Author: admin

  • Paulina, we wladzy meza. 7 cz.4

    – O tak mój Panie i Władco, Twojej pulchnej niewolnicy bardzo przyda się takie traktowanie. Mam już przecież Twoją niewolniczą obrożę na stałe, należę do Ciebie, traktuj mnie tak proszę.

    – To wobec tego od jutra sukienkę masz ściągać sobie od razu, ledwo wejdziesz do bramy i tak masz wchodzić zawsze po schodach, a i sąsiadom się taki widok bardzo spodoba.
    – Jesteś bardzo kochany, nie śmiałam Cię prosić o taki zaszczyt i wyróżnienie byś wydał mi polecenie, bym musiała iść nago już od samej bramy. Gdy zechcesz to chętnie znowu pójdę do Pana Rafała i Rity po chłostę tymi witkami, albo możesz w domu mi taką przy swoich znajomych urządzać.
    – Rozwijasz się bardzo Paulinko, jestem naprawdę dumny z Ciebie.
    – Jestem Twoją niewolnicą, z radością zrobię wszystko co każesz.
    – To teraz wypnij pupę, jeszcze i ją muszę przecież przed spaniem zaliczyć.
    Znowu uklękłam z ładnie rozłożonymi nogami i rozchyloną pupą. Widziałam nawilżył sobie tylko chuja, a mi zwieracz i zaraz był już w tej mojej gościnnej pupie dla niego, chociaż zdałam też sobie sprawę, że i kutasy innych mężczyzn będę musiała tam wpuszczać do środka. Ale mnie ujeżdżał, spuścił się tyle, że jak wyjął kutasa, to sperma z pupy mi jeszcze kilka minut wyciekała, a potem mieszała się jeszcze z moimi sokami.
    – Cała się lepię, muszę się jeszcze chociaż pod prysznicem wykąpać.
    – No to dołączę do Ciebie.
    Wzajemnie się umyliśmy. Miejsca nie było za dużo, ale było ok. Ubrałam tylko czerwoną, bardzo króciutką nocną koszulę. Mati ubrał się też na boku.
    – Wiesz co, w pokoju za kuchnią zrobimy prawdziwy pokój kar, ta leżanka jest jeszcze całkiem dobra, solidnie zrobiona, ma mocne drewniane boki, do nich przykręcę solidne uchwyty, do których będę Cię wiązał przed chłostą. Do spania musimy kupić solidny i szeroki narożnik, ta leżanka jest jednak trochę za wąska, a chcę żebyś się zawsze porządnie wysypiała.
    – Oczywiście kochany, zresztą zawsze będę spała w bardzo króciutkiej nocnej koszuli, bym była przez cały czas dla Ciebie dostępna. Obudź mnie proszę nawet w nocy, zawsze jak tylko Ci się zachce.
    – Wiem o tym, chętnie będę z tej możliwości korzystał, myślę jednak, że będziemy musieli przejechać się do sklepu meblowego na poważne zakupy, nie tylko ten narożnik, ale nie pomieściły się jeszcze przecież wszystkie ciuszki z domu, a nie przywiozłaś jeszcze wszystkich swoich butów, i nic z zimowej odzieży.
    – No chyba musimy coś jeszcze dokupić, albo niech jakiś stolarz porobi szafy. Pokój jest wysoki, zobacz ile jest jeszcze miejsca od szafy do sufitu?
    – To tutaj niech będzie tak jak jest, a w małym pokoju garderoba z samymi szafami od góry do dołu. Stolarz niech to wszystko porobi. Tak chyba będzie najlepiej. Jednak narożnik i tak musimy kupić, ciągle mi chodzi po głowie, by mieć solidną leżankę do wiązania i chłostania Cię na niej, tak jak u góry, u sąsiadów. To wszystko jednak dopiero po zaręczynach, teraz nie mam głowy do tego.
    – Tak pamiętam, ta leżanka u nich jest solidnie przystosowana do chłosty, Rita jest pewnie na niej regularnie wiązana i bita. Teraz też chyba słychać u nich jakieś świsty, może ja zakneblował.
    – Mati, ale jak masz ochotę, to też możesz mi jeszcze wlać.
    – Dzisiaj już nie, porządnie dostałaś, jutro znowu bardzo wcześnie wstajesz do pracy.
    – W każdym razie ten narożnik jest teraz najważniejszy, szafy mogą jeszcze trochę poczekać. Ważne przecież żebyś i Ty się mógł porządnie wyspać, tak wcześnie musisz wstawać kochany. Ja staram się nie rozpychać, ale i tak przecież masz mało miejsca.
    – Nie myśl dziś o tym kochana, zaraz po zaręczynach zajmę się tym, pojedziemy wybrać coś ładnego ze sklepu. Teraz dobranoc, wyśpij się dobrze.
    – Tobie też dobranoc, śpij dobrze.
    Położył na mnie swoją rękę, tym bardziej czułam że do niego należę. Usnęłam prawie od razu.
    Rano znów ten okropny budzik. Wstałam zaraz, zrobiłam sobie trzy bułki z szynką i pomidorek. Wstawiłam ekspres do kawy i poszłam do łazienki. Szybki prysznic, zaraz się lepiej obudziłam. Wzięłam jedną bułkę i zaczęłam się malować, mam już wprawę, teraz d**ga bułka i kawa, koniec malowania. Jakoś dziwnie się teraz bym czuła, wychodząc do pracy nie umalowana, jeszcze niedawno nie zwracałam na takie rzeczy uwagi. Trzecia bułka, kawa i muszę się zacząć ubierać. Tylko w co? Muszę kupić sobie znowu jakąś ładną sukienkę, no i wystrzałowa kreacja, na te zaręczyny u teściów, tym bardziej że ma tam być jakaś impreza. W końcu wybrałam bluzeczkę w kolorowe duże kwiaty z dosyć dużym dekoltem i krótką spódniczkę. Jest ok. Teraz która z bransoletek będzie pasowała do tego nowego naszyjnika? Zegarka już nie zmieniam, noszę ten prezent od Mateusza. Wybrałam tą, która mi się jednak najbardziej podoba, niech będzie ta. Nie mogę się tylko tutaj tak grzebać. Zamykam drzwi na górny i dolny zamek i mogę iść na autobus. Ciekawe czy koleżanki zauważą ten naszyjnik, jest taki ładny. Jest mi zupełnie obojętne, że może uchodzić za obrożę. Wreszcie przesiadam się na pociąg, potem jeszcze kawałek tramwajem i będę w pracy.
    – Paulina, znowu masz nową błyskotkę, musiała też sporo kosztować.
    – No, nie wiem ile, to też prezent.
    Nagle przypomniałam sobie o sukience. Wysłałam Matiemu SMS – a.
    „Pomyślałam sobie, że muszę mieć jakąś super kreacje na wyjazd do Twoich rodziców. Tym bardziej, że mają tam być zaręczyny, a nie jakąś zwykłe odwiedziny. Czy mogliśmy pochodzić dzisiaj po sklepach i kupić jakąś super sukienkę?, tutaj w Katowicach albo w Bytomiu.”
    Po chwili otrzymałam odpowiedź.
    „Oczywiście, dobrze że o tym pomyślałaś, ja nie mam głowy do takich rzeczy. Czekaj na mnie przed dworcem w Katowicach, na pewno coś ładnego kupimy.”
    Zaraz mu też odpisałam.
    „Będę czekała w Katowicach, przed głównym wejściem, buziaki, Twoja Paulina”
    Przejrzę sobie tylko w Internecie co tam teraz jest modne.
    Jest tego sporo, musi być tylko jeszcze mój rozmiar. Musi być wizytową, jednak konieczne możliwie krótka, najwyżej do połowy uda. Mam przecież świadomość, że i tam pojadę zupełnie bez bielizny, nawet już nie mam takiej. Tego zakupu nie możemy odkładać na ostatnią chwilę.
    Wreszcie koniec, idę na tramwaj. Rozglądam się, ale jeszcze go nie ma, stanęłam więc przed wejściem. W końcu jest. Najpierw oczywiście słodki buziaczek.
    – To chodźmy do sklepu. Tak sobie jednak pomyślałam, że nie wiem jak z Twoim garniturem, koszulą, nie przytyłeś za bardzo?
    – Chyba nie, mam kilka garniturów, zresztą chodzę na co dzień w tych ciuszkach co dawniej i są ok.
    – No to tylko dla mnie tą sukienkę.
    Chodziliśmy po różnych butikach, galeriach. Nie ma nic co by mi się naprawdę bardzo podobało, jak już by coś było to za małe. Wreszcie Mateusz wpadł na genialny pomysł i zapytał sprzedawczyni.
    – Czy macie tutaj jakąś krawcową, która by od ręki poszerzyła jedną z sukienek, podoba się nam, ale jest trochę za ciasna, może wystarczyłoby wszyć jakąś ładną koronkę po bokach.
    – Krawcowa jest, ale to ona musiałaby sama ocenić czy jest to w stanie zrobić od ręki. Proszę poczekać, zaraz ją zawołam.
    Była jedna sukienka, mi i jemu się podobała, jednak trzeba by ją w sumie poszerzyć po bokach po ok 10 cm. Nie wiem czy to się uda.
    Wreszcie przyszła tą krawcowa, podałam jej wybraną sukienkę. Pomierzyła ja wkoło, potem mnie i wreszcie.
    – Nie będzie wyglądała jak szyta na miarę, ale wstawiłabym po bokach jakąś delikatną koronkę, powinno to wyjść ładnie.
    – Sukienka z przeróbką i koronka do wstawki wyjdzie ok 100 złotych drożej, a następnym razem proszę zamówić lepiej szycie wcześniej u krawcowej na miarę. Nie ma pani zbyt typowej figury, ciężko będzie znaleźć coś ładnego i gotowego.
    – To dzisiaj weźmiemy tą z przeróbką, o której godzinie możemy przyjść ją odebrać?
    – Za godzinę będzie gotowa, możecie teraz zapłacić, a potem tylko odebrać.
    Mateusz zapłacił kartą przy kasie.
    – Dobrze że tak się udało, ale zgłodniałam, może jest tu jakaś pizzeria? Nie było. Piętro wyżej był jednak Mc Donald. Poszliśmy więc tam, Mati wziął Hamburgera, a ja trzy hot dogi z surówką. Na razie mi starczy.
    – Jest bardzo ładna, wizytową, a jednocześnie seksi. Żeby tylko dobrze leżała.
    – Jak nie, to będzie poprawiała aż do skutku, tak długo aż będzie ok.
    Minęło ponad pół godziny, pomału schodzimy do tego sklepu z sukienkami. Podchodzimy znowu do tej sprzedawczyni.
    – Jak tam daleko z tą naszą sukienką
    – Proszę zaczekać, pójdę zapytać.
    Po chwili wraca.
    – Wyszła bardzo ładnie, gotowa będzie za kilka minut.
    Siedzimy z boku jak na igłach. Wreszcie wyszła do nas krawcowa z tą sukienką.
    – Wyszło super, jakby ktoś nie wiedział, to pomyśli że tak miało być od początku. Proszę jeszcze przymierzyć.
    Weszłam do kabiny. Rzeczywiście, leży idealnie. Wyszłam więc się im pokazać. Mi się bardzo podoba. O to mi chodziło.
    – Jest idealnie, ma pani złote ręce.
    – Bardzo dziękuję, jakby miała pani coś jeszcze do uszycia z materiału, lub by się jej przytyło, to tutaj jest moja wizytówka. Polecam się na przyszłość.
    – My też ślicznie dziękujemy. Będziemy o Pani pamiętać. Teraz jeszcze tylko buty, torebka i będę wyglądała jak modelka, hi, hi, hi… .
    – Na pewno każdy się za panią obejrzy.
    – Dziękuję, jest pani bardzo miła.
    Buty i torebka, jak już mam sukienkę, to poszło naprawdę migiem. Nareszcie możemy wracać do domu.
    Na szczęście długo nie musieliśmy czekać na pociąg.
    – A co na kolację?, bo jestem padnięta.
    – To ja zagrzeje kiełbasy, do tego bułki, tyle się najemy, ważne że te zakupy już są zrobione.
    – Najważniejsze, że nie musisz odwozić mnie już do domu, tylko zjemy i zaraz do łóżka się kochać. Oczywiście jeszcze lanie, z pewnością będziesz miał ochotę mi wlać i zaraz mi włożysz, już się nie mogę doczekać.
    – Ja też nie. Chyba że chcesz być jeszcze tutaj w pociągu zgwałcona.
    – To od mojego Pana i władcy zależy.
    – Jakoś nie, już potrzebuję lepszych warunków, łóżka, jak to się łatwo do dobrych rzeczy przyzwyczaja, ale najważniejsze że zawsze jesteś chętna.
    – Oj tak, lubię jak mnie bijesz, a potem ruchasz. Nic się z tym równać nie może. Zatem przyjedziemy i szybko do domu.
    – A jak zaraz nie będzie autobusu, to nawet taksówką.
    Na szczęście był. Zakupy też zrobiłam, więc od razu do domu.
    – Zrobię nam herbatę, taką jak lubisz, a Ty zagrzej tylko te kiełbasy i posmaruj bułki. A może wziąć sobie jakiś urlop na poniedziałek, co tam planujecie?, jutro już piątek, musiałabym szefowej powiedzieć.
    – To weź sobie może lepiej, ja też wezmę. Nie będziemy musieli w niedzielę wracać do domu.
    – Super, wreszcie trochę pośpimy.
    Kiełbasa już gotowa, moje herbaty też. Wzięliśmy po dwie duże kiełbasy, ale pewnie będę musiała jeszcze po nim zjeść jak zwykle, smakowała mi jednak, więc nie przymuszam się, do tego trzy bułki. Tego było mi trzeba. Odniosłam resztę do zlewu i wzięłam dyscyplinę z wieszaka, wiem z doświadczenia, że się dużo bardziej podnieci jak najpierw mi wleje.
    – Chcesz mój Panie wychłostać jeszcze najpierw dupkę swej niewolnicy?
    – Oczywiście, że najpierw zleję jeszcze ten pulchniutki tyłeczek.
    Przełożyłam się mu na tylnym oparciu fotela i zaczął mnie lać. Nie dostałam dożo, chyba tylko około pięćdziesiąt dyscyplin, ale i tak pupa przyjemnie paliła. Na szczęście zdążyłam dojść, ja już teraz przy każdym laniu szybko dochodzę.
    – A teraz biegnij na łóżko.
    Już sama bez mówienia położyłam się na poduszce z uniesionymi i rozchylonymi na boki nogami. Czekałam kiedy włoży mi chuja. Stał mu jak drąg, i po chwili już cały był w swojej niewolnicy. Ale mnie walił, jak maszyna, a mam przecież jeszcze d**gą dziurkę do obróbki.
    – Na dzisiaj skarbie mam dla Ciebie miłą niespodziankę. Najpierw Ci włożę do pizdy duży wibrator, a potem jeszcze dodatkowo Cię w dupę wyrucham.
    Tak też zrobił, włożył mi z przodu wielki wibrator do pizdy i włączył na maksymalne wibracje.
    – Teraz przytrzymaj go sobie ładnie w pipie.
    Stanął za mną z tyłu, nawilżył sobie kutasa, po chwili poczułam też palec w zwieraczy z chłodnym żelem. Za chwilę miałam go już w sobie. Z przodu takie wielkie coś drgające w pipie, a z tyłu jego duży chuj wypełniający cały mój odbyt. Nic by się tam już nigdzie więcej nie zmieściło, byłam z obu stron wypełniona po brzegi. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam. Dwa razy mi spuścił się w dupie, a ile ja miałam orgazmów, to już po czwartym sama straciłam rachubę. Ale dziś byłam ujeżdżania. Wreszcie wyszedł ze mnie.
    – Muszę kochany odpocząć zanim się pójdziemy wykąpać, nie uda Ci się mnie niestety zanieść do wanny, musiałbyś mnie tam chyba zakulać, ale daj mi jeszcze chwilę odpocząć i dojdę do siebie.
    – To napuszczę wody czekam na Ciebie w wannie ślicznotko.
    Po chwili jakoś doszłam trochę do siebie. Weszłam do łazienki, zamknęłam drzwi i wchodziłam tak, żeby miał dokładny cały widok na mnie od dołu.
    – Ale Ty tam jesteś naprawdę piękna, pewnie jeszcze raz Cię tu wannie zaliczę.
    Chuj znowu stał mu na maksa. Wszędzie wkoło dużo pachnącej piany. Do tego z każdej strony bąbelki, ale miłe się w tym wypoczywa.
    – Umyj mi najpierw buzię, szyję ręce i nogi, potem jeszcze raz Ci się wypnę, bo widzę kutas stoi Ci bardzo. Sam sobie wybierzesz dziurkę w którą mnie zerżniesz.
    Umył mnie tam gdzie miał dostęp i mu się z ochotą wypięłam.
    – Miałaś okres, więc pipa była trochę zaniedbana, do pipy więc Ci poprawie, a potem całą dokładnie umyję.
    Tak też zrobił. Potem ją umyłam też jego. Chuja i jajka, to nawet kilka razy. Spłukał się i jeszcze się wytarliśmy. Wypuścił tylko wodę, a ja się w tym czasie nasmarowałam czekoladowym balsamem. Potem przetarłam jeszcze tylko wannę i ubrałam nocną koszulę. Lubię ją bardzo, wyglądam w niej jeszcze bardziej nago, jakbym nie miała nic na sobie, wiem że go prowokuje, ale chcę żeby mnie brał zawsze jak mu się tylko zachce. Mati już leżał, ale gdy mnie tylko zobaczył, to znowu zdjął spodnie od piżamy i ledwo się położyłam, od razu położył się na mnie. Zaczęliśmy się bardzo namiętnie całować, dawał mi dużo swojej śliny, ja oddawałam mu swoją. Oczywiście bez trudu znowu wszedł we mnie. Ruchał mnie długo i powoli, za każdym razem dobijał do końca. Doszłam dwa razy, on też spuścił się we mnie.
    – To już mamy spełnione chyba nasze obowiązki przed małżeńskie, śpij teraz malutka, jutro do pracy. Nie wiem jak Ty wstaniesz po tym wszystkim?
    – Ja to ja, ale Ty musisz wstać przecież pierwszy niestety. Przytul się tylko mocno do mnie i śpij. Dobranoc Mati, kochanie.
    – Dobranoc, Ty też wyśpij się dobrze.
    Usnęłam zaraz. Wydawało mi się, że nic nie spałam, a znowu słyszę mój budzik. Jestem jednak na szczęście jakoś w miarę wyspana i wypoczęta. Ostatni dzień do pracy przed tym chyba najważniejszym dotychczasowym w życiu weekendem. Muszę sobie jakoś poradzić. Jestem też pewna, że mój Mati w każdej chwili będzie stał po mojej stronie. Zdaję sobie sprawę jaki jest jego ojciec, wiem czego będzie ode mnie wymagał. A jaka jest mama? Muszę z nim dzisiaj o tym wszystkim porozmawiać. Na razie jednak do pracy. Automatycznie już robię sobie śniadanie i włączam ekspres do kawy, potem szybki prysznic, malowanie i jedzenie na przemian. Jakoś zdążę. Nie mam już dylematu z biżuterią, biorę tą samą co wczoraj. Wreszcie wychodzę. W pracy jestem jak zwykle trochę przed czasem. Ledwo przychodzi kierowniczka, zaraz jej mówię o urlop na poniedziałek, po co mam czasami zapomnieć.
    – Jak to coś ważnego, to na wtorek też możesz dostać, nie ma problemu.
    – No to dobrze, też się mi przyda.
    Siedziałam w pracy, ale robiłam wszystko bardziej jak automat. Dobrze, że nic się nie działo, nie musiałam podejmować żadnych ważnych decyzji. Jest więc nareszcie piętnasta. Wychodzę. Teraz szybko na tramwaj i do pociągu. Czekam na Mateusza. Wreszcie jest.
    – Jakoś dziwnie dzisiaj wyglądasz aniołku, stało się coś.
    – No niby nie, ale jutro taki ważny dzień. Nie wiem jakie wrażenie zrobię na Twoich rodzicach?
    – Jak tylko to, to nic się nie przejmuj, bądź tylko sobą, staraj się być naturalna.
    – Teraz tak sobie myślę, to pierwsza moja wizyta. Może powinnam kupić kwiaty dla mamy? A dla taty, co miałabym tacie kupić, może jakiś dobry alkohol? Co Twój tata piję? Pomożesz mi wybrać. No i kiedy właściwie planujesz jechać? Tak się tym wszystkim denerwuje, żebym tylko jak najlepiej wypadła.
    – Ja będę cały czas przy Tobie, zupełnie się niczym nie przejmuj. Alkohol dla taty sam kupię, Ty wybierz jakieś ładne kwiaty. Myślę że powinniśmy iść dzisiaj prędzej spać, wyjazd koło dziewiątej, jak się wyśpimy. Niczym nie zaprzątaj sobie tej ślicznej główki. Masz być tylko wyspana i wypoczęta. Nic więcej.
    – Naprawdę Mati?, a ja się tak wszystkim przejmuję.
    – To wszystko przez to, że masz takie dobre serduszko, jesteś szczera. Oni też to wyczują i bardzo Cię pokochają, już moja w tym głowa.
    – No to kamień spadł mi z serca. Kupmy jeszcze tylko te upominki dla Twoich rodziców, może coś na kolację i zaraz do domu.
    – Tak, za chwilę dojeżdżamy, to już prawie Bytom, teraz na autobus, do marketu i od razu do domu.
    Wybrałam śliczny bukiet kwiatów dla mojej przyszłej teściowej, już jestem spokojniejsza. Mateusz wybrał dla taty butelkę jakiegoś alkoholu, nawet nie wiem jakiego bo i tak przecież na nich się nie znam.
    – Na kolację kupmy flaki, bardzo je lubię, a w dodatku tylko podgrzać, nie mam dzisiaj głowy żeby coś gotować.
    – To może na obiad pójdziemy do tej restauracji, gdzie kiedyś planowałem Cię zabrać. Dobrze tam gotują, podjemy sobie, wyluzujesz się.
    – Ok, to zakupy do bagażnika i jedźmy tam.
    – To jest restauracja „Czapla”, przedmieście Bytomia, ale szybko dojedziemy.
    Rzeczywiście, piętnaście minut i byliśmy na miejscu. Zamówił jakieś zupełnie nieznane mi danie, nawet nazwy nie mogę wymówić, ale smaczne było wszystko. Podjadłam sobie porządnie. On też jest zawsze zadowolony jak widzi że jestem najedzona. Potem na kolację tylko te flaki.
    – Tak, i to wystarczy. Śniadanie tylko jakieś symboliczne. Mama już tam pewnie od kilku dni przy garnkach, wie przecież że przyszła synowa przyjedzie.
    – Jak tak to Super czuję się spokojniejsza. Możemy więc wracać do domu.
    Zapłacił i zaraz wróciliśmy do samochodu. Potem to tylko zakupy z bagażnika na górę.
    – Przymierz tylko koszulę, garnitur, w których butach chcesz jechać?
    Przymierzył, było ok.
    – Mati, a może ja musiałabym iść do kosmetyczki, fryzjerki?
    – Nie wymyślaj, jesteś piękna, bądź tylko sobą. Wystarczy jak się jutro od rana wykapiesz, nasmarujesz, tymi pachnidełkami, będziesz cudowna. Włosy dzisiaj możesz umyć i uczesać, jutro tylko poprawisz.
    – Jak tak mówisz to idę się kąpać i zrobię też sobie te włosy. Potem kolacja i wcześnie spać. Pukniesz mnie tylko jeszcze przed spaniem, wtedy zawsze lepiej się wyśpię.
    Poszłam pod natrysk, umyłam włosy i wróciłam do pokoju, żeby się zająć ich układaniem. Prawie skończyłam, a tutaj znowu dzwonek. Kogo tam niesie, w taki dzień. Po chwili razem z Mateuszem wszedł Rafał i jego Ritka. Dobrze, że to oni. Ci mi nie przeszkadzają.
    – My Mateusz tylko na chwilę. Pomyśleliśmy, że i tak będą dwa wolne miejsca w samochodzie, możemy zabrać się z Wami?, po co mamy się wlec autobusami.
    – Oczywiście, że możecie. Zejdźcie przed dziewiątą, na dziewiąta planuję wyjazd. Będzie super impreza, już mój tata się o to postara, znacie go przecież. Cieszę się, że też będziecie.
    – Wiem, że będzie super, nawet nie będę bił dzisiaj Rity, jutro porządnie dostanie, jak zresztą każda.
    – Ja więc będę tam jutro główną atrakcją? Czyli Mati dzisiaj oszczędzisz też i moją pupę, dyscyplina jej nie pokąsa? Czyli mogę liczyć jedynie na małe ruchanko i zaraz spać?
    – Dokładnie tak Paulinko, jutro tą Twoja śliczna pulchniutka pupa będzie aż pewnie ubiczowana, ale jestem pewien że pragniesz tego.
    – Tak, pragnę! Szczególnie przy dużej widowni. Widzę, że bardzo już dobrze znasz mnie kochany.
    – To my już nie przeszkadzamy, widzę że macie dużo szykowania. Do zobaczenia więc jutro przed dziewiątą, będziemy na pewno.
    Poszli.
    – Nie mówiłeś mi że to będzie oprócz naszych zaręczyn jeszcze jakąś większa orgia sado – maso. Cieszę się jednak bardzo, że mam tam być główną atrakcją, nigdy jeszcze nie brałam w czymś takim udziału, już się nie mogę na to wszystko doczekać.
    – Jest nas grupa wielbicieli seksu sado – maso, latem są organizowane złoty SM ludzi z całego Śląska. To nieformalna grupa, jednym z założycieli jest mój tata. My też tam będziemy, dotychczas nie brałem w tym udziału, nie miałem swojej uległej, byłem tylko z rodzicami jako obserwator. Jestem pewien, że to wszystko bardzo Ci się spodoba.
    – Jak Tobie się podobało, to i mi się na pewno spodoba. Teraz skończę te włosy, a Ty wstaw już flaki. Zaraz po kolacji chciałabym iść już spać. No i jeszcze po tym jak wykorzystasz mnie w łóżku.
    – Na pewno tak będzie.
    – Ja skończyłam jeszcze tylko z tymi włosami. Jutro rano jeszcze tylko poprawie i zepnę je w kok.
    Wróciłam więc do kuchni i smarowałam bułki, podczas gdy Mati wylewał zupę na talerze. Wszystko mi smakowało wybornie, jaka jestem szczęśliwa. Już nawet nie boję się jutrzejszego dnia.
    Zjedliśmy wszystko z apetytem. Od razu poszliśmy do łóżka. Mateusz zaraz położył się na mnie, też był bardzo podniecony. Usnęliśmy po chwili zaspokojeni. Budzik nastawiłam na siódmą. Teraz tylko kąpiel, włosy i całą reszta.
    – Mati, wystarczy nam dzisiaj chyba sama jajecznica na śniadanie.
    – Tak, zrobię dla nas jajecznicę, a Ty jak zgłodniejesz to najwyżej porwiesz jakąś kiełbasę z lodówki. Teraz jednak się szykuj, wiem że chcesz się zrobić na bóstwo.
    No pewnie ma rację i porwie kiełbasę z lodówki, jak on mnie dobrze już zna. Poleżałam chwilę w wannie. Umyłam dokładnie się cała. Nasmarowałam balsamem i teraz makijaż. Wyszedł mi nawet ładnie, wyglądam seksi, ale nie za bardzo wyzywająco. Do tego poprawić włosy. Teraz śniadanie, może jeszcze nie wystygło. Zjadłam szybko i mogę się zacząć ubierać. Najpierw pasek do pończoch i pończochy, na to już tylko sama sukienka. Korek analny w pupę i mogę odpocząć.
    – A Ty Mateusz jak jesteś daleko?, może pomóc Ci w czymś?
    – Nie dziękuję, zaraz też będę gotowy. Dochodzi dziewiąta, pewnie Rafał z Ritą też zaraz zejdą.
    Po chwili zeszli. Jacy wystrojeni. Rita w wizytowej bardzo krótkiej seksi sukience, dodatkowo z obrożą na szyi i prowadzona na przypiętej do niej smyczy przez swojego Rafała.
    – Bardzo się cieszę, że też jedziecie z nami. Nie znałabym tam przecież nikogo, no oczywiście oprócz Matiego. Pierwszy raz ich zobaczę, żebym tylko czegoś nie palnęła, nie mam przecież zupełnie doświadczenia w tych wszystkich praktykach BDSM, obejrzałam kilka filmów z tego rodzaju, praktyki jedynie tyle co tutaj z nami. Jak oni wszyscy mnie przyjmą.
    – Nie przejmuj się Paula tym wszystkim zupełnie, będziesz przecież tam najważniejszym VIP – em. Dziewczyna i po niedługim czasie przemianowana na narzeczoną młodego Panicza, nikt nawet krzywo na Ciebie nie spojrzy.
    – Ale czy się jeszcze im spodobam, szczególnie rodzicom Mateusza?
    – To na pewno. Jesteś śliczna, jego tata też gustuje jedynie w grubaskach, Twoja przyszła teściowa też jest otyła. Do tego jesteś bystra, miła, inteligentna, i z poczuciem humoru. Jestem pewna, że Cię tam wszyscy zaakceptują oraz bardzo polubią.
    – Wobec tego bardzo się cieszę, uspokoiłaś mnie zupełnie.
    – Jesteśmy już gotowi, teraz torba i możemy schodzić do samochodu. Masz wszystko spakowane Paulinko? To jeszcze tylko przypnę Ci smycz.
    – Chyba tak, kilka razy sprawdzałam. No to schodzimy.
    Wsiedliśmy wszyscy i ruszamy, dobrze że Ritka uspokoiła mnie, będę tam swobodniejsza, chociaż troszkę tremy, to jeszcze mam.
    Wyjechaliśmy już na dalekie przedmieścia.
    – Paulinko, weź mój telefon i z ulubionych kontaktów wybierz ten zapisany jako „Tata”, oraz wyślij tam SMS – a, o treści „Dojeżdżamy”
    Wysłałam jak kazał. Poczułam rumieńce na policzkach. Naraz w oddali widzę otwierającą się jedną z bram. Tam właśnie wjeżdżamy. Wysiadamy. Nagle zauważam mężczyznę w średnim wieku ubranego bardzo elegancko i prowadzącego na smyczy nagą bardzo puszystą kobietę. Mati szepnął mi tylko, to moi rodzice. Kiwnęłam tylko, że zrozumiałam. Najpierw Mateusz przywitał się z rodzicami. Zaraz też przedstawił im mnie.
    – Mamo, tato – poznajcie to jest właśnie Paulina, moja dziewczyna. Paulinko, to są moi rodzice, tata Marek i mama Marta.
    – Miło nam Cię poznać Paulinko, Mateusz nam dużo mówił o Tobie, ale nie myśleliśmy że jesteś aż taka śliczna, widzieliśmy Cię tylko na zdjęciach, widocznie jednak fotograf był marny.
    – Bardzo dziękuję, cieszę się że Wam się aż tak podobam. Państwo też wyglądacie super.
    Rodzice Mateusza też przywitali się jeszcze, ze swoimi poprzednimi sąsiadami, Rafałem i Ritą.
    – Cieszę się, że też przyjechaliście. Pozostali goście także już są. Idźcie się teraz przebrać i zaraz wszystkim przedstawimy nasza uroczą przyszłą synową.
    Poszliśmy do Pokoju Mateusza, gdzie śpi gdy zdarza mu się nocować u rodziców. Rita rozebrała się do naga, została tylko w samych pończochach na pasku i wysokich szpileczkach. No i ta obroża ze smyczą. Ja ubrałam bardzo elegancka seksi sukienkę, jednak i tak wszystko było mi widać. Po chwili rodzice przyszli po nasza czwórkę i zaprowadzili nas do dużego salonu, gdzie oczekiwała już reszta zaproszonych gości.
    – Przedstawiam Wam dziewczynę młodego Panicza, przyszłą synową, będziecie bowiem wszyscy świadkami ich zaręczyn na zorganizowanej z tej okazji imprezie. Poznajcie ją, to jest Paulina. A Ty Paulinko od tej chwili czuj się już tutaj jak u siebie w domu. Bawcie się wszyscy dobrze, a tymczasem moja żona zaznajomi ją z naszym domem, pokażę wszystko i przekaże co powinna wiedzieć o swojej tutaj roli, obowiązkach jak i przywilejach. Potem nastąpią uroczyste ich zaręczyny. Idź teraz Paulinko do domu z moją żoną.
    Poszłyśmy.
    – Najpierw Paulinko zwiedzimy sobie dom. Od tej chwili cały jest do Twojej dyspozycji, nie ma w nim miejsca, gdzie nie miałabyś wstępu.
    – Proszę Pani, ale czy ja zasłużyłam od razu na takie względy?, tyle zaufania?
    – Przede wszystkim żadna, ze mnie Pani, przyzwyczajaj się zwracać już do mnie mamo. Poza tym jestem taką samą suką i niewolnicą jak i Ty. Obie byśmy zostały bardzo surowo ukarane, gdyby któryś z mężczyzn usłyszał, że tytułujesz mnie Panią. Twoje obowiązki tutaj, to bycie pierwszą niewolnicą swojego Pana, a d**gą mojego Pana męża. Mateusz będzie mnie miał tak jak dotychczas za swoją d**gą niewolnicę, mąż pierwszą. Będziesz też równą mi tutaj gospodynią we wszystkim, razem będziemy przygotowywały posiłki, gdy tutaj przyjedziecie. Pamiętaj jesteśmy obie równe sobie, w takiej samej hierarchii. W każdej chwili masz prawo wziąć sobie z lodówki, to wszystko na co tylko będziesz miała ochotę, możesz jeść zawsze wszystko i tyle ile chcesz. Nawet np. kilo szynki, o ile byś miała na nią ochotę.
    – Mamo, ale przecież właściwie mnie nawet nie znacie, czy nie obdarzyliście mnie zbyt dużym zaufaniem?, nie boicie się np. że Was okradnę?
    – Oj Paulinko, czy Ty myślisz, że powierzyłabym swojego Mateuszka komuś obcemu i nie godnemu zaufania? Jesteś bardzo dokładnie rozpracowana, mamy swoich informatorów, wiemy o Tobie wszystko. Chyba znasz tylko Rafała i Ritę, jest jeszcze koleżanka z Twojej pracy Justyna. Widziałaś ją pewnie wśród zaproszonych gości, klęczała z obrożą na smyczy po lewej stronie koło swojego Pana męża. Innych pewnie nie znasz, ale notowania Twoje tutaj są bardzo wysokie i ciągle szybko rosną, nawet lawinowo rosną. A jestem pewna, że jutro po zaręczynach będą już na samym szczycie. Każdy tylko bardzo Cię chwali. Wiem że z nikim nie romansujesz w pracy, jesteś pilna i bardzo pracowita, zawsze pogodna i uśmiechnięta. Miałam ciągle zdawane relacje od Justyny. Na każdym kroku byłaś obserwowana nawet o tym nie wiedząc. Wiemy o Tobie z pewnością nie mniej niż Ty sama o sobie. Nie dziw się więc, że tak zostałaś tutaj przyjęta. Nawet wiem, że obrożę na opcję stałą, bez możliwości uwolnienia się już z niej przyjęłaś po kilku chwilach, gdy mój Mateuszek zapiął Ci ją na pierwszy zatrzask. Ja na ten krok zdobyłam się dopiero po tygodniu od założenia mi przez męża, obie jesteśmy już dożywotnio ich uległymi i niewolnicami. Rita wiem, że ma tylko skórzana obrożę zdejmowaną po naszych imprezach czy zlotach. Wiem też wszystko dokładnie o tym jak się poznaliście, jak pozwalałaś mu się gwałcić publicznie w pociągu, o tej niby ciąży i że za nic, nie zdobyłabyś się na zamordowanie Waszego dziecka, a naszego wnuka lub wnuczki. Odpowiedz więc sobie sama szczerze, czy za mało Cię poznaliśmy? I jeszcze jedno, pewnie nawet najważniejsze. Jestem pewna, że przy Waszym ślubie nie stracę synka, ale zyskam jeszcze dodatkowo przeuroczą córeczkę. Jesteś tutaj pełnoprawną gospodynią w swoim domu. Wiem też, że nie poszłaś na łatwiznę, nie kupiłaś mrożonych pierogów z marketu, tylko sama zrobiłaś pyszne dla Naszego Mateuszka. To chyba wszystko jest już dla Ciebie zupełnie jasne? To wszystko dokładnie świadczy o Tobie jaka jesteś Paulinko. Masz może jeszcze jakieś pytania?
    – Nie mam mamusiu, znam tutaj swoją rolę, muszę być przede wszystkim całkowicie posłuszna Mateuszkowi, potem Twojemu mężowi. Oni za mnie we wszystkim decydują.
    – Dokładnie tak, cieszymy się, że jesteś taką bardzo rozgarniętą dziołchą. Pamiętaj, że chłostę otrzymujemy tutaj często, czasami zupełnie bez powodu, zawsze nago. Zresztą tylko na początku możesz być tutaj w cokolwiek ubrana, nie chcieliśmy Cię od razu przy tylu gościach zawstydzać, jednak od chwili gdy przyjmiesz oświadczyny, to będziesz już tutaj zawsze tylko nago. Nie ma limitu w ilości stosunków, w każdej chwili masz mieć ochotę na seks, i to taki jaki Mateusz lub mój mąż, a także osoby którym będziesz do seksu oddana będą mieli ochotę. Na ich życzenie, będziemy musiały także między sobą uprawiać seks lesbijski. Mam nadzieję, że Ci się podobam i nie będzie to dla Ciebie żadnym problemem?
    – Oczywiście mamusiu, że mi się podobasz, będę robiła z Tobą wszystko co każą. Zresztą wiesz też z pewnością, że miałam taki mały epizodzik lesbijski z tą naszą sąsiadką Ritą.
    – Oczywiście, że wiemy i o tym. Wszystko więc już sobie wyjaśniłyśmy w każdej chwili zresztą, gdybyś czegoś nie wiedziała, możesz się mnie o wszystko zapytać, wymienimy się też potem numerami telefonów. Teraz możemy chyba już wracać do gości. Mateuszek zaraz Ci się oświadczy. Sprawę z obrożą mamy już całkowicie zamkniętą, jesteś już na zawsze jego uległą i niewolnicą. Pozostały tylko oświadczyny i będziemy mogli oficjalnie i na poważnie zacząć przygotowania do Waszego ślubu i wesela. Jak pewnie wiesz wstępna data jest wyznaczona na święta Bożego Narodzenia.
    – Tak mamusiu, chodźmy już więc do gości, bo pewnie się niecierpliwią.
    Idziemy więc do głównego dużego salonu.
    – Wyjaśniłam jej wszystko bardzo dokładnie, zresztą to bardzo bystra dziołcha, w lot wszystko pojmuje. Możemy więc zaczynać. Stanęłam na środku salonu, mile się uśmiechając do wszystkich. Mój Mati podszedł do mnie. Przyklęknął i usłyszałam.
    – Paulinko, kochana moja, czy zgadzasz się wyjść za mnie?, zostaniesz moją żoną?
    – Chcę, oczywiście że chcę, Ty mój Mateuszku kochany.
    Wstał i wyjął z kieszeni małe pudełeczko, otworzył i ukazał się śliczny złoty pierścionek z zielonym oczkiem. Był naprawdę prześliczny. Zaraz też miałam go już na palcu. Otrzymaliśmy gromkie brawa.
    – Dziękujmy bardzo wszystkim za przybycie, że byliście świadkami naszych zaręczyn i wraz z nami cieszycie się z naszego szczęścia. Korzystając z okazji, chcemy was powiadomić, że ślub planujemy na święta gwiazdkowe. Za rok, gdy skończę studia, Paulinka przestanie brać pigułki i liczymy, że powiększy się nasza rodzina. Na teraz zaplanowałem, żeby każdy z obecnych dał mojej żonie i mamie tyle mocnych klapsów na gołe pupy ile sami będziecie chcieli, po nich zostaną umocowane w dybach i przeze mnie i mojego tatę porządnie wychłostane rzemienną dyscypliną. Potem chętni będą mogli je ruchać, podczas gdy pozostałe obecne tutaj niewolnice zajmą się kończeniem przygotowania i podawaniem obiadu. Paulinko, teraz zupełnie zdejmę już z Ciebie to kuse wdzianko i będziesz wraz z mamą podchodziła do każdego z obecnych mężczyzn nago po solidne klapsy. Gdy dostaniecie od wszystkich, to stań przy dybach, zostaniesz w nich unieruchomiona i porządnie wychłostana, po Tobie mama.
    Zdjął ze mnie te ostatnie łaszki i zostałam już na zawsze naga. Podchodziłam do każdego z obecnych, dostawałam dłońmi mocne klapsy w tą moją pulchniutką dupkę. Na koniec pupa była już cała bardzo czerwona i gorąca. Byłam jak w jakimś transie, nie kontaktowałam za bardzo co się dzieje. Stanęłam przy dybach. Zostałam przez Mateusza i tatę porządnie do nich przywiązana i zaczęło się lanie, bili całym zamachem. Ale nie czułam już bólu, tylko olbrzymie podniecenie i trochę wstydu, ale ja już bardzo polubiłam się wstydzić. Miałam też w trakcie tego lania kilka błogich orgazmów. Było cudownie. Nagle przestali mnie bić. Kątem oka dostrzegłam mamę stojącą przy dybach, ona też czekała na swoją porcję batów, widziałam jej zamglony wzrok, też pewnie za bardzo nie wiedziała co się z nią dzieje. W międzyczasie zostałam odwiązania i mogłam odpocząć w miękkim, wygodnym fotelu. Po chwili widziałam jak sieczą całym zamachem mamy pulchniutką wielką pupę. Powoli dochodziłam do siebie. W tym czasie skończyli z mamą i mogła odejść uwolniona z dybów. Zaraz ustąpiłam jej miejsca w fotelu. W tej chwili też Mateuszek kiwnął na mnie palcem, że mam podejść.
    – Teraz Paulinko zostaniesz tutaj porządnie zaraz wyruchana. Ja zacznę od pipy, a w tym czasie tata będzie ruchał Cię w tyłek, jak obaj spuścimy się w Tobie, to będzie zmiana, tatuś do pizdy, a ja w tą zlaną i gorącą pupę.
    W międzyczasie tata nawilżał sobie chuja, a Mati wjechał mi na stojąco w pipę, po chwili tatuś załadował mi chuja z d**giej strony do pupy. Tak byłam z obu stron ruchana, ledwo stałam na nogach, a z pipy to śluz kapał mi już przez cały czas. Gdyby mnie nie przytrzymywali z dwóch stron, to pewnie bym upadła. Cała byłam jednym pulsującym orgazmem. Wreszcie spuścili się we mnie jednocześnie. Wyszli i zostałam odwrócona. Po chwili usłyszałam.
    – No córeczko, kochana, nareszcie będę mógł skorzystać z Twojej gościnnej pizdeczki.
    Byłam całkowicie otwarta, nawet nie poczułam kiedy już cały był we mnie i zaczął mnie ruchać. W tym czasie Mateusz nawilżył sobie tego swojego wielkiego chuja, chociaż nawet nie wiem czy była taka potrzeba, w pupie już też byłam zupełnie mokra od wlanej tam spermy. Znowu zaczęli razem mnie ruchać, całować, zaczął się jeden wielki orgazm, odchodziłam od zmysłów. Wreszcie znowu skończyli, to był chyba taki mój chrzest w nowym domu.
    – Teraz Paulinko idź do pozostałych czekających na Ciebie Panów, każdemu masz się dać naruchać do woli, i to w dziurę, która on sam wybierze. Mama już z pewnością odpoczęła, więc teraz ja weźmiemy pomiędzy siebie. Funkcjonowałam chyba jak po jakiś narkotykach, zupełnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przez cały czas byłam ruchana, czasami w jedną, a innym razem w obie, a nawet trzy dziury. Byłam też jeszcze w międzyczasie bita po dupie. Przestali gdy pozostałe niewolnice zaczęły znosić obiad na stoły. Mateuszek wziął mnie za rękę i zaprowadził do jednego z foteli przy głównym stole. Usiadłam, a on też zaraz usiadł na d**gim.
    – Mam nadzieję kochana, że to wszystko bardzo Ci się podobało, jestem naprawdę dumny z Ciebie. Teraz musimy się jednak posilić, jedz skarbie wszystkiego do woli, na co masz tylko apatyt. Co Ci nałożyć najdroższa?
    – Bardzo mi się to wszystko podobało, jestem przeszczęśliwa, że zorganizowałeś to wszystko dla mnie z tatusiem. Czuję się w pełni zaspokojona i wykorzystana, tak właśnie jak lubię. Też już bardzo zgłodniałam, muszę nabrać sił by dalej Wam służyć. Nałóż mi proszę tego ryżu z sosem grzybowym, do tego z każdej sałatki po trochę spróbuję i kawał tego apetycznego prosiaka z różna. Do tego kieliszek czerwonego wina poproszę.
    – Cudownie kochana, bardzo się cieszę, że czujesz się tutaj tak swobodnie, pamiętaj że jesteś u siebie. Odepnę Ci teraz tą smycz, żeby Ci w jedzeniu nie przeszkadzała. Bardzo lubię jak jesz tak wszystko z apetytem.
    Wszystko było przepyszne. Nigdy takich smakołyków nie jadłam. Gdy kończyliśmy tatuś wstał i zadzwonił łyżeczką o brzeg garnuszka.
    – Moi mili goście, mam nadzieję że wszystkim bardzo smakowało, wznieśmy teraz toast za naszą nową uległą i jednocześnie narzeczoną Panicza Mateusza. Obrożę dostała wcześniej, już w domu. Nie odbyło się to tutaj przy Was, ponieważ jej Pan zadecydował, że to jest ich bardzo prywatna, osobista i intymna sprawa, jednak od tamtej chwili jest jego uległą, przyjmijmy więc ją tutaj do naszego grona uległych. Sami się już zresztą przekonaliście, że zna doskonale swoją rolę jako uległa. Byliście też świadkami ich zaręczyn. Od tej chwili jest tutaj pełnoprawną gospodynią.
    To chyba tyle w celu wyjaśnienia, a teraz wypijmy za naszą Paulinkę i cieszmy się ich szczęściem.
    – Gorzko, gorzko, gorzko.
    Mateusz wziął moją buzię i zaczęliśmy się bardzo czule i namiętnie całować. Oczywiście z języczkiem i w ślinę. Wreszcie i Mateuszkowi zabrakło powietrza. Wzięliśmy kieliszki i wypiliśmy ten toast. Oczywiście zaraz też znowu uzupełnił nasze kieliszki i wzniesiono lody. Apetyt miałam wyborny, te lody też były z jakimś alkoholem, ale wszystko bardzo dobrze dobrane i pyszne. Nie mogę się jednak aż tak teraz objadać, podwieczorek kojarzy mi się przecież z tortem. Nareszcie obiadek jakoś dotarł do końca.
    – Jak wszyscy wiecie Paulinka dopiero od niedawna zaczęła zdawać sobie sprawę, ze swojej potrzeby bycia uległą i nie ma w tych sprawach dużego doświadczenia. Proponuję by teraz zrobić dla niej pokaz. Niech każdy tresuje po kolei swoją niewolnicę, tak jak najbardziej lubi, a Paulinka niech dokładnie to wszystko obserwuje i się uczy. Wiem jednak że ktoś może dojść do takiego podniecenia, że chciałby jeszcze i z niej skorzystać, wolno mu. Nastawmy się jednak na to, że będzie to jednak głównie dla niej pokaż, bądźmy sobą, nie wstydźmy się jej, ani tego co robimy, ona jest już jedną z nas. Zaczął się pokaz, mnie to wszystko też już bardzo podnieca, nawet takie rzeczy bardzo rzadko spotykane. Wszystko oglądałam z dużą ciekawością i podnieceniem. Wreszcie przyszła też kolej na tą moją koleżankę z pracy, Justynę. Była bardzo zawstydzana i poniżana. Miała przy wszystkich zrobiona lewatywę na dużej folii rozłożonej na podłodze. Potem jej Pan zaczopował jej pupę dużym korkiem analnym z ogonkiem, oraz prowadził ją pomiędzy obecnymi. Co chwilę dostawała jeszcze przy tym mocnego klapsa w pupę. Po około dziesięciu minutach Pan kazał jej odwrócić się tyłem do wszystkich i wyjął z pupy korek analny. Fontanna wody wraz z kupą zaczęła wypływać na folie, a gdy wszystko wypłynęło.
    – Teraz usiądź się kurwo w tych gównach, które przed chwilą wysrałaś.
    Jedliśmy przez cały czas dużo, więc i dużo kupy z jej pupy wyleciało. Po chwili usiadła na samym środku tej kupy, tam gdzie jej było najwięcej.
    – Jeźdź teraz dupą w tych gównach, ugniataj je zadem mocno.
    Ale mi się to spodobało. Będę musiała poprosić Mateuszka, by i mi zaaplikował takie doświadczenie publicznie, przy widzach w czasie zlotu. Ale też wstydu się tam najem przy wszystkich. Będzie cudownie.
    Były też i inne pokazy, np. z wyparzaniem pośladków, przypalaniem ich, dotykaniem – prasowaniem gorącym żelazkiem, czy przypalaniem papierosami, dużo polewania woskiem. Byłam niesamowicie tym wszystkim podniecona. Dobrze, że i mnie co jakiś ktoś czas przekładał mnie sobie przez kolano i bardzo lał po gołej dupie, do tego byłam jeszcze kilka razy wyruchana. Wreszcie koniec.
    – Myślę, że z tych wszystkich wrażeń każdy porządnie zgłodniał, zapraszamy do tortu.
    Dwie z niewolnic szybko pokroiły tort.
    – Ja też chciałabym wznieść toast za moją przyszłą nową uroczą córeczkę. Nigdy nie marzyłam sobie nawet, że Mateuszek znajdzie sobie aż taką cudowną i bardzo uległą dziewczynę, urodzoną masochistkę. Cieszcie się proszę wszyscy moim szczęściem, no i mojego synka też, cieszmy się ich miłością. Wypijmy za Paulinkę i Mateuszka.
    Zaraz usłyszeliśmy jeszcze.
    – Gorzko, gorzko, gorzko – tak długo, aż pozwolimy Wam przestać.
    Mateusz przywarł ustami do moich ust, język mi włożył głęboko do buzi. Jednocześnie całując się z języczkiem włożył mi przy wszystkich palec do pizdy, ja stanęłam trochę w rozkroku, żeby ułatwić mu głęboką penetrację mnie. Przez cały czas całowaliśmy się, a jednocześnie brandzlował mi pizdę. Doszłam na oczach wszystkich.
    – Pocałunek zaliczony, możemy wznieść toast.
    Wypiliśmy i dobrałam się do tortu. Nie był mdły, kawowy, taki jak lubię. Mateusz zorientował się że mi bardzo smakuje, od razu dołożył mi więc sam jeszcze d**gi kawałek. O boże, wiem że na kolację jeszcze będzie golonka. Chyba pęknę. Ale i tak jem dalej, za bardzo mi smakuję.
    – Teraz poprosimy fotografa, to będą pierwsze tutaj zdjęcia przyszłej młodej pary.
    Zaczęła błyskać lampa, a ja z pełną buzia, kremem na ustach. Prawdziwy paczuszek. Będzie miła pamiątka.
    – To teraz może znowu trochę seksu. Proponuję by niewolnice zaczęły uciekać, chować się gdzieś po kątach, a jak któryś z Panów taką złapie, to niech ją rucha do upadłego. Pisków i śmiechów nie było końca, a w końcu z każdej strony było słychać jęki ruchanych suk. Jak ktoś był niezadowolony, to suka lądowała w dybach i brała tęgie baty w pupsko. Tak zeszło nam do kolacji. Ten seks znowu spowodował że zgłodnieliśmy. Ledwo usiedliśmy przy stole i od razu półmisek z golonkami znalazł się koło nas.
    – Szkoda, że nie wpadłam na pomysł by dzisiaj zważyć się w domu, jestem bardzo ciekawa ile przybrałam na wadze, hi, hi, hi….
    – Może tam odrobinę, wcale tego nie widać. Zresztą ślicznie i kwitnąco wyglądasz, przecudnie i te dwa wielkie doje leżące przed Tobą na stole. Koniecznie muszę mieć takie zdjęcie jak tutaj razem siedzimy.
    – Zawołaj więc tego fotografa, niech nam zrobi, a potem je damy oprawić i powiesimy gdzieś w kuchni.
    – Tato, przyprowadź proszę fotografa, niech nam tak tutaj jeszcze zrobi fotkę, jak się opychamy tą goloneczką, i z Paulinki wielkimi wymionami leżącymi swobodnie na stole.
    Zrobił kilka, potem wybierze się to najlepsze.
    Zjadłam oczywiście całą.
    – Jak wszyscy zjedli, to i ja chciałbym wznieść toast, za tą moją śliczną narzeczoną. Paulinko, dziękuję Ci że jesteś. Bądź radością nas wszystkich. Wypiliśmy już bez całowania.
    – Jak wszyscy są najedzeni, to zapraszamy na zabawę przed domem. Będą sztuczne ognie, fajerwerki i ganianie gołych bab batami po sadzie, do tego dużo pisków, śmiechu i odgłosów chędożonych dziwek. Ja także goła wybiegłam do sadu, próbowałam się schować za drzewem, ale mnie oczywiście znaleźli i dyscypliną wysiekli mi tyłek. Potem oparta o drzewo musiałam jeszcze dawać dupy, każdemu kto jeszcze miał siłę i ochotę. Znalazło się kilku, do domu wracałam już zupełnie po ciemku na ugiętych nogach, ale było warto. Impreza dobiegała końca.
    – Teraz może ja jeszcze chciałabym wznieść ostatni toast. Wypijmy za Was wszystkich, za to że przyjęliście zaproszenie i zjawiliście się tutaj. Chciałabym Wam za to gorąco podziękować, a także że tak chętnie przyjęliście mnie do Waszego grona, że mogę być jedną z Was. Niestety wszystko co dobre zbyt szybko się kończy, ale mam nadzieję że niedługo się znowu spotkamy. Wasze zdrowie mili gospodarze i goście.
    Znowu wypiliśmy. Każdy był widać zmęczony dzisiejszym dniem, ale na pewno szczęśliwy i zadowolony. Pomału zaczęliśmy się żegnać że wszystkimi. Prawie po każdego ktoś przyjechał, pojutrze przecież do pracy. Tylko niewielu wracało taksówkami.
    Wreszcie podeszła też do mnie i Justyną, ta koleżanka z pracy.
    – Tylko nie mów w pracy jak przyjdziesz, że też byłam u Ciebie na tych zaręczynach. Zaraz by się wszyscy pytali jak było, a ja bym chyba umarła że wstydu, jakby się wydało, że musiałam usiąść pupą w swojej kupie. Wiedziałam, że to będą Twoje zaręczyny, ale mąż zadecydował że przyjedziemy. Z czasem zaczęłam się domyślać, że to chyba Ty wchodzisz do tej rodziny, aż nagle mąż kiedyś pokazał mi Twoje zdjęcie i kazał mi śledzić Cię w pracy, dowiedzieć jak najwięcej o Tobie. Przepraszam Cię bardzo, że Cię szpiegowałam, ale musiałam, takie dostałam polecenie. Twoja przyszła teściowa bardzo się rozpytywała wszędzie o Tobie, chciała wszystko wiedzieć. Znałam Cię już jakiś czas, wszystko dokładnie powiedziałam, ale i nadal śledziłam. Zauważyłam jak bardzo się zmieniasz, jaka jesteś szczęśliwa w tym związku, widziałam ile dla siebie znaczycie. W samych superlatywach wypowiadałam się o Tobie, że lepszej kandydatki na synową, to już z pewnością nie znajdzie. Zresztą wszyscy o Tobie mieli podobne zdanie. Bałam się tylko tego spotkania tutaj. W pracy nie dajmy poznać po jaka tajemnica nas łączy. Po co mają się o tym dowiedzieć, i tak tego nie zrozumieją.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paulina, transseksualna masochis
  • Paulina, we wladzy meza. 7 cz.5

    – Oczywiście Justynko, że nic nie powiem. Rozpracowałaś mnie przecież, więc wiesz jaka jestem. Możesz spać spokojnie. A tak swoją drogą, to bardzo spodobała mi się ta lewatywa i ta cała reszta, łącznie z Twoim siadaniem w kupie. Bardzo się tym podnieciłam i obiecuję Ci że poproszę mojego Mateusza, by też poddawał mnie takim praktykom. On jest naprawdę kochany, zrobi dla mnie wszystko i obiecuję Ci, że na zlocie zobaczysz mnie publicznie w takiej samej sytuacji. Musimy się jeszcze tylko wymienić telefonami. Byłoby mi miło, jakbyś co jakiś czas wpadała do nas z mężem. Nad nami zapewne wiesz mieszka Rafał z Ritą. Możemy się czasami wspólnie spotykać na dręczenie, bicie i poniżanie niewolnic, bo o gwałtach nie wspomnę.

    – Cieszę się że taka jesteś, wiem że mogę spać spokojnie, chociaż nie wiem jak ja się po tym wszystkim wyśpię, pojutrze przecież do pracy.
    – No to Ci szczerze współczuję, ja jutro i wtorek mam wolne. Wiem, że zostaniemy naprawdę dobrymi przyjaciółkami, chociaż w pracy, to tak raczej stopniowo zacieśniajmy nasze koleżeństwo, nie muszą wszyscy o wszystkim wiedzieć. My śpimy tutaj, dopiero w poniedziałek planujemy wrócić do domu. Wiem, że mój przyszły teść będzie chciał jeszcze się bardzo nacieszyć też swoją nową, chociaż jako jego d**gą niewolnicą. Dzisiaj już pewnie za dużo nie zwojują, ale jutro to już pewnie z pizdy zrobią mi wiatrak. Dopilnuję też byś dostała na e-maila fotki z dzisiejszej imprezy na których jesteś.
    – To jeszcze raz dziękuję Ci bardzo za wszystko kochana.
    – No ja Tobie też, szczególnie za Twoje opinie na mój temat, które do teściowej trafiły.
    – Nie musisz, mówiłam zresztą samą prawdę, tak samo jak inni. To głuchnij mi teraz i zapiszemy w komórkach swoje numery.
    – Robi się kochana, zapisz od razu i wyśpij się na pojutrze do pracy, a potem mi zadzwoń co było w pracy, bo pewnie będą komentować, jak tam się Paulinka bawi na imprezie, że dopiero w środę do nich dołączy.
    Wreszcie pojechali wszyscy. Ale jestem padnięta.
    – Paulinko, córciu. Dzisiaj dajmy już sobie spokój ze sprzątaniem. Powłóczyłam Wam świeżą pościel. Pamiętasz który jest pokój Mateuszka. Łóżko nie jest za szerokie, ale się tyle wyśpicie, a jutro pojedziemy kupić nowy szeroki narożnik i jakieś meble. Musisz mieć tu też przecież kilka półek i jakąś szafę dla siebie. Tylko pamiętaj przyjdę obudzić Cię rano, musimy ogarnąć tutaj porządki, a teraz tylko prysznic i idź już też do spania.
    – To jeszcze raz bardzo dziękuję za Wszystko mamusiu i dobranoc.
    Podeszłam i ucałowałem ją jeszcze. Dała mi jeszcze tylko mocnego klapsa w pupę i poszła do siebie. Ja też od razu do naszego pokoju po nocną koszulę.
    – No jesteś już skarbie, czekałem na Ciebie. Chodźmy tylko pod prysznic i zaraz do spania.
    Tym razem tylko szybko wzajemnie się umyliśmy i wytarliśmy. Ubrałam nocną koszulę, on samą bluzę od piżamy i wyszliśmy z łazienki. Mama akurat czekała, aż wyjdziemy bo też się chciała wykąpać. Spojrzała, że ja jestem w samej króciutkiej nocnej koszuli z koronki, on jedynie w bluzie od piżamy, ale nie skomentowała tego. Ja zresztą też się domyśliłam, że za punkt swojego honoru będzie chciał ten cudowny dzień skończyć w mojej pipie. Ale co mi tam, pizda nie mydło, nie wymydli mi się przecież. Niech sobie jeszcze porucha, ja zresztą też nigdy nie mam dosyć. Położył się na mnie, pomiędzy moimi nagimi i zaraz ten jego stojący drąg miałam już w środku. Całowaliśmy się jeszcze i po pięciu minutach czułam się znowu wyruchana. Jak on to robi, że mi tak zawsze dogodzi? Jeszcze poleżał na mnie chwilę i położył się obok.
    – To był dzisiaj cudowny dzień, wyśpij się dobrze kochana. Dobranoc.
    – Ty też. Ja też Ci bardzo dziękuję za niego. Dobranoc.
    Musiałam obrócić się na bok. Wtedy przytulił się do mnie i usnął z ręką na mojej pipie. Też zresztą po chwili już spałam.
    Rano obudziłam się porządnie wyspana i wypoczęta. Po chwili weszła teściowa.
    – Wyspałaś się dobrze kruszynko?
    – Tak mamo, dziękuję. Ja może będę znosiła wszystko do kuchni, Ty opłucz z wierzchu i układaj w zmywarce. Potem poznosimy całą resztę wszystkiego do kuchni.
    Zdjęłam koszulę i obie nago poszłyśmy do kuchni. Pomogłam jej tylko trochę poustawiać wszystko na szafce żebym miała gdzie resztę ustawiać i z tacą poszłam do salonu zbierać co tam jeszcze zostało. Obróciłam tak jeszcze kilka razy.
    – Umyj podłogę, tata już się obudził, woła mnie bo chce sobie poruchać.
    – Dobrze mamo idź, ja tutaj sobie poradzę.
    Nabrałam wody do wiadra, wlałam trochę płynu, zmoczyć mopa i wzięłam się za mycie. Naraz słyszę świsty, do tego ciche pojękiwanie mamy, boli, boli, boli. A więc najpierw jeszcze ją leje. Nie będę jednak przecież podsłuchiwała. Chyba z dziesięć minut i podłoga już była cała umyta. Akurat jak wylewałam wodę z wiadra, ledwo usiadłam na chwilę odpocząć weszła mama.
    – Idź jeszcze teraz Ty do taty, Ciebie też chce.
    Poszłam więc zaraz. Dyscyplina leżała na stole koło fotela.
    – No jesteś już córeczko, teraz Ty też przełóż się na oparciu fotela z ładnie wypiętą pupą, najpierw jeszcze Cię spiorę.
    Byłam nago, więc od razu przełożyłam się jak kazał z rękoma na oparciach i czekałam na baty. Zaczął mnie bić.
    – Ach tato, boli, boli. Ale mnie bijesz, tak boli.
    Nie zważając na moje narzekania lał mocno pupsko, aż znowu chuj porządnie mu stanął.
    – Połóż się teraz na łóżku z dużą poduszką pod dupą, wtedy chuj głębiej Ci wejdzie.
    Położyłam się dokładnie tak jak kazał. Uniosłam mocno na boki rozchylone nogi i położył się na mnie. Od razu miałam w środku chuja. Wiedział że jestem już wilgotna po laniu jakie mi dał. Mati też zawsze lubi mnie tak ruchać, pewnie nie raz widział jak tato rucha mamę, a i sam też na niej z pewnością ćwiczył swojego kutasa. Zrobił mi dobrze, od samego rana już doszłam dwa razy. Zszedł ze mnie, a ja poszłam pomóc mamie przy śniadaniu. Tyle wszystkiego zostało, że tylko odgrzewać. Po śniadaniu jeszcze raz musimy załadować zmywarkę. Śniadanie jest już na stole.
    – Marku chodź jeść, póki wszystko jest jeszcze ciepłe.
    – A Ty Paulinko nie budzisz Mateuszka?
    – Nie mamuś, niech sobie śpi. Jak wstanie to mu odgrzeje.
    – Bardzo się nam podoba, że tak dbasz o niego. Trafił lepiej z Tobą, jak milion w totolotka.
    Zjedliśmy i poszłam zobaczyć czy już wstał. Nie spał, leżał tylko sobie.
    – O widzę, że już od rana pupa znowu czerwona.
    – Tak skarbie. Tata dał mi lanie i mnie już od rana wyruchał.
    – No to i ja Cię po śniadaniu zaliczę. A Ty już zjadłaś kochana?
    – Tak, ubierz się tylko i przyjdź do kuchni, zaraz Ci coś zagrzeje.
    Odgrzałam mu kawał kiełbasy, do tego dałam jeszcze chleba z masłem i pomidorem. Zjadł szybko.
    – Teraz skarbie jeszcze tylko Cię spiorę i wyrucham. Potem pojedziemy kupić ten narożnik i jakieś porządne meble, mama już z resztą w kuchni sobie poradzi. Przynieś mi tutaj dyscyplinę i kładź się na taborecie. Pobiegłam do naszego pokoju po dyscyplinę i zaraz byłam z powrotem. Ułożyłam tylko poduszkę na taborecie i zaraz przełożyłam się na nim. Dostałaś już widzę trochę, ale Ci jeszcze poprawię.
    Zaczął mnie lać. Znowu doszłam, ledwo poczułam pierwsze baty.
    – To usiądź mi się teraz na chuju i jedź.
    Ale on ma dużego, wypełnia mnie całą. Doszedł po chwili.
    – Ubierz się i zaraz jedziemy.
    Poszłam ubrać jedną z moich nowych sukienek. Bałam się tylko czy mi nie będzie widać pupy. Nie przepadam, żeby tak paradować po sklepach z pupą na wierzchu, tym bardziej, że jest jeszcze czerwona, świeżo po dwóch laniach. Matiemu akurat to się jednak w tej sukience bardzo podobam.
    – Tato jedziesz z nami?
    – Nie, jestem zmęczony. Kupcie sami to, co się Wam będzie podobać. Ja sobie odpocznę.
    Pojechaliśmy więc. Wybór był duży, ale mi akurat jeden szeroki narożnik się bardzo podobał. Potem poszliśmy rozejrzeć się za jakimś kompletem mebli. Wszystko wybrane. Zapłacił za wszystko i poszliśmy zamówić transport. Mają przywieźć za około pięć godzin. Wracamy więc szybko do domu, żeby zrobić miejsce w pokoju. Dobrze, że nie trzeba gotować obiadu, odgrzeje się tylko golonki z kapustą i do wyboru ryż albo makaron. Z tym mama sobie poradzi. My musimy tylko wynieść tą starą leżankę i szafę gdzieś na dół do piwnicy. Ta szafa przyda się jeszcze Mateuszowi na narzędzia, leżankę też się wstawi do warsztatu, jak Mateusz czy tata będą chcieli sobie którąś z nas poruchać, to będą mogli nas tam brać od razu. Tak sobie zaplanowali. Jakoś do obiadu udało się nam wszystko poznosić. Oni tam jeszcze w piwnicy wszystko ustawiali, a mi zostało zrobić porządek w pokoju. Dokładnie wszystko pozamiatać, umyć podłogę i ściany, szczególnie tam gdzie stała leżanka i szafa. Wszystko dokładnie umyłam, otworzyłam okno i drzwi żeby porządnie przeschło. Potem poszłam do mamy zobaczyć jak tam stoi daleko z obiadem, czy nie muszę jej w czymś pomóc.
    – Ja już mamo skończyłam w pokoju, nie muszę Ci jeszcze w czymś tutaj pomóc?
    – Nie Paulinko, ale bardzo się cieszę, że tak potrafisz myśleć o wszystkim. To bardzo dobrze świadczy o Tobie, że pytasz czy nie potrzebuje pomocy.
    – No przecież jestem tu też gospodynią, robię więc wszystko jak w swoim domu.
    – To dobrze, że tak już się tutaj tak czujesz, to też jest przecież Twój dom, nie tylko ten gdzie teraz mieszkacie. Widzę, że umiesz sobie wszystko zorganizować. Powiedziałam Ci wczoraj, że do dzisiaj Twoje notowania w tym domu osiągną maksymalny pułap i widzisz, nie pomyliłam się. Ja znam się na ludziach. Nie pomyliłam się co do Ciebie.
    – Nawet nie myślałam już teraz pod tym względem, ale rzeczywiście masz rację.
    – No i bardzo do nas pasujesz. Pomimo, że od rana dostałaś lanie od ojca, to po śniadaniu przełożyłaś się jeszcze Mateuszkowi bez słowa protestu, żeby i on Ci wlał. Jesteś też urodzoną suką, dajesz dupy na kiwniecie palcem. Ja w Twoim wieku byłam dokładnie taka sama. Teraz zresztą też ciągle bardzo lubię się ruchać. Wiesz też po co masz tyłek.
    – Tak mamuś, moja pulchna pupa jest wprost do bata stworzona.
    – Tak samo i to, że pupa musi być codziennie bita, nawet po kilka razy dziennie. U nas zawsze tak było.
    – Ja z pewnością nie zmienię tej tradycji. Mam też już tak jak i Ty słyszałam swój „zeszyt przewinień”, wszystko bardzo dokładnie w nim zapisuję, o każdym i to nawet najmniejszym przewinieniu. Gdy natomiast nie uda mi się zapełnić minimum pół strony, to zmyślam jakieś, tak bym zawsze w sobotę wieczorem miała ich chociaż pół strony. U Rafała i Rity z góry także jest „Zeszyt przewinień”, Rita mi swój kiedyś pokazała, stąd wiem jak ma to wyglądać. To bardzo dobry pomysł z tym zeszytem, u nas też idealnie się sprawdza.
    – To są nasze zasady, od zawsze u nas panują. Pomysł z tym zeszytem, to oni mają od nas. Widzę, że Mateuszek uczył się od taty, jak ma ze swoją babą postępować. Ale dobrze na tym wychodzimy, nie mamy nigdy „cichych dni”. Gdy tylko Markowi się coś nie podoba, to po prostu bierze rzemień i „robi ze mną porządek”. Bardzo go kocham za to wszystko.
    – Ja też Mateusza bardzo kocham. Do tego dba o nas. Jestem za wszystko mu, tak samo jak i Wam bardzo wdzięczna.
    – Paulinko, ale już chyba można wykładać obiad, zejdź po nich na dół, a ja wykładam już wszystko na talerze.
    Gdy zeszłam na dół, to obaj popijali sobie jakąś wódeczkę.
    – Mati, tatusiu, chodźcie na obiad. Wszystko jest już na stole, musimy się pośpieszyć, bo niedługo przyjadą z tymi meblami.
    – No tak kochana, rzeczywiście te meble. Musimy też zrobić przejście w korytarzu żeby je mogli pownosić, pamiętaj jednak że nigdy w tym domu nie wolno Ci być ubraną, zawsze nago, nawet jak idziesz do kurnika po jajka, wtedy jedynie gumowe buty zakładasz. Nie wolno też Ci nigdy niczego sobie zasłaniać.
    – Oczywiście kochany, o wszystkim pamiętam, nie zrobię Ci wstydu, żebym się miała z czymś zapomnieć.
    Zaraz poszliśmy też całą trójką na górę, obiad był już na talerzach. Zjadłam pełen talerz zupy, cztery pyzy drożdżowe, surówkę, mięso i kompot.
    – No, synowa z takim apetytem to się nam naprawdę bardzo podoba.
    – Paulinko, potem przypomnij jeszcze, że w zamrażarce zostawiłem jeszcze wczorajsze lody, starczy dla wszystkich, nie tylko Mateuszek, ale i ja też o Tobie pamiętam, wiem że lubisz.
    – Dziękuję, cieszę się że tak się o mnie troszczycie, by mi niczego nie brakowało.
    Nagle dzwonek. Wyjrzałam przez okno, podjechał samochód ciężarowy, a więc to meble. Mateusz poszedł otworzyć i pokazał gdzie mają wnosić i skręcać szafy. Ja też poszłam, żeby pilnować by wszystko poustawiali tak jak ma stać. Zupełnie się nie wstydziłam, że jestem całkiem nago. Teściowa zresztą też tak chodziła po domu. Gdy wreszcie skończyli wzięliśmy się za te lody i musimy porozkładać te z moich rzeczy, które wczoraj przywieźliśmy. Jest tego trochę, nocna koszula na zmianę, buty, seksi ciuszki, które na mamę są już za małe. Jutro od rana wracamy do domu, jest trochę do załatwiania.
    – Mateusz, pamiętajcie tylko, że pod koniec czerwca jest pierwszy zlot BDSM, musicie koniecznie być na nim, o konkretnej dacie dam znać. Mam nadzieję, że będziesz już po egzaminach?
    – Raczej tak, zawsze staram się zdawać na bieżąco.
    – Siadajcie do kolacji, jak chcecie już jutro wracać, ale pamiętajcie żeby co jakiś czas przyjeżdżać, też chcemy się Wami nacieszyć.
    Po kolacji tylko małe, ok. dwugodzinne bzykanko i do spania. Jak ja już tego potrzebuje, chyba nie przestaje wilgotnieć.
    Rano wstałam, jak usłyszałam że mama krząta się już po kuchni.
    – Dzień dobry mamo, jak Ci się spało?
    – Zupełnie bez stresu, jestem taka spokojna jak na Was patrzę.
    – No ja też się wyspałam, najgorzej to tak wstawać rano do pracy, w tygodniu zawsze chodzę niewyspana. Tutaj to co innego.
    – A co byś zjadła na śniadanko?
    – Chyba jajecznicę na boczku i z cebulką, kiełbasą, wkroimy też pomidory jak są. Mateuszkowi taka jajecznica bardzo smakuje.
    – Tak to nigdy nie robiłam, pokaż jak Ty to robisz.
    Uwinęłam się szybko i za chwilę wszystko już było na talerzach.
    – Jajecznica jest dużo lepsza, jak się jeszcze tych pomidorów dołoży, też tak odtąd będę robiła.
    Zjedliśmy wszystko, wzięliśmy torby z wałówkami i do samochodu.
    – To jedźcie do domu, tylko ostrożnie. No i weźcie się już też za załatwianie formalności związanych ze ślubem. Tylko gdzie wesele?, tutaj będzie swobodniej, ale pewnie nie będzie aż tyle miejsca, a w zajeździe nie będziemy mogli tak swobodnie egzekwować naszych słusznych praw od niewolnic, jest tam przecież obsługa, kelnerki. Zaraz by się wszystko po Bytomiu rozniosło.
    – To może tatusiu wypośrodkować? Do rana wesele w zajeździe, a rano niby koniec, ale wybrani goście i tak tutaj do nas przyjadą. Może tak być?
    – No, Ty to jesteś dziołcha, Mateuszek z Tobą nie zginie, dokładnie tak będzie. Trzeba tylko ustalić listę gości, tych oficjalnych, jak i tych na dalszą część imprezy. Ale tym to już my się zajmiemy. Wy tylko pozałatwiajcie w urzędzie wszystko do ślubu, ma być tylko w kościele, potem oczywiście fotograf i ekipa filmowa, ale Ci to muszą już być zaufani, z naszego kręgu. Do wielebnego ja pójdę zaklepać tylko ślub na pierwszy dzień świąt gwiazdkowych, Wy potem pójdziecie tylko potwierdzić. On zresztą już pewnie wie, że Panicz Mateuszek się żeni, taka feta tu wczoraj z tymi sztucznymi ogniami była, że wszyscy wkoło wiedzą.
    – No to jedziemy, dowidzenia mamo, tato.
    – Dowidzenia, bardzo mi było miło Was poznać. Cieszę się, że Mateuszek ma takich wspaniałych rodziców.
    – No a my, że nam taką ekstra dziołchę na synową skołował, hi, hi, hi.
    Wyjeżdżamy. Ja jestem już jednak w sukience. Na podwórku, przed wejściem do samochodu ją założyłam.
    – Dzisiaj, od rana musimy się wybrać do urzędu, a po obiedzie Paulinko jedźmy do galerii zobaczyć dla nas ten narożnik.
    – Ok, ale ta meblościanka w dużym pokoju zostaje, ona mi się bardzo podoba. Zamów tylko stolarza, żeby w tej małej klitce garderobę z samymi szafami i szafkami do sufitu zabudował. Potem jak już to będzie, przywieziemy całą resztę moich rzeczy.
    – Tak będzie chyba najlepiej, miejsca wystarczy. Odpada już przecież duża szuflada z Twoją bielizną. Będziesz miała tylko ten strój na basen, przez który i tak wszystko Ci widać, hi, hi, hi… .
    – Ja się naprawdę cieszę, że wprowadziłeś mi ten zakaz ubierania bielizny, to mnie tak przyjemnie zawstydza. Zdaję sobie przecież sprawę, że w pracy wszyscy widzą, iż nie noszę stanika i te moje wielkie doje kołyszące się swobodnie na boki. To chyba przez grzeczność, żeby nie sprawić mi przykrości, nikt tego przy mnie nie komentuje, ale dowiem się od tej Justyny, która też była na imprezie, co było mówione w pracy na temat moich cycków bez stanika. Jak to dobrze jest mieć swoich informatorów, hi, hi ,hi … .
    – Mnie też bardzo podniecasz bez stanika, bez przerwy mi się chce. Teraz nie, ale w drodze powrotnej, potem z urzędu to chyba z Ciebie skorzystam.
    – Będzie mi bardzo miło kochany. A swoją drogą, to zupełnie nie spodziewałam się, że jestem tak rozpracowywana. Twoja mama mogłaby pracować w kontrwywiadzie.
    – Sprawiła się nieźle.
    – Z d**gie strony to się jednak nie dziwię, nie mam jej tego za złe. Wiadomo, że zawsze każda mama będzie chciała jak najlepiej dla swojego syneczka, chociażby ten miał już nawet dwadzieścia lat. Robiła, to przecież dla swojego małego Mateuszka. Dla niej zawsze będziesz kochanym syneczkiem. Nie mam zamiaru im Ciebie odbierać, a widzę przy tym, że jestem traktowana jak rodzona córeczka. Ciągle tylko słyszałam …„jedz, jedz córciu, żebyś głodna nie była”…., oni też dla mnie chcą jak najlepiej, ja to bardzo szanuję.
    – Właśnie Paulinko, przez to że jesteś taka szczera i bezpośrednia wszyscy od razu Cię bardzo polubiliśmy i pokochaliśmy.
    Zajechaliśmy do domu tylko się przebrać i zaraz pojechaliśmy do tego urzędu stanu cywilnego zgłosić zawarcie związku małżeńskiego. Wypełniliśmy tylko jakieś tam druki i oświadczyliśmy, że weźmiemy tylko ślub kościelny z potwierdzeniem jego zawarcia przez księdza w urzędzie. Nie chcemy brać d**giego ślubu tutaj, a cała uroczystość jest zaplanowana na pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia.
    – Wobec tego urząd przyjął Waszą oświadczenie chęci zawarcia związku małżeńskiego. Z uwagi na to, że nie chcecie brać dodatkowo ślubu w urzędzie, nie musimy rezerwować u nas terminu. Proszę, więc tylko dostarczyć do księdza od nas dokument o zarejestrowaniu Waszej decyzji. Reszta należy już do księdza w kościele, którego obowiązkiem potem będzie tylko poświadczenie u nas, że ślub się odbył i będziecie mogli odebrać akt zawarcia związku małżeńskiego. Wszystko zostało pozytywnie załatwione.
    – To teraz z tym kwitkiem do księdza i jedno, nawet to najważniejsze mamy z głowy. Jedźmy więc do plebana, niech to jedno będzie załatwione do końca.
    – Dobrze, ale wejdziemy jeszcze do rodziców. Zapytamy czy może chcieli by iść z nami do proboszcza.
    Jedziemy więc z powrotem do rodziców mojego Mateuszka. Wjeżdżamy więc na podwórko.
    – Tatusiu, my tylko na chwilę, w urzędzie mamy już wszystko załatwione. Czy chcesz też z nami jechać do proboszcza?
    – Pewnie, że chce.
    – No to tato, jedźmy tam wszyscy razem, mamę też przecież zabierzemy.
    Ksiądz odpoczywał w fotelu, ale chętnie jednak nas przyjął u siebie.
    – Najpierw to witam śliczną nową parafiankę. Domyśliłem już co się szykuje, a te sobotnie strzały na wiwat to tylko mnie w tym utwierdziły. Na kiedy mam więc zarezerwować datę, ślubu?
    – Pierwszy dzień świąt gwiazdkowych, mamy już też potwierdzenie zgłoszenia w urzędzie stanu cywilnego.
    Podałam mu je razem z Mateuszem.
    – Dobrze się spisaliście, wszystko już macie, a więc szykować się na wesele. Przyjmijcie ode mnie szczere gratulacje i życzenia wszystkiego najlepszego dla młodej pary. Zapraszam jeszcze tylko na malutki poczęstunek, mam jeszcze trochę tej pysznej wiśniowej nalewki, Pan Marek oświadczył, że sam ją robił. A więc zdrowie przyszłej nowej pary.
    – Dziękujemy bardzo za życzenia. Wiemy, że bardzo pasujemy do siebie, i jesteśmy pewni że będziemy bardzo szczęśliwi ze sobą.
    – Wszyscy Wam tego bardzo życzymy.
    – Dziękujemy. Tatusiu zostaniecie tu jeszcze, czy podrzucić Was do domu?, bo my musimy wracać.
    – Nie, jedzcie sobie, tylko ostrożnie. My chętnie pieszo wrócimy ten kawałek do domu.
    – To dowidzenia.
    Wracamy do domu, ale jestem dziś podniecona.
    Wreszcie jesteśmy w domu.
    – Co powiesz na kebab z ryżem na ostro? Bardzo bym chciała, żeby Ci to smakowało.
    – Tak, to zrób go koniecznie. Zjemy szybko i jedźmy do galerii po ten narożnik.
    Zjedliśmy i po chwili znowu wychodzimy z domu. Dojeżdżamy już do galerii, teraz tylko znaleźć miejsce do parkowania. Jakoś się udało, akurat ktoś wyjeżdżał. Idziemy do działu z łóżkami. U nas zdecydowanie także narożnik. Wreszcie wybrany, poszliśmy zapłacić z przywózką dzisiaj na dziewiętnastą. Wracamy do domu.
    – Przypomnij mi Paulinko, żebym się jeszcze dzisiaj w Internecie rozejrzał za jakimś stolarzem, a teraz zjeżdżamy do parku, bo jaja mi eksplodują, szybki numerek, ale muszę się spuścić.
    Wjeżdżaliśmy w jakiś zagajnik, a ja w tym czasie rozkładałam do poziomu mój fotel, chce żeby mu było wygodnie. Oparłam tylko rozchylone nogi o podsufitkę. Wargi pipy już mi się same rozchyliły, a mój brylancik ciekawie wyglądał ze środka. Pizdę miałam całkowicie mokrą, włosy świecące i posklejane. Nie mógł na mnie długo patrzeć, od razu mi wjechał do środka, ale mu stoi, i taki wielki. Kilka chwil i było po wszystkim, ale i tak bardzo obojgu nam tego brakowało.
    – No to teraz możemy spokojnie już jechać do domu, jesteśmy po małej rozgrzewce.
    – Też myślę, że to rozgrzewka, bo liczę dzisiaj na prawdziwy maraton, już na tym nowym narożniku, musimy spermą go ochrzcić. Porządnie mnie znowu spierz kochany, a potem przeruchaj jak sukę.
    – Będę Cię dzisiaj lał i ruchał na zmianę, do samego wieczora, Ty moją śliczna pulchna nimfomanko.
    Wreszcie wysiadamy. Tak jak już wcześniej ustaliliśmy zaraz po zamknięciu drzwi zdejmuję sukienkę i przez całą klatkę schodową idę nago, jedynie w szpilkach i pończochach na nogach. Bardzo podnieca mnie świadomość, że może to ktoś zobaczyć, a nie mam pewności że nie podglądają przez wizjery. Na samą już myśl pizda mi wilgotnieje.
    – Mateuszku, kochanie. Najpierw załatw tego stolarza, a potem to już tylko zajmuj się swoją niewolnicą. Na kolację nic nie musimy robić, taką wałówkę dostaliśmy, że starczy pewnie na tydzień. Zresztą słyszałam jak mama mówiła.
    – Dzisiaj więcej, bo jest Was dwoje, moje dzieci kochane.
    Cieszę się, że o mnie myśli i pamięta.
    Wykładam wszystko do lodówki, a Mati w tym czasie w necie szuka stolarza. Znalazł coś.
    – Czy dodzwoniłem się do Pana Balcerka, stolarza?
    – Tak, słucham?
    – Chciałbym zlecić zabudowę pokoju w samych szafach od góry do dołu, taką garderobę. Po środku z przesuwaną wkoło solidną drabiną, bo narzeczona trochę dużo waży, ma być wszystko solidnie zrobione. Kiedy Pan może przyjechać pomierzyć?
    – Nawet jutro, a o której godzinie?
    – Powiedzmy około dwunastej. Gdyby nie było mnie w domu, to proszę zrobić wszystko, tak jak moja narzeczona Panu powie, niech ona te szafki rozplanuje i o wszystkim zadecyduje. Ja i tak nie będę się w to wtrącał.
    – Ok, jesteśmy więc umówieni na dwunastą. Po zrobieniu pomiarów pojedziemy do sklepu wybrać okleinę mebli i wszystkie inne dodatki.
    – Czyli do jutra, dowidzenia. Proszę jeszcze jutro potwierdzić telefonicznie, że Pan przyjedzie.
    – Dobrze, to dowidzenia.
    – Stolarz też już jest załatwiony, teraz więc zajmę się moją niewolnicą, szykuj więc najpierw pupsko.
    Będąc przez cały czas nago, przełożyłam się od razu przez oparcie fotela.
    – Nie żałuj mi tylko pupy kochany, jak ja już polubiłam to lanie.
    Bił mocno, cała pupa aż pulsowała mi mocno, czułam że jest już mocno spuchnięta. W czasie tego lania doszłam tylko raz, nie bił długo niestety, tak był podniecony, że musiał zaraz wejść we mnie, ale nie przejmuję się tym. Wiem, że do wieczora czeka mnie jeszcze kilka lań i dużo bzykanka. Jak on mnie tym wszystkim podnieca.
    – Ale mnie dziś wymęczyłaś kochana! Ty nigdy nie masz dosyć, bardzo się z tego cieszę. Chcę narobić Ci jutro dużo wstydu, przy tym stolarzu, przez cały czas jak on u nas będzie, Ty będziesz leżała na moich kolanach. Będziesz dostawała mocne klapsy i będę Cię lał dyscypliną. Chciałabyś tak?
    – Oj tak kochany, to mnie tak cudownie bardzo upokorzy. Zaprowadź mnie z kuchni do pokoju gołą, w obroży i na smyczy. Niech przez otwarte drzwi pokoiku widzi jak leżę na Twoich kolanach z gołą i śliniącą się pizdą. Wtedy będę miała chyba nigdy niekończący się orgazm.
    – Rozumiem Cię doskonale i życzę Ci tego, jutro postaram się tak to zaaranżować. Zaproponuję mu też, że jak da nam jakiś rabat to pozwolę mu Cię wyruchać. Tylko ubierz się jakoś ładnie, tak bardzo seksi. Teraz Ty weź się za kolację, a ja zrobię porządek w tej graciarni, żeby jutro była zupełnie pusta i gotowa do zrobienia pomiarów, oraz montażu szaf. Sam nie wiem po co te wszystkie starocie zbierałem, teraz będę musiał iść to wszystko powyrzucać.
    – To baw się z tym, a ja zrobię odgrzeję coś na kolację.
    Po kolacji długo się jeszcze kochaliśmy, po raz ostatni na tej starej leżance i czekaliśmy aż przywiozą nowy narożnik. Wreszcie przywieźli. Przenieśli też nam ją do małego pokoju, a w jej miejsce ustawili nowy narożnik. Od jutra na leżance po odpowiedniej przeróbce, będę miała już tylko wymierzane chłosty. Wyspaliśmy się porządnie, by rano po śniadaniu ładnie się ubrać i czekać na naszego stolarza.
    Naraz telefon.
    – Chciałbym potwierdzić, że przyjdę na dwunastą, jestem stolarzem, z którym się Państwo wczoraj umawialiście. Czy to jest nadal aktualne?
    – Tak, oczywiście. Zapraszamy.

    Zajęłam się kuchnią, muszę coś zrobić na obiad, może on też da się poczęstować? Jestem już podniecona na maksa. Całkiem nago, jedynie w czarnych szpilkach, czerwonych pończochach samonośnych i czerwonych koralach? Szykuję obiad, ale ciągle tylko myślę o tym stolarzu. Wreszcie skończyłam.
    – Mati, kochanie. Choć, zobacz jak wyglądam?
    Jak wszedł, to aż oniemiał z wrażenia.
    – Nie wytrzymam, Już teraz muszę Cię sprać i wyruchać, najwyżej nas przy tym zastanie. Nie uwierzę, żeby ten stolarz nie dał nam rabatu za możliwość korzystania z Ciebie. Żeby już nie przedłużać sama przełożyłam się na taborecie, a Mati wziął dyscyplinę i zaczął mocno mnie lać. Dostałam jednak tylko kilka razów i zaraz musiał wejść we mnie. Naraz dzwonek.
    – Ty idź otworzyć, bo jak ja pójdę, to pomyśli, że trafił do burdelu.
    – Ok., ale potem zaprowadzę Cię tam na smyczy.
    – Dzień dobry.
    – Witamy Pana. Postanowiliśmy lepiej wykorzystać miejsce w takim malutkim pokoiku i całkowicie go zabudować. Narzeczona zrobiła wstępny szkic, jakby było coś niejasnego, to proszę pytać. Ona była dziś nieposłuszna i teraz stoi w kuchni w kącie, ale zaraz ją przyprowadzę. Ja będę dawał jej dalsze lanie, ale proszę sobie nie przeszkadzać, wszystko pomierzyć i rozrysować dokładnie.
    Mati dopiął smycz i zaprowadził mnie do dużego pokoju.
    – Dzień dobry panu. Proszę zrobić wszystko w miarę dokładnie tak jak na rysunku.
    Patrzył jak oniemiały. Mateuszek przełożył mnie sobie przez kolano z pizdą w jego stronę i kolanem pomiędzy moimi nogami, całą trochę rozwartą pizdę z mokrymi i posklejanymi włosami miałam zupełnie na wierzchu. Po chwili na moją pupę znowu zaczęły spadać mocne klapsy. Czuję, że robi się coraz bardziej gorąca, jest też więc i mocno czerwona.
    – No, to koniec pieszczot, zacznę lanie. Wziął dyscyplinę i całym zamachem lał mnie po pupie. Widziałam kątem oka, że „namiot” bardzo mu stoi.
    – Czy wszystkie drzwiczki mają być przesuwane, czy także jakieś otwierane na zawiasach?
    Wstałam z kolan Matiemu i wybraliśmy które i jak się mają otwierać.
    – Czy zrobimy jakieś duże lustro, na któryś z drzwi szafy?
    – Tak, zdecydowanie na drzwiach tej środkowej szafy?
    – A czy wewnątrz jakieś szafy lub szafek zrobić jakieś oświetlenie?
    – Zależy ile to będzie kosztowało?, a w ogóle wstępnie na ile oblicza Pan tą pracę?
    – Myślę, że ok. tysiąc złotych.
    – Trochę dużo, a może jakiś rabat? Podoba się panu moja dziewczyna?
    – Oj tak, jest bardzo ładna, do tego bystra, no i bardzo Panu posłuszna.
    – Tak, słucha się suka, musi. Jak nie to wpierdol. Co by pan powiedział na dwudziestoprocentowy rabat, w zamian za możliwość bicia i ruchania jej w trakcie pracy?
    – Sądzę, że to korzystna propozycja, chętnie skorzystam.
    – Proszę tylko kiwnąć palcem i już sama wchodzi na chuja.
    Rzeczywiście kiwnął na mnie i zaraz dałam mu się wyruchać.
    To teraz jedziemy do sklepu wybrać cały materiał. Tam się też wszystko potnie i możemy przywieźć do domu skręcać.
    – To jedźmy już proszę, żeby to jak najszybciej skończyć.
    Ubrałam tylko krótką sukienkę i możemy wychodzić. Widziałam, że zdziwił się bardzo, iż ja jak prawdziwa suka, bez gaci i stanika chodzę. Ale mnie to niesamowicie podnieca. Powybieraliśmy wszystko co było potrzeba, pocięli mu tam też deski maszyną na wymiar i zanosiliśmy wszystko do samochodu dostawczego tego stolarza.
    – Najpierw zje pan z nami obiad, narzeczona wszystko przygotowała. Potem prosimy by zaczął pan wszystko skręcać, oczywiście gdy będziemy mogli być w czymś pomocni, to proszę wołać. Może też pan robić sobie przerwy, by używać Paulinę.
    Praca szła mu dobrze i szybko, widać że ma w tym wprawę. Do wieczora praca była chyba mniej więcej w połowie skończona, reszta jutro. Przy okazji, trzy razy jeszcze ze mnie skorzystał. To już byśmy mieli tak prawie wszystko po robione.
    Mati, w tygodniu jedźmy może jeszcze po resztę moich ciuszków. Bardzo chciałabym mieć to już za sobą.
    – Może od razu w środę?, też wolę już mieć to z głowy, no i wszystko w szafach na dobre poukładane.
    Skończył o dwudziestej pierwszej, zjadł jeszcze z nami kolację. Nie było sensu by jeszcze coś robił, niech lepiej jutro przyjdzie od rana. Bardzo się cieszę na ten nowy narożnik. Jedno, że wyśpimy się do pracy swobodnie, a d**gie że będzie mnie brał na nim w każdej możliwej pozycji. Kochaliśmy się jak szaleni, aż Rita z góry zaczęła już pukać w podłogę, że chcą już spać, bo jutro do pracy. Ale niech już tak będzie, pójdziemy się przecież jeszcze wykąpać, więc znowu mnie tam bzyknie.
    Wreszcie przytuleni do siebie zasypiamy w nowym łóżku. Budzik na wpół do ósmej. O ósmej stolarz przyjdzie na śniadanie. Już widzę, że to bardzo dobry pomysł z tą zabudową. Przyjechał punktualnie. Trochę się zdziwił, że ja tak ciągle nago.
    – To wygodne, mój Mateuszek ma mnie zawsze pod ręką, bierze mnie jak tylko mu się zachce. A tak na marginesie, to ja też tego chce. Chyba nie przeszkadza to panu?
    – Nie chociaż mnie to dziwi, moja starucha w ogóle nie lubi seksu. Zawsze chodzi szczelnie poubierana.
    – No, według mnie to jest co najmniej nie mądre. Ale trudno. W każdym bądź razie, mnie tak samo jak wczoraj może pan mnie używać do woli. Zjedliśmy szybko i znowu wziął się do pracy. Coraz lepiej było już widać gotowy efekt. Super to wyszło. Gdy będziemy mieli jakieś prace stolarskie, to pamiętamy o panu. Mamy nadzieję też, że dobrze się panu u nas pracowało.
    – O tak, miła u Was atmosfera, jesteście też tacy swobodni i naturalni.
    – To się cieszymy. Teraz muszę opuścić już pana i wziąć się za obiad, jakby co to proszę wołać.
    Zrobiłam pyrki, gołąbki, sos i surówkę. Wystarczy, każdy się naje. Rzeczywiście tak jak obiecał skończył wszystko do wieczora.
    – Czyli tak jak się umówiliśmy, osiemset złotych za prace.
    – Tak, bardzo chętnie dałem Wam ten rabat, ma pan przeuroczą narzeczoną, nie to co moja stara.
    – Dziękuję, jest rzeczywiście cudowna, we wszystkim idealna.
    Skończył do kolacji. Nie możemy za długo dziś baraszkować, jutro od rana do pracy. Potem po resztę moich ciuszków.
    Justyna nie dzwoniła. Jestem ciekawa co tam o mnie rozmawiali. Tym bardziej więc się śpieszę, żeby jak najszybciej dojechać. Wreszcie jestem, Justyna jakby się domyślała, że też chcę z nią bez świadków rozmawiać.
    – Jak było?, o czym rozmawiali?
    – Wiesz Paula, tak normalnie, nic specjalnego o Tobie, tak tylko ogólnie, nic konkretnego, dlatego nie dzwoniłam. Miałaś dobrze, mogłaś się wyspać, dłużej pokochać z narzeczonym, ja ledwo wstałam rano.
    – A to że, nie noszę stanika?
    – Przy mnie nie. Ja przecież też nie noszę, to trochę tak jakby i o mnie rozmawiali. Ja w każdym razie nie słyszałam nic z tych tematów. Może tylko tyle, że wszyscy Ci go i tych prezentów trochę jednak zazdrościmy, ale to też przecież ludzka rzecz. Ten zaręczynowy pierścionek też przecież jest śliczny, a obroże traktują jako naszyjnik, tylko ja wiem, co on oznacza, nikt z pewnością się nie domyśla.
    – To dobrze. Acha mamy już ustaloną datę ślubu na pierwszy dzień świąt. Jak ja się cieszę.
    Potem jeszcze tylko wszyscy oglądali mój nowy pierścionek, rzeczywiście robi wrażenie. Dzień minął spokojnie, będąc taką szczęśliwą, o wiele lepiej i łatwiej mi się pracuje. Jestem teraz zupełnie inną dziewczyną, chociaż w pipie ogień ciągle nieugaszony. Ale to dobrze, nie narzekam. Nastrój tylko mi psuje konieczność jazdy do poprzedniego domu. Ale będę to miała już z głowy. Pogoda deszczowa, też mi się nic nie chce. Ze smętną miną idę na tramwaj, potem od razu do pociągu. Mateuszek już był.
    – Jak tam w pracy?
    – Wszystko dobrze, nikt mnie nie obgadywał, tam też mam życzliwe osoby, zresztą jak prawie wszędzie. Zaraz po pracy jedźmy po te ciuszki, na obiad dzisiaj spaghetti i małą pizzę zamawiam, jak już będziemy wracać, reszta się jakoś ułoży.
    – Dobrze, że jesteś pozytywnie nastawiona, pamiętaj że ja będę tam zawsze z Tobą. Weź wszystko co swoje i wychodzimy.
    – Ale muszę przecież jeszcze mamę i siostrę zaprosić na ślub, nie mogę inaczej. Najwyżej nie przyjdą, to najbardziej jeszcze mnie boli.
    – My zaprosimy, czy przyjdą, to już ich sprawa.
    – Dziękuję, uspokoiłeś mnie. To teraz tylko do domu po samochód i niech mam już to za sobą.
    Otwieram drzwi na kod, potem od mieszkania jeszcze kluczem, wchodzimy. Widzę w otwartych drzwiach siostrę pokoju, jak leży przełożona przez taboret, a mama leje ją skakanką. Całą pupę ma już w pręgach.
    – Przepraszam mamo, przyjechaliśmy tylko po resztę moich rzeczy, nie chcemy przeszkadzać.
    – Nic się przecież nie stało, skończę ją lać jak wyjdziecie. Ona ma swojego partnera, jest też jej Panem, moim zresztą też. To on polecił mi wymierzyć jej tą chłostę. Obie zresztą jesteśmy regularnie poddawane bardzo ostrej chłoście i tresurze. Jesteśmy też ubezwłasnowolnione przez niego, teraz słuchamy tylko mężczyzn.
    – Wszystko mam spakowane, możemy jechać. Chcielibyśmy Was jeszcze tylko zaprosić na nasz ślub, mamy nadzieję, że dacie nam jednak błogosławieństwo i przyjedziecie na nasz ślub?, planujemy go na pierwszy dzień świąt gwiazdkowych.
    – Tak oczywiście, że nie będziemy robiły Wam przeszkód i raczej przyjedziemy. Nie mamy zamiaru robić z siebie idiotek, a to czy przyjedziemy będzie zależało od naszego wspólnego Pana, musicie go zresztą tak samo jak i nas zaprosić.
    – No to nie przeszkadzamy, tutaj mamo są moje klucze.
    – Zostawcie te klucze, to przecież jest nadal Wasz dom. Zresztą jak zachce Ci się siku, a będziesz w pobliżu, to przecież nie pójdziesz w krzaki, gdyby nas w domu nie było. Nie przesadzajcie z tymi kluczami.
    – Dobrze, mamo, to dowidzenia. Ślub odbędzie się w pierwszy dzień świąt, dokładną godzinę i wszystko podamy jak będzie to już dokładnie ustalone.
    – Dobrze, dowidzenia. A Ty kładź się na taborecie.
    Jedziemy do domu, jakoś łatwo nam poszło to wszystko.
    – Zobacz, wystarczy że mają Pana, są krótko trzymane i od razu inne kobiety.
    – Tak, nas trzeba bardzo krótko trzymać i wszystko jest ok., taką już mamy naturę. Wszystko się jednak dobrze skończyło. Jedźmy do pizzerii, pomimo wszystko jestem głodna jak wilk.
    – No jak to Ty kochana, nie byłabyś sobą.
    – Masz rację, cała ja.

    KONIEC

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paulina, transseksualna masochis
  • Rekompensata, 7.

    Część 7. *

    Kolejny dzień, kolejne spotkanie, kolejna okazja do zrekompensowania mojego ubogiego życia. Może kiedyś mąż zrozumie swoje błędy…

    Czekałam na ulicy równoległej do tej, przy której mieściła się ‘nasza’ kawiarnia. Henryk podjechał, już chciał parkować, ale szybko podeszłam i wsiadłam. Jeszcze szybciej przywitaliśmy się i ruszył. Nie minęło 10 minut, a już byliśmy za miastem. Spory ruch, wiadomo – piątek, ale szczęśliwie nie wpadliśmy w żaden korek. Jechaliśmy w sumie pół godziny, aż wreszcie zjechał z drogi i zatrzymał się przed okazałym zajazdem. Restauracja prawie pełna. Trochę spieszył się, ale dobrze rozumiałam go. Najpierw tłumaczył, że musi być o dwudziestej w domu, bo jeszcze z żoną wychodzą do znajomych. A potem… A potem przestał spieszyć się. Ale po kolei.

    Bo ja wiedziałam swoje. Ubrałam błękitną spódniczkę z rozcięciem z przodu. Jest dość wąska, więc kiedy wsiadałam, podciągnęłam ją, żeby wygodnie siedzieć. Do tego niebieskie klapki na szpilce, które efektownie podkreślają urodę moich zadbanych stóp i smukłych nóg oraz ażurowa, ciemnoniebieska bluzeczka. Na taki ciepły dzień jak znalazł. Stanik w cielistym kolorze był mocno wykrojony, więc kiedy prezentowałam śmiały dekolt, wyglądałam jakbym niczego nie miała pod bluzką. Mijając mnie, paru mężczyzn dociekliwie wpatrywało się w mój dekolt. Tak samo reagował Heniek podczas jazdy.

    – Patrz na drogę – co jakiś czas upominałam go poważnym tonem.  

    – Twoja wina – tłumaczył się i po chwili znowu zerkał w dekolt. Reagował jak pies, który widzi smakowitą kość i nie może doczekać się momentu, kiedy ją dostanie. Brakowało tylko, żeby zaczął się ślinić.

    *

    Jednak w połowie drogi, już spory kawałek za miastem, poległ. Trzymając kierownicę jedną ręką, drugą wsunął pod stanik. Zachłannym gestem złapał i miętosił pierś.

    – Zwariowałeś?! Uważaj na drogę! – zareagowałam nerwowo i trzepnęłam go po ręce. Zaskoczył mnie swoim zniecierpliwieniem.

    – Spokojnie, kobieto. Pokazujesz i pokazujesz atrakcyjne opakowanie, dlatego chciałem sprawdzić zawartość – w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie moją nerwową reakcją.  

    – Od ostatniego spotkania termin przydatności nie uległ zmianie, więc nic się nie zepsuło – rzuciłam cierpko, ale byłam zadowolona. Obawiałam się, że już nasycił się mną i chce taktownie, na osobności zakończyć znajomość. Teraz jedynie przypomniałam mu, że nie dba o mnie.

    W odpowiedzi na mój komentarz zaśmiał się głośno:

    – Świetnie wyglądasz, więc musiałem chociaż skosztować.

    Milczałam. Faktycznie, mąż też zauważył, że lepiej wyglądam.

    – Pewnie seks tak na mnie działa – myślałam, pamiętając o zabawie u Romka we troje. Heniek też czasami dbał o mnie. Mężowi powiedziałam, że to efekt naszego ostatniego seksu. Był zadowolony z mojego komentarza. Przecież wziął mnie wtedy tak solidnie, że jemu pewnie na kwartał starczy. Ale nie mnie…

    *

    Jechaliśmy w milczeniu, coraz bardziej spowalniani rosnącą liczbą samochodów i w pewnym momencie przekornie postanowiłam trochę podrażnić Henia.

    – Niech się pomęczy, samiec jeden… – odgrażałam się w myślach. Przecież sam nalegał na regularne spotkania.

    Podciągnęłam spódniczkę. Od razu zaczął zerkać na mnie. Nie jechał zbyt szybko, ale tempo niedzielnej rowerzystki to też nie było. Musiał uważać. A ja jeszcze bardziej podciągnęłam spódniczkę. Rozcięcie umożliwiło mi teraz pokazanie prawie całych opalonych nóg. Prezentowały się efektownie, stwierdziłam to obiektywnie! Zresztą, w porównaniu z jego żoną i tak wypadałabym korzystniej nawet wówczas, gdybym nie dbała o siebie. A jemu, na widok moich nagich nóg, głowa zaczęła chodzić jak wskazówka w metronomie. Chciało mi się śmiać z Henia.

    – Może zrobimy przerwę? – zaproponował trochę chrapliwym głosem.

    – Po co? Przecież od kiedy ruszyliśmy, jedziemy zaledwie dwadzieścia minut – udałam zdziwienie, patrząc na zegarek. – Z samego miasta wyjeżdżaliśmy z dziesięć minut. – Nie był tego świadom, ale największy cios dopiero go czekał.

    Nie odpowiedział, skupił się na drodze. Po chwili zerknął na moje nogi i na biust. Znowu patrzył na drogę i zacisnął dłonie na kierownicy. Nie był zadowolony. Ponownie zerknął.

    *

    – Dla mnie jest tu niezbyt wygodnie – stwierdziłam z dezaprobatą i ostentacyjnie zrzuciłam szpilki. Zsunęłam się na siedzeniu, podniosłam nogi i bose stopy oparłam o deskę. Czerwony lakier połyskiwał na paznokciach, zadbane i opalone stópki zachęcały do pieszczot, a paluszki zalotnie drobiły na desce rozdzielczej. Odchyliłam fotel i po raz ostatni podciągnęłam spódniczkę.

    – O, cholera! – krzyknął tak głośno, że nawet ja drgnęłam. Wyraźnie zwolnił i wpatrywał się w moje wystrzyżone krocze. Rozumiałam go. Nie założyłam majteczek. Za to powoli, zmysłowo masowałam wewnętrzną część ud. Blisko krocza. „Wskazówka metronomu” znacząco zwiększyła rytm.

    – Heniu, panuj nad sobą. Dostaniesz kręczu szyi albo zawału – ostrzegłam go. Z trudem ukrywałam rozbawienie.

    – Zosia, musimy gdzieś stanąć! – prawie wpadł w błagalny ton.

    – Daj spokój… – mój głos był uosobieniem nudy. – Wytrzymałeś tyle czasu beze mnie, to i teraz jeszcze popościsz.

    Spojrzał na drogę, nieznacznie pokręcił głową, a potem bez słowa nacisnął gaz.

    *

    Dochodziła godzina 17. Wojtek już dawno zjadł odgrzany obiad, pomacał chętną żonkę, ale nie miał ochoty na seks i teraz drzemał. To znaczy on nie miał, ale ja miałam ochotę. Pomny wydarzeń, kiedy po prowokacji zerżnął mnie przed obiadem jak rozpłodowy buhaj i długo nie mógł dojść do siebie, dzisiaj skończył na macaniu moich piersi i drapaniu łechtaczki. Naiwniak, sądził że nie dam mu rady…

    Zanim zdążył zaprotestować, rozpięłam mu rozporek i już wyciągałam miękkiego fiuta. Trochę bawił go mój upór, jednak złagodniał, kiedy wyciągając fiuta, tak przesunęłam slipki, że przygniotły mu jądra. Zapiszczał, ale od razu podniósł się, rozpiął i opuścił spodnie ze majtkami. Masowałam miękkiego kutasa. Lizałam, kiedy zaczął sztywnieć i wreszcie podrażniłam go, najpierw obnażając napletek i wreszcie, przesuwając palcem po szwie pod członkiem, na mosznie aż do odbytu. Delikatnie przesunęłam kilka razy, bawiąc się reakcją męża. Brało go. Nawilżyłam opuszkę palca i parokrotnie powtórzyłam pieszczotę. Syczał i kurczowo trzymał się krzesła.

    W końcu przestałam się nad nim ‘znęcać’. Wstałam, ściągnęłam majtki, zadarłam spódniczkę, nasze spojrzenia spotkały się, prowokacyjnie kołysałam biodrami i… wreszcie usiadłam na nim. Zniecierpliwił się! Patrzyłam mu w oczy z lekkim uśmiechem. Ale on koncentrował się tylko na ruchaniu, ech… Pociągnął mnie za biodra i docisnął do siebie, jakby chciał mnie przebić twardym kutasem. Łoł! Spodobała mi się taka pierwotna energia u męża. Poczułam miły dreszczyk po tym ruchu. Chyba niechcący trafił kutasem w punkt. Krzesło zatrzeszczało, ale oboje na to nie zważaliśmy. Zaczęłam go ujeżdżać.

    – Ręce! – polecił chrapliwym tonem.

    Podniosłam ręce do góry. Przed chwilą rozpiął, a teraz ściągał mi spódnicę przez głowę. Gdybym nawet chciała z niego zejść, nie pozwoliłby! Nieco przyśpieszyłam rytm. Niecierpliwymi ruchami rozpiął mi guziki w bluzce i z głośnym stęknięciem chwycił za gołe piersi. W domu rzadko chodzę w staniku.

    – Może to błąd? Może za dużo widzi i oswaja się z moim ciałem? Może – zastanawiałam się. Teraz brał jak dziki, wygłodniały zwierzak. Łapczywie, zachłannie, wręcz wściekle. Tak ścisnął biust, że aż chciałam zaprotestować. Otworzyłam usta i zamknęłam. Co tam… Niech ma. Jeszcze nie bolało, a ja też byłam podniecona, więc czekałam na więcej.

    *

    Opierałam dłonie na jego ramionach, a on szarpał piersi i w ten sposób narzucał coraz szybszy rytm spółkowania. Musiałam dostosować się. Głośno stękał i zaciskał zęby. Wiedziałam, że za chwilę będzie szczytował. Mnie też było dobrze.

    – Nawet nie zapyta, czy może spuścić się we mnie – przemknęło mi przez myśl. Czekałam na wytrysk we mnie. Tak lubiłam najbardziej.  

    – Och, tyyyy… dziwko! – rzucił głośno. Podczas seksu lubił różne określenia, które deprecjonowały mnie. Pozwalałam. Napiął mięśnie, szarpnął piersi w dół i złapał mnie za kark. Trzymając mnie w taki sposób, nabitą na twardego kutasa, próbował podnieść i wtedy wytrysnął. Napięte mięśnie twarzy, wystające żyły na szyi i skroniach świadczyły, jak mocno przeżywał orgazm.

    I wtedy doszłam. Fala rozkoszy rozpłynęła się po ciele. Odchyliłam głowę, przycisnęłam Wojtka do siebie, a on opadł na krzesło. Rzęziłam, rozkoszując się przyjemnością, która mnie pochłonęła. Moje usta poruszały się bezgłośnie, a orgazm trwał. Zawsze miałam dłużej niż on. Sam wytrysk też sprawiał mi ogromną przyjemność. Wulgarne epitety również. Nigdy mu nie powiedziałam, jakie pieszczoty doprowadzają mnie do orgazmu. I to bez spółkowania!

    – Niech się postara – pomyślałam. Przytomniałam, kiedy fala rozkoszy i wywołane przez nią ciepło powoli odpływały, a oddech stopniowo wracał do zwykłego rytmu.

    Wojtek grzebał przy pochwie. Kiedy trochę spermy wyciekło, zgarnął ją palcami i roztarł mi na piersi. Znowu sięgnął do pochwy i wilgotnego członka, a zebraną spermą posmarował mi twarz.

    – Najlepsza maseczka – uśmiechnął się.

    – Chciałeś zdrzemnąć się, ogierze – pierwszą częścią zdania osadziłam go, ale drugą wbiłam w dumę. Wiedziałam, że będzie pamiętał jedynie o komplemencie. Kolejną porcję spermy wtarł mi w drugi policzek i podsunął dłoń do wylizania. Grzecznie spełniłam jego życzenie. Chwycił za pierś, przyciągnął mnie do siebie i drugą ręką poklepał po pupie. Po chwili zdjął mnie i poszedł pod prysznic.

    Wieczorem ponoć był umówiony z szefem, żeby prywatnie omówić jakiś projekt. Zamierzali sami wnioskować, w ramach konkursu, do władz miast o jego sfinansowanie (powiedział „aplikować”, ale odesłałam gada do słownika). Gdyby uzyskali dotację, zarobiliby przynajmniej dwa-trzy razy więcej (!) niż jako pracownicy firmy państwowej, w której byli zatrudnieni. Ponoć nie ryzykowali swoimi miejscami pracy, ponoć nie był to konflikt interesów. Ponoć…

    W każdym razie, jeżeli wybierał się na dziwki, o co go podejrzewałam, to po zabawie ze mną będzie mógł tylko popatrzeć.

    *

    – Aaa, cześć! Siedzicie sobie przy kawce? – na widok Ulki, Wojtek był nieco zaskoczony. Wcześniej obudził się, był już odświeżony i ubrany, ale nas nie słyszał, bo siedziałyśmy w kuchni. Ściana skutecznie odgradzała nas od pokoju i łazienki. Wolałyśmy, żeby do jego uszu nie dotarła treść naszej rozmowy.

    – Cześć! Podobno wychodzisz? – Ulka patrzyła zdziwiona na mojego męża.

    – Tak, a czemu pytasz?

    – Myślałam, że odwiedzę was oboje.

    – Tak wyszło – Wojtek zmarszczył czoło. – Faktycznie, nie uprzedziłem Zosi, ale zaproszenie od szefa dostałem dopiero dzisiaj. Pogadamy innym razem. Biorę samochód, nie będziemy pić. Cześć, dziewczynki! – pożegnał nas uśmiechem. Dzisiaj był w dobrym humorze.

    – To moje dzieło – pomyślałam z zadowoleniem.

    – No, to zostałyśmy same – stwierdziła z ulgą koleżanka.

    – Chodźmy! – zabrałam kawę, ciasto i ruszyłam do pokoju. Usiadłyśmy, poczęstowałam Ulę alkoholem. Wiedziałam, że potrzebuje wsparcia, żeby powiedzieć o tym, czego już dawno domyślałam się.

    – Wiesz, tak myślałam o tym, co usłyszałam od ciebie – zaczęła niepewnie.

    *

    W duchu bawiłam się jej zmieszaniem. Więcej wiedziałam o prywatnych i intymnych sprawach Uli niż jej mąż. Dlatego domyślałam się, co chce powiedzieć, a jednak tylko siedziałam z życzliwym wyrazem twarzy i cierpliwie czekałam aż wyduka swoją propozycję. A znałyśmy się tyle lat!

    – Ale zołza ze mnie – skrytykowałam się w myślach. – I dobrze mi z tym!

    – Wiesz, chciałabym spróbować seksu w trójkącie! – wypaliła znienacka. Ulga na twarzy wskazywała, że mimo naszej długoletniej znajomości, krępuje się otwarcie rozmawiać ze mną o swoich preferencjach seksualnych.

    – To nie jest mentalność dzisiejszej młodzieży – westchnęłam w duchu, widząc ulgę na jej twarzy. – No, możemy spróbować – odpowiedziałam głośno. Nie zamierzałam przedłużać zabawy jej kosztem. – Tylko nie wykręć mi jakiegoś numeru w trakcie imprezy – zastrzegłam się.

    – No, co ty! – obruszyła się. – W końcu mam jakieś doświadczenie.

    – Jakieś ograniczenia? – byłam konkretna.

    – Niee, raczej nie – odpowiedziała z pewnym wahaniem.

    – A może wolisz trójkącik z dwoma facetami? – siedziała naprzeciwko mnie, więc zsunęłam klapek i bosą stopę zanurzyłam pod jej spódniczkę. Drgnęła, usztywniła się, ale nieznacznie rozsunęła nogi.

    – Nooo, na początek my z nim – była trochę zaskoczona moją propozycją. – Przecież nie znam faceta, więc i tak będę skrępowana – wyjaśniła. Niepewność mijała.

    – E tam, łykniesz trochę alkoholu i zaczniesz frygać jak nastka – wydęłam usta. Stopa przesuwała się głębiej. Ulka była skrępowana moją natarczywością, ale nie komentowała. Na razie.

    – No co ty! – żachnęła się. – Seks wolę przeżywać bez wspomagania. Wtedy mam dokładniejsze wspomnienia – uśmiechnęła się. Dłonie oparła na poręczach fotela.

    Stopa dotknęła jej krocza.

    – Ej! – zaprotestowała, ale nie odepchnęła mnie.

    Paluszkami pocierałam materiał majteczek.

    – Ej… – ponownie zaprotestowała, ale nieco ciszej i mniej pewnie. Patrzyła w moje oczy.

    *

    Wytrzymałam jej wzrok. Co więcej, teraz ja intensywnie wpatrywałam się w jej oczy:

    – Rozepnij bluzkę.

    – Co?! – głośny szept. Była bardzo zaskoczona.

    Powtórzyłam polecenie. Lekko uśmiechnęła się. Podjęła grę. Widocznie i jej spodobał się mój pomysł. Zaczęła rozpinać bluzkę. Kiedy rozpięła ostatni guzik, z pogodnym uśmiechem spojrzała na mnie i szczodrym gestem rozchyliła bluzkę. Wypięła biust. Była przekonana, że teraz ona dominuje. Siedziała w szerokim, wulgarnym rozkroku, a jej palce w szpileczkach z wyciętym przodem ledwie dotykały podłoża. Moje paluszki intensywniej drapały krocze.

    – Stanik.

    Uśmiech stopniowo znikał. Rozmarzone spojrzenie stało się pytającym.

    – Zosiu, żartujesz? – brzmiała niepewnie.

    – Chcesz iść na imprezę, a krępujesz się koleżanki? – spytałam pewnym siebie głosem. Pytałam wręcz nonszalancko. – Będą inni faceci i co? Nagle wycofasz się i pożegnasz, bo nie zdejmiesz ciuchów? – ostro prowokowałam.

    – No nie, ale wiesz…

    – Stanik – przerwałam ten wywód. Teraz podbiciem stopy uciskałam jej krocze. Mocno! I chyba trafiałam.

    Ulka przełknęła ślinę. Kremowe szpileczki kołysały się na jej stopach. Perłowy lakier na paznokciach lśnił. To zapamiętałam. Uśmiechnęła się niepewnie, nieznacznie wzruszyła ramionami i sięgnęła do zapięcia na plecach. Kiedy rozpięła stanik, opuściła dłonie na poręcze fotela i z zadowoleniem spojrzała na mnie. Spojrzenie wzbogaciła kolejnym pogodnym uśmiechem.

    Teraz ja byłam zaskoczona:

    – No, na co czekasz? – w głosie było słychać zniecierpliwienie i irytację. I cień rozbawienia. – Zdejmij wszystko!

    – Wszystko? Zosiu, przecież…

    – A co? Będziesz się wachlować bluzką? Ściągaj!

    Próbowała wstać, ale stopą ucisnęłam krocze. Widać skrępowanie stonowało jej podniecenie. Kiedy uświadomiła sobie, że ciągle macam ją stopą, zawstydziła się. Szybko zdjęła bluzkę, stanik i odłożyła na stolik. Usiadła wyprostowana w fotelu, jak na rozmowie kwalifikacyjnej, i poważnie spojrzała na mnie. Czułam, że to tylko pozory. Już poddała się, ale ja chciałam jeszcze pobawić się jej emocjami. W końcu później przeżyje więcej takich sytuacji. Znacznie bardziej ostrych, upokarzających i wyuzdanych. Przecież po to spotykamy się.

    *

    Moja pieszczota robiła swoje… Jej kolana lekko poruszały się w rytmie uciskania stopy. Już nie protestowała, posłusznie oddawała się. Podobała mi się taka zależność.

    – Zeszmacić koleżankę? – nagle zaświtał mi taki pomysł. – Za jakiś czas mogłabym mieć własną dziwkę – z wrażenia aż zaschło mi w gardle. Sama podnieciłam się taką okazją. – O, majteczki zaczynają wilgotnieć – zamruczałam do niej łagodnym tonem.

    – Taak – przyznała cicho. Dłonie zacisnęła na poręczach, głowę odchyliła do tyłu.

    Kilka silniejszych ruchów stopą i:

    – No, podejdź do mnie – poleciłam rozkazującym tonem, cofnęłam stopę. Spojrzała na mnie zaskoczona. Nie takiego zakończenia spodziewała się, ale była posłuszna. Wstała i podeszła do mnie. Siedząc w fotelu, zanurzyłam dłoń pod spódniczkę i sięgnęłam do krocza. Trochę ‘drobiłam’ palcami, a Ulka przymknęła oczy i stanęła w szerszym rozkroku. W końcu złapałam krawędź majteczek i kilkoma szarpnięciami ściągnęłam do kolan. Nie dbałam o jej komfort.

    – Co ty robisz? – szepnęła.

    – Zdejmij je – poleciłam.

    Po chwili wahania posłusznie wykonała polecenie. Majteczki przełożyłam do drugiej ręki.

    – Teraz ustaw się „na pieska”. Pupą do mnie.

    – Zosiu…

    – Ulka, nie przedłużaj – rzuciłam znużonym tonem. Wiedziałam, że potrzebuje presji. W ten sposób usprawiedliwiała się sama przed sobą. Wiedziałam też, że następnym razem pójdzie nam znacznie łatwiej.

    Po chwili uklękła obok fotela. Jej wypięty tyłek miałam w zasięgu ręki. Rozpięłam, pociągnęłam, szarpnęłam i jednym ruchem ściągnęłam spódniczkę do kolan. Zobaczyłam jej gołą, równomiernie opaloną pupę. Pogłaskałam, poklepałam.

    – Zdejmij ją. Opalasz się nago?

    – Tak, na działce mam warunki. Zresztą na balkonie też. Najwyższy blok, więc trudno mnie dojrzeć, a poza tym ludzie są w pracy. Dopiero po 17. robi się bardziej tłoczno na balkonach, ale wtedy już zmykam do mieszkania. To za długo – rozgadała się. Nie odwracając głowy, zdejmowała spódniczkę. Mówiła pośpiesznie, nerwowo.

    – Nieważne – westchnęłam znużona. To tylko pozory. Też byłam podniecona sytuacją. Bez ostrzeżenia wepchnęłam dwa palce do pochwy.

    – Och!

    – Spokój – szepnęłam władczym tonem.

    *

    Koleżanka zamilkła. Oparta na przedramionach, pochyliła głowę i cicho stękała. Włosy zakrywały jej twarz. Pupa sterczała wypięta w moim kierunku. Nie cofnęła się pod naporem energicznej penetracji palcami. Wepchnęłam trzy palce. Stęknięcia stały się nieco głośniejsze. Poruszałam energicznie ręką. Spore piersi kołysały się miarowo. Ulka szeroko rozsunęła palce obu dłoni, aby nie przesunąć się. Zrozumiałam, że moje uderzenia palcami są już bardzo silne. Nawet tego nie dostrzegłam! Zmniejszyłam tempo penetracji. W końcu dłoń znieruchomiała. Wysunęłam ją.

    – Odwróć się.  

    Wykonała polecenie. Spojrzała na mnie i usiadła na gołej pupie. Elegancko podwinęła nogi.

    – Już? – zapytała z lekkim rozczarowaniem. Jeszcze miała przyśpieszony oddech.

    – Na dzisiaj wystarczy – uśmiechnęłam się i wytarłam mokrą dłoń o jej nagą pierś. – Mały test jedynie stanowi przedsmak większych wrażeń – obiecałam.

    Podniosła się i przysiadła na swoim fotelu. Już nie wstydziła się swojej nagości. Roztarła śluz osadzony na piersi, sięgnęła po stanik i spojrzała na mnie: 

    – A majtki?

    – Dostaniesz następnym razem – uspokoiłam ją, leniwie machając dłonią.

    – To jak pójdę… – zaczęła nerwowym tonem.

    – Normalnie. Bez majtek – przerwałam jej. – Doświadczysz, jakie to ekscytujące – wydęłam wargi w uśmiechu. – Ulka, czeka cię sporo nowych wrażeń. Baw się nimi, a docenisz moje pomysły. Carpe diem, moja droga…

    *

    – Romek? Cześć, tu Zosia. Czekałam, ale żaden z was się nie pojawił. Nieładnie. Jeszcze będziecie żałować – mój głos brzmiał poważnie. – Chyba powinnam dać na mszę, że w ogóle raczyłeś odebrać, co? – ironia zadziałała, niezgrabnie próbował protestować.

    – Wybacz, to nie tak jak myślisz. I ja, i kolega byliśmy nieco bardziej niż zwykle zajęci w pracy, stąd ograniczenie kontaktów towarzyskich i moje milczenie – tłumaczył się pośpiesznie. – Marcin też nie zadzwonił? Popatrz, jak to nie można ufać młodym – już zaczął odzyskiwać rezon.

    – Jasne, i dlatego nie chcieliście zmarnować nawet kwadransa, żeby spotkać się i ustalić nowy termin? – westchnęłam ciężko. Od razu zamilkł. – Słuchaj, dzwonię z konkretną propozycją – z drugiej strony słyszałam tylko oddech. – Koleżanka, w moim wieku, jest zainteresowana spotkaniem. Dziewczyna otwarta na nowe pomysły, bezpruderyjna, a w ogóle miła, sympatyczna, towarzyska.

    Zaczął pytać o jej związek, stęknął coś o dyskrecji.

    – Tak, jest mężatką. Potrafi być dyskretna. I słowna! Nie to, co ty i Marcin – wbiłam delikatną szpilę. – Ale do rzeczy, chcemy spotkać się. Tym razem tylko z tobą. Masz ochotę i czas? Sprostasz dwóm kobietom?

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    *Do osób, które wyraziły swoje zniecierpliwienie pod poprzednią częścią:

    Piszę kilka opowiadań równocześnie i siłą rzeczy jedno bądź drugie z nich czasami musi poczekać dłużej. Ale słusznie, że pytaliście. Nie zorientowałem się, że przerwa była tak długa. Niestety, ten portal nie powiadamia o nadchodzących mailach, więc przypadkowo natknąłem się na Wasze pytania. Teraz będę bardziej uważał 🙂

  • Emocjonujacy wieczor

    Mąż, Krzysztof, miał wrócić późno i dopiero jutro, w niedzielę. Pojechał odwiedzić swoich rodziców. Nie miałam ochoty przebywać znowu w obecności jego matki. Nie po raz pierwszy, zresztą. Jesteśmy młodzi, oboje mamy po 30 lat, więc jego matka uważa, że ma prawo ingerować w nasze sprawy i pouczać nas. Ja uważam inaczej i dlatego unikam spotkań. Krzysztof ponoć pojechał do nich w odwiedziny, ale pewnie miał im pomóc w remoncie mieszkania. Dzieci jeszcze nie mamy i to też temat dla matki Krzyśka. Jego ojciec był znacznie bardziej taktowny i dyskretny. Miał empatii za siebie i za żonę. Z nim mogłabym nawet jeździć na ryby i grzyby. I jeździłam!

    – Niech on słucha dobrych rad o tym, jak zapłodnić żonę i dlaczego powinniśmy mieć przynajmniej trójkę dzieci, a potem przenieść się na wieś – ze złośliwą satysfakcją myślałam o monologu teściowej i cierpliwym Krzyśku, udającym wsłuchiwanie się w rady rodzicielki. 

    *

    Kiedy mąż oznajmił, że wyjeżdża do rodziców, od razu postanowiłam odreagować. Taka myśl już od jakiegoś czasu kiełkowała w mojej głowie. Decyzję podjęłam praktycznie od razu. W pracy wybrałam numer telefonu: 

    – Cześć, tu Mirka. Masz czas w tę sobotę?

    – Czeeeść. Mogę mieć. A o co chodzi? 

    Cicho westchnęłam. Janusz na ogół reagował bardzo spokojnie, wręcz flegmatycznie. Nawet jeżeli cieszył się, to i tak trudno było wykrzesać z niego zewnętrzne objawy entuzjazmu. Kiedy oglądał mecz naszej reprezentacji, trudno było orzec, patrząc na jego twarz i ruchy, czy nasza drużyna wygrywa, czy przegrywa?  

    – Mam ochotę na wycieczkę – zamilkłam na chwilę. Więcej nie musiałam tłumaczyć. Jedynie czekałam aż informacja dotrze do jego mózgu. W końcu to tylko facet. – Ty… byłbyś kierowcą.

    – O! Dziękuję. Nareszcie zdecydowałaś się – westchnął, jakby kamień spadł mu z serca. Ożywił się. – Chętnie! Chętnie służę swoją pomocą! Z twoją urodą… Jak zwykle mam zapewnione niezapomniane wrażenia! – był naprawdę podekscytowany, a jego komplement szczery. Nie żartował, tym bardziej, że miał być bierny. – Naprawdę, bardzo się cieszę, Miruś. Ale sprawiłaś mi niespodziankę! To potrafisz robić! – I jeszcze dodał po chwili, kiedy zaczął rozumować racjonalnie: – Broń zabrać?

    – Wyłącznie bazookę.

    Tylko ja wiedziałam, że mój przyjaciel prowadzi dość rozwiązłe życie i stara się przekonać do podobnego zachowania wszystkie swoje koleżanki, znajome i nieznajome. Również mężatki. Czynił to mniej lub bardziej dyskretnie. Z reguły bezskutecznie. Niezależnie od wieku, wszystkie nagabywane kobiety szybko orientowały się, że chodzi mu tylko ‘o jedno’.  

    Mąż, poinstruowany przeze mnie, uznawał Janusza za mojego kolegę ze studiów, z którym czasem wiązały mnie zawodowe obowiązki. I tak rzeczywiście było.

    – Bądź u nas w sobotę o 20. Wystarczy?

    – Taaak, powinniśmy mieć dość czasu.

    – Nie obawiaj się. Męża nie będzie…

    – A! To fajnie! Na pewno będę punktualnie. Czy też mogę liczyć na małe…?

    – Tak, możesz liczyć na małe ciasteczka. I na kawę. Jak szaleć, to szaleć!

    – Do zobaczenia, moja piękności – zabrzmiał ponuro i rozłączył się.

    W mieszkaniu pojawił się z dziesięć minut wcześniej. Jednak nie potrafił zmusić się do spaceru. Przypadkowo spojrzałam przez okno, gdy zatrzymywał się pod moim blokiem.

    – Jasne! Jest tak podniecony, że woli pooglądać moje nogi niż odkurzyć deskę rozdzielczą w swoim oplu – uśmiechnęłam się.

    Napalony bidulek w samochodzie wytrzymał ledwie pięć minut i szybkim krokiem podszedł do domofonu.

    *

    Janusz, mój kolega siedział ze mną i popijaliśmy bezalkoholowe drinki. To znaczy, ja już zdecydowałam się na coś mocniejszego. Czekał mnie tak atrakcyjny i intensywny wieczór, że musiałam wzmocnić się. To nie był mój pierwszy raz. Myślałam o przebiegu wieczoru i nieświadomie założyłam nogę na nogę. Po chwili spostrzegłam, że Janusz wpatruje się w moje nagie udo.

    Koniec sierpnia, jeszcze jest ciepło, więc uznałam, że oszczędzę na pończochach, bo nie sądziłam, że po zabawie będą nadawać się do czegoś więcej niż kosz. Byłam ładnie opalona. Jasną spódniczkę z dżinsu uznałam za najwygodniejszą na taką eskapadę, ale założyłam do nich czarne sandałki na szpilce. Spojrzałam w lustro i uznałam swój wygląd za bardzo seksi. Ubrałam białą bluzkę z rękawami w biało-niebieskie pionowe pasy. I ładnie, i seksi. Biel podkreślała opaleniznę, więc wybór uznałam za trafny. Bluzki, oczywiście, nie zapięłam zbyt wysoko, a biały stanik ładnie eksponował mój biust. Wiedziałam, że piersi są moim atrybutem, więc nie mogłam ich ukrywać przy takiej okazji.

    Ostatecznie nie założyłam łańcuszka na szyję. Trudno było przewidzieć, co się stanie. Ale nie potrafiłam zrezygnować z kolczyków. Założyłam duże koła. No, błąd, ale co tam. Wiedziałam, że pasują mi. Blond włosy ściągnęłam czarną tasiemką w ogon. Efektownie eksponowałam kolczyki i uznałam, że włosy nie będą spadać mi na twarz. Delikatnie podkreśliłam oczy. Do tego jasnoczerwona szminka. Janusz zanim wszedł i przywitał się, stał w drzwiach i z przyjemnością oglądał mnie.

    – No, świetnie wyglądasz! – aż rozłożył ręce. – Łoł! Jeżeli masz jakieś uprzedzenia wobec mnie, to powiedz, ile bierzesz od klienta, a ja chętnie skorzystam.

    – Właź! – szarpnęłam go i wpadł do mieszkania. Wkurzył mnie takim tekstem i to na klatce schodowej. Sąsiedzi mogli usłyszeć. – Zapamiętaj sobie: jeżeli kiedykolwiek wpadłabym na taki pomysł, to i tak jestem poza twoim zasięgiem. Czy to jasne?

    – Nooo… Jasne! – poprawiał kurtkę. – Ale dlaczego?

    – Nie, bo nie! – spojrzałam mu prosto w oczy.

    – No tak. Przy tak wyczerpującej argumentacji nie mam o czym dyskutować. I co? Gotowa?

    – Prawie. Jeszcze muszę coś wypić.

    – O, to ja też!

    – Ty dostaniesz najwyżej herbatę.

    – Obiecałaś kawę i ciasteczka. Ale chętnie zjadłbym jakieś kanapki.

    – Przestań żebrać.

    *

    Jechaliśmy już za miastem kilkanaście minut. Janusz nagle skręcił i wjechał w jakąś leśną ścieżkę. Za chwilę okazało się, że po przejechaniu kilkudziesięciu metrów jest spory parking z jednej strony otoczony lasem i polami z drugiej. Droga prowadziła między polami. Gdzieś w oddali widziałam kontury pojedynczych domów, w oknach paliły się światła. Parking nie był oświetlony. Stało na nim może z dziesięć samochodów i każdy miał włączone światła. Nie dostrzegłam żadnej kobiety. Wszyscy mężczyźni kłębili się przy dwóch samochodach, które stały w dość dużej odległości od siebie.

    – Też pójdziemy pooglądać? – zapytałam, przyglądając się sylwetkom kilkunastu mężczyzn.

    – Chyba żartujesz – prychnął zdegustowany Janusz.

    Podjechał samochodem nieco bliżej i ustawił się równolegle do jednego z nich. Z odległości około 10 metrów nie widziałam zbyt wiele. Głównie męskie plecy. Kierowca otworzył dach w samochodzie i usłyszałam dudniącą muzykę. Wszyscy usłyszeli. Na siedzeniach stanęła blondwłosa dziewczyna i zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Kierowca włączył jakieś światła, których strumień padał na blondynkę. Gwałtownie poruszała głową na boki, a proste, długie włosy omiatały jej twarz. Potem powoli rozpięła i w takt muzyki zdjęła bluzkę.

    – Ja mam większy biust – od razu zauważyłam.

    Dziewczyna pomiętosiła piersi i rozpięła stanik. Zrzuciła go. Gwizdy, oklaski, okrzyki. Nie widziałam zbyt wiele, ale nieco później w górę wystrzeliła ręka, w której trzymała spódniczkę. Reakcja równie żywiołowa jak przy ściąganiu stanika. Chwilę później w strumieniach światła pojawiła się wyciągnięta ręka, z której coś poleciało w górę i zaraz dziewczyna złapała spadający skrawek materiału.

    – Majtki – sapnął Janusz.

    Dziewczyna jeszcze tańczyła i powoli znikała w aucie. Mężczyźni kłębili się przy aucie.

    – Co się dzieje?

    – Zaczęła się licytacja – wyjaśnił podniecony Janusz. Wyglądał, jakby chciał dołączyć do nich. Prawie było mi go żal.

    Mężczyźni stojący przy drugim aucie zachowywali się coraz głośniej. I nie tylko oni. Jakiś mężczyzna jęczał coraz głośniej, ale towarzyszyły mu postękiwania kobiety. Po wyjątkowo głośnym westchnieniu pojęłam, że mężczyzna doszedł. Kobieta jeszcze głośno kwiliła. Reszta przyjęła to ze śmiechem i skwitowała rubasznymi komentarzami. Potem zaczęli wspólnie wydawać rytmicznie jakiś okrzyk.

    – Dopingują kolejnego faceta – domyśliłam się.

    – Nooo… – Janusz kręcił głową, próbując zobaczyć cokolwiek spoza muru męskich pleców. Daremnie.

    *

    Podałam mu płytę. Wsunął do odtwarzacza. Chciał włączyć odtwarzanie, ale w ostatniej chwili zrezygnował.

    – Ruszamy? – spojrzałam na niego.

    Janusz bez słowa kiwnął głową, usiadł wygodniej, włączył silnik, ale nie zapalił świateł. Zablokował wszystkie drzwi. Cofnął kilka metrów, zatrzymał, zatrąbił i błysnął kilka razy wewnętrznym światłem. Wszyscy na moment odwrócili się do nas, a kilku mężczyzn ruszyło w kierunku naszego auta. Sięgnął do schowa i wyjął jakiś przedmiot, który położył sobie na kolanach. Nie zdołałam zobaczyć, co to jest. Cofnęłam fotel i odchyliłam oparcie. Po chwili mężczyźni otoczyli samochód. Janusz włączył klimatyzację, muzykę oraz silną latarkę, którą nastawił ją na szybkie, regularne pulsowanie i ułożył obok kierownicy. Przekręcił się w fotelu w moim kierunku, wygodnie oparł o drzwi. Uśmiechał się i czekał.

    Odwzajemniłam uśmiech. Wsłuchałam się w muzykę i zaczęłam kołysać się w jej rytm na fotelu. W aucie zrobiło się jeszcze jaśniej. To obserwujący mnie mężczyźni włączyli latarki i telefony. Powoli rozpinałam bluzkę, a twarze i dłonie widzów przykleiły się do szyb auta. Janusz nieznacznie otworzył przednie szyby. Nie wcisnęliby palca, ale teraz wszyscy słyszeli głośną, dynamiczną muzykę, do której poruszałam się na fotelu. Pulsujące światło pasowało do jej rytmu. Kiedy rozpięłam bluzkę, prowokująco poruszałam ramionami, a Janusz pomógł mi ją zdjąć. Po chwili leżała na jego kolanach.

    Poruszając się w rytm muzyki, powoli rozpięłam stanik. Trzymałam przyciskałam go do piersi, odwróciłam się w jedną stronę, w drugą. Słyszałam zachęcające komentarze. Wtedy zgasło światło… Dosłownie po kilku sekundach Janusz ponownie włączył światło, a ja siedziałam bez stanika, zwracając się w lewo i w prawo. Słyszałam słowa zachwytu na widok mojego biustu i nadal poruszałam się, wsłuchując w muzykę.

    *

    Odchyliłam się i wygodnie półleżałam w rozłożonym fotelu. Pokazałam jedną nogę, oparłam ją o podłogę i pokazałam drugą. Zdjęłam sandałki i stopy wylądowały na desce rozdzielczej. Mężczyźni mogli podziwiać moje wypielęgnowane stopy i pomalowane paznokcie. Opuściłam stopy, odwróciłam się, ustawiłam na fotelu prawie na czworakach. Zakołysałam nagimi piersiami.

    Poczułam dłonie Janusza na mojej pupie. Pośpiesznie rozpinał spódniczkę i wreszcie zsuwał ją. Poruszałam biodrami, ułatwiając mu jej zdejmowanie. Ale on był zachłanny, więc jednocześnie ściągał mi stringi.

    – Szkoda, chciałam zdjąć je oddzielnie – pomyślałam, ale na protest było za późno.

    Wreszcie spódniczka i majtki znalazły się nad kolanami. Wtedy zgrabnie odwróciłam się, znowu półleżałam w fotelu, a Janusz schylił się i zdjął ze mnie ostatnie fragmenty ubioru. naga rozłożyłam ręce i w powietrzu zgrabnie przebierałam nóżkami. Widziałam twarze przyklejone do szyby, koła pary na szybie, rozcapierzone dłonie. Przełknęłam ślinę. Byłam bardzo podniecona. Położyłam się na prawym boku i pokazałam jak wkładam palec do cipki. Komentarze na zewnątrz stawały się coraz głośniejsze i coraz bardziej wulgarne. Położyłam się na lewym boku, uniosłam nogę i pokazałam rozwartą cipkę. Znowu wsunęłam palec. Komentarze i gwizdy przybrały na sile, a utwór powoli dobiegał końca.

    *

    Janusz jeszcze bardziej otworzył okno po mojej stronie i nachylił się nade mną:

    – Jeden, któremu pani obciągnie – rzucił propozycję.

    Hałas wzrósł. Komentarze stały się głośniejsze. Domyśliłam się, że propozycja rozczarowała oglądających.

    – No, w końcu ja też nie jestem maszyną – mruknęłam pod nosem, reagując na odgłosy niezadowolenia zgromadzonych widzów.

    Wreszcie do szyby podszedł wybrany albo wylosowany mężczyzna, który rozpiął rozporek i wyjął sterczącego, sporego penisa. Szyba zjechała jeszcze niżej, a ja złapałam go swoją dłonią i powoli masowałam.

    – Dziewczyno, obciągaj, bo zaraz wytrysnę! – ostrzegł mnie anonimowy koneser moich wdzięków i umiejętności.

    Dwoma palcami ściągnęłam napletek i zobaczyłam żołądź. Lekko ścisnęłam członek i pojawiły się pierwsze krople. Facet syknął. Pewnie ostatkiem sił bronił się przed wytryskiem. Pewnie sporo zdążył się naoglądać. Opuszką palca rozmazałam kropelki i paznokciem drugiej dłoni przejechałam pod członkiem, wyczuwając jego miękkość aż dotarłam do moszny. Delikatnie przytrzymałam ją i wzięłam penisa w usta. Facet odetchnął z ulgą. Ciepło ust i dłoni nieco złagodziły podniecenie. Intensywnie poruszałam językiem. Nie chciałam zbyt długo bawić się z tym facetem. To głównie on czerpał satysfakcję, chociaż też byłam mokra. Poruszałam głową, przesuwając ustami po członku. Momentami uciskałam go ząbkami, więc facet znowu syczał. W pewnej chwili nie wytrzymał i złapał mnie za głowę. Zaczął nią rytmicznie poruszać aż wytrysnął mi w usta. Drgnęłam, kiedy poczułam tryskającą spermę. On głośno i przeciągle westchnął. Znieruchomiał. Wykorzystałam jego zadowolenie i wysunęłam penisa z ust. Wyplułam spermę obok niego i cofnęłam się. Nacisnęłam przycisk i zamknęłam okno. Otarłam usta.

    *

    Janusz znowu nachylił się nade mną i nieznacznie spuścił szybę:  

    – Uwaga! Zapraszam dwóch panów na tylne siedzenie, od strony pani! – zapowiedział i od razu podniósł szybę. Wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Ruszyli do drzwi. Patrzyłam z niepokojem.

    – Tylko dwóch panów! – głośno krzyknął Janusz nad moim uchem. Odblokowane drzwi otworzyły się energicznie i wpadło dwóch rozochoconych facetów. Za nimi pchali się kolejni. Sytuacja stawała się groźna. Za moimi plecami Janusz wychylił się do drzwi i wysunął rękę z przedmiotem, który trzymał na kolanach. Zaterkotał paralizator i dwóch niedoszłych adoratorów z krzykiem gwałtownie cofnęło się i upadło. Kolejni, zaskoczeni i przestraszeni, zatrzymali się.

    – Zamykać drzwi! – krzyknął Janusz do mężczyzn siedzących z tyłu. Momentalnie wykonali polecenie. Janusz ruszył na wstecznym. Po kilkunastu metrach zahamował, skręcił i ruszył drogą w kierunku nielicznych domów. Zatrzymał się po przejechaniu, ja wiem?, czterystu metrów. Zgasił silnik, świateł nie było widać, więc spojrzeliśmy do tyłu. Nikt za nami nie biegł, nie jechał samochodem.

    *

    – Panowie, kobieta jest wasza. Macie gumki?

    Mieli. Klęli, kiedy z trudem wyskakiwali z samochodu i prawie wyrwali mnie z siedzenia. Ledwo zdążyłam założyć sandałki. Były na szpilce, więc za chwilę ładnie wypinałam pupę. Już nie przeklinali. Rozpięli rozporki, ustami pomogłam założyć im gumki i masowałam penisy, chociaż już tego nie potrzebowali, ale starałam się zadbać o ich doznania. Jeden z nich, bardziej zniecierpliwiony niż kolega, nie wytrzymał, podniósł mnie i odwrócił tyłem. Oparłam dłonie o maskę samochodu, wdzięcznie wypięłam pupę, a już po chwili wszedł we mnie.

    – Oj! – krzyknęłam. Byłam mokra, jednak impet, z jakim wszedł, zaskoczył mnie. Ale jaki był przyjemny!

    – Ściskaj chuja! – warknął podniecony. Drugi z nich stał z boku, masował penisa i macał moją pierś.

    Starałam się pracować pochwą tak, żeby ją poczuł. Nie było to zbyt trudne. Miał grubego penisa. Naprawdę grubego.

    – No, potrafisz! – odezwał się z uznaniem. Rżnął mnie bardzo mocno. Był silny, czułam to, kiedy chwycił mnie za biodra. Bałam się, że mogą być kłopoty, kiedy będzie niezadowolony. Janusz nie zdołałby przeciwstawić się temu osiłkowi. Nagle pchnął mnie na maskę.

    – Teraz ty ją weź – zdyszany stęknął do kolegi.

    Drugi wszedł we mnie spokojnie, ale też silnie uderzał. Robił to rytmicznie przez dwie, może nawet trzy minuty, aż ja nie wytrzymałam. Fala rozkoszy, jaka mnie zalała, spowodowała, że nic do mnie nie docierało! Na pewno jęknęłam przeciągle, ciesząc się spełnieniem. Facet nadal rytmicznie szarpał mnie, wyrywając ze mnie rytmiczne stęknięcia, ale ja przeżywałam niesamowitą ekstazę! Chciałam w niej trwać jak najdłużej. Nogi ugięły się pode mną, a kochanek potraktował mnie jak mięso. Rzucił na maskę i dalej rżnął. Chłód maski nie orzeźwił mnie. To był silny bodziec, ale trwający błogi stan był znacznie silniejszy. Z głupawym uśmiechem leżałam na masce auta, przesuwałam po niej policzkiem, rzęziłam i smakowałam moją euforię. Cokolwiek i gdziekolwiek by mi włożył, nie miałoby znaczenia. Niczego nie słyszałam, niczego nie dostrzegałam. Chłonęłam orgazm…  

    *

    Kiedy wrócił mi słuch, spadło ciśnienie, trochę otrzeźwiałam, ten pierwszy stał przy mnie i próbował wcisnąć penisa w usta. Ponaglał mnie. Otworzyłam usta i… miałam go całego. Ależ mnie wypełniał! Prawie dławiłam się. Obciągałam coraz bardziej energicznie. Prezerwatywa też mi smakowała. Gruby penis zaczął wypychać mój policzek.

    – Zmiana! – sapnął do kolegi. Ten bez oporu przeszedł do moich ust. Obciągałam mu od razu. Nawet chwyciłam w rękę. Ten z grubym wsadził mi do pochwy i dwa palce wepchnął do odbytu. Zrobił to dość delikatnie, więc nie oponowałam. Potem wcisnął trzeci palec, a członek szalał w pochwie. I wtedy miałam lekki odjazd! Chyba straciłam świadomość na dwie-trzy sekundy, bo facet wpychający penisa w usta szarpnął mnie za głowę i ponaglił:

    – No, obciągaj! Później odpoczniesz!

    Stwierdziłam, że moja ręka, w której przed chwilą trzymałam penisa, luźno zwisa wzdłuż ciała. Nie wiem, kiedy ją opuściłam. A facet z tyłu zaczął wpychać penisa do odbytu!

    – Ej, tylko nie tam! Nie zmieścisz! – zaczęłam głośno protestować.

    – Spoko! Dasz radę! – wysapał i nie przestawał wpychać penisa.

    – Nie chcę! Zostaw mnie! – protestowałam rozpaczliwie. – Janusz!

    Kolega, cały czas tylko przyglądający się, ruszył w naszym kierunku.

    – Nie radzę! Stój tam, gdzie stałeś! – ostrzegł go, a w ręku tego, któremu obciągałam błysnął nóż.

    Tak się przeraziłam, że zatkało mnie. Mechanicznie i ze strachu obciągałam mu, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jednak ten z grubym penisem już nie próbował wejść do pupy. Janusz został przy samochodzie, a oni odciągnęli mnie na trawę. Zmusili mnie, żebym ustawiła się na czworakach. Gruby penis wbił się do pochwy i wściekle walił. Czekałam aż skończy. Bałam się. W końcu wyszedł, ściągnął gumę, chwycił mnie za włosy, żeby podnieść głowę i obficie spuścił się na moją twarz. Nie mogłam odwrócić głowy. Trzymał mnie lewą ręką, a ja miałam wrażenie, jakbym tkwiła w imadle. Sperma ściekała po policzku, więc odwrócił nieco twarz i penisem wepchnął ją do ust:

    – Połknij, a potem wyliż go – polecił spokojnym, opanowanym głosem.

    Gorliwie wykonałam polecenie. Ależ bałam się! Jego kolega korzystał z okazji i rżnął mnie od tyłu. Zamek od spodni boleśnie wbijał się w moje pośladki, ale teraz nie miało to znaczenia. Chciałam, żeby już skończył. Zaczęłam pojękiwać, udając rozkosz i chyba podnieciłam go. Wyszedł ze mnie, zdjął gumkę i spuścił się na drugi policzek. Na wszelki wypadek zaczęłam mu obciągać. Syczał, szarpnął mnie i kazał delikatniej obciągać. Pochłonęłam go ustami i masowałam językiem. Kiedy skończyłam, cofnął się. Śluz, ślina i resztki spermy pociekły na trawę.

    *

    – Przypilnuj go, a ja jeszcze wezmę ją na chwilę – powiedział siłacz. Szarpnął mnie za kark i podniósł z czworaków. Jego kolega coś mruknął, kiwnął głową, zapiął rozporek i znowu wyjął nóż. Trzasnęła sprężyna i był gotowy. Facet stał i patrzył. Janusz nawet nie drgnął. Nieporadnie szłam obok siłacza, który cały czas trzymał mnie za kark. Stanęliśmy po kilku krokach przy pierwszych drzewach.

    – Uklęknij i obciągaj!

    Wykonałam polecenie. Już nie trzymał mnie za kark, ale nachylił się i złapał piersi. Miętosił je, ciągnął w górę, ale nie szarpał. Pieścił trochę inaczej i gdyby nie sytuacja, to nawet odczuwałabym satysfakcję. Moje rozważania przerwało kolejne polecenie:

    – Połóż się na plecach! Ręce w bok!

    – Tutaj chce spółkować? Na trawie? Oszalał? W aucie byłoby wygodniej – myślałam, zaskoczona poleceniem, które szybko wykonałam.

    Stanął na moich rękach! Ależ mnie bolało! Ludzie!! Jęknęłam i zachłysnęłam się. Sikał na mnie! Sikał na moją twarz! Próbowałam odwrócić głowę, ale silny strumień nadal spadał na mnie! Oblał mi całą głowę! Wierzgałam nogami, jednak nie mogłam dosięgnąć go. Kiedy skończył, westchnął z ulgą. Był zadowolony. Zszedł z moich rąk.

    – Wstawaj!

    Z wysiłkiem podniosłam się. Już nie chciał dotknąć mojego karku. W końcu od tyłu wsadził mi palce do pochwy i tak trzymając, poprowadził do auta. Nie protestowałam. W ogóle nie odezwałam się. Szłam na palcach, żeby nie skręcić nogi w szpilkach. Jakimś cudem nie spadły mi podczas tych brutalnych ‘harców’.

    *

    – Masz swoją kobietę – facet wytarł dłoń o moje plecy i pchnął mnie w kierunku Janusza. – W zasadzie jesteśmy zadowoleni, ale na przyszłość nie baw się paralizatorem i nie ograniczaj liczby chętnych. Tamte dziewczyny zostały solidnie wyruchane. Bez racjonowania. Po to przecież przyjechały. A ty co? Ludzi straszysz paralizatorem? System kartkowy chcesz wprowadzać? Akurat na swoją kobietę?

    Chowając nóż, jego kolega parsknął śmiechem:

    – Ta też powinna być używana bez ograniczeń. Wiecie chyba, jakie są zasady? Jak się nie podoba, to więcej nie przyjeżdżajcie – po tych słowach ruszyli w kierunku parkingu. Kiedy już zniknęli w ciemnościach i zasłonięci przez drzewa, jeszcze słyszałam ich głosy i śmiech.

    Wsiadłam do auta. Drżałam. Z pewnością ze zdenerwowania, bo noc była ciepła. Dochodziła 23. Zdzierałam z rolki papierowe ręczniki i wycierałam, co mogłam. Zużyte rzucałam na podłogę. Janusz później posprząta. Był do tego przyzwyczajony.

    – Rola sprzątającego dobrze mu zrobi. Doceni pracę zwykłych ludzi – skonstatowałam z sarkazmem, sama nie wierząc w swoje słowa. 

    W końcu musiał ‘zapłacić’ za możliwość oglądania mnie w akcji. Jako kierowca nie przemęczał się i nie ponosił zbyt wysokich kosztów, a lubił oglądać moje ciało. Jako ochroniarz mógłby odganiać co najwyżej małolaty, a i to nie jest pewne. Kiedyś onanizował się przy mnie, kiedy ja zrobiłam dla niego striptiz. I na tym skończyliśmy. Znałam go, nie był w moim typie i nie miałam ochoty na seks z nim. Chyba, żebym kiedyś musiała ciałem zarabiać na utrzymanie… Na szczęście, na razie mąż gwarantował stabilny byt.

    *

    Jechaliśmy w milczeniu. Janusz nie pędził, nie musieliśmy śpieszyć się. Zamyślona patrzyłam przez okno. Mijaliśmy coraz więcej budynków, oświetlonych okien.

    – Tak, podniecała mnie zdrada! Ale nie taka zwyczajna z wytypowanym facetem. Chciałam zawsze z lekkim dreszczykiem, z poczuciem zagrożenia, niebezpieczeństwa, zawsze oryginalnie, w innym otoczeniu, z perwersjami, anonimowo, w aurze tajemniczości. Inny mężczyzna, mężczyźni. O, tak! Kilku! Przymus, wymuszona uległość, pożądanie i zachłanność, której mi brakowało, a której nie doznałam w małżeństwie. Obcy mężczyźni zawsze rzucali się na mnie. Zawsze było im mało. I byli perwersyjni! Mąż szybko nasycił się mną. Dla mnie zbyt szybko. A poza tym był tradycjonalistą. 

    Janusz już nie cofał. Pojechał w kierunku domków i jadąc wzdłuż osiedla, w końcu wrócił na główną drogę. Jechaliśmy w milczeniu. Okno miał otwarte, było ciepło, ale pewnie śmierdziało ode mnie moczem. W trakcie jazdy założyłam spódniczkę i bluzkę. Podwiózł mnie pod blok. Wysiadłam, zabrałam torebkę. Umówiliśmy się na telefon następnego dnia.

    Długo myłam się pod prysznicem, potem jeszcze leżałam w wannie w morzu piany. Wcześniej wychyliłam dwa kieliszki wódki:

    – Przeżyłam świetne orgazmy, ale zakończenie było jak z kryminału! Przeraziłam się na widok noża – analizowałam zdarzenie. – Przecież nie takie rzeczy już robiłam, „złoty deszczyk” też lubię, ale nie pod takim przymusem! – delikatnie dotykałam obolałych przedramion. Już zdecydowałam:

    – Trzeba wybrać inne miejsce, o lepszej reputacji albo wracać do jednego z poprzednich, bo takich facetów nie mam zamiaru spotykać. Niech Janusz martwi się. Pojebane bydlaki! Gdyby nie zakończenie, to mogło być naprawdę fajnie…

     

    K  O  N  I  E  C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Meskie masaze

    Rozpocząłem drugi etap studiów. Wyjechałem do innego miasta i wynająłem stancję z dwoma obcymi kolesiami, którzy dopiero zaczynali swoje pierwsze przygody ze studiami. Filip i Radek są o trzy lata młodsi, ale całkiem fajni. Obaj na ratownictwie medycznym, obaj ogarnięci i towarzyscy. Często trafia się na dziwaków albo narkomanów, więc miałem dużo szczęścia i cieszyłem się, że to właśnie z nimi mieszkam. Zauważyłem jednak, że… obaj są gejami. Jestem tolerancyjny i absolutnie nie przeszkadzało mi to, że coraz częściej okazywali sobie uczucia w mojej obecności.

    Pewnego razu zaczęliśmy rozmawiać o seksie. Opowiadałem im o swoich byłych dziewczynach. Mówiłem, jak to było z okazywaniem uczuć, czułościami i niegrzecznymi zabawami z moją ostatnią dziewczyną i jak mi tego brakuje. Zapytałem, czy któryś z nich miał w przeszłości dziewczynę, czy na sto procent są gejami. Temat wracał dosyć często. Nieco zaskoczyły mnie różnice w poglądach na kwestie uczuciowe, ale i tak było całkiem spoko. Zauważyli, że jestem dla nich tolerancyjny i postanowili przedstawić mi jeszcze jednego swojego kolegę z uniwerka, też geja – Konrada, który wkrótce również z nami zamieszkał. Z powodu braku innych miejsc, musiałem go przyjąć do swojego pokoju, ale nie było źle.

    Chłopaki całkiem spoko, bez żadnych dziwactw, stonowani, uprzejmi, dbający o wszystkich, miło mi się z nimi mieszka. Czasami wypytywali o moje obecne życie towarzyskie, ponieważ zauważyli, że nie jestem zbyt szczęśliwy. Za każdym razem musiałem im odpowiadać, iż nie jestem gejem, więc żadne ewentualne zabiegi matrymonialne nie leżą w kręgu moich zainteresowań i nie mogą mi w żaden sposób pomóc, póki sam sobie nie poradzę. Pewnego razu po piwku wyżaliłem się jednak, że od dłuższego czasu brakuje mi obcowania cielesnego i marzę o erotycznym masażu ciała. Temat przycichł, ale po trzech miesiącach wspólnego mieszkania, przy niepoprawiającej się sytuacji towarzyskiej, pomyślałem, że choć to szaleństwo, to jeszcze raz rzucę hasło tego masażu i zobaczymy, co będzie.

    Powiedziałem, iż marzy mi się kompleksowy masaż całego ciała, przy którym nie byłbym skrępowany, mógłbym się wyciszyć, zrelaksować, skupić na samym sobie i na doznaniach płynących z mego ciała. Moja dziewczyna zrobiła mi taki dawno temu i znów o takim śnię. Niestety, zupełnie nie mam nikogo, kto mógłby go powtórzyć. Oczywiście, byłby to zwyczajny masaż, bez żadnych seksualnych elementów, tyle tylko, że musiałbym być całkowicie nago tak, jak robi się to profesjonalnie na wschodzie. Z Filipem i Radkiem mieszkamy pod jednym dachem już dosyć długo, a z Konradem dzielę nawet swój pokój, więc widzimy się w różnych sytuacjach, choć jeszcze nigdy całkiem na golasa. Niektórzy powiedzieliby, żeby uważać na gejów, bo mogą ci zrobić krzywdę, zgwałcić i czymś zarazić. W naszym przypadku szanujemy się wzajemnie i nie istnieje atmosfera wzajemnej seksualności, gdzie każdy z każdym uprawiałby seks wszędzie, gdzie się da, podglądał wzajemnie i całował z zaproszonymi kolegami. To zupełnie nie tak. Ci ludzie nie są jakimiś niewyżytymi zboczeńcami i mamy do siebie dużo zaufania. Ponadto, prawdę mówiąc, jestem ciekawy, jakby to było z chłopakiem, ponieważ w życiu lubię eksperymentować i być otwartym na nowości. Początkowo trochę się wstydziłem w ogóle o tym mówić, ale oni są gejami, więc propozycja wzbudziła ich zainteresowanie.

    Szukaliśmy wspólnego rozwiązania. Tak, jak sądziłem, spodobał się im pomysł, żeby to któryś z nich robił mi masaż, a jako ratownicy medyczni, są obeznani z ludzkim ciałem, znają fajne techniki i nie są wstydliwi. Ja wolałbym to jednak robić z dziewczyną, aczkolwiek nie mam nic do stracenia, a bardzo mocno chcę. Nasuwa się ciekawa okazja do zupełnie niepowtarzalnego przeżycia, więc można by skorzystać. Źle chyba nie będzie. Rozważaliśmy różne opcje; czy miałbym być nago, czy niekoniecznie, gdyż najważniejszy jest mój komfort. Stwierdzili, że dla nich to bez różnicy, gdyż po prostu chcą mi pomóc. Wydawało mi się jednak, że każdy z nich pragnął to zrobić. Wybór był trudny. Jeśli rzeczywiście chciałem tego masażu, miałem tę jedną szansę i musiałem się przełamać.

    Powiedziałem wreszcie: – Hej, chłopaki! Wiecie co? Skoro wszyscy chcemy, to zróbmy to teraz. Będzie ciekawie. Nie było sensu dłużej nad tym rozmyślać, postanowiłem więc, że tu i teraz zgodzę się na masaż. Zgodziłem się być całkowicie na golaska, choć to nie było łatwe. Stwierdziłem też, że jak się bawić, to na całego – niech wszyscy trzej robią mi ten masaż jednocześnie. Nikt nie miał nic przeciwko temu. Co prawda, żadnego ryzyka nie czułem, ale mimo wszystko mam im oddać całe swoje ciało, chłopakom, gejom, pierwszy raz w życiu. Nie wiedziałem, co mnie czeka, czy będzie mi wstyd, czy też poczuję się swobodnie tak, jak tego pragnę; czy będzie mi dobrze, a może mnie wyśmieją. Lęk miałem ogromny, a w moich oczach zapewne dało się zauważyć zawstydzenie, no ale decyzja została już podjęta. Nic mi się nie stanie. Przecież to nic wielkiego. Zapewne będzie fajnie i wesoło.

    Byliśmy gotowi. Tylko jak zacząć? Dało się odczuć speszenie. Konrad zaproponował, że wszyscy wyjdą i gdy będę gotowy, to ich zawołam i zaczniemy pojedynczo albo wszyscy na raz. Ale co to za rozwiązanie, skoro i tak mam być nago? Zawstydziłbym się sytuacją, w której leżąc roznegliżowany, widziałbym zbliżającego się do mnie kolesia. Trochę jak w szpitalu. Filip wyskoczył z pomysłem, żebym zaczął się powoli rozbierać. Nie jestem striptizerem i nie chcę robić z tego szoł. Mijały minuty i wyszło z tego straszne lamusiarstwo. Bez przesady, jesteśmy dorośli. Nieśmiało powiedziałem: – Trzech dorosłych facetów, a ja mam się przy was rozbierać, jak na komisji wojskowej? Po prostu się położę, a wy mnie rozbierzcie do naga i lecimy!! Fajne z was chłopaki, do dzieła!

    To była moja ostatnia chwila w ubraniu. W niecałe dziesięć sekund leżałem już zupełnie goluteńki. Bez ubrania czułem się jak kura bez głowy. Wykrztusiłem z siebie tylko: – Ale szybkie z was chłopaki i westchnąłem, a oni na mnie spoglądali. To było bardzo dziwne doznanie ani miłe, ani nie miłe, po prostu szokujące. Patrzyłem na nich, patrzyłem na swoją nieśmiało podkuloną kiełbaskę. Nie miałem pojęcia, że odczuję to tak mocno. Przecież to tylko moi koledzy oraz moje ciało. Żałowałem, bo mogłem zostać w gaciach. No ale cóż… Nigdy mi nie powiedzieli, co wtedy czuli, ale ja byłem w totalnym szoku. Zupełnie obnażony fizycznie i czerwony jak burak. Znad leżącego penisa widziałem trzech kolesi stojących przy łóżku, na którym spoczywam cały ja i wszelka moja intymność. Mocna chwila, trwająca tylko kilka sekund, ale zapamiętana przeze mnie na zawsze.

    Ogarnąłem się jakoś. Dłonią przetarłem twarz. Od razu zaczęli mnie dotykać po całym ciele. Oczywiście, tak, jak sobie życzyłem, z dala od krocza. Widzieli, że bardzo się spiąłem, więc zaczęli ze mną rozmawiać, masując najpierw kończyny, a następnie tors. Między nogami również czułem czasami czyjeś ręce, ale zamknąłem oczy i skupiłem się wyłącznie na relaksacyjnym ciepełku ich dłoni. Po woli odrzucałem krępujące myśli i zacząłem się odprężać. Nie czułem już nagości ani presji. Po kilkunastu minutach w ogóle przestałem czuć skrępowanie. Zapomniałem, że dotyka mnie trzech facetów i nawet penis zaczął mi stawać, raz po raz dotykany czyimiś dłońmi. Trochę drażniły mnie i rozpraszały męskie głosy, wolałbym kobiece. Było przyjemnie. Chłopaki rzeczywiście znali się na masowaniu.

    Pół godziny później przewrócili mnie na brzuch i pieścili moje plecy oraz pupę. To było najprzyjemniejsze, choć ktoś próbował sięgać głębiej. Dotykanie najintymniejszych części nie było zbyt miłe. Obawiałem się trochę o to, że ktoś może mi wsadzić, ale na szczęście tylko ja byłem goły, a żaden z nich nie próbował ze mną robić niczego, na co nie wyraziłem zgody. Gdy znudziło mi się leżenie na brzuchu, znowu się odwróciłem. Jeden zajął się moim karkiem i barkami, drugi usiadł tak, żebym założył na niego nogi i wraz z trzecim kolegą masowali moje podudzia, odbyt krocze i brzuch wraz z torsem. Masaż trwał już chyba z godzinę, więc prawie odpłynąłem i przestałem być wrażliwy na bardziej bardzo intymny dotyk. Cały czas miałem zamknięte oczy i skupiałem się wyłącznie na doznaniach, aż zasnąłem. Było mi tak lekko, przyjemnie, byłem rozmarzony.

    Nie wiem, kiedy skończył się masaż. Gdy się obudziłem, leżałem nago w łóżku, a moi koledzy rozmawiali sobie, siedząc przy stoliku obok. Muszę przyznać, że zrobili to profesjonalnie. Czułem wyłącznie przyjemność, żadnych negatywnych myśli ani zawstydzenia. Nie było żadnego seksu ani masturbacji. Nie miałem do nich żadnych obiekcji nawet wtedy, gdy po skończonym masażu pozostawili moje ciało bez okrycia, patrząc na mnie, jak śpię. Mogli mnie przecież ubrać. Przez jakiś czas leżałem sobie tak beztrosko goły, ale w końcu zwyciężyło poczucie zniesmaczenia i skrępowania. Po woli się ubrałem. Miałem wrażenie, że im się podobam, ponieważ często na mnie patrzyli.

    W następnych dniach rozmawialiśmy o tym w miłej atmosferze. Nie chciałem już więcej grupowych masaży. Niespodziewanie źle to zniosłem na początku i miałem traumę. W późniejszym czasie korzystałem jeszcze z indywidualnych masażów Konrada i Radka. Filip nie chciał i był dosyć mocno zazdrosny o Radka. Domyślam się, że w ich pokoju działy się fajniejsze rzeczy. Radek masował mnie dwa razy. Zawsze jednak samego peniska szczelnie zakrywałem ręcznikiem. Nie chciałem z nim obcować intymnie. Nie kręciło mnie to, a wręcz peszyło. Mimo to świetnie się z nim czułem. Fajny chłopak, z którym można pogadać o wszystkim i wspaniały masażysta. W przyszłości mógłbym korzystać z jego usług bez wahania. Nie chciałem jednak rozbijać jego przyjaźni z Filipem, więc dlatego tak szybko sobie odpuściliśmy. Z Konradem było inaczej. Mieszkaliśmy w jednym pokoju i spaliśmy na sąsiednich łóżkach. Widziałem, jak czasami sypiał nago i niby przez przypadek odkrywał się nad ranem, ukazując swoje klejnoty. Przyznam, że był całkiem niezły. Gdyby miał podobną do siebie siostrę w tym wieku, spodobałaby mi się. Ja także sypiałem nago, ale raczej nigdy nie pokazywałem mu niczego w sposób celowy. Owszem, czasami zdarzało się, że się odkrywałem, przebierałem, lub wychodziłem nago spod prysznica i któryś z kolegów mógł coś widzieć, ale to naturalne, gdy mieszka się w męskim gronie. Ku mojemu zniesmaczeniu, podobnie było z Radkiem, szczególnie we wspólnej łazience. Tylko Filipa nikt nie widywał nago. Nie to, co mnie, którego doskonale widzieli wszyscy. Kilka razy Radek wchodził nam do pokoju, gdy spaliśmy, a czasami – zwłaszcza po kilku piwach – byliśmy odkryci. Raz weszliśmy z Konradem do pokoju Radka i Filipa. Okazało się, że przystawili łóżka tak, żeby spać razem i faktycznie sypiali ze sobą nago, choć członki mieli schowane.

    Polubiłem Konrada. Nie był tak fajny, jak Radek, ale miał w sobie coś, co kochałem platoniczną miłością. Oczywiście nie był w moim typie ani nie zamieniłbym żadnej dziewczyny na niego, ale w pewien sposób podobały mi się pewne jego cechy. Korzystałem z jego masażów bardzo często i w ponad połowie tych przypadków było to też dotykanie mojej kiełbaski. Nie wiem, czemu się zgadzałem, ale było mi po prostu dobrze. On też często bywał goły. Nigdy nie uprawialiśmy seksu ani nawet masturbacji, ale przez trzy lata wspólnego zamieszkiwania pokoju, wpadliśmy w rutynę nagiego obcowania ze sobą.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Ala, cz. 3.

    Część 3.

    Nieco znużona małomównością mojego gospodarza, zdecydowałam się przejąć inicjatywę. Widziałam, że stara się, ale szło mu jak Syzyfowi pod górkę. Zresztą, chciałam ułatwić mu konwersację, bo kobiecy instynkt podpowiadał mi, że chłopak ma jakąś niespodziankę dla mnie. No i mi się podobał. Szczupły, zadbany, spokojny, nie był nachalny i chyba nieźle zbudowany. Tyle, ile zdołałam ocenić przez koszulę. Kawałek młodego mężczyzny, mniam… Ruszyłam z pomocą: 

    – Mam na imię Ala – przedstawiłam się z pogodnym uśmiechem, podając rękę.

    – Tak? – był nieco zdezorientowany. – Yyy, Daniel.

    – No, teraz chyba będzie nam wygodniej rozmawiać, prawda? – chwilę za długo przytrzymałam jego dłoń. Próbowałam zachęcić chłopaka do większej aktywności, ale nadal to głównie ja mówiłam. 

    – Jasne – potwierdził i dolał mi alkoholu. – Wypijmy za naszą znajomość.

    Drink smakował mi.

    – I co z tym kurierem?

    – Z kim? A, kurier – uśmiechnął się, spojrzał za zegarek i zrezygnowany wzruszył ramionami. – Ma jeszcze kilka godzin – rozejrzał się bezradnie.

    Bawiło mnie jego zachowanie. Wyraźnie nie odnajdywał się w roli gospodarza, ale całość robiła wrażenie, jakby była przygotowana na wizytę oczekiwanego (!) gościa. Nie potrafił prowadzić rozmowy. Był skrępowany, a ja czułam się panią sytuacji. I było mi z tym dobrze. Nawet coraz lepiej.

    – Chcesz poopalać się? – zapytał nieoczekiwanie.

    – Słucham?! – aż lód zadzwonił w szklance, kiedy spojrzałam na niego. 

    – Czy chcesz opalać się? – prawie sylabizował pytanie.  

    – No, czemu nie. Zaskoczyłeś mnie propozycją…

    – Czemu? Przecież świeci słońce – uśmiechnął się. Nagle wyglądał na wyluzowanego.

    – …ale byłoby mi żal straconego słońca, skoro jest okazja – dokończyłam przerwane zdanie. – W domu leżałabym na balkonie. Ale… Wiesz, tutaj mogą zobaczyć mnie jacyś znajomi. Wolałabym uniknąć takiej sytuacji i konsekwencji. Chyba rozumiesz?

    – Bez obawy! – ożywił się. – Ustawię leżak w taki sposób, że nikt ciebie nie zobaczy.

    Patrzyłam na niego zaskoczona, a on energicznie wstał, otworzył drzwi balkonowe i wyszedł. Od razu zrozumiałam! Słońce stało wysoko i promienie wpadały do mieszkania nad barierką. Można było opalać się, nie wychodząc z mieszkania.

    – To musi być u ciebie spory ruch – stwierdziłam z ironią. – Pewnie drzwi się nie zamykają, co? Zamontuj obrotowe.

    – Dlaczego? – spojrzał na mnie zaskoczony, ale szybko zrozumiał. – Aaa, to. Nieee… – lekceważąco machnął ręką. – Julka, współlokatorka, czasami przychodzi opalać się. To nawet miłe, bo ona chętnie opala się bez stanika. Czasami nawet bez majteczek. Ponieważ deską nie jest, więc za darmo mam ładne widoki. Czasem z Andrzejem posiedzimy, pooglądamy Julkę. Lubi, gdy doceniamy jej urodę – z uśmiechem mrugnął do mnie – ale biletów nie sprzedaję. Jeszcze nie sezon – dodał żartem. W ręku trzymał leżak. – No, na co czekasz? – patrzył na mnie zdziwiony.

    Fakt, teraz ja wyglądałam na speszoną. Wstałam, uśmiechnęłam się szeroko, żeby zatuszować niepewność i zaczęłam rozpinać bluzkę. Nie musiałam krępować się. Miałam ładną figurę, mój biust docenił już wcześniej. Ubrałam ładną bieliznę, w delikatne prążki, która podkreślała opaleniznę. Od biedy mogłam w niej leżeć na plaży. Kiedy rozpięłam bluzkę, Daniel podsunął mi krzesło. Jakoś nie pożerał mnie wzrokiem. Szybko zdjęłam spódniczkę. Mój pastelowo-żółty zestaw odpoczywał na krześle, a ja położyłam się na leżaku.

    – A ty dokąd? – zagadnęłam go, widząc, że wychodzi.

    – Przebiorę się i wracam – machnął sportowymi spodenkami i wyszedł. Wrócił w samych spodenkach i usiadł na krzesełku na balkonie.

    *

    Znowu rozmawialiśmy, ale jakoś rozmowa nie kleiła się. I nagle:

    – Jeżeli chcesz, możesz opalać się topless – zaproponował Daniel.

    – Tutaj? – byłam rozbawiona.

    – Tutaj – kiwnął głową. – Przecież nikt nie widzi ciebie, kiedy tak leżysz. W końcu to ostatnie piętro. A do mieszkania nikt nam nie zajrzy – uśmiechnął się.

    – Właściwie, czemu nie – przytaknęłam, wzruszając ramionami. Przecież chłopak widział już mój biust i to w krępującym otoczeniu, a tutaj byłam anonimowa i „na plaży”, kiedy słońce mocno przygrzewało. Fajnie rozwijała się ta znajomość. Byłam mile podekscytowana tą sytuacją. Spokojnie usiadłam, rozpięłam stanik i rzuciłam na krzesło. Trafiłam. Wygodnie ułożyłam się w leżaku. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Rozmawialiśmy, a ja spod przymrużonych powiek widziałam, że zamiast rozsiąść się na krzesełku, wychylił się i spoglądał na mój biust. Nie miałam czego wstydzić się przy nim. Fajnie było…

    – Ooo – nieoczekiwanie odezwał się, nagle wstał i zniknął.

    Czekałam cierpliwie. Wrócił po dłuższej chwili:  

    – Proszę – podawał mi kolorową szklankę.

    – Co to jest? – spojrzałam mu w oczy.

    – Gazowana mineralna z lodem, cytryną i dużą kroplą czystej.

    – Dziękuję – chętnie sięgnęłam po szklankę. Była chłodna. Napiłam się. – No, spora ta kropla – stwierdziłam po pierwszym łyku.

    – Ważne, że smakuje – leniwie machnął dłonią. Siedział na balkonie oparty o ścianę i teraz wystawiał twarz do słońca.

    Po kolejnych kilku minutach i łykach odstawiłam pustą szklankę na podłogę. Pół godziny później miałam dość:  

    – Daniel, dla mnie jest już za gorąco. Kończę opalanie.

    – Jak chcesz – wstał i pomógł mi podnieść się z leżaka. Wypchnął go na balkon, przymknął drzwi i spuścił żaluzje. W pokoju zapanował przyjemny półmrok.

    Stałam z rozłożonymi rękoma. Wiatraczek znowu przyjemnie chłodził moje ciało. Przymknęłam oczy, odchyliłam głowę i delektowałam się chłodem. Byłam w dobrym humorze. Odprężona.

    – O, naprawdę efektownie wyglądasz – stwierdził z uznaniem.

    Dotarło do mnie, że w pokoju, w którym panuje półmrok, prezentuję się w samych majteczkach przed półnagim chłopakiem. Zasłoniłam piersi.

    – Przestań! Jeszcze przed chwilą mogłem patrzeć na twój biust bez żadnych ograniczeń! – zaśmiał się.

    – No tak, ale to było jakby na plaży. Teraz jesteśmy w mieszkaniu. Tutaj jednak obowiązują inne zwyczaje – szybko sięgnęłam po bluzkę.

    – Przestań! – powtórzył chrapliwie i przytrzymał moją dłoń. – Cały czas byłaś w pokoju.

    – Chcę się ubrać – oznajmiłam miękkim głosem.

    *

    Bez słowa podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. Był na tyle silny, że nie mogłabym skutecznie się opierać. Kiedy wpadłam na niego, wyjął bluzkę z mojej ręki i rzucił na krzesło. Chciałam zaprotestować, ale był szybszy. Przytulił mnie do siebie i zaczął całować po twarzy, po uszach, w usta, ale odwróciłam głowę. Nie przerwał. Całował po szyi, karku, ramionach.

    – Nieee. Nie chcę! Nie! – słabo protestowałam. Alkohol i słońce zrobiły swoje.

    – Ale JA mam ochotę – szepnął stanowczo.

    Był podniecony. Bardzo! Kiedy mnie przycisnął, od razu wyczułam twardego penisa na podbrzuszu. Jednak cofnęłam biodra. Przestraszyłam się.  

    – Młody chłopak – pomyślałam, podekscytowana nieoczekiwanym obrotem sprawy i jego dużą potencją. – Przecież liczyłaś na to, kiedy zaczęłaś się opalać. Zrezygnowałaś z wyjazdu do centrum. Obnażyłaś się w pokoju obcego chłopaka. Wypiłaś sporo alkoholu. Prowokowałaś go, więc teraz masz to, czego podświadomie chciałaś – punktowałam zdarzenie i krytykowałam samą siebie. – Zresztą, on też ma ochotę na mnie – w myślach usprawiedliwiałam swoją krytykę.

    Chłopak przejęty sytuacją, zupełnie nieświadomy moich przemyśleń, przycisnął mnie, zaskakująco łatwo podniósł i przeniósł na tapczan. Położył mnie na plecach i padł na mnie.

    – O, naprawdę masz świetne cycki! – znowu gorączkowo całował mnie, a jego dłonie macały piersi. Potem sięgnął do krocza.

    Nie tego się spodziewałam. Odruchowo chwyciłam go za włosy i uniosłam głowę.

    – Zostaw mnie! Proszę! Nie chcę teraz! To za szybko! Puść mnie! – szamotałam się i użyłam ostatecznego, jak sądziłam, argumentu: – Nie chcę ciebie!

    – Nie szkodzi! Ja jestem mniej wybredny – uśmiechnął się i chwycił moje palce. Wykręcił je, aż z bólu puściłam jego włosy. W jedną dłoń złapał moje ręce w nadgarstkach i trzymał nad moją głową. Był silny, nie potrafiłam ich uwolnić. Drugą sięgnął do krocza.

    Nie zareagowałam na jego złośliwość. Właśnie próbowałam wyszarpać się z jego uchwytu, ale nie zdołałam. Naprawdę był silny i moje próby pokonania go, traktował z pobłażliwym uśmiechem. Słabłam, a jego pieszczoty, mimo mojego oporu i nerwowości, zaczęły odnosić skutek. Najpierw pocierał łechtaczkę, potem wejście do pochwy aż wreszcie wszedł palcem. Płynnie wycofał się i gwałtownym ruchem wsunął dwa palce. Poczułam ulgę i coś jak odprężenie. Jak w gorący dzień zanurzyć się w letniej wodzie i tak trwać.

    – Oooch! – westchnęłam głęboko. Wtedy poddałam się… Kiedy byłam podniecona i stękałam, dość głośno reagując na penetrację palcami, nieoczekiwanie przerwał pieszczotę i wysunął je. Byłam tak zaskoczona, że nawet chciałam podnieść się i zaprotestować. Jednak podniecona leżałam, gwałtownie oddychałam i czekałam. A byłam już tak blisko… Nie miałam ochoty patrzeć na niego. Zsuwał spodenki. Przylgnął do mnie i wepchnął palec do pochwy, a drugi do odbytu! Kciukiem pocierał łechtaczkę. W ten sposób wzmógł moje pożądanie, bo nie penetrował dziurek zbyt głęboko. A na to czekałam! Niewiele brakowało, a zaczęłabym go błagać!

    *

    – Wejdź głębiej… – w końcu poleciłam chrapliwym szeptem, ale prawie nie poznałam swojego głosu! Zabrzmiałam ulegle, prosząco. I było w nim tyle pożądania. Znowu stękałam, ulegając czułościom.  

    Usłyszałam lekki, chrapliwy śmiech. Daniel cieszył się, że pieszczoty odnoszą taki skutek.

    – Zerwę z ciebie majtki – zapowiedział prowokująco.  

    – Yhy – zgodziłam się z już napiętymi z podniecenia mięśniami. Rytmicznie odchylałam kolana na boki.

    Daniel krótkimi ruchami, ale bardzo energicznie wpychał i wysuwał palce z pochwy. Naprawdę robił to umiejętnie. Miał wprawę. Kolana poruszały się coraz szybciej.

    – Ale z ciebie napalona babka – jego podziw był szczery. – I mokra… – w głosie dominowało rozbawienie.

    – Takie poniżenie! Chłopak bierze mnie siłą, a ja żebrzę o więcej! – resztkami świadomości analizowałam sytuację. Zniesmaczyła mnie porażka. Żałowałam, że odważyłam się na tę prośbę. Już wiedział, jak bardzo byłam podniecona. – Ale przecież nie mogłam dłużej wytrzymać! – tłumaczyłam sobie. A teraz najważniejsze było rosnące podniecenie i to, na co jeszcze tak gorączkowo czekałam. Samo oczekiwanie potęgowało moje pożądanie. I Daniel o tym wiedział.

    – Jeszcze odjedziesz – obiecał szeptem. Oddychał szybciej. Moje podniecenie udzieliło się również jemu. W końcu miał do swojej dyspozycji niezłe ciało.

    – Oooch, ty! Ty… – jęknęłam chrapliwie, kiedy poczułam, że pieszczoty łechtaczki i warg przejmuje język! Mile zaskoczył mnie tak silnym bodźcem. Zadrżałam pod wpływem ciepłego oddechu, pokrywającego podbrzusze. Mógłby pieścić mnie tak bez końca. Zapomniałam, gdzie jestem, ani z kim się bawię. Nie dbałam o to, liczyły się wyłącznie doznania. Tylko one! One mną zawładnęły. O reszcie nawet nie miałam siły i nie chciałam myśleć. Nie teraz! Napinałam i rozluźniałam mięśnie. Oddychałam szybciej. Nadchodziła rozkosz. To było jak tsunami. Topiłam się w ekstazie. Jeszcze usłyszałam swoje radosne wycie.

    *

    Leżałam na brzuchu z szeroko rozrzuconymi nogami i rękoma. Ugięłam nogi w kolanach. Ledwo oddychałam, bo twarz miałam wciśniętą w poduszkę. Dłonie spazmatycznie zacisnęłam na kocu. Mój kochanek energicznie ruszał biodrami, wbijając się w pochwę. Oparty na łokciach czasami wciskał dłonie i dotykał moich piersi palcami. Chyba chciał złapać sutki. Nie otwierałam oczu. Koncentrowałam się na odbieraniu bodźców. Chłopak momentami był prawie brutalny, więc zróżnicowanie pieszczot było tak silne, że mogłam oszaleć, kiedy przesuwał paznokciem po udzie. Bo ruch mógł zakończyć w odbycie albo na piersi, albo w moich ustach. Po doznanym orgazmie, kiedy chyba na chwilę straciłam przytomność, w zasadzie pozwalałam mu na wszystko.

    Leżeliśmy na boku przodem do siebie, on na lewym boku, ja na prawym i próbowałam muskać go moimi włosami po twarzy. Miał zamknięte oczy, ale tym razem ja cały czas patrzyłam. Lewą ręką czasami dotykałam penisa, obserwując, jak wnika i wysuwa się z pochwy. Był wilgotny, twardy i miałam szaloną ochotę ścisnąć go! Na razie jedynie głaskałam. Masowałam łechtaczkę, odchylałam wargi. Śliną nawilżałam wargi, penisa. Byłam taka wyuzdana. Daniel trzymał mnie za kark i intensywnie uderzał biodrami. Drugą ręką trzymał mnie za biodro. Obejmowałam go lewą nogą i dociskałam piętą, żeby nie uciekł ze mnie. W pewnym momencie otworzył oczy i patrzył. Pocierałam penisa palcami, kiedy wysuwał się ze mnie i wyzywająco patrzyłam mu w oczy. Puścił biodro i moją smukłą nóżkę założył sobie na ramię!

    – Och, ty… – tylko tyle zdołałam wystękać. Jeszcze chwilę patrzyłam na niego i w końcu przymknęłam oczy.

    Twardy, sterczący, wilgotny penis wszedł we mnie po samą nasadę pod nieco innym kątem. Ależ go czułam! Chłopak na chwilę znieruchomiał. Zrobiło mi się jakoś tak… Daniel znowu ruszył i parokrotnie uderzył członkiem. Znacznie wolniejszy rytm, ale uderzenia silniejsze. Wręcz przesuwał mnie na tapczanie. Już głupiałam. Zanim coś powiedziałam, niesamowita rozkosz wyrwała głośny krzyk z moich ust. Zadrżałam, kiedy fala orgazmu zalała moje ciało. Mięśnie zwiotczały, kiedy smakowałam przyjemność naszej zabawy. Kochanek delikatnie zwolnił uchwyt i moja noga osunęła się z jego ramienia. Leżałam bezwładnie, jak lala, z której spuszczono powietrze i głośno posapywałam.

    Daniel nadal lekko poruszał twardym penisem. Czułam to! Nie miałam siły nawet otworzyć oczu. Euforia trwała. Chłonęłam ją całą sobą i nie chciałam uronić ani cząstki! Po skroni spłynęła łza, bezgłośnie spadła na pościel i została wchłonięta przez materiał. Nieme świadectwo mojej dzisiejszej największej ekstazy zniknęło. Członek ciągle był twardy i we mnie. Właśnie wylizałam mu palec. Po delikatnej pieszczocie biodra i pośladka palec skierował się w okolice odbytu i łagodnie przemierzał cały rowek między pośladkami. Czasami zatrzymywał się drapał skórę wokół odbytu. To było takie miłe i rozczulające. Później z bojowym okrzykiem właściciela „Za mną!” wepchnął się do pupy. Za nim wepchnął się drugi i trzeci!

    – A niech robi, co chce – pomyślałam rozmarzona, żegnając rozpływające się resztki euforii. Mimo obaw nie bolało mnie. Było przyjemnie. Leżałam bardzo zmęczona i bezbronna. I szczęśliwa. Nawet nie byłam w stanie otworzyć oczu. Seks po alkoholu był świetny. Alkohol potrafi skutecznie łagodzić skrupuły.

    *

    Zadzwonił dzwonek przy drzwiach.

    – O, kurier! Chcesz się z nim poznać? – Daniel patrzył na mnie, czekając na odpowiedź. Bawił się moim sutkiem. Nie śpieszył się. Leżałam w wyuzdanej pozie. Zabrzmiał drugi dzwonek.

    Milczałam.

    Uśmiechając się, sięgnął po swój T-Shirt i zrolował go. Cały czas patrzył na mnie. Nachylił się nade mną. Nie wiedziałam, co zamierza zrobić, więc pytająco spojrzałam mu w oczy. Płynnym i szybkim ruchem założył mi zrolowaną koszulkę na szyję, z boku skrzyżował końce i zaczął je skręcać. Już po chwili zabrakło mi tchu. T-Shirt stał się twardą, sztywną linką. Dusił mnie! Skręcił koszulkę jeszcze bardziej. Zrobiło mi się słabo.

    – Wstawaj! Idziemy! – pociągnął za koszulkę i szarpnął za rękę. Znowu z wyjątkowo lekkością poderwał mnie z tapczanu i wywlókł do przedpokoju. Z trudem łapałam oddech, nie myślałam o swoim wyglądzie. Próby rozciągnięcia koszulki nic nie dały. Daniel otworzył drzwi.

    – Proszę, co za widok! – usłyszałam rozbawiony głos. Przede mną stał Andrzej, kolega Daniela. Zatrzasnął drzwi wejściowe. Próbowałam rękoma zakryć swoją nagość. Pochyliłam głowę i prawie zgięłam się wpół. Na tyle pozwolił mi Daniel. Przed moimi oczyma kołysał się jego twardy fiut. Znieruchomiałam. Zniesmaczona poniżającą sytuacją, odwróciłam od niego głowę.

    – Jesteś ‘kurierem’, na którego tyle czekałem, a to nasza roznegliżowana piękność – nagle stał się bardzo pewny siebie. – Więcej nie mogłeś się spóźnić?

    – Widzę, widzę – Andrzej odłożył torbę i zdjął sandały. Był ubrany w zielony T-Shirt i beżowe szorty. Zaczepkę kolegi zlekceważył. – Już używana? – pytając, delikatnie pogłaskał mnie po policzku.

    Widziałam, że mu się bardzo podobam. Zirytowana jego pieszczotą i pytaniem, gniewnie szarpnęłam głową. Zignorowali moją reakcję.

    – No jasne! – z dumą potwierdził Daniel.

    – Gdzie kontynuujemy?

    – U mnie już rozgrzebane, więc zapraszam. U ciebie i tak za duży bałagan.

    Brakowało mi powietrza, ale nie zwracali na to uwagi. Próbowałam szarpać koszulkę, więc Andrzej wykręcił mi rękę i posłuszną poprowadzili do pokoju. Któryś coś burknął, ale nic nie zrozumiałam.

    *

    Blondynek chwycił mnie za włosy i wyprostował. Dusiłam się. Andrzej głaskał mnie po włosach. Daniel zwolnił chwyt ‘liny’ i odzyskałam oddech! Głęboko zaczerpnęłam powietrza. I jeszcze raz. Wtedy Andrzej płynnym ruchem chwycił mnie za włosy, odchylił głowę i przystawił butelkę do szeroko otwartych ust. Już nie zdążyłam ich zamknąć. Wódka lała się w moje usta. Zaskoczona przełknęłam sporą porcję. Krztusiłam się. Wlali jeszcze trochę i odstawili butelkę, a Daniel od razu zatkał mi usta i nos. Sam dawał sobie radę ze mną. Chciałam oderwać jego dłonie, chociaż kopnąć go! Naiwna… A on chyba świetnie bawił się tą sytuacją. Zmęczona szarpaniną musiałam znowu przełknąć alkohol i dopiero wtedy puścił mnie. Zaczęłam głośno kasłać.

    – Ala, za dużo pijesz! Próbuj mniejszymi łykami! – w głosie Daniela pobrzmiewała ironia.

    – Rozmasuję ten kaszel – usłyszałam głos Andrzeja.

    Szybko spojrzałam w jego stronę. Wtedy pchnął mnie na łóżko. Już był nagi. Z impetem usiadłam. Nie potrafiłam szybciej zareagować. Zanim odepchnęłam się ręką od tapczanu, stanął przede mną. Chwilę później położył się na mnie i wszedł. Już nie oponowałam. Nie miałam siły.

    – Oooch! – jęknęłam głośno, gdy poczułam go, bo był taki gruby! Twardy też, ale przede wszystkim gruby. I przypadkowo trafił w punkt G.

    – O! Aleś ty mokra! – wykrzyknął z uznaniem. Daniel śmiał się cicho.  

    ‘Kurier’ rżnął mnie tak długo aż w końcu zaczęłam odczuwać podniecenie, chociaż ciągle krępowała mnie obecność Daniela. Andrzejowi najwyraźniej nie przeszkadzała. Najpierw poruszałam się zmęczona, ale potem… Napięcia mięśni, zaciskanie dłoni w pięści, motylki w brzuchu, szarpnięcia głową, zamknięte oczy, usta w linijkę, krótki oddech, wyrywane jęki, przeciągłe wycie… Ta rozkosz była tak inna od poprzednich, ale była!

    *

    Potem chłopak odchylił się i położył mnie na boku. Byłam już bardzo zmęczona, więc nie zdołałam w żaden sposób odsunąć się od niego, a tym bardziej zejść z tapczanu. Jedynie ciężko oddychałam. Podniecenie wygrywało. Nie potrafiłam powstrzymać się. Jego penis był twardy, jednak krótszy niż Daniela, ale za to jaki gruby. Zbyt gruby! Mimo tego nie sprawiał mi bólu. Czułam jak dokładnie wypełniał pochwę, przylegał do ścianek. Każdy drobny ruch był odczuwalny. W pewnym momencie, nagle przestał wysuwać się i wsuwać. Znieruchomiał. Po chwili poczułam jak chłopak napina go i rozluźnia! Pulsował! We mnie! Takie delikatne ruchy działały na mnie szalenie stymulująco! Lubieżnie poruszałam nogami i zamruczałam, odchylając głowę do tyłu. Ruszałam nią w reakcji na pulsującego penisa. Nie chciała krzyczeć. Co za przyjemność! Mimika też musiała oddawać stan mojego ducha. Właśnie przeżyłam lekki orgazm. Kolejny!

    Chwilę leżeliśmy. Odpoczywałam, orgazm spływał ze mnie, a ja nadal byłam oszołomiona tyloma doznaniami i wrażeniami jednego popołudnia.

    – Ala zaspokojona, więc czas na ciąg dalszy – mruknął zadowolony Andrzej. – Chodź, Daniel. Chodź, chodź!

    Szarpnęłam się, zaniepokojona tonem jego głosu i poleceniem, ale chłopak już był przy mnie i dłonią przyciskał do kolegi. Nie mogłam wyrwać się. Zresztą, po co? Po orgazmie jeszcze byłam zmęczona i trudno było mi zebrać myśli.

    *

    – Nie, proszę! Nie! NIE!! – krzyknęłam, kiedy Daniel wchodził w moją pupę. Na próżno. Momentalnie otrzeźwiałam. Wilgotny członek parł, nie zważając na moje protesty. Daniel wpychał penisa, dopychał lubrykant. Chyba dobrze bawili się, zdobywając mnie. Mój opór i strach stanowiły dla nich fajny bonus, uatrakcyjniający zabawę. Wiedzieli, że ulegnę, bo niby komu poskarżę się, że zbyt intensywnie spółkowałam z dwoma chłopakami? Mężowi? Rodzicom? Znajomym?

    – Jeeest… – stęknął Daniel, kiedy zdołał wejść w pupę. Czułam jak rozpycha, rozrywa mnie. Potem poruszał się nieznacznie, czekając aż lubrykant rozłoży się w odbycie. Wysunął penisa, jeszcze nawilżył wejście tym środkiem i powoli wsunął się. Był twardy, a on niecierpliwy i podniecony. Ruchy stały się bardziej energiczne, a ja jęczałam, protestowałam i wierzgałam, tkwiąc na dwóch twardych członkach.

    – Na dwóch twardych członkach… Dwa młode kutasy we mnie. Spółkuję z dwoma chłopakami naraz – pomyślałam i zrezygnowana opuściłam głowę. Znowu pokonali mnie, ale podnieciłam się samą myślą, że bierze mnie dwóch chłopaków. Poruszyłam się na Andrzeju.

    – Uspokój się, bo za wcześnie wytrysnę! – ostrzegł mnie rozbawiony ‘kurier’.

    – Proszę! Już dość! Och, proszę! Proszę… – podniecenie osłabiło mój protest i ostatnie słowo już wyszeptałam.

    – Spoko! Przyzwyczaisz się. Mamy na ciebie wielką ochotę, więc chcemy mocnego rżnięcia – Andrzej chwycił mnie za głowę i uniósł. – Chcesz być mocno zerżnięta?

    – Taaak. Tak! – wystękałam, bo poczułam, że Daniel wysuwa się z odbytu, a Andrzej uderza we wrażliwe miejsce w głębi pochwy. 

    Daniel tkwił w moim odbycie i trzymał mnie za głowę. Leżałam na boku z członkiem w odbycie i nie wiedziałam, co jeszcze zamierzają zrobić. Przymknęłam oczy, mimowolnie otworzyłam usta, oddychałam ciężko, czując przyjemność ze spółkowania z Danielem. Poruszał się tak, tak… trafnie! Każdy ruch wywoływał podniecenie, któremu nie potrafiłam oprzeć się. Bałam się, że po kolejnym orgazmie będą mnie cucić. Oddałam się chłopakowi z takim zaangażowaniem, że chwyciłam go za biodro i przyciskałam do siebie. Daniel uniósł moją nogę. Przeciągle jęknęłam z rozkoszy. Andrzej parsknął śmiechem: 

    – Ależ to niesamowita babka! Ona może tak na okrągło!

    *

    Otworzyłam oczy i przestraszyłam się, kiedy zobaczyłam iPada w jego ręku! Nie zdążyłam zasłonić twarzy. Andrzej pstryknął zdjęcie. I drugie. Coś krzyknęłam, ale w ogóle nie zareagowali. Daniel trzymał moją nogę tylko po to, żeby lepiej pokazać, jak wnika w pupę! W ogóle im nie zależało na mojej satysfakcji!

    Daniel przechylił mnie, wyszedł z odbytu i kiedy przyjmowałam to z ulgą, szybko wszedł do pochwy i ułożył mnie na boku. Leżał za mną, ale blokował moją głowę i wykręcał rękę. Ból nie pozwalał mi na jakąkolwiek swobodę. Andrzej zrobił kilka zdjęć. Wiedziałam, że koncentrował się na mojej twarzy i reszcie ciała. Jakby czytał w moich myślach.

    – To na pamiątkę – wyjaśnił ze złośliwym uśmiechem. – Mamy ochotę jeszcze spotykać się z tobą. Wiesz, gdybyś nagle zmieniła zdanie i zaczęła nas unikać…

    Milczałam. Daniel rytmicznie poruszał się we mnie. Teraz miętosił moją pierś.

    – Daniel, zrób mi kilka fotek – poprosił Andrzej. – Też mam jeszcze ochotę poruchać naszą piękność.

    Daniel wycofał się ze mnie. Andrzej od razu objął mnie i próbował wejść. Po krótkiej szarpaninie, moich głośnych protestach i stęknięciach, które bawiły Andrzeja, w końcu złapał i zablokował moje ręce. Kiedy leżałam na plecach, boleśnie ucisnął kolanem wewnętrzną stronę moich ud i szybko rozsunęłam je. Chwilę później uderzał biodrami i z zainteresowaniem przyglądał się, jak reaguję na uderzenia penisa w pochwie. Zadowolony z siebie przetoczył mnie na bok, klęcząc, położył sobie moją nogę na ramieniu i dalej rżnął.  

    – No, Daniel! Pstrykaj wreszcie fotki! – ponaglił kolegę. Kiedy ułożył się za mną, trzymał moją głowę, żeby dobrze było widać twarz. Drugą ręką blokował moje ręce.

    Koszmar! Gdybyśmy lepiej znali się, gdybym im ufała, pewnie zgodziłabym się na wspólne zdjęcia. W tej chwili tylko bałam się i chciałam stąd jak najszybciej wyjść. Oni wydawali się mieć zupełnie inne zamiary. Przecież gdyby nie pomysł ze zdjęciami, to spotkanie byłoby udane. I wówczas dotarło do mnie, że oni od początku planowali takiego przebieg! Chcieli zagwarantować sobie stały ‘dostęp’ do mnie! Najsmutniejsze w tym było to, że miałam ochotę na seks z nimi i wszystko mogli osiągnąć bez posuwania się do szantażu.

    Andrzej długo nie wytrzymał. Wyszedł ze mnie, chwycił i poruszył penisem kilka razy, a potem trysnął na mnie. Stęknął przeciągle. Sperma skropiła moje piersi i brzuch. Poczułam wilgoć na policzku.

    – Czekaj, jeszcze ja – stęknął Daniel. Nie poruszyłam się, nawet kiedy wszedł do pochwy. Andrzej zrobił nam kilka zdjęć. Leżałam na wznak i nieruchomo czekałam aż wyjdzie. Nie trwało to zbyt długo. W końcu Daniel wyszedł, chwycił członek i poczułam krople spadające na czoło i policzek. Spuścił się na twarz! Szarpnęłam głową w bok. Strumień spermy dosięgnął szyi. Chłopak, ciężko oddychając, pochylił się nade mną i otarł penisa o moje piersi.

    – No, na dzisiaj wystarczy – zdecydował Andrzej. Oddał aparat koledze i klepnął mnie w pupę: – Ślicznotko, znikaj pod prysznicem! 

    *

    Spod prysznica wyszłam odświeżona, nadal głęboko poruszona ich zachowaniem i z mocnym postanowieniem, że porozmawiam z nimi, a ostatecznie zawrę jakiś układ, dzięki któremu skasują moje zdjęcia.

    Kiedyś mąż podniecał się takimi pomysłami i mamy kilka filmików, na których naprawdę ostro kopulujemy, ale też zdjęcia z naszego seksu. Porno w czystej postaci. Widać nas bardzo dokładnie, bo nie chowaliśmy się przed obiektywem. Na wspomnienie nie tak znowu odległych i odważnych zabaw uśmiechnęłam się. Wówczas podejrzewałam męża, że pokazuje zdjęcia i filmy kolegom i być może kilku ‘otwartym na nowości’ koleżankom. Najpierw sądziłam, że chce się mną pochwalić, ale później przeczucie przekształciło się w pewność, że zamierza u nas urządzić zabawę w wielokącie.  

    Wielokrotnie nawiązywał rozmowę, mówiąc o seksie grupowym. Znałam kilku jego kolegów i oni zupełnie nie odpowiadali mi jako potencjalni partnerzy seksualni. Po jakimś czasie Romek stał się bardzo natarczywy, zaczął nalegać i wprost proponować spotkanie ze swoim kolegą, z dwoma kolegami, z parą. Zanudzał mnie, a momentami dosłownie błagał! Miał obsesję na tym punkcie. Po jakimś czasie nie wytrzymałam. Zrobiłam mu awanturę i zapowiedziałam, że rozwiodę się, jeżeli nadal będzie obstawać przy zbiorowym seksie i szczegółowo opiszę te zachcianki jego rodzicom…

    Z dnia na dzień temat przestał istnieć w naszym domu, jednak przez kilka miesięcy było między nami nieciekawie. Nieciekawie? Ba, bardzo źle! Jeszcze trochę i w ogóle… No, ale z czasem emocje opadły. Tylko zastanawiałam się, czy on już nie brał udziału w takim seksie i w rewanżu teraz powinien był zaoferować swoją żonę, czy też planował spłacenie jakiegoś długu moim ciałem? Nigdy o to nie zapytałam męża. Zastanawiałam się nad tym, bo wiedziałam od Romka, że jego niektórzy koledzy tak postępowali ze swoimi partnerkami, żonami. Kochanki nie były polecane w takim celu.  

    *

    Kiedy wróciłam z łazienki, stanęłam jak wryta. Przeglądali mój telefon! Był podłączony do komputera. Rzuciłam się do biurka, ale tym razem Andrzej powstrzymał mnie. Był bezlitosny! Zaskoczył mnie swoją agresją. Trzymając mnie wpół, zdarł ręcznik. Kiedy odruchowo sięgałam po niego i chciałam zasłonić się, jedną ręką chwycił mój sutek, drugą ręką za włosy i wygiął w tył. Krzyknęłam! Co to był za ból! Chaotycznymi ruchami próbowałam złapać jego ręce, żeby złagodzić cierpienie. Bezskutecznie. Szarpnął mną jak lalką. Zawyłam przeciągle.

    – Najpierw ręce w dół! – polecił stanowczym tonem.

    Łkając z bólu, od razu wykonałam polecenie. Kiedy trzymałam ręce wzdłuż tułowia, trochę złagodził chwyt i ból zelżał. Już nie próbowałam protestować. Właśnie dzisiaj kolejny raz bardzo boleśnie doświadczyłam, co to znaczy bezradność i brutalnie wymuszone posłuszeństwo. Stałam naga na ugiętych nogach, ze zwisającymi rękoma, z odchyloną głową i patrzyłam w sufit.

    – Nagrałeś? – spytał zasapany Andrzej.

    – Yhy – padła odpowiedź.

    – Spokojnie! – Andrzej od tyłu objął mnie i przytulił. Z jego głosu przebijała buta i ironia. – Myślałaś, że jak będziesz nas unikać, to tylko tobie wyślemy fotki? – szeptał mi do ucha i delikatnie lizał jego wnętrze. – Bez obaw, nie zapomnimy o bliskich Alusi, ale potrzebne są nam adresy… – wyjaśnił, po czym delikatnie pocałował mnie w uszko.

     

    KONIEC

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygoda z Pania kierownik

    Na imię mam Marzena, mam 21 lat, historia którą chciałam się podzielić z wami wydarzyła się 2 lata temu, podczas wakacji, Mieszkam w niewielkim miasteczku na Mazurach, uczyłam się wtedy w liceum ogólnokształcącym a właściwie to je skończyłam, matura poszła super dostałam się na wymarzone studia które dalej kontynuuje. Mam 165 cm wzrostu jestem zgrabną blondynką o boskim tyłeczku przynajmniej tak mi wszyscy mówią. Tego lata postanowiłam sobie trochę zarobić i zatrudniłam się na recepcji w jednym z ośrodków wypoczynkowych nie opodal mojego miasteczka. Ośrodek był położony nad samym jeziorem w pięknym miejscu z którego był mega widok na zachodzące słońce, sam ośrodek był nastawiony na zorganizowane grupy, wycieczki oraz kolonie.

    Pewnego dnia była zmiana turnusu, przyjechała wycieczka z Krakowa,  wtedy w drzwiach stanęła ona anioł nie kobieta, była przepiękna, długie czarne włosy z 175 cm, piękne duże piersi ubrana była w cienką przewiewną sukienkę do kostek w kolorze błękitnym. Ja stanęłam jak wryta nie mogąc wydobyć choćby słowa, tak stałyśmy jakieś 30 sekund dla mnie to była cała wieczność, wtedy usłyszałam jej cudowny głos

                    – Dzień dobry wszystko w porządku?

    Wtedy oprzytomniałam

                    – Dzień dobry, tak wszystko ok, można po kolei wpuszczać młodzież wg rozpiski pokoi ja będę wydawała klucze do domków i zaraz Państwa zaprowadzę do domków

                    – dobrze to działamy – odezwała się Kasia bo tak miała na imię moja piękność

    Kasia była kierownikiem danej kolonii miała 42 lata jak później się dowiedziałam, jak już dzieciaki rozlokowały się po domkach zjadły kolacje i miały czas wolny Kasia przyszła do mnie na recepcje było już koło godziny 19 a ja miałam zmianę do 22 także się ucieszyłam jak zobaczyłam jak podąża w moją stronę, ubrana była w siwe spodnie dresowe dopasowane do jej idealnej sylwetki oraz bluzę rozpinaną z kapturem, tyłeczek jej w tych dresach był po prostu idealny.

                    – dobry wieczór – powiedziała w drzwiach

                    – dobry wieczór, macie super pogodę jak na razie – odpowiedziałam

                    – Mam na imię Kasia, i proszę mi mówić po imieniu

                    – ok ja jestem Marzena – zaśmiałam się do niej podając rękę

    Chwyciła moją dłoń tak stanowczo i patrząc mi w oczy powiedziała:

                    – Jesteś piękną kobietą i cos w Tobie jest co mnie bardzo przyciąga do Ciebie.

    Jak to usłyszałam od razu zrobiłam się czerwona i nie wiedziałam co powiedzieć tylko wypaliłam do niej:

                    – dziękuję i wzajemnie cos mnie do Ciebie przyciąga

    Kasia wyraźnie się uśmiechnęła, widać było że jest zadowolona z zaistniałej sytuacji, w tamtej chwili zrobiłam bym dla niej wszystko.

                    – o której kończysz zmianę ja mam dobre białe winko mieszkam sama w domku inni opiekunowie mieszkają oddzielnie a ja samotna może dotrzymasz mi towarzystwa.

                    – ok przyjdę mi tez przyda się trochę relaksu, napiszę tylko do mamy że zostaję w pracy na noc- mama się nie zdziwiła czasem zdarzało mi się spać w pracy miałam specjalne miejsce na recepcji do spania

                    – to będę czekała

                    – Kasiu a będę mogła wziąć prysznic u Ciebie wiesz ja jestem po całym dniu w pracy chętnie bym się odświeżyła

                    – nie ma problemu i jakąś bieliznę świeżą Ci przygotuję, to pa- to mówiąc poszła do swojego domku

    Jeszcze patrzyłam jak idzie w kierunku swojego domku zalotnie kręcąc swoim pięknym tyłeczkiem jak by specjalnie, jak by wiedziała że się jej przyglądam

    Doszła 22  zgasiłam komputer wzięłam swoją torebkę i idę do domku Kasi, serce mi waliło nie wiedziałam co może się wydarzyć byłam podniecona serce mi waliło jak oszalałe, zapukałam otworzyła mi Kasia w szlafroku do kolan była bardzo seksowna, weszłam przez próg ona pocałowała mnie w policzek jak byśmy się znały od dziecka, a tak naprawdę to ja mogłabym być jej córką ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.

                    – to co mogę iść pod prysznic?

                    – pewnie ręcznik wisi koło prysznica a kosmetyki leżą na półce w prysznicu

                    – ok dzięki- i poszłam do łazienki rozebrałam się do naga przy okazji zobaczyłam mała plamkę na moich figach, to dzięki tej sytuacji i podnieceniu jakie we mnie się tliło. Gdy skończyłam swoją kąpiel Kasia krzyczy do mnie przez drzwi

                    – Marzenka Twoja bielizna czeka na Ciebie na szafce koło prysznica

    Były to białe koronkowe stringi w sam raz na mnie oraz koszulka luźna trochę na mnie za duża ale czułam się wygodnie. Wyszłam z łazienki Kasia siedziała na kanapie i oglądała jakiś film podeszłam do niej usiadłam obok podała mi lampkę białego wina, to prawda było bardzo dobre, zaczęła mi opowiadać że jest nauczycielką, że ma córkę dwa lata młodszą od mnie i że mąż się nią w ogóle nie interesuje i tak żyję z dnia na dzień a wyjazdy na kolonie chociaż dają jej wytchnienie. Ja jej mówię że jak może się nią nie interesować mąż? Tak piękną kobietą. Kasia się tylko uśmiechnęła w położyła swoją dłoń na mojej dłoni. Ja wzięłam drugą rękę i położyłam na jej ramieniu i się do niej przytuliłam.

                    – Fajnie że Cię poznałam – to mówiąc się wtuliła we mnie mocniej

                    – Ja też się cieszę i pocałowałam ją w policzek

    Skończyliśmy butelkę wina Kasia poszła do lodówki po drugą butelkę, i mówi do mnie:

                    – Gramy w karty??

                    – Oczywiście ale jak coś to tylko w rozbierane

                    – O innych nie myślałam – wzięła talie kart i ogarnęła stolik i siadła koło mnie

                    – To gramy w Pana kto przegrywa powoli się rozbiera- lekko się uśmiechnęłam do mojej piękności. Już sobie wyobrażałam jak wygląda nago jej wspaniałe ciało

    Pierwszą partie ja wygrałam, Kasia zdjęła szlafrok, okazało się że po spodem ma tylko czerwone stringi co bardzo mi się spodobało

                    – Kasiu jak tak pójdzie to zaraz będziesz cała nago

                    – Może właśnie o to chodzi – mówiąc to zalotnie się do mnie uśmiechnęła

    Kolejna partia też przegrała Kasia i już była naga, w ogóle się nie krępowała a ja mogłam się dokładnie przyjrzeć jej ciału, cipeczkę miała dokładnie wygoloną wargi malutkie widać że dba o swoją brzoskwinkę, później przegrałam ja dwa razy i też już byłam naga, jak skończyły się ubrania wymyśliłam że zagramy na pytanie lub wyznanie, znowu przegrałam,

                    – to co pytanie czy wyzwanie? Kasia widać że już trochę podniecona się zapytała

                    – Może pytanie

                    – Masz na mnie ochotę? – Kasia bez pardonu zapytała

                    – Bardzo mam na Ciebie ochotę- wzięłam jej rękę i pocałowałam dłoń

    Kasia wstała podeszła do mnie postawiła swoją stopę na moim kolanie i kazała całować, ja bez wahania wzięłam jej stópkę w dłonie i zaczęłam delikatnie całować, lizałam jej paluszki i wkładałam je głęboko do buzi i były wspaniałe, czułam jak podniecenie we mnie rośnie, teraz Kasia rozkazała żebym szła za nią, poszłyśmy do pokoju obok tam było spore łóżko, Kasia rozkazała mi się położyć na nim ona weszła i usiadła mi na twarzy tak żebym mogła spokojnie lizać jej piękną i pachnącą cipeczkę, już była bardzo mokra coraz bardziej jęczała i dyszała zaczęła się miarowo poruszać i jeździć swoją kobiecością po mojej twarzy, nawet nie wiedziałam że to tak bardzo będzie mnie podniecać było cudownie, nagle pochyliła się do przodu i wreszcie poczułam jej języczek na mojej myszce, byłam w siódmym niebie zaczęłam coraz mocniej ją lizać, ssać jej łechtaczkę jak by podziękować że w tym samy czasie ona liżę mój skarb. Poczułam jak przeszywa ją dreszcz przez całe ciało i wielka porcja soków wylała się na moją twarz, tak to był jej orgazm. Opadła na bok na łóżko i chwile się nie ruszała po czym przesunęła się twarzą do mojej twarzy pocałowała mnie głęboko i namiętnie w usta, wow to był mój pierwszy pocałunek z kobietą, ależ ona miała delikatne usta, było mi przyjemnie, szepnęła mi do ucha; Dziękuje i polizała moje ucho. Teraz położyła się między moje nogi i zaczęła lizać, ssać, wiercić językiem jak by chciała mnie nim przelecieć czułam jak przychodzi fala rozkoszy, orgazm przyszedł nie spodziewanie i był cudowny wygięło mnie w pół i opadłam drżałam cała a z moje wnętrza wylała się rzeka moich soków, to była wspaniała noc, chwilę się przytuliłyśmy i tak zasnęłyśmy.

     

    Rano poczułam jak by coś mokrego i przyjemnego na moich pośladkach, spałam bokiem do Kasi a ona właśnie dobierała się do mojej pupy języczkiem, co za uczucie wspaniałe, lizała moją dupcie i paluszkiem zaczęła pocierać moja cipkę, było pięknie.

                    – Kasiu kto mnie budzi? Zapytałam moją kochankę.

                    – Ciii za półgodziny muszę wstawać a chcę Ciebie dokładnie wylizać- po czym wróciła do swojej roboty

    Żeby jej pomóc klęknęłam na kolana i wypiełam dupcie w jej stronę tak żeby miała lepszy dostęp do anusa, od razu poczułam zmianę język wwiercał się w mój odbyt a dwa paluszki atakowały moją cipeczkę, tak bzykana długo nie wytrzymałam, dostałam kolejnego mocnego orgazmu opadłam na łóżko, Kasia położyła się na mnie i szeptem powiedziała:

                    – Kochanie ja wstaję Ty jeszcze pośpij przyjdę po śniadaniu dam Ci coś do wylizania a i proszę nie ubieraj się, nie ma sensu.

    Dobrze że dzisiejszy dzień mam wolny w pracy dopiero jutro mam na 14 do 22. Poszłam wzięłam prysznic i czekałam na moją boginie jak nie wolnica czekająca na swoją Panią.

     

    Ciąg dalszy nastąpi

    To moje pierwsze opowiadane, mam nadzieje że się spodoba

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marzenka
  • Sedzia, cz. 1.

    Lata 70. minionego wieku. Małe miasto wojewódzkie w północnej części kraju. 

    Część 1.

    Paweł, dla kolegów „Mały”, należał do wysokich mężczyzn (185 cm), ale ksywa przylgnęła do niego w podstawówce. Dopiero pod koniec piątej klasy i w wakacje organizm zaczął proces akceleracji. Kiedy rozpoczynał naukę w 7. klasie należał do najwyższych. Ponieważ trenował judo w klubie, jego muskulatura i sprawność wyróżniały go na zajęciach wf. I tylko tam. Z treningów zrezygnował po kilku latach, ale zaczął sam ćwiczyć z ciężarkami, potem uczęszczał na siłownię. Mimo starań, nie zdołał zrobić sobie krzywdy, kulturystą też nie został, natomiast wyróżniał się muskulaturą.

    Krystyna była prawniczką, około 50 lat, szczupłą, o zgrabnych nogach, z proporcjonalnym biustem i lekko zarysowującym się brzuszkiem, typowym dla wieku i siedzącego trybu pracy, ale zadbaną i zamożną mężatką. Wszędzie chciała wyglądać atrakcyjnie, więc w pracy pojawiała się w szpilkach dobranych do koloru kostiumu. Włosy nosiła prawie do ramion w różnych odcieniach blond, jednak ostatnio, farbując na biało i nieco krócej przycinając, wyglądała bardzo efektownie. Nawet znacznie młodsi mężczyźni oglądali się za nią. Zawsze dobrze ubrana, nieco wyniosła, pewna siebie. Niestety, jej wygląd psuła zła opinia. Pewna siebie w pracy i wśród znajomych, jeżeli trzeba – arogancka wobec podwładnych i innych, przypadkowych, zależnych od niej osób. Pracowała i przewodniczyła składom sędziowskim w mieście, wówczas wojewódzkim. Mąż, właściciel dochodowej firmy, pochłonięty pracą, był dla niej tłem. Taktowny, dyskretny, kulturalny, imponujący spokojem. Od lat żyli obok siebie.

    W życiu intymnym Krystyna preferowała młodych, zadbanych, dobrze zbudowanych mężczyzn, 25-30-letnich: lubiła solidne kopulowanie z jednym, z dwoma, a nawet z trzema. Była wymagająca, wręcz wyuzdana, ale dobrze płaciła za seks. O jej potrzebach i doświadczeniach plotkowano w pewnym gronie, ale nikt nie odważył się kiedykolwiek głośno o tym wspomnieć, zażartować. Każdy bał się konsekwencji. Nawet jej przełożeni, jeżeli dotarły do nich plotki.

    #

    Krystyna lubiła dotykać mięśni „Małego”, podziwiać rzeźbę, chociaż podczas szczytowania momentami bała się jego silnych dłoni. Jeszcze był w niezłej kondycji, więc bez trudu potrafił długo spółkować ze starszą od siebie kobietą. Kiedy schodził z niej, zawsze była zadowolona i myślała tylko o odpoczynku. Doceniała to, umiała się zrewanżować.

    Wówczas wyjazdy za granicę należały do rzadkości i były znacznie droższe niż obecnie, ale i tak zaliczył na jej koszt Złote Piaski, Jugosławię i wypad do Grecji. Miała pieniądze, znajomości i dzięki temu zawczasu wiedziała, kiedy „Orbis” będzie oferował coś atrakcyjnego i na ogół dla bardzo ograniczonej liczby obywateli. Paweł bez problemu spełniał jej seksualne oczekiwania, więc z takich wyjazdów wracała i opalona, i seksualnie zaspokojona. Krajowe wypady w weekend do Sopotu albo na Mazury, zbyt kosztowne dla przeciętnego Polaka, były równie udane. A on dyspozycyjny.

    Damian był kilka lat starszy od „Małego”. Miał dziewczynę, ale umiał korzystać z okazji do zarobku. Obydwaj potrafili zachować dyskrecję, więc wspólnie chętnie bawili się w taki perwersyjny sposób. Kiedyś zgadali się, co do potrzeb Krystyny i wówczas pojawił się Jerzyk, rówieśnik i zarazem przeciwieństwo „Małego”, szatyn nie wyróżniający się ani sylwetką, ani kondycją. Zawsze schludnie ubrany okularnik, zawsze w cieniu kolegów, typ introwertyka, ale za to z członkiem, którego rozmiarami zachwycił ją już podczas pierwszego spotkania. Od tego czasu spotykali się we czwórkę. Stuprocentowa obecność nie była obowiązkowa, ale głupotą byłoby rezygnować z takich pieniędzy.

    #

    Elegancki, duży pokój w ekskluzywnym hotelu dysponującym sauną i basenem. Miękka, gęsta wykładzina, gustowne mebli, stonowana kolorystyka ścian i materiałów zasłon, przyćmione światło w przedpokoju, łazienka podkreślająca wystrojem markę hotelu. Było ją stać, więc chętnie otaczała się luksusem. Po drodze kupowała bukiet kwiatów, który upiększał pokój, wynajęty na dobę, a opuszczany na ogół późnym wieczorem. Co najmniej po godzinnej jeździe była ponownie w domu. Seks regenerował jej siły. Kolejny prysznic łagodził emocje i ułatwiał zasypianie.

    Nigdy nie spotykali się w mieście, w którym mieszkali. Zazwyczaj jechali jej autem, czasami oni jechali swoim. Zwracała im za paliwo. Czasami meldowała się sama, czasami z jednym z nich. Nigdy nie zatrzymywała żadnego na noc, chociaż zdarzało się jej zrezygnować z powrotu do domu. Wówczas dzwoniła do męża i informowała, że zostaje dłużej u klienta, klientki i podawała numer telefonu do hotelu, gdyby telefonował ktoś w ważnej sprawie.

    #

    – Kochani, uważajcie. Nie chcę, żeby bolało – zareagowała nerwowo, kiedy mimo podniecenia i zmęczenia długim seksem, usłyszała, że ktoś chce dupę zerżnąć w „kakaowe oczko”. Wrażliwy odbyt to rezultat wielu latach siedzącego trybu pracy. Mężczyźni trochę już wypili, a przewaga nad kobietą, uległą w łóżku, dawała im poczucie bezkarności. Stąd ich wulgarny i agresywny sposób traktowania kochanki, którą podniecały wyzwiska i obelgi. Chętnie korzystali z jej pieniędzy i dobrze bawili się tą zadbaną babką, która miała spore potrzeby, była wyuzdana i zepsuta, więc pozwalali sobie na wszystko, o czym pomyśleli. A ona to naprawdę lubiła! Wręcz oczekiwała na wulgaryzmy i ostre traktowanie, chociaż nigdy nie powiedziała tego wprost, ale prowokowała w taki sposób, że nie pozostawiała wątpliwości, co do swoich oczekiwań. Czasami oponowała, ale i na to mieli już wypróbowane sposoby.

    – Dobra, suko, bawimy się przecież razem – roześmiał się Damian, klękając nad nią. – Też chcemy mieć z tego przyjemność, a nie wysłuchiwać zakazów! – jego spory penis sterczał między piersiami kobiety. Mężczyzna złapał jedną pierś, masował ją, miętosił, kiedy mówił do niej. Wyciągnął rękę i mocno chwycił Krystynę za włosy, podniósł głowę. – No, obciągaj, zanim zmienimy się w twojej dziurze. A potem zapchamy obie – widząc niepewność w oczach kobiety, wcisnął penisa w jej usta, zanim zdążyła coś powiedzieć. Chcieli bawić się, a nie negocjować. Obciągała gorliwie. Od razu było widać, że lubi oral.

    Damian kończył każdą rundkę jako trzeci. Najpierw wszedł do odbytu. Zrobił to bez trudu. Koledzy już ją wystarczająco rozszerzyli. Mimo protestów i próśb, solidnie zerżnął jej dupę, czując jak jęcząca kobieta próbuje uciec mu na szerokim łożu przed kolejnymi pchnięciami.

    – Leż, suko, bo zerżnę twoją dupę tak, że gówno będziesz musiała wypluwać! – rzucił wściekły.

    Koledzy parsknęli śmiechem. Potem ustawił ją sobie na czworaka.  

    – Wyjebię ciebie w pizdę – zapowiedział, stojąc za nią.

    Była bardzo podniecona. Nie ukląkł. Energicznie poruszał biodrami i swoje ruchy potęgował, szarpiąc ją rękoma. Jęczała, stękała, momentami chowała głowę w poduszce, żeby wyć bez ograniczeń. Miała silny orgazm, ale nie przyznała się. Dreszcze i towarzyszące im gwałtowne szarpnięcia ciała pokazywały, jak intensywnie przeżywa szczytowanie. Chłopak dalej spółkował, więc fala podniecenia nie opadała.

    – Ruchaj tak, żebym doszła – poprosiła z wysiłkiem, pokonując rosnące podniecenie. Zapierała się rękoma i głową.

    #

    Zaledwie po kilku minutach Damian doprowadził kobietę do kolejnego, słabszego orgazmu. Nie miała już siły. Osunęła się pod nim. Właśnie zaczął dochodzić, więc odwrócił ją na plecy, ukląkł przed jej twarzą, jedną ręką podniósł jej głowę, trzymając za włosy, a drugą skierował penisa na jej twarz i po chwili trysnął białą strugą. Nasienie spadło na czoło, nos, usta, policzek i szyję. Kobieta drgnęła instynktownie, czując coś mokrego na twarzy, ale nie cofnęła się. Damian westchnął głęboko i nie czekając na jej reakcję, wetknął penisa w usta kobiety:

    – Pani sędzio, proszę wylizać. Do końca! – kobieta nie mogła wycofać się. I nie chciała. Zaczęła energicznie lizać penisa, wysysać resztkę spermy, jednocześnie uciskając go, aby wydobyć ostatnie krople. Drugą dłonią delikatnie głaskała mosznę i powoli zbliżała się do odbytu. Kiedy do niego dotarła, opuszką palca, a potem pomalowanym paznokciem drażniła skórę przy wejściu.

    – No, dupa wie, jak obsłużyć mężczyznę – sapnął z uznaniem „Mały”, z fotela przyglądając się jej zabiegom. Jego penis sterczał, a on czekał na swoją kolej.

    Kobieta odebrała to jako komplement. Ułożyła nogi szeroko, żeby wyglądać prowokująco, cofnęła barki, oparła się na łokciu, unosząc zwisające piersi. Damian wyjął penisa z jej ust z głośnym cmoknięciem i parokrotnie uderzył nim kobietę po twarzy. Zmrużyła oczy, ale uśmiechała się. Penisem zgarnął spermę z policzka, czoła kobiety i ponownie wetknął go w usta. Znowu próbowała lizać. Ułożył ją na boku. Wepchnął penisa aż po jądra i ścisnął głowę. Dławiła się, ale on dalej wciskał penisa. W końcu cofnął go, a ich zleceniodawczyni, po głośnym westchnieniu, zaczęła głęboko oddychać. Seks wyczerpał ją.

    – Dobra dupa, naprawdę! Jebać taką babkę to przyjemność – rzekł zadowolony Damian, klepiąc kobietę po pośladkach. Chętnie wypięła się. Po wysiłku łzy spływały jej po policzkach, ale mimo tego uśmiechała się. Chciała mocnego seksu z energicznymi i silnymi partnerami o sporej witalności.

    „Mały” podszedł i grzebał w pochwie. Przy głowie usiadł Jerzyk i macał piersi kobiety. Cieszyło ją takie zainteresowanie. Sięgnęła do jego sterczącego, dużego penisa. Delikatnie masowała go.

    – Ciągnij – polecił Jerzyk spokojnym głosem.

    Zachłannie zaczęła obciągać, jednocześnie patrząc w jego oczy. Czekała na pochwałę.

    Potem po kolei doszli. Jeden w niej, drugi na brzuchu i piersiach. Na penisach zanieśli spermę do jej ust. Wylizała najlepiej jak potrafiła. Posłusznie czekała, kiedy jeden wytarł penisa o jej piersi, a drugi we włosy. Damian poklepał kobietę po pośladkach i ściągnął pasek z jej szyi. To znak, że zabawa dobiegła końca. Była taka zmęczona, ale usatysfakcjonowana. Odetchnęła z ulgą.

    #

    Stanęła przed nimi ubrana w pończochy, szpilki i szlafrok. Tylko umyła twarz, wytarła pochwę. Chciała być już sama. Pośpiesznie wyjęła elegancki portfel. Bez słowa położyła na stole ustaloną kwotę, a Damianowi, który przywiózł kolegów swoim autem, podała dodatkowe banknoty.

    – Wraz z kosztami paliwa – wyjaśniła.

    – Zgadza się – kiwnął głową Damian. – Czy masz zarezerwowany jakiś kolejny termin dla nas? – grzecznie zapytał, kładąc dłoń na klamce. Rozmowa o interesach zawsze odbywał się w innej tonacji i z dystansem właściwym dla dzielącej ich różnicy wieku, ale mówili sobie po imieniu.

    – Na pewno poinformuję was. A teraz zmykajcie już – ton głos sędzi stał się bardziej oficjalny. Dało się odczuć jej niechęć do nich. Dłoń na klamce zacisnęła się.

    – Czyżbyś była niezadowolona z naszych usług? – niewinnie zapytał Damian. – Może masz jakieś życzenia, oczekiwania, o których jeszcze nie wiemy? Chętnie ich wysłuchamy, prawda, koledzy? – rozejrzał się po kompanach.

    Skwapliwie przytaknęli. Im też nie spodobało się zachowanie sędzi. W końcu robili wszystko, czego oczekiwała.

    Damian ponownie zwrócił się do niej. Jego grzeczny uśmiech był sztuczny. Kobieta chyba tego nie dostrzegała. Mężczyzna świadomie prowokował ją:

    – A może czekasz na drugą zmianę? Jeżeli tak, to chętnie obejrzymy panią sędzię w akcji i być może będzie to dla nas pouczające doświadczenie… – ciężkie spojrzenie Damiana nie wróżyło nic dobrego.  

    #

    Sędzia ignorowała go. Była zmęczona, chciała wziąć prysznic, zdrzemnąć się, popływać w hotelowym basenie, odświeżyć, zjeść lekką kolację w hotelowej restauracji i dopiero bardzo późnym wieczorem wrócić do domu. Godzinna drzemka pozwalała intensywnie funkcjonować przez kolejne godziny. Bardzo jej teraz potrzebowała. Jej brak powodował, że stawała się nadwrażliwa, wybuchowa, czasami agresywna, nie liczyła się z nikim. Nie potrafiła skoncentrować się. Poirytowana potrząsnęła głową, w ten sposób również odgarniając włosy z czoła. Powolny sposób mówienia i propozycja Damiana potęgowały jej irytację.

    – Nie o to chodzi. Jestem zmęczona, chcę odpocząć, zregenerować siły, więc na razie mam dość waszego towarzystwa, jasne? – uśmiechnęła się nerwowo. Z trudem panowała nad sobą. – Zapłaciłam wam i czekam aż się wyniesiecie! Tak trudno to zrozumieć? – sprowokowana, podniosła głos. – A zadzwonię, kiedy będę miała ochotę na spotkanie z wami. Idźcie już! – w zasadzie już krzyczała. Błąd. Duży błąd. Zapomniała, że nie jest w sądzie, gdzie każdy przejaw arogancji ujdzie jej na sucho. Żadnemu z trzech mężczyzn nie spodobała się reakcja Krystyny.

    – Może jednak byłabyś grzeczniejsza? W końcu w łóżku potrafisz nas słuchać – Jerzyk dał jej szansę. Jak zwykle mówił wolno. – Mieliśmy sporą przewagę i mogliśmy inaczej ją wykorzystać. Zresztą przewagę mamy nadal, więc… – nie dokończył, wyczekująco spoglądając na kolegów.

    – Wynoście się! Za to też wam płacę! Macie mnie słuchać! – ton jej głosu wskazywał, że żarty skończyły się.

    W lot wszyscy trzej zrozumieli, że traktowała ich jedynie, mimo gorących zapewnień, jak anonimowe mięso gotowe do seksu.

    – Ty, słuchaj… – ostrym tonem zaczął „Mały”, robiąc krok w jej stronę.

    – Nie!! TY słuchaj! WY słuchajcie! Powiedziałam wyraźnie: wynoście się! – ostro przerwała mu podniesionym głosem. – Nie mam ochoty dłużej tutaj tkwić z wami! Dociera do was czy mam zadzwonić po obsługę hotelu? Krótko: wy-pier-da-lać, prz-głu-py! – sylabizowała, żeby podkreślić siłę słów. – Płacę i wymagam! Jeżeli panom nie podoba się, to znajdę innych! – kobieta była wściekła, obserwując upór tych trzech prymitywnych osiłków.

    – Ja, pier… Mamy sposoby na zabawę z tą dziwką, kiedy nam się stawia. Co nie? – Damian skierował pytanie do kolegów. Zdenerwował się. Mruknęli, potwierdzając chęć odegrania się na aroganckiej kobiecie.

    #

    Krystynę wręcz zatkało, kiedy usłyszała jego słowa. Jak on śmiał! Już dawno było po zabawie, a on nazwał ją dziwką! I to w obecności kolegów! Nie wierzyła własnym uszom! Otrząsnęła się z zaskoczenia, podparła pod boki i już otwierała usta do efektownej riposty, kiedy mężczyźni równocześnie zbliżyli się do niej.

    Dalej wszystko potoczyło się niezwykle szybko i bez słów. Dłoń Damiana tkwiąca na klamce, położyła się na twarzy kobiety, gniotąc jej nos i pchnęła sędzię w kierunku pokoju. Żeby utrzymać równowagę, Krystyna nieporadnie cofnęła się. Damian był pierwszy przy niej. Chwycił ją za włosy i pociągnął do tyły. Wygięła się, a słowa, w obliczu napaści, uwięzły w jej gardle. Zamiast gróźb, usłyszeli jęk wywołany szarpnięciem za włosy. Bezradnie machała rękoma. Nie była w stanie krzyknąć, ani ugryźć napastnika. Dwaj jego koledzy chwycili ją za ręce. Była bezbronna. Jej szarpnięcia ciałem, wierzganie nogami niczego nie zmieniły. Bez wysiłku zaciągnęli ją do pokoju.

    – Uspokój się, stara kurwo! – stęknął Jerzyk, przypadkowo boleśnie ugodzony jej szpilką.

    Niezgrabnie cofając się, zgubiła klapki na szpilkach i za chwilę boso, ale w pończochach została z rozmachem rzucona na szerokie, podwójne łoże. To już nie były żarty. Zanim zdążyła podnieść się z miękkiego materaca, zerwali z niej szlafrok i paskiem od niego, mimo krzyków, szybko skrępowali ręce na plecach. Dwóch krępowało jej ręce, trzeci trzymał jej nogi na wysokości kostek.

    „Mały” wyjął slipy z kieszeni i wepchnął kobiecie do ust z wyjaśnieniem:

    – Trochę ospermione, ale to akurat lubisz – rozśmieszył kolegów tymi słowami. I od razu poprawił im nastrój po błyskawicznej próbie sił z Krystyną. W końcu usiedli na łóżku, trzymając kobietę za stopy szeroko rozrzuconych nóg. Próbując zewrzeć kolana, wciąż nie potrafiła zasłonić pochwy. Przez dłuższą chwilę ciężko oddychali po nerwowych i głośnych zapasach, ale teraz z rozbawieniem patrzyli, jak Krystyna bezskutecznie walczy o uwolnienie się. Dotkliwie zaczynała odczuwać, czym jest całkowita bezradność. Coraz bardziej bała się.  

    – Jeszcze próbuje pluć jadem, żmija jedna – skomentował jej bezowocne próby Damian.

    Groźne spojrzenia i tłumione slipami wrzaski w ogóle nie robiły na nich wrażenia. Uśmiechali się do siebie, rozochoceni obserwowali bezradnie szamocącą się Krystynę i wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Dla nich było już oczywiste, że prawdziwa zabawa dopiero przed nimi!

    Damian patrząc kobiecie w oczy, chwycił sutek, potem samą brodawkę i pociągnął w górę. Ciągnął i uważnie obserwował jej twarz.  

    #

    Dn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zuzia i jej nowa szkola, epizod pierwszy

    Nad drzwiami wejściowymi do budynku rozciągał się wielki napis Prywatna Szkoła dla Dziewcząt. Wysoki gmach z szarej cegły oraz ogród otoczony dwuipółmetrowym murem wyglądały monumentalnie. Czułam się dziwnie w tym miejscu, ale rodzice opłacili już czesne, więc nie bardzo miałam inne wyjście. Chwyciłam za klamkę, popchnęłam ogromne drewniane drzwi, złapałam walizkę i weszłam do środka. No. To będzie pierwszy dzień w nowej szkole.

    ***

    W holu szkoły panuje półmrok. Długi korytarz oświetlony jest powieszonymi na ścianach lampami, które świecą dość słabym światłem. Chcę wyjść z powrotem na zewnątrz, ale nie da się. Od tej strony drzwi nie mają klamki! Przynajmniej nie jestem tu sama, bo słyszę nadchodzące z końca korytarza kobiece kroki. Po chwili pojawia się kobieta ubrana w strój pokojówki: czarna sukienka z białym fartuchem, długie białe rękawiczki, ciemne włosy związane w długi warkocz. Na nogach czarne koronkowe pończochy i szpilki tak wysokie, że nie mogą być wygodne. Odzywam się pierwsza.

    – Dzień dobry. Nazywam się Zuzanna Lipowska. Zaczynam pierwszy rok i właśnie jestem tu po raz pierwszy… dokąd mam iść?

    – Ach, panienka Zuzia. Proszę za mną, zaprowadzę panienkę do gabinetu dyrektora.

    Drogę do gabinetu przeszłyśmy w zupełnej ciszy. Ta kobieta jest dziwna. Otworzyła drzwi do pokoju dyrektora, poczekała aż wejdę do środka i zamknęła je za mną bez słowa. Dyrektor wygląda na faceta po czterdziestce. Nawet przystojny, w miarę wysportowany, chociaż zaczyna mieć już siwe włosy. I dobrze patrzy mu z oczu. Siedzi za biurkiem i uśmiecha się do mnie. Siadam naprzeciw niego.

    – Dzień dobry, nazywam się Zuzanna Lipowska. – przedstawiam się po raz kolejny – Zaczynam dziś pierwszy rok zajęć…

    – Witaj. Mam nadzieję, że będzie Ci się tutaj podobać. Jesteś bardzo ładną dziewczyną, wiesz o tym? – zaczerwieniłam się słysząc to – Oprócz Ciebie nie ma tu żadnego innego rudzielca. I zielonookich też mamy mało. Ale do rzeczy. Zajęcia zaczniesz jutro, dziś przedstawimy Cię najważniejszym osobom, przydzielimy do jakiegoś miłego pokoju, zdejmiemy z Ciebie miarę na mundurek. Mamy sporo pracy.

    – A… jaki jest plan zajęć na jutro? Ja nie uczę się najlepiej i…

    – W mojej szkole nie będziesz miała wyjścia. Na pewno zostaniesz wzorową uczennicą. – dyrektor powiedział to z uśmiechem na twarzy, ale i tak zabrzmiało to trochę strasznie

    – O… oczywiście.

    – Zaraz zauważysz, że mamy tu trochę inne zajęcia niż w Twojej poprzedniej szkole. Matematyka ani fizyka Ci się tu zupełnie nie przydadzą.

    Patrzyłam na dyrektora. Mówił całkowicie poważnie. Może jednak spodoba mi się tutaj? Potem dyrektor zaprowadził mnie do pokoju. Były tam cztery łóżka i cztery biurka. W rogu stała jedna wielka szafa. Pokoik nie miał zbyt wielu ozdób. Na ścianie było jedno wysokie okno wychodzące na ogród, ale niestety za kratami. Zostawiłam tu walizkę i poszliśmy do krawca. Krawiec był starszym siwym człowiekiem. Zmierzył chyba każdy kawałek mojego ciała i nie zmarnował okazji pomacania po tyłku szesnastoletniej dziewczyny. Niech raz ma. Po wyjściu od krawca dyrektor zabrał mnie do szkolnego lekarza. Jego gabinet przypominał szpital, był bardzo duży, ściany pomalowano na zielono. Wszędzie stoi dużo medycznego sprzętu, który nawet nie wiem do czego służy.

    – Witaj, Zuziu. – powiedział lekarz, kiedy zostaliśmy w gabinecie we dwoje – Jestem doktor Szymon. Rozbierz się, proszę.

    Usiadłam na kozetce i zdjęłam pantofle, bluzkę i spódnicę. Zostałam w samej bieliźnie. Szymon spojrzał na mnie wrozkiem pełnym rozbawienia.

    – Bardzo ładny komplecik, ale będzie nam przeszkadzał.

    – Mam rozebrać się do naga?!

    – Tak. – powiedział doktro głosem nieznoszącym sprzeciwu. Niechętnie zdjęłam figi i stanik. Siedziałam na kozetce zupełnie naga, zakrywając nieśmiało biust rękoma. Szymon obejrzał mnie z każdej strony.

    – Panno Zuziu, musimy panienkę ogolić. Nasze uczennice nie mają żadnych włosów poniżej szyi.

    – Ale jak to? – zapytałam z niedowierzaniem

    – Masz być wszędzie gładka. Żadnego owłosienia pod pachami czy między nogami.

    – Przecież to i tak będzie pod mundurkiem! O czym pan w ogóle mówi?! – on nie mógł mówić poważnie. Co ich obchodzi czy golę cipkę?

    – Oczywiście, masz rację. – Szymon zmienił ton. Usiadłam z powrotem na kozetce, a lekarz sięgnął po coś do stojącej obok szafki.

    ***

    Obudziłam się w fotelu ginekologicznym. Nogi i ręce miałam przywiązane do poręczy! Co tu się odpierdala?! Chciałam krzyczeć, ale moje usta były zakneblowane jakąś gumową kulą. Pomiędzy moimi nogami klęczała pokojówka – ta sama, która wprowadziła mnie do szkoły – i depilowała mi krocze. Odrywany wosk wywoływał straszny ból! Kiedy pokojówka skońćzyła, do pomieszczenia wszedł Szymon.

    – Musiałem Cię uśpić chloroformem, bo zaczynałaś się niepotrzebnie denerwować. Na swoich zajęciach dyrektor nauczy Was jak zachować spokój w każdej sytuacji, ale jak na razie musiałem uciec się do chloroformu. Wyjmę Ci teraz knebel z ust, ale masz nie krzyczeć, czy to jasne?

    – …

    – Skiń głową, jeśli się zgadzasz. – skinęłam głową. Szymon odpiął klamry paska z tyłu mojej głowy i wyjął mi kulę z ust.

    – Czy Cię pojebało? Co tu się… – przerwał mi w pół zdania, wkładając knebel z powrotem do buzi.

    – Posłuchaj mnie. Powiem to tylko raz. W tej szkole za takie zachowanie przewidziana jest kara. W tej chwili zapracowałaś na pierwszą, zastosujemy ją zaraz po badaniu. Ale żebyś wiedziała jak karzemy za recydywę, zapoznam Cię z Twoimi nowymi koleżankami.

    Szymon podszedł do sporych metalowych drzwi i pociągnął za klamkę. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Za drzwiami znajdował się długi korytarz. Szymon przysunął mój fotel w stronę korytarza, abym mogła zobaczyć co jest wewnątrz. Widok przeraził mnie. To był loch! Z każdej strony ciągnęły się drzwi. Ciężkie, drewniane, z metalową kratą na górze. Doktor otworzył najbliższe i wszedł do środka. Po chwili wyszedł pchając przed sobą dziwną konstrukcję na kółkach.

    – To jest Natalka. – powiedział, pokazując na podwieszoną na tej konstrukcji dziewczynę.

    Konstrukcja składała się z ramy, do której przymocowane były ręce i nogi dziewczyny. Młodej, ślicznej czarnulki. Zupełnie nagiej czarnulki! Była młodsza ode mnie! Ledwie wykształciły jej się małe, dziewczęce piersiątka. Natalka była rozpostarta na tym stelażu, nie mogła się ruszyć. Z otwartych ust ściekała ślina i długą strużką płynęła po jej szyi, piersiach i kapała na posadzkę. Dziewczyna była podpięta pod kroplówkę. Zarówno w jej cipce jak i dupci tkwiły jakieś przedmioty – jakby wibratory – których praca powodowała drgawki u nastolatki.

    – Natalka wczoraj podczas zajęć uderzyła dyrektora w twarz. Nie był to jej pierwszy taki wybryk. Dyrektor uznał, że nie nauczy jej niczego więcej i równie dobrze można poddać ją lobotomii, bo nie będzie z niej już wartościowej kobiety. A ja jestem fanem lobotomii ekstatycznej. Otóż po kilkudziesięciu godzinach odczuwania ciągłych orgazmów, dziewczęcy mózg potrafi odłączyć część jaźni odpowiedzialną za osobowość i pozostawić działającą tylko tę, która odpowiada za najbardziej pierwotne odczucia. Natalka wisi tutaj dopiero kilka godzin, ale do wieczora powinna zacząć się nakręcać. Chociaż chyba będę musiał zwiększyć dawkę hormonów… Tak czy inaczej, za dwa, trzy dni, nasza mała czarna będzie potrafiła odczuwać tylko strach, radość i orgazm. I nic więcej! Nie będzie pamiętać nawet jak ma na imię! A wracając do Ciebie – będziesz grzeczna czy też masz ochotę na lobotomię?

    Skinęłam głową. Bałam się. Wciąż się boję. No i nie chcę, żeby mój pierwszy raz to był czterdziestogodzinny seks z wibratorem!

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Sawa
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie

    Drodzy Czytelnicy!

    Na wstępie chciałem Was przeprosić za tak długą przerwę, ale w moim życiu zaszły wielkie zmiany. Musiałem wstrzymać spisywanie wspomnień. Teraz będę miał więcej czasu – mam nadzieję. Jako zadośćuczynienie wstawiam obszerną historię moich przygód. Jeśli się spodoba i będziecie chcieli więcej – piszcie w komentarzach.

    Już wcześniej pisałem, że pływanie było jedną z moich pasji. W wodzie czuję się jak ryba. Będąc na basenie zauważyłem, że przyglądają mi się dwie dziewczyny. Pomyślałem, że dam popis swoich umiejętności. Wszedłem na skocznię, miała trzy metry wysokości. Skakałem z niej dziesiątki razy, nawet z przewrotką. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale pewnie też mieliście taką sytuację, że jak chce się coś zrobić na pokaz to nie wychodzi. Do tej pory nie wiem co poszło nie tak. Spadłem ze skoczni na tak zwaną “dechę”. Uderzenie o taflę wody było tak duże, że straciłem orientację pod wodą. Oszołomiony próbowałem zobaczyć, gdzie jest góra, a gdzie dół. Wynurzyłem się wreszcie i jakoś dopłynąłem do drabinki. Skóra szczypała mnie ogromnie. Kiedy chciałem wyjść, zobaczyłem nad sobą zgrabne nogi.

     – Nic Ci nie jest? – usłyszałem pytanie.

     Nade mną stała dziewczyna, która wcześniej mi się przyglądała. Miała ciemną cerę, tak jakby się mocno opaliła. Czarne kosmyki włosów wystawały jej spod czepka. Kiedyś można było pływać w miejskim basenie tylko jeśli miałeś czepek i białe kąpielówki. Miała wysportowaną figurę, widać było, że dba o kondycję, ale mnie, chłopakowi z krwi i kości wpadło w oczy jedno:

     Brak piersi.

     Byłem na tym etapie rozwoju, że pierwsze, co rzucało mi się w oczy u dziewczyny, to jej kobiece kształty. Wtedy ideał dziewczyny to 90/60/90 – piersi, brzuch, pupa. Jeśli piersi lub pupa była bardziej wypukła to jeszcze lepiej. Coś na kształt Marylin Monroe. Niestety, ta dziewczyna miała 60/60/90. Klatka tak samo płaska jak brzuch. Może przesadzam, ale takie było moje pierwsze spostrzeżenie. Za to twarz miała piękną. Swoją egzotyczną urodą przypominała mi Włoszkę lub Hiszpankę.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

     Byłem jeszcze lekko zamroczony, ale udało mi się wyjść z basenu.

     – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – po chwili dotarło do mnie co powiedziałem.

     – Ho, ho, trzeba mieć nie lada kondycję, żeby tak cały czas skakać – zachichotała.

     – To znaczy nie tak, skakałem dobrze, nie wiem co się stało..

     – Wiem, widziałam cię wcześniej. Chodź, musimy coś przyłożyć na tą czerwoną skórę. A przy okazji jestem Sylwia – powiedziała wyciągając do mnie dłoń. Miała silny uścisk jak na nastolatkę. Poprowadziła mnie do drugiej kobiety.

     – Siadaj tutaj. To moja ciotka Marzena.

     – Dzień dobry pani.

     – Mów mi Marzena. Nie jestem jeszcze taka stara.

     Tego co brakowało Sylwii, Bóg dał Marzenie podwójnie. Jej piersi kołysały się na boki, nawet przy niewielkim ruchu, jakby chciały wyskoczyć z mocno opiętego biustonosza. Wiedziała, że na nie patrzę i bez skrępowania dalej je eksponowała, opierając ręce z tyłu i wypinając klatkę. Jej ciało było prawie idealne, ale była dwa razy starsza ode mnie. W sumie to mogłaby być moją mamą. Zawstydzała mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Do starszych odnosiłem się zawsze z szacunkiem, więc trudno mi było mówić jej po imieniu.

     Sylwia w tym czasie namoczyła ręcznik w zimnej wodzie i przyłożyła mi go do brzucha, który ucierpiał najbardziej. Poczułem dużą ulgę.

     – Widziałyśmy cię tutaj już wcześniej. Chyba lubisz pływać? – odezwała się Marzena.

     – Bardzo. Przychodzę tu w tygodniu, a w soboty lub niedziele jeżdżę z rodzicami nad jezioro.

     – Ja uwielbiam jeziora – wtrąciła się Sylwia – basen jest dla mnie za mały.

     – Właśnie wybieramy się pojutrze nad jezioro, chcesz się z nami zabrać? – zapytała ciotka.

     Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Znamy się tylko z widzenia, rozmawiam z nimi pięć minut i one zapraszają mnie na wycieczkę. W tamtych czasach ludzie o wiele częściej okazywali sobie życzliwość, nieśli pomoc, ale w kontaktach damsko-męskich byli też bardziej powściągliwi. Przynajmniej w tych kręgach, w których ja się wychowywałem. Nie wierzyłem, że to przypadek. Czułem, że może to być dla mnie nowe doświadczenie.

     – No dobra, to gdzie się umówimy?

     – Daleko masz do basenu?

     – Nie.

     – To bądź tu pojutrze o dziewiątej.

      Przyszedłem na miejsce trochę wcześniej i okazało się, że dziewczyny już na mnie czekają. Zapakowałem się do auta z tyłu, obok Sylwii i ruszyliśmy. Marzena prowadziła samochód zręcznie, ale trochę za szybko. Kiedy wchodziliśmy w zakręty, koła lekko piszczały. Ciotka uśmiechała się i nuciła piosenkę która leciała w radiu.

     – Nie przejmuj się, zawsze tak jeździ – powiedziała Sylwia, gdy napotkała mój pytający wzrok. – Mówi, że im szybciej jedzie, tym bardziej czuje się wolna. Po prostu trzymaj się, żebyś w coś nie uderzył głową. Złapała mnie za rękę i tak jechaliśmy przez resztę trasy. Gdy dojeżdżaliśmy, zauważyłem, że nie znam tej części jeziora. Przedzieraliśmy się wąską ścieżką przez las. Marzena musiała kilka razy omijać pniaki po drzewach, więc doszedłem do wniosku, że to nie jest droga dla samochodu.

     – Na pewno dobrze jedziemy? – zapytałem na wszelki wypadek.

     – Już dojeżdżamy.. O! proszę, jest!

     Rzeczywiście, między drzewami zobaczyłem zielonkawą taflę jeziora. Gdy dojechaliśmy do samego brzegu, naszym oczom ukazała się niewielka polanka, a między tatarakiem, szerokie na dwa lub trzy metry, wejście do wody. Była to tak zwana “dzika plaża”. Cisza panująca w tym miejscu zaskoczyła mnie. Z rodzicami zawsze jeździliśmy na kąpieliska strzeżone, z wypożyczalnią sprzętu i masą ludzi. A tu, ani żywej duszy. Ptaki, szum wiatru w koronach drzew i słoneczna polana. Dziewczyny szybko rozwinęły koc i zaczęły nosić rzeczy z samochodu. Po rozpakowaniu rozebrały się i ułożyły na kocu. Miały na sobie modne opalacze. Rozebrałem się do kąpielówek i skromnie usiadłem na skrawku ręcznika. Przyglądałem się ukradkiem opalającym dziewczynom i pod wpływem obserwacji poczułem znajome mrowienie w dolnej części podbrzusza. Chcąc odwrócić swoją uwagę od tych wspaniałych ciał, zacząłem rozmowę patrząc na jezioro.

     – Często tu przyjeżdżacie?

     – Przyjeżdżamy tu jak chcemy poobcować z naturą – powiedziała Sylwia.

     – I jak chcemy poopalać się nago – dodała ciotka z uśmiechem.

     Zaczerwieniłem się. Kątem oka zobaczyłem, że Sylwia też się uśmiechała. Ja nie wstydziłem się naszej rozmowy, tylko zauważyłem, że kąpielówki zaczynają coraz bardziej mi odstawać.

     Przyciągnąłem kolana do klaty i objąłem je rękami.

     – A Ty? Lubisz opalać się nago? – usłyszałem.

     – Nooo…nie wiem, nigdy nie miałem okazji.

     – A od czego są plaże nudystów? Ach! Dzisiejsza młodzież! Nie wie co dobre..

     – Idę popływać – powiedziałem wstając i pobiegłem do wody.

    Tak naprawdę chciałem zamaskować potężny wzwód. Nie chciałem wyjść na niedojrzałego dzieciaka, który podnieca się skrawkiem golizny. Marzena pewnie by mnie wyśmiała. Niestety, nie jestem naturystą, nie mogę chodzić wokół nagich dziewczyn i się nie podniecać. Nigdy nie rozumiałem nudystów. Kiedyś myślałem, że Ci faceci są chorzy i nie mogą się podniecić. Mój kumpel opowiadał mi, jak raz zakradł się na strzeżoną plażę od strony morza. Wcześniej zdjął kąpielówki i wyszedł z wody, jakby był tam wcześniej. O ile w wodzie, szczególnie zimnej, członek kurczy się i to mocno, to po wyjściu musiał szybko położyć się na brzuchu, żeby zakryć przyrodzenie. Penis sterczał mu tak, że musiał wykopać w piasku rowek. Leżał tak długo, aż poparzył sobie plecy na słońcu. Ale mówił, że było warto, bo ani wcześniej, ani później nie widział tylu nagich kobiet.

     Woda zrobiła swoje i mój ptaszek powrócił do normy. Odprężony zacząłem się pluskać. Odpłynąłem na pewną odległość i zawracając zauważyłem, że Sylwia wchodzi do wody. Pływała znakomicie, była bardzo pewna swoich umiejętności. Położyłem się na plecach i pozwoliłem unosić się wodzie. Zbliżyła się do mnie i zrobiła to samo.

     – Gniewasz się? – zapytała krótko.

     – Nie, dlaczego?

     – A wiesz, ciotka lubi mówić prosto z mostu. Ciągle powtarza, że ludzi nie mogą ograniczać ani ciała, ani umysły, bo nigdy nie będą wolni.

     – Wujek podziela jej zdanie?

     – Nie ma męża. Mówi, że to kolejne ograniczenie.

    Byłem trochę skołowany, gdyż w tamtym okresie była promowana tylko jedna opcja. Rodzina – mąż, żona, dzieci. Kobieta w wieku trzydziestu lat, samotna, była postrzegana jako “stara panna”. Były to osoby które wyśmiewano i uważane były za gorsze. Starzy kawalerowie musieli nawet płacić dodatkowy podatek, tak zwane “bykowe”, za to że nie założyli rodziny.

     – A Ty jak myślisz?

     – Sama nie wiem. Ma dużo racji, ale są też ludzie co mówią, że to stek bzdur. Ciotka jest niezależna finansowo, ma niezłą chatę, samochód, jest uśmiechnięta, miła i nikomu krzywdy nie robi. Więc nie widzę w tym nic złego.

     – Więc nie chcesz mieć męża?

     – Jejku, nie wiem, nie miałam jeszcze nawet chłopaka. Wiesz co? Zgłodniałam. Wracajmy do ciotki, przywiozła dużo prowiantu.

     Płynąc z powrotem Sylwia zaczęła się ze mną ścigać, niestety nie miała szans, kilka silnych ruchów i wyprzedziłem ją o jakieś dwa metry. Wychodząc z wody rzuciła:

     – Jakbyś był dżentelmenem, to dałbyś mi wygrać!

     – Jakbym dał Ci wygrać, to byś powiedziała, że jestem słabiak!

     – Może i tak – zachichotała.

     – Jak tam moje gołąbeczki, pogruchały sobie? – powiedziała Marzena, unosząc się na rękach.

     – Ciociu!

     – Co “ciociu”? Myślisz, że chłopak nie widzi, jak na niego lecisz?

     Rzeczywiście zauważyłem to już na basenie i w samochodzie, jak trzymała mnie za rękę.

     – Taka wygadana, pewna siebie, a z chłopakiem nigdy się nie pocałowała, nie mówiąc o…

     – Ciociu!! Jeszcze słowo i nie odezwę się do Ciebie do końca życia! – krzyknęła zaczerwieniona Sylwia.

     – Dobra! W porządku, dzisiaj Ci odpuszczę. Ale wiesz, że u mnie nie ma niedomówień. Trzeba mówić wszystko, co się ma na myśli. Trzeba dążyć z uporem do celu. Nie można się poddawać w połowie drogi. Przestrzegaj moich reguł, a cały świat będzie stał przed tobą otworem.

     – Chcę już wracać! – powiedziała naburmuszona Sylwia.

     – Już? Jeszcze nie byłam w wodzie! Zjedzcie kanapki, a ja w tym czasie popływam – powiedziała i poszła w stronę wody.

     – Zdenerwowała Cię? – zapytałem, gdy byliśmy już sami.

     – Nie tak bardzo, zawsze się z nią przekomarzam. Jest prostolinijna, a niektórych to razi.

     Zaczęła wyciągać termosy i pudełka z kanapkami, warzywami, owocami, było tego naprawdę dużo.

     – Ciotka twierdzi, że musimy jeść zdrowo.

     – “Żeby skóra była jędrna, pośladki twarde, a cycki sterczące” – próbowała naśladować głos Marzeny.  “Wtedy każdy facet będzie Twój”

     Rozśmieszyła mnie. Zacząłem się śmiać, a ona mi zawtórowała. Kiedy nam przeszło, nagle spoważniała.

     – Tylko że ja odziedziczyłam cycki po ojcu – powiedziała, robiąc kwaśną minę.

    Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie chciałem dziewczyny urazić, ale jak na złość wyobraziłem sobie faceta w biustonoszu i niechcący parsknąłem.

     – Śmieszy Cię to? – zapytała poważnie.

     – A czy Twój tata nosi opalacze?

    Po chwili milczenia wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się tak, że Sylwii poleciały łzy, a mnie zaczął boleć brzuch. W tym czasie dołączyła do nas Marzena.

     – O, widzę że nastroje się poprawiły. Chyba nie nabijacie się tak ze mnie?

     – A widziałaś kiedyś Carla w staniku? – zapytała Sylwia nie przestając się śmiać.

     – O czym ty mówisz? – zaśmiała się ciotka, bo zaraził ją śmiech siostrzenicy.

     – Carla? – zapytałem, chociaż w głowie znałem już odpowiedź.

     Dowiedziałem się, że Carlo to ojciec dziewczyny, Włoch, który ożenił się z Polką. Wyjaśniła się tajemnica ciemnej karnacji Sylwii. Rodzice mieszkali teraz na stałe we Włoszech, ale pozwolili córce uczyć się w Polsce. Opiekowała się nią siostra jej mamy u której mieszkała. Mieli stały kontakt telefoniczny, ponadto rodzice odwiedzali córkę. Sylwia miała młodszą o dwa lata siostrę, która mieszkała w Italii.

     – Nie tęsknisz za nimi?

     – Nieraz tak. Ale odwiedzają mnie, ja ich, i mi przechodzi, bo tutaj czuję się…

     – Wolna – wtrąciła się ciotka.

     – Właśnie.

    Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, pałaszując świeże owoce i warzywa.

     – No dobrze, fajnie się rozmawia, ale na nas już czas – powiedziała Marzena – przebieramy się, pakujemy i w drogę.

     Wstała i jednym ruchem ściągnęła majtki, a następnie biustonosz. Była odwrócona do mnie tyłem, ale jak sięgała suchą bieliznę, pochyliła się i moim oczom ukazały się wargi sromowe zaciśnięte między udami. Wstałem z koca i dyskretnie odwracając wzrok spojrzałem na Sylwię. Patrzyła na ciotkę przygryzając dolną wargę. Po chwili ściągnęła swoje opalacze i podeszła do ciotki po swoje rzeczy. Pupa Sylwii była cudowna. Widać, że sport świetnie działał na jej sylwetkę. Dla mnie to było za dużo. Cała chmara motyli tańczyła w moim brzuchu. Oczywiście wszystko koncentrowało się w kroku i dosyć szybko członek zaczął nabrzmiewać.

     – “Nie myśl o pupci, nie myśl o pupci” – powtarzałem w głowie, ale im bardziej się starałem, tym bardziej miałem przed oczami ten wspaniały widok.

     – Jeśli się krępujesz, możesz się przebrać za samochodem – usłyszałem za sobą głos.

     Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że stoi za mną Marzena. Miała majtki na sobie, ale piersi nadal miała gołe. Trzymała biustonosz w ręku.

     – Ja.. nie.. nie krępuję się.. – zacząłem dukać – tylko..

     Spojrzałem w dół. Penis prężył się pod kąpielówkami już bardzo mocno. Marzena spojrzała przez moje ramię i zobaczyła powód mojego zawstydzenia.

     – Ach! No tak! Rozumiem!

     Podniosła moje rzeczy i podając je rzuciła:

     – No, przynajmniej jesteś zdrowy i wszystko Ci tam działa.

     Zaczęła się dalej ubierać. Odwrócony od nich, szybko ściągnąłem kąpielówki, wciągając suche slipki. Gdy byłem już ubrany, podeszła do mnie Sylwia też w pełni ubrana.

     – Nie gniewaj się na nią, ona już taka jest, lubi wszystkich zawstydzać.

     – Zaczynam się przyzwyczajać.

     – Ja.. pierwszy raz rozebrałam się przed kimś innym niż ciotka. Chciałam dodać Ci otuchy, ale chyba odniosło to odwrotny skutek. Przepraszam.

     – Nie masz za co przepraszać, to..bardzo mi się podobało.

     – Czy szanowna młodzież raczy wsiąść do auta? – krzyknęła Marzena przez otwartą szybę.

     Sylwia złapała mnie i pociągnęła do samochodu. Gdy tylko usiedliśmy na tylnym siedzeniu, wtuliła głowę w moje ramię, trzymając mnie cały czas za rękę.

        Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie na basenie. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się w wodzie, po prostu dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Marzena śmiała się tylko, że wyglądamy jak papużki nierozłączki. Sylwia była inteligentna, obyta w świecie, posiadała wiedzę z wielu zagadnień którymi się interesowałem. Dlatego mieliśmy tak wiele tematów do rozmowy. Była to pierwsza dziewczyna, która interesowała się sportem. Niepojęte dla mnie było, że wie, kto to jest Andrzej Szarmach, albo Robert Gadocha. Uwielbiałem “kłócić się” z nią, kto jest lepszy na prawym skrzydle, kto na lewym, a kto powinien grać w ataku.

      Jedną z naszych zabaw, było nurkowanie tuż przy dnie i płynięcie jak najdalej wzdłuż basenu. Oczywiście dziewczyna nie miała szans, gdyż ja już dawno przepływałem całą długość na jednym oddechu. Denerwowała się, bo bardzo chciała mi dorównać.

     Za którymś razem udałem, że brakuje mi powietrza i wypłynąłem pierwszy na powierzchnię. Po chwili wynurzyła się Sylwia jakieś dwa metry dalej i widząc że wygrała, uniosła ręce w górę krzycząc “Hura!”. Następnie podpłynęła do mnie, zarzuciła mi ręce na ramiona i popchnęła w dół. Było to klasyczne “podtapianie”, kolejne wygłupy wśród młodzieży. Ale ona nie puściła mnie, tylko razem ze mną poszła na dno. Gdy byliśmy pod wodą, objęła mnie za szyję i pocałowała. Nasze usta stykały się kilka sekund, po czym odepchnęła mnie i wypłynęła. Dołączyłem do niej. Popatrzyła na mnie uśmiechając się, wzięła głęboki wdech i zanurzyła się z powrotem. Zrobiłem to samo. Nie płynęła, opuszczała się, aż dotknęła stopami dna, a następnie usiadła na nim. Nie jest łatwo utrzymać taką pozycję, gdyż woda cały czas wypycha ciało do góry.

     Ale ja takie podwodne akrobacje robiłem dużo wcześniej. Usiadłem na przeciwko i pocałowałem ją. Stykaliśmy się tylko ustami. Nasze dłonie wykonywały powolne ruchy, aby pozostać w miejscu. To było niesamowite. Serce zaczęło mi walić i naprawdę zbrakło mi powietrza. Walczyłem chwilę, ale musiałem odpuścić, odepchnąłem się nogami od dna i wynurzyłem się łapiąc głośno powietrze. Sylwia wypłynęła śmiejąc się.

     – Przegrałeś! Jestem lepsza!

     – Nieprawda!

     – Prawda, wypłynąłeś pierwszy!

     – Jeden raz na sto! Wielkie mi co!

     – Wystarczy.

     – Powtórzymy?

     – Nie. Przegrałeś i tyle. Jestem lepsza – powiedziała i skierowała się do drabinki.

      Chwilę odpoczywaliśmy na ławeczkach, a następnie poszliśmy w kierunku szatni. Do szatni chłopaków szło się prosto, a do dziewczyn skręcało się korytarzem w prawo. Marzena poszła pierwsza i zniknęła za rogiem. Kiedy Sylwia skręciła, nie było nikogo, więc podszedłem do niej, złapałem za ramię i odwróciłem w swoją stronę. Spojrzała na mnie, lśniącymi jak dwie czarne perły oczami, a ja przycisnąłem ją lekko do ściany i pocałowałem. Objęła mnie za szyję i oddała pocałunek. Jej język musnął moją wargę, więc nie byłem jej dłużny. Wtedy odchyliła głowę i wyszeptała:

     – Ale przyznaj że przegrałeś.

     – Nie ma mowy, ja wygra…

    Nie dała mi dokończyć przykładając dłoń do moich ust.

     – Przyznaj, że jestem lepsza, albo sobie pójdę.

     Potwierdziłem szybkim skinieniem głowy.

     Zachichotała, cofnęła dłoń i przyłożyła usta. Nasze języki po zetknięciu, zaczęły badać delikatnie swoje otoczenie. Moje ręce zaczęły błądzić po jej plecach schodząc coraz niżej. Kiedy jedna dotarła do pośladków, drzwi od szatni otworzyły się znienacka i stanęła w nich jakaś kobieta. Patrzyła na nas kręcąc z dezaprobatą głową. Sylwia szybko odeszła omijając z daleka facetkę, a ja odwróciłem się i pomaszerowałem do swojej szatni. W sumie to dobrze się stało, gdyż mój członek już budził się do życia. W kąpielówkach ciężko zamaskować wzwód, całe szczęście byłem blisko szatni.

      Od tej pory byliśmy parą. Nie mieliśmy tylko okazji do pieszczot, bo nigdy nie byliśmy sami. Teraz naszą ulubioną zabawą było nurkowanie i całowanie się pod wodą. Przy ciotce, Sylwia tylko mnie obejmowała, albo cmokała w policzek. Marzena nie reagowała na nasze czułości. Chyba nawet była zadowolona, bo gdy siedząc na ręcznikach, Sylwia śmiała się z głupot które opowiadałem, powiedziała:

     – No, no, moja Sisi rozkwita. Widzę, że jesteś naprawdę szczęśliwa.

     – Sisi? – wtrąciłem.

     – Tak nazywała Sylwię jej siostra, jak była malutka.”Moja Sisi”

     – Oj, ciociu! Wiesz, że nie lubię, jak mnie tak nazywasz.

     – Ale to jest słodkie prawda? – spojrzała na mnie.

     – Śmieszne, ale fajne.

     – Widzisz? Podoba mu się.

     – No właśnie! Śmieszne! Tak mnie przezywali w szkole.

     – Moja Sisi, fajna ksywka – powiedziałem śmiejąc się.

     – Uważaj! – wyciągnęła w moją stronę palec – bo może to się dla Ciebie źle skończyć.

     – Moja..

     Doskoczyła do mnie jak pantera. Wstałem i chciałem zrobić unik, ale nie zdążyłem. Popchnęła mnie i wpadliśmy razem do wody. Po kilku minutach, zmęczeni podwodnymi zapasami, ale uradowani, usiedliśmy na skraju basenu. Kiedy odpoczywaliśmy, przechodziła koło nas dziewczyna w naszym wieku. Byłem rozłożony prawie na całej szerokości, więc musiała dać nade mną większy krok. Przeskoczyła i uśmiechnęła się do mnie. Też się uśmiechnąłem, patrząc jak kiwa biodrami oddalając się ode mnie. Miała pełne, szerokie biodra – moje ulubione.

     – Ej!

     Sylwia złapała mnie za brodę i przyciągnęła w swoją stronę.

     – Czy ty patrzysz na jej tyłek???

     – Ja?? Nie..co ty..

     – No wiesz co? Siedzisz ze swoją dziewczyną, a oglądasz dupy innych? Jak ci nie wstyd?

     – Przepraszam..to tylko tak..niechcący..

     – Jakbyś się czuł, gdybym oglądała się teraz za chłopakami, podziwiała klaty, bicepsy i się do nich uśmiechała?

      Miała rację.

     Rzeczywiście, czułbym się podle. Jesteśmy razem, wybraliśmy siebie, więc powinniśmy trzymać się zasad, tego wymaga przyzwoitość.

     – Masz rację. Przepraszam Cię.

     – Teraz ci daruję, ale wiedz, że jestem bardzo zazdrosna. Jeśli jesteś ze mną, to tylko i wyłącznie ze mną i muszę ci wystarczyć.

     Siedziała z lekko naburmuszoną miną.

     – Słuchaj..a może wpadłabyś do mnie jutro, wiesz, po południu będę sam w domu.. muszę Ci zrekompensować tą wpadkę.

     – Nie ma szans! – powiedziała to z taką pewnością, że aż mnie zatkało.

     – Och..dlaczego???

     – Nigdzie nie ruszam się bez ciotki. Tam gdzie jestem ja, tam i ona. Pilnuje, żebym nie walnęła jakiejś głupoty.

     – Nie wierzę. Jesteś zbyt mądra na robienie głupot.

     – Teraz tak..słuchaj..chcę być z Tobą szczera.. Dwa lata temu we Włoszech, wstąpiłam do żeńskiego ugrupowania. Nazywały się feministkami. Byłam praktycznie dzieckiem, ale imponowały mi dużo starsze koleżanki swoją postawą. Na początku było extra. Pochody, transparenty, obraźliwe hasła. Mogłam obrażać ludzi na środku ulicy i nikt mi nic nie mówił. Chodziłam na spotkania do klubu i tam działy się różne rzeczy. Dziewczyny pozwalały sobie na wiele. Piły alkohol, paliły marihuanę i krzyczały, że faceci to samo zło. Jak się upiły, rozbierały się do naga, tańczyły na stołach, później dobierały się w pary i całowały. Udowadniały sobie i całemu światu, że mężczyźni nie są im do niczego potrzebni.

       Któregoś razu podeszła do mnie taka jedna i włożyła mi język do buzi. Nie podobało mi się to. Nie jestem lesbijką. Odepchnęłam ją, wtedy się roześmiała i powiedziała, że muszę więcej wypić. Ale nie napastowała mnie więcej. Każdy po prostu robił co chciał.

      Pewnego razu poczęstowały mnie trawką i powiedziały, że mamy bojowe zadanie. Musimy nastraszyć pewnego gościa, który nam bruździ. Było nas pięć. Zakradłyśmy się pod dom tego faceta późnym wieczorem i czekałyśmy na niego. Jedna powiedziała, że powinien być niedługo. Widocznie go wcześniej obserwowały. Bałam się strasznie. Poprosiłam o skręta i wypaliłam  całego naraz. Ale nadal się trzęsłam. Kręciło mi się w głowie, zaczynałam widzieć podwójnie, chciałam powiedzieć, że jest mi niedobrze, ale w tym momencie jedna syknęła:

     – Jest.

     – Stój tu i pilnuj. Jakby ktoś szedł, daj znać i pryskaj – powiedziała do mnie.

     Podeszły po cichu do gościa, zarzuciły mu torbę foliową na głowę i przewróciły na chodnik. Zaczęły go od razu okładać kijami i kopać. Facet tylko jęczał. To było okropne. Wyszłam na ulicę i zwymiotowałam. Chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam, ale zanim straciłam przytomność, pamiętam jakieś krzyki, bieganinę i migające światła.

      Obudziłam się w szpitalu.

     Głowa mi pękała. Chciałam ją potrzeć rękami, ale okazało się, że jedną z nich mam przypiętą kajdankami. Tak się przestraszyłam, że popuściłam w majtki. Zaczynały docierać do mnie wydarzenia z poprzedniego dnia. Po chwili przyszła pielęgniarka, a wraz z nią rodzice. Ojciec, jak zobaczył kajdanki wpadł w furię. Powiedział, że tak nie wolno traktować dzieci. Przyszedł jakiś facet i je odpiął, powiedział, że to tylko zabezpieczenie przed ucieczką. Usiadłam, przytuliłam się do mamy i rozbeczałam w głos. Mama też. Dla rodziców to był szok, nie wiedzieli, że związałam się z takimi kobietami. Mieli do mnie pełne zaufanie, a ja ich zawiodłam.

      Okazało się, że pobity facet ledwo uszedł z życiem. Ktoś wezwał policję, a że patrol był w okolicy, szybko zjawili się na miejscu. Złapali wszystkich. Mnie znaleźli półprzytomną, ujaraną na maxa, leżącą we własnych wymiotach. Wezwali karetkę, a resztę dziewczyn zabrali do aresztu.

      Później było jeszcze gorzej. Wezwania, przesłuchania, badania, a najgorszy był rozgłos. Zdjęcia moje i koleżanek pojawiły się w gazecie. Nawet telewizja wspomniała o tej napaści. Ludzie rozpoznawali mnie na ulicy i wytykali palcami. Koszmar.

     Na szczęście byłam młoda i naiwna, więc dostałam tylko dozór kuratorski. Gdy się skończył, rodzice zdecydowali, że wyjadę do Polski. Sama też chciałam stamtąd uciec. Jak ciotka usłyszała całą historię od mamy, to chociaż jest kobietą wyzwoloną, była w szoku. Obiecała rodzicom, że się mną zaopiekuje. I dlatego nigdzie mnie samej nie puszcza. I chociaż przyrzekałam ciotce wiele razy, że nie tknę narkotyków, nie ufa mi. Wie, że w Polsce młodzież też po nie sięga i nie chce mi dawać okazji.

      Ot i cała historia.

       Tysiące myśli kłębiły mi się w mózgu. Narkotyki, napaść, milicja, sprawa sądowa, takie rzeczy znałem tylko z telewizji. Jeśli ktoś poszedł do więzienia, to był później wyrzutkiem społeczeństwa. Nie mógł znaleźć pracy, nikt nie chciał z nim przebywać, a jak coś zginęło na osiedlu, milicja jechała od razu do niego.

     A narkotyki?

     Nikt z moich znajomych się nie narkotyzował. W tamtych czasach dostęp do nich był bardzo ograniczony. A może były, tylko ja się nimi nie interesowałem? Słyszałem oczywiście, że ktoś, gdzieś, znalazł “samosiejkę”, że ususzył, że wypalili, że były jaja i tyle.

       Pamiętam też, jak byłem w trzeciej klasie podstawówki, to umówiłem się z kumplem po lekcjach na palenie fajek. Za budynkiem szkoły wyjął dwa papierosy i zapałki. Pokazał mi jak ciągnąć i przypalił. Oczywiście nie zaciągaliśmy się naprawdę, tylko pykaliśmy jak fajkę. Poczułem się wtedy bardzo dorosły.

     Na nieszczęście (lub szczęście) zza rogu wyszedł facet od W-Fu ze skakanką w ręku. Nie wiem do tej pory, czy ktoś na nas naskarżył, czy to zbieg okoliczności, ale tak nam wpieprzył tą skakanką, że miałem na dupie i udach pręgi. Powiedział wtedy, że nikomu nie powie, ale jeśli jeszcze raz weźmiemy papierosy do ręki, wyrzucą nas ze szkoły. Podziałało to wyśmienicie, bo na papierosy namówili mnie dopiero w wojsku.

     Ale z narkotykami nie miałem do czynienia.

      Przypomniałem sobie jeszcze, jak za dzieciaka poszliśmy do parku i podglądaliśmy gości, co wąchali klej. Mieli torebki foliowe do których wlewali butapren, następnie siadali, przykładali torebkę do ust i to wdychali. Ślina leciała im okropnie. Co jakiś czas spluwali, a mimo to w torebce było jej pełno. Białka oczu robiły im się czerwone, i zaczynali wykonywać dziwne ruchy, jakby mieli tiki nerwowe. Było to obrzydliwe.

     A tutaj, ta piękna dziewczyna miała już takie doświadczenia. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz spotkałem taką osobę.

     – Dlaczego nic nie mówisz, wystraszyłam cię?

     – Nie. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać.

     – Jeśli nie będziesz chciał się ze mną spotykać, zrozumiem.

     Nie odpowiedziałem. Miałem mętlik w głowie.

     – Rozumiem – powiedziała smutno, wstała i poszła w stronę Marzeny.

      Patrzyłem jak odchodzi. Oczami wyobraźni widziałem faceta katowanego przez jej koleżanki, jego żonę, dzieci martwiące się o stan jego zdrowia. Ale przecież to nie jej wina. Ona by tego nie zrobiła. Została poddana manipulacji – tak powiedzieli w sądzie.

     

     – Sylwia zaczekaj! – krzyknąłem.

     Podszedłem do niej, a gdy się odwróciła, zobaczyłem łzy w jej oczach.

     – Słuchaj..to nie tak.. chcę się z Tobą spotykać.. po prostu.. zaskoczyłaś mnie. Tak naprawdę, to nie interesuje mnie co robiłaś kiedyś i jaka byłaś. Interesuje mnie jaka jesteś teraz. A jesteś wspaniałą dziewczyną i bardzo, bardzo chcę się z Tobą spotykać.

     Objąłem ją, a ona przytuliła się do mnie.

     – Przestraszyłam się, że to koniec.

     – Nic z tych rzeczy, za bardzo Cię lubię. Moja Sisi.

     – Eeeej! Prosiłam przecież! – powiedziała z uśmiechem, przekrzywiając głowę na bok.

     – No dobrze, już nie będę…dziś.

     Zrobiła niby groźną minę i uderzyła mnie piąstką w tors. Roześmialiśmy się co rozładowało napięcie.

     – A wracając do naszej rozmowy, to Ty możesz wpaść do mnie, kiedy tylko chcesz.

     – A Marzena się zgodzi?

     – Żartujesz?? Przecież to ona cały czas wierciła mi dziurę w brzuchu, jak powiedziałam, że mi się podobasz.

     – “Ale fajny, no idź zagadaj, zobacz jaką ma klatę, zaproś go do domu, zobacz jak świetnie pływa, jak nie pójdziesz to ja zagadam” – i tak w kółko. Twój dziwny fikołek był wyśmienitym pretekstem do rozmowy.

     “A więc wyjaśniło się, dlaczego przy pierwszym spotkaniu Marzena zaprosiła mnie nad jezioro. Szukała dla siostrzenicy chłopaka, żeby dziewczyna nie czuła się tak wyobcowana. A może też jej się spodobałem? Może jednak jej nagość miała podtekst seksualny? Może chciała zobaczyć czy się podniecę?”

     – To jak?

     – Co? – wyrwała mnie z zamyślenia – a tak, pewnie że chcę. A Marzena będzie w domu?

     – Tak. Ale jak nie przyniesiesz alkoholu, ani zioła, da nam spokój.

        Żeby dostać się do Sylwii, musiałem skorzystać z komunikacji miejskiej. Okazało się, że mieszkała w dzielnicy willowej naszego miasta. Kiedy dotarłem na miejsce, jeszcze raz sprawdziłem adres. Zgadzał się. Przede mną wyrastał duży budynek piętrowy ze spadzistym dachem. Przypominał mi domy góralskie, które widziałem kiedyś na wycieczce. Wszedłem na ganek i zadzwoniłem do drzwi. Po chwili usłyszałem kroki i zgrzyt zamka.

     – O! Jesteś nareszcie! Cześć! – Marzena uśmiechnęła się – wchodź, Sylwia już nie może się doczekać.

      Wszedłem do przedpokoju i zdejmując buty rozejrzałem się. Wszystkie wykończenia były z drewna. Podłoga, ściany, meble, wszystko pod kolor. Musiało to kosztować fortunę. W przestronnym widnym salonie stała obszerna sofa i fotele. Z jednej strony było wielkie okno, a z drugiej była prawie cała przeszklona ściana. Na jej środku były szklane drzwi wychodzące na ogród. Na stoliku pod ścianą stał duży telewizor, a na półkach pod nim magnetowid i sprzęt Hi-fi. Na ścianie wisiał duży obraz, który wydał mi się znajomy. Przedstawiał nagą kobietę, na czarnym koniu, który stawał dęba. Kobieta z rozwianymi, złotymi włosami, trzymała oszalałego konia za szyję. To był “Szał Uniesień” – przypomniałem sobie – jakiegoś polskiego malarza, czytałem kiedyś o nim. Oczywiście kopia, oryginał znajdował się w muzeum.

     Na jednym z foteli siedziała Sylwia. Miała na sobie koszulkę na ramiączka i sportowe spodenki. Uśmiechnęła się na mój widok.

     – Usiądź wygodnie, bo mam dla Ciebie informacje – powiedziała Marzena siadając na sofie.

     – Sylwia powiedziała Ci dlaczego wróciła do Polski?

     – Tak.

     – Bardzo dobrze. To nam zaoszczędzi wiele wyjaśnień. Wiesz, że jestem tolerancyjna, otwarta i wiele zakazów czy nakazów mam gdzieś.

     – Zauważyłem.

     – No właśnie. Ale są pewne rzeczy, których w tym domu nie toleruję, są to narkotyki, alkohol i papierosy. Wszystkie te używki niszczą zdrowie, a zdrowie to podstawa. Jeśli dowiem się, że coś kombinujecie z którymś wynalazkiem – koniec z przyjaźnią. Wszystko jasne?

     – Tak jest, kapitanie! – zawołała Sylwia, stając na baczność i salutując. Następnie złapała mnie za rękę i pociągnęła na górę. Byliśmy już w połowie schodów, kiedy zatrzymał nas głos ciotki.

     – Hola! Hola! Nie tak szybko! Jeszcze jedna ważna rzecz!

     – Co takiego? – Sylwia przekręciła oczami zniecierpliwiona.

     – Macie zabezpieczenie?

     – Ciociu!!

     Zauważyłem, że nie była tym pytaniem zawstydzona. Po prostu dosyć miała nakazów i pouczeń.

     – Nie ma “ciociu”! Twoja matka by mnie zabiła, jakbyś zaszła w ciążę! Myślicie, że nie wiem co robi młodzież w waszym…

     – Mamy zabezpieczenie – przerwałem jej w pół zdania. Sylwia spojrzała na mnie zdziwiona.

     – No, mądry chłopak, no to już, zmiatajcie – powiedziała Marzena, odwróciła się i poszła włączyć telewizor.

     Weszliśmy na górę, do pokoju dziewczyny. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to plakaty Michaela Jacksona. Widać, że była jego fanką. Ucieszyłem się, gdyż lubiłem tego wokalistę. W tamtym okresie, wyszła jego płyta “Thriller”. Pamiętam, że to był hit na całym świecie. Utwory z płyty długo zajmowały pierwsze miejsca na listach w wielu krajach.

     – Chcesz posłuchać Jacksona?

     – Pewnie.

     Włączyła kasetę i usiadła na łóżku opierając się o ścianę. Poszedłem za jej przykładem, a gdy tylko usiadłem przytuliła się do mnie i zaczęła opowiadać o swoim idolu.

     Po kilku minutach podniosła głowę patrząc mi w oczy.

     – Okłamałeś ciotkę o tym zabezpieczeniu?

     – Nie.

    Naprawdę miałem prezerwatywę, ale nie wziąłem jej specjalnie. W każdych spodniach jeansowych, w prawej przedniej kieszeni, była dodatkowa, mała, kwadratowa kieszonka. W Ameryce mówili, że była do starych zegarków na łańcuszku, u nas znane jako “cebule”. Natomiast w Polsce mówiono, że to na prezerwatywy. I ja włożyłem tam erosa, bo fajnie pasował, a przypomniałem sobie o nim dopiero, podczas rozmowy z Marzeną.

     – Chcesz się ze mną kochać? – spytała.

     – No. A Ty?

     – Problem w tym, że jestem dziewicą więc.. nie wiem.

     Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Po chwili odsunęła się i ściągnęła koszulkę. Nie miała stanika, bo w sumie go nie potrzebowała. Następnie zdjęła spodenki i majtki. Była goła, ale w ogóle się nie wstydziła. Położyła się na łóżku i czekała na mnie. Ja w tym czasie też się rozbierałem, ale zeszło mi trochę dłużej. Jak odkryłem stojącego członka Sylwia nie była zdziwiona, czy zaciekawiona. Domyśliłem się, że widziała już ten organ. Widocznie miała już doświadczenie z chłopcami. Pomyślałem o Emilce, która robiła ze mną różne rzeczy, a zachowała dziewictwo.

     Położyłem się przy niej na boku opierając penisa na jej udzie. Całowałem ją, a moja ręka błądziła po jej ciele, od piersi po wzgórek łonowy. Jak opisać piersi? Wielkością przypominały małe morele. A teraz jak leżała na plecach, prawie wcale nie odstawały. Monika miała większe niż ona. Oczywiście ściągnięte sutki odstawały od klatki, ale ja miałem identyczne jak zmarzłem. Druga rzecz, która wpadła mi w oczy, to fajnie wycięte włoski na wzgórku. Wąski paseczek zaczynał się na górnej części, a kończył dopiero przy rowku skrywającym łechtaczkę. Reszta była idealnie wydepilowana. Kiedy pieściłem wzgórek, jej oddech przyśpieszył, a nogi mimowolnie rozeszły się delikatnie na boki, dając mi miejsce do dalszych pieszczot. Zjechałem ręką, ale dużo niżej, na kolana i łydki. Miała bardzo gładką skórę na nogach, wyczułem, że je także goliła, co w tamtych czasach było rzadkością. Oddychała już szybko i głęboko, więc powróciłem na wzgórek i zjechałem środkowym palcem w dół, między wargi sromowe. Wstrzymała powietrze, by za chwilę głośno je wypuścić. Była gorąca i mokra. Zacząłem pocierać wilgotną szparkę, wargi mniejsze i łechtaczkę. Czułem jej przyjemność, poddawała się całkowicie moim pieszczotom, a jej biodra dopasowały ruch do mojego palca. Doszedłem do wniosku, że jest już gotowa i sięgnąłem po gumkę. Zauważyła co mam w ręku i zmieszała się.

     – Wiesz co? Moglibyśmy to przełożyć? Tak jak teraz jest fajowo.

     – Spoko, mnie też tak pasuje – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

     Sylwia odnalazła ręką członka, objęła go i zaczęła poruszać nią w przód i w tył. Zsuwała skórkę dosyć nieporadnie, ale byłem tak podniecony, że to wystarczało w zupełności. Przyśpieszyłem ruchy swojego palca, gdyż czułem szybko narastające napięcie w podbrzuszu. Nie myliłem się, po paru chwilach zacząłem tryskać na uda Sylwii. Poruszała szybko rączką, a przestała dopiero, kiedy nie czuła strzałów nasienia. Trochę głupio mi się zrobiło, że doszedłem pierwszy, ale dziewczyna nic sobie z tego nie robiła, nadal zaciskała dłoń na moim członku i szybko poruszała biodrami w rytm palca.

     Nagle wstrzymała powietrze, zacisnęła nogi i znieruchomiała. Mijały sekundy i nic, żadnych jęków, żadnych drgawek, żadnych ruchów. Mimo, że poruszałem nadal palcem leżała sztywna jak kłoda. Trwało to dosyć długo, wreszcie wypuściła głośno powietrze i rozluźniła się. Zwolniła też uścisk na penisie, chociaż trzymała go nadal. Zastanawiałem się czy miała orgazm. Pierwszy raz widziałem taką reakcję.

     – Dobrze Ci było? – spytałem niepewnie.

     – Noo. Tak dobrze to się jeszcze nie czułam.

     – Nie miałaś nigdy orgazmu?

     – Miałam. Wiem co to masturbacja głuptasie. Ojej! Ale mnie zalałeś – powiedziała spoglądając na swoje uda.

     – Jak puścisz mojego ptaszka, to podam ci chusteczki.

     – No daj się jeszcze nacieszyć, pierwszy raz go trzymam – chichotała.

     – Poważnie?

     – Yhm.

     – To skąd wiesz jak pieścić chłopaka?

     – No nie żartuj! Przecież w szkole był cały rozdział o masturbacji dziewcząt i chłopców.

     – To chyba we Włoszech, bo na pewno nie w Polsce.

     – Ach! No racja. Ale szkoła to nic. Przecież mieszkam z kobietą wyzwoloną nie? Żebyś wiedział ilu tu się przewinęło facetów, to byś nie uwierzył.

     – Mogę się domyślać.

     – No, a myślisz, że ciotka kryła się z nimi? Ta sofa na dole przeżyła więcej niż łóżko w burdelu.

     – Przesadzasz – zaśmiałem się z porównania.

     – Wcale nie. Jak ciotka ma ochotę, podrywa faceta, przyprowadza na noc i uprawia z nim seks. Rano po gościu zostaje wspomnienie. Mamy umowę, że jak przyprowadza mena, ja nie schodzę na dół. Mówi im, że mieszka sama. Ale jak słyszałam te hałasy, to musiałam to zobaczyć. Siadałam na schodach i patrzyłam przez szczebelki co robią. Nie wiem czy są pozycje których nie znam.

     Któregoś razu ujeżdżała gościa podskakując na nim i zobaczyła mnie siedzącą na tych schodach. Myślałam że zrobi mi awanturę, ale puściła do mnie oko i jeszcze głośniej jęczała. Później już wiedziała, że się przyglądam i chyba robiła specjalnie takie rzeczy, żeby wyglądało jak pokaz. Dużo rozmawiałam z ciotką na temat seksu. Tutaj to nie tabu. Aż wreszcie mi się znudziło i już ich nie podglądam.

     – Ale słuchaj jaka heca – przypomniała sobie – pewnego razu obudziłam się rano i zaspana zeszłam na dół. Wchodzę do kuchni, a tam facet stoi na waleta i je kanapkę. Ja już widziałam tyle fiutów, że była to dla mnie normalka, więc powiedziałam “dzień dobry”, przeszłam koło niego, nalałam sobie mleko z lodówki i wróciłam na górę. Gościu – słuchaj – o mało się nie udławił. Ubrał się jak błyskawica i dał dyla. Myślał, że jestem jej córką i zaraz pojawi się mąż.

     – O kurde! Chciałbym zobaczyć jego minę.

     – Wyjrzałam przez okno, bo usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Uciekał tak szybko, że dopiero na ulicy buty zakładał!

     Śmialiśmy się do łez.

     – Chodź, musimy się umyć, bo się cała kleję – powiedziała Sylwia i zaprowadziła mnie do łazienki.

        Pierwszy raz widziałem takie pomieszczenie. Była tak duża jak pokój i cała w kamieniu, chyba marmurze. Wanna z tego samego materiału, stojąca w rogu mogła pomieścić ze cztery osoby. Zielone pędy kwiatów wiły się po suficie, by zejść po ścianach po obu stronach wielkich luster, które umiejscowione były na przeciwko siebie. Dawało to taki efekt, że widziałem w lustrze mniejsze lustro, w tym mniejszym jeszcze mniejsze i tak w nieskończoność. Wydawało mi się, że stoję w pomieszczeniu, które nie ma końca. W drugim rogu stała obszerna kabina z prysznicem, i to tam właśnie weszliśmy. Miejsca było tyle, że mogliśmy tańczyć. Jak Sylwia puściła wodę, okazało się, że leci ona z kilku stron, nie z jednego sitka, jak u mnie.

     Po kąpieli staliśmy nadzy przed lustrem wycierając się. Podszedłem do Sylwii od tyłu, przełożyłem ręce pod jej pachami i położyłem dłonie na piersiach. Jednocześnie, lekko nabrzmiałego członka wcisnąłem między jej pośladki. Masowałem jej sutki, zataczając coraz większe koła i patrzyłem na nasze odbicie w lustrze. Ona szczotkowała w tym czasie swoje czarne loki.

     – Szukasz tam czegoś? – spytała patrząc na moje dłonie. – Daruj sobie. “Z przodu plecy, z tyłu plecy, Pan Bóg stworzył mnie dla hecy” – wyrecytowała jak wierszyk. Ale nie uśmiechała się.

     – Chciałabyś mieć większe piersi?

     – Nie wiem, chyba tak. Nie mam kompleksów z ich powodu, ale wiem jak powinna wyglądać kobieta. Mam przykład ciotki.

     – Akurat z nią nie powinnaś się porównywać. Tak duże piersi to rzadkość.

     – Wiem. Chodzę przecież na basen. Ale wiem też, za czym oglądają się faceci.

     Patrzyła przez chwilę na siebie w lustrze.

     – A Ty chciałbyś, żebym miała większe?

     – Szczerze mówiąc, też nie wiem. Nie zastanawiałem sie nad tym. Podobasz mi się taka, jaka jesteś. Myślę, że duży wpływ ma na to Twoja osobowość, pewność siebie, inteligencja. Razem z ciałem robi to świetne połączenie – mówiłem to co myślałem.

     Roześmiała się szczęśliwa, odwróciła do mnie i pocałowała. Masowałem jej pośladki i już zaczynało mi się robić ciepło, gdy nagle drzwi się otworzyły i wparowała Marzena. Odskoczyłem od Sylwii i odruchowo zasłoniłem przyrodzenie. Ciężko mi było to zrobić, bo byłem już mocno podniecony. Ale ona nawet na nas nie spojrzała, jakby nas nie było, podeszła do lustra naprzeciwko i zaczęła grzebać na półce z kosmetykami. Była ubrana w zwiewny szlafrok, tyle że nie związany i przy ruchach widziałem jej piersi, a także czarny trójkąt w dole brzucha.

      Sylwia widząc moje zawstydzenie podeszła do ciotki.

     – Prosiłam, żebyś nas nie zawstydzała.

     – Daj spokój, chłopak mnie przecież zna. Przeszkadzam Ci? – spojrzała na moje odbicie.

     – Niee..

     – No widzisz? Przyzwyczaił się.

     Znalazła tusz do rzęs, pochyliła się i zaczęła go nakładać.

     – A ty jak? – zwróciła się do dziewczyny – wypieszczona?

     – Noo – powiedziała z radością Sylwia – miałam cudowny orgazm.

     Wzięła jakiś krem, oparła nogę o brzeg wanny i zaczęła go wcierać.

     – Mówiłam Ci – co facet, to facet. Nie ma nic lepszego. Ja w twoim wieku nie miałam..

       Nie słyszałem co dalej mówiła. Byłem w szoku. Rozmawiały przy mnie o tak intymnych rzeczach jak orgazm, seks, masturbacja, wszystko co było największą tajemnicą w moim otoczeniu. Nikt nie zwierzał się nikomu ze swoich problemów, obaw, czy uczuć dotyczących seksu. W ich ustach, było to tak naturalne i bezpośrednie, jakby rozmawiały o gotowaniu, czy modelowaniu włosów.

      Wiedziałem już, od czego są wolne. To wstyd ograniczał ludzi. Nie mogli się porozumieć, bo najzwyczajniej w świecie się wstydzili. Wstydzą się swoich potrzeb, zachowań, własnego ciała, wszystkiego, czego nie uważają za normalne.

        Ale co jest normalne?

     Czy zastanawiali się, że druga osoba może mieć takie same potrzeby? A jeśli nie ma, to może spróbuje razem z nim rozwiązać jego obawy? Co jest normą w sypialni?

       Powiem Wam: Każda sypialnia ma swoją normę!

     W jednej będzie się kochać mąż z żoną i to będzie jej norma. W drugiej, będą się kochać dwie koleżanki i to też będzie norma. W trzeciej faceci, w czwartej trójkąty, czworokąty i to też będzie ich norma! Nawet dziesięciu murzynów i jedna kobieta będzie normą! Dlaczego?? Bo ona uwielbia ich, a oni ją.

     Ja mam swoją sypialnię i swoją normę. Nie wpuszczam do niej facetów, bo uwielbiam kobiety. Ale to nie znaczy, że sypialnia mężczyzn mnie oburza. Absolutnie Nie! To Twoja sypialnia, Twoja prywatność i jeśli robimy coś z miłości, albo nawet dla przyjemności, nie krzywdząc przy tym nikogo (co jest bardzo ważne) – To jest to nasza norma.

       Opiszę Wam tutaj zdarzenie które opowiedział mi niedawno w wielkiej tajemnicy, mój dobry znajomy. Zresztą był wtedy nieźle podpity, na trzeźwo w życiu by mi nie powiedział. Był wtedy żonaty kilka ładnych lat, dwójka dzieci – zwyczajna rodzina.

     Pewnego dnia wyszedł w sobotę rano na zakupy. Pod sklepem zorientował się, że nie ma portfela. Poleciał z powrotem do domu i cichutko otworzył drzwi, bo nie chciał budzić żony. Gdy go znalazł, chciał już wyjść, gdy nagle usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z sypialni. Żona mówiła coś i jęczała. Na początku myślał, że mówi przez sen, ale coś go tknęło.

           Uchylił drzwi i zamarł.

     Jego żona leżała naga na boku z uniesioną nogą, a z jej odbytu wystawał ogonek!!!

     Obok niej leżały jakieś kulki, wibrator, dildo, cały zestaw! A w odbycie siedział korek analny z lisią kitką!

     Kiedy zorientowała się, że na nią patrzy, przykryła się szybko kołdrą i kazała mu wyjść. Nie poszedł do sklepu. Czekał aż wyjdzie, ale gdzie tam. Prosił, żeby wyszła, powiedziała, że za bardzo się wstydzi.

     Wtedy wkurzył się, wszedł do sypialni i zaczęli rozmawiać.

     Zwierzyła mu się ze wszystkiego.

       Okazało się, że jego żona uwielbia pieszczoty analne. Dowiedziała się o tym, gdy była w zaawansowanej ciąży z pierwszym synem. Troszcząc się o zdrowie dziecka, nie odbywali już stosunków, ale któregoś dnia, gdy była sama w domu, zdecydowała się wziąć kąpiel. Gdy leżała w wannie zaczęła się pieścić. Tak po prostu poczuła chęć. Ta chęć przerodziła się w ogromne podniecenie. Zapragnęła poczuć w sobie penisa, ale męża nie było go w domu.

      Wtedy wpadła jej w oczy buteleczka żelu pod prysznic, stojąca na brzegu wanny. Przyciskając ją do krocza, zaczęła pocierać wejście do pochwy. Ale pomyślała, że nie może jej sobie włożyć, bo może coś uszkodzić. Tylko że nadal pragnęła w sobie coś poczuć. I wtedy zjechała buteleczką na odbyt. Zadrżała. Było to inne, ale bardzo silne doznanie rozkoszy. Wsunęła tylko odrobinkę i szybko poczuła jak fala orgazmu przetacza się przez jej całe ciało, by w końcu zacisnąć odbyt na butelce. Mówiła mu, że tak mocnego orgazmu się nie spodziewała.

      Potem dopadł ją wstyd. Z mężem nigdy nie pieściła tyłka, a ona sobie coś tu wkłada – zboczona.

     Nie przyznała się mężowi, ale kiedy urodziła dziecko i wrócili do seksu, czegoś jej brakowało. Było świetnie, miała orgazmy, a jednak to nie było to. Czuła to tak, jakby ułożyła puzzle z pięciu tysięcy części i brakowałoby jednego pośrodku.

     Więc któregoś razu, znów sięgnęła po flakonik. Przeżycie nieziemskie, jak za pierwszym razem. I znowu wstyd.” Mąż ci nie wystarcza, chora nierządnico”. Zaczęła się stresować, chciała powiedzieć mężowi, ale wstyd jej nie pozwalał. Czas leciał, przyszedł na świat drugi syn, a ona w tym czasie dopracowała swoje pieszczoty do perfekcji. Znalazła w Internecie stronę z zabawkami erotycznymi i w tajemnicy kupiła, najpierw jedną, potem drugą. Miała marzenia erotyczne, w których jej mąż pieści jej odbyt na różne sposoby, zaczęła nawet mówić do niego co ma robić, oczywiście jak była sama. W feralnym dniu udawała że śpi, czekała aż wyjdzie, bo cały weekend mieli spędzić razem, a ona pieściła się tylko jak była sama w domu.

        Ale co było w tym wszystkim najgorsze???

     Że on też pragnął stosunków analnych z żoną i to od dawna!!

     Po urodzeniu się drugiego syna, ich emocje erotyczne trochę opadły. Uprawiali seks, ale nie był on tak górnolotny jak dawniej. Wtedy mój kolega zaczął oglądać filmy erotyczne. W jednym z nich zobaczył, jak mężczyzna włożył całego penisa kobiecie w odbyt. Podnieciło go to. Zastanawiał się, jak by to było, gdyby włożył żonie. Ale nie – pomyślał – w życiu się nie zgodzi. Powie że jestem zboczony. Nurtowała go jednak ta myśl. Do tego stopnia, że zaczął się masturbować, marząc o pupie własnej żony. I – jak się później okazało – w tym samym momencie, co żona.

      Jak to się wszystko wydało, to… powiem tak: Nigdy nie widziałem tak szczęśliwej pary! Spotykając się z nimi, zarażali swoją radością z życia. Miłość promieniała od nich z daleka. Pytałem nawet co się stało, ale mówili, że to druga młodość. Rzeczywiście, zachowywali się często jak smarkacze, a są po czterdziestce.

     Kolega dodał jeszcze, że obydwoje żałują bardzo tych lat, kiedy żyli w kłamstwie i niewiedzy. Oszukiwali siebie i partnera, a wystarczyło pokonać wstyd i porozmawiać. Ale są dobrej myśli, eksperymentują w łóżku z zabawkami i chcą odrobić straty z nawiązką.

         Strasznie się rozpisałem, ale chciałem Wam dokładnie opisać jak zmieniało się moje myślenie w tamtym momencie, gdy stałem goły w łazience z dwoma nagimi kobietami. W ich zachowaniu nie było nic erotycznego. Rozmawiały o seksie, ale nie po to żeby sie podniecić, tylko wymieniały poglądy, doświadczenia. Marzena udzielała po prostu porad, tak jakby zdradzała przepis na wyśmienitą potrawę. Myśląc w ten sposób, zauważyłem, że mój członek zaczął się kurczyć, a podniecenie stopniowo opadało. Oczywiście, było to moje pierwsze takie doświadczenie, więc penis nadal był gruby, ale nie sterczał już do góry. Przestawałem się wstydzić, zacząłem słuchać o czym rozprawiają dziewczyny.

      … i jestem naprawdę szczęśliwa, że tak będę wspominać mój pierwszy raz – kończyła zdanie Sylwia.

     Marzena przestała się malować i spojrzała na nią.

     – Straciłaś cnotę? – powiedziała jakby z nadzieją w głosie.

     – Niee. Nie miałam odwagi. Chyba jeszcze nie jestem gotowa.

     – Ty wiesz najlepiej. Kiedy będziesz gotowa, twoje ciało ci to powie.

     – Chyba mówiło, ale przestraszyłam się.

     – Pamiętaj, nic na siłę. Można czerpać przyjemność na inne sposoby, znasz je wszystkie. Ale jak stracisz zakładamy spiralę.

     – Uhm. Jedziesz do centrum?

     – Tak.

     – Kup olejek do opalania, bo jutro ma być słonecznie, może się wybierzemy?

     – Dobrze.

     Rozmawiały o seksie i o zakupach, jakby to były dwie takie same rzeczy.

     Dokończyła makijaż i popatrzyła na siebie krytycznie.

     – No, całkiem nieźle. Ok, szanowna młodzieży, wychodzę na jakiś czas, nie róbcie nic, czego ja bym nie robiła.

     Wychodząc odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mojego, trochę nabrzmiałego jeszcze członka. Zatrzymała się w drzwiach i patrząc na korytarz uniosła palec wskazujący do góry, a następnie skierowała go na moje krocze.

     – I zrób coś, żeby chłopak nie był taki spięty.

     – Dobrze ciociu.

     Była na końcu korytarza, gdy nagle odwróciła się:

     – I pamiętamy O?

     – Zabezpieczeniu! – krzyknęła za nią Sylwia, wcierając nadal krem w swoje jędrne ciało.

     Marzena uniosła dwa kciuki w górę i wyparowała jak kamfora.      C.d.n.

    Ps. Mam więcej materiału, niestety, nie przyjmuje tak długiego tekstu, więc podzielę na części. Pozdrawiam :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom