugą ręką odnalazła pierś. Twarz zanurzyła w długich, kręconych włosach kochanki. Brunetka głaskała jej udo. Drugą ręką nadal obejmowała Karolinę.

    – Szaleństwo – przemknęło jej przez myśl i z radością zapomniała się w pieszczotach z dwoma dziewczynami. Powoli, cały czas dotykając się, położyły się na boku na kocach. Znowu przylgnęły do siebie.

    *

    – Ej! Nieźle! – Sandrę zaskoczyła żywiołowość i możliwości Ulki. – Wiesz, to my mogłyby… – nie dokończyła nawet słowa i szybko rozejrzała się. – Chodź ze mną! – objęła ją za kark i poprowadziła do łazienki.

    Ula szła jak pijana obok ożywionej koleżanki. Jeszcze nie doszła do siebie po orgazmie. Potrzebowała chwili, żeby opanować się, a Sandra już ciągnęła ją dokądś. Nie miała siły, żeby zaprotestować albo zapytać o powód zmiany miejsca, więc posłusznie podążała obejmowana za szyję. Piersiami uderzyła w Sandrę, a ta wolną ręką chwyciła bliższą pierś i już nie puściła. Weszły do łazienki, jednak nie zapaliły światła. Świeczka w zupełności wystarczała.

    Dziewczyna usiadła na zamkniętym sedesie i szeroko rozstawiła nogi. Palce stóp z paznokciami pomalowanymi różowym lakierem oparła o posadzkę. Energicznie przyciągnęła Ulę.

    – No, chodźże! – patrzyła na nią wyczekująco. – Ulka, na co czekasz?

    – Sorki, ale jeszcze dochodzę do siebie – nadal była rozkojarzona przeżytym orgazmem.

    – Czyli najwyższa pora zrewanżować się koleżance – stopy z różowymi paznokciami niecierpliwie biegały po posadzce. Gestem ponagliła dziewczynę.

    Ula westchnęła cicho, powoli uklękła między nogami Sandry i dotknęła jej ud. Wtedy otrząsnęła się. Delikatnie pogłaskała uda, językiem liznęła wewnętrzną część uda, musnęła ją włosami przyciętymi na jeża. Sandra przymknęła oczy, odchyliła głowę do tyłu i zaparła się rękoma. Czekała na więcej. Ula prześliznęła się języczkiem po udzie i trafiła na wargi sromowe. Nawilżyła krawędź jednej i dotknęła zębami. Chwyciła w zęby i pociągnęła. Z wrażenia brunetka rozchyliła usta i mimowolnie napięła mięśnie brzucha. Ula zębami ‘smakowała’ jedną, a potem drugą wargę. Kiedy dziewczyna potrząsała głową, Ula rozwarła zęby i chuchnęła na łechtaczkę. Sandra głęboko westchnęła z wrażenia. Ciepłe powietrze owiało krocze. Koleżanka dotknęła jej językiem i wykonała powolne, subtelne ruchy językiem w górę i w dół.

    *

    Wyczuwała nabrzmiewającą łechtaczkę:

    – Coś jednak potrafię – nieznacznie uśmiechnęła się. Nieco mocniej pocierała ją językiem i nawilżała śliną. Brunetka syczała i postękiwała, a Ula mocno chwyciła jej pośladki. Ściskała je i masowała. Dotykanie podnieconej koleżanki sprawiało jej niewytłumaczalną przyjemność. Język zsunął się ku wejściu do pochwy i w końcu zaczął wsuwać się do jej wnętrza. Pomagała sobie palcem. Cofnęła język, a palec rytmicznie wsuwał się i wychodził z pochwy. Wsuwał się szybkim ruchem, wysuwał wolniejszym, jeszcze rozpychając pochwę. Głowa Sandry poruszała się w prawo i w lewo, włosy zasłaniały twarz.

    – Och, Ula! – westchnęła. Ledwo była w stanie usiedzieć w miejscu.

    Ula nagle wepchnęła dwa palce do pochwy i językiem potarła łechtaczkę w poprzek. Nieco inny bodziec okazał się tak mocny, że Sandra wyprężyła się, napinając wszystkie mięśnie. Fala rozkoszy ogarniała całe ciało. Zastygła w bezruchu. Usatysfakcjonowana Ula poniosła się i patrzyła na koleżankę. Nachyliła się nad nią, lewą ręką chwyciła ją za kark, a cztery palce prawej powoli wepchnęła do pochwy. Sandra zacisnęła zęby i zawyła! Ula nadal rytmicznie poruszała ręką, rżnąc koleżankę. Z zadowoleniem patrzyła na efekt swoich zabiegów. Brunetka drżała z podniecenia, a Ula dalej pchała w nią palce.

    W końcu przerwała pieszczoty i czekała aż koleżanka opanuje się. Wreszcie Sandra otworzyła oczy i podniosła się. Patrzyła w oczy koleżanki: 

    – Co jest?

    – Pocałuj mnie – poleciła Ula.

    Sandra objęła ją jedną ręką i przycisnęła wargi do warg kochanki. Ula oddała namiętny pocałunek. Ich piersi dotknęły się i obie poczuły przypływ pożądania. Wysunęły biodra i zetknęły się nimi. Ula pierwsza wepchnęła dłoń w krocze kochanki i zaczęła ją pieścić. Po chwili również brunetka wolną ręką odnalazła łechtaczkę koleżanki. Całowały się i intensywnie pieściły. Teraz, kiedy zaspokoiły pierwsze pożądanie, były dla siebie bardziej czułe i nadal takie namiętne… Nieco później doszły. Mały orgazm osiągnęły prawie razem.

    Po wszystkim pospiesznie odświeżyły się i wyszły z łazienki, trzymając za ręce. Zajęły wolny brzeg tapczanu. Przytuliły się i rozglądały, całowały. Nadal podniecone, ale zaspokojone nie musiały się ponaglać. Kiedy zrobiło się nieco luźniej, położyły się na tapczanie w poprzek i zaczęły pieścić. 

    *

    Agata zapukała do drzwi, weszła, minęła wąski przedpokój i znalazła się w pokoju. Trener siedział przy stoliku. Na widok Agaty podniósł szklankę z alkoholem, którą postawił obok kanapy.

    – Nie możesz odezwać się, kiedy pukasz? – burknął niezadowolony. Tajemnicą poliszynela było, że trener lubi wypić, ale on starał się zachować pozory, które ułatwiały mu pracę. Pociągnął łyczek.

    – Przepraszam Pana, ale nie chciałam, żeby ktoś wiedział o mojej wizycie – była skruszona, widząc jego niezadowolenie. 

    – E, tam – trener machnął ręką. – I tak wiedzą.

    Akurat w tym przypadku trener nie miał racji. Paradoksalnie trudna sytuacja finansowa klubu spowodowała, że część zawodniczek częściej niż zwykle kontaktowała się to z jednym, to z drugim trenerem. Większość zawodniczek naiwnie sądziła, że stabilność pozycji w drużynie rosła wraz z rosnącą częstotliwością wizyt u trenerów.

    – Kto? Niby jak? – Agata była zaskoczona i przestraszona. Przecież tak starała się ukrywać kontakty z trenerem…

    – A skąd ja mam wiedzieć? – wzruszył ramionami. – Ale wiedzą. No, rozbieraj się, suko! – trener był lekko podchmielony i agresywny.

    Aga wiedziała, że taki stan może oznaczać jego większą brutalność. Już była podniecona. Sprawnie rozbierała się i złożone części garderoby układała w stos na krześle.  

    Trener zamknął drzwi na klucz, a teraz krążył za nią i nie odrywał wzroku od kołyszących się piersi dziewczyny. Były takie apetyczne. I brodawki już sterczały.

    – Krzesło będzie mi potrzebne! – mężczyzna jednym ruchem zrzucił jej rzeczy.

    – Oczywiście, proszę Pana – bała się jego złości. – Przepraszam…

    – Ile mamy czasu? – zastanawiał się głośno. Spojrzał na Agę. Chciała coś powiedzieć, ale był szybszy: – Nieważne – machnął ręką. – Puszczę ciebie, kiedy skończymy. Klękaj.

    Aga posłusznie uklękła i siadła na piętach. Rozsunęła nogi, dłonie oparła na kolanach. Czekała.

    Trener zapalił świeczkę i przykleił do talerzyka, wyjął piłkę tenisową i położył obok. Potem na kanapie pojawił się pejcz i wibrator. Gruby. Obok leżała maska z zaklejonymi otworami na oczy.

    Przełknęła ślinę. Była podniecona i przestraszona. Nie odważyła się zapytać o cokolwiek.

    *

    Trener siadł przed Agą na kanapie i szeroko rozstawił nogi. Spojrzał na dziewczynę.

    – Bliżej! – polecił. Ostrożnie i szybko podeszła na czworakach. Nie wiedziała, czego oczekiwać, chociaż jego pozycja sugerowała dalszy ciąg.

    – No, pokaż suko, co potrafisz – powiedział. Dziewczyna już wychylała się do jego krocza, ale mężczyzna był szybszy. Chwycił piłkę tenisową i rzucił pod sufit na środek pokoju. – Aport!

    Dziewczyna nie zastanawiała się długo. Ruszyła na czworakach za piłką. Dwa razy podskoczyła, ale nie złapała piłki. Po trzecim koźle przycisnęła ją dłonią i wzięła w zęby. Odwróciła się do trenera. Błysnął flesz jego komórki.

    – Fotka na pamiątkę – wyjaśnił z uśmiechem.

    Szybko podeszła na czworakach do mężczyzny i położyła piłkę na kanapie. Tuż przy udzie trenera. Kiedy cofała się, pierś dotknęła jego uda.  

    – Przepraszam – szepnęła speszona. Spuściła głowę, unikając wzroku swojego Pana i uklękła przed nim, oczekując na kolejne polecenie.

    Obfite piersi kołysały się przy każdym jej ruchu. Trener nie mógł oderwać od nich wzroku. W końcu wyrwał się z odrętwienia i rzucił piłkę pod sufit.

    – Aport, suko! – Ruszyła szybciej niż za pierwszym razem.

    *

    Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Stara znajomosc

    Pewnego wieczoru, poszłam do klubu odpocząć, pobawić się, poznać nowych ludzi. Spotkałam tam swojego dawnego kolegę, który bardzo się zmienił-stał się przystojnym, umięśnionym mężczyzną. Zaczęliśmy razem pić, rozmawiać i przede wszystkim świetnie się bawić. Oboje zmęczeni i już dobrze wcięci pod wpływem alkoholu postanowiliśmy zmienić miejsce naszego spotkania. Zaproponowałam żebyśmy pojechali do mnie, bo miałam wolne mieszkanie. Otworzyłam wino i dalej rozmawialiśmy. Pod wpływem alkoholu zaczęliśmy zbliżać się do siebie. K. Położył mi swoją rękę na kolanie i coraz pewnie przesuwał ją do góry. Zaczęliśmy się namiętnie całować, a on posadził mnie na swoich kolanach. Ściągnął ze mnie ubrania i rzucił mnie na łóżko. Oboje byliśmy już ostro napaleni. Ściągnął spodnie i wszedł we mnie szybko i bez zastanowienia. Posuwał mnie ostro jak sukę, a ja właśnie tego chciałam. Krzyczałam i przeklinałam, w ten sposób okazując swoje podniecenia. Zmieniliśmy pozycje i to ja zaczęłam ujeżdżać jego wielkiego przyjaciela. Nabijałam się na niego najszybciej jak tylko potrafiłam, aby oboje nas zadowolić. Po chwili kolejna zmiana pozycji, tym razem na pieska. Złapał mnie mocno za włosy i przyciągnął moja głowę do swojej klatki. Posuwał mnie ostro i bez chwili odpoczynku, co bardzo mi się podobało. Gdy czuł, że dochodzi, rzucił mnie na łóżko, a całą zawartość swoich jąder wysłał na moją twarz i cycki. Jednak to nie był koniec tej zabawy. Zajął się teraz tym, abym to ja osiągnęła orgazm. Wsadził mi swoje palce do pochwy, a językiem energicznie bawił się guzikiem. Po takim seksie oralny nie trzeba było długo czekać na efekty. Zaczęłam cała drżeć i krzyczeć, jednak on nie przedstawiał. Chciał abym osiągnęła orgazm swojego życia. Przesunął mnie na brzeg łóżka i wszedł we mnie z powrotem swoim penisem. Coraz szybciej i szybciej. Po raz kolejny przeżyliśmy orgazmy, tym razem oboje w tym samym czasie. Oboje padliśmy wycieńczeni po całej tej przygodzie. Spędziliśmy razem całą noc, a rano umówiliśmy się na kolejne sex spotkanie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zimna Suka
  • Maturzystka – 16.

    Część 16.

    Dzwonię do drzwi. Otwiera nam sama Ewa. Bucha w nas muzyka i mieszanka zapachów alkoholu, papierosowego dymu, różnych perfum. Gospodyni z życzliwym uśmiechem, drinkiem w ręku, w drugim trzyma zapalonego papierosa. Na szyi złoty łańcuszek, a żółta bluzka rozpięta wręcz do pępka! Efektowne otwarcie! Nie ma stanika. Piersi prawie całe na wierzchu, bo bluzka ledwie zakrywa sutki. A i to nie cały czas. Nie sposób nie spojrzeć na nie. Zauważa, gdzie skierowałam mój wzrok. Mruga porozumiewawczo.

    – Nie dla suczki kiełbasa – uśmiecha się triumfalnie. – Przynajmniej na razie.

    – Kurde, dziewczynie chyba sufit jebnął na łeb! Albo sperma wyżarła mózg! – rozbawiła mnie i zirytowała tym tekstem.

    Bo Ewa, faktycznie, ma władzę, rządzi dziewczynami, inne się jej boją. Bogata z domu, dobrze ubrana, modne ciuchy, zawsze ma kasę. Sporo kasy. Ale przy tym ma nadwagę, jest chamska w obejściu i cechuje ją zdecydowanie zawyżona samoocena, a to wszystko razem to „o wiele za wiele”, żeby połasić się na jej wybujały i tłusty biust. Chyba, że jako poduszka po imprezie. Wtedy człowiek nie jest zbyt wybredny. Weźmie pod głowę albo przykryje się byle czym.

    – Trochę krytycyzmu, tłusta foko! – krzyczą moje czy. I tylko one. 

    Krótka żółta spódniczka ledwie zakrywa krocze. Na nogach ma czarne kabaretki i efektowne czarne botki na wysokich szpilkach, z przodu z delikatną plecionką zamiast jednolitego materiału albo zamka. Wygląda to bardzo seksi. Na każdej damskiej nodze! Żeby nie było wątpliwości… Prawą stopę oparła na szpilce. Kręci nią nonszalancko. Z zainteresowaniem przygląda się mojej koleżance.  

    – Ooo! Witam clou dzisiejszego wieczoru! Fajnie, że jesteś! – Ewa szeroko uśmiecha się do Roksany. Niespodziewanie nachyla się i całuje ją w policzek. – Roksano, pamiętaj, tutaj spotykamy się w jednym celu, więc czuj się swobodnie. W zasadzie możesz pozwolić sobie na wszystko. Poza tłuczeniem szkła i niektórych dziewczyn, cha, cha, cha! – głośno rechocze.

    – Cześć – Roksi jest mile zaskoczona tak życzliwym powitaniem. Mimo wszystko jest jednak onieśmielona. Chyba właśnie na tym zależy Ewie. Lubi bawić się nieśmiałą, speszoną dziewczyną. Wtedy jest łatwiejsza, bardziej posłuszna. 

    *

    – Wchodź, kochana – życzliwie zachęca organizatorka wieczoru. Obejmuje moją koleżankę i wprowadza do salonu. Korzysta z okazji i ogląda ją. Po szybkiej lustracji jednak nie wytrzymuje: – Świetnie się prezentujesz.

    – Dziękuję – nieśmiało odpowiada Roksi.

    – Naprawdę! Wiedziałaś, jak ubrać się na taką imprezkę… Oj, dziewczyny będą o ciebie zazdrosne! Co tam! Później poplotkujemy. – Nachyla się do ucha Roksi i jeszcze słyszę, jak pyta: – Kochana, czego byś się napiła?

    Szok! Staję jak wryta! Patrzę na dziewczyny i nie wierzę własnym oczom. Uszom również. Chyba nawet usta mam otwarte ze zdziwienia. Oczy na pewno. I to szeroko! Takiej Ewy nigdy nie widziałam! Roksanę obejmuje wpół, jakby to była najbliższa koleżanka!

    – Jaka z niej koleżanka?! Przyjaciółka! I to ledwie po przywitaniu się?! „Szefowa” proponuje jej drinka?! – nie mogę otrząsnąć się z zaskoczenia.

    – Eee, fajnie tu u ciebie. Widzę, że lubisz bawić się z rozmachem – spokojnie stwierdza Roksi.

    – Och, dziękuję! Jak miło słyszeć takie słowa. Nareszcie ktoś docenia moje starania! – „Szefowa” prawie wije się z radości.

    – Dziewczyna za chwilę posika się ze szczęścia – stwierdzam wyłącznie na swój użytek. – Co się, kuźwa, dzieje?! – zirytowana mruczę pod nosem. – „Kochana”?! Skąd jej się nagle wzięła ta cała „kochana”?! A jeszcze parę godzin temu była tylko „cipką z prowincji” i „małomiasteczkową”! Taa, jasne! Obejrzała Roksi i od razu zmieniła zdanie.

    – To impreza tylko dla nastek, czy starsze pokolenia też mają reprezentację? – pada rzeczowe pytanie.

    – Nie, no skąd! – Ewa prawie wije się u boku mojej przyjaciółki. – Zapraszam starszych również. Jeżeli lubisz 40-letnie babki albo samców, a czasami nawet starszych, to…

    – No, wtedy jest ciekawiej – z uśmiechem wpada jej w zdanie moja przyjaciółka. – Znacznie ciekawiej – mruczy.

    – Nie ma sprawy. Zawsze znajdziemy coś dla każdego – Ewa palcami ręki, którymi obejmuje gościa, delikatnie głaszcze jej pierś. Palec krąży wokół sutka. Roksana nie odsuwa się.

    – Kuźwa! Nie poznaję dziewczyny! – kręcę głową, przysłuchując się ich rozmowie. Ewa nie zaprotestowała, kiedy Roksi jej przerwała.

    – Są już wszyscy. Czekałam tylko na was – mówi głośno Ewa, stając w progu salonu. – Kochana, na co masz ochotę? Na razie proponuję drinka, cha, cha! Ale potem… Potem możesz wybierać bez ograniczeń! Mnie również! – szepcze jej do ucha. Już nachalnie głaszcze pierś Roksany. – Jeszcze zatęsknisz za zabawami u mnie!

    – No nie! Ręce opadają! – nie potrafię opanować osłupienia. – Ewa, tłusta dupa, szefowa babskiej bandy, gospodyni imprezy, podkłada się mojej przyjaciółce!

    Mnie Ewa nie zauważa. Ani razu nie odezwała się do mnie. Jakby mnie tutaj w ogóle nie było! „Szefowa” rozgląda się po wszystkich. I ciągle nie wypuszcza Roksi z objęć.

    – Nie, kurde, to musi być sen! – nadal nie akceptuję tego, co widzę i słyszę. Z niesmakiem patrzę na obie.

    *

    Wchodzimy do salonu. Z głośników dobiega muzyka. Na szczęście jeszcze nie zagłusza rozmów. Na razie wszyscy są ubrani. Siedzą, stoją, leżą na kanapie, podłodze. Na pewno jest tu ponad dwadzieścia osób. Spory tłok. Na ekranie dużego telewizora przytwierdzonego do ściany leci porno. Seks grupowy właśnie skończył się i dwóch mężczyzn dobiera się do starszej babki. Chyba nikt nie patrzy w ekran. Wszyscy z ożywieniem rozmawiają, głośno żartują albo tulą się w parach i trójkach. Niekoniecznie dwupłciowych. Alkohol jest wszechobecny, kilka osób pali papierosy. Nasze wejście nie wzbudza zainteresowania.

    – Może to i lepiej – konstatuję, widząc, jak zachowują się inni. – Po co od razu prowokować chłopaków do seksu?

    Impreza zaczęła się chyba znacznie wcześniej, bo na posadzce pod jednym z okien leży nieprzytomna brunetka. Proste, długie włosy rozsypały się wokół głowy. Stoi nad nią chłopak z drinkiem w ręku i nogą próbuje obudzić dziewczynę. Bez skutku. Jest podchmielony. Lekko chwieje się. Drobnym strumykiem wylewa na jej twarz część drinka. Brunetka coś mruczy i zasłania twarz. Chłopak schyla się, niezdarnie klęka i wkłada dłoń pod spódniczkę. Dziewczyna ani drgnie. Bezradny chłopak odwraca się do najbliższej grupki:

    – Chłopaki, który mi pomoże rozebrać Miśkę? – nikt nie reaguje. Rozgląda się bezradnie. – Kurwy, nie koledzy – wściekły wypija resztę drinka. – A by to ch… – bełkocze niezrozumiale. – Człowiek wszystko musi sam – mruczy niezadowolony. Ledwie utrzymuje równowagę, kiedy nachyla się nad dziewczyną, opierając się na jednej ręce.

    – Jebnie łbem o płytki? – robię zakład sama z sobą.

    Klatkę piersiową z wysiłkiem opiera na udzie Miśki i powolnymi, niezdarnymi ruchami próbuje ścignąć dziewczynie majtki. Zadanie przerasta jego możliwości. Szarpie majtki dwoma rękoma, ale siły opuszczają go, zwalnia uchwyt i z impetem siada na podłodze.

    – O kurwa, ale twardo! Do… Do dupy z taką plażą! – jęczy, z wysiłkiem wstając z podłogi. Już przy trzeciej próbie. Nikt mu nie kibicuje. Wszyscy są skoncentrowani na czymś, a raczej na kimś innym. W końcu zmęczony i zrezygnowany chłopak siada obok dziewczyny i maca jej piersi. Żadnej reakcji. Klepie Miśkę po twarzy. Nadal żadnej reakcji. Zniechęcony wraca do krocza. Po chwili przetacza dziewczynę na plecy, nieporadnie podciąga spódniczkę, kładzie się na brunetkę. Nadal żadnej reakcji. Wtedy rozpina spodnie.

    – Ale mam ochotę. Zajeżdżę ciebie!

    *

    Odwracam głowę. Większość ludzi widzę po raz pierwszy. Prawie wszyscy są w moim wieku, ale nie z naszego liceum. Jest też kilka znacznie starszych osób. Są wtopieni w różne grupy, pary, nie dominują, nie są nachalni ani zbyt głośni, więc nie wyróżniają się.

    – Z tak licznym gronem znajomych Ewa nigdy nie będzie się nudzić – konstatuję na własny użytek.

    Jakiś chłopak w kącie dobiera się do hałaśliwej blondynki. Tamta, oparta plecami o ścianę, stoi w rozkroku z drinkiem w ręku i śmieje się głośno. Zbyt głośno. Właśnie chłopak zębami ściągnął jej majtki do kolan, ukląkł i liże cipkę. Wolną dłonią blondynka mierzwi mu włosy. Głowę częściowo przykrywa mu spódniczka. Śmiech dziewczyny jest przesadny i nieco sztuczny. W ten sposób chce zwrócić uwagę na swoje ‘powodzenie’. Jednak nie wzbudza zainteresowania. Raczej odwrotnie.

    – Darek, ucisz jakoś Julię! – w końcu komuś przestaje się podobać głośna blondynka. Chłopak nie wychyla się spod spódniczki. Z kolei Julia udaje, że uwaga nie jest skierowana do niej. Dalej rży. W ogóle zachowuje się jakby nikogo i niczego nie słyszała. Darek niecierpliwym gestem ściąga majtki Julii do kostek. Hałaśliwa blondzia jedną nogą sama z nich wychodzi i staje w szerszym rozkroku. Nadal rży, ale jakby rzadziej i trochę ciszej. Zmienił się wyraz jej twarzy. Teraz to grymas podniecenia  zmieszany z rozbawieniem.

    – W końcu „Romeo” podniecił dziewczynę, więc nie będzie hałasować – parskam.

    *

    Swoją ironiczną opinię kieruję do rudej w krótkim „bobie”, która stoi koło mnie i równie zdegustowana przygląda się hałaśliwej parce. Szczupła dziewczyna, delikatny makijaż, ładny, średni biust podtrzymywany przez push-up. Ubrała zielony T-shirt w nieregularny, wielobarwny wzór z dużym, okrągłym dekoltem i krótką, seledynową spódniczkę. Na szyi lśni złoty łańcuszek ze znakiem zodiaku. Dzięki odważnemu dekoltowi widać nawet wzór na czarnym staniku. I sporą część piersi. Na stopach seledynowe botki sznurowane z przodu, na szpilkach. Przód wycięty, więc widzę paznokcie pomalowane czerwonym lakierem.

    – Miejmy nadzieję – reaguje na mój komentarz. – Hej, jestem Diana.

    – Hej, Grażyna.

    – Miło mi. Cieszę się, że ciebie tutaj spotykam. Naprawdę.

    – Znamy się?

    – Nie, skąd! – rozbawiona odrzuca głowę do tyłu. – Ale obserwuję ciebie. Jesteś tutaj chyba nowa. Wcześniej nie bywałaś u Ewy?

    – No, w zasadzie nie – pomijam jeden wypad, który zakończył się takim zerżnięciem mnie, że nie pochwalę się przed innymi. – To koleżanka z liceum.

    Rozmawiamy przez jakiś czas, przekrzykując zbyt głośną muzykę. Patrzymy na pieszczoty par. Ja czekam na występ Roksany, a ona jakby chciała coś powiedzieć, ale boi się?

    – Wiesz, zachowujesz się tak normalnie. Nie narzucasz się. Masz fajną tę koleżankę. I Ewa ciebie lubi, prawda?

    – Też pytanie – odpowiadam wymijająco. W środku eksploduję ze śmiechu.

    – No, widzisz, a ja z moim chłopakiem szukamy tutaj dziewczyny dla nas. Takie mamy preferencje – uśmiecha się, próbując mnie zachęcić. Nie krępuje się tym wyznaniem, nie ucieka wzrokiem. Wręcz odwrotnie, zabiega o moje względy.

    Słucham jej uważnie. Nie przerywam.

    – Z Pawłem studiujemy na tym samym wydziale, ale tam nie szukamy takich kontaktów. Wiesz, długie języki. Jeszcze ktoś dowie się, przekaże rodzicom albo znajomym, więc szukamy dziewczyny w takim bardziej hermetycznym gronie – zamilkła. Patrzy na mnie: – Chciałabyś z nami spróbować?

    – Zaskoczyłaś mnie. Może tak, ale nie dzisiaj – zastrzegam się łagodnym tonem.

    – Zależy nam na długim i stałym związku – dodaje miękkim tonem. – A ja nie będę zazdrosna o mojego Pawła.

    – Hm… Diana, masz jakiś numer telefonu?

    – No, jasne! – uśmiecha się z ulgą. – Podać ci?

    – Dyktuj – wysuwam komórkę i wpisuję numer. Potem dopisuję hasło „Diana” i chowam telefon.

    – A ty? – trochę zaskoczona moim zachowaniem, patrzy wyczekująco.

    – Co: „ja”?

    – Noo, hm… – peszy ją moja pewność siebie. – Nie podasz mi swojego numeru? – pyta i euforia wypisana na jej twarzy z wolna gaśnie.

    – Sama do was zadzwonię – obiecuję, patrząc w jej oczy. – Jesteście starsi ode mnie, więc muszę zastanowić się. Nawet jeżeli odmówię, to poinformuję was. Zresztą musimy spotkać się, pogadać, lepiej poznać. Chyba nie macie nic przeciwko temu?

    – Nie, skąd – optymizm wraca na jej twarz.

    – O! – wpadłam na pomysł. – Może zaproszę was do mnie, kiedy nie będzie rodziców? Spokojnie pogadamy.

    – Fajnie! Na pewno przyjdziemy! A gdzie mieszkasz?

    Podaje nazwę dzielnicy i pobliską nazwę ulicy.

    – To świetnie! My nawet niedaleko mieszkamy. To tylko trzy przystanki metrem – ruda już ekscytuje się wizją najbliższego spotkania. Znowu jest radosna. Wyraźnie jej się podobam. Nie kryje tego.

    *

    – A gdzie twój chłopak?

    – Kiedyś poszedł po drinki… Idzie! nareszcie! Ten z dwoma szklankami.

    Patrzę. Szatyn, krótko przystrzyżony, z dwudniowym zarostem i lekkim brzuszkiem wypychającym koszulkę, pogodny wyraz twarzy, trochę wyższy od nas i trzymający szklanki nad głową. Raczej nigdy nie zniżył się do uprawiania jakiegoś sportu. Kiedy podszedł, zauważyłam zadbane paznokcie. Pachniał fajnymi perfumami, świeża koszulka, czyste spodnie, buty świecą się.

    – Widać, że dziewczyna go pilnuje – stwierdzam.

    Zawsze patrzę mężczyznom na dłonie. Sporo dziewczyn i kobiet tak robi. Inne sprawdzają, co ma w spodniach. Ile centymetrów albo jak gruby portfel… Obgryzione albo brudne paznokcie? Wypad. Definitywnie. Nie mam zaufania do takich facetów. Nawet, gdyby miał ze mną tylko raz spotkać się i tylko dla seksu.

    – Grażynko, ale szczerze: masz ochotę na spotkania z nami? – przerywa moje rozważania.

    – Diana, za krótko się znamy – wzruszam ramionami i widzę, że moja odpowiedź znowu gasi entuzjazm rudej. – Natomiast nie mówię „nie”, bo robicie dobre wrażenie. Musimy nabrać do siebie zaufania. Wtedy zdecydujemy. Wam też może zmienić się smak – uśmiecham się i witam z jej chłopakiem.

    Diana przedstawia go i krótko informuje o naszej rozmowie. Chłopak przeprasza za długą nieobecność, tłumacząc się szukaniem odpowiednich alkoholi. Narzeka, że jakaś babka go zaczepiała, więc też zmarnował trochę czasu. Diana tylko kiwa głową. Paweł oddaje mi swojego drinka. Dziękuję i kręcąc głową, odmawiam. Wyjaśniam, że nie piję alkoholu. Chłopak bez słowa odwraca się i znika w tłumie. Po minucie zadowolony wręcza mi szklankę coli z plasterkiem limonki i kostkami lodu:  

    – O napoje bezalkoholowe zdecydowanie łatwiej.

    – Bo my już tak długo szukamy odpowiedniej partnerki… – ruda kontynuuje temat. Podryguje w rytm muzyki. Nagle obejmuje mnie w pół i całuje w policzek. – Mnie się Grażynka bardzo podoba! A tobie? – patrzy w oczy partnera i ściska mnie. Przytula policzek do mojego.

    – Jesteś fajna – Paweł uśmiecha się do mnie. – Zależy nam na sympatycznej i dyskretnej dziewczynie. Wiesz, bez fajerwerków. Takie są nasze potrzeby. Wydaje się, że spełniasz nasze oczekiwania. A my też chyba nie odpychamy swoim wyglądem? Jeżeli jesteś ciekawa, walory Diany może obejrzeć od ręki – i chłopak próbuje wyciągnąć pierś partnerki ze stanika.

    Zaniemówiłam. Nie pasowałoby mi, gdyby okazali się również ekshibicjonistami. Najpierw Roksi, teraz oni. Za dużo wrażeń.

    – Daj spokój! Będę miała kłopoty z ich wepchnięciem do stanika – protestuje dziewczyna.

    – Dobrze. Diana jest bez majtek. Pokaż swoją cipkę! – Paweł podnosi spódniczkę, zatyka jej krawędź za pas i łapie dziewczynę za obnażony pośladek. Oboje patrzą na mnie.

    Zaskoczona patrzę w dół.

    – Chcesz dotknąć? – ruda jest gotowa zaoferować więcej. Zalotnie porusza biodrami w rytm muzyki. Nagość w ogóle jej nie peszy.

    Milczę. Nie wiem, jak zareagować. Okoliczności są takie… Dziwne? Nadal przyglądam się. Mały, zgrabny romb rośnie nad łechtaczką. Paweł przychodzi mi z pomocą.

    – Możesz spróbować – zachęca. Ponieważ tylko patrzę, puszcza pośladek i sam sięga do pochwy. Pociera palcem przy wejściu. Ruda z zapraszającym uśmiechem patrzy na mnie i obejmuje chłopaka w pasie. Paweł prostuje się i pokazuje mi wilgotny palec. – Wyliż, maleńka – podaje go Dianie do ust. Dziewczyna energicznie liże palec.

    – Wyglądasz atrakcyjnie – mówię, kiedy odzyskuję głos. Paweł opuszcza jej spódniczkę, a dłoń wraca na pośladek. Cały czas głaszcze i ściska go. Zadowoleni patrzą na siebie. Obiecuję zadzwonić, rozmawiamy jeszcze chwilę i w końcu rozchodzimy się. Nadal jestem pod wrażeniem…   

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przypadek Michala cz.XIII

    ****

    W życiu piękne są tylko chwile. Klasyka.  

    Mnożenie ich jest receptą na coś zbliżonego do szczęścia. Dzięki niespotykanemu darowi wspaniałych momentów w ostatnim czasie mi nie brakowało. Pomimo tego, że Wika, Anastazja i Bogna zapewniały mi cudowne doznania, nie mogłem jednak zapomnieć o nieszczęściu Zuzy. W pewnym sensie przyczyniłem się do niego. Świadomość tego męczyła mnie okrutnie.  
    Ponadto pojawiła się złość na całą tą sytuację i Anitę Grześkowiak. Jestem jednym z wielu facetów, którego umysł działa w nieracjonalny sposób. Patrząc na ładną kobietę od razu przypisuję jej najlepsze cechy. Im ładniejsza dziewczyna tym bardziej święta. Totalna bzdura, ale tak właśnie działa mój pokręcony mózg. Ponura tajemnica anglistki przytłoczyła mnie jak wór kamieni.  

    Wcześniejsze drobne grzeszki nauczycielki wydawały się nieznaczące wobec przepychu jej urody. Jednak kolejne rysy na postaci Anity sprawiały, że w moich oczach traciła wiele. Wciąż była olśniewająca. Nadal nie mogłem się napatrzeć na klasycznie piękną twarz nauczycielki, na ruch jej bioder, gdy szła korytarzem i doskonałe proporcje sylwetki. To było niezmienne. Nie stała się nagle brzydsza od bycia zepsutą suką. Przynajmniej na zewnątrz.  
    To, czego przypadkiem dowiedziałem się od Kamili zmieniło jednak mój sposób patrzenia na panią Grześkowiak. Niezmiennie pragnąłem ją posiąść, ale kolejne utarczki sprawiały, że w moim pożądaniu było coraz mniej subtelności. Ostatni news, świeży jak bułeczki z piekarni za rogiem przepełnił czarę rozczarowania. Byłem wściekły i obiecałem sobie, że jeśli dane mi będzie dopiąć swego, to potraktuję anglistkę z należną jej bezwzględnością.  

    Droga do tego była wciąż daleka. Co z tego, że poznałem nowe fakty. Nie miałem żadnym namacalnych ani sprawdzalnych dowodów. Poza tym, jeśli ta ponura historia miała się wydać, wolałbym, aby stało się to w taki sposób, żeby nie ucierpiały na tym dziewczyny. Przydałby sie niewątpliwie jakiś filmik na którym nauczycielka przyznaje się do swoich niecnych poczynań.  Najlepiej razem z tymi starymi zboczeńcami, którzy dogadzają sobie z moimi koleżankami ze szkoły. Na pomoc dziewczyn nie mogłem liczyć. Były w tym zbyt głęboko i nie znalazłby nawet pół powodu, żeby mi pomagać. Zresztą znając życie, na pewno Grześkowiak i jej klienci stosują środki zaradcze, by nikt nie mógł uwiecznić ich brzydkiego procederu.  
    Z przykrością stwierdzam, że żaden ze mnie Bond czy inny super agent, więc chwilowo czułem się bezradny. Kurewsko źle mi z tym było, ale liczyłem, że ten stan rzeczy się odmieni.  

    Musi się zmienić, bo inaczej – bo jak mówił komisarz Ryba – dupa zbita.  

    ****

    Cztery dni po wypadku, Zuzka odzyskała przytomność. Wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się po szkole. Cieszyłem się jak szczerbaty do sucharów. Miałem ochotę pojechać do niej od razu, ale Wika sprowadziła mnie na ziemię. Pierwszeństwo miała rodzina, a lekarze zapewne dawkowali dziewczynie liczbę gości. Była zbyt słaba na liczne wizyty. Postanowiłem ją odwiedzić za kilka dni.

    Tymczasem szykowała się niezła impreza. Jeden z naszej trójki muszkieterów – Szymek, za kilka dni miał urodziny. Jego starzy, choć pełni obaw, obiecali udostępnić mu chatę na weekend, grzecznie wyjeżdżając do rodziny pod Kielcami. Bohater najbliższych dni miał ochotę urządzić super imprezkę z przepisowym melanżem. Ne mogłem olać takiego eventu. Przyjaciel to przyjaciel. Zresztą mały reset i wyłączenie myślenia o sprawkach Grześkowiak dobrze mi zrobi.  
    Z początku myślałem o tym, kogo zabrać jako osobę towarzyszącą, ale ostatecznie postanowiłem pójść sam. Zdecydowałem tak, dowiadując się o tym, że na święcie Szymka będzie też Kamila, którą miał przyprowadzić jeden z chłopaków zaproszonych przez mojego przyjaciela. Pomimo niechęci, którą wyczuwałem po rozmowie z dziewczyną, a także po jej spojrzeniach i gestach na szkolnym korytarzu postanowiłem zaryzykować i zmierzyć się z tym oporem. Uruchomiłem dar, wprowadzając go na wysokie obroty. Jeśli była choć mała wyrwa w tym braku sympatii do mojej osoby, to wykorzystam ją i sprawię, że Kamila stanie sie moją kolejną ofiarą. Fakt, że była zamieszana w niecny proceder anglistki sprawiał, że uważałem ją za cenną zdobycz. Być może uda mi się dowiedzieć coś więcej lub skorzystam na tym w inny sposób. Pozostawało tylko czekać na sobotę.  

    ****

    Wnętrze salonu w domu Szymona pulsowało głośną muzyką i gwarem wielu rozmów. Musiałem przyznać, że kumpel się postarał. Wszystkiego było w bród. Alkohol lał się strumieniami, a przekąsek pomimo, że nikt sobie ich nie żałował jakby nie ubywało.  

    – Szymek powiem szczerze, pojechałeś o bandzie. – Pochwaliłem przyjaciela. -Impra naprawdę super. Czułem, ze będzie spoko, ale to jest coś więcej, coś mega po prostu.  

    – Dzięki Michał. Nieczęsto mam okazję na zrobienie balangi, więc kiedy już się przydarzyło, to chcę, żebyście długo o tym pamiętali. – Oczy Szymona błyszczały zadowoleniem. Wyrwał się na chwilę z objęć dwóch ślicznych panien, ale jego niezbyt dyskretne spojrzenia rzucane w ich stronę, zdradzały, że miał ochotę już do nich wrócić.  

    Nie dziwiłem mu się wcale. Dziewczyny były naprawdę ładne. Zresztą obaj z Adamem długo takich szukaliśmy. Były w klasie maturalnej liceum na Świerkowej, w drugim końcu naszej mieściny, niemal w granicach Warszawy. Zostały przez nas konkretnie zmotywowane i tej nocy były na wyłączność dla naszego przyjaciela. Poszło na to sporo kasy, ale przyjaźń to coś więcej niż mamona.  
    Widząc rozanieloną twarz Szymka, byliśmy z siebie zadowoleni. Gdy, po chwili wrócił do swojej słodkiej pary, gratulując sobie pomysłu “przybiliśmy piątkę”.

    Kilkakrotnie natknąłem się na moment na Kamilę, ale na razie nic wielkiego się nie działo. Zacząłem podejrzewać, że jej niechęć do mnie sprawi, że dar okaże się nieprzydatny. Adam też przyprowadził dziś dziewczynę, więc samotnie kręciłem się między imprezowiczami. Trochę tańczyłem, niewiele piłem i obserwowałem rozbawione towarzystwo.  

    – A ty co Don Juanie? Taki spec od dziewczyn i sam jesteś na imprezie – Prychnięcie Kamili doleciało mnie zza placów. – Nie może być!

    – Zejdź ze mnie, proszę – poprosiłem, odwracając się w jej stronę. – Daruj mi swoje złośliwości.  

    Wyglądała naprawdę interesująco. Z niesforną fryzurą, uzbrojona w niezbyt nachalny makijaż i przylegającą do jej zgrabnego ciała kusą sukienkę dobrze robiła moim oczom. Obrzuciłem ją bezceremonialnie pożądliwym spojrzeniem, w myślach notując, że nie skomentowała tego w żaden sposób. Uznałem to za dobry znak. Tak mała iskierka nadziei.  

    – Niech ci będzie, tym bardziej, że Zuzce się poprawiło – Uśmiechnęła się niemal niezauważalnie.  

    – Słyszałem. Wypijemy za jej zdrowie – zaproponowałem.  

    – Spryciarz z ciebie – przyznała. – Takiego toastu nie sposób odmówić, więc do dzieła mistrzu ceremonii.

    Podeszliśmy do stolika z napojami i alkoholami. Rozejrzałem się po nim, szukając właściwego dla nas trunku.  

    – Nie kombinuj. Piwo będzie najlepsze – Kamila uprościła sprawę. – Tylko otwórz nowe, nie chcę jakiś niepotrzebnych niespodzianek.  

    – Niech będzie – zgodziłem się, sięgając po nie napoczętą butelką chmielowego przysmaku. Po chwili, z pełnymi złocistego płynu szklankami stanęliśmy pod ścianą. – To co, za zdrowie Zuzki i może urządzimy małe zawieszenie broni.  

    – Może być, ale dalej trzymaj się od naszych spraw z daleka – Kamila zmrużyła swoje szarobłękitne oczy. – Uwierz mi, to naprawdę życzliwa rada.  

    – Jasne. Możemy o tym dziś nie gadać?

    – Pewnie.  

    – To zdrowie – Uniosłem szklankę i łyknąłem z niej słuszną porcję piwa.  

    Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwałem śmiejąc się z białych wąsów pod nosem dziewczyny.  

    – Bardzo śmieszne – stwierdziła Kamila, wycierając usta i śmiejąc się razem ze mną. Chciała coś jeszcze dodać, ale nagle spod ziemi wyrósł chłopak z którym przyszła. Przeciętny szatyn jak wielu innych. Nie wiem skąd znał go Szymon, ale skoro był zaproszony, to gdzieś musieli się poznać.  

    – O czym zabawnym gadacie? – Ryknął mi do ucha pytanie.  

    – O tym, że hałas źle robi na uszy – Odburknąłem. Kamila uśmiechnęła się za plecami swojego towarzysza.

    – Rzeczywiście muza zapodana jest na głośno – Moja odpowiedź nie do końca została zrozumiana, ale miałem to gdzieś, czy koleś łapie kontekst. – Szymek się postarał, co nie?

    – Zdecydowanie – przytaknąłem.

    – Może was sobie przedstawię. – Weszła nam w słowo Kamila. – To Hubert, chłopak z którym wbiłam się na tą imprezę, a to Michał – kolega ze szkoły.  

    – Ok., to ja skoczę po piwo dla siebie – chłopak wymownie zerknął na nasze szklanki.

    Znów na chwilę zostaliśmy sami. Kamila milczała. Była łagodniejsza, zdecydowanie bardziej pokojowo nastawiona niż podczas naszej ostatniej rozmowy, ale nic z tego nie wynikało.  

    – Chyba się oddalę, nie lubię wciskać się na siłę, a ty jesteś z Hubertem – powiedziałem zgodnie z tym, co plątało mi się po głowie.  

    – No coś ty, zostań. To nie żaden mój chłopak – zaoponowała Kamila. – On potrzebował dziewczyny na imprezę, a ja chciałam tu być i tyle.

    – Pomimo to jednak…

    – Co mi umknęło? – Hubert znów pojawił się nagle i oznajmił to głośnym zapytaniem.

    – Mówię do Kamili, że zostawię was we dwoje – wyjaśniłem.  

    – Nie świruj, nikt cię nie wypędza – znów zaprotestowała dziewczyna.  

    – A ja nie mam nic przeciwko, żebyś poszukał sobie innego towarzystwa – stwierdził z rozbrajającą szczerością Hubert. – Nie planuję dzisiaj trójkątów.
    – Co!? – wyrwało mi się mimochodem.  

    –  Sorry Kama, ale nie wziąłem cię tu dla twoich ładnych oczu. – Hubert mrugnął do mnie znacząco. – Żal by było, żeby taka imprezka nie zakończyła się fajnym ruchankiem, a ty jesteś do tego stworzona.

    – Świnia! – prychnęła Kamila.  

    – Pojebało cię!? – Zareagowałem nerwowo. – Zachowaj swoje durne przemyślenia dla siebie. Kurwa, przyszedłeś z dziewczyną i zgrywasz przy niej chama czy taki rzeczywiście jesteś?

    – Odwal się świętoszku! – Uśmiech w jednej chwili zniknął z twarzy Huberta. – Każdy wie, że to chętna suczka i jest w tym świetna.  

    Nie wiem co we mnie wstąpiło. Wolna ręka automatycznie wystrzeliła do przodu , zatrzymując się na podbródku towarzysza Kamili. Żaden ze mnie mistrz sztuk walki, ale go zaskoczyłem. Zgiął się wpół, przed upadkiem uratowała go ściana.  

    – Ty skurwielu! – rzucił się w moją stronę, gdy się pozbierał. Drogę zagrodziła mu Kamila.

    –  Opanujcie się! Nie psujcie zabawy innym! – Miała rację. Wokół nas zrobiło się małe zamieszanie. – Hubert idź się ogarnij do kibla, a ty Michał już przestań. Sama się umiem obronić.

    O dziwo słowa dziewczyny dotarły do tego debila. Patrząc na mnie spode łba poszedł w stronę łazienki. Kamila spojrzała na mnie z wyrzutem .

    – Czemu jesteś taki? Czemu musisz się we wszystko wtrącać? – Tym razem nie krzyczała, ale czułem gorycz w jej słowach. – To niezdrowe, wiesz?

    – Obraził cię przecież…

    – Gówno tam, taki dupek nie jest w stanie mnie obrazić – stwierdziła z dziwnym grymasem. – Poza tym… mówił przecież prawdę. Przed tobą nie muszę udawać. Jestem młodą dziwką, która pieprzy się za kasę – dodała, ściszając głos.  

    – To nie ma znaczenia, nie powinien…

    – Ma znaczenie. Przynajmniej dla mnie – Gorzko stwierdziła Kamila. – Nie jestem przeciętną laską. Raczej nadaję się do robienia laski.  

    – Sorry, ale cię nie rozumiem – przyznałem, poddając się. – Rób co chcesz, możesz nawet… no wiesz co… spełnić dzisiejsze marzenie Huberta. Ja spadam w bardziej przyjazne rejony.  

    Zanim cokolwiek powiedziała, obróciłem się i od niej odszedłem. Byłem zły. Na siebie, na Kamilę, na tego pieprzonego Huberta. Gubiłem się w tych babskich gierkach. Nie rozumiałem ich świata. Całą moc daru skupiłem w ostatnich dniach na Kamie, a teraz stanąłem w jej obronie, a pomimo to naskoczyła na mnie, wyraźnie niezadowolona z mojego postępku. Kurwa, co się dziej z tym światem!?

    Wyszedłem przed dom, chcąc nieco ochłonąć z emocji. Stanąłem w cieniu sporego krzewu i zapatrzyłem się przed siebie. Myśli kłębiły się, burząc niczym morskie bałwany. Tym sposobem dałem się podejść. Pierwszy cios wylądował na mojej głowie. Lekko mnie zamroczyło i nie zareagowałem dostatecznie szybko. Następne uderzenie poczułem w okolicy nerki, a potem spadły na mnie kolejne uderzenia. Na szczęście to nie miał być totalny wpierdol, a jedynie nauczka. Gdy upadłem, razy ustały. Usłyszałem nad głową znajomy głos Huberta.

    – I co teraz palancie? Dalej będziesz strugał bohatera? – Nie odzywałem się, podejrzewając, że pytanie jest czysto retoryczne. – Zostawiam ci tą głupią sucz i możesz ją sobie dmuchać ile wlezie! Chodźcie chłopaki, spadamy!

    Usłyszałem jak się oddalają. Zerknąłem z perspektywy trawnika za nimi. Oprócz mściwego Huberta było jeszcze dwóch kolesi. W sumie trzech na jednego. Arytmetyka jest nauką ścisłą. Bohaterzy, kurwa ich mać!

    Podniosłem się, ignorując pojawiające się znienacka bóle. Jak dla mnie impreza była zakończona. Ruszyłem w stronę furtki, ale nie dotarłem do niej ostatecznie. W połowie dystansu wpadłem na Kamilę.  

    – Jezuuu, Michał, co sie stało? – zapytała zaskoczona dziewczyna.  

    – Ten tam krzak mi dowalił – stwierdziłem, mruganiem oczu regulując obraz. Kamila wciąż prezentowała się doskonale.

    – Bardzo zabawne.  

    – Trochę tak – Broniłem swojego poczucia humoru. – To robota twojego Huberta i dwóch koleżków, których sobie wziął do pomocy.  

    – Przed wszystkim nie jest mój. – Sprzeciwiła się Kamila. – A po drugie, trzeba cię doprowadzić cię do znośnego wyglądu.  

    Dzięki wsparciu Szymona znaleźliśmy się w części domu wyłączonej z imprezy. O tym, że trwa w najlepsze świadczył jedynie hałas za ścianą.  
    Grzecznie usiadłem na brzegu łóżka i oddałem się w ręce Kamy. Trzeba przyznać, że dobrze jej szło bycie dobrą samarytanką. Przemyła kolano, które obiłem przy upadku i zabrała się rozciętą dłoń.  

    – Co teraz? Upuścisz mi resztkę krwi – Zażartowałem, zaskoczony delikatnością dziewczyny.  

    – Ha, ha. No zaraz popuszczę z śmiechu – odparła moja sanitariuszka. – Jeśli myślisz, że ta nerwuska z niewyparzoną gębą to cała ja, to jesteś w błędzie.  

    – Sorry. Jestem mile zaskoczony twoją delikatnością i profesjonalizmem – sprostowałem.  

    – Fajnie. Ta cała wredność. a także agresja to pancerz i profilaktyka przed rzeczywistością w jakiej funkcjonuję – wyjaśniała cicho. – Naprawdę nie różnię się zbytnio od innych dziewczyn. Też marzę o przyszłym szczęściu, dobrobycie, domku z ogródkiem i tym podobnych bzdetach.  

    – Nie wyobrażam sobie ciebie jako gospodyni – oznajmiłem, czując napór jędrnych piersi na mój tors.  

    – Pozory mylą. Robię całkiem dobre tosty i parzę świetną herbatę – uśmiechnęła się Kamila. – To doskonała pozycja wyjściowa.  

    Zaśmiałem się, choć bolała mnie przy tym napuchnięta i rozcięta warga. Syknąłem, a zaraz potem na ranie poczułem chłód zmoczonej chusteczki higienicznej.  

    – Uznasz, że jak na osoby między którym trwa rozejm i zawieszenie broni posuwam się za daleko, ale uważam, że ta rana wymaga innych zabiegów – Przyoblekłem na twarz szelmowski uśmiech.  

    Chciałem popchnąć sytuację między nami do przodu. Taka ostatnia szarża. A nuż się uda. Nie liczyłem za bardzo na powodzenie, bo też nic nie wskazywało na to, by tak się miało stać. Tymczasem…

    Nie doczekałem sie odpowiedzi, Werbalnej, bo chwilę po tym jak Kamila odjęła od mych ust chusteczkę, przylgnęła do nich w pocałunku. Warga pulsowała bólem, ale miałem go gdzieś. Liczył się ciepły oddech dziewczyny, sprawny język i chętne usta. Trwaliśmy tak dłuższy moment, aż zabrakło nam tchu.  

    – Jezu, co mi odbiło? Przepraszam, to musiało cię boleć – Kamila była wyraźnie zdezorientowana.  

    – Nic a nic. Sama przyjemność – stwierdziłem, tryumfując w duchu. Byłem pewny swego.  

    – Bądź poważny. To było …

    – Coś wspaniałego! – Dokończyłem, wchodząc jej w słowo. Zaraz potem przyciągnąłem Kamilę do siebie. Znów przywarłem do niej ustami, ale nie tym razem nie pozwoliłem dłoniom na bezczynność. Drżącymi palcami walczyłem z suwakiem sukienki.  

    Przez chwilę czułem lekki opór dziewczyny. Była wyraźnie zaskoczona rozwojem sytuacji. Nie mogła się odnaleźć. Jednak po chwili całe napięcie ustąpiło. Poczułem, że ciało Kamili zaczyna odpowiadać na postawione mu wyzwanie.  

    – Kompletnie nie wiem, dlaczego tego chcę – westchnęła i zaczęła ściągać ze mnie koszulę. – Mam to jednak gdzieś, bo cholernie ciebie pragnę.  

    Uporawszy się z biustonoszem, wziąłem we władanie ukryte pod nim piersi. Miały miły dla oka kształt i odpowiednią wielkość. Nie za duże, nie za małe. Przyjemnie układały się w dłoni, gdy zagarnąłem je zachłannie. Jędrne, sterczące kusząco zachęcały do pieszczot. Kreśliłem więc na sprężystej, mlecznej skórze tajemne wzory. Uciskałem i gładziłem, poświęcając każdej piersi z osobna odpowiednią ilość czasu. Wreszcie łakomie przyssałem się do stwardniałych sutków, obracając między wargami, kąsając i wodząc wokół nich językiem. Sprawiłem tym wiele przyjemności nowej kochance. Kamila przymknęła oczy, delektując się serwowanymi jej doznaniami.  
    Nie była jednak samolubna. Gdy nasyciła się tymi pieszczotami przejęła inicjatywę. Zasypując moje ciało dziesiątkami pocałunków, rozebrała mnie do końca. Chwilami sprawiała mi ból, opierając się lub naciskając na miejsce, gdzie szczególnie przyłożyli się do ciosów Hubert i jego kumple, ale zaciskając zęby starałem się o tym nie myśleć. Tym bardziej, że mój twardy koleżka pomiędzy nogami nie ucierpiał nic a nic i był wyraźnie pozytywnie nastawiony do rozwoju wypadków. Sterczał naprężony czekając, aż Kamila poświęci mu więcej uwagi.  

    Długo nie musiał na to czekać. Uświadamiając sobie, że trochę wcześniej dostałem wycisk i mogę być lekko obolały, dziewczyna ułożyła się z boku i wzięła kutasa w dłonie. Wziąwszy pod uwagę, co zdarzało jej się robić pod kuratelą Anity Grześkowiak nie powinno dziwić, że była w tym bardzo dobra, ale i tak byłem mile zaskoczony. Gdy w sukurs rękom poszły usta, odleciałem, zapominając o nieprzyjemnym spotkaniu z Hubertem. Między miękkimi i ciepłymi wargami mój fiut czuł się doskonale. Wręcz rewelacyjnie. Regularne wsuwanie go do ust połączone z umiejętną pieszczotą dłoni doprowadziło mnie do stanu, gdy niewiele potrzeba było bym skończył. To był mój pierwszy raz z Kamilą. Nie chciałem by przebiegło to w ten sposób.  

    Zebrałem się w sobie i z bólem uniosłem z łóżka. Partnerka w lot odgadła moje intencje. Szybko pozbyła się majtek, odrzucając je na bok. Ja korzystając z tej chwili, kilkakrotnie ucisnąłem miejsce między odbytem a jądrami. Poczułem, że napięcie w lędźwiach staje się mniej nieznośne. Kamila ulokowała się wygodnie na wyrku. Usiadła w jego połowie, opierając się o ścianę i podkulając, szeroko rozłożone nogi. Była to niezwykle erotyczna poza, godna uwiecznienia jej na płótnie. Taka wersja znanej serii portretów. Dama z muszelką. Poczułem przypływ pożądania, co nakręciło mnie do działania.  
    Dziewczynie nie zrobi się jednak dobrze od samego podziwu, choć nie uszedł mojej uwagi fakt, że spodobało sie jej to co zobaczyła w moich oczach. Zająłem dogodną pozycje między nogami partnerki i wymierzyłem palcem w cipkę. Wilgotne wargi sromowe poddały się mu bez żadnego oporu. Kulistymi ruchami rozchyliłem rozkoszne fałdki, odsłaniając różowe wnętrze.  
    Kilkoma ruchami w głębi cipki sprawiłem, że oczy kochanki zaszły mgłą, a jej ciało zaczęło reagować na każdy ruch i dotyk. Kontynuując zabawę szparką, przyssałem się ustami do piersi dziewczyny. Oddech Kamili przyspieszał, coraz częściej z jej gardła wydobywał się stłumiony jęk.  

    – Zajebiście – mruknęła mi nad głową.

    Też tak uważałem, ale to nie było przecież wszystko co nas czekało. Osunąłem się niżej i przylgnąłem do krocza partnerki ustami. Wpiłem się w cipkę, drążąc je wnętrze językiem. Otaczał mnie intymny zapach kobiecej rozkoszy. Nakręcał mnie bardziej, co powodowało, że byłem bezlitosny wobec łechtaczki dziewczyny. Drżenie jej bioder i nóg było dowodem, że staję na wysokości zadania.  

    – Ja pierdzielę, zaraz eksploduję – jęknęła Kamila, patrząc mi w oczy. Samcza duma wypełniła mnie niczym powietrze balon. Tyle było w tym spojrzeniu uznania i zachwytu. – Jesteś poobijany, daj mi poprowadzić nas dalej.

    Pozwoliłem jej na to bez szemrania. Położyła mnie na łóżku, jednak nie na plecach, ale na boku. Uniosła mi jedną nogę i wsunęła się do środka. Pewnie chwyciła sterczącego kutasa i naprowadziła go na swoją szparkę. Z wypiekami obserwowałem reakcję na twarzy partnerki, gdy stawaliśmy się jednością. Oczy Kamili lśniły rozkoszną satysfakcją i błogością. Ja również czułem przypływ zadowolenia zanurzając się w lepkie i ciepłe wnętrze kochanki.  
    Reszta była rytmem i miłosnym tańcem. W tej pozycji nie musiałem się mocno starać. Całą inicjatywa była po stronie partnerki. Kamila kręciła wdzięcznie zadkiem i biodrami, a mnie rozsadzała rozkosz. Rozlała sie po mnie, wypełniając od środka jątrzącym, słodkim żarem. Sięgnąłem dłonią po jedną z piersi, by nie okazać się samolubnym leniem. Delektując się każdym ruchem kochanki, czułem jak zaciska się na kutasie. Jak rozpycha się i przyjmuje go głębiej. Moja żądza syciła się najdrobniejszym dotykiem i ruchem i zbliżała się do punktu przesilenia. Nie zdarza się to zbyt często, ale doszliśmy niemal jednocześnie. Orgazm dopadł najpierw mnie, wzburzając falę przypływu. Eksplozja rozkoszy targnęła moim ciałem. Jęknąłem, strumień nasienia wylał się ze mnie, ale kochanka była niewzruszona tym faktem. Podejrzewałem, że podobnie jak Zuzka stosuje antykoncepcję.  
    Kilka sekund po mnie, zanim napięcie zeszło z mojego fiuta. Kochanka szarpnęła gwałtownie biodrami, by zaraz zastygnąć na moment. Jęknęła głucho, przygryzła wargę i oddała się w niewolę orgazmowi. Szczytowaliśmy niczym najlepsi alpiniści.  

    – Teraz już wiem, o co chodziło Zuzie, gdy mówiła o tobie – Kamila przerwała ciszę po wielkim finale. – Tak powinno wyglądać nasze pierwsze doświadczenia seksualne. Powinny być wspaniałym przeżyciem, a nie… no wiesz sam o co mi chodzi.  

    – Tak, wiem – Zmartwiła mnie gorycz w jej głosie. Podobnie potrafiła mówić Zuzka. – Sorry, że zapytam, ale jak dałyście się w to wkręcić?

    Kamila wahała się przez chwilę. Wyraźnie walczyła sama ze sobą, nie będąc pewną, czy chce mi o tym powiedzieć.  

    – To trwa od dwóch lat, a my jesteśmy w tym od roku. – Przełamała się ostatecznie. – Grześkowiak pilnuje, żeby każda z dziewczyn, która bierze w tym udział miała osiemnaście lat. Pewnie na wypadek wpadki. W zeszłym roku brały w tym udział trzy dziewczyny ze starszej klasy i Emilka z naszej, bo jest od nas o rok starsza.  

    Kamila wzięła głęboki oddech i na chwilę zamilkła. Bałem się cokolwiek powiedzieć, by nie odebrać jej ochoty na zwierzenie. Patrzyłem tylko głęboko w jej oczy, które robiły sie coraz bardziej smutne. Wzbierała we mnie potężna złość.  

    – Anita doskonale nas dobierała, ale tak ja ci mówiłam, nic nie było na siłę. – Kontynuowała Kamila. – Każda z nas jest z domu, gdzie się nie przelewa. Sam wiesz jak to jest. Już na starcie jesteśmy kilka długości z tyłu. Ci faceci natomiast płacą świetnie za nasze ciała i oddanie sprawie. Dziewczynom, które na wiosnę zdały maturę załatwili studia i staż w swoich firmach. Dziś widzę czasami dwie z nich i gdybym nie wiedziała ile ich to kosztowało, to zazdrościłabym im totalnie. Świetne ciuchy, świetna robota i tylko wspomnienia chujowe, ale z tym da sie żyć. Jak to mówi ludowa mądrość, dupa to nie mydło, nie wymydli się. Rozumiesz Michał, prawda?

    – Chyba tak… – bąknąłem zdezorientowany.  

    – Nie jestem z tego dumna, ale chcę czuć że żyję – We wzroku dziewczyny odczytywałem szukanie akceptacji. – Plan jest taki, że odkuję się i wyjadę na tyle daleko, że łatwiej mi przyjdzie zapomnieć.  

    – Myślisz, że się uda – spytałem nieśmiało. – Może jednak wolałabyś, żeby to się nie wydarzyło?

    – Gdybym mogła cofnąć czas, to chyba bym chciała, żeby inaczej potoczył się los. – Uśmiechnęła się smutno. – Jednak jestem jaka jestem i gdybym nie miała tych doświadczeń, które mam teraz, to pewnie zgodziłabym sie na ten układ tak samo jak kilka miesięcy temu. Przesrane, co?

    – Trochę. Jednak nie potępiam was – stwierdziłem poważnie. – Nie myśl tak o mnie. Po prostu uważam, że zrobiono wam krzywdę i tyle.  

    – Ok.. – Kiwnęła głową Kamila. – To co, ogarniamy się i bawimy dalej.  

    – Jasne. Było by strasznym nietaktem, że bzykałem się z tobą, a jeszcze nie zatańczyłem – Żartując, chciałem rozładować atmosferę.  

    Ubieraliśmy się, śmiejąc jak wariaci. Od Szymka wyszedłem nad ranem, stwierdzając, że towarzystwo Kamili nadało temu wydarzeniu wyjątkowego smaku. Zasadniczo, to była wyjątkowo udana impreza.  

    ****

    Cztery dni później wracałem ze szkoły, ledwo stawiając nogę za nogą. Nauki było od zajebania, za oknami marazm i szare miraże. Dopadła mnie depresyjna niemoc.  
    Byłem pół kilometra od domu, gdy, na ulicy obok mnie zatrzymał się znajom żółty fiat 500. W oknie pojawiła się twarz Anit Grześkowiak.  

    – Wsiadaj szybko! – rzuciła, rozglądając się na boki.  

    – A co jakiś film kręcicie? “Czas Honoru” albo coś w tym stylu? Niemcy za rogiem? Auto trochę nie z epoki – ironizowałem, wypuszczając z siebie całą złość i chwilową depresję.  

    – Wsiadaj gnojku! Popisywać się będziesz w środku!  

    Zrobiłem co powiedziała, licząc, że to niespodziewane spotkanie wniesie coś nowego w sprawę. Anglistka ruszyła natychmiast kierując się bynajmniej, nie w stronę mojego domu.  

    – Szedłem do domu – zauważyłem.

    – Trochę się spóźnisz dzisiaj na obiad – mruknęła, zła ja osa belferka.  

    – Ok.. Co się stało? W czym mogę pani pomóc? – próbowałem zachować spokój, chociaż nerw miałem jak postronki.  

    – Przestań być takim protekcjonalnym dupkiem, to po pierwsze! – oznajmiła Grześkowiak, skręcając w prawo. – Po drugie, co ty najlepszego robisz?!

    – Nie bardzo wiem…

    – Oczywiście, że nie wiesz, pajacu! – Kolejny manewr sprawił, że domyśliłem się dokąd jedziemy. – Nie wydaje ci się dziwne, że zaraz po tym jak zbliżyłeś się do Zuzy Kownackiej, przydarzyło się jej to co się przydarzyło?  A teraz słyszę jakieś zachwyty nad tobą od Kamili Czajki! Czy tobie odwaliło zupełnie?! Masz plan, żeby zmarnować życie jak największej liczbie dziewczyn w szkole?!

    Przyznam szczerze, że staram się trzymać nerwy na wodzy. Raczej nie jestem awanturnikiem, ale obłuda nauczycielki zrobiła swoje. Słuchając jej i patrząc jak podjeżdża pod budynek, gdzie miała swoją prywatną szkołę, dostałem ataku szału.  

    – I kto to mówi?! Ty belferko masz gówniane prawo mówić o marnowanym życiu! – Wykrzyczałem jej w twarz. – Nie ja otworzyłem szkolny, objazdowy  burdel, w którym uczennice robią dobrze nadzianym starszym panom, za granty!  

    Zamurowało ją. Piękna twarz pokryła się purpurą. Oczy anglistki ciskały gromy, a twarz wykrzywił nerwowy grymas.  

    – Kurwa, powiedziały ci o tym! To głupie siksy! – Syknęła niczym żmija. – Wchodzimy do środka, mamy do pogadania!

    Pierwszy raz byłem w tym miejscu. Wnętrze było ładnie, choć prosto urządzone. Nie można było odmówić gustu właścicielce tego przybytku.  

    – I co? Głupio wyszło z tymi wyrzutami, co? – zauważyłem zjadliwie, gdy Grześkowiak zamknęła za nami drzwi.

    – Zamknij mordę, gówniarzu i słuchaj! – warknęła rozkazująco. – Próbowałam cię trzymać od tego z daleka! Ostrzegałam i uwierz, było to również dla twojego dobra! Teraz jesteśmy w czarnej dupie, bo wiesz wszystko, a ci starsi faceci jak ich nazwałeś nie bawią się w subtelności!

    – Nie odwracajmy kota ogonem. – Wszedłem jej w słowo. – Chodzi o sedno, o to jak mogłaś to zrobić? Śpisz spokojnie? Jak można być taką suką? – Z rozmysłem przeszedłem na “ty”, czyniąc jej wyrzuty.  

    Odpowiedziała ciosem. Policzek zapiekł jak cholera. Włożyła w to uderzenie całą swoją siłę i energię.  

    – Co ty kurwa wiesz o mnie żeby mnie oceniać, smarkaczu?! – wydyszała. – Myślisz, że zrobiłam to z premedytacją i z radością?!  

    – A nie?

    – Zamknij się, bo przyłożę drugi raz! – Głos anglistki huczał mi w głowie. – Zostałam do tego zmuszona, rozumiesz gnojku?! Nie miałam wyboru!  

    – Jakoś sobie tego nie wyobrażam.

    – Ci ludzie wiedzą o mnie rzeczy, których nie chcę by ktokolwiek się dowiedział – nerwowo wyjaśniła Grześkowiak. – Zaszantażowali mnie i nie mogłam odmówić.  

    – A teraz nie da się z tego wymiksować?

    – Banaś nie jest człowiekiem skorym do kompromisu – stwierdziła anglistka, a ja omal nie zgubiłem szczęki ze zdziwienia. Myślała, że wiem więcej i bez oporów zdradziła mi nazwisko człowieka, który był nad nią. Robiło się arcyciekawie.  

    – On to wymyślił? – Zdziwiłem się.  

    Nie usłyszałem odpowiedzi, bo twarz nauczycielki stężała. Patrzyła w stronę okna.  

    – Jeszcze ich tu potrzeba! – westchnęła zrezygnowana. – Schowaj się na zapleczu czy do szafy. Gdziekolwiek, bo inaczej mamy przerąbane.  

    Tym razem posłuchałem bez oporów. Zadziałał instynkt, choć może nie do końca przetrwania, ponieważ szafa do której się wbiłem miała szczeliny między listewkami na drzwiczkach. Wąskie, ale przy odrobinie wysiłku widziałem przez nie wnętrze pomieszczenia.  

    Po chwili w drzwiach pojawił się radny miejski, ojciec mojej koleżanki z klasy – Lucjan Banaś. W towarzystwie dwóch smutnych panów w czerni. Z łysymi łbami i karkami niewiele mniejszymi od szafy, w której siedziałem. Słabo, bardzo słabo.  

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Przypadek Michala cz.XIV

    ****

    Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.  
    Musiałem skorzystać z ostatniego dogodnego momentu, zanim Banaś z podwładnymi na dobre znajdzie się w środku. Chciałem widzieć co się będzie działo, więc przysunąłem się bliżej drzwi i zamarłem. Ze wszystkich sił starałem się trwać bez ruchu. Gdybym mógł przestałbym oddychać.  

    Radny wszedł z wielkopańską miną głębiej, po czym skinął na jednego z towarzyszy. Tamten bez słowa zaciągnął pionowe żaluzje i stanął obok równie cichego kumpla, koło drzwi wejściowych.  

    – Panowie, jest późno, a nic jeszcze nie jedliśmy – stwierdził Banaś. – Przejdźcie się, zjedźcie coś, wypijcie, tylko bez szału, bo wracamy autem. Zostawcie mnie z panią. Muszę z nią pogadać. Odezwę się, gdy skończymy rozmowę.  

    Przyboczni radnego karnie opuścili lokal. On sam zamknął drzwi za nimi, dokładnie przekręcając klucz w zamku. Podszedł do anglistki, która była blada jak ściana.  

    – Jesteś sama? – spytał. – Przejeżdżaliśmy obok i zauważyłem twój samochód.

    – Witaj Lucek – Anita skinęła twierdząco i wybąkała przywitanie.  

    – Nie mów do mnie Lucek, bo zrobi się nerwowo – przedsiębiorca zrzucił z siebie płaszcz i rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł. – Wiesz, że tego nie cierpię.  

    – Dobrze, chciałam…

    – Najlepiej nic nie mów. – Zarządził Banaś. – Słuchaj co mam do powiedzenia i ewentualnie odpowiadaj, odnoś się i tak dalej. Rozumiesz, prawda?

    – Tak.  

    – To dobrze, ponieważ ostatnio odniosłem wrażenie, że nie wszystko rozumiesz – Stalowe spojrzenie radnego nie wróżyło nic dobrego. – Układ jest prosty i doskonale wiedziałaś co należy do ciebie. Wybór i ogarnianie dziewczyn to jest twoja działka. Miałaś pilnować, żeby nic głupiego nie przychodziło im do głowy, dbać o nie, a tym samym o swoje i nasze bezpieczeństwo, a tymczasem co mamy…

    – Lucjan…

    – To nie ten moment, gdy masz coś powiedzieć. Milcz i słuchaj! – Banaś machnął nerwowo ręką. – Mam ważny wyjazd i słyszę, że jedna z naszych nimfetek chce się wypisać z klubu. Kurwa mać, jak to wypisać?! To nie są zbiórki harcerzy! Czyżbyś nie wyjaśniła im dokładnie zasad?!

    – Wiesz, że tak.

    – Ok.. Jestem w delegacji, a chłopaki dzwonią do mnie, że siksa się upiera. Normalnie eskalacja buntu. – Zimny ton głosu radnego przyprawia o dreszcze. – Chciałem, żeby ją trochę postraszyć i stało się złe. Chłopcy może przesadzili, ale trudno, mleko się rozlało. Dobrze, że gówniara żyje i miejmy nadzieję, że będzie milczeć.  

    – Będzie. Byłam już u niej – oznajmiła Grześkowiak. – Zresztą nie wie, kto się kryje za wypadkiem.  

    – Oby milczała, a głupia nie jest i domyśla się, kto jej wjechał w dupę. – Banaś wciąż był nakręcony. – Wróćmy jednak do nas. Przyjechałem wczoraj i muszę trochę uporządkować ten bałagan. Możesz mi łaskawie wyjaśnić, co odbiło twojej podopiecznej?

    – Zakochała się i tyle – zwięźle wyjaśniła nauczycielka.  

    – A więc to miłość, na patrz no ty – Głos radnego kipiał sarkazmem. – Miałaś czuwać, aby kochały tylko wypłacaną kasę i grzecznie robiły co do nic należy. Żadnych głębokich uczuć nie było w pakiecie naszego projektu.  

    – Lucjan wiem, ale to młoda dziewczyna. Kto przewidzi czy się zakocha czy nie? – usprawiedliwiała się Anita.  

    – Ty! Ty miałaś przewidzieć i zapobiegać! – warknął coraz bardziej nabuzowany Banaś.  

    – Nie jestem cudotwórczynią.

    – Że, kurwa co! Pyskujesz?! – Przedsiębiorca poderwał się z krzesła. – Pojebało cię?!

    – Lucjan, to nie tak…

    – A jak?!  

    – Zbyt gwałtownie zareagowaliście. – Anglistka odważnie stawiła opór radnemu. – Można było ją odpuścić, a spokojnie poszukać innej dziewczyny.

    Pouczanie Banasia okazało się złym pomysłem. Wymierzył Anicie siarczysty policzek. Natychmiast wykwitł tam czerwony ślad. W pięknych oczach Grześkowiak pojawiły się łzy. Ledwo się powstrzymałem, by nie wyskoczyć z szafy i skopać mu tyłek.  

    – Śmiesz mnie pouczać, głupia suko?! Zwalasz winę na mnie! Więc to moja wina, ten cały syf z gówniarą?! – Złość parował mu uszami. – Zbyt dobrze wszystko szło! Zbytnio pozwoliłem ci się spoufalić! Ale teraz, koniec z tym! Będzie dokładnie tak jak chcę! Nikomu nie będę już odpuszczał, zwłaszcza tobie!  

    – Lucjan proszę, nie rób nic głupiego…

    – Ja nie robię głupich rzeczy cipo! Prowadzę interesy i nie mogę sobie na to pozwolić! – Banaś pchnął nauczycielkę na jedno z krzeseł. – Nie godzę się na żadne potknięcia i porażki, więc stwierdzam, że wkurwiłaś mnie koszmarnie i zasłużyłaś na karę!

    Wkurzony radny złapał anglistkę za upięte w niedbały kok włosy i szarpnął nimi brutalnie. Jednocześnie, drugą ręką odpiął pasek i rozpiął rozporek.  

    – Proszę nie rób tego – Anita załkała błagalnie.

    – Przestań kłapać dziobem! – Banaś szarpnął jeszcze mocniej, spuszczając w dół spodnie. – Zresztą zaraz ci go zapcham!

    – Proszę cię, jeśli chcesz mnie karać, to nie teraz – Nauczycielka rozmazanymi oczami zezowała w stronę mojej kryjówki.  

    Jednak radny nie posłuchał. Nieporadnie zsunął gacie z tyłka i wepchnął kutasa w usta anglistki. Nie mogłem wszystkiego widzieć dokładnie, ale starczyło mi tego co miałem przed oczami. Ruchy zadka Banasia były wymowne. Posuwał w usta Anitę, a ja musiałem się temu biernie przyglądać. Zbrukał mojego anioła, mój obiekt westchnień i pragnień. Wystarczył fragment twarzy anglistki, bym mógł dostrzec klęskę i rezygnację. Serce waliło mi jak oszalałe. Głowa pulsowała emocjami. Pierwszy raz w życiu poczułem czystą nienawiść. Co jednak mogłem w tej chwili? Gdybym wyskoczył z szafy jak Filip z konopi pewnie przerwałbym ten smutny spektakl, ale być może jutro leżałbym w szpitalu obok Zuzki. W najlepszym wypadku. Pozostało siedzieć cicho i czekać, aż przedsiębiorca dokończy dzieła.  

    – Zaangażuj się mocniej! – warknął pobudzony Banaś, niezadowolony ze zbyt biernej postawy nauczycielki. Pchał kutasa bez oporów, nie siląc się na odrobinę nawet delikatności.  

    W końcu znudził mu się gwałt oralny. Co nie znaczyło, że zamierzał kończyć karanie Grześkowiak. Wciąż trzymając w garści jej włosy podprowadził ją do biurka i przyparł do niego. Próbował jednocześnie przytrzymać ją, przypierając mocniej i ściągnąć z niej spodnie. Szło mu kiepsko. Sapał i klął pod nosem.  

    – Kurwa, co ja odpierdalam! – mruknął po chwili. – Przecież ty nawet nie masz prawa się sprzeciwić pół gestem.  

    Puścił ofiarę, by sama robiła co nakaże. Pochylił górną część ciała anglistki i przyparł do blatu biurka. Mebel stał w takim miejscu, że miałem doskonały widok na rozgrywającą się scenę. Przez moment widziałem twarz Anity. Już nie płakała, ale cały makijaż wyraźnie nosił ślady łez. Matowe oczy przepełnione były rezygnacją i bólem. Czuła, że mogę to wiedzieć. Odwróciła głowę w druga stronę.  

    – Ani drgnij! Przynajmniej do momentu, kiedy zechcę byś kręciła dupą! – Zarechotał Banaś, wyraźnie dumny z siebie.  

    Rozpiął guzik przy spodniach nauczycielki, ale suwak okazał się oporny. Zniecierpliwiony radny szarpnął spodniami z całej siły, aż poddały się. Potem kolejno zajął się rajstopami i majtkami. Dosłownie podarł je na anglistce.  Zamarłem widząc idealne pośladki swojej bogini, nawet teraz, pod koniec listopada zachwycające brzoskwiniowym odcieniem skóry. Niestety to nie dla mnie były przeznaczone dzisiaj. Banaś miał dziś na nie wyłączność.  
    Już chciał dobrać się do nich, gdy zerknął na leżące koło nauczycielki przybory szkolne. Jego wzrok przykuła linijka. Uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją.  

    – No proszę, czy to nie ironia losu? – Prychnął. – Belfer zostanie ukarany w dawny szkolny sposób.  

    Chwycił linijkę i przyłożył z całej siły w lewy pośladek Anity. Drgnęła, szarpnęła się lekko, ale nie padła z jej ust nawet odrobina skargi. Kolejne razy przyjęła podobnie. To szybko ostudziło zapał oprawcy. Przeszedł do ostatecznego etapu karania. Rozsunął bardziej nogi anglistki robiąc sobie więcej miejsca i przytrzymując ręką fiuta naparł na jej tyłek. Szybko przekonałem się jak zamierzał dokończyć dzieła.  

    – Lucjan proszę…, proszę cię na wszystko… tylko nie w tyłek – jęknęła zrozpaczona Anita.  

    – Masz gdzieś to co ustaliliśmy i słabo się starasz! – wymruczał Banaś, cały czas siłując się ze ślicznym tyłkiem. – A skoro masz mnie w dupie, to będziesz miała dosłownie!  

    Wyraźnie robił postępy, bo na jego twarzy odmalowała się złośliwa satysfakcja. Zresztą widziałem jak coraz bardziej przywiera do anglistki. Słyszałem jej kwilenie, a potem nastąpiła kulminacja aktu kary. Na szczęście nie trwała zbyt długo. Pobudzony swoim panowaniem nad Anitą radny pchnął kilka razy potężnie i zamarł, wyginając ciało w łuk. Gdy zeszło z niego całe napięcie i nasienie, wysunął członka z nauczycielki i klepnął ją w pośladek. Doskonale widziałem strugi spermy spływające po idealnych udach.  

    – Jednak z ciebie jest niezła suka – stwierdził zadowolony przedsiębiorca, zaciągając spodnie na tyłek. – Odpuściłem ci, bo myślałem, że nasz układ jest przejrzysty i będziesz go respektować, ale skoro nie jesteś w stanie zapanować nad swoimi podwładnymi to muszę być mniej przyjemny. Prawo szefa, proste.

    Anita podniosła się i ze spuszczoną głową zaczęła się ogarniać. Z majtek zostały strzępy, wiec odrzuciła je na bok, po czym schowała się za ścianą. Po chwili wyszła stamtąd nieco ogarnięta, ze spodniami na tyłku.  

    – A teraz posłuchaj mnie uważnie! – Banaś sycił się swoją władzą. – Będzie tak. Tą potrąconą gówniarę musimy sobie odpuścić. Masz sprawić, by nic nie mówiła. Odpalimy jej działkę, by była mniej rozmowna. Z ciężkim sercem to robię, ale trudno. To raz. Co do naszej dalszej współpracy natomiast, mają skończyć się jakiekolwiek niespodzianki. To dwa. Masz znaleźć nam kogoś na jej miejsce. Przy czym słowo kluczowe to szybko. To trzy. Dopóki nie uznam naszych relacji za naprawione, będziesz pokutować, a mówiąc dokładniej czeka cię sporo powtórek dzisiejszej zabawy. Wolę wprawdzie młodsze, ale dla ciebie zrobię wyjątek. To cztery. Zrozumiałaś?!

    Zrezygnowana Anita skinęła twierdząco głową.  

    – Nie słyszę!

    – Zrozumiałam.

    – No to pięknie – stwierdził zadowolony Banaś, wyciągając telefon. Z jego twarzy całkowicie zniknęła złość. Był tym samym facetem, który uśmiechał się do ludzi z reklam i plakatów. Pieprzony kameleon! Skurwiel! – Chłopcy wracajcie, skończyłem spotkanie. Spotkamy się przy fontannie. – Wydał polecenie podwładnym.  

    Przez chwilę patrzył jak anglistka sprząta bałagan, po czym wyszedł bez słowa. Odczekałem chwilę i wygramoliłem się z szafy. Patrzenie na sponiewieraną nauczycielkę sprawiało ból.  

    – Czy teraz mi wierzysz, gnojku? – spytała, starając się unikać mojego spojrzenia. Wyobrażałem sobie jak musiała się wstydzić.  

    – Boże, pani Anito nie wiem co powiedzieć – wydukałem. – Strasznie mi głupio i…

    – Nic nie mów. – Usiadła ciężko na krześle. – Po prostu wyjdź. Zapomnij o mnie! O wszystkim zapomnij!  

    – Ale to…

    – Wynoś się! – W jej krzyku nie było złości tylko bezsilna rozpacz.  

    To nie był dobry moment na dyskusję. W tej chwili nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Posłuchałem i wyszedłem. Wracając do domu, karmiłem swoją nienawiść do Banasia. Niech Anita mówi co chce, ale nie zostawię tego w ten sposób. Musiał być jakiś sposób, żeby przypierdolić skurwysynowi!

    ****

    Dwa dni biłem się z myślami. Zastanawiałem się czy powiedzieć o wszystkim Wice. W końcu była wspólniczką. Z drugiej strony czułem jakiś wewnętrzny opór przed powiedzeniem jej prawdy. Ostatecznie ugiąłem się i zdałem relację blogerce. Siedzieliśmy przy stoliku i popijaliśmy colę. W ręku miałem trzy bilety do kina, bo za kilka minut miała dołączyć do nas Marcelina.  
    Od paru dni obydwie wiedziały o sobie. Chodziły do tej samej klasy, ale Wiktoria jako nowa była lekko na uboczu. Z drugiej strony przyznała, że moja przyjaciółka była jedną z tych osób, które nie miały problemu, by z nią normalnie porozmawiać. Teraz ich relacje miały osiągnąć nieco inny poziom. Dziwiło mnie, że nie miały przed tym żadnych oporów. Mój dar samego mnie czasem zaskakiwał. Choć przyznaję, że dziś nie był prawie potrzebny. Wika już bez niego była na mnie wiecznie napalona, a z Marceliną robiłem brzydkie rzeczy jeszcze przed wypadkiem. Pomimo tego tolerancja i akceptacja faktu, że każda z nich jest moją kochanką zadziwiła mnie mocno. Nie czuły sie rywalkami. Jakby wyłączyła im się zazdrość. Nie zamierzałem robić z tego problemu. Z ciekawością i podnieceniem czekałem na rozwój wydarzeń. To siedząc w galerii i czekając na Marcelę, opowiedziałem Wiktorii o relacjach między radnym i nauczycielką.  

    – O rzesz w mordę, ale się popieprzyło! – skomentowała moje rewelacje Wiktoria. Nowe fakty zdecydowanie ją zaskoczyły.  

    – Dokładnie – przyznałem. Reakcja blogerki byłaby może bardziej emocjonalna, gdybym nie oszczędził jej szczegółów technicznych zbliżenia Grześkowiak i Banasia. Mnie do tej pory podnosiło się ciśnienie na wspomnienie obrazów widzianych z szafy. – Koniecznie coś musimy z tym zrobić, ale nie bardzo mam pojęcie co by to miało być.  

    – Mówisz poważnie? Przecież to samo się narzuca – zdziwiła się moja rozmówczyni. – Powiedziałeś, że Banaś chce, żeby Grześkowiak znalazła nową dziewczynę. Trzeba im podstawić jakąś, która dla nas wykona robotę. Nagra schadzkę, a my zmusimy zboka do wycofania się z tego syfu.  

    – Żartujesz? Filmów się naoglądałaś? – Spojrzałem na Wikę, jak na kosmitę. – Mówisz o tym jak o zakupach w spożywczaku. Jak mielibyśmy to zrobić? Jesteś zawodowym agentem czy może znasz takiego? Zapomniałaś, że jesteśmy uczniami liceum? Wiem, że chęci i entuzjazm mogą dużo, ale tym razem nieźle popłynęłaś w świat fantazji.  

    – Nie powiedziałam, że to będzie łatwe, ale sam przyznasz, że to by było świetne rozwiązanie. – Nastroszyła się blogerka.

    – Byłoby – zgodziłem się. Oczami wyobraźni widziałem pognębionego Banasia. – Weź jednak pod uwagę jeszcze inną rzecz. Nie wiem jak ty, ale ja wolałbym, aby na takim filmie nie było dziewczyn z naszej szkoły ani Grześkowiak. W świetle nowych faktów wszystkie one są dostatecznie pokrzywdzone.

    – To też fakt, ale jakby to zadziałało, to ten film nie zostałby użyty. Podziałałby jak straszak i tyle. – Upierała się Wiktoria.  

    – No jasne. Masz kuzynów w agencji wywiadowczej czy jesteś samorodnym talentem? – prychnąłem.

    – Świetny żarcik i…

    – Teraz cicho! Idzie Marcelina – Nie dopuściłem do ciętej riposty, widząc zbliżającą się przyjaciółkę.  

    Dziewczyna porzuciła swoją ulubioną czerń i szarość na rzecz radośniejszych kolorów. Nie to, żeby od razu pastelowych, ale byłem zaskoczony. Rozpiętą kurtkę miała wprawdzie grafitową, ale pod nią sukienkę w kolorze, który dziewczyny określają jako głęboką zieleń. Kusą, ledwie sięgającą połowy ud. Na gibkim, wysportowanym ciele prezentowała się zjawiskowo. Nowy image dopełniał cieplejszy makijaż. Podobała mi się w takim wydaniu.  
    Zapowiadał się świetny wieczór, bo Wiktoria też bardziej zaszalała przy strojeniu i makijażu. Bordowa sukienka, nieco dłuższa niż ta Marceliny równie dobrze układała się na ciele blogerki. Wyglądało na to, że obydwie moje towarzyszki uznały to spotkanie za wyjątkowe. Zmówiły się czy to był ten słynny kobiecy instynkt? Nieważne! Istotne było to, że ich zabiegi miały miły dla mnie skutek. W jednym miejscu i czasie towarzyszyły mi dwie świetne panny.  

    – Cześć Wika. Cześć Misza – przywitała się Marcela.  

    Odpowiedzieliśmy zgodnie. Dziewczyny przez chwilę komplementowały się nawzajem. Świetny make-up, kiecka, buty i tak dalej. Nie słuchałem, skupiając się bardziej na podziwianiu ich urody. Było na co popatrzeć i sam sobie zazdrościłem. Z rozbawieniem obserwowałem jak Marcelina niby mimochodem, kładzie rękę na udzie Wiktorii. Dotyka tu i ówdzie z coraz większą śmiałością. Blogerce wyraźnie to nie przeszkadzało, co więcej, z początku nieco onieśmielona, coraz bardziej się rozkręcała. Poprawiała kosmyki włosów Marceli i odwzajemniała jej niedwuznaczne gesty. Jeszcze nie wylądowaliśmy w sali kinowej, a ja czułem podniecenie. Zrobiło mi się błogo i ciepło. Stwardniałem. Kroił się ciekawy wieczór.  

    – Dużo czasu zostało do filmu? – Z rozmyślań wybiło mnie pytanie Marceliny.

    – Pięć minut – odpowiedziała Wiktoria.  

    – Powinno starczyć – uśmiechnęła się panna Mielcarz i zarządziła. – Idziemy przypudrować nosy.

    Po błysku w oczach poznałem, że przyjaciółka coś wykombinowała. Podniosły się i żwawo ruszyły w stronę toalet. Z zachwytem patrzyłem na ich zgrabne tyłki i nogi. Kurczę, byłem farciarzem!

    Gdy wróciły na twarzach obydwu wykwitły rumieńce.  

    – Coś się stało? – Nie mogłem powstrzymać się od pytania.

    – Wszystko w najlepszym porządku. Poznawałyśmy się bliżej – odparła Marcelina szelmowsko.

    Nie wątpiłem w to wcale. Czerwone policzki to jedno, ale te spojrzenia i uśmieszki wyjaśniały cały szereg zdarzeń, które zadziały się w damskiej toalecie. No proszę, moje dziewczyny szalały!

    W końcu znaleźliśmy się w sali kinowej. Na ekranie swoje perypetie miłosne miał przeżywać człowiek o pięćdziesięciu twarzach – Christian Grey. Widziałem już ten film i nie zachwycił mnie, ale nie dla niego tu przyszedłem. To był środek tygodnia, widzów tyle co na lekarstwo. Ledwie dwie pary czterdziestolatków i dwie samotne laski. Miałem podejrzenie, że nie każdy z nas chciał podczas tego seansu skupiać się tylko na filmie. Z racji tego, że my już siedzieliśmy w ostatnim rzędzie, pozostali ulokowali się w trzech czwartych długości rzędów lub w ich połowie. Daleko od siebie, szukając odosobnienia. Pasowało to nam strasznie.  

    Światło zgasło, a ja siedziałem między dziewczynami nie mogąc się skupić na obrazach wyświetlanych na ekranie. Ana z Christianem przeżywali swoje rozterki i chore pragnienia, a ja zerkałem na swoje panny. Podziwiałem ich urodę, chłonąłem zapach i czekałem na moment, gdy pojawi się napis “the end”. Wolałem powygłupiać się z nimi, pożartować i poflirtować. Z dwoma naraz to jawiło się kusząco.  
    Atmosfera filmu pobudziła moje towarzyszki, tym samym sprawiając, że przestałem się nudzić. Pierwsza (co mnie nie dziwiło) uaktywniła się Marcelina. Jej dłoń w pewnej chwili wylądowała na moim udzie i zaczęła sunąć w wiadome miejsce. Zerknąłem na przyjaciółkę. Uśmiechała się, przesuwając językiem po górnej wardze.  

    Podczas gdy ona gmerała przy moim pasku, położyłem na kolanach kurtkę, układając ją w ten sposób, by częściowo zakrywała mi krocze. Pasek ustąpił pod naporem rąk Marceliny i dziewczyna skupiła się na suwaku. W tym samym momencie z drugiej strony przyszła jej w sukurs Wiktoria.  

    – Pomogę – wyszeptała, ciągnąc zapięcie uchwyt suwaka w dół.  

    Mimowolnie rozejrzałem się o sali. Pozostali widzowie zupełnie nie zwracali na nas uwagi. Okoliczności zdawały sie nam sprzyjać.  
    Wika rozchyliła rozporek dżinsów, a potem lekko zsunęła moje bokserki. Poczułem luz w kroku. W duchu pochwaliłem się za wybór bielizny, choć jak zwykle był on przypadkowy. Dziś wciągnąłem na tyłek gacie z rozporkiem i guzikami na nim. Marcela szybko je odpięła i dobrała się do nieźle nabrzmiałego z podniecenia fiuta. Westchnąłem i opuściłem się nieco w fotelu. Chłodny dotyk zręcznych palców pobudził zmysły. Obrazy z ekranu przestały istnieć. Delikatne ruchy dłoni wywołały przyjemne dreszcze, które przenikały moje ciało. Wiktoria nie chcąc znaleźć się poza grą również wyciągnęła rękę w stronę kutasa. Dziewczyny stanowiły zgrany zespół. Marcelina widząc, że nie ma tam dla niej miejsca wyciągnęła członka bardziej z rozporka, odsłaniając jądra. One stały sie celem Wiki. Pieszczony przez obydwie towarzyszki jednocześnie wirowałem w ciemności kinowej sali. Byłem pewien, że umówiły się na tą grę w toalecie. Zmyślne panny.  
    Nie mogłem ich nie nagrodzić.  

    – Przysuńcie się – poprosiłem szeptem.  

    W lot pojęły co mi chodzi po głowie. Sięgnąłem rękami pod ich sukienki, odnajdując majtki. Chwilę naciągałem je odpowiednio, by móc skutecznie odchylić materiał w kroku. Obie były mocno pobudzone. Wilgotne i ciepłe. Tarłem więc lepkie wargi sromowe, czując, że coraz bardziej robię dobrze dziewczynom. Gwałtowniejsze pieszczoty ich rąk świadczyły, że moje zabiegi odnoszą skutek. Wreszcie wsunąłem palce w cipki i przesuwałem nimi energicznie. Te zabiegi wprawiły w trans pupy moich towarzyszek. Zerkając w bok widziałem błyszczące dziko oczy dziewczyn, ich rozchylone z emocji usta.  
    Sytuacja była niecodzienna i niezwykle podniecająca, Taki stan rzeczy nie mógł trwać długo. Niezwykle pobudzony ręczną robótką dziewczyn poddałem się w końcu. Skuliłem się bardziej w fotelu, zacisnąłem usta, by nie wydać z siebie niepożądanych głosów i zastygłem w oczekiwaniu. Kolejne pieszczoty Wiki i Marceli doprowadziły mnie do szczytu. Szarpnąłem biodrami, a moje towarzyszki zgodnie nakryły fiuta dłońmi, łapiąc większość nasienia w dłonie. Niewielka część przedostała się przez niezbyt szczelną barierę, ale nie było tego tak wiele, by mogło narobić bałaganu i niepotrzebnej sensacji.  

    Do końca filmu emocje rozsadzały mnie od środka. Drżącymi dłońmi bawiłem sie leniwie szparkami dziewczyn. Cała nasza trójka niezbyt skupiała się na filmie. Wika i Marcela kręciły się w fotelach pieszczone moimi palcami. Dziesięć minut przed finałową sceną doszła Wika. Przygryzając dolną wargę zdusiła chęć wyartykułowania swojej rozkoszy. Nieco dłużej trwało to w przypadku Marceliny, ale i ją udało mi się ostatecznie zadowolić. Szczytując zakryła usta ręką, ale i tak jedna z samotnych panien odwróciła się zaciekawiona dziwnymi odgłosami zza pleców. Raczej nie udało jej się ustalić ich powodu. Zresztą w tym stanie ducha, nie przejmowaliśmy się tym zbytnio.

    Dziewczyny wyszły z kina na miękkich nogach. Ja również czułem zadowolenie i błogie spełnienie. Podnieceni wspólną zabawa, gadaliśmy o tym całą powrotną drogę. Przed domem Wiktorii, który był pierwszy na naszej trasie powrotnej pożegnaliśmy się z blogerką. Usta dziewczyny smakowały mi wybornie, ale jeszcze bardziej przypadł mi do gustu widok obydwu panien złączonych namiętnym pocałunkiem.  

    Odprowadziłem Marcelinę, która całą drogę namawiała mnie na zapoznanie ją z innymi moimi kochankami. Dziś zaliczyła Wiktorię, a Anastazję wcześniej. Oczami wyobraźni widziałem ją z Kamilą i Zuzą, ale dopiero projekcja erotyczna z Bogną podziałała odpowiednio silnie. Takie rzeczy tylko w moim łbie. Bezcenne.

    Kładąc sie do wyra, przypomniałem sobie co mówiła Wiktoria o zarzuceniu przynęty na Banasia. Dotarło do mnie, że znam kogoś, kto mógłby mi pomóc zarzucić haczyk na grubą rybę. Jeśli tylko uda mi się go przekonać, zyskam niezłego rybaka. Z sieciami, kutrem i całym cholernym ustrojstwem.  
    Musiałem być tylko przekonujący.

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Przypadek Michala cz.XV

    ****

    Patrzyłem na bladą twarz Zuzy, przypominając sobie słowa radnego, podsłuchane przypadkiem w prywatnej szkole Anity Grześkowiak. Adrenalina kipiała we mnie, pompując krew szybciej niż zwykle. Gotowałem się ze złości. Na zewnątrz jednak tego nie okazywałem.  
    Pocieszałem się tym, że Zuzka wyglądała coraz lepiej. Odkąd weszliśmy na salę z Kamilą cały czas o tym przekonywaliśmy przyjaciółkę. Nie byłem do końca pewien czy wspólna wizyta z nową zdobyczą to dobry pomysł, ale dziewczyna się uparła. Stwierdziła, że jeśli dowie się, że pojechałem sam to między nami wróci stan wojny. Przesadzała, bo po naszych miłosnych igraszkach powrót do niechęci i wrogości nie był możliwy, ale wolałem się nie sprzeciwiać.  

    Byliśmy u przyjaciółki już prawie dwadzieścia minut, zasypując ją setkami mało ważnych wiadomości i bzdetów. Chłonęła je jak gąbka, tęskniąc za normalnym życiem i funkcjonowaniem. Niedługo jednak będziemy musieli zostawić ją ze ścianami sali i przytłumionym zgiełkiem z korytarza. Z tego co mówił lekarz zostało nam parę chwil.  

    – Coraz mniej rurek wokół ciebie. Rumieńce dojrzewają. – oznajmiłem, wracając do tematu jej postępów w zdrowieniu. – Jeśli planowałaś udział w którymś z odcinków “Dr.House”a” czy innym “Ostrym dyżurze” to czasu masz coraz mniej.

    Zuzka skwitowała żart uśmiechem. Nic tak dobrze nie działa na pacjenta jak pozytywne, radosne nastawienie. Byłem jak Patch Adams.  

    –  Super, że przyszliście razem – stwierdziła panna Kownacka. – I nie martwcie się tym, że jesteście blisko. Nie przeszkadza mi to.  

    – Domyśliłaś się? – Zdziwiłem się. Oboje z Kamilą patrzyliśmy zmieszani na siebie.  

    – Po tobie nie, ale twoja towarzyszka chociaż się stara, to nie potrafi patrzeć na ciebie inaczej jak… ja chociażby. Znam to z własnego doświadczenia – wyjaśniła Zuza.  

    – Nie gniewasz się, naprawdę? – dociekała Kama.

    – Nic a nic. Wiem, że Michał ma wiele adoratorek i świadomie z nim byłam – zbyt długie mówienie wyraźnie męczyło poszkodowaną dziewczynę. – Cieszę się, że przekonał ciebie do swojej osoby. Pamiętam jaka byłaś bojowo nastawiona do niego i…

    – Zuzka nie mów tyle. Nie przemęczaj się – przerwałem wyznanie.  

    – To ty pośrednio przyczyniłaś się do naszego zbliżenia – Kamila uścisnęła dłoń przyjaciółki. – Najpierw chciałam mu wyrwać serce za to co ci się przytrafiło, a potem… no cóż, potem już nie.  

    Drzwi sali uchyliły się i pojawiła się w nich pielęgniarka, pokazując, że powinniśmy się zbierać.  

    – Idę do toalety. Trzymaj się i wracaj do nas – Kamila pocałowała koleżankę i spojrzała na mnie. –  Będę czekać na korytarzu.

    Gdy wyszła poczułem się niepewnie, obawiając, że Zuza jednak opieprzy mnie za to, że Kamila stała się moja kolejną seks przyjaciółką.  

    – Co to za mina? – Zamiast wyrzutów pojawił się jednak uśmiech. – Już mówiłam, że wszystko jest w porządku. Kama to fajna dziewczyna i zasługuję na coś ekstra, a bzykanko z tobą to przecież świetna sprawa.  

    – Zuza, jesteś niemożliwa…

    – Jestem, jestem i będę gorąco zabiegać o swoje prawa – przyznała, a ja miałem wrażenie, że policzki dziewczyny stają się różowe. – Gdy tylko wyjdę ze szpitala masz zorganizować nam spotkanie. Tylko we dwoje.

    – Uważasz, że to dobry pomysł? Nie będzie za wcześnie na takie zabawy? – Zuza była kolejnym dowodem na to, że ofiary mojego daru po pewnym czasie nie potrzebują już wspomagania, by mnie pożądać i pragnąć.  

    – Okaże się, ale leżenie tutaj całym dniami to słaba rozrywka – odparła panna Kownacka. – Można ześwirować, a ja walczę z tym wyobrażając sobie nasze spotkania. Nawet nie masz pojęcia jak potrafię być czasem napalona.

    – Nie, nie wyobrażam, ale już się boję o siebie – Zażartowałem, przyznając jej rację. Przytuliłem ją na ile pozwalały rurki, całując dyskretnie w usta. – Trzymaj się, skarbie.  

    Gdy wyszedłem Kamila już na mnie czekała.  

    – Będzie dobrze, prawda? – spojrzała na mnie pytająco.

    – Na to wygląda – stwierdziłem z przekonaniem, myśląc o prośbie Zuzki. – Nie martw się o przyjaciółkę. Przechodziłem przez to samo i widzę, że szybko wychodzi z tego.  

    – To świetnie.

    – Ok.. Zabieram cię na jakieś jedzenie. – Zarządziłem. – Wybieraj na co masz ochotę!

    Okazało się, że Kamila to niezbyt wybredna dziewczyna. Wylądowaliśmy na pizzy. Po wyjściu z lokalu, postanowiłem podpytać dziewczynę delikatnie. Musiałem to zrobić umiejętnie, by nie zorientowała się, że brak mi wiedzy na poruszane tematy.  

    – Wiem, że to drażliwy temat, ale męczy mnie to i chcę zapytać – Zacząłem, ważąc słowa. – Co do Banasia to mam wyrobione zdanie, ale jak inni faceci was traktowali.  

    Najwyraźniej coraz głębsze relacje łączące dziewczynę ze mną, a także widok zdrowiejącej przyjaciółki dobrze wpłynął na Kamę. Nie obruszyła się na moje słowa. Przez chwilę milczała, trawiąc w sobie moje pytanie, ale ostatecznie przełamała niechęć do mówienia na ten temat.  

    – Nie myśl, że bili nas lub tego typu rzeczy. Żadnego BDSM czy sado-maso. Nie było też żadnych prochów. Alkohol tak, ale nic więcej, chyba, że brali coś wcześniej, bo czasem byli bardzo nadpobudliwi. – Oznajmiła cicho, rozglądając się na boki. Na szczęście ulica była pusta. – Lubią rżnąć młode laski i tyle. Czasem było ostrzej, czasem mniej, choć przeważnie nakręcali się szybko i nie żałowali sobie. W końcu płacą nam i wiedzą, że na czas spotkania mamy robić co do nas należy. Nie potrafię ci powiedzieć, który z nich bywa ostrzejszy od pozostałych. Jednego dnia szalał Banaś, innego Cichecki albo Zajdel. Najczęściej nakręcali się nawzajem i pod koniec wszyscy byli spragnieni mocniejszych doznań.  

    Gdybym mógł się zdradzić, to pozwoliłbym szczęce opaść na chodnik. Chciałem usłyszeć nazwiska innych erotomanów i dopiąłem swego. Takich się jednak nie spodziewałem. Obydwaj panowie byli znaczącymi postaciami w partii, do której – jako lokalny radny – należał Banaś. Od dawna trzęśli północną Warszawą i mało kto, próbował na ich terenie wchodzić im w paradę. O co chodziło w tym całym syfie? Czy tylko o seks z młodymi dziewczynami, czy może kryło się za tym coś więcej?

    – Trafiał sie wam ktoś jeszcze czasem? – drążyłem temat, chcąc wykorzystać dobre nastawienie rozmówczyni.  

    – Nie, coś ty! Tylko ci trzej – W głosie Kamili usłyszałem pierwsze oznaki irytacji. – Musimy o tym gadać?

    – Sorry, już nie będę – Przybrałem uległą postawę. – Jestem gotów to odpokutować.

    – I tak będzie, mój drogi. – Kama uśmiechnęła się znacząco. – Idziemy do mnie. Matka pojechała na drugą zmianę do roboty. Mamy chatę dla siebie.  

    No proszę, dziewczyna z inicjatywą. Szykowało mi się pracowite popołudnie, ale tak pracować to ja mogę częściej.  

    Kamila mieszkała na tym samym osiedlu co Zuza. kilka bloków dalej. Razem z siostrą wychowywała je samotna, rozwiedziona matka. Od roku (siostra się wyprowadziła do faceta) mieszkała tylko z nią. Kama często bywała sama, bo rodzicielka oprócz podstawowej pracy często brała dodatkowe zlecenia.  
    To stwarzało sporo możliwości. Rozwiązywało lokalowe trudności. Zwłaszcza teraz, gdy kończył się listopad i zabawy na łonie natury raczej odpadały.  
    Komunikat Kamili wprawił mnie w doskonały nastrój. Po wyjściu z autobusu przyspieszyliśmy, by szybciej znaleźć się na miejscu.  

    Trzy pietra schodów pokonaliśmy w rekordowym tempie i po chwili drzwi mieszkania Czajków zamknęły się za nami. Wewnątrz było przeciętnie, ale schludnie. Do tego pachniało smacznym obiadem. Pociągnąłem znacząco nosem, ale na tym się skończyło.  

    – Zaproponowałaby ci coś na ząb, ale na razie liczy się mój apetyt – Kamila pchnęła mnie w stronę swojego pokoju. – A chwilowo od jedzenia wolę pieprzenie.  

    Jasny, prosty przekaz. Bez owijania w bawełnę.  

    – Ty tu rządzisz. – Zgodziłem się grzecznie.  

    – To nieco kłóci się z podstawami gościnności, ale z drugiej strony za chwilę dostaniesz to, co w tym domu jest najlepsze – Ze śmiechem oznajmiła Kama. – Skoro więc mam rządzić, to rozbieraj się słodziaku!

    Mówiąc to włączyła muzykę. Nie wiem czy było to przez nią wyreżyserowane, ale doskonale trafiła. Dźwięki pobudzały zmysły. Miały odpowiedni rytm, do niegrzecznego pokazu. Rozpocząłem striptiz dla gospodyni.  
    Jak wspominałem całkiem nieźle radzę sobie na parkiecie. Skorzystałem z tego teraz. Ściągałem z siebie kolejne warstwy ubrania, bujając sie w rytm melodii. Kamila rozsiadła się w fikuśnym fotelu i obserwując mnie zaczęła się rozbierać. Przeciągałem spektakl, widząc wypieki na twarzy dziewczyny. Kręciłem tyłkiem, wypinając go niedwuznacznie i imitując ruchy frykcyjne. Moja towarzyszka, sama będąc już tylko w bieliźnie kręciła się niespokojnie w fotelu. Przygryzła dolną wargę, oczy błyszczały jej gorączkowo.  

    Podszedłem bliżej, stając naprzeciw Kamili. Byłem nakręcony i podniecony, ale trzymałem fason. Pilnując rytmu ściągnąłem z siebie dramatycznym ruchem bokserki. Nabrzmiały kutas wystrzelił z nich niczym sprężyna, zgłaszając gotowość do działania. Kamila chwyciła go, przyciągając mnie do siebie.  
    Z wprawą zaczęła pieścić fiuta ręką, jednocześnie sięgają drugą pod własne majtki.  Doskonale szła jej masturbacja na dwa fronty. Zauważyłem jak szybko jej oddech przyspieszył i stał się płytki. Mnie również dosięgła potężniejsza fala rozkoszy.  
    Kamila od typowo ręcznej roboty przeszła do oralnej zabawy. Włożyła do ust czubek kutasa z odsłoniętą żołędzią, zaczynając ssać. Drgnąłem pobudzony nową pieszczotą. Partnerka pochłaniała kolejne centymetry fiuta, liżąc go, ssąc i pocierając. Jednocześnie dłonią uciskała jądra, co zawsze podniecało mnie mocniej i gwałtowniej. Było mi cudownie. Pobudzony, automatycznie zacząłem pracować biodrami, wsuwając się głębiej do gardła kochanki.  

    Otrzeźwiałem w samą porę, by zapobiec nieplanowanej erupcji. Niechętnie opuściłem gościnne usta Kamili i przerwałem jej pieszczoty. Rozebrałem ją do końca, by przez moment skupić się na uwolnionych z biustonosza piersiach. Nie celebrowałem jednak tej zabawy zbyt długo. Popychany żądzą zapadłem między uda partnerki. Ochoczo rozłożyła nogi szerzej, roziskrzonymi oczami obserwując moje podchody do mokrej szparki. Jęknęła, gdy zacząłem ugniatać lepkie, nabrzmiałe wargi sromowe. Płatki cipki uległy po chwili rozchylając się, a moje palce zanurzyły się we wnętrze kochanki. Zwiększając stopniowo tempo posuwistym ruchem przesuwałem się w intymnej głębi. Rozruszałem tyłek Kamili, zaczęła nim poruszać, reagując na pieszczoty. Dołożyłem więc język, by jeszcze bardziej ją nakręcić. Muskając nim łechtaczkę czułem, ze ciało partnerki nabrało nowej dynamiki. W końcu wycofałem z cipki palce i przylgnąłem do niej mocniej ustami. Lizałem i ssałem lepką różowość wnętrza Kamili. Dziewczyna jęczała, kręcąc biodrami i tym samym doprowadzając fotel do niepokojących przechyłów.  
    Nie mogłem dopuścić do wypadku. Poza tym byłem już gotów na kolejny etap miłosnej gry.  

    Przeniosłem kochankę na łóżko i położyłem na brzuchu. Krótką chwilę ciągnąłem jeszcze ręczną zabawę z jej szparką, a potem przeszedłem do konkretów. Chwyciłem talię partnerki i pociągnąłem ją do góry. Domyślając się moich intencji Kamila dźwignęła się wyżej, opierając się na rękach. Cudownie wypięta, kusiła bezwstydnie kręcąc pośladkami.
    Zerknęła w moją stronę, błyskając wyzywająco oczami i lubieżnie się uśmiechając. Lepszej zachęty nie było mi trzeba.  
    Wsunąłem się z werwą w cipkę, ruchami frykcyjnymi napierając coraz mocniej i głębiej. Wreszcie cały fiut ułożył się w miękkim gnieździe.  
    Cały tętniłem energią i pożądaniem. Przepełniony żądzą zwiększyłem tempo pieprzenia. Moja kochanka dopasowała się do mnie bardzo szybko. Staliśmy się zlepkiem miłosnej materii. Gwałtownej, ale nie brutalnej. Pieprzyliśmy się ostro, zagłuszając muzykę kakofonią wspólnych jęków i westchnień. Jeśli musiałbym kiedykolwiek gubić regularnie kalorię, to wybieram taki sposób.  

    Posuwałem Kamilę, zatracając kontrolę. Czułem, że zbyt mocno ściskam kochankę w talii, co poskutkuje co najmniej zaczerwienieniem, ale siła podniecenia robiła swoje. Tym bardziej, że partnerka nie skarżyła się, sama dziko napierając tyłkiem na mnie. Mikroświat pokoju dziewczyny orbitował w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Tam były tylko rozkosz i pożądanie. Pracowaliśmy usilnie, by dorzucić do nich spełnienie.  
    Pierwszą ofiarą orgazmu stała się Kamila. Spodziewałem się tego, czując jak drży gwałtownie przy każdym sztychu. W końcu zaklęła pod nosem, jęknęła i znieruchomiała. Dygocząc, poddała się rozkosznej sile ostatniego, miłosnego akordu. Nogi ugięły się pod nią i opadła na łóżko. Wciąż drżała, przeżywając chwile uniesienia.  
    Ułożyłem partnerkę na boku i wtuliłem się w jej plecy. Uniosłem lekko jedną nogę dziewczyny i na powrót w nią wszedłem. Niewiele potrzebowałem, by osiągnąć szczyt. Kilka pchnięć starczyło, by na dobre rozbudzić bestię. Upojny kataklizm rozhulał się we mnie i pędził zniszczyć mój spokój.  
    Zuchwale targnął moim ciałem. Wygiąłem się w łuk i mocniej przywarłem do kochanki. Mogłem sobie na to pozwolić, wiedziałem o tym doskonale. Pozbyłem się całego ładunku nasienia. Napięcie ustąpiło błogiej rozkoszy. Całując mokre od potu ramiona kochanki zapadłem się w łóżko obok niej.  

    – Nie wiem jak to robisz i szczerze przyznam, że mam to gdzieś. – Cicho wyznała Kamila, starając się uspokoić oddech. – Zależy mi natomiast, aby ci to nie przeszło. Ja pierdzielę, ale było dobrze!

    – Ja też cię uwielbiam – jęknąłem zmęczony, ale zadowolony.  

    Kolejne pół godziny spędziliśmy na wesołym przekomarzaniu i delikatnym pettingu. Dopiero wtedy młoda gospodyni zatroszczyła się o mój żołądek. Zapach obiadu pochodził od gołąbków. Były pyszne.

    Przyznaję, że niechętnie opuszczałem mieszkanie Kamili, ale czas był najwyższy. Zaraz po wyjściu z bloku rozdzwoniła się moja komórka. Na ekranie wyświetlił się nieznany mi numer. Do tego wskazujący, że właściciel mieszka poza granicami Polski. Wahając się, odebrałem go jednak.

    – Dzień dobry. Czy rozmawiam z Michałem Wanatem? – Usłyszałem kobiecy głos. Mówiła po polsku z wyraźnym akcentem. Podobnie do Joanny Krupy znanej bardziej jako Dżoana.  

    – Tak. To ja. Słucham panią.

    – Jestem Sandra Novak. – Przedstawiła się moja rozmówczyni. – Właśnie przyleciałam ze Stanów. Moim szefem jest doktor Otis, którego już poznałeś. Chciałabym cię spotkać. W końcu będziemy przez pewien czas zdani na siebie, prawda?

    – No tak. – Bąknąłem zaskoczony.  

    – Rozumiem, że trochę cię zaskoczyłam, ale chciałam cie uprzedzić, że jestem – wyjaśniła Amerykanka. – Nie musimy umawiać się dzisiaj, ale masz teraz mój numer, więc zdzwonimy się, jeśli ci to nie przeszkadza.  

    – Oczywiście, że nie. W końcu umawiałem się z doktorem – Skłamałem gładko. Wizyta asystentki Otisa w tym momencie mało mnie cieszyła.  
    Wprowadzała dodatkowe zamieszanie, którego i tak w moim życiu już nie brakowało. Myślałem, że dam rade spokojnie doprowadzić sprawę anglistki do końca.  

    – To dobrze. Postaram się odezwać jak najszybciej – stwierdziła Sandra Novak. – Do zobaczenia.  

    – Do zobaczenia – odpowiedziałem, rozłączając rozmowę. Czasu miałem mniej niż myślałem, więc szybko będę musiał się spotkać z człowiekiem, który mógł mi pomóc w historii z Banasiem i jego zboczonymi kumplami politykami.  

    ****

    Niektórzy nie zmieniają swoich przyzwyczajeń. Pielęgnują sentymenty, aczkolwiek mówienie o nich w przypadku tego człowieka powoduje lekki dysonans, ale fakty były faktami.  

    Klub “FunTom” był najlepszym tego typu lokalem w promieniu wielu kilometrów. Dopiero w Warszawie można było zabawić się na lepszym poziomie, a i to szukając odpowiedniego miejsca.  
    Tutaj zamierzałem znaleźć osobę, która mogła mi ewentualnie pomóc dokopać Banasiowi i spółce.  

    Miałem masę szczęścia, że przychodząc tu pierwszy raz od razu trafiłem na cel swoich poszukiwań. Postawny blondyn z miłą, inteligentną twarzą siedział w narożniku sali w towarzystwie dwóch lasek. Niejednego zwiodła fizjonomia tego człowieka. Ja jednak znałem go i wiedziałem na co go stać. Marcin Król znany też jak Chrobry był przestępcą. Członkiem grupy kierowanej przez lokalnego szefa przestępczego światka zwanego Carem.  

    Tak się złożyło w życiu, że Marcin przez pewien czas bywał w naszym domu. Starszy o dwa lata od mojej siostry, interesował się nią mocno i ewidentnie miał na nią ochotę. Co tam było między nimi, nie moja rzecz, ale trwało to ledwie pól roku. Nie miało jednak burzliwego końca, a Chrobry do dziś przyjaźni się z Malwiną.  
    Siłą rzeczy, ja również go poznałem. W tamtym czasie nie był jeszcze tak zepsuty i uważałem go za świetnego faceta. Tak bardzo, że gdy znalazł się w opałach i groził mu poprawczak poręczyłem za niego, dostarczając mu alibi. Spokojnie, nie chodziło o jakieś straszliwe zbrodnie, ale stało się jak się stało. Marcin – pomimo moich oporów  – twierdził, że ma dług wobec mnie i trzymał sie tego, przy coraz rzadszych okazjach wspólnych spotkań, wspominając o tym.  

    Niestety, osiem miesięcy później znów popadł w tarapaty i nie dał rady się z nich wygrzebać. Był już pełnoletni, więc poszedł siedzieć do więzienia. W dużej mierze za sprawą Lucjana Banasia, który zrobił wszystko, żeby młodego człowieka stłamsić. Pokazując jednocześnie jaki jest nieugięty wobec łamania prawa. Tym samym, z łobuza stworzył pełnowartościowego przestępcę. Zakład karny zmienił Chrobrego, który uznał, że jako człowiek Cara ma szansę zrobić większą kasę niż praworządny obywatel. Zaczął od bycia ochroniarzem w “FunTomie”, bo klub należał do szefa. Czasem zrobił coś niewielkiego dodatkowo i piął się szybko w hierarchii. Udało mu się to dlatego, że nie był tępym karkiem, ale naprawdę inteligentnym facetem. Na tle innych podwładnych Cara wyróżniał się i szybko został doceniony.  
    To by było tyle w temacie niegrzecznego chłopca.  

    Podszedłem bliżej do narożnika. Chrobry bawił się doskonale w towarzystwie dwóch super lasek. Obie miały figury seksbomb i niebyt rozgarnięty wyraz twarzy. Mowa ciała łaszących się panien była klarowna. Zrobimy wszystko co chcesz, kotku. W duchu pomyślałem, że przyszedłem nie w porę. Skoro jednak tu byłem, to warto było zaryzykować. Zresztą, powód mojego pojawienia się tutaj właśnie mnie dostrzegł.  

    – Święty Barabaszu, Michał to ty czy mi coś się na oczy rzuciło? – ryknął wesoło Chrobry.

    – To ja. Cześć Marcin. – Nigdy nie zwracałem się do niego inaczej niż imieniem. Czułem, że podoba mu się ta forma. – Sprawę mam, ale chyba ci…

    – Daj spokój! Jak ty masz sprawę do mnie, to znaczy, że mamy wydarzenie roku – oznajmił młody przestępca, klepiąc panny w tyłki, by zostawiły go ze mną. – Macie kasę dziewczyny i czekajcie. Chcę żebyście były trzeźwe i pachnące. To nie potrwa chyba długo? – Zerknął na mnie, wydzielając kasę towarzyszkom.  

    – To zależy od ciebie – stwierdziłem, myśląc jak zareaguje na moją propozycję. – Raczej nie zmarnuję ci randki.  

    Obydwie dziewczyny oddaliły się zadowolone. Miały sporo gotówki w rękach i zapowiedź dalszego zarobku.  

    – Acha, bawimy się w sensacyjne teksty – Mrugnął łobuzersko Chrobry, robiąc mi miejsce obok siebie. – Daj spokój Michał z dramaturgią i wyłuszczaj sprawę!

    – Mam problem, o którego jestem za cienki – zacząłem niepewnie. – Pomyślałem, że może pomógłbyś mi to zorganizować.

    – Wciąż mam u ciebie dług młody, więc jeśli da się to zrobić, to czemu nie – Zaciekawił się Chrobry. – Mów, o co chodzi!

    Nie bawiąc się w niepotrzebne szczegóły i zdradzanie personaliów opowiedziałem Marcinowi o aferze z politykami, kończąc pomysłem z przynętą i szantażem.
      
    – Ty żartujesz czy poważnie mówisz? Nie wyglądasz na pijanego, więc może się naćpałeś? – Twarz Chrobrego zrobiła się poważna i groźna. – Młody, masz zajoba czy wyobraźnia płata ci figle? Coś ty kurwa, wymyślił?

    – Czyli mówisz “nie”?  

    – Czyli pytam, co z tobą? Ktoś cię na mnie nasłał czy jest tu gdzieś ukryta kamera? – Oczami wyobraźni widziałem swoją twarz przemieloną potężnymi ciosami Marcina.  

    – Nie ma żadnych prowokacji. To czysta prawda i rozumiem, że niedowierzasz temu co słyszysz, ale jeśli nie ty, to nikt mi nie pomoże – oznajmiłem, starając się być spokojnym.  

    – Kurwa! Michał w coś ty się wpierdolił? – Chrobry wymruczał cicho. – Jeśli to rzeczywiście prawda, to masz wyjebane! To są politycy, rozumiesz! Najgorsze ścierwo świata. Ludzie bez sumienia i zahamowań! Chcesz mnie utopić w szambie?!

    – Marcin, zanim mnie odeślesz z profilaktycznym guzem na łbie do domu… – Postanowiłem wyciągnąć asa z rękawa. – …pozwól, że zdradzę ci jedno nazwisko. Banaś, a konkretniej – Lucjan Banaś.  

    Uderzenie było celne. Skończył się opierdol, nastała cisza. Niedwuznaczna, ciężko zalegająca w powietrzu.

    – Tu mnie masz młody. I dobrze o tym wiedziałeś, przychodząc tutaj – Marcin pogroził mi palcem. – Brzydko się zabawiasz, ale obłudą by było, gdybym to ja cię pouczał. Ok. Zdradź trochę więcej szczegółów! Co takiego brzydkiego robi mój “ulubiony” radny?

    Chcąc nie chcąc, musiałem powiedzieć więcej. Oczywiście, unikałem imion oraz nazwisk dziewczyn i nauczycielki, ale szkolny objazdowy burdelik przestał być tajemnicą dla kolejnej osoby.  

    – Żeby nie to, że rzecz ma swoje korzenie w szkole, to nie byłoby w tym wielkiej sensacji. – Podsumował Marcin. – Dziewczyny są pełnoletnie i mogą dawać do bólu, komu tylko chcą. Okoliczności jednak robią swoje. Gdyby to ujrzało światło dzienne, przekaz byłby koszmarny dla tych idiotów.  

    – Idiotów?! Czemu?!

    – Takie sprawy wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne. – odparł Chrobry. – Trzeba być kretynem, żeby na to pójść będąc politykiem. To pętla na szyję! Bicz na dupę i tak dalej.  

    – Jednak to zrobili – stwierdziłem.

    – Właśnie. Niezłe zboki, co? – prychnął zadowolony Marcin. – To może zainteresować mojego szefa. Chce być coraz bardziej legalny, potrzebuje różnych dojść i dopięć. Przyklepanie różnych projektów. Te dupki mogą mu to załatwić.  

    – Tylko proszę pamiętaj, że nie chcę by, nagrania się upubliczniły. – Zdradziłem swoje obawy. – Dziewczyny i belferka mają mieć spokój.  

    – Straszny Don Kichot z ciebie, młody – Zaśmiał się Chrobry. – Jak się to skończy kupię ci wiatraczek.  

    – Żartuj sobie ile wlezie, ale mi pomóż – odparłem.  

    – Nie martw się. Mam dług, więc będę czuwał. – Marcin poklepał mnie po plecach. – Nic nie obiecuję, ale czuję, że szef rzuci się na to jak pies na mięcho. Dużo może na tym zyskać. Ja w jego oczach też, jak to dobrze rozegramy.  

    – Liczę na ciebie.  

    –  I tego się trzymaj! – Chrobry był podekscytowany. – Masz ten sam numer telefonu?

    – Tak. Nie skasowałeś go?

    – To numer człowieka, który mi kiedyś bardzo pomógł – Marcin uderzył w poważne tony. – Takich kontaktów się nie kasuje. Dobrze wspominam tamten czas.  

    – Fajnie było.  

    – Jasne. Odezwę się do ciebie, młody – Chrobry zerknął w stronę, gdzie wcześniej zniknęły jego panny. – Pozdrów rodziców i Malwinę, a teraz wybacz, ale te twoje zboczone historie nieźle mnie nakręciły. Muszę coś z tym zrobić.

    Wychodząc z klubu byłem zadowolony. Jeśli weźmie się za to Marcin, być może uda mi się pomóc dziewczynom i Anicie.  

    C.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks