Author: admin

  • Trzy dni w gorach

    Mam 19 lat i aż głupio mi się przyznać, ale do tych wakacji żyłam w przekonaniu, że nikt mnie nigdy nie zechce. Owszem, mam przyjaciół i co najśmieszniejsze, prawie samych płci męskiej, ale żeby być z kimś, potrzeba czegoś więcej niż charakter, potrzeba wyglądu, a ja do najszczuplejszych nie należę. Na dodatek mam chore serce przez co zamykam się w sobie jeszcze bardziej. Nie chodzi o to, że mam jakieś problemy z nawiązywaniem kontaktów (wręcz przeciwnie), chodzi raczej o to, że staram się nie myśleć o żadnym chłopaku, jak o potencjalnym partnerze. W te wakacje wraz z moją przyjaciółką wybrałyśmy się na wakacje do domu wczasowego nieopodal Rabki, który prowadziła ciocia naszej koleżanki. Nie ma tam za dużo atrakcji wokoło, głównie przyroda. Tegoroczne wakacje nie należą niestety do najbardziej suchych, z tego tez względu, po dwóch pierwszych dniach wspaniałego słońca, niebiosa uraczyły nas deszczem. Czułam się okropnie i cały ranek spędziłam w pokoju.
    W tym czasie Karolina, bo tak miała na imię moja przyjaciółka, zdążyła poznać prawie wszystkich wczasowiczów z naszego domu i po upewnieniu się, że na pewno nic mi nie będzie, udała się z nimi do oddalonej o ok. 30 km Rabki. Leżałam w łóżku chyba z godzinę, ale w pokoju było bardzo duszno, więc włożyłam niebieską sukienkę (jedyna rzecz jaka miałam pod ręką) i zeszłam na dół. Pod balkonem, przy tylnej ścianie domu, była ławka. Usiadłam na niej, oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy. Było chłodno, zaczął siąpić niewielki deszczyk, ale w sumie było bardzo przyjemnie. W pewnej chwili usłyszałam przy sobie kroki, otworzyłam oczy i zobaczyłam przy sobie wysokiego bruneta, około 30-stki. Mieszkał na parterze. Uśmiechnął się do mnie i spytał, czy może się dosiąść. Zgodziłam się i zaczęliśmy rozmawiać. Miał na imię Krzysiek, od roku by rozwiedziony. Zaskoczyła mnie jego szczerość, w końcu wcześniej w ogóle się nie znaliśmy. Jego ufność sprawiła, że również się przed nim otworzyłam (do tej pory nie wiem jak on zdołał to zrobić). Powiedzialam mu o swojej chorobie, mówiliśmy o wszystkim. Było już późno, więc powiedziałam, że muszę iść. Wstał żeby mnie pożegnać, przytulił mnie, to było niesamowicie zmysłowe, aż czuć było w powietrzu napięcie, jakie się między nami wytworzyło.

    Na cale piętro była tylko jedna łazienka (niezbyt komfortowe warunki), ale prawie nikogo nie było, tylko rodzina z dwójka dzieci na końcu korytarza. Było juz późno, więc wiedziałam, że nie musze się śpieszyć, bo oni ze względu na dzieci chodzili spać dość wcześnie. Zabrałam swoje rzeczy z pokoju i udałam się do łazienki, by nacieszyć się cieplutkim prysznicem. Kiedy mniej więcej godzinę później wróciłam do pokoju, w majtkach i cieniutkiej bluzeczce, zastałam w nim Krzyśka. Trochę się wystraszyłam, bo przecież nikogo się nie spodziewałam, a już na pewno jego. Powiedział, że na mnie czekał, podszedł i mnie pocałował. Jeszcze w życiu nic takiego nie czułam. Całowałam się już nieraz, ale nigdy nikt nie robił tego tak zmysłowo. Przestraszyłam się trochę swojej reakcji i trochę zmieszana uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział uśmiechem i zaczął zdejmować ze mnie bluzkę. Trochę się zawahałam, ale pogłaskał mój policzek i powiedział: “Nie bój się”. Powiedział to tak łagodnie, że mu uwierzyłam. Za chwile poczułam jego usta na mojej szyi, później na piersiach. Jego dłonie błądziły po moim ciele, a ja byłam coraz bardziej rozpalona. Zdjęłam z niego bluzę, a później spodnie. Podeszliśmy do łóżka. Posadzi mnie na kolanach, a jego język i ręce kontynuowały zabawę moim ciałem, odwrócił się i położył mnie na łóżku. Zdjął ze mnie majtki, teraz leżałam przed nim całkiem naga. Przytrzymał mi ręce, gdy próbowałam się zasłonić i zaczął obsypywać pocałunkami moje uda, a później najintymniejsze części mojego ciała. Płonęłam. Odsunęłam się od niego i delikatnie przewróciłam na łóżko, zdjęłam mu bokserki. Teraz to ja go piescilam. Moje ręce i język były wszędzie. Wstyd już dawno pozostawiam za sobą, cieszyłam się, że mogę sprawić mu przyjemność. Ledwo nad sobą panowałam, to był mój pierwszy raz, zawsze myślałam, że będę zestresowana, bałam się tego momentu, ale teraz z Krzyśkiem w ogóle o tym zapomniałam, chciałam go tylko czuć w sobie. Wiedział to. Położył się na mnie, popatrzył mi w oczy i zaczął we mnie wchodzić. Nie było najgorzej. Co prawda było trochę bólu, ale szybko o nim zapomniałam, patrząc na to jak zmienia się twarz Krzyśka, jego coraz szybsze ruchy – to było niesamowite. Karolina zastała nas śpiących razem w moim łóżku. Nic nie mówiła, zrozumiała.
    Krzysiek był jeszcze przez dwa dni, kochaliśmy się jeszcze kilka razy i przeżyłam z nim swój pierwszy orgazm. Nie zostawił ani adresu, ani telefonu, ale chyba wyczuł, że tego nie oczekuję. Zostawił tylko dla mnie czerwone róże u właścicielki i wspomnienie trzech najdziwniejszych i najpiękniejszych dni w moim życiu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Sex w pralni

    Historia, którą pragnę opisać wydarzyła się w lipcu tego roku. Była to 18-tka jednej z moich najlepszych koleżanek. Obecne były wszystkie moje najlepsze koleżanki (tworzyłyśmy pewnego rodzaju paczkę) i chłopak jubilatki Magdy. Czekałyśmy na kuzynów Magdy i ich kolegę, którzy mieli dotrzeć do nas z miejscowości odległej o prawie 300 km. Spóźnili się o ok. godzinę. Wcześniej wypytywałam Magdę o jej kuzynów, wiadomo: czy są przystojni, w jakim są wieku, jak mają na imię. Wcale wtedy nie myślałam o jakiejkolwiek przygodzie, ponieważ miesiąc wcześniej rozstałam się z chłopakiem i chciałam być wolna. W pewnym momencie wyszłam z lokalu, aby gdzieś kupić sobie kartę do komórki. Nie było mnie chyba z 20 minut. Kiedy wróciłam, oni już byli. Wtedy zobaczyłam jego – wysoki, opalony, w okularach (mam jakoś tak, że kręcą mnie faceci w okularach :P), ciekawie ubrany – facet w moim guście!! Jednak zaraz odgoniłam myśli o szansie na jakikolwiek romans. Zostaliśmy sobie przedstawieni. Miał na imię Jarek. Nie był on jednym z kuzynów, tylko ich kolegą, który ich przywiózł. Każdy był już po dwóch piwkach i rozmowa zaczęła się w jakiś sposób kleić. Moje kumpele poinformowały mnie, który której się podoba. Ja również się do tego przyznałam. Za jakiś czas Magda wzięła mnie na stronę i zapytała: Podoba Ci się Jarek? Ja na to: Tak, nawet bardzo, ale nie chcę się z nikim wiązać. A ona mi na to ”Pamiętaj, jedno Twoje słowo i jest Twój” i poszła do swojego chłopaka. Bardzo mnie te słowa zdziwiły. Jakoś tak trudno było mi uwierzyć w jej słowa. Jarek był studentem 4-go roku prawa. Pomyślałam sobie, gdzie ja, tegoroczna maturzystka, przyszła studentka biologii, do takiego faceta. Nie potrafię zmienić tego, że moja samoocena jest bardzo niska. Ale jednak później jakoś się to wszystko potoczyło. W lokalu, gdzie odbywała się 18-tka, nie odbywały się dyskoteki. Poszliśmy więc do takiego miejsca, gdzie można było potańczyć. W drodze Jarek i ja bardzo się zagadaliśmy. Normalnie aż nie widziałam co się wokół mnie dzieje i, że już dotarliśmy na miejsce. W dyskotece wiadomo, pełno ludzi. Trudno było się przecisnąć do toalety, czy do baru. Wypiłam jeszcze kilka piwek, ale nadal byłam w normalnym stanie. Non stop rozmawialiśmy. Już dawno z żadnym facetem nie rozmawiało mi się tak przyjemnie. W końcu poszliśmy potańczyć. Szybkie piosenki sprzyjały obopólnym uśmiechom, a kiedy została zagrana wolna piosenka, Jarek zbliżył mnie do siebie i przytulił. Czułam się wspaniale – poza nami świat przestał istnieć. Zaczął całować mnie po szyi, a potem pocałował bardzo czule w usta. Mimo, że nie chciałam żadnych przygód, wcale się przed jego pocałunkami nie broniłam. Za jakiś czas trzeba było jednak zejść na ziemię. Koleżanka Ewa złapała mnie za ramię i powiedziała, że już 4 i powinnyśmy jechać do domu. Rzeczywiście, miała rację (powiedziałam w domu, że będę o 3). Strasznie przykro mi było, kiedy musiałam pożegnać się z Jarkiem. Jednak pocieszyła mnie myśl, że zostaje do następnego dnia. Poprosił, abym oprowadziła go następnego dnia po moim mieście, ponieważ był w nim po raz pierwszy. Bez żadnych oporów się zgodziłam.

    Jedna z moich koleżanek, Kasia, „zaprzyjaźniła” się z jednym z kuzynów Magdy, Kamilem. Spotkaliśmy się na Starówce: Magda i jej chłopak, Kasia i Kamil, drugi kuzyn – Michał oraz oczywiście Jarek i ja. Poszliśmy najpierw na lody. Tym razem niestety rozmowa zbytnio nam się nie kleiła. W pewnym momencie zaczęłam żałować, że w pewien sposób połączyły nas pocałunki. Ale kiedy oprowadzałyśmy ich po mieście, wszystko zaczęło się diametralnie zmieniać. Spędziliśmy razem cały dzień, do godziny 22. Poszliśmy wszyscy do Magdy do domu. Jednak Jarek i ja usiedliśmy sobie na ławce przed domem. Zapytałam go, czy z momentem jego wyjazdu nasz kontakt się urwie. Jarek nic nie odpowiedział, co mnie ohydnie zdziwiło. Zapytałam ponownie, a on mnie wtedy pocałował. Z natury jestem nieufną kobietą, ale zarazem naiwną. Pomyślałam sobie, że jestem głupia i naiwna, że wierzę, iż on tu wróci specjalnie dla mnie.
    Jednak tak mi się podobał, że odwzajemniłam pocałunek. Chłopaki jadąc do swojego miasta, przejeżdżali obok mojego domu, więc podwieźli mnie. Pożegnanie z Jarkiem to był jeden wielki pocałunek. I pojechał. Zadurzyłam się w nim jak głupia małolata. Jednak Kasia (ta od kuzyna) była w takiej samej sytuacji. Też się bujnęła, ale w Kamilu oczywiście. Po kilku dniach straciłyśmy nadzieję, że ich kiedykolwiek zobaczymy.
    Od ostatniego spotkania minął tydzień. Zadzwoniła do mnie Magda, abym do niej przyjechała. Szczerze mówiąc wcale mi się nie chciało i zaczęłam się wymigiwać przez wymyślanie jakichś głupawych wykrętów. Magda jednak powiedziała, że idziemy paczką do lunaparku i mam być u niej za godzinę. W końcu się zgodziłam. Punktualnie za godzinę przekraczałam próg jej domu. W przedpokoju stało kilka męskich par butów. Pomyślałam : jej taty nie ma aktualnie w Polsce, braci też nie ma, a jej chłopak normalnie zostawiłby jedną parę. I kto wychodzi z dużego pokoju??????? JAREK!! Jeju, normalnie aż na niego skoczyłam!! Przez ten tydzień odruchowo odganiałam od siebie myśl, że go jeszcze kiedyś zobaczę. Powiedział: „Widzisz, jestem tu specjalnie dla Ciebie”. Poszliśmy do pokoju Magdy. Zaczął mi opowiadać, że bardzo za mną tęsknił ten tydzień, że tak bardzo chciał mnie zobaczyć. Ja wierzyłam, byłam taka podekscytowana jego obecnością. Poszliśmy do
    lunaparku (Jarek i ja, Magda i jej chłopak i Kaśka z Kamilem, który przyjechał wraz z Jarkiem). Mój wymarzony studencik zaciągnął mnie na karuzelę, na której całe życie chciałam się przejechać, ale powstrzymywał mnie strach. W sumie kiedy z niej zeszłam to tylko było mi niedobrze i kręciło mi się w głowie do tego stopnia, że Jarek musiał mnie zanieść do reszty znajomych :P. Potem poszliśmy na piwo na Starówkę. Nie chciałam pić, bo tak podpowiadał mi rozsądek. Każdy wypił po dwa piwa, a ja na Coli. W końcu chłopaki zaczęli gadać na tematy związane z seksem. Wyszłam wtedy z Kaśką do toalety. Przyszła za nami Magda i zapytała, czy jakby była okazja, czy chciałybyśmy się kochać z „naszymi” chłopakami. Miała na myśli sytuacje, kiedy wszyscy bylibyśmy w jednym pomieszczeniu, ale każda dziewczyna kochałaby się tylko ze swoim chłopakiem. Wyśmiałam ją i odparłam, że dla mnie seks to przyjemność, z której ja i mój partner czerpiemy doznania, a nie ktoś kto jest w tym samym pomieszczeniu i słyszy jak jęczę. Magda poprosiła mnie tylko, abym się tak nie bulwersowała i spytała o zdanie Kaśkę. Kasia stwierdziła, że zrobi to co ja postanowię. Nastepnie wróciłyśmy do chłopców. Chłopak Magdy zaproponował, abyśmy kupili kilka piwek i pojechali do jego mieszkania obejrzeć jakiś film na kompie. Nie miałam na to ochoty. Bałam się, że może stać się to o czym wspominała Magda. Jednak dziewczyny mnie przekonały obiecując, że na pewno nic się nie stanie i nikt nie będzie mnie zmuszał do czegoś, czego nie będę chciała. Wzięliśmy więc taksówkę i pojechaliśmy do Adama (chłopak Magdy). Mieszkanie Adama nie było właściwie typowym mieszkaniem. Jego rodzice mieszkali na 11 piętrze wieżowca, a jemu urządzili pokój z pralni, także do swojego pokoju miał zupełnie inne drzwi, niż rodzice do mieszkania. Przyjechaliśmy, Adam i Magda poszli po jakiś napój. Kaśka z Kamilem podziwiali widoki na balkonie, a ja i Jarek siedzieliśmy na wersalce w pokoiku. Zapalona była tylko mała lampka. Nie zaczynając rozmowy, zaczęliśmy się całować. Całował mnie w usta, po szyi, zaczął dotykać moich piersi. Nie potrafiłam mu się oprzeć, był taki czuły i delikatny. Jednak nagle wszedł Adam. „Sorry, nie przeszkadzam” powiedział i wziął coś. Z balkonu wrócili Kaśka i Kamil. Niby tam zaczęliśmy o czymś gadać, ale nie pamiętam już o czym. Wróciła brakująca para. Kazali nam zejść z wersalki i wyciągnęli 3 koce. Wzięli sobie jeden i poszli na podłogę za stół, który stał przed wersalką. Adam włączył „Chłopaki nie płaczą”. Nagle Magda zapytała, czy nie będzie nam przeszkadzało jak oni zaczną się kochać. My na to, że nie, tylko niech będzie ciemno, abyśmy nie byli zmuszeni ich oglądać. Zrobili tak jak ich o to poprosiliśmy. Było zupełnie ciemno. Jarek nie czekał długo. Znowu zaczął mnie całować. Wsunął rękę pod moją bluzkę i dotykał moich piersi. Przykryliśmy się kocem i wtedy zaczął je całować. Pieszcząc językiem moją szyję dotarł do ust. Chciał, abyśmy się kochali. Początkowo nie chciałam. Byłam cholernie twarda, ale jak mnie znów pocałował, zmiękłam, totalnie zmiękłam. Zaczęliśmy się kochać. Robiliśmy to w kilku pozycjach. Jednak mieliśmy do dyspozycji tylko połowę wersalki, ponieważ drugą zajmowali Kaśka z Kamilem. Kaśka w toalecie powiedziała, że zrobi tak jak ja postanowię no i wiadomo co oni robili (pod drugim kocem). Widać mój rozsądek poszedł wtedy spać, bo wcale się nie odzywał. Kochaliśmy się 3 razy pod rząd. Było naprawdę cudownie. Najgorsze było to, że moja komórka ciągle dzwoniła – rodzice. A ja bałam się odebrać, bo w domu miałam być kilka godzin wcześniej. W końcu ok. 4 zdecydowałam, że powinnam już iść. Leżąc na łóżku spojrzałam na Magdę i na Kaśkę. Leżały w objęciach facetów, zmęczone po seksie. Cholera – toż to była normalna orgia – pomyślałam. Jako rozsądny dzieciak (J) powinnam była żałować, tego co miało miejsce. Ale nie! Nie potrafiłam żałować. To było tak spontaniczne i przyjemne. Nigdy nie przeżyłam jeszcze takiej przygody (zważywszy na to, że poza Jarkiem moim jedynym partnerem był mój poprzedni chłopak, z którym rozstałam się miesiąc wcześniej). Jarek odprowadził mnie na postój taksówek. Pocałował mnie znów tak czule jak on to potrafił i podziękował za cudowne przeżycia. Pojechałam do domu. Rodzicom nagadałam, że kumpela się upiła i musiałam jej pomóc dojść do domu. Niby łyknęli, ale tego nie jestem pewna do dziś. Jarka widziałam jeszcze następnego dnia, przed jego wyjazdem. I to był ostatni raz, kiedy go widziałam. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to była z jego strony tylko przygoda – laska na jedną noc. W pierwszej chwili żałowałam tego, że się mu oddałam. Jednak analizując dokładniej wydarzenia danej nocy, dlaczego miałabym żałować? Bardzo mi się podobało (miałam kilkanaście orgazmów :P) i powinnam to również traktować jak przygodę. Minęło już od tego wydarzenie trochę czasu, a ja znów jestem szczęśliwa z chłopakiem, z którym rozstałam się miesiąc przed moją przygodą.

    J.K.

    P.S. Imiona wszystkich uczestników mojej historii zmieniłam, aby przez przypadek kogoś nie urazić.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Romans w gorach

    “Moja wakacyjna miłość”??? Trudno to tak nazwać! “Moja wakacyjna przygoda” – brzmi lepiej i prawdziwiej! Z moim narzeczonym jestem już prawie trzy lata. Na początku jednak nie układało nam się zbyt kolorowo! Dwa lata temu wyjechałam z rodziną do Zakopanego. To miał być krótki i raczej mało ciekawy wypoczynek. Wszyscy byliśmy nastawieni na zwiedzanie, spacerowanie, wspinanie… No bo czego innego spodziewać się po wypadzie w góry… z rodzicami! Już pierwszego dnia razem z siostrą i koleżanką, która zabrała się z nami, poszłyśmy na Krupówki. To była fascynacja miejscem, którego już nie pamiętałam i które odkrywałam na nowo po wielu latach. No właśnie… I wtedy w jednym ze sklepów moja siostrzyczka dostrzegła czterech mocno rzucających się w oczy chłopaków! Nie dziwne – to byli tzw. “trendy boys”. Poza tym urodą też mogli się pochwalić. No i zaczęły się żarty. Jak idiotki chodziłyśmy za nimi – z jednego sklepu do drugiego – i tak przez całe Krupówki… W końcu nie mogąc znieść zabójczych westchnień siostry, postanowiłam zrobić mały “obciach” – wyskoczyłam na sam środek uliczki, po czym zaczęłam skakać i wymachiwać ręką w ich stronę. Myślałam chyba, że rozśmieszę wszystkich swoim głupkowatym zachowaniem, ale efekt był całkiem inny. Siedziałyśmy przy fontannie i, śmiejąc się co chwila, wspominałyśmy jakiego błazna z siebie zrobiłam oraz jak zaprzepaściłam szansę na poznanie chłopaków, gdy po jakichś pięciu minutach ktoś dotknął mnie delikatnie w plecy. Większego buraka nigdy chyba nie spaliłam. Okazało się, że mój wybryk bardzo się spodobał chłopakom (jednemu szczególnie) i odważyli się podejść i porozmawiać z nami. Było całkiem fajnie. Od razu też porobiły się pseudo-pary: Marta przypadła do gustu Przemkowi (obecnie Shrek), Magda – Marcinowi, ja Tomkowi. Tylko Pawełek pozostawał neutralny. Pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się i umówiliśmy się wszyscy na następny dzień.

    I tak powoli kwitł mój “romans”… Romans… To dobre słowo, bo przecież miałam wtedy chłopaka, którego zostawiłam w swoim mieście! Mój kontakt z Tomkiem początkowo ograniczał się do szczerych rozmów. Wszystko, co mnie fascynowało w nim i jego kolegach, to kultura. Chyba nigdy wcześniej nie spotkałam tak miłych facetów. Dżentelmeni w pełnym tego słowa znaczeniu! Poza tym każdą kobietę traktowali jak damę! Wydawało mi się, że nie znali tego świata, który ja często mogłam podziwiać – pełnego chamstwa, zatrutego przez wszystkie “przyjemności” dzisiejszych czasów. Czułam się tak, jakby pochodzili z innej planety. Poza tym zewnętrznie prezentowali się równie imponująco! Spotykaliśmy się wieczorami, bo każdy praktycznie dzień spędzałyśmy z rodziną na różnych szlakach górskich. Wieczory były moją odskocznią od rzeczywistości. Tomek okazał się ogromnym romantykiem, a i dziewczyny chyba mogły się poszczycić wrażliwością swoich “partnerów”. Kiedyś całą prawie noc spędziliśmy przytuleni na schodkach jakiegoś domu, który mieścił się kilka metrów od Krupówek – ja przytulona do Tomka, Marta do Przemka, Magda do Marcina. Do tej pory nie wiem, czy ten dom był wówczas zamieszkały czy opuszczony. Wtedy nikogo to nie interesowało! 🙂

    Była jedna noc, którą wspominam z sentymentem do tej pory. Nasi nowi znajomi postanowili zabrać nas na skocznię i pokazać jej uroki nocą. Dosłownie! Wzięli swoje śpiwory i wszyscy wspięliśmy się na samą górę. Rozłożyliśmy się mięciutko pod gołym niebem, rozmawialiśmy i podziwialiśmy gwiazdy! To było niesamowite przeżycie… Atmosfera miejsca wywarła na mnie ogromne wrażenie, chyba nawet tak duże, że dość szybko zasnęłam. Nikomu to nie przeszkadzało. Zaraz po mnie powoli zasypiały następne osoby. Wszyscy zerwaliśmy się dopiero koło 4 nad ranem, kiedy poczuliśmy pierwsze krople deszczu. Ale były jaja! Zdążyliśmy zejść na dół jeszcze w miarę nie zmoczeni, ale potem zaczęło się piekło – totalne oberwanie chmury. Najgorsze było to, że do rana najpóźniej musiałyśmy być w kwaterze, a mieszkałyśmy na drugim końcu miasta. Powrót do domu zajął nam ponad 3 godziny! Hi hi… Polegał głównie na szybkim przesuwaniu się spod daszku jednego straganu pod drugi. W rezultacie dotarliśmy tam przemoknięci do suchej nitki – nikt nie miał na sobie nawet jednego suchego miejsca.

    Innym razem w drodze powrotnej do domu, zmarznięci i opatuleni śpiworami, wstąpiliśmy do McDonald’a na coś ciepłego. Chodziło nam głównie o to, żeby się gdzieś ogrzać. Pamiętam miny ludzi, gdy obserwowali nas wszystkich. Wyglądaliśmy chyba “troszkę” śmiesznie! To “troszkę” to chyba mało powiedziane, biorąc pod uwagę śmiech kasjerki, która przyjmowała od nas zamówienie!
    Tomek był cudownym kochankiem! Obdarowywał mnie ogromem słodkich pocałunków, przytulał czule i troskliwie, głaskał delikatnie włosy i skórę… Kiedy byłam z nim, zapominałam o całym świecie! Po powrocie do domu jeszcze przez jakiś czas utrzymywaliśmy kontakt. Przyjeżdżał do mnie dosyć często, mimo że dzieliło nas ok. 300 km. Ale bardzo szybko zorientowaliśmy się, że oprócz tego, co nas łączy, jest dużo więcej tego, co nas dzieli. Mieliśmy różne światopoglądy, inaczej postrzegaliśmy wiele spraw, pochodziliśmy z różnych środowisk… Czego innego przede wszystkim oczekiwaliśmy od swoich partnerów! Mnie denerwowało jego podejście do dziewczyn – dla każdej był miły, słodki, niemalże prawdziwy Don Juan de Marco! Irytowało mnie jak się do nich zwracał – jedna była Perełką, druga Kotkiem, inna Kwiatuszkiem! Jego zaś denerwowały moje wybuchy zazdrości i złości w takich sytuacjach… Poza tym było tego dużo więcej i myślę, że gdybyśmy w porę nie przerwali tego “związku”, szybko powstałaby baaaardzo długa lista tego, co nas dzieliło! Teraz jesteśmy kimś w rodzaju przyjaciół i to wszystko, czego od siebie oczekujemy! Nie wiem czy żałowałam kiedykolwiek tego co się stało, chwilami chyba bardzo, bo ucierpiał na tym mój związek z chłopakiem. Spotkania z Tomkiem kosztowały mnie dużo! Nadal jednak jestem z tamtym chłopakiem, którego wtedy zostawiłam w moim rodzinnym mieście. Długo musiałam pracować na jego zaufanie i zrozumiałam, że trudności, jakie nas łączą, musimy przezwyciężyć razem, a nie uciekać od nich każdy w swoją stronę – w ramiona innego mężczyzny. Hi hi… Teraz podśpiewuję sobie piosenkę: “Trudno tak razem być nam ze sobą, bez siebie nie lżej, lecz trzeba nam dbać o tę miłość, nie wolno stracić jej, nam nie wolno stracić jej…”. Nadal jestem z Sebastianem i jesteśmy szczęśliwi, zaręczyliśmy się i staramy się przezwyciężać kolejno wszystkie przeszkody, które stają nam na drodze, co prawda jest to okupione wieloma wyrzeczeniami, ale czego nie robi się dla miłości! W moim przypadku “wakacyjna miłość” nie przetrwała! Przetrwała “ta zimowa”! Całe szczęście!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Mlotkowa znajomosc

    Miłość… hmm, żeby tak się zakochać, tak naprawdę. Poznać kogoś, kto pokochałby mnie, a ja pokochałabym jego. Zawsze o tym marzyłam. Nic nie było wtedy ważne, moja podświadomość działała na wyższych niż zwykle obrotach. Często leżąc na łóżku w pamięci rysowalam jego obraz. A on uśmiechał się do mnie i głaskał mnie po dłoniach. Był lipiec, postanowiłam wybrać się do dziadka, który mieszkał nad morzem.
    Więc nie zastanawiając się długo, spakowałam walizki i ruszyłam w drogę. Było upalnie, kiedy dojechałam już na miejsce, oniemiałam z wrażenia. Było pięknie, tak cicho i spokojnie. Dni mijały, aż pewnego ranka dziadek poprosił mnie, bym wybrała się do sąsiada (który mieszkał tuż obok) i pożyczyła młotek. Zdziwiło mnie to, ale cóż, mus to mus. Przyodziałam zwiewną krótką sukienkę, błękitną jak moje oczy, rozpuściłam długie jasne włosy i zapukałam do drzwi sąsiada. Przekonana, że to starszy pan w sile wieku, oniemiałam z wrażenia na widok muskularnego młodzieńca z dziwną miną na mój widok.
    – Słucham! – zapytał.
    – Ja po młotek, a tak właściwie to dziadek… – zaśmiał się tylko i rzekł, a tak, to ta śliczna wnuczka dziadka, myślałem …
    – Co pan myślał?
    – Jaki pan! Filip jestem, a Ty?
    – Justyna – odrzekłam.
    A czy Justynka da się zaprosić dziś na ognisko, będą kiełbaski itd. Skrzywiłam się, a on, no to młotka nie będzie. No już dobrze, zgadzam się. Pomyślałam: co za palant, co on sobie wyobraża.
    Dał mi ten młotek, a ja nie namyślając się długo, zaraz byłam na dziadka podwórku. Dziadek jak się okazało wszystkiemu się bacznie przyglądał i miał niezły ubaw.
    Wieczorem Filip przyszedł po mnie i dziadka. Siedzieliśmy do nocy i nawet zaczęło mi się podobać. Dziadek szybko poszedł spać, a my zostaliśmy sami. Filip delikatnie przesuwał rękę po mojej szyi, potem niżej dotykał moich piersi, a ja nawet go nie odtrącałam. Zaczął mnie całować, delikatnie odpinając mój stanik i masując moje piersi brnął dalej. Ja odwzajemniałam jego pocałunki zdzierając wręcz z niego koszulę i spodnie. Kochaliśmy się namiętnie i długo. Był czuły, delikatny i odpowiedzialny, gdyż wyjął z kieszeni prezerwatywy (Durexa:)), czym mnie bardzo zaskoczył. Rano obudziłam się w domu u dziadka. Początkowo myślałam, że to tylko sen… ale dziadek budząc mnie opowiedział mi jak to mnie nad ranem Filip zaniósł na ramionach do domu.
    I tak codziennie spotykaliśmy się aż do dnia mojego wyjazdu. Niestety nieuchronnie się on zbliżał. Kiedy odprowadzał mnie na pociąg, delikatnie mnie pocałował, a w ustach miał pierścionek zaręczynowy. O mało się nie udławiłam, byłam zła na niego, ale on jak zwykle uśmiechał się tylko… Wyjechałam na krótko, gdyż Filip poprosił mnie o rękę i chciał, żebym przeprowadziła się do niego. Miał duży dom z pięknym ogrodem i tarasem. No cóż, minęło od tego czasu już 5 lat, jesteśmy małżeństwem i zawsze wspominamy jak to połączył nas po prostu “młotek”;)

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    Justyna

  • Pewnego lata

    Pewnego lata, jak zwykle, chodziłam z siostrą Monią po mieście w poszukiwaniu przystojnych facetów. Przyznam, że chciałam jakiegoś poderwać, bo miałam dość bycia samą, kiedy inne koleżanki wciąż opowiadały o swoich wielkich miłościach. Ja też pragnęłam taką przeżyć i marzyłam, że mój pierwszy chłopak będzie również moim ostatnim…
    Zawsze byłam bardzo ładną dziewczyną, ale przeważnie interesowały się mną jakieś typy spod ciemnej gwiazdy, którym chodziło tylko o jedno. Z takimi nie chciałam nawet zaczynać, bo wiedziałam czym to się może skończyć, a ja tak pragnęłam tylko tego jedynego od samiutkiego początku….
    Na mieście było wielu ślicznych chłopaków, a jeden z nich spodobał mi się w szczególności. Wysoki, czarnooki o ciemnej karnacji brunet najprawdopodobniej czekał na jakiś autobus. Był porządnie ubrany, a nie jak jakiś flejtuch. Wiedziałam, że to właśnie on jest moim wymarzonym mężczyzną! Ale przystojniak nawet na mnie nie spojrzał, przynajmniej tego nie zauważyłam. Chciałam do niego podejść, jakoś zagadać… lecz teraz zabrakło mi nagle odwagi, więc zrezygnowałam. Czekałam tylko nieopodal pragnąc, żeby wreszcie na mnie popatrzył, ale sekundę potem wsiadł do autobusu pełnego ludzi i odjechał. Teraz to już całkowicie straciłam wszelką nadzieję, a na dodatek dobijała mnie siostra, która śmiała się ze mnie, że trzeba było coś zrobić, a ja stałam jak jakiś kołek. No trudno, zawsze miałam takiego pecha i musiałam się z tym pogodzić. Dziwnie roztargniona poprosiłam Mońkę, żebyśmy już jechały do domu. Wkrótce dotarłyśmy na miejsce, a ja nie mogłam przestać myśleć, że straciłam taką okazję.
    Następnego słonecznego dnia postanowiłyśmy wybrać się nad wodę, a dokładniej nad jezioro Pogoria. Zabrałyśmy również nasze dwie przyjaciółki. Było świetnie. Na plaży zapomniałam o wszystkich moich zmartwieniach, ale dzień tak szybko dobiegał końca… Miałyśmy się już zbierać, kiedy nagle go zobaczyłam. Ten sam chłopak z paroma kolegami przygotowywał się do wypłynięcia na jezioro białą Omegą. Czerwone już słońce oświetlało jego pięknie wyrzeźbione ciało. Chciałam znowu do niego podejść, ale coś we mnie pękło. Po prostu nie mogłam, coś mnie trzymało i nie chciało puścić. Wkrótce wypłynął, a ja już nic nie mogłam zrobić. Złożyłyśmy z koleżankami ręczniki i pojechałyśmy do domu. Plułam sobie w brodę, że następnej okazji już nigdy nie będzie, a ja tak ją zmarnowałam. Obiecałam sobie, że już nigdy niczego nie zmarnuję.
    Mijały dni, a ja wciąż się łudziłam, że jeszcze go zobaczę, ale niestety, złudzenia szybko prysły. Postanowiłam wciągnąć się w wir wakacji i wkrótce zapomniałam o wyśnionym chłopaku, bo na czacie w necie poznałam kogoś innego. Był naprawdę uroczy, a w dodatku pracowity, bo załatwił sobie jakąś dorywczą pracę na wakacje. Muszę przyznać, że nigdy nie znałam tak przemiłego faceta. W myśli już snułam plany na przyszłość, w której on odgrywa główną rolę. Od samego początku chciał się ze mną spotkać, ale ja wolałam bardziej go poznać i wciąż odkładałam nasze spotkanie na później, chociaż wiedziałam, że bardzo mu się podobam, bo wcześniej wysłałam mu kilka moich zdjęć. Mówił, że wie, iż ja jestem właśnie tą dziewczyną, z którą chciałby być już zawsze. Bardzo cieszyły mnie słowa, że ktoś tak bardzo chce ze mną dzielić resztę życia. Tomek, bo tak miał na imię, również podesłał mi swoje zdjęcie. Było trochę niewyraźne, a w dodatku zrobione z daleka, abym mogła bliżej się mu przyjrzeć, ale pomyślałam, że to charakter jest najważniejszy.
    Zbliżał się wieczór. Zrobiłam się trochę głodna. Siostra zaproponowała pizzę. Super! To był świetny pomysł, akurat miałam na to ochotę. Mama zamówiła przez telefon 2 pizze. Wkrótce przyjechał ktoś z Telepizzy. Powiedziałam Moni, żeby odebrała jedzonko. Kiedy to zrobiła, wpadła do pokoju z dziwnym uśmiechem. Nie wiedziałam, o co jej chodzi? A ona na to, że koleś z przystanku właśnie przywiózł nam pizze. Ja biegiem podskoczyłam do okna zobaczyć, czy się ze mnie nie nabija. Ale to była prawda. To był on! Wiedziałam już gdzie pracuje. Cieszyłam się jak małe dziecko i już snułam plany na przyszłość, kiedy nagle przypomniałam sobie o Tomku. Stanęłam na rozdrożu. Z jednej strony był mój wymarzony mężczyzna, o którym w sumie nic nie wiedziałam, a z drugiej przemiły chłopak. Nawet głębiej się nie zastanawiając, postanowiłam, że zdobędę tego przystojniaka, a Tomkowi coś się wymyśli.
    Następnego dnia, wcześnie rano weszłam na GG, aby trafić jeszcze na Tomka. Serce zaczęło mi walić jak nigdy. W końcu zrobiłam mu nadzieję i trudno było mi tak nagle to zniszczyć. Ale podjęłam decyzję, że musze to zrobić, bo będę żałować do końca życia. Zaczęłam rozmowę jak zwykle. Fajnie się gadało, ale musiałam przystąpić do działania. Napisałam, że „kogoś poznałam i przykro mi, ale tak wyszło”. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Tomek nagle przycichł. Dotąd żywy chłopak, teraz zaczął pisać półsłówkami, tak jakby bardzo to przeżył. Pytał mnie jeszcze, czy jestem tego pewna, że to koniec? Że on może poczekać… Ja odpowiadałam tylko, że nie wiem, co będzie dalej, zamiast od razu napisać, że to definitywny koniec. Ale tak nie potrafiłam, wbrew sobie chciałam mu zrobić niepotrzebną nadzieję. Tomek na koniec powiedział, że zawsze będzie na mnie czekał. Wiedziałam, że nigdy się nie doczeka, ale nie potrafiłam mu tego uświadomić. Wiem, że to było bardzo okrutne z mojej strony, ale każdy popełnia jakieś błędy…. Postanowiłam tylko, że będę dalej utrzymywać z nim kontakt, jako przyjaciele.
    Po południu, tak jak planowałam, poszłam z siostrą do pobliskiej Telepizzy, aby go wreszcie poznać, chociaż Monika była na mnie zła, że tak zostawiłam Tomka. Usiadłyśmy przy jednym ze stolików i zamówiłyśmy pizze, czekając, aż mój przystojniak się zjawi. I tak też się stało. Przyjechał na rowerze po kolejne pizze do rozwiezienia. Chciałam do niego podejść, ale byłam zbyt zdenerwowana, więc poprosiłam Monię, żeby zapytała go, czy nie chce mnie poznać? Siostra więc wstała i szybko podeszła do mojego przystojniaka. Wskazując na mnie palcem, zapytała się, czy nie chciałby poznać fajnej dziewczyny. Lecz on, nawet nie spoglądając w moją stronę, odpowiedział tylko, że już kogoś ma, kogo nigdy nie opuści. Gdy to usłyszałam, ręce mi się załamały. Moje marzenia nagle prysły. Poczułam się upokorzona, ale cóż… Tak najwidoczniej miało być. Wieczorem wróciłam do domu, siadłam przed komputerem i kliknęłam do Tomka, który nadal był smutny. Mając nadzieję, że jeszcze wszystko można odwrócić, powiedziałam mu, że nie było żadnego chłopaka, że chciałam tylko sprawdzić jego reakcję na to, co powiem. I przekonałam go. W sumie to od razu uwierzył. Cieszyłam się, że wtedy z nim tak definitywnie nie skończyłam, bo teraz nie miałabym do kogo wrócić. Czułam się strasznie podle, ale postanowiłam o wszystkim zapomnieć i spróbować jednak z Tomkiem pomimo wszystko. Rozmawialiśmy jeszcze może tydzień, planując naszą wspólną przyszłość. Poczułam, że naprawdę mi na nim zależy i umówiliśmy się, że spotkamy się w… autobusie.
    Nadszedł dzień spotkania. Nerwowo stałam na przystanku i czekałam na autobus nr 811. W końcu nadjechał. Weszłam do środka. Powoli zaczęłam rozglądać się po tłumie w poszukiwaniu Tomusia. I znowu zobaczyłam chłopaka z przystanku. Patrzył na mnie z uśmiechem, ale ja szybko odwróciłam wzrok myśląc, że nie będę się gapić na innych facetów. Stałam tak przy oknie, kiedy nagle zobaczyłam czerwoną różę. Wręczał mi ją… mój wymarzony przystojniak. Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie wiedziałam, co jest grane. Wkrótce jednak się przedstawił: „Cześć. Jestem Tomek”. To był szok!!! Zrezygnowałam z Tomka dla niego samego!!! Nie mogłam w to uwierzyć, czułam się ohydnie, ale z drugiej strony przepełniała mnie radość. Tomuś patrzył na mnie i uśmiechając się słodko, powiedział „Czekałem na Ciebie i czekałbym całą wieczność”. Przytuliłam go i dałam mu buziaka, jakbyśmy od dawna byli razem. Powiedziałam mu, że chyba go widziałam już kiedyś, a on na to, że mnie też widział na przystanku i nad jeziorem, ale nie chciał się narzucać, żebym nie pomyślała o nim źle, a kiedy przypadkiem natrafił na mnie na czacie, był oszołomiony i przekonany, że to przeznaczenie…
    Z Tomkiem tworzymy wspaniałą parę i jesteśmy ze sobą rok i miesiąc. Przez ten czas nigdy się nie pokłóciliśmy. Zawsze byliśmy razem i przeżyliśmy wiele niezapomnianych chwil. Planujemy wspólną przyszłość…
    A ta cała sytuacja, jaka zaszła… O wszystkim mu opowiedziałam z ogromnym trudem, ale on wcale się tym nie zniechęcił, był dla mnie bardzo wyrozumiały, aż mu się dziwię. Potraktowaliśmy to jako śmieszną przygodę i wszystko poszło w niepamięć, w końcu miłość jest wielkodusznie cierpliwa i nie pamięta złego….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    SweetKitty

  • Zakazana milosc

    Tegoroczne wakacje spędziłam w Tres Cantos, małej miejscowości niedaleko Madrytu. Tego, co tam przeżyłam nie zapomnę do końca życia. Razem z kuzynem, u którego mieszkałam wybrałam się na imprezę, by poznać jego kolegów i koleżanki też 😉 (dodam, że kuzyn mieszka tam od 10 lat). Kiedy przedstawiał mnie swoim znajomym czułam się strasznie zawstydzona, tym bardziej, że panuje tam taki zwyczaj, że na powitanie ludzie dają sobie buziaki. Na pierwszym miejscu przedstawił mnie Angel`owi. (czt. Anhel`owi ). Imię to znaczy anioł i tak właśnie wyglądał, był cudowny i kiedy dostałam pierwszego buziaka, poczułam, że to ktoś bardzo wyjątkowy. Bardzo chciałam go bliżej poznać, jednak było
    to strasznie trudne, gdyż nie znam tego języka ani on polskiego. Jedyne, co nam zostało, porozumiewać się po angielsku, a nie znam go najlepiej ani on, więc w sumie więcej dogadywaliśmy się na migi. I powiem szczerze, że było to bardzo zabawne. Na następnym
    spotkaniu ustaliliśmy umowne znaki, pierwszy znak oznaczał chęć pocałowania się. No i przez pierwszą godzinę ćwiczyliśmy ten znak, od razu to wykonując. Było naprawdę cudownie chociaż ja miałam chłopaka i nadal go mam, to była tylko wakacyjna przygoda, ale niestety zakazana, gdyż bardzo kocham osobę, z którą jestem. Jednak tego, co czułam w te wakacje, nie zapomnę do końca życia. Taki niewinny flircik, a przerodził się miłość, która jednak nie miała i nie mogła mieć przyszłości. Pewnego upalnego wieczora wybraliśmy się na spacer, trafiliśmy na stary cmentarz, byłam przerażona, ale w objęciach Angela czułam się bardziej bezpieczna niż kiedykolwiek. Cała drogę całowaliśmy się, obejmowaliśmy się, było naprawdę cudownie. Wybiła godzina 24-00, ale nam razem było tak wspaniale, że żadne z nas nie chciało wracać do domu. Zawędrowaliśmy na jakieś pustkowie bardzo daleko od miasta, gdzie w promieniu 5 kilometrów nie było żywej duszy. Usiedliśmy na murku, który niegdyś prawdopodobnie oddzielał jakieś gospodarstwa. Wtedy Angel spojrzał mi głęboko w oczy, przeszły mnie dreszcze, serce waliło jak oszalałe czułam, że chce mi coś powiedzieć ale albo się bał, albo nie chciał zdradzić mi jakiejś tajemnicy. Powoli zbliżył się do mnie zaczął całować po szyi za uszkiem i schodził coraz niżej, delikatnie rozpiął moją bluzkę, całował calutki mój brzuszek, w natłoku namiętnych pocałunków ściągnęłam jego koszulkę potem spodnie było naprawdę bardzo przyjemnie, kiedy dalej rozbierał ostatki z mojego ubrania
    czułam, że muszę to z nim zrobić, nigdy nie czułam się tak wspaniale, serce mówiło, że kocham tą osobę. Dalej pieszcząc się namiętnie byliśmy już całkiem nadzy, wtedy coś jak by mnie uderzyło w głowę i przypomniało, że w Polsce jest ktoś, kto na mnie czeka i kocha nad życie. Na chwile przestaliśmy się całować poprosiłam by mnie mocno przytulił ( na to tez mieliśmy swój znak) rozpłakałam się i szeptam mu do ucha „no puedo” co znaczy nie mogę , i choć chciałam się z nim kochać nie mogłam rozum mówił coś innego. To było straszne uwierzcie płakałam jeszcze przez pół godziny. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Potem była to już godzina ok. 3-00 nad ranem wracaliśmy do domu. On zatrzymał się złapał mnie za rękę i szepnął „Te quiero”, co oznacza kocham Cię i ja mu powiedziałam, że też bardzo go kocham. Usiedliśmy na tym pustkowiu i patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre 2 godziny, nigdy wcześniej nie czułam tego, co wtedy. Po prostu czułam, że jest przy mnie Anioł. Spotykałam się z nim jeszcze 3 tygodnie, bo tyle pozostało do mojego wyjazdu. I każdego dnia wydawało mi się, że żałuję, iż wtedy tego nie zrobiliśmy, ciągle widząc się z nim miałam w oczach tamten dzień. Ale od tej pory on nie chciał mnie już pocałować.
    Oczywiście powiedziałam mu, dlaczego wtedy nie chciałam się z nim kochać, stwierdził, że wcale się nie dziwi, że taka kobieta jak ja nie jest sama w Polsce. Ale przez cały ten czas ja
    wiedziałam, że on mnie kocha, zawsze kiedy była pora powrotu do domu, widziałam w jego oczach łzy, chociaż udawał twardego, wiedziałam, że płacze wracając do siebie. Bo i ja sama co noc płakałam, chyba kochałam tego człowieka, a może było to tylko zauroczenie? W każdym bądź razie nadszedł dzień mojego wyjazdu, spakowałam się już w nocy, by móc ostatnie moje godziny pobytu w Hiszpanii spędzić z Angel`em. Usłyszałam dzwonek do drzwi, otworzyłam,a tam bukiet pięknych czerwonych róż, a w środku liścik od niego po polsku, który napisał z pomocą mojego kuzyna. „Madziu, kochanie, będzie mi Ciebie bardzo brakowało, cieszę się, że mogłem spotkać kogoś tak wyjątkowego jak ty. Nigdy o tobie nie
    zapomnę. Przepraszam, ale nie przyjdę się pożegnać, to dla mnie zbyt trudne. Kocham cię i pamiętaj, że pozostaniesz w moim sercu na zawsze”. Płakałam jak opętana, wsiadłam na rower i popędziłam do jego domu. Nikt nie otwierał dobijałam się przez godzinę. Czułam, że on tam jest. Ale niestety wróciłam do kuzyna i siedząc na fotelu 5 godzin rozmyślałam o tym co się wydarzyło w czasie mojego pobytu tutaj i jak ja o tym wszystkim powiem mojemu chłopakowi. No, nic nadszedł czas, by się zbierać, załadowaliśmy bagaże do auta i jadąc już na dworzec autobusowy w Madrycie chciałam pojechać najpierw do Angel`a. Nie było Go, a ja bardzo chciałam się z nim pożegnać i przeprosić za wszystko. Czas nas gonił, więc pojechaliśmy na dworzec wsiadłam do autobusu oparłam się o szybę i płakałam. Nagle ktoś puka w moją szybę, to był on !! Serce znów zaczęło mi walić tak jak wtedy kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy na tej imprezie. Chwilę zastanawiałam się czy wysiąść, zostało jeszcze 5 minut do odjazdu. Serce rozkazało, abym wybiegła do niego i tak zrobiłam, rzuciłam mu się w ramiona, czułam, że go kocham ale nie tylko jego! Bez słowa pocałował mnie tak namiętnie, że nie mogłam nic powiedzieć, zostało mało czasu wiec chcieliśmy jeszcze choć chwile poczuć to co nas łączyło. Niestety musiałam już wsiadać z tego wszystkiego nawet go nie przeprosiłam, nic sobie nie powiedzieliśmy na pożegnanie pamiętam, że machaliśmy sobie tak długo jak tylko było to możliwe. Teraz, kiedy jestem już w domu przy osobie, którą kocham zastanawiam się czy to możliwe, aby kochać 2 osoby naraz! Ja nie wiem, co się ze mną działo, kochałam Angel`a, ale cieszę się, że wtedy na tym murku powiedziałam sobie
    nie. Wiem, że mogłabym żałować tego do końca życia, gdyż straciłabym mężczyznę, którego kocham. Bo wiem, że tego by mi nie wybaczył.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Sex wakacje

    Wakacje od zawsze kojarzyły mi się z namiętną, gorącą i niezapomnianą miłością, która gdy człowieka chwyci w swoje szpony dające tyle szczęścia i rozkoszy, to już nigdy go nie puści. Ja niestety należałem do osób, których ta wielka miłość nigdy nie doscignęła. Choć Bóg mi świadkiem, szukałem jej wszędzie: na dyskotekach, w pubach, na ulicy, ale albo jej tam nie było, albo ja nie potrafiłem jej znaleźć. Miałem wrażenie, że unikała mnie jak OGNIA, a ja biedny nic nie mogłem na to poradzić. Czułem się zagubiony, samotny. Niezliczoną ilość razy stawałem przed lustrem i zadawałem sobie pytanie: “co jest ze mną nie tak?”, “czemu nikt mnie nie chce?”. Owszem, zawsze znalazło się coś, co mi nie odpowiadało, ale przecież nikt nie jest idealny, prawda? Pewnego dnia postanowiłem się już nie zamęczać i nie dołować brakiem miłości i udałem się ze znajomymi na odstresowywujący wypad do pubu. Niestety okazało się, że dla mnie wypad ten był bardzo stresujący. Nie dość, że w pubie siedziało mnóstwo zakochanych par co chwila mizdrzących się do siebie, to na dodatek moi znajomi w ogóle nie poprawili mi humoru, gdyż stale rozmawiali o swoich drugich połówkach i w ten sposób dowiedziałem się jak to Paweł jest szczęśliwy z Kingą, jak rozumieją się bez słów, nic tylko planować wesele, a Ania w kółko przez czterdzieści minut “bo Damian to…”, “bo Damian tamto…”. Miałem tego wszystkiego po dziurki w nosie, zdałem sobie sprawę, że ja najzwyczajniej w świecie po prostu im zazdroszczę. Skończyło się na tym, że zamknąłem się w czterech ścianach swojego pokoju i słuchałem miłosnych piosenek, marząc o prawdziwej miłości. Miałem wtedy jedno marzenie, chciałem uciec jak najdalej od tych wszystkich zakochanych par. Wyjechać na bezludną wyspę. Mogę powiedzieć, że marzenie po części się spełniło. Następnego dnia dowiedziałem się od rodziców, że zapisali mnie na obóz letni nad morzem. “Po prostu wspaniale”, “to nie może być prawda”, “nie chcę tam jechać” moje myśli wirowały w głowie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić własnej osoby wśród tak licznej gromady ludzi, skłębionych w ciasnych przedziałach pociągu. Następnego dnia stałem na dworcu z bagażem na plecach, co chwilę deptany i popychany przez przeciskających się ludzi. Ani się obejrzałem, a siedziałem w jednym przedziale z siódemką osób sprawiających wrażenie jakby się znali od zawsze. Ich konwersacja obejmowała chyba wszystkie znane mi tematy począwszy od polityki poprzez muzykę, modę, kończąc na seksie. Pogaduszki nie miały końca, tylko ja siedziałem jak ta szara myszka nie mogąca wydobyć z siebie ani słowa. Nawet zapytany o coś odpowiadałem zdawkowo, rumieniąc się przy tym. Co strasznie mnie złościło. Podróż była dla mnie prawdziwym koszmarem, nie dość, że ciągnęła się w nieskończoność, to na dodatek zmuszała mnie do wysłuchiwania tych wszystkich pierdół o wakacyjnych miłościach, chwilach zapomnienia i tym podobnych sprawach.
    Po przyjechaniu na miejsce okazało się, że prawie wszyscy się już znają, utworzyły się małe grupki trzymające się razem. Tylko ja szedłem z tyłu, ciesząc się chwilą samotności po nocy spędzonej w zapchanym przedziale. W głębi duszy modliłem się o pokój jednoosobowy, zdając sobie jednak sprawę z tego, że to jest tylko moje marzenie, które nie ma szans na urzeczywistnienie i siłą rzeczy będę musiał dzielić pokój z jednym z obozowiczów.
    Dni mijały powoli, ciągnąc się w nieskończoność, a ja nadal nie miałem kolegów, nie wspominając już o koleżankach. Pewnego słonecznego dnia, spacerując po plaży, obserwując pożywiające się chlebem mewy, wpadłem na drobnej postury dziewczynę, przewracając ją przy tym.
    “Prze…prze…przepraszam” bąknąłem pod nosem, “nie…nie…nie chciałem”. Czułem jak moją twarz zalewa rumieniec. Nie wiedziałem co mam robić, dziewczyna leży na ziemi, a ja stoję jak ten słup soli i czerwienię się jak burak. “Nic się nie stało” powiedziała nieznajoma dziewczyna. “Moja wina” dodała, “patrzyłam na mewy i nie zauważyłam Ciebie”. Uśmiechnęła się przy tym tak słodko, że moje nogi zaraz zrobiły się jak z waty. “Mam na imię Monika” przedstawiła się, “a Ty?” spytała. “Ja?” spytałem zdziwiony i speszony. “Ja je…jestem Łu…Łukasz” wymęczyłem z siebie dźwięk. “Pozwól, że w ramach przeprosin zaproszę Cię na gofra” powiedziała. Zupełnie nie wiedziałem jak mam się zachować, przyjąłem zaproszenie, zebrałem całą odwagę, jaką w sobie tylko miałem, i zmusiłem w ogóle nie słuchające mnie nogi do podążenia za nieznajomą. Po kilku dniach naszych konwersacji czułem się wniebowzięty. Monika okazała się pokrewną mi duszą, z tą tylko różnicą, że nie była zamkniętą w sobie osobą, tylko otwartą na ludzi. Jednak mimo tego łączyło nas bardzo wiele, wspólne zainteresowania, lubiliśmy oglądać te same filmy, czytaliśmy te same książki, więc z dnia na dzień dowiadywaliśmy się o sobie coraz to nowszych, czasami zaskakujących i śmiesznych rzeczy. Przy Monice stałem się zupełnie innym człowiekiem, może to przez te romantyczne spacery, które co dzień odbywałem z Nią po plaży. Stałem się bardziej otwarty na ludzi. Zacząłem pomału lubić ich towarzystwo. Pewnego dnia podczas takiego właśnie spaceru, przy dźwiękach fal, pisku mew i chylącemu się ku zachodowi słońcu zawędrowaliśmy w cudowne miejsce otoczone skałami, do którego można było się dostać jedynie od strony morza. Postanowiliśmy się tam udać, by chwilę odetchnąć po dość długim i męczącym spacerze. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i nagle zrobiłem to, o czym tak długo marzyłem. Pocałowałem Monikę spodziewając się, że zaraz zostanę spoliczkowany, wyzwany od największych świń. Jednak tak się nie stało. Monika uśmiechnęła się do mnie, nachyliła do ucha i wyszeptała swoim słodziutkim głosem “tak długo o tym marzyłam, zróbmy to tu i teraz”. Zupełnie mnie zatkało, czułem jak rumieniec walczy i próbuje przedrzeć się na twarz, na co ja nie mogłem mu pozwolić. Ja, człowiek, który marzył tylko o pocałunku tak cudownej osoby, jaką jest Monika, ma zaznać tej namiętnej i gorącej miłości o której tak marzył. “Ale ja jeszcze nigdy tego nie robiłem”, bąknąłem pod nosem, przegrywając walkę z rumieńcem, który zalał moją twarz, mając przy tym nadzieję, że moja szczerość nie zniechęci Moniki. Zapadła długa i krępująca mnie cisza. Trwająca w nieskończoność. “Nic nie szkodzi” powiedziała po chwili, ” pokieruję Tobą”. Całowaliśmy się długo i namiętnie, Monika pokazywała mi jak lubi być pieszczona, dotykana. Gdy tylko zobaczyłem ją nagą, cała moja skóra pokryła się gęsią skórką, tak bardzo podniecał mnie jej widok. Nasze pieszczoty przyprawiały nas o zawroty głowy, rozpalone ciała cudownie chłodziły morskie fale, opłukujące nasze splecione ciała w miłosnym uścisku, promienie zachodzącego słońca nadawały naszej skórze złotawą poświatę, wszystko wirowało i zdawało żyć swoim własnym życiem. Piasek pod plecami przyjemnie drapał skórę. Monika zaczęła miarowo falować na mnie, jej biodra miarowo opadały, to znów podnosiły się. Z każdą mijającą sekundą zwiększając tempo. Po chwili poczułem cudowne mrowienie w okolicach genitaliów i moim ciałem zawładnęła fala orgazmu. Po chwili Monika również zaczęła szczytować, wydając tak cudowne dla uch jęki rozkoszy. Leżeliśmy tak jeszcze dobre pół godziny, delektując się cudownymi wrażeniami i ciesząc się swoją bliskością. Dziś mijają dwa lata i siedem miesięcy, odkąd jesteśmy zakochaną w sobie parą, planującą razem przyszłe życie, a ja zacząłem wierzyć w wakacyjną miłość…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz
  • Ja i One

    Był sobotni wieczór, wspólnie z żoną wybieraliśmy się na drinka do jednego z klubów na starym mieście. Ja nie wychodziłem często natomiast moja żona Ewa wiedziała, gdzie można pójść i miło spędzić czas, dlatego to ona miała gdzieś mnie zabrać. W klubie miało być też kilka koleżanek mojej żony. Był czerwiec, więc temperatura pozwoliła ubrać jej skromną czarną sukienkę z pionowym rozporkiem z przodu na całej długości oraz śliczne czerwone szpilki. Ewa jest średniej wysokości 27 latką o czarnych długich włosach, zgrabnej figurze i prześlicznej buzi. Sama w sobie jest kobietą z klasą, ale tego wieczoru wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Chciałem jak najszybciej wracać do domu żeby się z nią kochać, bo wiedziałem, że jak wypijemy kilka drinków i wrócimy późno to nic z tego nie będzie, bo o ile mi po alkoholu podniecenie wzrasta czterokrotnie to jej tyle samo spada. Obydwoje mieliśmy dobre humory była super pogoda, więc liczyłem na fajny wieczór. Zamówiłem taksówkę i pojechaliśmy na stare miasto.

    W klubie było kilka koleżanek mojej żony. One często spotykały się w tym gronie ja tak naprawdę wyszedłem z nimi po raz pierwszy. Wszystkie dziewczyny były atrakcyjne i pozytywnie do mnie nastawione, co mnie miło zaskoczyło. Była w śród nich żona mojego kolegi z pracy, imienniczka mojej żony Ewa, równie atrakcyjna brunetka z włosami do ramion i o nienagannej figurze. Miała na sobie dopasowaną kolorową sukienkę i szpilki, szczególnie na nią zwróciłem uwagę, bo wyglądała niespotykanie seksownie. Nigdy wcześniej nie patrzyłem na Ewę jak na obiekt seksualny ze względu na to, że to żona mojego kolegi i przyjaciółka mojej Ewki, jednak tego wieczoru przez głowę przeleciała mi grzeszna myśl. Przecież taka fantazja żeby przelecieć seksowną przyjaciółkę żony, to coś ogromnie podniecającego. Jednak zaraz zszedłem na ziemię, przecież nie mógłbym zrobić czegoś takiego ze względu na moją żonę, którą kocham i nie mógłbym jej skrzywdzić czymś takim, do tego kolega, przecież mógłbym liczyć na wyrok śmierci od niego i negowałbym tego, bo miałby rację i jeszcze Ewa musiałaby czuć pociąg do mnie a tego absolutnie nie dało się odczuć i przecież było to naturalne, bo ona też jest dziewczyną z klasą.  Mimo, że zdarzały mi się fantazje o innych kobietach to moja żona i tak była dla mnie poza konkurencją, po prostu była moja i nie mógłbym zamienić jej na żadną inną. Rozwiałem te niegrzeczne myśli i zająłem się rozmową.

    Wypiliśmy kilka drinków, ludzi w klubie ubyło, wiec padło hasło żeby iść gdzieś dalej, wyszliśmy na zewnątrz i jedna z dziewczyn zaproponowała pobliską dyskotekę jednak mojej żonie i Ewie to się nie spodobało, prawdopodobnie, dlatego, że były tam tydzień wcześniej i zawiodły się. Mieliśmy chęć na jeszcze jednego drinka, więc zaproponowałem żebyśmy pojechali do nas do domu gdzie go wypijemy. Mojej żonie pomysł się spodobał, więc zaczęła zachęcać koleżanki, jednak tylko Ewa wyraziła chęć na drinka w domu. Reszta koleżanek poszła w kierunku dyskoteki a my we troje wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do nas.

    Po wejściu do mieszkania zapaliłem światła, ale tylko boczne tak żeby był fajny klimat i od razu poleciałem do kuchni robić drinki. Włączyłem muzykę podałem drinki dziewczyną, które siedziały na wersalce w salonie. Rozmawiały o jednej ze swoich koleżanek, o tym, że się zmieniła i, że nie można już na niej polegać itp., ale mnie ta rozmowa kompletnie nie interesowała, bo siedziałem w fotelu a naprzeciwko mnie dwie śliczne seksownie ubrane kobiety. Alkohol działał, spoglądałem na nogi Ewy później na nogi mojej żony i na piersi jednej i drugiej a w moich spodniach poczułem to, co uwielbiam. Nie mogłem się napatrzeć na te dwie ślicznotki. Raptem żona zapytała: A ty, co tak zesztywniałeś? Ocknąłem się i przez chwilę pomyślałem, że chodziło jej o to, że mam coś sztywnego w spodniach, ale po prostu tak się wpatrywałem w te boskie ciała, że zamarłem.

    -Przepraszam, trochę się zapatrzyłem, ale myślę, że rozumiecie, bo widok jest boski. – Odpowiedziałem.

    -Tak? – Odparła moja żona z uśmiechem, podnosząc obciągnięte obie nogi w górę uginając je w kolanach na przemian. Przekręciła się przodem do Ewy i położyła na jej udach obydwie lekko ugięte nogi. Ewa szybko podłapała temat, bo zauważyła, że jestem prawie ugotowany tym widokiem i też zaczęła powoli machać swoimi nóżkami. Robiły mi na złość. Wiedziałem, że tego wieczoru nie mogę liczyć na seks, bo moja żona wypiła już 3 drinki, więcej niż ilość, która daje mi szansę na przekonanie jej na nocną zabawę, więc będę musiał poczekać do rana.  Z uśmiechem pokazałem im język.

    – Wredotki z Was – powiedziałem – jak tak możecie igrać z męskimi hormonami? Jak chcecie się powygłupiać to zróbcie to, co w sylwestra przy stole.

    -A, co w sylwestra zrobiłyśmy? –Zapytała Ewa.

    W ostatniego sylwestra, kiedy siedzieliśmy przy stole dziewczyny wygłupiały się pokazując sobie języki, po czym zaczęły się nimi dotykać i w końcu pocałowały się. Pocałunek był dość krótki, ale na tyle długi, że poczułem nagły przypływ podniecenia i zaniemówiłem. Tak samo zareagował mąż Ewy, który siedział koło mnie. Nigdy wcześniej nie widziałem żeby moja żona całowała się z języczkiem z dziewczyną i za każdym razem, kiedy przypominałem sobie tą krótką scenę odczuwałem podniecenie.

    -całowałyście się publicznie z języczkiem, trochę nerwowo i krótko, pewnie, dlatego, że dużo ludzi patrzało, ale i tak ja do dzisiaj mam tą scenę przed oczami – może to powtórzycie na spokojnie? – Zaproponowałem trochę nieśmiało nie wierząc w to, że to powiedziałem, z pewnością alkohol mi w tym pomógł.

    Moja żona spojrzała się na mnie w milczeniu i od razu na Ewę, która nie bardzo wiedziała gdzie się spojrzeć czy mojej żonie w oczy, czy na mnie, czy na drzwi.

    – Chyba Cię wyobraźnia poniosła – po krótkiej chwili odpowiedziała moja żona.

    – Poniosła…, ale za taki widok zrobiłbym wszystko – powiedziałem stanowczo i zachęcająco.

    – Ileż to roboty nie Ewa? – Powiedziała pewnie moja żona uśmiechając się do niej.

    -Tyle, co nic! – Dodała seksowna brunetka w momencie, kiedy ich usta zaczęły się zbliżać ku sobie.

    Ewa dotknęła prawą ręką włosów za głową mojej żony, tak jakby chciała przycisnąć jej głowę do swojej.  Zaczęły dotykać się wargami, subtelnie używając języków szukały przyjemności. Robiły to powoli i namiętnie obydwie z zamkniętymi oczami.  Ja siedziałem w fotelu i odczułem kilkakrotne podniesienie wewnętrznego ciśnienia, oto przede mną siedzi moja zajebista żona i jej już teraz gorąca dla mnie przyjaciółka całują się namiętnie i nie przestają!  Nie chcę spuścić oczu z nich ani na chwilę, bo to się zaraz skończy, więc chcę cieszyć się każdą sekundą. Tylko ku mojemu zdziwieniu dziewczyny nie przestają się całować a ręka Ewy znalazła się na udzie mojej żony w miejscu gdzie kończy się jej sukienka i w tej okolicy przesuwa ją wzdłuż nogi. Moja Ewcia złapała przyjaciółkę za biodro a drugą rękę wplątała w jej włosy. Ich pocałunek wyglądał tak jakby brały udział w konkursie na najbardziej namiętny. Włożyłem rękę do kieszeni i zrobiłem trochę miejsca w spodniach żeby napierająca krew mogła szybko napłynąć, nie trwało to dłużej niż kilka sekund a musiałem wyciągnąć rękę, bo miejsca zaczynało brakować. W międzyczasie moja żona położyła się na plecach, Ewa klęczała nad nią a pocałunek nadal trwał. Ręka Ewy powędrowała od szyi mojej żony lekko zatrzymując się na piersiach gdzie zatoczyła koło i powędrowała ku wewnętrznej stronie ud. Zauważyłem, tam dwie ręce, jedna była mojej żony, którą na zmianę dotykała siebie i Ewę miedzy nogami. Pomyślałem, że są strasznie napalone na siebie, co mnie nakręciło jeszcze bardziej nie miałem najmniejszej ochoty opuszczać tego pomieszczenia, nawet one by mnie siłą nie wygoniły. Patrzyłem na wypiętą pupę Ewy obciśniętą kolorową krótką sukienką i miałem ochotę podejść podwinąć ją do góry i posmakować jej muszelki a później przelecieć ją od tyłu. Tylko, że one bawią się tam tak jakby mnie tu w ogóle nie było, nie chciałem żeby się spłoszyły, więc postanowiłem nadal patrzeć. Rozporek przy sukience żony został już rozpięty na całej długości i sukienka rozłożyła się na boki a Ona leżała tylko w bieliźnie. Sex bombowa przyjaciółka zaczęła całować coraz niżej obniżając głowę a tym samym bardziej wypinając tyłek. Dopiero teraz moja żona spojrzała się na mnie i wyciągnęła rękę do mnie. Nie mogłem powstrzymać radości, więc na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, szybko wstałem i poszedłem do niej klęknąłem i ją pocałowałem. Ona odchyliła głowę i szepnęła mi do ucha:

    -Podoba ci się, co? Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo kontynuowała: Przeleciałbyś ją nie? Spojrzałem w stronę nóg mojej żony gdzie Ewa całowała przez majtki to, co najpiękniejsze, spojrzała na mnie i powoli zaczęła zbliżać się ku moim ustom jednak kusząco minęła je dopadając ponownie usta mojej żony, ale za moment złapała mnie za rękę wstała i pociągnęła mnie w stronę końca wersalki gdzie kazała mi usiąść.

    -Popatrz, czego Ewie potrzeba. – Powiedziała powoli. Jej ręce poleciały w stronę majtek żony, wspólnie błyskawicznie je zdjęły i majtki poleciały aż pod telewizor. Ewa klęknęła nisko nad moją Ewcią i zabrała się za lizanie jej łechtaczki. Siedziałem teraz na końcu wersalki a na wyciągnięcie ręki miałem wypięta pupkę z lekko widocznymi majtkami, z lewej strony dotykała mnie noga mojej żony, którą zacząłem dotykać. Nie widziałem, co się dzieje między nogami Ewki, bo widok zasłaniała mi lekko poruszająca się głowa Ewy. Ciekawe ile cipek już wylizała, i miałem wrażenie, że z moją żoną to nie jest jej pierwszy raz. Popatrzyłem na twarz żony, na której be wątpienia było widać, że nie chcę tego przerywa do tego zaczęła cicho pojękiwać z podniecenia. Po chwili usiadła i zdjęła sukienkę z Ewy i odpięła oba staniki. Na lewej łopatce Ewy zauważyłem tatuaż jakiegoś drapieżnego kota. Ooo… tak… pomyślałem, bez dwóch zdań zajebista z ciebie kocica. Mój penis był już na tyle gotowy, że zaczął przebijać się do góry przez pasek przy spodniach. Położyłem rękę na spodniach i zacząłem je pocierać. Moja żona to zobaczyła i wydostała się z pod Ewy i klęknęła koło mnie. Szybko rozpięła mi pasek i ściągnęła spodnie, mój kutas sterczał jak nigdy. Wyciągnęła język i powoli liznęła go dwa razy, po czym włożyła go do buzi. Jak ja to uwielbiam, to jest chyba najprzyjemniejsza chwila zaraz po orgazmie oczywiście. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się tymi lekkimi dotknięciami ust mojej żony. Trwało to może minutę, bo złapała go ręką i zaczęła jęczeć. Co jej się stało? Zerknąłem w lewo i zobaczyłem jak całkiem naga Ewa wpycha jej dwa palce w wypiętą cipkę i do tego języczkiem i ustami robi jej ostrą minetę, natomiast drugą ręką pieściła siebie, na zmianę wkładając sobie palca do środka i rozmasowywała łechtaczkę na boki. Żona kręciła dupką, głowę podniosła w górę i szeroko otworzyła usta wydając z siebie głośne odgłosy podniecenia. Taki widok nie mógł na mnie nie zadziałać.  Poczułem, że zbliżam się do końca a bardzo tego nie chciałem, bo przecież czekało na mnie nowe ekscytujące doznanie, a mianowicie ruchanie nowej, na pewno ślicznej cipki obrzydliwie seksownej kocicy i to wspólnie z kobietą mojego życia. Moja żona również poczuła, że też zaraz skończy, bo wygięła się cała i zeszła nogami z łóżka zabierając swoją cipkę z przed nosa Ewy. Obróciła się i położyła się piersiami na jej piersi, a wzgórkiem łonowym dotknęła jej łona. Za chwile podniosła nieco biodra i włożyła rękę tak żeby móc pieścić Ewę. To był ten moment, dwie mokre cipki leżą przede mną z rozłożonymi nogami, w mgnieniu oka obyłem się reszty odzieży i zacząłem lizać skarb mojej żony. Nie trwało to długo, bo usłyszałem jak mówi do mnie: – Wsadź! Nie czekałem ani sekundy, złapałem swojego na maxa sztywnego kutasa i wsadziłem tak głęboko jak tylko mogłem, aż jęknęła z bólu. Teraz nieco płyciej, ale szybko. Ręce trzymałem na jej pośladkach, które obijały się o mnie.  Musiało być jej zajebiście przyjemnie, bo leżała przecież na świetnym ciałku z dużymi piersiami, całowała ją w usta, od tyłu była posuwana przeze mnie a Obie dodatkowo sprawiały sobie przyjemność paluszkami. Teraz w tym podnieceniu słyszałem jęki jednej i drugiej, co doprowadzało mnie do granic wytrzymałości. Jęczała coraz mocniej i powiedziała: rób tak! Obydwoje róbcie! Kończę!!! Same te słowa działają na mnie jak narzędzie do uwolnienia wytrysku do tego wszyscy zaczęliśmy ruszać się szybciej i szaleńczo, a do tego wszyscy wydawaliśmy z siebie głośne jęki. Wytrysnąłem w środku zalewając całą przestrzeń i jeszcze przez moment wykonywałem ruchy w przód i w tył, po czym wyszedłem z niej i usiadłem na łóżku.  Ewie też się udzieliło nasze podniecenie i osiągnęła orgazm razem z nami. Patrząc na rozkraczone zgrabne nogi dziewczyn ucieszyłem się, że wszyscy są spełnieni.  Strumień spermy wyleciał z cipki Ewki i spłynął na różową dziurkę przyjaciółki. Chciałem to powoli rozmazać na obu muszelkach, ale za mnie zrobiła to Kocica, zbierając palcem to, co spływało i wciskała powoli sobie do środka.

    Teraz już mogłem opuścić to pomieszczenie, więc poszedłem do łazienki gdzie obmyłem się szybciutko i ubrałem. Gdy wyszedłem Ewa poszła do łazienki a ja przytuliłem moją żonę i powiedziałem do niej, że jest boska i dzisiaj pokazała mi coś, czego nigdy nie spodziewałem się zobaczyć, choć marzyłem o tym. W tym samym momencie uświadomiłem sobie, że w tym całym akcie miłosnym nawet nie dotknąłem Ewy ani ona mnie, a z naszej trójki prawdziwego trójkąta miłosnego przeżyła tylko moja żona. Mimo tego nie byłem rozczarowany, bynajmniej byłem spełniony i uszczęśliwiony. Ewa wyszła z łazienki i powiedziała, że będzie już wracać do domu. Zaproponowałem, że zamówię jej taksówkę. Chwilę później wyszła, a ja na pożegnanie podziękowałem jej za niezapomniane doznanie.

    Byłem w siódmym niebie, bo tego wieczoru nie liczyłem nawet na zwykły seks a przydarzyło mi się coś, co zapamiętam do końca życia, Nie podejrzewałbym, że moja żona posunie się do aż tak odważnych eksperymentów erotycznych. Mimo, że to ona była gwiazdą tego wieczoru to czułem, że powinienem się jej za to odwdzięczyć.  Udowodniła, że potrafi się bawić i że nie brak jej odwagi na nowe doznania. W mojej głowie już zacząłem układać plan wieczoru, w którym spełnię jej najbardziej skrywane fantazje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Macieq

    Bawny się tak żeby nie krzywdzić innych.

  • Zaliczenie polskiego

    Gdy przyszedłem na poprawe sprawdzianu była już w klasie. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi, a echo ich trzasku rozniosło się dźwięcznie po pustych już dawno korytarzach szkoły. Stała tyłem do mnie i wycierała powoli tablice. Jej lędźwie posuwały się to na lewo to na prawo w rytm, ścierania a moje oczy podążały ruch w ruch za pośladkami mojej nauczycielki polskiego. Pani Magda nie należała do szczupłych, miała swoich kilka kilogramów więcej, co dodawało jej w sumie uroku. Pełne piersi dumnie przeciskały się przez ciasny materiał sweterków, jakie nosiła. Spodnie zaś zawsze przylegały do jej nóg prawie na całej długości. Usiadłem w ławce tuż przed biurkiem Pani Magdy. Gdy tablica była już czysta usiadła na swoim miejscu tuż naprzeciw mnie. Miała dzisiaj niezwykle odważny dekold, włosy zaś uczesała w długo warkocz. Na nogach spoczywały eleganckie spodnie „na kant”, jednak przy jej figurze, były one nad wyraz przylegające, opinające seksownie pupę.

    Odczekałem chwile, by znalazła kartkę z pytaniami i zaczęła dyktować. Byłem mocno zestresowany sprawdzianem, od niego zależało czy wyjdę na 4 na świadectwie maturalnym.

    – Gotowy? – spytała patrząc się na mnie.

    -Tak – kiwnąłem potakująco i… w tym momencie uderzyłem przez przypadek w stolik i mój długopis spadł na ziemię turlając się wprost pod biurko Pani Magdy.

    – Szybciutko, podnoś i piszemy – powiedziała z uśmiechem.

    Zanurkowałem więc pod ławkę i zauważyłem, że długopis leży tuż obok stopy Pani Magdy. Zauważyłem, że wyciągnęła z nich nózki, opierając się o nie tylko paluszkami. Podreptałem w kierunku jej krzeszła i chwyciłem długopis . W tym samym momencie Pani Magda poruszyła nogą a jej stopa otarła się o mój policzek. Lekko odsunęła krzesło i spytała:

    – Oj, nic ci się nie stało? Przepraszam za to…

    Ja jednak tylko się uśmiechnąłem i powiedziałem, że wszystko jest ok. Ona jednak wpatrywała się nadal we mnie z jakimś dziwnym błyskiem w oczach. Ja też jakoś, zapatrzony w jej zielone paczydła nie zamierzałem ruszyć się w tył. Pani Magda delikatnie uniosła swoją stópkę i pogładziła mnie po policzku. Nie wiem co we mnie w tej chwili wstąpiło, nie byłem chyba świadom konsekwencji, lecz szybciutko rozchyliłem wargi i lekko pocałowałem jej paluszki, liżąc przy tym języczkiem górę stopy. Nauczycielka głośno westchnęła po czym przymknęła oczy. Ująłem jej nóżke w dłonie i pocierając całowałem teraz kawałek po kawałku. Moję ręce pięły się wyżej, masując łydkę  a następnie kolano. Szybko z pozycji „na czworaka” ukląkłem na kolana. Gdy moje dłonie wędrowały coraz wyżej jej nóg, Pani Magda jak na zawołanie odsunęła lekko krzesło i rozchyliła maksymalnie nóżki. Jakoś nie potrzebowałem większego zaproszenia, gdyż mój członek już nieźle opinał rozporek spodni. Usadowiłem się delikatnie między jej nogami i zacząłem całować jej wewnętrzną stronę ud. Dyszała coraz szybciej przymykając słodko oczy i odchylając głowę w górę. Nie czekałem długo, szybko przybliżyłem się do niej i pocałowałem centralnie w krok. Poczułem na wargach materiał jej spodni. W tym momencie nauczycielka jakby się zmieszała, zacisnęła uda na mojej głowie i się lekko speszyła. Pojęła jednak, że ściska mnie z całej siły a ja nie mam jak się wydostać. Rozluźniła więc lekko uścisk i popatrzyła na mnie z rumieńcami.

    – Gdzie ty ten nosek wciskasz, hm? –spytała lekko nieśmiale.

    – Ja tylko… – trudno mi było powiedzieć coś sensownego – chciałbym jej posmakować…

    Magda zrobiła wielkie oczy i lekko się zdziwiła.

    – Mnie? Jesteś pewien? Przecież jestem taka gruba…

    – Nie! – odpowiedziałem automatycznie,  ale widząc jej zdziwienie postanowiłem kontynuować – Może nie ma  Pani figuty modelki, ale ja właśnie bardzo cenie sobię Pani ciało i od dawna marzyłem, żeby znaleźć się z Panią w takiej  sytuacji… – skuliłem głowę bojąc się rezultatu mojego stwierdzenia.

    Nic jednak nie nastąpiło, Magda milczała. Skusiłem się  i spojrzałem znów w jej oczy. Uśmiechała się.

    – Na prawdę? Mówisz poważnie? Podobam ci się?…

    – Tak, bardzo… – nie dokończyłem, gdyż ręce Magdy chwyciły moją głowę i lekko docisnęły ją do jej krocza.

    – Rób zatem ze mną co chcesz – rzekła tak błogo i podniecająco.

    Ja nie zastanawiając się dłużej zacząłem całować jej spodnie właśnie w miejscu, gdzie skrywała się jej cipka. Później paluszkami naciskałem materiał.

    – Może rozepniesz? – padło z góry.

    Odchyliłem jej sweterek pod którym ukazało się kilka fałdek. Następnie odpiąłem jeden, drugi a potem trzeci guziczek spodni i pociąłem w dół. Magda lekko podniosła pupę a ja sprawnie ściągnąłem jej spodnie. Wpierw przełożyłem jej lewą nóżkę, później prawą. Miała na sobie białe koronkowe figi. Gdy przybliżyłem nosek ponownie do jej krocza poczułem zapach mokrej cipki. Przejechałem palcem po materiale i poczułem wilgoć. Odsunąłem paluszkiem koronkę i zajrzałem pod spód. Moim oczą ukazała się piękną, ogolona muszelka połyskująca nektarem. Spragniony zacząłem zlizywać każdą kropelkę. Magda cicho jęczała. Mój penis był już tak naprężony, że bokserki były dla niego o wiele za ciasne. Czułem zatem już spory dyskomfort.

    – Pani Magdo, ja już…

    Nie musiałem kończyć, bo nauczycielka wstała i podeszła do biurka opierając się na łokciach.

    – Szybko, chodź! – krzyknęła

    Wyszedłem spod stolika i podbiegłem za nią. Wypinała swoją sporą dupę wprost na wysokości mojego rozporka. Mimo swoich kilku kilogramów za dużo i tak była jędrna i sprężysta. Dałem jej mocnego klapsa, a ona odpowiedziała jękiem. Szybko otwarłem zamek spodni i wypuściłem Go na powietrze. Był już w gotowości, maksymalnie duży i twardy. Wpierw masowałem jej pośladki, później rowek. Chwyciłem jej majtki i opuściłem do kolan. Odnalazłem właściwą drogę i potężnym ciosem wbiłem się w nią po same jajka. Zawyła z bólu i rozkoszy.

    – Mocno Marek… – krzyczała.

    Przywarłem do niej i zacząłem ją szybko posuwać, klepiąc i tarmosząc pośladki. Nie mogłem nacieszyć się ich miękkością, ściskałem je coraz mocniej. Magda była mokra i cieplutka. Pochyliłem się bardziej, oplatając ją rękami, Moje dłonie powędrował w kierunki dekoltu i brutalnie wyciągnęły na wierzch piersi. Dwie olbrzymie kule podskakiwały w rytm moich ruchów i jęków Magdy. Jej sutki były nieźle sterczące, mogłem bez problemu tarmosić je palcami. Ściskałem cycki z całych sił, dając upust mojej żądzy. Nauczycielce jednak to nie przeszkadzało, bo nawet nie pisnęła. Szczyt zbliżał się nieuchronnie. Wziąłem ją zatem mocno i obróciłem. Sama, jakby czytając moje myśli upadła na kolana rozchylając wargi. Wepchnąłem jej w usta członka i już po kilku ruchach zalałem gardło swoim nektarem. Pociekło jej w kąciku ust, ale prędko zlizała językiem cenne krople. Klęczała tak, zaspokojona,  czerwona na policzkach, z wyciągniętymi na wierzch, czerwonymi cyckami. Była piękna, moja Magda, seksualne cudo.

    – Dawno nikt mnie tak nie wyruchał – szepnęła i pokazała rządek białych zębów.

    – Powtórzymy to? – spytałem.

    Spojrzała na moją męskość po czym uśmiechnęła się lubieżnie. Jej dłoń powędrowała między moje nóżki….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krwiopijek

    🙂

  • Pomoc domowa

    Nie każda praca jest przyjemnością. Jak się mieszka w małym miasteczku nie można wybrzydzać. Z czegoś trzeba żyć. Ale uśmiechnęło się do mnie szczęście, zadzwoniła do mnie koleżanka z Warszawy, że ma dla mnie prace jako pomoc domowa u bogatej rodziny na przedmieściach stolicy. Wiązało się to z koniecznością stałego zamieszkania w tamtym domy. Trudno, spakowałam rzeczy i podjęłam się tego.

    Mijały tygodnie. Ale jakoś szło. Małżeństwo okazało się sympatyczne, Andrzej i Zuzanna. Dzieci nie bardzo kłopotliwe. Najgorsze były noce – jestem młoda kobietą, a spotkanie co cztery tygodnie z mężem nie zaspakajało całego mojego libido.

    Po skończonym dniu szłam spać do swojego małego pokoiku. Często przekręcałam klucz w drzwiach, żeby nie narażać się na przyłapanie i paluszkiem zaspakajałam się. Fantazje miałam coraz odważniejsze, ale … Właśnie, pewnej nocy podczas zabawy ze sobą pomyślałam, że przecież to małżeństwo, na górze też musi choć czasem robić „to”. Uchyliłam drzwi i nasłuchiwałam, ale cały dom był cichy ta ciszą idealną, która panuje tylko wtedy kiedy sen opanowuje wszystkich. Postanowiłam codziennie zostawiać uchylone drzwi do swojego pokoju. Przecież kiedyś muszą to robić. Trzy dni później usłyszałam po północy delikatne szmery, rytmiczne, w rytmie tej czynności, o której marzyłam i fantazjowałam co noc.

    Ubrałam po cichutku skarpetki, żeby krok był cichszy i przekradłam się przez kuchnie i korytarz pod drzwi moich gospodarzy. Tak! Nie można już było mieć wątpliwości – kochali się. A właściwie wściekle się pieprzyli! Próbowałam popatrzeć przez dziurkę od klucza, ale ustawienie łóżka było niekorzystne. Cóż nie w każdej pracy wszystko się układa – pomyślałam i lekko uśmiech wykrzywił mi usta. Podsłuchiwałam, aż skończyli. Wróciłam do swojego łóżka  podniecona tym czego byłam świadkiem. Paluszek wsunęłam w już bardzo wilgotna szparkę. Szybko poczułam ciepło i napięcie wyginające plecy. Stęknęłam i orgazm przeszedł falą ciepła od perełki mojej łechtaczki przez biodra na całe ciało.

    Zaczęłam to powtarzać kiedy tylko słyszałam jak się kochają.

    Teraz kiedy w dzień na nich patrzyłam, zaczęłam wyobrażać sobie ich wijących się w pościeli. Mimowolnie zaczęłam fantazjować o tym jak oddaje się Andrzejowi. Miałam wyrzuty sumienia, w stosunku do męża i do Zuzanny, która bardzo polubiłam.  

    Po dwóch miesiącach tego niecnego podsłuchiwania, nie powstrzymałam się. Stojąc pod ich drzwiami sypialni delikatnie nacisnęłam klamkę drzwi i udało mi się uchylić je na tyle by ich zobaczyć. W seksualnym uniesieniu, w jękach i sapaniu własnego podniecenia, ani Andrzej ani Zuzanna nie zauważyli, ani nie usłyszeli otwierania drzwi. Poczułam ciepło na twarzy, brzuchu, plecach i tam na dole pomiędzy nogami. Oto widzę to co sobie od dawna tylko wyobrażałam w fantazjach. To nie było zwykłe kochanie się. On ja wściekle i gwałtownie rypał. Zuzanna na czworakach z wypiętą pupą. Widziałam narząd Andrzeja jak wsuwał i  wysuwał się z niej. Zwolnił – zobaczyłam jak całego wyciągnął z niej. Trzymał go w dłoni i tak wkładał go powoli i znowu wyjmował. Widziałam jak żołądź przy wyjmowaniu wywija na zewnątrz falbanki warg sromowych Zuzanny. Słychać było mocne mlaśnięcia z bardzo mokrej cipeczki. Nagle wrócił do szybkiego tępa i jęknął głośno. Wiedziałam co się stało! Eksplodował w środku. Zrobiło mi się żal , ze to nie moja cipeczka. Cichutko się odwróciłam i na paluszkach uciekłam do pokoju.

    Myślałam, że udało mi być nie zauważoną. Jednak nie. Na drugi dzień, kiedy Zuzanna z dziećmi pojechała na zakupy, Andrzej zjawił się w kuchni. Zmywałam naczynia po obiedzie. Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć i uśmiechnęłam się do niego. On usiadł na brzegu stołu i zaczął:

    – Wiem, że wczoraj w nocy podglądałaś!

    Znieruchomiałam. Odwróciłam się do niego i nerwowo wycierając ręce w ręcznik popatrzyłam na niego. Bałam się zwolnienia.  Nie miałam ochoty iść w zaparte. Skoro tak mówił to coś wiedział. Zdałam sobie sprawę, że pewnie mnie widział.

    – Przepraszam – odpowiedziałam – to się nie powtórzy. Zwolnicie mnie?

    – Nie – odpowiedział Andrzej – ale Zuzanna nie może się o tym dowiedzieć.

    Wstał podszedł do mnie. Podszedł za blisko! Podniósł rękę i położył mi ja na ramieniu. Zamarłam nie rozumiejąc co chce zrobić. Przesunął ja powoli na moją szyję, zaczął ja głaskać. Ta czułość jednocześnie mnie odprężała jak i napawała niepewnością „co się dzieje”. Wsunął rękę w moje włosy na potylicy i delikatnie zacisnął dłoń. Odchylił mi głowę do tyłu i patrzył w oczy. Siłą mnie odwrócił tyłem do siebie. Druga ręką zaczął obmacywać moje piersi i prawie od razu złapał mnie za pośladki.

    – Proszę to nie jest dobry pomysł. Proszę, ja mam męża – powiedziałam

    I zaczęłam szarpać jego rękę, która już wsunęła się pod moja spódnicę i zaczęła od przodu szukać dojścia poprzez majtki do mojej cipeczki. Szarpałam się ale nie dałam rady. Kiedy rękę już wepchał do moich majtek poczułam, że jego palce wsuwają się w już wilgotną szparkę. Sama mnie zadziwiło to, że ona była gotowa pomimo tego, że ja tego nie chcę. Zawstydziło mnie moje podniecenie. On puścił mi włosy i obie dłonie wsunął gwałtownie pod sukienkę. Ścisnął mnie za pośladki i od razu złapał za majtki – zaczął je zsuwać ze mnie. Zacisnęłam nogi broniąc się przed tym. Zacisnął palce mocnie i  zdarł mi je. Ale jednocześnie uwolnił mnie ze swego uścisku. Odwróciłam się szybko. Stał teraz pół metra ode mnie. Rozpiął spodnie i wyciągnął sterczącego członka. Powiesił na nim moje majtki i zawadiacko się uśmiechnął. Trochę zła, sięgnęłam ręka po swoje majtki, ale nie dało się tego zrobić  nie dotykając jego sterczącego instrumentu. Zsunęłam mu je z penisa. Chwilkę stałam i… i nie mogłam się powstrzymać, żeby .. – chwyciłam go druga dłonią i przesuwałam dłonią masując go. Stwardniał jeszcze bardziej. Skapitulowałam!!! Odwróciłam się i wypięłam pupę ! Podsunęłam sukienkę na plecy.   Dłoń wsunęłam od tyłu miedzy nogi i palcem rozchyliłam dla niego swoja cipeczkę. Wiedziałam , że faceci lubią ten widok. Bawiłam się swoja perełka i domyślałam się, że on pewnie już ręką utwardza swoja pałę. Tak! Prawie od razu przerwał moja zabawę i poczułam ten sam żołądź, który wczoraj widziałam.  Poczułam jak wpycha się we mnie. Wsuwał go powoli, do końca, tak, że poczułam jądra na pośladkach. Wysunął go całego i  znowu wsadził powoli całego. Poczułam jak wszystko jest tam mokre. Zaczął mnie rypać! Złapał oboma rek koma za tyłek i rypał mnie!!! Posuwał mnie tak samo szybko jak wczoraj Zuzannę! Rytmicznie i coraz szybciej uderzał w moje pośladki i czułam przesuwający się w cipce twardy wał. Wypięłam się jeszcze mocniej , żeby mógł głębiej mnie penetrować. Poczułam jak mnie zalewa. Przyśpieszyłam zabawę paluszkiem i moja perełka nagrodziła mnie orgazmem. Wyjął go ze mnie. Ja ciągle wypięta stałam w rozkroku chcąc by się gapił na to kiedy będzie odchodził.

    – Chcę żebyś dalej podglądała nas nocami – powiedział i wyszedł z Kuchni.

    Jednak ta praca nie okazała się taka zła. Kąśliwie pomyślałam sama o swojej zdradzie małżeńskiej!

    Tej nocy nie miałam odwagi już wyjść z łóżka i ich podglądać. Walczyłam ze swoja ciekawością i pamiętałam czego oczekiwał Andrzej. Ale miałam wyrzuty sumienia. Z drugiej strony uśmiech sam pojawiał mi się na twarzy kiedy sobie przypominałam jak mnie „dopadł” w kuchni. Zaczęłam już przysypiać , kiedy usłyszałam lekkie skrzypnięcie otwierających się drzwi do mojego pokoiku. To Andrzej stał w nich i się na mnie patrzył.

    – Nie przyszłaś. Starałem się dla Ciebie, a Ty nie przyszłaś.

    – Bałam się!

    Zapadła chwila ciszy. Wiedziałem, że on chcę tego. Ja tego chciałam. Pomyślałam: „zgrzeszę, chce mi się chłopa”. Zsunęłam z siebie kołdrę. Drzwi były naprzeciw moich nóg więc widział moje krocze w całej okazałości. Uniosłam nogi jak umiałam najwyżej. Zaprezentowałam mu swój cały krajobraz. Nie miałam majtek i cipeczka od razu rozchyliła się.

    – Proszę wyliż mi ją – powiedziałam

    Podszedł. Nachylił się przy moich stopach i na czworakach podsunął się do mojego krocza. Wysunął język i przesunął delikatnie ale zdecydowanie od otworka waginy aż do perełki. Przeszły mnie ciarki.

    – Dalej, liż. Proszę!

    Zaczął lizać, powoli przyspieszając. Czułam jak perełka mi nabrzmiewa.

    Po chwili podniósł się. Stanął nade mną i zsunął sobie majtki.  Ja oboma rękoma rozchyliłam cipkę na Maksa. Wsunęłam jeden palec do otworka żeby dobrze przygotować wejście dla jego sterczącej pały. Uklęknął, wsunął mi dłonie pod pośladki i lekko uniósł mi biodra. Zniecierpliwiona złapałam go wtedy za penisa i wsadziłam sobie nie czekając na jego inicjatywę. Zaczął mi go wsuwać i wysuwać do samego końca. Posuwał mnie! Tego nie można nazwać inaczej – posuwał mnie bardzo szybko. Zrobiło mi się cholernie dobrze. Wsunęłam palec między nas żeby stymulować perełkę.

    – dalej, chce poczuć jak mnie zalewasz

    I wtedy on wystrzelił mi w cipce! Poczułam ciepły płyn jak tryska mi w środku.

    O dziwo jego pała nie wiotczała!

    On ciągle ruszał się w cipce, a ja czułam jak ciągle wpompowuje spermę we mnie.

    – Odwróć się, ale tak żeby mi się z ciebie nie wysunął. Ustaw się do mnie tyłem na czworakach. – powiedział

    Ostrożnie obróciłam się tak by jego instrument nie wysunął się ze mnie.

    Wypięłam się na czworakach.

    – Och! Czuje się jak niegrzeczna suczka! – uśmiechnęłam się, lekko odwracając głowę do niego

    – I zerznę Cie drugi raz! Jak suczkę! Słyszysz! Będę Cię dupczył wściekle jak sukę!

    Podnieciła mnie jego wulgarność.

    Zaczął mnie walić, tak że jego jądro mocno uderzały mi w tyłek.

    Co jakiś czas zwalniał i wysuwał go prawie całego, a potem wsuwał po sam koniec – po jądra! I znowu przyspieszał. Powtarzał ta zmianę tępa kilka razy.

    W końcu mocno  przyspieszył …

    – Tak, tak! Zalej mnie jak sukę! – Głośno wyjęczałam.

    Wtedy kilka razy mocniej pchnął i zalał mnie!

    Jeszcze kilka razy nim, już wolniej poruszał, tak żeby do końca wpompować we mnie wszystko.

    – Zasłużyłaś na podwyżkę suczko – roześmiał się Andrzej

    Wysunął go i klepną mnie w pupę. Chyba będę częściej wpadał.

    Odwróciłam się. On stał przy łóżku , ja siedziałam.  Jego penis jeszcze trochę sterczał. Chwyciłam mu go w dłoń i wyssałam ostatnie krople ustami.

    Pogłaskał mnie po głowie i wyszedł.

    Położyłam się z szelmowskim uśmiechem. Zasnęłam czując jak wypływa mi ze szparki biały płyn!!!!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    grzegorz nieznany

    grzegorzne